Znalezione - nie ukradzione :)

Czwartek, 25 sierpnia 2016 · Komentarze(7)
Wiatr zmienił dziś kierunek na wschodni, do tego przybrał na sile i skierował me zgrabne odnóża najpierw na uroczą jak zwykle ulicę Starołęcką, gdzie się podenerwowałem tym, co zawsze. Jak już się wydostałem poza miasto to walczyłem już jedynie z podmuchami, natomiast cała reszta już gnoiła mniej.

Minąłem Krzesiny, Jaryszki, okolice Koninka, Gądki, Robakowo, Dachową...

Wrrróć.

To Robakowo. Jadąc zdezelowaną trasą nagle zauważyłem na asfalcie coś, co tym razem wyjątkowo nie przypominało rozjechanego kota, jeża, ani nawet borsuka, których to pozostałości widziałem kilka kilosów wcześniej. Początkowo nawet chciałem olać temat i pojechać dalej, ale coś mnie tknęło i się cofnąłem. Podniosłem, wyjąłem toto z czarnej kabury i zobaczyłem następujące ustrojstwo, zadziwiająco ciężkie:

Na czym bo na czym, na telefonach trochę się znam, ale takiej Motoroli w rękach jeszcze nie miałem. W ostrym słońcu trochę mi zajęło znalezienie włącznika i odblokowanie, myślałem początkowo, że jest całkowicie wyładowana, ale nie. Gdy zobaczyłem wyświetlacz i przeczytałem dane zamówienia, zerknąłem jeszcze dla pewności na górę, zauważyłem czytnik kodów - byłem w domu. To nie smartfon, a sprzęt kurierski (w domu wygooglowałem - model MC55, na alledrogo używany wart około 2,5 kafla). Gdyby była to "słuchawka" to po prostu zadzwoniłbym na jakiś numer, który wydawałby mi się kontaktowy i poinformował, gdzie można odebrać zgubę, w tym przypadku jednak postanowiłem zrobić inaczej - jako że znajdowałem się koło pewnych zakładów, gdzie przyuważyłem dyżurkę, postanowiłem tam zostawić znalezisko. Tym samym - dzięki przypadkowi - znalazłem się na chwilę w miejscu, w którym bym się nie spodziewał, czyli... rzeźni. Owym zakładem był bowiem Sokołów, przekroczyłem jego granicę praktycznie tylko jedną nogą, ale zrobiłem to z mentalnym obrzydzeniem.

Okazało się, że starszy ochroniarz od razu skojarzył w czym rzecz, że prawdopodobnie to jeden z ich kurierów, który niedawno wyjeżdżał. Czy to prawda czy nie nie miałem zamiaru weryfikować, bo i tak znaleźnego się nie spodziewałem, ale pan był na tyle wiarygodny i dziękował za to, że się pojawiłem, że zostawiłem ustrojstwo u niego. Kurier miał szczęście, bo jakby ta Motorola poleżałaby tam jeszcze kilka minut to na 99% zostałaby zmiażdżona przez jeżdżące tam w ilościach hurtowych tiry. A tak to może sobie zapamięta sprawę (raczej na pewno) i jeśli był do tej pory jednym z "klasycznych" przedstawicieli tej branży (oj, mógłbym powieść napisać o ich sposobie jazdy) to może teraz będzie bardziej uważał na rowerzystów. No chyba że robił to już wcześniej - zostało mu to wynagrodzone :)

Po spełnieniu misji pokręciłem dalej przez Szczodrzykowo, Krzyżowniki, Tulce, znów Jaryszki i Krzesiny oraz oczywiście Starołęcką.

Nad Wartą jeszcze upolowałem widok, który zawsze mnie cieszy - odżywający ruch wodny na rzece.

Przez całe to kręcenie się w sprawie czytnika straciłem średnią, ale cóż, bywa. Za to mogę "pochwalić" się powiedzeniem: znalezione - nie kradzione, bo zwrócone.

Komentarze (7)

Bitels - no to zazdroszczę, bo ja osobiście przy swoich 175 cm mogę co najwyżej pod stół wchodzić w pozycji wyprostowanej :)

Dariusz - co było w zamówieniu nie mam pojęcia, jakoś nie wpadłem na to, żeby sprawdzić. Co do Sokołowa to chyba nie muszę się odnosić do tematu? :)

Mors - no drogie, drogie... choć pewnie w wersji "po spotkaniu z tirem" już mniej :) A kurier raczej zajmuje się dostarczaniem dokumentów, truchła jeżdżą specjalnymi mrożonymi składami.

Trollking 14:51 piątek, 26 sierpnia 2016

Królewska Mototrolla? :)

Walery 07:51 piątek, 26 sierpnia 2016

Drogie takie rzeczy... najważniejsze, że mięso i (z)więdliny dzięki Tobie dotrą gdzie trzeba. ;)))

mors 22:19 czwartek, 25 sierpnia 2016

Zaiste piękny uczynek. Ale ale, co było w przeczytanym zamówieniu, bom ciekaw?

Sokołów - mniam mniam kabanoski, frankfurterki, boczuś wędzony do jajówy. Pyszota :)!!!

lipciu71 21:19 czwartek, 25 sierpnia 2016

Jeśli poczekasz jeszcze trochę to pojawi się mój syn. Skubany rośnie jak mutant. 14 lat a buty nr 47. O wzroście nawet nie ma co mówić. Za parę lat na Gortata będzie patrzył z góry :)

Bitels 19:12 czwartek, 25 sierpnia 2016

Z tym uczynkiem racja. Co do najwyższego to jak rozumiem pojawi się u mnie Gortat? ;)

Trollking 18:48 czwartek, 25 sierpnia 2016

Dzień z dobrym uczynkiem, dniem udanym.
Znaleźne Najwyższy wypłaci :)

Bitels 18:43 czwartek, 25 sierpnia 2016
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa walas

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]