Wczoraj zamiast prawdziwego pedałowania - dzięki niezwykłej uprzejmości pani/pana pogody - nadrobiłem
zaległości w spaniu oraz w najnowszym sezonie „Gry o tron”,
kręcąc do rytmu ścielących się trupów na chomiku całe 33 kilometry ze średnią 32,3. Hura.
Dziś od rana – niespodzianka –
dzięki niezwykłej uprzejmości pani/pana pogody nadrobiłem znów
zaległości w spaniu oraz spoglądając na padający, kropiący i
zamiennie siąpiący deszcz miałem zamiar odpalić kolejny odcinek.
A tu... przestało.
Prędko chwyciłem za
crossa, ubrałem rowerowe ciuchy gorszego sortu i ruszyłem. Początkowo
było całkiem spoko. Przez jakieś 7-8 kilometrów, do granicy
Plewisk. Tam zrobiłem fundamentalny błąd, skręcając w remontowaną
ulicę Grunwaldzką, która zmyliła mnie połowicznie odnowionym asfaltem przy wjeździe. Finalnie wylądowałem w środku rozkopów,
między wertepami, ciężarówkami i błotem. Kilometr tego odcinka
pokonałem w takim tempie, że na zwykłej trasie byłbym dublowany
przez emerytki po kielichu dosiadające wiekowe składaczki. A do
tego zaczęło znów kropić, po chwili siąpiąc, a na wysokości
serwisówki za Skórzewem lać.
Od tego momentu, chowając uszy po
sobie i mocno pod kask, pamiętam głównie to, że śmiało mogłem
wybierać dowolne style. Pływackie. Kraul, żabka, motylek –
wszystko bardziej pasowało do zastanej sytuacji niż poruszanie się rowerem. W domu, po zaledwie glucie, pojawiłem się całkowicie przemoknięty, za to z wielką ilością minerałów zbliżonych do piasku w gębie. A w bi0donie miałem po powrocie więcej niż
przed wyruszeniem ;)
No nic, za głupotę się płaci. Ale w
sumie jest satysfakcja, bo nie każdy potrafi wykazać się taką
naiwnością jak ja :)
Komentarze (11)
Wchodzę w czteropak piwa krajowego, tylko nie wiem kiedy sprawdzę ten dystans
Zwracam uwagę na zdanie "W ramach prac na blisko kilometrowym odcinku przebudowana zostanie (...)" :) Realnie to na pewno jest ponad kilometr, bo koparki stoją jeszcze kawałek dalej, a najeżdża się praktycznie na parking przy tamtejszym pasażu :)
"Kilometr tego odcinka pokonałem w takim tempie, że na zwykłej trasie byłbym dublowany przez emerytki po kielichu dosiadające wiekowe składaczki. - ciekawe, bo cały remontowany odcinek ma około 500 metrów ;-). No ale jestem ostatni który by się czepiał szczegółów hehe. Cud!!!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"