Genialnej pogody ciąg dalszy. Niebo pochmurne, a kilka minut po starcie zaczęło siąpić, dość wyraźnie, ale nie upierdliwie i nie przestało do połowy trasy. Pod koniec co prawda niestety wyszło słońce, ale już byłem blisko domu, więc moglem się prędko ewakuować do schronu :) Jedyne co wymienić można na minus to dość silny wiatr. Choć przecież ostatnimi czasy pisanie o tym zawiera w sobie tyle pierwiastków zdziwienia jak odpowiedź starszej pani z trwałą ondulacją barwy fioletowej, wychodzącej z kościoła, na pytanie: na kogo zamierza pani głosować w najbliższych wyborach?
Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Stęszew - Dymaczewo - Mosina - Poznań. W Luboniu - jak zwykle, doświadczenie robi swoje - miałem oczy dokoła głowy, a i tak kilku tamtejszych kierowców spod dumnego znaku "PZ" na rejestracji, jadąc z naprzeciwka zaskoczyło mnie nagłym manewrem skrętu w lewo centralnie przed moim kołem. Coraz bardziej jestem pewny, że to jakaś odmiana tamtejszego sportu narodowego i dają za to jakieś punkty, a może nawet medale? Na przykład z buraka?
Komentarze (8)
"Stereotypy są tylko zabawą stereotypami". Ale napisałem.
Pamiętajcie, że smarowanie masłem jest tylko smarowaniem masłem :)
Ja tam pochodzę z miasta :) co prawda niewielkiego, bo Jelenią Górę można obejść między wódką a zakąską, ale jednak. Plus takich miejsc, że nie ma korków, więc kierowcy mniej głupieją, a w górach dodatkowo wymuszona warunkami jest kultura jazdy. Na równinach - wolna amerykanka. Moimi faworytami są pezety z Lubonia, praktycznie od zawsze. Strach się tam bać.
Inna sprawa, że przy aktualnym trendzie uciekania ludzi z miasta na przedmieścia często jest tak, że "PZ" oznacza wczorajszego "PO" i odwrotnie. Więc moje stereotypy są tylko zabawą stereotypami. Nooo, chyba że chodzi o Luboń, który jest stanem umysłu :))
Hipek - w Poznaniu "PZ" jest synonimem ludzi z miejscowości okalających, którzy głupieją w tym, choć nie największym w Polsce, ale jednak sporym, mieście. Oczywiście pezet pezetowi nie równy, ale coś chyba w tym jest. A co, fajnie jest żyć stereotypami :) Co do słoneczka hen hen daleko - 100% poparcia!
Dariusz - będę najeżdżał, bo jak sobie przypomnę ostatni tydzień, gdy mogłem sobie ugotować jajo sadzone na kasku to jeszcze mi słabo :)
W każdym rejonie są "jakieś" rejestracje. Ja reaguję alergicznie na wszystkie "Warszawa-miasto", do tego Sochaczew, Piaseczno i "Warszawa Zachód". Ale lista jest długa...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"