PEKA, czyli komuno wróć

Środa, 16 lipca 2014 · Komentarze(4)
Pierwszy raz zaczynam pisanie wpisu do Bikeloga z... kolejki. I to nie byle jakiej, bo kolejki w oczekiwaniu na doładowanie słynnej karty PEKA. Kto jest spoza Poznania i jeszcze nie słyszał o tym megabublu, który zakorkował wszystkie dostępne w mieście punkty obsługi klienta ZTM ten niech wklepie sobie w góglu te słynne cztery litery i spośród steków całkowicie uzasadnionych bluzgów wybierze sobie pierwsze tysiąc punktów spod znaku "co zostało spieprzone". Ja napiszę tylko tyle: kartę do przejazdów komunikacją miejską wyrobiłem sobie ponad rok temu, świadomy, źe kiedy będzie to juź obowiązkiem to będę musiał pewnie sobie postać wśród tłumów rodaków oblegających punkty obsługi. Jeździłem więc sobie rok wedle starego systemu z czystym sumieniem, źeby teraz dowiedzieć się, że moja karta nie będzie od czasu wyłączenia starej KomKarty działać, bo ma... za starą wersję oprogramowania! Żeby doładować bilet miesięczny muszę czekać z ręką na zegarku ponad 1,5 godziny, przy okazji dostając nowy soft. O tym, że spóźniam się właśnie do pracy nic nie mówię, bo szkoda nerwów. Pani stojąca trochę przede mną i tyle samo czekająca po odbiór karty dowiedziała się, że jeszcze za wcześnie, a w związku z tym, że nie posiada maila i siłą rzeczy nie podała go we wniosku o wydanie PEKI to nie ma innej możliwości dowiedzenia się czy jest po co przychodzić, bo telefonicznie o tym nie poinformują. Masakra. Na plus można wymienić tylko panie w okienkach, które dwoją się i troją, żeby wszystkich obsłużyć, no i może pomysł na rozdawanie wody czekającym w kolejkach. Jeśli w wyborach samorządowych na jesień Poznaniacy nie wywalą w końcu Grobelnego i jego zastępcę odpowiedzialnego za wdrożenie PEKI na zbity pysk i czuprynę i nie wybiorą KOGOKOLWIEK innego to po raz kolejny upewnię się, że żyję w narodzie ślepych idiotów... Sorry za tę polityczną wstawkę, ale nerwy puszczają nie tylko mnie...

Aha, to blog rowerowy... sorry, zapomniałem się :) Dziś rundka do Rokietnicy i powrót przez Napachanie. Po przepchaniu się przez miasto jechało się całkiem spoko, szkoda tylko że ten pierwszy i ostatni etap zabrał mi tak dużo ze średniej, bo mógł być całkiem zacny wynik. Skończyło się w miarę spoko, jedyne co mi zaburzyło dobry nastrój do fakt, że chcąc ominąć korki spowodowane remontem wjechałem na część ulicy ze świeżo wylanym asfaltem, wpadłem w jeszcze ciepłą smołę i... aż do domu miałem zdecydowanie lepszą przyczepność :) Mam nadzieję, że te pozostałości smoły i żużlu na oponach, całkiem spore, szybko się zetrą. I że w ogóle się zetrą...

Komentarze (4)

Oj beka, beka... Bareja się zza grobu uśmiecha :) tyle Cię nie było, że nawet nie pamiętam czy coś nawywijałem, znając siebie to tak :)

Trollking 14:18 czwartek, 17 lipca 2014

Ta peka to niezła beka ;)
Witam po urlopie, muszę nadrobić zaległości i poczytać co żeś tam nawywijał podczas swoich pięćdziesiątek :)

rmk 21:46 środa, 16 lipca 2014

Trzymam Cię za słowo jako eksperta. Póki co po powrocie z pracy mogłem sobie podotykać czarną skorupę na oponach :) A z kartą miałem dziś więcej przebojów, może do opisania w którymś z kolejnych postów.

Trollking 20:26 środa, 16 lipca 2014

Zetrą się spokojna opona;) A z tą kartą to fakt jakaś porażka...

Ksiegowy 18:01 środa, 16 lipca 2014
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa amion

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]