Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 250022.03 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.44 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 812678 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 51.40km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 72m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pod zarzyganą papugą :)

Czwartek, 13 kwietnia 2017 · dodano: 13.04.2017 | Komentarze 10

Kolejny rowerowy dzionek wygryziony z gardła pogodowej mendzie, wbrew prognozom. Ostatnio czuję się jak Misiewicz, którego ma nie być, a wyskakuje jak Filip z konopii - to tu, to tam.... Czekam na jakąś wewnętrzną komisję w mojej sprawie :)

Zaprawdę, cud to był, że się udało. Od rana niebo pochmurne i wydawało się, iż ulewa to jedynie kwestia czasu. Jednak gdy do dziewiątej nie nadeszła to postanowiłem zostać bohaterem w swoim fyrtlu i ruszyć. Do tego szosą. Hero to mało powiedziane. Postanowiłem jedynie, że w razie "w" zawrócę i skończy się co najwyżej glutem. O dziwo nie było potrzeby - kropiło delikatnie na trasie, a deszcz pojawił się dokładnie chwilę po tym, jak wylądowałem już w domu. Podejrzane, to, podejrzane... :)

Coś, co się nie zmienia to wiatr. Nie będę się powtarzał, że nie będę się powtarzał, więc jedynie wspomnę, że gnój masakrował jak przez ostatnie kilka miesięcy. Połowę drogi, czyli przez Plewiska, Skórzewo, Zakrzewo i Sierosław do Więckowic, wymęczyłem ze średnią na poziomie 25 km/h (ledwo), natomiast powrót przez Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska to już przyjemność, ale ze sporą dawką bocnzych kuksańców. Finalnie wyszło słabo, ale ważne, że wyszło w ogóle.

Widziałem dziś po raz pierwszy nowe malowanie starych zespołów trakcyjnych spod szyldu "PolRegio". Prezentuje się toto jak cała Dobra Zmiana - niczym zarzygana papuga :) Choć i tak do uroku "tygrysków" sporo brakuje :)




  • DST 33.50km
  • Czas 01:16
  • VAVG 26.45km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 116m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut screenowy

Środa, 12 kwietnia 2017 · dodano: 12.04.2017 | Komentarze 7

Dziś będzie wpis w postaci print screena. Zabrałem bowiem ze sobą ponownie kamerkę, tyle że zamontowałem ją, w przeciwieństwie do wczorajszego montażu, "na cycu". Obrobić filmiku oczywiście nie mam czasu, więc emocje jak z emeryckiej wyprawy na grzyby przekażę choć w ten sposób.

Generalnie to do grubo po dziesiątej byłem pewien, że nie pokręcę w ogóle. Od rana padało, ja o trzynastej miałem być w robocie, aż nagle jakimś cudem lać przestało. W tym samym momencie dostałem info od Żony, że zapomniała kluczy, więc chcąc nie chcąc (czytaj: chcąc) wsiadłem na crossa (wciąż niesprawna przednia przerzutka) i zaproponowałem dostarczenie tego dość istotnego elementu używanego do otwierania drzwi. Na szczęście nie musiałem telepać się przez całe miasto, tylko tym razem punkt przekazania nastąpił przy Lukoilu na Głogowskiej. Wiało, kropiło, miażdżyło, ale minimalne minimum dziś wykonałem.

Najfajniej kręciło mi się w takim otoczeniu (WPN):

Jednak zanim doń dotarłem to najpierw spotkała mnie codzienność w tunelu na Dębcu - brak umiejętności ogarnięcia przez część rodaków pisma obrazkowego...

...oraz tendencje samobójcze pewnego dziadka, który jak gdyby nigdy nic pruł przez pasy na czerwonym, że aż się kurzyło, oczywiście nie patrząc przed ani za siebie. Przeżył, a ja mam jedno uratowane życie na koncie więcej :)

Pokręciłem do Komornik, w nich skręciłem na Wiry oraz Łęczycę, by w końcu zawitać w Puszczykowie, który sobie objechałem wzdłuż i wszerz, zahaczając o centrum, gdzie oczywiście nie widziałem pseudo DDR-ki położonej po mojej lewej. Za to widziała mnie straż gminna czy jaką tam mają, ale na szczęście chyba nie mieli wizji widoczności moich danych w swoich kajecikach :)

Wróciłem przez Łęczycę i ulicę Armii Poznań w Luboniu. Tym razem jednak postanowiłem w ramach nauki pływania zaliczyć fale Dunaju, czyli tamtejszą ścieżynkę z kostki, ale postanowiłem przy okazji uwiecznić prorowerowy krawężnik, który umożliwił mi olanie jej części.

Zresztą... takowych prorowerowych rozwiązań było dziś więcej :)

Gdy tylko zawitałem w domu znów zaczęło padać, ja zdążyłem jeszcze wziąć prysznic i pojawić się punktualnie w pracy. Noooo, prawie punktualnie :)




  • DST 52.70km
  • Czas 01:57
  • VAVG 27.03km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 67m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Patentowo

Wtorek, 11 kwietnia 2017 · dodano: 11.04.2017 | Komentarze 14

"Jutro jednak będzie paskudnie" - Bitels.
"(...) od jutra dziadostwo się szykuje..." - Rmk. *

Chcieliście, panowie, to macie :) 

Było paskudnie, ale nie tak, jak się spodziewałem. Wstępnie spodziewałem się deszczy niespokojnych, co rozwiązałoby życiową kwestę: kiedy obejrzeć zaległe serialne na HBO. Tymczasem od rana było pochmurno, ale jedyne co finalnie mnie spotkało na trasie to minimalna mżawka. Seriale muszą poczekać, aż w końcu mi konto dezaktywują, bo z opcją kręcenia rowerem przegrywają w cuglach :)

Za to wiatr.... Hm, jakby ująć to łagodnie.... 

Nie, nie jestem w stanie. Więc może zamilknę i napiszę jedynie, iż na dwóch wiaduktach przy serwisówce S-11-tki ledwo się utrzymałem w pionie. A pierwsza połowa, czyi kawałek z Dębca przez Plewiska, Dąbrówkę, Palędzie do Dopiewa to jedna wielka masakra. Czułem się jakbym pływał pod silny górski nurt. Powrót był ciut przyjemniejszy, choć i tak bez cudów. Wiało mi w plecy jedynie pomiędzy Chomęcicami a Szreniawą, natomiast końcówka przez Luboń to znów rzeż. Ledwo zresztą wyciągnąłem średnią do poziomu najniższego minimalnego minimum. Brrr.

Odkurzyłem za to kamerkę, ale że ostatnio kupiłem sobie licznik, który może być zamontowany jedynie na mostku to pojawił się problem - gdzie ją upchać. Skończyło się na tym, że odnalazłem mocowanie na kask i z dodatkową anteną na głowie ruszyłem. Po cichu miałem nadzieję na jakieś codzienne smaczki, a tu... nic. Dziwnym przypadkiem kierowcy, którzy zazwyczaj wpychają mi się pod koła z podporządkowanych, wyprzedzają na gazetę i robią tysiące kretyńskich manewrów, dziś byli wyjątkowo grzeczni. A nawet jak już chcieli zachować się standardowo to nagle odpuszczali. Mam pewne podejrzenie, że miało to jakiś związek z tym alienem, który dyndał mi nad głową i wszystko rejestrował :) W sumie nawet graniczny ono z pewnością. 

W związku z tym nic ciekawego nie nagrałem, ale po raz kolejny przetestowałem swój patent na rowerowe bezpieczeństwo. Tyko łeb od niego trochę boli.

* - cytaty pochodzą z komentarzy pod moim wczorajszym wpisem.




  • DST 53.20km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.76km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 220m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Podmuch (nie)szczęścia

Poniedziałek, 10 kwietnia 2017 · dodano: 10.04.2017 | Komentarze 11

Pochwaliłem, a w zamian dostałem po pysku. Do dupy z taką sprawiedliwością :) Wczoraj aż się nie mogłem przestać zachwycać niezwykle sprzyjającymi warunkami do jazdy, dziś jako podziękę otrzymałem ponownie kuksańce, kopy oraz centralne, lewe i prawe sierpowe od wiatru, który nie tyle wiał, ile starał się intensywnie postawić sporą, solidną ściankę pomiędzy mną a kolejnym centymetrem, w kierunku którego chciałem podążać. I to w obie strony. Życie chłoszcze.

Pokręciłem sobie przez Luboń i Wiry do Puszczykowa, gdzie zaliczyłem dawno nieodwiedzany podjazd/zjazd Studzienna-Czarnieckiego-Jarosławiecka, następnie w Mosinie skręciłem na Rogalinek, Rogalin oraz Radzewice, tam się zawinąłem i wróciłem znów przez wyżej wymienione, a potem Sasinowo, Wiórek, Czapury oraz Starołęcką na Dębiec.

Żaby mi było jeszcze "łatwiej" to zaliczyłem dziś około 90% możliwych czerwonych, nawet na wioskach, a na samym starcie, czyli przy tunelu na Dębcu, który sąsiaduje z kościołem, ujrzałem, iż został on opanowany w całości przez gównażerię. Oczywiście nie omieszkującej rozleźć się po części dla rowerów. Dzwonka jakoś mi się wciąż nie udało zamontować w szosie, bo to ciężkie zadanie dla psychiki, więc nawrzeszczałem się za wszystkie czasy próbując utorować drogę :) A w ogóle to już nawet nie chciałem sobie zadawać pytania co bachory pod nadzorem nauczycieli robiły na mszy w dniu 10 kwietnia. Lepiej mieć resztki złudzeń co do tego, co dzieję się w tym kraju :)

Natomiast najciekawsze zdarzyło mi się na Starołęckiej, po której konsekwentnie cisnąłem drogą, znów przeżywając nagły atak ślepoty w temacie tamtejszej, położonej po mojej prawej, DDR-ki. Kręciłem sobie spokojnie, nawet pozdrawiając mijanych rowerzystów z naprzeciwka, a za mną grzecznie jechał samochód, z dobry kilometr. W końcu mnie wyprzedził, a ja zauważyłem srebrno-niebieskie barwy oraz napis "Policja". Ups :) I co? I nic - przejechali, mandatu nie dali, nawet zjechać nie kazali. Widocznie i policjanci bywają czasem ludźmi. Brawa dla tej ekipy :)

Ładnie się robi - drzewa się zielenią już konkretnie, a rzeka Warta się niebieści :)




  • DST 52.40km
  • Czas 01:41
  • VAVG 31.13km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 170m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bossssko...

Niedziela, 9 kwietnia 2017 · dodano: 09.04.2017 | Komentarze 14

...się dziś jechało. A może bardziej diabelssssko, bo mi do tego bliżej :) Wiatr na jeden dzień odpuścił, łaskawca jeden, więc można było po prostu kręcić przed siebie w optymalnej temperaturze (lekko powyżej dychy). A że niedziela to niedziela, więc i ruch wydawał się początkowo nieduży - wystarczyło naciskać pedały i niczym się nie martwić.

Wykręciłem "kodnomika" w wersji przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Łódź, Stęszew, Komorniki i do domu. Czyli jeden z najbardziej lubianych przeze mnie klasyków. Zaraz za Mosiną "dorwałem" sympatycznego rowerzystę w wieku "około sześćdziesiątki", który całkiem sprawnie kręcił na crossie i zaproponowałem podwózkę, na co ten ochoczo przystał. Dzielnie towarzyszył mi aż do Dymaczewa, a skręcając w kierunku Bolesławca i dziękując powiedział, że już za stary jest na takie jazdy, na co przywołałem przykład naszego "Jurka Killera" :) Podziw był widoczny :)

Wynik finalny byłby ciut lepszy, gdyby nie jakieś koszmarne korki w Szreniawie i Komornikach, większe nawet niż w tygodniu. W głowę zachodziłem o co chodzi, ale dopiero w domu wyczytałem, że jakiś wielkanocny jarmark się tam dziś odbywał. Ma się to szczęście ;/ Postałem sobie więc trochę między puszkami, musiałem też ratować się momentem jazdy chodnikiem.

Widoczne też były samochody silne oszalikowane na niebiesko-biało. Wieś podążała już na mecz z Legią, znaczy się. W sumie też miałem być dziś na stadionie, ale nawet kumpel-nie-niedzielny kibic nie był w stanie kupić miejscówek o dziewiątej rano w "dniu zero". Bowiem dla Poznania nie ma jak się okazuje ważniejszego wydarzenia w życiu, nawet jak się nie jest fanem piłki skopanej, od meczu Lech - Legia. Muszę więc obejść się smakiem, ale i tak będę kibicował pewnemu zespołowi, którego nazwa zaczyna się na "L" :P




  • DST 52.70km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.01km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 123m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Idzie jechać :)

Sobota, 8 kwietnia 2017 · dodano: 08.04.2017 | Komentarze 6

Idzie ku lepszemu. Na razie to lepsze jest gorsze, ale idzie :) Grunt, że mogłem znów usiąść na szosie, bo nocne opady skończyły się nocą (jupi), a wiatr minimalnie wyluzował. Jest nadzieja.

Nie kombinowałem z trasą, tylko ruszyłem wolnym tempem (bo w sumie po co się spieszyć?) znów na zachód, przez Plewiska do Zakrzewa, potem kierunek na Sierosław oraz Wysogotowo, a wróciłem przez Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska. Jako że wyjechałem "rano w wersji rano" (czyli około 8:30) to niewiele się wydarzyło, na szczęście. No bo w polskich realiach brak wydarzeń na drodze to powód do radości. A nie, nawet jest pozytyw - przed skrętem z DW307 jeden z samochodów zatrzymał się sam z siebie, przepuścił mnie i pozwolił skręcić w lewo! Świat się kończy :)

W Plewiskach po tym, jak nie tak dawno temu zakończył się remont ulicy Grunwaldzkiej, zaczął się remont... ulicy Grunwaldzkiej. Tym razem krótki kawałek, ale znów zapowiada się kilka miesięcy zabawy. Choć i tu się zdziwiłem, bo na sugerowanym objeździe ulicą Fabianowską użyto mózgu i usunięto (pewnie tymczasowo) progi zwalniające, które akurat tam były lekko pomniejszoną wersją Mount Everestu, tyle że z gumy :)




  • DST 31.50km
  • Czas 01:12
  • VAVG 26.25km/h
  • VMAX 47.00km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 40m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut językokaleki

Piątek, 7 kwietnia 2017 · dodano: 07.04.2017 | Komentarze 10

Zimy ciąg dalszy. Wciąż chłodno i wietrznie, z tym, że deszcze utrzymywały się dziś dłużej niż wczoraj, więc przed pracą miałem czas jedynie na wykręcenie gluta crossem. Cudu nie było i rower sam się nie naprawił, w związku z czym walczyłem nie tylko z podmuchami, ale i ze sporym oporem przez ponad połowę trasy, spowodowanym najcięższymi przełożeniami w rowerze. No ale nikt nie mówił, ze będzie łatwo. W sumie nikt nie mówił, że ktoś będzie tak mówił :)

Pokręciłem podobnie jak wczoraj, tylko że krócej i kompletnie odwrotnie - zaczynając od Dębca i Plewisk, następnie skręt na Skórzewo oraz Wysogotowo, z którego zawróciłem wzdłuż Bukowskiej przez Ławicę do Bułgarskiej, a ostatni odcinek przypadł na Górczyn. 

W ramach kolejnej w życiu sesji sado-maso załączyłem sobie do jazdy radiową transmisję "debaty" sejmowej, podczas której gryzły się głównie imbecyle z PO z kretynami z PiS oraz debile z pozostałych partii z jednymi i drugimi. Kij z tym, że merytorycznie było to kompletnie miałkie, ale to, jak zachowuje się to bydło na sali sejmowej brzmiało gorzej niż kibicowskie darcie ryja podczas meczów najbardziej podwyższonego ryzyka. Jakieś okrzyki, owacje na stojąco, wyzwiska, skandowanie imion pożal się Boże/Szatanie "liderów"... A już najbardziej rozwaliło mnie, gdy nasza "elita", rdzenni Polacy i takie tam mentalne pierdoły, na utrzymanie których składamy się my wszyscy, posługiwała się językiem polskim na poziomie dresiarstwa z cuchnącej moczem bramy. I tak przykładowo nasz wódz i naczelnik Jarosław kilkukrotnie "odłANczał", a Kukiz chciał "wziĄŚć" udział. Żałosne.




  • DST 54.00km
  • Czas 02:03
  • VAVG 26.34km/h
  • VMAX 41.50km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 71m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z wizytą u Minotaura

Czwartek, 6 kwietnia 2017 · dodano: 06.04.2017 | Komentarze 10

Zima przyszła! W sumie szybko poszło, choć o dziwo odbyło się to zgodnie z logiką - na przełomie marca i kwietnia mieliśmy już i wiosnę, i lato, i jesień, więc wszystko się zgadza :) Co prawda jest kilka stopni powyżej zera i pada (póki co) śnieg zamiast deszczu, ale ubrałem się na cebulkę niczym w środku stycznia, wykopując już nawet bezsensownie schowane do szafy rękawiczki z długimi palcami. Zdecydowanie się przydały.

No i oczywiście wiatr. Dziś zresztą nazwanie podmuchów w ten właśnie sposób byłoby niezasłużoną pieszczotą. Po prostu urywało łeb, co jak sądzę potwierdzą rowerzyści nie tylko z okolic Poznania. A że postanowiłem kręcić crossem, który aktualnie jest prawie ostrym kołem, gdyż wciąż nie mam czasu na serwisowanie przedniej przerzutki, to jazda na największej tarczy była sporym wyzwaniem. Co najmniej połowa trasy to bowiem solidny górski trening, tyle że bez górek :)

Zacząłem jazdę od Górczyna przez Bułgarską, Bukowską, dokręciłem do Ławicy, Wysogotowa, Sierosławia oraz Więckowic. I miałem dość. Na szczęście powiew łaskawie od tego momentu zaczął być bardziej proludzki, dzięki czemu jakoś doczłapałem się przez Dopiewo i Palędzie do Gołusek, gdzie po wdrapaniu się na wiadukt nad S-11 postanowiłem swym czynem ukazać, iż mężczyzna pracujący jestem i żadnych wyzwań się boję :) Po raz pierwszy skręciłem w serwisówkowy szlak na tym odcinku aż do Komornik. I powiem tak - słynny labirynt z Minotaurem w środku to przy tym pikuś. Kluczyłem, zawracałem, znów kluczyłem, znów zawracałem, finalnie znajdując w końcu drogę wyjścia. Co było tym trudniejsze, że w Komornikach z grubsza krajobraz wygląda tak, że hala magazynowa wystaje za halę magazynową, która przesłania kolejną halę magazynową. Mało pomocne, tym bardziej, iż nasi genialni projektanci dróg nie wpadli jeszcze przez te dziesiątki lat na tak skomplikowany pomysł jak oznaczenie, która z odnóg serwisówek jest ślepa, a która nie, już nie mówiąc o jakichkolwiek znakach wskazujących kierunek. To może za jakieś sto lat :)

Cóż, emocje były, ale wstępnie temat mam ogarnięty. Otwierają się nowe perspektywy walki z nudą na od dawna wyświechtanych codziennych szlakach.




  • DST 52.30km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 61m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powiało zimnem

Środa, 5 kwietnia 2017 · dodano: 05.04.2017 | Komentarze 18

W sumie na tytule mógłbym zakończyć wpis - wiało jak zwykle dość mocno, ale że będzie aż tak niewygórowana temperatura to się nie spodziewałem. Różnica ponad piętnastu stopni pomiędzy niedzielą a środą potwierdza, że kwiecień plecień, jakby kózka nie skakała toby nóżki, a kto rano wstaje ten leje jak z cebra. No ale z dwojga złego wolę przyjemny chłodek niż nieprzyjemny upał, więc nie narzekam. Za to już wiem, że będę to namiętnie robił latem. Tylko ostrzegam :)

Trasa: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawia - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań.

Kręciłem wolniutko i bez większych przygód, choć zadziwił mnie dziś w Luboniu SUV na łotewskich blachach, który jak gdyby nigdy nic pokonywał sobie skrzyżowania na czerwonym. Może na Łotwie nie mają takich wynalazków jak sygnalizacja? Ja tam nie wiem, zarobiony jestem :)




  • DST 53.20km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.25km/h
  • VMAX 50.30km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 80m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

MSW

Wtorek, 4 kwietnia 2017 · dodano: 04.04.2017 | Komentarze 8

Czyli: Miasto-Starołęcka-Wiatr. Cały dzisiejszy wyjazd w pigułce. Była to pigułka zła, rozumie się samo przez się :)

Wiatr wiał, miasto się korkowało, a Starołęcka się korkowała, gdy wiatr wiał :)

Trasa: Dębiec - AWF - Malta - Miłostowo - Antoninek - Swarzędz - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Krzesiny - Starołęka - Dębiec.

W związku z faktem, że dawno nie byłem, a i nastał nam dzień roboczy, więc ruch nie taki duży, kopsnąłem się wyjątkowo wzdłuż Malty. I sobie przypomniałem czemu dawno nie byłem i chyba na razie więcej nie będę - może i ładnie jest, ale wciąż rodakom pismo obrazkowe sprawia spory problem i odróżnienie znaku roweru od znaku informującego o ruchu pieszych to wciąż zbyt duże wyzwanie. Podczas kilku slalomów między ludźmi stanąłem tez kilka razy przed dylematem - jak traktować mamusie i tatusiów spacerujących w najlepsze środkiem części dla rowerów - jako "ukołowionych" czy jednak nie?