Mało brakowało, a dzisiejszy wpis dodawałbym z sali szpitalnej albo z kostnicy. W tej drugiej przynajmniej nie narzekałbym na gorąco - tę informację dodaję na wszelki wypadek, gdyby ktoś mi zarzucał zbyt duży pesymizm... Wszystko dzięki szanownemu panu puszkowo aktywnemu. I to aż za bardzo, bowiem na ulicy Głogowskiej, na wysokości giełdy odzieżowej, tak się wyrwał z przejazdem przy pełnej prędkości na drugą stronę i chciał wjechać na posesję, że nie raczył zauważyć, że przed nią znajduje się DDR-ka. Na której z kolei znajdowałem się ja, pędzący już do domu. I pewnie gdyby nie mój refleks i mało kulturalne słowo wykrzyczane z dość sporym akcentem na "rrrr" to... no właśnie - dzisiejszy wpis dodawałbym z sali szpitalnej albo kostnicy, gdzie nie narzekałbym na gorąco.
Na szczęście się udało. O milimetry. Mój skręt, pisk opon, nagłe hamowanie i przerażenie w oczach kierowcy (swoich nie widziałem) - ale bez ofiar. Gdy po chwili ochłonąłem zobaczyłem, że pan puszkin bezradnie rozkłada ręce, jakby nie wiedział co się stało. Zapytałem tylko: "może jakieś przepraszam, cokolwiek?", na co otworzył drzwi i faktycznie się zreflektował. Pożegnałem się chłodno, życząc na przyszłość włączenia funkcji "myślenie". Oj, po raz kolejny przekonałem się, że najbardziej niebezpiecznym miejscem na ziemi dla rowerzystów jest ścieżka rowerowa. Ile razy można?
A sama dzisiejsza trasa po nocnej burzy, mimo bardzo silnego miażdżącego wiatru, była tak samo nieskomplikowana, jak i klasyczna - "samochodzik" przez Wiry, Komorniki, Trzcielin, Dopiewo i Skórzewo. Przetestowałem mój nowy nabytek za jedyne kilkanaście złotych - i w końcu mam to, czego tak bardzo brakowało mi na szosie. Widzę czy jedzie za mną milicja :)
Komentarze (10)
Romulus - ten pan nie zdawał chyba sobie sprawy z tego, że w ogóle istnieją rowerzyści. Ale jak napisałem - finalnie widziałem u niego szok i skruchę, więc wybaczam. Każdemu się zdarza zrobić głupotę, całe szczęście, że tym razem skończyło się tak, jak skończyło. Co nie zmienia mojej nienawiści do ddr-ek w polskim wydaniu, o kierowcach wspominać nawet nie chcę.
Dariusz - zauważyłem. Dziś ewidentnie na zakrętach było gorzej o te 0,00045 km/h. No cóż, coś za coś :) co do kierowców to chyba dziś jakiś radosny dzień bezmózgowia nastał...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"