Z zabawkami

Niedziela, 23 kwietnia 2017 · Komentarze(8)
Wiatr w swej niezmiernej łaskawości raczył delikatnie odpuścić. Piszę w takim lizusowskim tonie, bo może to czyta i w końcu uzna, że jednak fajnie jest jak maksymalnie urywa łeb, a nie tak jak ostatnio wyrywa szprychy z kół :) Choć cienko to widzę.

Wyruszyłem późno, bo po jedenastej. Sen pokonał mnie co najmniej hattrickiem. A że wbrew prognozom nie padało to nie było wyjścia - trzeba ruszyć cztery litery i siebie w całości. Północno-zachodni kierunek powiewów oznaczał, iż czeka mnie kursik przez miasto. Perspektywa w niedzielę mniej przerażająca niż w tygodniu, choć i tak nastałem się na światłach za wszystkie czasy. Jakoś dopełzłem do Golęcina, a na Wojska Polskiego, gdy wiedziałem już, że nie mam szans na przyzwoitą średnią, postanowiłem cyknąć fotę przy zabawce, którą bawił się Antoni w dzieciństwie i zapewne była za ciężka. Konsekwencje bolą nas do dziś.

Od tego momentu zaczęło mi się jechać lepiej, przez Strzeszyn, Kiekrz i Starzyny do Rokietnicy. W pewnym momencie zauważyłem, że siedzi mi na kole jakiś rowerzysta, ale że ani się nie przywitał, ani nie zamierzał dawać zmian to postanowiłem na chwilę pocisnąć i przekonać się czy chłopak ma w sobie duszę sportowca. Nie miał, więc wiaterek zostawiłem mu gratis :)

Wróciłem przez Napachanie, Chyby, Przeźmierowo, Baranowo i Zakrzewo, by w końcu dotrzeć do Poznania na wysokości Junikowa. Tam musiałem raz jeszcze przekroczyć granice, by przez Plewiska objechać męczącą Grunwaldzką. I tu jak się okazało wystawiono czujki, o czym dowiedziałem się po chwili drogą telefoniczną. Niniejszym, uprzedzając atak, który niewątpliwie nastąpi tu w komentarzu, raz jeszcze informuję, iż aktualnie w moim audiobooku trwał policyjny pościg za mordercą, a jak wiadomo jadąc na sygnale można więcej i pokonanie przejazdu kolejowego na włączającej się sygnalizacji, ale nie zamykającym się jeszcze szlabanie, było działaniem w ramach wyższej konieczności. No! :)

Komentarze (8)

Ci którzy je przekraczają, rzadko kiedy czują się winni. Mam tak samo :)

lipciu71 04:49 czwartek, 27 kwietnia 2017

A gdzie dokładnie są te "Twoje" tereny? :)

Trollking 18:30 wtorek, 25 kwietnia 2017

Poruszać się po moim terenie bez zaproszenia? Nieładnie:)

Monarch 16:28 wtorek, 25 kwietnia 2017

Może to jakiś kompleks Antoniego? Kto wie? ;)

Dobrze prawisz co do wojny. Dla mnie również umieranie za chore ambicje ludzi z małą kulką zamiast mózgu nie jest niczym atrakcyjnym. Umierać można za ciekawsze sprawy.

Trollking 18:32 niedziela, 23 kwietnia 2017

Długą rurę ma ta zabawka pana M.
Mnie też ominie pseudo obrona ministra, bom niezdolny do wojaczki. W razie czego wolę bronić rodziny i spieprzać gdzie bezpiecznie, niż łeb nadstawiać dla zaspokojenia taktycznych i politycznych zabaw tzw. przywódców. Niech sami walczą za swoje ambicje. Ja wolę żyć w spokoju i pokoju.

Bitels 15:06 niedziela, 23 kwietnia 2017

Jurek - psów wieszać nie muszę, wystarczy, że już kaczki zaczynają dziobać :) a do woja niech biorą tych pozerów ubierających się w modowe fatałaszki z żołnierzami przeklętymi, skoro tak spieszno im do wybebeszania flaków niewinnym :)

Dariusz - "nic" nie usprawiedliwia, ale ja nie czuję, żebym był "niczym", więc mogę :)

Trollking 14:13 niedziela, 23 kwietnia 2017

Wielki Brat widzi wszystko i nic nie usprawiedliwia złamania tego przepisu :)

lipciu71 13:34 niedziela, 23 kwietnia 2017

Na Antonim psów bym nie weszał raczej. Bo jak ogłoszą mobilizację to czyszczenie tej rurki raczej masz jak banku.
Mnie pospolite ruszenie raczej ominie. Bom jestem głęboka rezerwa. Nie operacja! :)

Jurek57 13:18 niedziela, 23 kwietnia 2017
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa iesci

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]