Władca Sudetów :D
Za to podczas popołudniowego spaceru po Jeleniej udalo nam się półprzypadkowo trafić na mecz pomiędzy. Karkonoszami a - uwaga uwaga - Orkanem Szczedrzykowice (?????). Wynik 2:2 mógłby być jeszcze bardziej okazaly, ale niestety w 4 lidze montują za male bramki na umiejętności naszych kopaczy :) Nie bylem na tym stadionie dobrych kilkanaście lat, więc milo było sobie przypomnieć jak pod koniec lat 90-tych latalem na drugoligowe mecze, a klub potrafił nawet nie przynieść wstydu w Pucharze Polski, dostając w plecy z ówczesną potęgą - Wisłą Kraków tylko 1:3. Dziś... jedyne co jest godne szacunku to wciąż kilkudziesięcioosobowy mlyn ukryty za sektorówką "Władcy Sudetów". Z której to, nie ma co ukrywać, mieliśmy z Żoną delikatną polewkę :)

Wieczorem wyciągnąłem z piwnicy swojego emerytowanego górala, zrobiłem niezbedny przegląd i stwierdziłem, ze da się chyba jechać. Dostałem od rodziny dwugodzinną dyspensę od przygotowywania śniadania i ruszyłem przed 8. Czasu mało, wiaterek wschodni, kierunek więc wybrany: na Janowice Wielkie, a potem się zobaczy. Aaaaaale fajnie było w końcu poczuć pod kołami wzniesienia! Rudawy Janowickie to niewysokie górki, ale idealnie nadające się na jazdę rowerem - głównie dystans pokonuje się co chwilę wyjeżdżając i zjeżdżając z uroczych hopek położonych wzdłuż rzeki Bóbr. Minąłem pałace w Łomnicy i Wojanowie, dojechalem do Trzcińska i zrobiłem sobie przerwę "na widoczka".

Zaczęły jednak zbierać się jakieś miejscowe szczekające kundle, które jak wiadomo szczególnie odważne są na odległość i w momencie gdy wiedzą, że człowiek jest poza ich zasięgiem. A tak było tym razem, wiec specjalnego spokoju nie zaznałem i ruszylem dalej. Stanąłem jeszcze raz, ale na szybko, bo czas gonił, żeby zrobić fotkę mojego złomu na tle Sokolików, górujących nad Rudawami.

Potem już bez pauzy dojechałem do Janowic, skąd wdrapałem się do trasy na Wrocław, w Radomierzu, skąd zjechałem z prędkością prawie 55 km/h. Byloby szybciej, ale nie działają mi najcięższe przerzutki,a nawet gdyby to bym się bał, że w pewnym momencie rama odjedzie w swoim, a koła w innym kierunku. Taki mam tu sprzęt :) Dotarłem do Jeleniej, ale jako że zrobiłem dopiero około 25 kilometrów to ostrym wjazdem skręciłem znów na Wojanów, a potem przedzierałem się przez miejscowości-maszkaronki, takie jak Mysłakowice, w ktorych zawróciłem trasą z Karpacza. Miałem nadzieję na fajną fotkę panoramy Karkonoszy, ale niestety mgła wygrała przez nokaut.

Tak to mi minął świąteczny dzień. Średnią się nie przejmowałem, bardziej tym, żeby nic nie odpadło z mojego wehikułu :)
PS. Muszę pisać z tabletu, a jak pewnie wiecie to mordęga. Jeśli są jakieś błędy to przepraszam, a Wasze wpisy ogarnę po powrocie do cywilizacji :)








