Pyskując

Czwartek, 21 kwietnia 2016 · Komentarze(4)
Jeżeli ktoś by się łudził, że wiatr po kilku dniach urywania łbów i innych członków raczył odpuścić to... by się łudził :) Jedne co to to, że urywało ciut słabiej, przy czym "ciut" można porównać do różnicy między pewnymi zupełnie anonimowymi bliźniakami. Więcej nie napiszę, bo znów mi zakręcą ciepłą wodę w kranie na dwa dni, bo taką sytuację miałem jakiś tydzień temu :)

Powtórzyłem dziś trasę, którą katuję ostatnio jakiś czas, czyli do Trzcielina i Dopiewa od strony Lubonia i Wirów, a powrót przez Dąbrówkę, serwisówkę przy S-11 oraz Plewiska. Droga pełna jest zakrętów i zmian kierunku, więc była w teorii jakaś nadzieja, że choć kawałek będzie wiało w plecy, ale life is brutal: jadę prosto: w pysk, w lewo: w pysk, nawracam: w pysk, prawo: w pysk. Czemu do cholery nie wpadłem na to, żeby jechać w przeciwnym kierunku? Zagadka filozoficzna nie do rozwiązania.

Zieleni się coraz bardziej. Piknie.

Komentarze (4)

Czyli wszystko się zgadza :)

Trollking 21:06 piątek, 22 kwietnia 2016

W kwestii zimnej wody powinienem być pierwszy na liście podejrzanych. Foch!
;D

mors 20:48 piątek, 22 kwietnia 2016

Tu nie ma przypadku........... zimną wodę przeżyję, gorzej jak się a dołku wyląduje na 48 i dwie doby bez roweru wejdą :)

Oj tam gorzej. Pewnie na BS znajdziesz co najmniej kilku miłośników takiego odwrotnego podejścia do tematu :)

Trollking 12:24 piątek, 22 kwietnia 2016

Dziwne, ale też w tygodniu miałem jeden dzień bez ciepłem wody. Przypadek?

Wnioskuję zatem, że nowe władze czytają rowerowe blogi i co niektórych sobie zaznaczają na czerwono.

Pięknie się robi i cudem znalazłem czas na rower. Na wpis już go nie starczyło. Gorzej jak by było odwrotnie.

lipciu71 05:56 piątek, 22 kwietnia 2016
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa zesla

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]