Myślałem, że już nigdy nie dożyję dnia, w którym wiatr będzie przewidywalny. A tu proszę, stało się. Dnia Pańskiego 29 lipca 2015 roku wiało z kierunku ogólnego południowo-zachodniego, raz z południowego, raz z zachodniego, ale jedna jedyna słuszna linia partii została zachowana. I od razu jechało mi się lżej. Byłem tak zdziwiony, że w szoku zapomniałem zrobić kółeczka, tylko dojechałem przez Mosinę do Będlewa, a tam zawróciłem swoimi śladami niczym młody Apacz w panice po zobaczeniu pierwszego białasa.
Podczas powrotu, na w sumie niezłej ścieżce w Łęczycy, doszłoby do czołówki między mną a innym, jadącym z naprzeciwka rowerzystą. Na szczęście obaj możemy sobie pogratulować refleksu. Wszystko przez to, że zrobić jako taką drogę to jedno, ale o nią zadbać wycinając gałęzie ograniczające widoczność na zakrętach - drugie. Nawet zachowując ostrożność można się tam nadziać i tak było dziś. Jednak doświadczenie robi swoje - uff.
W Będlewie dostałem smsa od Żony, że nie żyje Jan Kulczyk. W sumie był to człowiek zupełnie mi obojętny, ale włączyła się gmatwanina myśli. Głośno było na temat afer z udziałem tego najbogatszego Polaka, ale nigdy sądowo chyba nie potwierdzonych. Fakt faktem, że część inwestycji w Poznaniu z jego nazwiskiem w tytule rozwinęło miasto, a z ostatnich czytanych wywiadów z nim wynikało, że zmienia mu się punkt widzenia na bardziej prospołeczny. A osobiście w oddziale swojego kołchozu pisałem drobną umowę z przedstawicielem jego (a w sumie bardziej jego córki) fundacji. I nagle... - nie ma człowieka. Jak widać żadne pieniądze nie dają gwarancji na zdrowie i długie życie. Taki mi się nierowerowy filozof, a nawet fizolof, włączył.
Komentarze (5)
Tego, że miał do tego dryg nie da się mu odebrać.
Ciekawe co teraz z jego interesami i czy następcy okażą się równie zdolni?
W filantropię bezinteresowną nie wierzę, ale że coś tam w tym kierunku robił też nie da się ukryć... Płakać za Kulczykiem nie zamierzam, ale trochę szkoda w sumie nie tak wiekowego człowieka, który jakoś tam Poznań w świecie reprezentował.
Miałem okazję kiedyś go spotkać. Za czasów niegdysiejszego Interkulpol-u. (lata 80) Nie mam wyrobionego zdania na jego temat. Ale imponują mi ludzie którzy potrafią coś zrobić . I nie gadają przy tym.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"