Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 250129.33 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.44 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 813283 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 51.40km
  • Czas 01:52
  • VAVG 27.54km/h
  • VMAX 45.50km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 96m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czarny koń wyjazdu

Poniedziałek, 5 września 2016 · dodano: 05.09.2016 | Komentarze 9

Wpis powstaje w przerwie między odgruzowywaniem mieszkania, więc proszę nie wymagać dziś, jak i w najbliższych dniach, elokwencji oraz wysokich pisarskich lotów ;)

W nocy padało, rano przestało, ale niebo z minuty na minutę stawało się coraz bardziej pochmurne (ja w związku z tym również). Postanowiłem jednak zaryzykować i odkopując crossa ruszyć w trasę, mając w głowie opcję powrotu. Na szczęście jednak - uprzedzimy fakty, bo czasu mało - wykręciłem pełne pięć dyszek na trasie z Poznania przez Plewiska i Zakrzewo do Lusowa, gdzie po zwiedzeniu w końcu (bo nigdy mi się nie chciało) owej miejscowości zawróciłem swoimi śladami, lądując finalnie nad tamtejszym jeziorkiem.

Widoczek, jak widać, przeuroczy, szczególnie te powiewające kosze na śmieci. Chciałem zrobić fotkę z innej perspektywy, ale nie było mi dane, bo pojawił się zakaz jazdy rowerem. A teraz hit - zaraz za nim jest tablica informująca o... wspaniałych trasach rowerowych :) Takie rzeczy tylko w PL :)

Na koniec czarny koń tego wyjazdu. Dosłownie. Ja już naprawdę chyba się przyzwyczaiłem do polskich absurdów na DDR-kach, kostkę i podjazdy do posesji ze ścieżki w Lusowie znam od dawna, ale to, że na ktoś ośmielił się w tym miejscu postawić taki znak...

...spowodowało, że opadły mi obydwa kopyta :)

Po głębszej analizie już wiem, że będę miał przygotowaną odpowiedź na ewentualne pytanie policji z cyklu "czemu olewam tak wspaniałą ścieżkę" BO BOJĘ SIĘ KONI :) I niech "se" dadzą siana.




  • DST 53.10km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 62m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

DożynKa(zach)

Niedziela, 4 września 2016 · dodano: 04.09.2016 | Komentarze 9

To na początek, dla poprawy nastroju, kilka słów o meczu Kazachstan - Pol...

A nie. Jednak nie.

To na początek kilka słów o jeździe na rowerze :)

Moja trasa była nieskomplikowana jak gra Polski z Kaza...

Wróć.

Wykonałem dziś prostą trasę :) Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań. Z, a właściwie pod, solidny(m) wiatr(em), ale przy niedzielnie pustych drogach, więc sympatycznie.

Dorwałem dwie Dożynki. Zacznę od drugiej, z Dopiewa, bo ładniej wygląda w okienku :)

Natomiast pierwsza miała tę zaletę, że przy jej wykonywaniu dostałem pomocną stopę. A nawet dwie :) Konarzewo:

Jeśli chodzi o raport z frontu dożynkowego to - o dziwo! - rower-damka z instalacji w Trzcielinie wciąż stoi. Ja tu widzę tylko jedną możliwość - musi tam działać naturalny monitoring, porównywalny z tym z mojego osiedla (wiek 70+, poduszka na stałe przybita do parapetu), który zareagował dziś na próbę wrzucenia styropianu do niewłaściwego kosza (okazuje się, że to nie papier) szybciej niż zdrowy, rasowy pitbull przegryza gardło osobnika, który pomylił posesje :)

Jutro ma podobno padać, a ja zaczynam remont. Naprawdę nie mam pojęcia czy w najbliższym tygodniu uda mi się pokręcić, a jeśli tak to będą to skromne ilości, do tego biorąc pod uwagę jeszcze weekendowy wyjazd na wesele swój wynik widzę optymistycznie jak wynik meczu Polski z Kazach...

O tak. Dokładnie tak go widzę.


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 53.20km
  • Czas 01:45
  • VAVG 30.40km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 104m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trójdożynki

Sobota, 3 września 2016 · dodano: 03.09.2016 | Komentarze 8

Sobota w robocie, więc znów dziś trzeba było ruszyć wcześnie. Ale że praca nie zając, rower też nie zając, tylko zając zając, pozwoliłem sobie na wyjazd dopiero w okolicach dziewiątej. I nie zamierzałem specjalnie się spinać, bo po co?

Mimo że ciepełko jak na moje było ciut za duże, a wiatr się cholera wciąż nie oduczył utrudniania mi życia, kręciło mi się o dziwo całkiem sympatycznie. Weekendowy ruch - w przeciwieństwie do tego z wczoraj - był do ogarnięcia, a nawet odnotowałem ze zdziwieniem dwa sympatyczne zachowania kierowców. Najpierw z własnej inicjatywy zatrzymała się kobieta, gdyż sądziła, że chcę przejechać przez przejście dla pieszych, ale nie skorzystałem, bo akurat włączałem się do ruchu (poza tym to niezgodne z prawem, bla bla bla), a potem w komornickich korkach zjechał mi na lewo jeden z samochodów, żeby przepuścić, a nawet uśmiechnąć się do mnie przez okno (widać rowerzysta)! Żeby nie było za różowo - chwilę później jakiś wieśniak specjalnie zrobił rzecz odwrotną, tym razem specjalnie mnie blokując... Rejestracja z Kościana jakoś mnie nie zdziwiła :)

Wpadły dziś całe trzy Dożynki - z Łęczycy...

...Rosnówka...
...i Szreniawy.

Wszystkie jak widać z jednej gminy, ale położone dość daleko od siebie. Za każdym razem musiałem ostro hamować, zawracać, a raz nawet przecinać ruchliwą "piątkę". To się nazywa poświęcenie ;) A tę pierwszą musiał tworzyć jakiś mój ziomal, bo na jednej z kartek znalazłem wers: "kotlet z kabaczka lepszy jest niż kaczka". W sumie ziomal podwójny, bo i polityczny :)


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 53.00km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 54.30km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 60m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Korkowe reminiscjencje

Piątek, 2 września 2016 · dodano: 02.09.2016 | Komentarze 30

Miałem złudne nadzieje, że wczorajszy czterokołowy boom był tylko jednodniową chorobą, spowodowaną rozpoczęciem roku szkolnego. Niestety. Zaczął się Armageddon.

Wyruszyłem dziś lekko po ósmej trzydzieści rano, a pierwszy kilometr zajął mi chyba z pięć minut, głównie spędzonych na interwałach: rusz-stań-rusz-stań. Gdy już się wydostałem z dębieckiego piekiełka i oczekiwałem chwili oddechu, trafiłem na kolejny korek, praktycznie ciągnący się do Górczyna. Nudziło mi się tak czekać bezczynnie w spalinach, więc z ciekawości rozpocząłem Wielki Test Socjologiczny. Polegał on na tym, że wnikliwie obserwowałem zawartość puszek, skupiając się na ilości przebywających w nich istot. Jako grupę reprezentatywną wybrałem sobie sto pierwszych samochodów, wyłączając jedynie autobusy, dostawcze i taksówki. I jaki wynik?

Te emocje... :)

Na sto aut tylko w trzynastu znajdował się ktoś więcej niż kierowca, a i to maksymalnie sztuk jeden. W osiemdziesięciu siedmiu dumnie kręcił sobie kierownicą jeden człowiek. Ja wiem, że nie każdy mieszka w Poznaniu, nie każdy chce korzystać z komunikacji miejskiej i ma miliardy innych powodów, żeby się nie odpuszkowywać, ale czy naprawdę się nie da zluzować trochę ruchu miejskiego przez zmianę przyzwyczajeń? Ja w tamtym tygodniu - również testowo - zrobiłem sobie objazdówkę w poszukiwaniu mebli, z założenia używając jedynie autobusów i tramwajów. Byłem pozytywnie zaskoczony - trasę z Dębca na Górczyn, potem do centrum handlowego koło Komornik, powrót na Górczyn, wyprawę przez calutki Poznań na Winogrady oraz znów do domu samą w sobie pokonałem sprawnie, maksymalnie czekając na przesiadkę dziesięć-piętnaście minut, jadąc klimatyzowanymi pojazdami. Zapłaciłem za te jakieś czterdzieści kilometrów, odbijając kartę PEKA, łącznie 10 złotych. Jest konkurencyjnie względem smrodzenia autem po mieście? Na moje tak. A że mniej wygodnie... Życie.

Dobra, dość o pierdołach :) Kolejne korki znalazłem (a w sumie same się znalazły) w Plewiskach, następne w Skórzewie potem chwila luzu od Wysogotowa do Więckowic, w Dopiewie mały korasek, w Palędziu zamknięty (trzeci tego dnia) przejazd kolejowy, w Plewiskach znów zator, na Dębcu oczywiście też.

Jak mi się udało wywalczyć te śmieszne trzy dychy średniej - nie mam pojęcia :)

Jedna upolowana Dożynka - z Więckowic.


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 51.80km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.05km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 214m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wymęczon + podsumowanie sierpnia

Czwartek, 1 września 2016 · dodano: 01.09.2016 | Komentarze 17

Dawno się tak nie wymęczyłem jazdą jak dziś. Generalnie uwielbiam (bo jak inaczej?) śmiganie na rowerze, po kilku godzinach przerwy od niego mam głoda, ale pod koniec dzisiejszego dwugodzinnego wypadu miałem już serdecznie dość. Po pierwsze - byłem od rana jakoś dziwnie zamulony, jakby przemęczony. Po drugie - wiatr, jak się okazało już podczas kręcenia, nie był południowy, ale upierdliwie wschodnio-pyszczący, nie silny, ale praktycznie w 100% uwalający mnie w pysk lub z boku. Po trzecie - ruch na drogach, który skutecznie przypomniał mi o tym, że wakacje niniejszym umarły śmiercią naturalną, a teraz przez kolejne dziesięć miesięcy czeka nas miejska rzeź. No i po czwarte - otwarcie roku szkolnego, co oznaczało, że po 8:30, kiedy wyruszyłem, wszelkie możliwe arterie zawalone były bezmyślnie łażącymi dzieciorami, a ulice - jeszcze bardziej bezmyślnymi rodzicami, transportującymi swe pociechy w puszkach. Tak początek, jak i koniec jazdy (Dębiec i Starołęka) był pokazem bezmózgowia wybitnego, bo jadąc ścieżkami czułem się jak cel do ustrzelenia przez wyjeżdżające zewsząd, z boku i posesji cztery koła, z troglodytami jakby wypuszczonymi z zoo (w sumie nigdy nie widziałem w zoo troglodyty, ale małp nie chcę obrażać) za kierownicami.

Tym samym kółeczko: Dębiec - Luboń - Wiry - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - nawrót - Rogalinek - Wiórek - Czapury - Starołęcka - Dębiec to pokaz mojej bezsilności w temacie walki z przeciwnościami. A że jeszcze przed wyjazdem nie sprawdziłem ciśnienia w kołach i jak się okazało na mecie jechałem na o wiele za miękkich gumach jak na szosę - mam za swoje, opadły mi łapy i do tej pory zwisają jak u niedorozwiniętego szympansa.

Za to - żeby nie zaczynać miesiąca marudzeniem - pochwalę poprzedni miesiąc. Był to chyba mój jeden z najfajniejszych rowerowo sierpni w życiu. Nie zrobiłem jakiejś kosmicznej ilości kilosów, bo nieco ponad 1640, ze słabiutką średnią na poziomie 28,8 km/h, ale za to wszystkimi trzeba rzęchami (szosa, cross, mtb-trup), będąc w jednym miesiącu zarówno w górach, jak i nad morzem, a w sumie i nad jeziorami, które niemal codziennie mijam w okolicach Poznania. Kospnąłem się m.in.w końcu na Półwysep Helski, co kosztowało mnie sporo, ale w sumie pozytywnych, nerwów.

W skrócie taki oto miałem kolarski kolaż :)




  • DST 52.20km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.12km/h
  • VMAX 52.70km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 85m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dożynki: rezurekcja

Środa, 31 sierpnia 2016 · dodano: 31.08.2016 | Komentarze 20

Dziś wolny dzionek, ale z powodu oczekiwania na dostawę zamówionego, dość istotnego dla codziennej egzystencji, sprzętu AGD, który ma być dostarczony w wybitnie proklienckich godzinach 11-21 (darmowa dostawa ma swoje uroki) i tak jestem uwalony w domu. W związku z powyższym z roweru musiałem wrócić najpóźniej o godzinie 10:59:59, co udało mi się wykonać nawet z dwuminutowym zapasem :) Oczywiście byłem świadom, że nie mam się co spieszyć, ale zawsze mógł wydarzyć się jakiś cud (nie wydarzył się).

Wiatr się póki co uspokoił i można było kręcić w warunkach całkiem przyzwoitych, bo nieupalnych, a i sympatycznie słonecznych. Ruszyłem po dziewiątej na zachód, w kierunku Plewisk, potem Komorniki, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówka, serwisówka przy S11, znów Plewiska i Poznań. Zakrętów było tyle co wczoraj, ale dziś poszło ciut lepiej jeśli chodzi o średnią. Jednak się da :)

W Trzcielinie czekało mnie ostre hamowanie, z powodu wyczekiwanego przez cały rok - Dożynka! Pierwsza w tym sezonie. No dobra, prawie pierwsza, bo jedną już widziałem jakiś tydzień w temu w Tulach, ale jechałem z górki i wyparłem ze świadomości :) Za to dzisiejsza miażdży, z jajem, rowerem, pomysłem i w ogóle rispekt :) Aż musiałem dodać jakiś element od siebie :)

Od razu dementuję plotki, które mogą powstać - nie ma mnie na tym zdjęciu :)


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 52.40km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.11km/h
  • VMAX 52.70km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 53m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wiatr i hańba luzerom :)

Wtorek, 30 sierpnia 2016 · dodano: 30.08.2016 | Komentarze 11

No i znów będzie, że spamuje BS w temacie silnego wiatru, ale dziś chyba w całej Polsce dawał się on rowerzystom we znaki, więc raczej nie ucierpi na tym moja wiarygodność. Jeśli w ogóle jakąś posiadam :)

Rano widząc za oknem jednoznacznie wyginające się gałęzie drzew wiedziałem, że rekordu to dziś nie będzie. Chyba że w kategorii najwolniej pokonywanych odcinków. Zupełnie bez przekonania ruszyłem w kierunku zachodnim, ale wyjątkowo zamiast stać w dębieckich korkach przy przejazdach kolejowych postanowiłem oszukać rzeczywistość i objechać je przez Luboń i zawrócić do Poznania, by kontynuować jazdę. Skutek był taki, że stałem sobie w korkach lubońskich. Możecie mówić mi "mistrzu taktyki" :)

Przez Plewiska, Goluski i Palędzie dotarłem do Dopiewa, gdzie skręciłem na Więckowice, gdzie skręciłem na DK92, z której w końcu skręciłem w Wysogotowie na Skórzewo i Plewiska, gdzie finalnie skręciłem na Poznań. I jak przy takiej ilości skręcania mam zrobić dobrą średnią? I przy takim wietrze - bo nie wiem czy już o nim coś wspomniałem? :)

No dobra, po prostu leszczu jestem i tyle, nie ma się co oszukiwać, tylko schować uszy po sobie (czyli pod kask) i stwierdzić, że mocy dziś nie było we mnie zupełnie. Wstyd i hańba.




  • DST 51.80km
  • Czas 01:45
  • VAVG 29.60km/h
  • VMAX 62.00km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 55m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Trogloszoping

Poniedziałek, 29 sierpnia 2016 · dodano: 29.08.2016 | Komentarze 7

Pogoda znormalniała pod względem temperatury, więc dziś już nie wyglądałem na trasie jak rak wyjęty z ukropu, a maksymalnie jak niedogotowany Indianin. Zawsze to jakiś postęp. Te 22 stopnie są idealne dla mojego organizmu, więc byłoby całkiem sympatycznie, gdyby nie wiatr, dający się ostro we znaki, głównie z przodu i z boku. Niezależnie w którą stronę jechałem. Czyli jak zazwyczaj :)

Wykonałem niezgrabne kółeczko z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska. Jakoś nie chciało mi się cisnąć, więc średnia dziś taka, że pożal się Boże/Kriszno/Allachu/Potworze Spaghetti. Ale ważne, że kolejny klocuszek do wyniku rocznego został wyrzeźbiony.

Praktycznie nie spotkała mnie dziś prawie żadna przygoda. A tym "prawie" jest właścicielka blond szopy na głowie, która - tu będzie zagadka od razu zawierająca odpowiedź - co robi, gdy traktor przed nią wyprzedza za Dopiewem dwójkę staruszków na rowerach, aona widzi jadącego z naprzeciwko jeszcze jednego kolarza (w tym przypadku, szoku nie będzie, mnie)? Tak, to przecież oczywiste - przyspiesza, wciska się między nas, a dla poprawienia bezpieczeństwa zamyka oczy. Oj, troglodytokobietokierowca poznała trochę łacińskich słów, a ja, gdy już wjechałem z powrotem z pobocza na drogę wymieniłem jedynie porozumiewawcze gesty z traktorzystą. Ech, jest jakieś racjonalne wytłumaczenie czemu niemal co wyjazd dzieje się praktycznie to samo? A może to ze mną jest coś nie tak, że jakoś nie uśmiecha mi się być rozjechanym na drodze przez któreś z indywiduów komunikacyjnych?




  • DST 61.50km
  • Czas 02:03
  • VAVG 30.00km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Podjazdy 192m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Upalnie i kosiernie

Niedziela, 28 sierpnia 2016 · dodano: 28.08.2016 | Komentarze 8

Mimo moich usilnych starań nie udało mi się dziś wstać tak wcześnie jak wczoraj... No dobra, nie oszukujmy się, żadnych starań w tym kierunku nie było :) Chciałem się wyspać i to nawet mi się udało, a na trasę ruszyłem przed dziewiątą rano, co było oczywiście błędem jeśli znało się wcześniej prognozy, który mówiły o tym, że lato postanowiło ukazać swoje znienawidzone przeze mnie oblicze choć na kilka ostatnich dni - do tej pory dla mnie idealnego - sierpnia.

Teraz kilka słów o wietrze. No bo jak by to było tu bez niego? Od razu uprzedzę fakty i powiem, że oczywiście prognozy się pomyliły, co nowością nie jest, ale wciąż zaskakuje takiego naiwniaka jak ja. Więc wiało mi najpierw w pysk (gdy jechałem na południowy zachód), potem z boku, a potem w pysk (gdy wracałem na północny zachód). Łatwo nie było, ale wina moja, bom uwierzył w gusła, czyli jednolity powiew z południowego wschodu.

Jako że była niedziela to dziarsko ruszyłem Starołęcką, co prawda pustą, ale i tak czekało mnie grzanie się w ciepełku (wtedy zaledwie 25 stopni) przed zamkniętym przejazdem kolejowym. Następnie pozdrowiłem leżącą kawałek dalej DDR-kę (z boku oczywiście) i znalazłem się już na fajnym do kręcenia kawałku prostej Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek. Tam natrafiłem na przydrożną wystawę kosiarek. Modele może niekoniecznie najnowsze, ale najlepsze, niezawodne i niezapychające się chyba nigdy :)

Skoro Rogalinek, musiał być i Rogalin, potem Mieczewo, gdzie pierwotnie chciałem zawrócić, ale jechało mi się na tyle fajnie w terenie zalesionym, że postanowiłem lekko wydłużyć swoją dzisiejszą wycieczkę i dokręcić do Kórnika. Tak zrobiłem, a już na miejscu skręciłem na Borówiec, świadom co mnie w nim czeka. Jest to bowiem jeden z najjaskrawszych przykładów polskiego paradoksu - wiocha ta ma ze wszystkich możliwych stron drogi z praktycznie idealnym asfaltem, jedynie na jej środkowo-wschodniej części znajduje się jakiś kilometr czegoś, za co wujek Adolf pewnie dostał oklaski od miejscowych, ale w czasach, gdy zamawiało się w katalogach najnowsze modele furmanek. Czyli cholerne, rzeźnicze, nieprzejezdne płyty, które nawet mieszkańcy, zaopatrzeni w dobrze zawieszone samochody omijają objazdami (wiem, bo dyskutowałem o tym w pracy z jednym z nich). Udało mi się tym razem je pokonać bez pękniętej szprychy (raz już to przerabiałem) i po chwili (kilka minut z prędkością 20 minus) znalazłem się na perfekcyjnej, równej drodze... Aha, ten sam mieszkaniec, o którym wspomniałem dowiadywał się u źródeł i podobno na najbliższe klika lat nic się w tematyce płyt nie zmieni... :/

Końcówka trasy to walka z wiatrem od Borówca przez Daszewice i Babki znów do Czapur, poznańskiej Starołęki i domu. Oj, napociłem się, żeby wyjść na "swoje" (czyli wyrzyganą średnią na poziomie trzech dych). Nawet dosłownie, bo pod koniec temperatura podchodziła pod trzy dychy. Brrrrr.




  • DST 52.50km
  • Czas 01:39
  • VAVG 31.82km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 110m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zlot i odlot

Sobota, 27 sierpnia 2016 · dodano: 27.08.2016 | Komentarze 36

Niedawno słuchając "Wiedźmina" urzekło mnie pewno zdanie. Było ono sformułowane przez jedną z bohaterek, a stanowiło podsumowane wywodu mędrca, który spory naukowy wywiad w końcu skierował na tematy seksu. Brzmiało mniej więcej tak: "no i masz, jak zwykle zaczynają mądrymi i okrągłymi zdaniami, a i tak kończy się na czyjejś rzyci" :) W sumie dziś  było z mną podobnie, ale w temacie rowerowym - pierwotnie chciałem jechać inną trasą, a i tak skończyłem na "kondomiku", czyli Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Stęszew - Komorniki - Poznań.

Ruszyłem dość wcześnie, o 7:30, bo nic mnie tak nie motywuje do tego jak perspektywa upału. A w sumie uniknięcia go wszelkimi możliwymi sposobami. Tym samym udało mi się wykręcić w końcu całkiem przyzwoitą średnią, a i w temperaturze jeszcze sympatycznej - 22 stopni (jak zwykle muszę dodać, że na plusie). Aj lajk it :)

W Komornikach zaczęło mnie wyprzedzać, o dziwo bezpiecznie i kulturalnie, kilka, a potem kilkanaście dziwnych pojazdów. Jak pewnie już wiadomo miłośnikiem motoryzacji jestem - nazwijmy to delikatnie - umiarkowanym, ale tym razem bardzo mi się podobały, więc wyjąłem telefon i sfociłem to, co zdążyłem. Jakość zdjęć słaba, ale nie wymagam od siebie za dużo podczas jazdy w okolicach 40 km/h :)



Zdziwiło mnie jedno - 8 na 10 wyprzedzających mnie samochodów - starych i nowych - miały logo Citroena. Pomógł wujaszek Gógel - dziś w Poznaniu jest jakiś któryś z kolei zlot tej marki.