W tym miesiącu każde moja wcześniejsza pobudka to prawdziwe powstanie styczniowe. Ciężko się zwlec, dotarcie do kuchni w celu urodzenia kubka kawy to prawdziwy heroizm, a zebranie się w sobie w temacie rowerowym wymaga ode mnie spojrzenia w głęboko ukrywane mroki psychicznej motywacji. Dziś się udało jednak wyjechać nawet mimo tego, że w pracy musiałem być już lekko po jedenastej, a po nocnych opadach drogom bliżej było tym w Wenecji niż w Polsce.
Oczywiście ruszyłem crossem, bo nie tylko opony, ale i siodełko szersze, więc tyłek mniej narażony na dyskomfort. Nie zmienia to faktu, że po powrocie pierwsze co zrobiłem to... umycie zębów :) Szlifowanie klawiatury kamyczkami i błotem to niby norma zimą, ale jakoś nie mogę się do niej przyzwyczaić. Wrócił mocny wiatr, tym razem z południowego zachodu, więc z prędkościami nie poszalałem, wymyśliłem za to nową trasę - pojechałem przez Mosinę do Dymaczewa, gdzie skręciłem na Bolesławiec i wyjechałem w Drużynie. Zabrakło kilku kilometrów do pięciu dych, więc dokręciłem do Pecnej i wróciłem przez Krosinko, zaliczając z narażeniem życia tamtejszego DDR-a, który na szczęście przy jeździe crossem mniej boli.
Skończyłem słuchać "Niespokojnego człowieka" Henninga Mankella i na końcówkę trasy zafundowałem sobie powrót do dzieciństwa - "Zagładę domu Usherów" Edgara Allana Poe. Tak, miałem specyficzne dzieciństwo :)
Komentarze (6)
Od posłanki Grodzkiej? Oj, wtedy to jeszcze nie była koleżanka, sorry, że muszę Ci to uświadomić :)
Hmmm, no faktycznie parę podobieństw odnalazłem :) ale wybaczam, gdyż temat wstawania i bezsensowności tego czynu, a także błocka i bezsensowności jego istnienia przychodzi naturalnie każdemu w tych jakże lekkich ciężkich czasach.
W nocy padało? To teraz wiem czemu zawdzięczam ten syf lecący spod kół na mnie. Kładłem się po 1.00 i było sucho.
Tomasz tyle razy prosiłem o konsultowanie się ze mną przed pisaniem czegokolwiek lub pisanie po mnie, bo jak czytam co u Ciebie to nieodmiennie mam wrażenie, że ściągam Twoje opisy jak na sprawdzianie w podstawówce.
Chyba zacznę opisywać zanim gdziekolwiek wyjadę, może wówczas będę pierwszy ;-)
Ależ słuchanie audiobooków nie wyklucza wcale trzymania tomiska w łapach! Ja co pożeram i audiobooki, i czytam fizyczne książki, a także ebooki. A klimat, jeśli książka jest zacna, jest podczas jazdy rewelacyjny. Ale co kto lubi.
Mi to przypomina ludzika w ciąży. Ale bez łapek. I z jedna nóżką :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"