Dzień zacząłem od wymiany dętki w przednim kole. Jedyny z tego plus, że guma poszła nie na trasie, a w domu, więc miałem w miarę komfortowe warunki do jej wymiany. Jednak robiłem to w pośpiechu, bo gdy zauważyłem defekt byłem już w blokach startowych, co poskutkowało niedokładnym wykonaniem zadania, a finalnie małym bąblem na wysokości wentyla. Nie miałem już czasu poprawić, ruszyłem mając nadzieję, że będzie ok i było. Do ostatnich dwóch czy trzech kilometrów, gdy poczułem jak koło mi pływa, ale postanowiłem już dopłynąć niczym Robinson do celu. W domu po raz drugi wymieniłem dętkę, w duchu ciesząc się, że jakoś tam pokonałem system, gdyż do pierwszej operacji użyłem nie nowej, a już lekko używanej gumy, która gdzieś mi tam zalegała. Zawsze to jakiś substytut zwycięstwa :)
Wykonałem "kondomika" od strony Komornik, Szreniawy, Stęszewa, przez Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo i Luboń. Złem dawało, zimnem gnoiło, wiatr wyrywał plomby z zębów... Czyli nic nowego. Sama jazda jak jazda - powolna, bo po co cisnąć, skoro i tak się nie dociśnie? :) Za to skończyłem "Pragnienie" Nesbø (polecam jak zwykle) i zacząłem zgodnie z daną sobie niedawno obietnicą słuchać "Na zachodzie bez zmian" Remarque'a, książkę klasycznie antywojenną, napisaną w latach dwudziestych i zakazaną później przez nazistowskie władze. Co ciekawe, już na pierwszych stronach pojawia się pewien dowódca, najbardziej cwany ze wszystkich, który niby zna się na wszystkim i zna wielu, więc warto być w orbicie jego znajomych. Nazywa się... Kaczyński :) Cholera, prorok z tego Remarque'a czy co?
Czy Ty z lupą siedzisz i szukasz tych pojedynczych literówek? :) Już poprawiam, danke. W każdym razie to tylko połknięta litera, a nie zła odmiana, na przykład miesiąca w dacie :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"