Lato zawitało pełną gębą. Trzy stopnie (na plusie) w momencie wyjazdu, trzy kolejne na mecie... Jest godnie. Ale za to już nie padało i w końcu mogłem, po jakimś tygodniu przerwy, znów usiąść na szosowym siodełku. Ja tam się cieszę, moje cztery litery mniej, rozwydrzone po kilku dniach komfortu na crossowym siedzisku. No ale w końcu nie można pozwolić, żeby człowiekiem rządziła d...uma :)
Nie odpuścił za to zimny wschodni wiatr, wiejący dziś pomiędzy 20-30 km/h, Przyznać trzeba, że w drodze powrotnej z trasy: Dębiec - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Gądki - Szczodrzykowo - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Krzesiny - Starołęka - Dębiec kilka razy łaskawie pomógł, ale i tak nie było szans na odrobienie strat z konfrontacji z nim pyskiem w pysk, gdy momentami na hopkach nie było jak przekroczyć 20 km/h. Mimo ciężkich warunków i słabego wynik jechało mi się sympatycznie, a utrzymywanie równowagi przyda mi się niedługo w pracy. Psychiczna czy fizyczna - zasady są podobne.
Dziś po raz pierwszy usłyszałem reklamę nawiązującą do świąt. Nie, nie tych od zmarłych ani niepodległych. Świąt Bożego Narodzenia. Przypomnę, dziś mamy czternasty dzień października. Czekam na czasy, gdy kolędy będą puszczane na początku lipca na plaży w Mielnie, przy rytmicznie pulsujących mięśniach piwnych rodaków. Boję się, że się doczekam :)
Komentarze (3)
Bitles - faktycznie, czekało się kiedyś na święta... w sumie teraz też czekam aż przyjdą, bo zaraz po nich mija ten cyrk :)
Dariusz - piwny rodak piwnym rodakiem... ale kolędujący w lipcu? :)
Z tymi świętami to faktycznie masakra. Ciągle tylko czekoladowe mikołaje, margaryny, mąki, jakieś zabawki. To nie są moje święta. Gdzie te czasy, że na Wigilię naprawdę się czekało... Pewnie już niedługo zacznie się przedświąteczny młyn w marketach. Całe szczęście, że u nas w domu nie ma zakupowego świrowania.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"