Dość spory wpis o niczym konkretnym :)
Aktualnie jazda przez Poznań to jak odkrywanie nowych terenów w XV wieku przez Kolumba. Nie przewidzisz co cię czeka, gdzie zabraknie asfaltu, gdzie zakwitnie objazd.
Na samym początku zatrzymał mnie zamknięty przejazd kolejowy.
Jakoś dopchałem się w całości do wysokości remontowanego od miliarda lat skrzyżowania Dąbrowskiego z Przybyszewskiego, w sumie z pewną ciekawością. Doszły mnie bowiem plotki, że jest tam już lepiej. Zgadza się. To plotki :) Jest co prawda już ciut więcej asfaltu niż ostatnio, ale korki są praktycznie takie same.
Jak już dotarłem do Golęcina to zatrzymał mnie zamknięty przejazd kolejowy.
Gdy zaczęło się robić ładniej i luźniej, czyli na Koszalińskiej, z niepokojem miałem okazje obserwować kolejne etapy budowy tamtejszej DDR-ki. Niby ma byś asfalt - super. Ale zadawałem sobie pytania, kręcąc jeszcze "na wolności", a nie po getcie: skoro tworzą ją tylko po jednej stronie drogi to oznaczać to będzie konieczność dwukrotnego przejazdu przez jej środek podczas jazdy z drugiej strony, czyż nie? Gdzie będą jej początki, bo na razie wygląda na to, że trzeba będzie dotrzeć na inną ściechę, a dopiero z niej na tę opisywaną? No i najważniejsze: jeśli już inwestują tyle środków to czemu do cholery nie poszerzyć drogi, zrobić po obydwu stronach wydzielonych pasów dla rowerów i wszyscy byliby szczęśliwi? Odpowiedzi na owe zagadnienia nie uzyskałem, może dlatego, że zadawałem je w myślach. Choć nie wiem czy jest to wystarczające wytłumaczenie :)
W Kiekrzu zatrzymał mnie zamknięty przejazd kolejowy.
Kolejny kawałek, czyli zapasy z wiatrem aż do Starzyn, Rokietnicy i Mrowina po prostu uznaję za odbyty. W końcu mogłem się odwrócić i liczyć na podmuchy w plecy. Ze dwa się zdarzyły, muszę przyznać. W Baranowie (nazwa nieprzypadkowa?) przyuważyłem u pewnej niewiasty wyjeżdżającej z posesji ciekawy kierunek skierowania głowy podczas wykonywania owego manewru - nie przed siebie, ale za siebie, bo to czy brama dokładnie się zamyka jest zapewne ciekawsze niż to czy nie wjedzie się połową maski na drogę.
Klamrę zamknąłem od strony poznańskich Ogrodów, ale tym razem - nie chcąc kusić losu, bo podobno nowobogackim szybko odwala - postanowiłem ominąć DDR-kę na Bułgarskiej, gdzie znalazłem ostatnio majątek w postaci 5 groszy i pokręciłem lekko naokoło. A jako że pozostanie miliarderem postanowiłem odwlec na później, ale grubą kasiorę miałem wciąż przed oczami, a do tego byłem gdzie byłem, zatrzymałem się na chwilę przy cmentarzu przy Nowinie, nawiedzając tym samym grób Kulczyka (a bardziej Kulczyków, bo leży tam cała familia). Nie ma co, skromnie (choć o dziwo jak na moje z klasą).

Ostatni kawałek podsumuję quizem. Ile procent czerwonych świateł można na swej drodze spotkać w sporym mieście w piątek?
a) 0% (hje, hje, hje);
b) 100%;
c) 110%.
Za łatwe? Tak, odpowiedź "c" jest właściwa, bo przez korki na kilku skrzyżowaniach zanim je minąłem zapalało się owo światło dwukrotnie :)
Przed domem błogosławieństwo - szlaban wyjątkowo nie zamknął mi się tak, jak lubi najbardziej - przed pyskiem.








