Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 250022.03 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.44 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 812678 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 63.10km
  • Czas 02:06
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 169m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pokórnikować

Niedziela, 14 maja 2017 · dodano: 14.05.2017 | Komentarze 11

Generalnie, biorąc pod uwagę kierunek wiatru, pojechałbym dziś gdzie indziej. Ale że doszły mnie słuchy o kolejnej odsłonie wycieczki organizowanej przez Kórnickie Bractwo Rowerowe, w której oczywiście z powodu innych planów wziąć nie mogłem, to... postanowiłem zajrzeć :) A w sumie to chciałem się przywitać z jednym, znanym do tej pory jedynie ze słowa pisanego, bikestatsowiczem.

Plan był wycyrklowany zupełnie jak nie u mnie. Ruszyłem kilkanaście minut po dziewiątej, przez Starołęcką, Krzesiny, Gądki, Robakowo, Szczodrzykowo, Dziećmierowo, by finalnie pojawić się kwadrans po dziesiątej, czyli piętnaście minut przed startem, na kórnickim Rynku. Zapełnionym uradowanymi rowerzystami, kreującymi zupełnie inny klimat niż "zawodowcy bez zawodu" na większych imprezach. Oczywiście w tłumie nie było szansy znaleźć znajomej twarzy, bo wszyscy czekali  już w pełnym rynsztunku. Miałem już się zwijać, gdy nagle zagadał mnie jeden z (jak się okazało) forumowiczów (do teraz nie wiem kto), którego zapytałem czy wie może, gdzie jest Bitels, który przyjechał tu specjalnie z Łodzi. Jak się okazało stał... ze dwa metry ode mnie. Chwila sympatycznej rozmowy i musiałem się zwijać, bo w perspektywie miałem po południu wypad na mecz. Miło było poznać, panie Bitels! ;)

Wracałem przez Świątniki, Rogalin, Mosinę, Puszczykowo oraz Luboń. Mijałem się z dosłownie dziesiątkami kolarzy, w tym z jednym, który uświadomił mi wreszcie, jak się robi stravove KOM-y lub kosmiczne średnie :) Wystarczy mieć... zaprzyjaźnionego motocyklistę, który nas pociągnie przez całą trasę, a szczególnie pod wiatr. Taką oto parkę dziś zaobserwowałem. Łapy opadają :)

Wpis dodaję na szybko, więc sorry za ewentualne błędy. W końcu jestem zalatany, czytaj: mam wolną niedzielę :)




  • DST 52.70km
  • Czas 01:45
  • VAVG 30.11km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 113m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Warto-nie-strata

Sobota, 13 maja 2017 · dodano: 13.05.2017 | Komentarze 8

Jest git. Wciąż git. Sam nie wierzę, że to piszę :) Pogoda bliźniacza wobec wczorajszej - słońce, niebieskie niebo, brak opadów i solidny wiatr (który przy takich warunkach może się pocałować w cztery wietrzne litery), a do tego temperatura optymalna do jazdy. Oby tak dłużej. Proszę mi tylko nie kombinować gdzieś tam na górze czy na dole z pokrętłem za nią odpowiedzialnym, bo upałów nienawidzę bardziej od mrozów.

Sobotę mam pracującą, wyjechałem więc lekko po dziewiątej. Na start stanął przede mną niemal codzienny dylemat - jechać czy nie jechać kawałkiem DDR-ki przy Drodze Dębińskiej. Dziś moją decyzję delikatnie (ale żeby nie było, że jestem podatny na naciski - tylko delikatnie) wspomógł jadący za mną zadziwiająco powoli radiowóz, jeszcze zanim owa ścieżka się rozpoczęła. Zresztą raz jeszcze na Rondzie Śródka zupełnie bez nacisku zsiadłem z roweru przechodząc przez pasy. Bo wóz Straży Miejskiej w żadnym wypadku nie był z tym związany :)

Ale, ale, ja nie o tym, a o momencie wcześniej. Gdy dotarłem w okolice AWF-u przypomniałem sobie, iż doszły mnie słuchy o prawie ukończonym nowym, dwukilometrowym kawałku Wartostrady, przy jej prawym brzegu. Postanowiłem przetestować jak sprawdza się ów wynalazek w praktyce. Najpierw jednak musiałem odnaleźć na nią zjazd, co łatwe nie jest, a także upewnić się czy nie ma zakazu jazdy (oficjalne otwarcie bowiem zaplanowane jest na poniedziałek). Pierwsze się odnalazło, drugie nie pojawiło, więc... do dzieła!

Z radością muszę napisać, ze jest przyzwoicie. A nawet dobrze.

Moje małe zastrzeżenia:
- brak asfaltu pod mostami, pozostawiono tam stare betonowe płyty;
- brak oddzielenia części dla rowerów od tej dla pieszych. Z czym to się będzie wiązało - raczej nie muszę pisać. Niestety na całej szerokości pierwszeństwo będą mieli spacerowicze, a także miłośnicy browara pod chmurką (nie żebym nim nie był), bo rejony nad samą Wartą nie są objęte zakazem spożywania alkoholu. W teorii to żaden problem, w praktyce wszyscy wiemy jak będzie. Dobrze, że choć postarano się zrobić szeroki pas, może szkło i rozbite butelki pozostaną bliżej rzeki;
- koniec odcinka jest na Śródce, przy Moście Jordana, co oznacza, że ląduje się na bruku :) Ktokolwiek jeździł szosą po tej okolicy wie, że jest to, hmmm, dość mało komfortowe. No i jest problem z tym co począć dalej, jeśli chce się jechać choćby w kierunku Malty - bo pozostaje objazd, drogi jednokierunkowe lub chodnik.

Ale niech te minusy nie przysłonią nam plusów. A jest ich wiele - możliwość ominięcia sporego zakorkowanego kawałka miasta, ożywienie raczej do tej pory martwego brzegu, a nade wszystko - Rataje z tej perspektywy są zdecydowanie piękniejsze. Bo ich prawie nie widać :P

Reszta trasy to kawał pod wiatr - Antoninek, Swarzędz, Paczkowo, Siekierki, tam nawrotka, sporo z powiewem bocznym przez Tulce i Żerniki, ale i momenty z wiaterkiem pomocnym gdzieś koło Krzesin. Finalna rzeż na Starołęckiej była standardem.

Znów coś mi stuka w rowerze, na razie subtelnie. Ech, chciałoby się mieć w pełni sprawny, najlepiej świeży ze sklepu, sprzęt... Jakby ktoś, coś, dobry uczynek i taki tam, to podam numer konta na nowy karbonik :)




  • DST 54.60km
  • Czas 01:49
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 50.30km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Fajnie!

Piątek, 12 maja 2017 · dodano: 12.05.2017 | Komentarze 4

Mamy to! - jakby krzyknęli „dziennikarze” TVPiS po usłyszeniu kolejnego tak kretyńskiego jak ostatnio tłumaczenia się Schetyny. Ja jednak o bardziej przyziemnej rzeczy, czyli o pogodzie. W końcu, wreszcie, a może dopiero zrobiła się prawie taka, jaka być powinna – było dziś ciepło, ale nie gorąco, słonecznie, ale nie upalnie, po prostu fajnie. Tylko wiatr nie chce się poddać, ale po przeżyciach ostatnich miesięcy teraz to on może robić wrażenie na przedszkolakach, a nie na mnie :)

Ruszyłem późno, bo celebrowałem wyjątkowy - gdyż wolny - dzionek, niespotykanie długim snem. Gdzieś tam przeszła mi przez głowę myśl o dłuższym dystansie, ale moja lepsza połowa też nie musiała pojawiać się dziś w robocie, więc temat został odroczony na bliżej nieokreślone później. Plusem wyjazdu w okolicach jedenastej było to, że można już było jechać na krótko, ale żem z natury nieufny to założyłem jeszcze leciutki zestaw przejściowo-długi, czego finalnie żałowałem, bo się zgrzałem. Taka nowość w tym roku.

Wiało ze wschodu, tam więc docelowo chciałem dotrzeć. Problem w tym, że z powodu autostrady nie da się ruszyć na "po prostu" wschód, nie jadąc w innym kierunku. Ja wybrałem południowy zachód, czyli Luboń oraz Łęczycę, a następnie Puszczykowo, które przeciąłem ulicą Wczasową, prawie tracąc kilka plomb w zębach na trupie tamtejszej DDR-ki. Generalnie jest ona urocza, szkoda tylko, że ma szerokość skakanki, a korzenie tworzą z niej pasma górskie.

Potem już bez utrudniających życie wynalazków – Rogalinek, Rogalin, Mieczewo (tu podczepiłem się pod traktor pędzący 40 km/h, ale cham się wziął i skręcił po 500 metrach), a w końcu Kórnik, w którym zakręciłem do Skrzynek. Od tej pory jechałem w emocjach, bo wiedziałem, że zbliżam się do Gronud Zero, czyli niecałego kilometra zemsty Adolfa, która straszy do dziś. Kiedyś straciłem to już co najmniej jedną szprychę, tym razem obyło się bez ofiar, prócz może półkilometrowego spadku średniej.

Powrót przez Borówiec, Koninko, Krzesiny oraz obowiązkowo Starołękę. Mimo tego ostatniego elementu udało się wykręcić w końcu w miarę normalną średnią. Odzwyczaiłem się :)




  • DST 54.50km
  • Czas 01:52
  • VAVG 29.20km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 110m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

SPC 2017 :)

Czwartek, 11 maja 2017 · dodano: 11.05.2017 | Komentarze 4

No proszę. Całkiem całkiem pogoda się w końcu zrobiła. Co prawda wiatr jeszcze daje solidnie znać o sobie, ale jest cieplejszy, przez co mniej odczuwalny. Do tego wróciło na wokandę coś dawno zapomnianego, czyli niebieskie niebo... Czyżby JUŻ przyszła wiosna? Nieeeee noooo.... Bez przesady :)

W sumie gdyby nie miejski koszmar pomiędzy Dębcem a Starołęcką razy dwa to można by się było pokusić o jakąś przyzwoitą średnią. A tak to wyszła po prostu mniej wstydliwa :) Wykonałem dawno nie odwiedzany klasyk z Poznania przez Koninko, Gądki, Szczodrzykowo, Krzyżowniki, Tulce, Jaryszki, Krzesiny i do domu. Jako od niedawna świadomy uczestnik rywalizacji European Cycling Challenge starałem się nie rozpędzać ponad 45 km/h, ale się nie udało :). do tego nie mieć średniej powyżej 30 km/h (to akurat wyszło). Największy problem był z dystansem, bo za cholerę 50 kilometrów z małym plusem nie łapało się na mniej niż 35. Choćbym się zes...tresował to się nie łapało :) Zrobiłem więc rzecz karygodną, niedopuszczalną i zasługującą na karę, czyli podzieliłem trening, co jest zakazane. Wiem, śmieć ze mnie i oszust, oczekuję teraz tylko wizyty odpowiednich służb i rozstrzelania w obecności komisji konkursowej. A tak w ogóle to mam postulat, żeby zmienić nazwę rywalizacji na Stosunek Przerywany Challenge 2017 :)

Poniżej fota, dzięki której będę miał odfajkowaną coroczną "misję rzepak". Jest zdjęcie? Jest. No to mam spokój :) A przy okazji gratka dla każdego miłośnika filozofii, bo tam gdzie zaczynają się drzewa można również osiągnąć Granicę Poznania :)

A tu owa aleja kasztanów w od środka, uchowana przed szyszkowcami chyba tylko dlatego, że jest pomnikiem przyrody. I dobrze, że wciąż jest.




  • DST 54.35km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.61km/h
  • VMAX 55.00km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 105m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Regulaminowo

Środa, 10 maja 2017 · dodano: 10.05.2017 | Komentarze 11

Całe siedem stopni! Analizując stopień owego ocieplenia rozważałem nawet czy nie jechać dziś całkiem na krótko i nie nasmarować się olejkiem do opalania. Ale nie, powstrzymałem swe upalne "chucie" i zostawiłem sobie tę przyjemność na dzień, gdy nadejdzie prawdziwa Sahara, czyli dycha, a może nawet jedenaście kresek na termometrze :)

Wiatr - wciąż silny, męczący i upierdliwy - przynajmniej zmienił na jeden dzionek kierunek na południowo-zachodni. Tyle dobrego, Wykonałem więc "kondomika" od strony Lubonia, Puszczykowa, Mosiny, Dymaczewa, Stęszewa, Szreniawy, Rosnowa i przez Plewiska do domu. Wyjątkowo zdążyłem przed deszczem, bo lunęło minutę po tym jak wszedłem do domu. Zadziwiające.

Wyjaśniła się zagadka z niezaliczaniem mi niektórych wyjazdów do European Cycling Challenge. To znaczy wyrażenie "wyjaśniła się" jest lekko na wyrost, bo włączył się lekko absurdalny klimat. Oto wyjątki z regulaminu:

"7. Przejazdy o średniej prędkości większej niż 30 km/h ORAZ JEDNOCZEŚNIE o maksymalnej prędkości większej niż 45 km/h są niekwalifikowane do wyzwania, tym samym do tabeli wyników, pojawiają się jedynie w statystykach. To samo dotyczy przejazdów dłuższych niż 35 km" - hehe, jak się okazało nawet moje ślimacze tempo z ostatnich dni byłoby jeszcze do ogarnięcia, ale już dystanse mnie dyskwalifikują, tak samo jak Vmax.

"9. W zakładce "Tablica wyników" będą zliczane tylko km z części przejazdu odbytego wewnątrz granic administracyjnych miasta" - no ok, tłumaczy to mikrodystanse, które mi się zaliczają, zamiast tych pełnych.

"13. Przejazdy podczas treningów sportowych są niekwalifikowane" - cokolwiek to znaczy.

"14. Niedopuszczalne jest dzielenie przejazdów na kilka części" - to jest mój ulubiony zapis, gdy weźmie się pod uwagę, iż:

"15. Jeśli nie posiadasz smartfona możesz ręcznie wprowadzać swoje przejazdy rowerowe. Jednakże, ręcznie można wprowadzić jedynie 6 przejazdów rowerowych dziennie" - czyli: możesz ściemniać poprzez ręczne wpisy, ale jak już legalnie przejedziesz więcej niż 35 km to kiszka.

Jesteśmy w domu. Albo w czymś innym na "d' :) To tylko zabawa, więc nie zamierzam się czepiać. Za uczciwy chcę być po prostu :) A że po raz kolejny okazało się, iż regulaminy czytam po fakcie to już inna moja przypadłość :)




  • DST 55.00km
  • Czas 02:01
  • VAVG 27.27km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 131m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Komisja T.

Wtorek, 9 maja 2017 · dodano: 09.05.2017 | Komentarze 11

Wczorajszy anons nic nie dał. Dziś wciąż na trasie towarzyszyła mi zła, paskudna, pochmurna i brzydka pogodowa dz...iewoja :) A idź pan, już się nie bawię.

Gnoiło tak jak wczoraj, czyli nie będę pisał znów na ten temat elaboratów. Za to upał się zrobił jeszcze większy, całe pięć stopni. Ale chociaż na plusie :) Ruszyłem najpierw przez miasto, ale w związku z tym, że już znudziły mi się kursy przez Golęcin to postanowiłem wykonać kolejny szturm na Kaponierę. Gdy tam dotarłem przez zakorkowaną Głogowską poczułem się wreszcie jak swój - powoli zaczynam ogarniać o co tam kaman, a co najdziwniejsze - ma to nawet ręce i nogi. Pasy dla rowerów są połączone ze śluzami, nie ma za dużo koszmarnych pauz... Jeszcze jakieś dwa tysiące lat i uznam, że warto było czekać zaledwie pięć na remont jednego ronda.

Chwilę po minięciu punktu zero wpadłem na najbardziej debilny pomysł roku. A mianowicie ruszyłem sobie rowerową trasą wzdłuż Pestki, czyli ulicą Mieszka I. Koleś mi już podpadł dając cztery litery i zgadzając się na chrystianizację, a za ten DDR-kowy koszmar jest skreślony na zawsze. Ostatni raz jechałem tędy dobre osiem lat temu, gdy mieszkałem na Piątkowie i codziennie rano na mtb kursowałem do roboty, Co się zmieniło od tej pory? Kostka - jest jej jeszcze bardziej do dupy, za to jej ubytki zostały uzupełnione przez imponujące dziury i takie same krawężniki. Nigdy więcej.

Jakoś dotarłem do Obornickiej - na piętnastym kilometrze byłem zmasakrowany jak po dwustu. Średnią miałem bliską zeru, trzeba było więc nadrobić - ruszyłem więc przez Suchy Las do Złotkowa, gdzie skręciłem w kierunku Soboty, a następnie Rokietnicy. Powrót to zaliczenie Starzyn, Kiekrza, Smochowic, Ogrodów, Bułgarskiej, Górczyna i do domu. Generalnie jeśli chodzi o dzisiejsze relacje z kierowcami to tragedii nie było, prócz jednego wyjątku - na wąskiej ulicy Słupskiej pewien troglo wyprzedzał traktor. Najpierw wychylił się, żeby zobaczyć czy nic nie jedzie z naprzeciwka. Jechałem ja. Więc... zaczął wyprzedzać. Finalnie musiałem się praktycznie zatrzymać, żeby nie zostać placuszkiem drogowym, ale zdążyłem jeszcze uświadomić mistrzowi kierownicy, cytując tekst motywujący z Football Managera, co sądzę o cnocie jego matki.

Jeszcze chwilę o wietrze. Pewnie nikogo nie zdziwi fakt, że gdy jechałem na północ to wiał z północy, jak skręciłem na zachód to z zachodu, a gdy już miałem nadzieję na wyluzowanie - zmienił kierunek na południowo-zachodni. Co najmniej 70% ZUA. Generalnie to w celu wyjaśnienia owego owego fenomenu powoli zabierałem się do zwołania jakieś Komisji Trollkingiewicza i już, już miałem zacząć znęcać się nad parówkami, żeby wykluczyć jakiś wewnętrzny defekt w mojej głowie, gdy nagle wczoraj, przeglądając BS, trafiłem na taki oto cytat niezależnego eksperta aż ze Śląska, który niedawno nawiedził WLKP:

"Dwa tripy i zaś wiatr xD jak rany co z tym Poznaniem? Gdzie nie pojedziesz tam wieje xD" - cyt. za Lapec.

Święte słowa... :) Czyli jednak nie zamkną mnie w pomieszczeniu bez klamek. Póki co :) Chyba że zacznę analizować dzisiejszą średnią...




  • DST 52.30km
  • Czas 01:53
  • VAVG 27.77km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 112m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Anonsując i frustrując

Poniedziałek, 8 maja 2017 · dodano: 08.05.2017 | Komentarze 13

Uwaga, anons!

Już nie taki młody, ale wciąż zaangażowany rowerzysta pozna dobrą pogodę, w celu miłego spędzania dwóch godzin dziennie. Nie musi być piękna, wystarczy, że będzie przyzwoita, nie za zimna, ale i nie za gorąca, nie ciskająca piorunami i przede wszystkim nie tak zmienna co do kierunków silnych wewnętrznych powiewów jak dziś. A, no i nie może być tak płaczliwa jak cała ta tegoroczna hetera. Cel - niematrymonialny: chęć odzyskania wiary w to, że da się po prostu jeździć, bez miliarda przeszkód niezależnych od kręcącego :)

Coś czuję, że marne szanse na sukces. Ale próbować warto :)

W skrócie: jechało się gówniano, o czym świadczy dzisiejsza średnia. Trasa: Dębiec - Górczyn - Bułgarska - Ogrody - Kiekrz - Rogierówko - Sady - Lusowo - Zakrzewo - Plewiska - Poznań. Samo przedarcie się przez miasto trwało jakieś miliard lat, potem było już lepiej, ale z kolei kierunek powiewów mocnego wiatru był klasyczny - w pysk, a potem w pysk. Natomiast na trzydziestym kilometrze zaczęło padać i już do końca nie przestało.

W Sadach zrobiłem zdjęcie baranka przy koziołku. Prawdopodobnie Matołku. Musiałem jednak szybko oddzielić jedno od drugiego, bo moja szosa zrobiła się agresywna, nie dając sobie wytłumaczyć, że to nie członek rządu.

W Lusowie zwykle staram się nie zauważać tamtejszego czegoś o nazwie DDR, ale dziś wyjątkowo skrzętnie ją lustrowałem. Powodem był fakt, iż w kilku miejscach była rozkopana, dzięki czemu miałem przygotowane wytłumaczenie do ewentualnej dyskusji z policją. Takowa nie nastąpiła, za to ja postanowiłem podjąć męską decyzję i w końcu rozwiązać zagadkę stulecia - gdy mijałem rozkopane pobocze przy wyjeździe z tej miejscowości zagadnąłem jednego z robotników:

- Przepraszam, co tu będzie? Chodnik czy ścieżka?
- Noooo, coś takiego pół na pół, chodnik ze ścieżką.
- Ale całe z kostki?
- Tak.

Shit :( Resztki nadziei prysły. Tak więc pod koniec drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku buduje się oto takie coś. Łapy opadają pod łańcuch.

Trwa European Cycling Challenge. Niby o tym wiem, ale gdyby nie taki przypominacz, na który natrafiłem gdzieś na siódmym kilometrze, zapomniałbym po raz enty o włączeniu aplikacji zliczającej kilosy. Biorąc pod uwagę, że codziennie ruszając aktywuję co najmniej dwie, do tego radio lub odtwarzacz muzyki - czuję się rozgrzeszony. Ale zachęcam tutejszych kręcących, bo Poznań póki co jest daleko w tyle, do walki.




  • DST 55.45km
  • Czas 02:04
  • VAVG 26.83km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 97m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ocrossówka

Niedziela, 7 maja 2017 · dodano: 07.05.2017 | Komentarze 4

Nocą, w momentach chwilowych przerw we śnie, słyszałem stukanie kropel deszczu o parapet, w związku z czym ranek rozpoczął się od zagadki: co zastanę za oknem? Była to zagadka zadana praktycznie "na śpiocha", bo żeby wykonać potencjalne kręcenie i zdążyć do pracy musiałem wstać w okolicach godziny siódmej. Gdy podniosłem rolety ucieszyło się pół mojego "ja", to odpowiedzialne za rower, natomiast drugie, ostatnio dominujące, posiadające niesamowitą moc przyklejania do poduszki, było zdecydowanie zdegustowane. Podsumowując - na drogach zalegały jeszcze spore kałuże, ale już nie padało. Nie było wyjścia - trzeba było iść do wyjścia, z dwoma kółkami pod pachą :)

Wczoraj umyłem szosę, więc dziś na ofiarę wybrany został cross, delikatnie bardziej usyfiony. Po powrocie słowo "delikatnie" zamieniło się w "zdecydowanie". Do tego mam talent wyborny :) Wiało z północy, ale na północy miał się dziś odbywać bieg Wings For Life (generalnie jedna z niewielu masówek, która jak na moje ma sens), wybrałem więc kierunek zachodni, kręcąc lekko pozmieniany klasyk, z Dębca przez Górczyn, Junikowo, "centrum" Skórzewa, Dąbrowę, Sierosław, Więckowice, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówkę i Plewiska. Prócz tego, że mocno duło, w sumie nic się nie wydarzało, więc ja mogłem zanurzyć się w muzyce. A miałem ją dziś zacną, bo zakupiłem sobie nie tak dawno w wersji "empeci" nową płytę Pablopavo z Ludzikami - "Ladinola". Jak zwykle mistrzostwo - mało kto tak pięknie i klimatycznie potrafi mówić o codzienności i zakończonej już niewinności. Idealny klimat na tę naszą tegoroczną "wiosnę".




  • DST 57.50km
  • Czas 02:03
  • VAVG 28.05km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 202m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Padaka

Sobota, 6 maja 2017 · dodano: 06.05.2017 | Komentarze 14

Świat wraca do normalnych, sprawdzonych od dawna patentów. W sumie fajnie, szkoda jedynie, że oznaczają one jedno - mój wolny dzień = deszcz. Jeśli więc ktoś planuje jakieś konkretniejsze eskapady to chętnie udostępnię swój grafik :)

Dziś było nie inaczej - wstałem nawet dość wcześnie, ubrałem się w strój rowerowy i w tym momencie lunęło. Jako że w planach miałem podskoczenie po południu do Teściowej po wykonaną specjalnie dla nas wałówę, lekko owe plany zmodyfikowałem i poszedłem po śniadaniu, pokonując te łącznie siedem kilometrów spacerkiem, w drodze powrotnej stukając słoikami jak pierwszoroczniak z Wyższej Szkoły Gotowania na Parze wracający od rodziny w niedzielę wieczorem.

Gdy wypiłem drugą tego dnia kawkę zauważyłem, że zaczyna się wypogadzać. Cud jakiś. Otrzymałem warunkową zgodę od Cenntrali na wyjazd, więc nie zwlekałem :) Krótko zastanawiałem się jedynie, który rower wybrać i finalnie padło na szosę, bo była ciut bardziej usyfiona. Polecam się jako fachowy doradca w takich sytuacjach :) Wiało z północy, więc zacząłem przepychać się przez miasto, wolno mijając Górczyn, Grunwald, by przez Golęcin wydostać się na bardziej przejezdne tereny, czyli Strzeszyn oraz Kiekrz. Tam skręt na Rokietnicę i Mrowino, nawrotka na Napachanie i... W tym momencie znów zaczęło lać i nie przestało aż do mety. Minerałów łyknąłem za wszelkie czasy, poczułem to ulubione przez każdego rowerzystę chlapanie w butach, a z kasku mogłem doprowadzić sobie rurkę do ust i w ten sposób uzupełniać braki w nawodnieniu.

Wróciłem przez Chyby i Baranowo, a w Przeźmierowie zapragnąłem być sprytniejszy niż ustawa przewiduje, chcąc jednocześnie lekko skrócić trasę oraz ominąć tamtejszą gównianą DDR-kę. Radośnie skręciłem w jedną z bocznych odnóg DK92, będąc pewnym, że wyjadę na wysokości Toru Poznań, bo tak wskazywała logika. Okazało się, że w Przeźmierowie mają inną, przez co wylądowałem.... na gównianej DDR-ce. Brawo ja. Brawo też moje koła, że wytrzymały konfrontację z taką ilością krawężników.

Na granicy Poznania i Plewisk obowiązkowo postałem sobie jeszcze na przejeździe kolejowym (tym razem nie dało się dostać nagłego ataku jaskry w tematyce sygnalizacji, bo szlaban dawno już był zamknięty. Spryciule jedne), a już w domu wielką radość z mojego przybycia wyraziła pralka, jak zwykle głodna. Nażarła się dziś dwukrotnie, bo nie tylko strój, ale i buty można było wyżymać.




  • DST 52.25km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 56m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ze szprychami bez zmian

Piątek, 5 maja 2017 · dodano: 05.05.2017 | Komentarze 7

Wczoraj - zgodnie zresztą z prognozami - cały dzień padało. Wyjątkowo nie rozpaczałem z tego powodu, gdyż marzec oraz kwiecień jeśli chodzi o liczbę wyjazdów były zapełnione w 100%. Tym razem podczas chomikowania (32 km, średnia 30,7 km/h) nadrobiłem seriale - końcówkę "Paktu", a zacząłem "Tabu". Ale najważniejsze, że udało mi się na szybko załatwić wymianę szprych w szosie, znów na Półwiejskiej. Podjechałem z kołem, zostawiłem je na kilka godzin, poszedłem do pracy i odebrałem ładnie wycentrowane. Jedyny minus, że w "moim" rozmiarze nie było akurat czarnych (musiałbym czekać na zamówienie, a nie lubię), więc teraz tył roweru ma design "na zebrę". Żaden problem - i tak te srebrne się szybko pobrudzą :) O dziwo ta wymieniana roboczo na trasie w Plewiskach, o rozmiar za duża, twardo się trzymała, jednak zapobiegawczo też poszła do wymiany.

Dziś więc mogłem już spokojnie pokręcić szosą. Nawet lekki rowerowy głodek już się pojawił :) Wykonałem klasyk przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówkę i Plewiska na Dębiec, z nawet całkiem optymistycznym nastawieniem do jazdy, skorygowanym jednak już na trasie przez wmordewind, nie za mocny co prawda, ale standardowo towarzyszący mi przez jakieś 80% drogi. Zresztą mniej istotne - priorytetem było dziś sprawnie, bo w linii prostej, a nie na modłę studenta z soboty o czwartej rano, toczące się koło.

Skończyłem słuchać "Na zachodzie bez zmian" Remarque'a. Smutna to, ale bardzo mądra lektura, idealnie ukazująca abstrakt oraz okrucieństwo wojny, w tym przypadku tej pierwszej światowej. Wspominałem już podczas rozpoczynania słuchania o niejakim Kaczyńskim, który finalnie jednak skończył marnie, a pod koniec objawił się też... Lewandowski. Jest bowiem epizod związany z wizytą w niemieckim wojsku jego... żony z dzieckiem. Zaiste, Reamrque, urodzony jeszcze w XIX wieku, był genialnym wizjonerem ;)

Polecając każdemu tę książkę sprzed prawie stu lat, apeluję - Antoni, cytaciki dla Ciebie i innych podobnych twardogłowych wszystkich politycznych opcji (w przeszłości i przyszłości), przekonanych o narodowych "wyższościach" jednych nad drugimi:

"Ciągle jeszcze jest poruszony i natychmiast miesza się do rozmowy, dopytując się, jakże też właściwie wybucha wojna.
-Zazwyczaj tak, iż jeden kraj ciężko obraża inny - odpowiada Albert z niejaką wyższością.
Lecz Tjaden mówi z głupia frant:
- Kraj? Tego nie pojmuję. Jakaś góra w Niemczech nie może przecie obrazić góry we Francji. Albo jaka rzeka, las lub pole żyta.
- Czy jesteś tuman, czy tylko udajesz?- ze złością powiada Kropp. - Nie to mam przecież na myśli. Jeden naród obraża drugi.
- Po cóż więc jestem tutaj?- odpowiada Tjaden.- Ja nie czuję się obrażony
".

"Mieliśmy osiemnaście lat i zaczęliśmy kochać świat i życie, i do tego właśnie musieliśmy strzelić. Pierwszy granat, który uderzył, trafił nas w serce. Jesteśmy odcięci od czynnego życia, od dążeń, od postępu. Nie wierzymy już w nie, wierzymy w wojnę".

"Czego oczekują od nas, kiedy nadejdzie czas, że nie będzie wojny? Naszym zajęciem poprzez lata całe było ROBIENIE TRUPÓW: to był pierwszy zawód w naszym istnieniu. Nasza wiedza o życiu ogranicza się do śmierci".

Jutro znów podobno ma padać :/