Lisówki
Nie chciało mi się dziś z nim specjalnie walczyć - ruszyłem spokojnie, jak żółw ociężale... Itd. Kierunek: zachód. W Luboniu trochę ściąłem trasę względem tego co zawsze (ha, ma się to szaleństwo w duszy), przez co zrobił mi się lekki deficyt kilometrów na połowie trasy. Postanowiłem więc za Trzcielinem skręcić na Lisówki, gdzie znajduje się Świątynia Spokoju, ale także i pewnego smutku, czyli tamtejszy Dom Pomocy Społecznej. Położony on jest około dwóch kilometrów wewnątrz lasu, gdzie cieszyły moje oczy takie oto pejzaże:

Sam DPS z tego co wyczytałem ma całkiem dobre opinie, a jego umiejscowienie wzmaga poczucie zadumy. Tym bardziej, że gdy zatrzymałem się przed bramą (dalej tylko za zgodą odpowiednich jednostek) usłyszałem przekrzykujące się żurawie (na 99% to były one). Chwilę sobie pokontemplowałem przy tej oazie spokoju i pomyślałem sobie, że kolejna część dnia to siedzenie w robocie i doradzanie próżnym pasibrzuchom, dla których kasa jest wyznacznikiem statusu... Lekki kontrast.

Wracając lekko spłaszczyłem klasyczny samochodzik. Na mapie trasy wygląda on jak po kasacji - ale ten wariant powrotu, przez Gołuski generalnie mi się podoba. Do powtórzenia.
Endomondo zafundowało mi ciekawą prędkość maksymalną - 255,8 km/h. Ktoś się orientuje czy za pobiciem rekordu Guinessa idą jakieś większe pieniądze? Bo nie wiem czy Maybacha brać na dwie raty czy od razu :)








