Jest mocz! :)

Środa, 25 lutego 2015 · Komentarze(15)
Nie, nie, spokojnie. Nie będzie to wpis urologiczny. Po prostu wyrażenie "jest moc" zostawiam osobom bardziej "pro", ja jako zwykły, szary zjadacz chleba (najczęściej z małych piekarni z Puszczykowa lub Krosinka) skromnie pozostanę przy powyższym. Z pełną świadomością, że na forum rowerowym operowanie "glutami" i "moczem" pewne nie przysporzy mi rzeszy wiernych czytelników. No cóż, sztuka nie znosi kompromisów :P Ale obiecuję za daleko się nie zagalopowywać, bo sam się boję dokąd by to zaprowadziło :)

Jechało mi się dziś re-we-la-cyj-nie. Słaby wiatr, idealna temperatura (4 stopnie), suche szosy, zaledwie jedna DDR-ka do pokonania (ta wzdłuż Głogowskiej, koło omawianej już nie raz giełdy odzieżowej - z podziwem obserwuję jak powstają na niej kolejne wykopaliska z pobitego szkła, naliczyłem już trzy, najstarsze wciąż w stanie idealnym od jakiegoś miesiąca) i mój ulubiony kierunek na zachód - oto patent na przyjemność z jazdy! Jak już wyczułem, że może być dobrze to starałem się nie odpuszczać, mimo że wiaterek się nie mógł zdecydować skąd, co i jak. Trochę więc popiekło, ale jak na zimową jazdę solo jestem zadowolony. Zaczynam chyba zbierać nagrody za te 2,5 tysiaka zrobionego od początku roku wśród wichur i zimna. Choć z drugiej strony nie wiem po co mi one, skoro nie mam zamiaru się "maratonić" i "tourzyć" :)

Zgrzytem było tylko to, co znajduje się we łbach niektórych istot ludzkich płci żeńskiej (w niektórych przypadkach było to domniemanie, analizując aparycję) siadających za kółka samochodów. Jedna z nich chciała mnie zabić już 500 metrów od domu, "jakoś tak" nie zwracając uwagi na znaki pierwszeństwa, a chyba w ogóle na świat, bo obudziła się dopiero jak jej krzyknąłem prosto w szybę podczas uskakiwania przed maską. Potem jeszcze dwa egzemplarze wpieprzyły mi się na centymetry wyjeżdżając z podporządkowanych. Ech, czasem mam wrażenie, że gdyby nie moje około dwudziestoletnie doświadczenie w jeździe na rowerze i wykształcone dzięki temu oczy dokoła głowy (jak u mutanta) to leżałbym już dawno sześć stóp pod ziemią, zgrabnie zeskrobany z jakiejś ulicy albo ścieżki. I co najlepsze - nie jestem i nie zamierzam być, dopóki mnie do tego sytuacja nie zmusi, aktywnym kierowcą, a wydaje mi się, że znam przepisy i staram się je respektować bardziej niż nasi praktykujący władcy szos...

Komentarze (15)

Daniel, spoko, okazało się, że to siniak :) musiałem się uderzyć o ramę wczoraj. A i tak wziąłem pod uwagę Twoje sugestię i kręcę bardziej miękko i używam środkowych zębów z przodu jak nigdy :)

Trollking 19:49 sobota, 28 lutego 2015

Nie chcę straszyć, ale przez źle ustawione siodełko, albo kierę jeżdżąc bez Spedów kolana boleć nie powinny (no chyba że mówimy o jaimś mega niedpoasowaniu). Zwróć uwagę na kadencję, bo największym zabójstwem dla kolan jest niska kadencja i siłowa jazda. Miałem ten sam problem. Po zakupie licznika z kadencją i po przeprogramowaniu sie na obroty powyżej 82 RPM jak ręką odjął.

daniel82 19:05 sobota, 28 lutego 2015

Co do karbonu się nie wypowiem, bo nie testowałem. Ale komfort to nie tylko rama, ale też ustawienia siodełka, kierownicy... zresztą sam się przekonasz :) dziś np na stówie znów poczułem delikatny ból w kolanie, więc jeśli się powtórzy to znów będę musiał kombinować z ich ustawieniami. Ciężki kawałek chleba to szosowanie ;)

Trollking 22:27 piątek, 27 lutego 2015

Te 5 kilo to przesada, maks. 2-3 kilo:) Zresztą nastawiam się bardziej na długie jazdy, a nie ściganie, więc waga nie jest dla mnie aż tak istotna. Bardziej chodziło mi o komfort, który w przypadku karbonu ponoć jest troszkę lepszy, ale czy rzeczywiście? Wersja karbonowa była ok. 1.200 zł droższa od alu, więc stwierdziłem, że dołożę aby potem nie rozmyślać o tym karbonie za bardzo:) Niestety ale mam w sobie coś z gadżeciarza i czasami kupuję rzeczy, bez których da się żyć:)

adamoz 22:17 piątek, 27 lutego 2015

No no, nieźle... :) jakieś 5 kilo mniej niż mój. Sądzę, że Ci posłuży, i to długo. Gratuluję wyboru ;)

Ala ja sobie to tak tłumaczę: jakby co w cenie jednego karbonu mam dwa alu, więc jakby coś się stało z moją tanizną to płakał nie będę... No dobra, będę :)

Trollking 22:06 piątek, 27 lutego 2015

Zamówiłem endurace cf, czyli na karbonowej ramie i pełne shimano 105. Też na początku chciałem coś zupełnie podstawowego wziąć, zastanawiałem się w ubiegłym roku mocno nad tribanem 500 z decathlonu, ale ostatecznie nie kupiłem. W tym roku stwierdziłem, że skoro odkładałem zakup szosówki już 2 lata, to w końcu kupię i to coś lepszego. Jest to właściwie najniższy model canyona na karbonowej ramie, ale jak na moje potrzeby, to i tak pewnie na wyrost. Mam nadzieję, że ten karbon szybko się nie rozpadnie i posłuży mi wiele lat:)

adamoz 21:58 piątek, 27 lutego 2015

Jest kilka wersji jak widzę tego modelu, który masz dokładnie? W każdym razie nieźle się prezentują... Ja tam nie wybrzydzałem i wziąłem najtańszy model, do tego po przecenie. I nie narzekam. Więc zakładam, że każdy będzie miał lepiej. A wyrobienie właściwego garba to kwestia czasu :)

Trollking 21:13 piątek, 27 lutego 2015

Zamówiłem Canyona, model endurace, więc przynajmniej teoretycznie rama nie jest agresywna i mam nadzieję, że się z nią dogadam. Na obecnym rowerze pozycję tęż mam dość mocno pochyloną, więc może tragedii nie będzie:)

adamoz 16:43 czwartek, 26 lutego 2015

A co za sprzęt zamówiłeś?

Początki jazdy szosą są "ciekawe" - bolące plecy, kolana, do czasu aż sobie nie wyrobisz dobrego ustawienia kiery i siodełka. Przynajmniej ja tak miałem. A potem już fruuuuuwasz :)

Trollking 14:13 czwartek, 26 lutego 2015

Rower już zamówiony. Być może w przyszłym tygodniu będzie cieszył moje oko i nogę:)

adamoz 09:18 czwartek, 26 lutego 2015

Norbert - może nie drążmy tematu... :)

Adamoz - dzięki. Sam się przekonasz, że przy przyzwoitych warunkach pogodowych i drogowych "samo się robi". Kiedy spodziewasz się "rozwiązania" szosowego? :)

Dariusz - pogoda ideał. Kierownice nie ideał :)

Remik - to już dziś? Faktycznie, takie zdarzenia nie mogą być przypadkiem. Ale, ale... kiedyś pamiętam, że z raz czy dwa w historii cieszyłem się średnią. SUV jest ewenementem. No nic, poczekamy, zobaczymy :) jakby co - miło było pisać z Wami na BS :)

Trollking 18:55 środa, 25 lutego 2015

Jest mocz, jest dobrze :) A poza tym dzisiaj jest koniec świata bo Ty jesteś zadowolony ze średniej a Lipciu spotkał suva jak nie suva. Alleluja :)

rmk 15:31 środa, 25 lutego 2015

Przepisy w większości znam ale to nie znaczy, że zawsze mam ochotę je respektować :-)

Pogoda dzisiaj prawie ideał.

lipciu71 15:01 środa, 25 lutego 2015

No no, niezłe tempo. Jak niedługo dotrze do mnie moja pierwsza szosówka, to sprawdzę, czy jestem choć w stanie zbliżyć się do takich kosmicznych prędkości:)

adamoz 13:32 środa, 25 lutego 2015
Wpisz dwa pierwsze znaki ze słowa apust

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]