Trzy Światy
Świat Pierwszy
Z niego wyruszyłem. Rano, we mgle, z widokiem wzmacniającym pamięć, bo żeby uświadomić sobie co przedstawia, trzeba było sięgnąć daleko do zasobów własnego mózgu. Wcale nie był to zły świat – za to idealny do kontemplacji. Gdzieś po drodze uciekł przede mną czarny bocian, a praktycznie przez większość czasu jechałem wzdłuż Bobru, więc dźwięk płynącej rzeki jakoby wymusił na mnie odłączenie wszelkich dousznych muzycznych „dopalaczy”. Ten świat znajdował się wzdłuż linii: Jelenia Góra – Łomnica – Wojanów – Bobrów – Trzcińsko – Przełęcz Karpnicka.


Świat Drugi
Zaczął się, jakby magicznie, dokładnie na samej górze Przełęczy. Ktoś zdjął z niej zasłonę i nagle rzeczywistość zyskała barwy, a krajobraz pozwolił na urealnienie się gór. W tym momencie dostałem mentalnego kopa i postanowiłem (gdyż wcześniej planu na dalszą drogę nie miałem) po zjeździe do Karpnik zaatakować Przełęcz pod Średnicą, która do AŻ takich łagodnych nie należy. Należy bardziej do OCH takich :) Wspinaczka została nagrodzona nie tylko jak zwykle rewelacyjnym zjazdem do Kowar, ale również widokami z tego Świata.
Był on dłuższy od pierwszego, Nie narzekałem. Może jedynie wiatr w nim był zdecydowanie zbyt wielkopolski, bo na odcinku od Kowar do Karpacza zostałem kilka razy dosadnie potargany, a na innych tylko trochę mniej. Cóż, na cztery dni kręcenia po górach ten jeden z wmordewindem można uznać za błąd statystyczny.
Z Karpacza zawinąłem się szybciej, niż tam się pojawiłem. W sumie to logiczne, bo miałem w dół, ale bardziej było to wynikiem widoku typowego, długoweekendowego korka. Drugi Świat trwał do granic Miłkowa i Sosnówki.







Świat Pierwszy
Wrócił z zaskoczenia na chwilę. Zabrał mi widok zbiornika wodnego w Sosnówce – i mam wrażenie, że nie był to przypadek, gdyż kilka dni temu w tych okolicach dopadła mnie ulewa, przez którą też mało co zobaczyłem. Temat do zbadania. Ja jednak okazałem się sprytniejszy i skręciłem w kierunku Staniszowa.

Świat Drugi
W nim już pozostałem, przynajmniej do końca wyjazdu. Po wdrapaniu się do wspomnianej miejscowości znów zobaczyłem słońce, góry, a nawet pałac na wodzie – jakkolwiek ta nazwa jest zdecydowanym nadużyciem. I zjechałem do Jeleniej.



Świat Trzeci
Obejmuje całą niegórską rzeczywistość. Jest zdecydowanie najbrzydszy i połączony z codziennym poświęcaniem cennego czasu na rzeczy kompletnie nieistotne, takie jak praca. Niestety, to właśnie do niego przyszło zaraz wracać. Mam jednak teorię, iż nie jest on prawdziwy. I tego się trzymajmy :)
PS. Ten, starutki już filmik, zawiera spory kawałek opisywanej dziś trasy.








