Wczoraj dostałem walkowera od deszczu, dziś dzień wolny i pierwotnie były plany na jakiś dłuższy wyjazd. No, to plany planami, a od rana opady. Udało mi się jednak - po niezwykle potrzebnej dawce lenistwa, czyli spania do dziewiątej - znaleźć jedną lukę i postanowiłem zrobić choćby pięć dych. Obiecałem sobie, choćbym miał się przemieszczać kanałami, nie fundować sobie kolejnej rundki przez miasto. Kanały zostały mi oszczędzone. za to wszelakie objazdy i mijanki - oczywiście nie. Dwa razy czekałem na postawionych na czas remontu światłach, miałem przyjemność na Głuszynie przypomnieć sobie przez 3 kilometry, że szosa i tarka na ulicy to zdecydowanie złe połączenie, dwukrotnie czekałem na przejazdach kolejowych, a na końcu dopadł mnie deszcz. Jak ja lubię jak wszystko jest na swoim miejscu i nie odbiega od codziennej normy :)
Zastanawiałem się czemu tak ciężko mi się jechało. Odkryłem przez przypadek już w domu - po ostatnim wypadku na DDR-e tylne koło mi się przestawiło i hamulec co obrót ocierał o obręcz. Jak jeszcze coś odkryję to pomyślę o wojnie sądowej z magistratem za zdezelowanie mi bicykla...
A propos napraw. Z ciekawości na chwilę przejechałem się swoim starym crossem. Po kilometrze miałem dość, wróciłem, szmatka w ruch, szybkie czyszczenie, żeby wiochy nie było i rower powędrował do pobliskiego serwisu. Przez nieużywanie i chyba zasolenie po zimie nie działa przednia przerzutka (pewnie do wymiany), linki hamulcowe jakby zwiotczały i zablokowały tył, a przodowi już niewiele brakuje. Chłopaki mają ogarnąć temat do wtorku, dowiem się wtedy więcej ile reaktywacja trupa będzie mnie kosztować...
Komentarze (4)
Zgadzam się. Z zasady robię sobie wtedy spacerek - minimum 5 km. Nałóg, nałóg, nałóg :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"