Pogoda znormalniała pod względem temperatury, więc dziś już nie wyglądałem na trasie jak rak wyjęty z ukropu, a maksymalnie jak niedogotowany Indianin. Zawsze to jakiś postęp. Te 22 stopnie są idealne dla mojego organizmu, więc byłoby całkiem sympatycznie, gdyby nie wiatr, dający się ostro we znaki, głównie z przodu i z boku. Niezależnie w którą stronę jechałem. Czyli jak zazwyczaj :)
Wykonałem niezgrabne kółeczko z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska. Jakoś nie chciało mi się cisnąć, więc średnia dziś taka, że pożal się Boże/Kriszno/Allachu/Potworze Spaghetti. Ale ważne, że kolejny klocuszek do wyniku rocznego został wyrzeźbiony.
Praktycznie nie spotkała mnie dziś prawie żadna przygoda. A tym "prawie" jest właścicielka blond szopy na głowie, która - tu będzie zagadka od razu zawierająca odpowiedź - co robi, gdy traktor przed nią wyprzedza za Dopiewem dwójkę staruszków na rowerach, aona widzi jadącego z naprzeciwko jeszcze jednego kolarza (w tym przypadku, szoku nie będzie, mnie)? Tak, to przecież oczywiste - przyspiesza, wciska się między nas, a dla poprawienia bezpieczeństwa zamyka oczy. Oj, troglodytokobietokierowca poznała trochę łacińskich słów, a ja, gdy już wjechałem z powrotem z pobocza na drogę wymieniłem jedynie porozumiewawcze gesty z traktorzystą. Ech, jest jakieś racjonalne wytłumaczenie czemu niemal co wyjazd dzieje się praktycznie to samo? A może to ze mną jest coś nie tak, że jakoś nie uśmiecha mi się być rozjechanym na drodze przez któreś z indywiduów komunikacyjnych?
Komentarze (7)
W sumie racja... brzmi jeszcze gorzej niż to, co brzmi gorzej :)
Czy bym praktykował? Pewnie nie, ale przynajmniej miałbym o wiele mnie argumentów do negacji, bo narzucona mi religia nie byłaby transferem a pielęgnowanym wychowankiem :)
No dobra, nie oszukujmy się - też miałbym ją w rzyci :)
Widocznie mam to we krwi :) póki w 666, tfu!, 966 nie uwalono politycznie, a potem fizycznie, pierwotnej religii tych ziem była to w końcu nawet rozsądna opcja, a przynajmniej mniej abstrakcyjna niż ta dominująca obecnie :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"