No i znów się pogoda lekko zbiesiła, choć wolę te dzisiejsze 15 stopni niż 30+ z archetypowego polskiego lata. Chmury wisiały na tyle nisko, że wyruszyłem szosą w pełni świadomy, iż zamiast powrotu może mnie czekać przypływ, ale postanowiłem zaryzykować i finalnie była to dobra decyzja, bo tylko postraszyło, a po południu nawet się rozpogodziło. Tyle po raz kolejny w temacie sensowności zawodu o magicznej nazwie "pogodynek/ka".
Zamiast standardowego kółeczka zrobiłem glizdę w tę i z powrotem, z małym brzuszkiem w środku, czyli z Poznania przez Plewiska, Dąbrówkę, Palędzie, Dopiewo, Podłoziny, tam nawrotka i znów Dopiewo, Palędzie, ze zmianą w Gołuskach oraz Komornikach i końcówce znów zaliczyłem Plewiska, docierając przez nie do domu.
Podłoziny... hmmm. Zagadka - co projektant umieścił na końcu tak zacnie wyłożonego asfaltu? Pewnie nikt nie będzie zaskoczony :) Nawet fragmencik tędy pojechałem, ba zabrakło mi kawałka dystansu. W tej samej okolicy, na wysokości przejazdu kolejowego (100% zamykalności rogatek na mój widok), uświadczyłem wizualizację ideologicznej walki pomiędzy KAŻDY INNY, WSZYSCY RÓWNI a SEKCJA JEŻYCE I PLEWISKA (cokolwiek to jest), która umiliła mi czekanie na przejeżdżający skład. Tu w ogóle jest głębszy temat, bo nic nie jest oczywiste - jeśli najpierw był napis antynazioli, potem pomazany przez nazioli, to czemu przekreślone są dwa celtyki, a nie trzy? Czy jednak owa sekcja była pierwsza, ale wtedy kto by skreślił KAŻDYCH? Czy może jakaś trzecia siła była? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi... :) Aha, wiało i to konkretnie, mocno. Głównie wmordewindowo i z boku, co "zrobiło" mi wynik. A jako że ostatnio na moim bajkstatsie pojawiają się morsiaste teorie, mówiące o tym, że skoro ostatniej soboty, podczas bezrowerowej wizyty w Wielkopolsce, pogoda się wyklarowała i wiatr osłabł, to jest to dowód na to, że generalnie tu nigdy nie wieje, a ja sobie coś wymyślam. W związku z tym umieszczam załącznik, ukazujący fakt istnienia całkiem solidnych podmuchów powietrza. Wolę teraz, niż potem tracić czas na bezproduktywne przepychanki w tej tematyce :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"