Z pewnych powodów, niezależnych od dodającego ten wpis rowerzysty, wyruszyć mogłem dziś dość późno, czyli w samo południe. Nie narzekam, bo przynajmniej zdążyłem zjeść coś na kształt śniadania oraz wypić coś na kształt kawy. To drugie było zdecydowanie płynne, czyli wszystko w porządku :)
Pogoda w końcu nastała wyśmienita. Może już ciut za ciepło, ale słońce świeciło nienachalnie, aczkolwiek konkretnie, a wiatr był solidny, lecz już spokojniejszy niż przez ostatnie... półtora roku. Z grubsza :) Ruszyłem i już w Luboniu przypomniałem sobie czego powinienem dziś unikać jeszcze bardziej niż codziennie - kościołów. A już na pewno kierowców spod nich startujących, bo ciężko jest spotkać coś bardziej bezmyślnego niż Polak-katolik świeżo po rozgrzeszeniu. Tym samym najpierw stałbym się paćką dzięki troglo, który moją wyciągniętą lewą rękę, mającą na celu zasygnalizowanie ominięcia zaparkowanego na połowie ulicy auta, potraktował jako zachętę do wyprzedzania, a następnie zostałbym ładnie wprasowany w chłodnicę mistrza kierownicy wyprzedzającego z naprzeciwka na trzeciego. To dostałem na starcie, potem już było spokojniej, pewnie dlatego, że udało mi się znaleźć lukę pomiędzy procesjami.
Wykręciłem jedno ze stałych kółek z Dębca przez Luboń, Wiórek, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo... ...gdzie zatrzymałem się na chwilę, żeby sfocić widoczek na WPN, potem Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówka, Plewiska i do domu. Wcześniej jednak namachałem się za wszystkie czasy podczas pozdrawiania setek tysięcy kolarzy, kilku wyprzedziłem i zabawiłem w ucieczkę przed skromnym peletonem (skutecznie), natomiast przed Plewiskami zostałem zatrzymany przez patrol w cywilu, złożony z Dariusza oraz jego M. :) Częściowo na rowerach, tyle że zgrabnie spakowanych w aucie, którym podążali na długi weekend w lubuskie. Chwilę pogadaliśmy, m.in. o mordowaniu stworzeń morskich i zawiłościach przepustowości internetu mobilnego, na tyle sympatycznie, że łaskawie wybaczyłem lekkie oskubanie mojej średniej. A co, stać mnie :)
Nie napisałem też: "mówię wprost w temacie ciąż pozamacicznych syren morskich" czy "mówię wprost o wyższości piłkarskiej ligi Azerbejdżanu nad ligą Burkina-Faso". Bo nie wiedziałem, że w dyskusji z Tobą trzeba stosować algorytmy :)
Katolik formalny, mianowany nim bez własnej chęci i wiedzy, czyli ja - kompletny niekatolik. Jak sam pamiętasz - wynikało to z tego, czego znacznej części katolików polskich brakuje w praktyce, czyli chęci pomocy. Konkretnie pojawiłem się po to, żeby odciążyć bliskich w masie zadań.
W sumie powinienem olać te Twoje "ataki" ni z gruszki, ni z pietruszki, ale co mi tam :)
Mors - ale my nie piszemy o praworęcznych czy mańkutach, a o instytucji Kościoła, która twierdzi, iż te 90% Polaków do niej należy. Chrzest przecież robiony jest "z automatu", bez pytania zainteresowanych. Więc skorą mają z tego profity, niech też przyznają, że to polscy katolicy mordują masowo na drogach współwyznawców :P I to czasem po pijaku :)
Ania - a dziękuję, dziękuję :) choć za widoczek nie odpowiadam :)
Daniel - o, witam znów. Wiesz, że nawet miałem Ci pisać czy Ci nie tęskno z BS? ;) a co do tematu - ja najczęściej o 12 w niedzielę mam problem z wyjazdem, bo kościół mam rzut beretem, sami wiemy jakim, od domu. A wolne fajne, choć miałbym kilka innych dat i okazji do ustanowienia takowego...
Skoro wyprzedził i żyjesz to znaczy że się dało. I nie narzekaj na katolików, bo natura próżni nie lubi. A wtedy wiesz - o 12 każdego dnia, na rowerku z przejazdem może być problem. I nie zapominaj dzięki czemu miałeś dzień wolny..
Jaki hejt? Reakcja na rzeczywistość :) Skoro podobno ponad 90% Polaków jest katolikami to matematycznie rzecz biorąc prawie nie mam szans na trafienie na debila za kółkiem innego wyznania :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"