DBL, EB i ogólnie ble :)
Po przekroczeniu Warty znalazłem się na Starołęckiej. Jestem chyba najbardziej znanym apologetą tej ulicy w internetach :) Jakoś, wolno bo wolno, ale zawsze, udało mi się ją pokonać, ale chcąc sfotografować specyficzną nalepkę ostrzegawczą na tyle betoniarki, dedykowaną konkretnie rowerzystom, udało mi się przypadkowo ukazać kwintesencję rozkoszy jazdy po tej części Poznania.
Wklejam, jakby ktoś twierdził, że moje marudzenie to wymysły :)

Potem było już na szczęście lepiej, dotarłem spokojnie do Czapur, następnie pokręciłem stałą trasą na Wiórek, Rogalinek, skręciłem na Rogalin, dotarłem do Radzewic, tam zawróciłem na pięcie i pomknąłem przez Mosinę, Puszczykowo i Luboń. "Pomknąłem" jest tu sporym nadużyciem, bo na dobrych kilka momentów zakwitłem w korku na "wyremontowanym" przejeździe kolejowym w Mosinie, który po remoncie przypomina źle zaorane kartoflisko.
Mam takie zboczenie, że zerkam sobie bezczelnie ludziom na rejestracje. Dziś zrobiłem to wyjątkowo szczegółowo w przypadku troglokierowcy, który tak mnie sprawnie wyprzedził w Rogalinie osobówką z dwoma (!) przyczepkami, na których znajdowały się łodzie, że gdybym mocniej mrugnął to pewnie mógłbym zacząć sterować nimi lewą rzęsą. Rejestracja - "DBL" (Bolesławiec), dobrze mi znana, bo w Jeleniej Górze jest ona czymś porównywalnym z podpoznańskim "PZ". Tylko skrót bardziej adekwatny, bo kojarzy się jedynie i słusznie z debilizmem :) A wracając, dokładnie na tej samej wysokości, tylko że po drugiej stronie, na gazetę obok mnie śmignęło "EBE", która ma tę przewagę, że kojarzy się nie tylko źle z paskudnym Bełchatowem (byłem kilka razy), ale też dobrze - z piwem :)
Jako próbę zachowania honoru puszkarzy trzeba odnotować miłe zachowania kierowcy we wspomnianym mosińskim korku, który zjechał mi jako jedyny na lewo, żebym mógł przejechać. Brawo, 1:2 to zawsze lepiej niż 0:20 :) Niestety byłem w takim szoku, że tylko podziękowałem, a nie odnotowałem blach.








