Info
Suma podjazdów to 812542 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik27 - 13
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 51.80km
- Czas 01:59
- VAVG 26.12km/h
- VMAX 55.50km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 346m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Niechcic
Poniedziałek, 12 czerwca 2017 · dodano: 12.06.2017 | Komentarze 8
Po wczorajszej stówie nie byłem specjalnie zmartwiony rannymi opadami deszczu, które zaległy nad Poznaniem. Jakoś byłem spokojny, że będą one przelotne, a tak czy siak wykręcę dziś co najmniej gluta, choćbym się miał zesr... choćbym miał lekko zmoknąć :) I miałem rację - powoli zaczęło się przejaśniać, natomiast ja wybrałem do przedpracowego kursu crossa, głównie dlatego, żeby dać odpocząć czterem literom.
Wiało na tyle mocno, że w ogóle nie chciało mi się spieszyć, bardziej więc się czołgałem niż jechałem. Chlapało mi spod kół, z nieba zaczynało się żarzyć, spychało mnie z drogi - czyli było wesoło :) Minąłem Luboń, Łęczycę, Puszczykowo i dokręciłem do Mosiny, gdzie postanowiłem być tam, gdzie mnie dawno nie było. czyli na Osowej Górze. W sumie byłem tam w dwustu procentach, gdyż zadałem sobie karę nie wiadomo za co i podjechałem raz Pożegowską, a raz Spacerową. Najfajniejsze było to, że - co dość logiczne - dwukrotnie miałem okazję zjechać ;)
Potem już chciało mi się jeszcze mniej, więc lekko zawróciłem i skręciłem w kierunku Rogalinka, a następnie Wiórka, w którym zorientowałem się, że zabraknie mi dystansu do pięciu dych, więc zrobiłem jeszcze kółeczko przez Babki i Głuszynę, by finalnie wylądować na Starołęckiej. A w sumie pod nią, bo jak zwykle przejazd kolejowy był tam zamknięty i przespacerowałem się tunelem.
Oj, leniwy to był wypad. Motywowałem się na trasie jedynie tym, że najbardziej na świecie nie chce mi się iść do pracy, więc każda aktywność z tym niezwiązana jest mega przyjemnością :)
- DST 110.50km
- Czas 03:50
- VAVG 28.83km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 369m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Buk celem, droga koszmarem. Czyli na sto :)
Niedziela, 11 czerwca 2017 · dodano: 11.06.2017 | Komentarze 28
Rzadko tak bywa, że ja mam wolną niedzielę, a moja Lepsza Połowa nie, ale skoro tak się zdarzyło to trzeba było coś wykombinować i wykorzystać sprzyjającą pogodę. Rano przy śniadaniu i kawce przypomniałem sobie, że ostatnią rowerową stówę zrobiłem... w lutym, przy solidnym minusie, a że od tego czasu delikatnie się pozmieniało względem aury to szybko podjąłem decyzję o naprawie owego niedopatrzenia. Rzut okiem na mapę oraz kierunek wiatru i już wiedziałem, gdzie dziś pokręcę. Uprzedzając dalszą relację: mimo miłego towarzyskiego akcentu lepiej mi nie dawać do łapy wynalazków kartografów :)
Zaczęło się jednak sympatycznie. Lekko po dziesiątej rano nie było jeszcze upału, więc spokojnie dotarłem przez Luboń i Komorniki do Stęszewa, który jak zwykle pokonałem "centralnie", żeby ominąć DDR-kę udupiającą rowerzystów na jego obwodnicy. O ja naiwny :) Gdy skręciłem na Zieloną Górę najpierw zdziwiłem się, że zamiast nomen omen zielonej, zalesionej alei, którą pamiętam sprzed kilku lat, przed sobą miałem pustynię. Tym razem jednak to nie Lex Szyszko, a plac budowy pod kolejny odcinek eski. Już miałem nadzieję, że oznacza to również dewastację tego, czego podświadomie się obawiałem, ale niestety. Zaczęło się.
Lubimy to, no nie? :) Jednak jak się okazało ten kawałek, czyli jakieś trzy kilometry do Strykowa, posiadał jeszcze całkiem przejezdną, w miarę dobrze położoną kostkę. Wciąż niezrażony kręciłem dalej, ciesząc się z każdej okazji zjazdu na asfalt. Pojawił się on o dziwo również gdzieś na ścieżce w okolicach Granowa, ale za to był tak zasyfiony i oszklony, że skupiałem się głównie na niewjechaniu w kawałek butelki w stanie mikro. Gdzieś w tej okolicy przyuważyłem też chyba jedyny skuteczny patent na rodaków, dla których odcinek prostej drogi oznacza... zresztą chyba nie muszę rozwijać tematu.
Chwilę potem doznałem traumy, która w moim mózgu na pewno zostawi skutki na wiele lat. Kilkanaście kilometrów pomiędzy Kotowem a Grodziskiem Wielkopolskim w skrócie:



Jeśli kogoś poruszyły dwie ostatnie fotki, ukazujące zapobiegliwość konstruktora, dzięki czemu już żaden TIR nie zginie pod kołami rozpędzonego rowerzysty, to jeszcze nic :) Oto mój konik, który powtórzył się dwukrotnie:
Prawie się zgubiłem w tym labiryncie :) Ale żeby było jeszcze lepiej, scenka rodzajowa, gdzieś z samiuteńkiego środeczka tej "przygody". Nagle bowiem śmieszka zamieniła się w to:

W tym momencie słyszeli mnie chyba nie tylko w Zielonej, ale i w Berlinie :) Zdezorientowany, gdy tylko zobaczyłem jadącą z naprzeciwka postać na rowerze, zagadałem w sposób najbardziej kulturalny, na jaki mogłem się w tym momencie zdobyć:
- Sorry, taka sraczka to się długo ciągnie?
- Ні, до кінця, інша сторона буде нормально прокладає шлях до Grodzisk - usłyszałem w odpowiedzi. No tak, czemu mnie to nie zdziwiło? :) Aha, żeby nie było - nie znam ukraińskiego, jeszcze czego - zdanie zostało wydukane po polsku i oznaczało, że dalej czeka mnie "jedynie" kostka :)
W końcu osiągnąłem półmetek. Ufff.
Ja tam już wiem jak serdecznie witacie, szczególnie szosowców :) W tle skocznia K-2, natomiast mnie rozbawił taki oto żarcik:
Dojechałem do centrum miasteczka, gdzie w pierwszym momencie pomyślałem, iż przygotowano specjalną fetę w dowód uznania, że wytrzymałem:
No ale nie :) Okazało się, że to półmaraton, o czym przekonałem się, gdy jakiś biegacz poprosił mnie o zrobienie fotki. Zrobiłem, pogratulowałem, przeszedłem się po uliczkach i znalazłem azymut na dalszą część jazdy, co łatwe nie było, bo na czym jak na czym, ale na kierunkowskazy tam za dużo z budżetu nie idzie.
Wyjazdówka poprowadzona została, no a jak, kostką. Która nagle się skończyła, ale jak zauważyłem kładą kolejną. Grodzisk - gratuluję intensywnej rywalizacji z krajami trzeciego świata. A tymczasem, jakby ktoś zaczarował, po minięciu granicy powiatu nowotomyskiego, stał się cud, mający dobre kilka kilosów. Można? Można!
Pojawiłem się w Opalenicy, pierwszy raz w życiu. Chciałem się znaleźć na rynku, żeby zrobić fotkę legendarnemu "Lechowi", czyli pierwszemu polskiemu motocyklowi, produkowanemu właśnie tu. I cóż, jaki rynek, taki pomnik :) Prawie bym nie zauważył, jak minąłem jedno i drugie, choć przyznać trzeba, że miasteczko robi sympatyczne wrażenie.
Nawet mimo kolejnych smaczków :)
Tu zresztą też zagadałem rowerzystę, ale wyjątkowo narodowości polskiej :)
- Przepraszam, ta ścieżka to jeszcze długo?
- Nie no, kawałek, do ronda, potem już można normalnie jechać. A czemu?
- No bo jest, a chcę, żeby nie było.
- Rozumiem :)
Ostatnim celem dnia dzisiejszego był Buk. I tu następuje pozytyw wyjazdu. Z trasy bowiem zadzwoniłem do Jurka, nie spodziewając się, że w ogóle odbierze, a tu niespodzianka - nie tylko dostałem instrukcje co do dalszej jazdy, ale i nastąpiła pełna mobilizacja. Tym samym po kilku minutach oczekiwania (jak widać lekko się nudziłem)... :)
...ściskałem prawicę wspomnianego, i to na rowerze :) Szacun, Jurek, jak na Zawiszy! Tym samym miałem okazję pokręcić i poznać zakamarki Buku, na które bym nie zwrócił uwagi, bowiem zrobiliśmy kilka rund honorowych koło rynku i okolic, przy okazji pozdrawiając znajomych, do których należy chyba 2/3 miasteczka :) Ciekawostką była bożnica, całkiem imponująca i z ciekawą historią...
...oraz kościół św. Stanisława, o dość kreatywnej konstrukcji. Tu narodził się dylemat - czy na fotce ująć Jurka, czy może krzyż na samej górze. Wybór był prosty :)
Zaprawdę, nie spodziewałem się, że będzie tak ciekawie :) Przewodnik odprowadził mnie aż do trasy na Poznań, chwilę jeszcze pogadaliśmy i czekał mnie powrót, który z założenia miał być z wiatrem. Ale oczywiście nie był - Buk mi świadkiem :)
Wymęczyło mnie za wszystkie czasy, bo gorąc i większość jazdy z wmordewindem to ostatnie, czego bym sobie życzył. Jakoś jednak dotarłem przez Zakrzewo i Plewiska do domu, ciesząc się z tej stówy, zaledwie drugiej w tym roku. Pomiędzy tą a pierwszą było ponad trzydzieści stopni różnicy :)
Podsumowując: droga na Grodzisk - koszmar. Omijać, przynajmniej szosą. Opalenica w końcu zaliczona. A i kawałek historii wciągnięty w Buku ma swoją wartość. Czyli - pozytyw :) Jurek, raz jeszcze dzięki za mobilizację!
- DST 53.15km
- Czas 01:58
- VAVG 27.03km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 170m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
CrosSowo :)
Sobota, 10 czerwca 2017 · dodano: 10.06.2017 | Komentarze 36
Dziś w obroty wziąłem crossa. Powód klasyczny i wielowiekowy: potencjalne opady deszczu, które na trasie zamieniły się w jak najbardziej realne, choć niezbyt upierdliwe. Zresztą uprzyjemniły mi jazdę jedynie przez kilka kilometrów, w zamian jak zwykle fundując wmordewinda przez większość trasy. W której nie było za dużo zaskoczenia - rundka na zachód, z Poznania przez Plewiska, Skórzewo, Dąbrowę, Sierosław, Fiałkowo, Dopiewo, Palędzie, Dąbrówkę i ponownie Plewiska do domu.
Jechało się całkiem sympatycznie, mimo że lekko nie było. Ale klimat kilkunastu stopni na plusie połączonych z zachmurzonym niebem oraz wypasioną już zielenią dokoła zdecydowanie jest moim ulubionym. Poproszę kopiuj-wklej przez cały rok.
W Fiałkowie pojawił się stary-nowy element "wystroju". Dzięki niemu mój stary grat mógł na chwilę stanąć tam, gdzie siedziało ZOMO :)

A skoro jesteśmy przy patologiach :) W końcu TVPiS zrobiło coś dobrego dla ludzkości, co prawda zapewne w imię bycia jeszcze większymi przydupadasami rządu, ale wyjątkowo pysk mi się cieszy, że wyszły na jaw nagrania z ks. Sową, pupilkiem TVN-u. Zresztą to ciekawe, że z Sowy :) Raduje się dusza (przynajmniej mi), gdy demaskuje się zakłamanie kolejnego frustrata w sukience, na zewnątrz kreującego się na ideał, a w prywatnym życiu ujawniającego prawdziwe oblicze - zwykłego prymitywa. Skoro raczej nie ma złudzeń co do chorych relacji pomiędzy sukienkowymi a PiSem, to w tym momencie chyba już nikt nie będzie ich miał co do stosunków z resztą tego politycznego bagna, z topielcami z PO na czele.
To tyle w temacie laickiego państwa, bo w takim podobno żyjemy :) Mam nadzieję, że im więcej tego typu zakłamanych zachowań będzie ujawnianych, tym szybciej ta usankcjonowana prawnie sekta, która rozrosła się w obrzydliwego instytucjonalnego grubasa, oczyści w końcu swoje szeregi, pozostawiając tylko osoby, które naprawdę wierzą i realizują te całkiem szczytne ideały sprzed dwóch tysięcy lat. Ech, pomarzyć... :) A ja zupełnie przypadkowo słuchałem w drodze nowej płyty projektu Dr Misio, z jakże aktualną "piosenką wyklętą", tym razem z Opola.
- DST 54.40km
- Czas 01:48
- VAVG 30.22km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 219m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Tako rzekę!
Piątek, 9 czerwca 2017 · dodano: 09.06.2017 | Komentarze 29
Degeneracja.... yyy... to znaczy regeneracja już prawie pełna. Dziś mnie nic, no, prawie nic nie bolało, mogłem więc spokojnie kręcić i skupić się na testowaniu nowej kasety. Za wiele do roboty nie miałem, bo wybrałem taką samą jak ostatnio, nauczony doświadczeniem olewając wszelkie szosowe hiper duper wymysły. Póki co nie narzekam.
Nie mogę też narzekać w końcu na pogodę, bo te dwadzieścia dwa stopnie są jeszcze do wytrzymania, a wiatr - mimo że wciąż solidny - jakoś tam był przewidywalny. Dzięki temu uzyskałem w końcu średnią na granicy przyzwoitości, A skoro nie mam na co marudzić to można się już przygotować na jakiś kataklizm w ciągu najbliższych dni, bo skoro przyroda raczyła być na krótko łaskawa to odbierze to sobie z nawiązką. Tako rzekę ja! :)
Trasa - znów "kondomik", skoro wczoraj był wykonany od tyłka strony to może przemilczę od jakiej dziś. W każdym razie w odwrotnym, z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Dymaczewo, Stęszew, Rosnowo, Komorniki i Plewiska.
Wpis znów krótki, pisany przed robotą, bo znając życie znów dziś będzie w niej kocioł i bym skrobał w pośpiechu, niczym profesror Chazan w młodości :) Tym samym wniosek jest jeden - praca powinna być dla użytkowników BS ustawowo zakazana, w zamian za jakąś godną emeryturkę ;)
- DST 52.30km
- Czas 01:50
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 232m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Bezwennie
Czwartek, 8 czerwca 2017 · dodano: 08.06.2017 | Komentarze 8
Regeneracja postępuje błyskawicznie - dzisiaj rano mogłem nie tylko podrapać się po plecach, ale nawet uczesać :) Łażę co prawda jeszcze oblepiony plastrami, ale generalnie już etap weterana wojennego jest na szczęście za mną. Co nie zmienia faktu, że wciąż bym Misiowi nie zasalutował - trzeba się szanować :) I też nie chciałem dziś szarżować, więc jechałem spokojnie.
Wykonałem "kondomika" od dup.. od tyłka strony, czyli inaczej niż zazwyczaj. Z Dębca ruszyłem na Komorniki, Stęszew, potem Dymaczewo, Mosina, Puszczykowo i Luboń. Gdzieś na trasie, gdy namiętnie walczyłem z wiatrem, przyuważył mnie podobno wracający z trasy Jurek. Zorientowałem się, że do mnie dzwonił szybko, bo po jakichś pięciu minutach. Ma się ten refleks :)
Tyle z dzisiejszego wpisu. Pierwsze jego zdanie napisałem około czternastej, a potem miałem taki kocioł w robocie, że zabrałem się za resztę grubo po dwudziestej i straciłem wenę. Jak żyć? :)
- DST 51.30km
- Czas 01:49
- VAVG 28.24km/h
- VMAX 52.80km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 172m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Invalid
Środa, 7 czerwca 2017 · dodano: 07.06.2017 | Komentarze 6
Człowiek chciałby cieszyć się z nowego napędu, który jak się okazało mimo wczorajszego wypadku wciąż działa płynnie, ale nie, nie było mi dane. Kij z tym wiatrem, który zatrzymywał mnie momentami w miejscu, kij z grzmotami burzy, które unosiły się gdzieś tam w tle, na szczęście do mnie nie docierając. Za to fakt, że rano czułem się jak weteran wojenny całkowicie odebrał mi radość z jazdy. Prawa ręka działa w miarę sprawnie, pod warunkiem, że wyciągam ją przed siebie. Za to założenie bandanki i kasku to już była wyższa szkoła (przed) jazdy - boli przy podniesieniu owej kończyny jak sukinsyn. Jedyny plus z tego jest taki, że gdybym upadł na łeb i został trepem to nie byłbym w stanie zasalutować "panu" Misiewiczowi, gdyby raczył raz jeszcze zostać wciśnięty w te struktury :)
W związku z tym prawie całą trasę z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Gołuski i Plewiska wykonałem taktycznie położony na kierze. Trzeba sobie radzić, starość nie radość :) O wietrze już wspominałem, więc tylko raz jeszcze napomknę, że gnój znów dziś poszalał.
Wieczorem było już lepiej, czyli chyba jednak łapy nie złamałem - mogę na przykład sięgnąć nią już do czubka głowy, z zaledwie małym grymasem. Mała rzecz, a inwalidę cieszy :)
- DST 62.10km
- Czas 02:22
- VAVG 26.24km/h
- VMAX 51.50km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 231m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Crosso-nie-glut
Wtorek, 6 czerwca 2017 · dodano: 06.06.2017 | Komentarze 11
Wczoraj wieszczono deszcz i burze, a że wyjątkowo postanowiłem uwierzyć meteorologom to zupełnie nie zdziwił mnie poranny deszcz za oknem. Lało coraz mocniej, ja już byłem pewien, że przywitam się znów z chomikiem, gdy nagle... przestało. Cud jakiś. Problem w tym, że była już dziesiąta, ja w pracy miałem być o trzynastej, więc tym razem prócz piątej klepki brakowało mi jeszcze czasu. Co w takim przypadku? Wiadomo... na rower :)
Szosa była w serwisie, pozostał mi cross. W pośpiechu zapomniałem sprawdzić jego stan, a że rzadko go używam to chwilę po ruszeniu dźwięki z okolic łańcucha przypomniały mi o czym zapomniałem. O nasmarowaniu. Nie chciałem się wracać, więc do końca podróży słychać mnie było z kilometr wcześniej, niczym jakiegoś, za przeproszeniem, członka rodzinki wyruszającej w maju na swoją pierwszą rowerową wycieczkę w roku.
Najpierw udałem się w teren, bo wczytałem, że podobno powstał już wygodny dojazd do mostu łączącego Lasek Dębiński ze Starołęką. Taaaa.... może powstał, ale z drugiej strony - ja napotkałem blokadę, zakaz wjazdu i malowniczy widok spycharek. Cóż, jeszcze nie czas, ale ostrzę sobie ząbki na w końcu alternatywny dojazd w tamtym kierunku.
Jechało mi się na tyle fajnie, mimo bardzo silnego wiatru, że postanowiłem rozbudować pierwotnego gluta o pełne pięć dych. Pokręciłem przez Starołękę, Głuszynę, Koninko, w Robakowie skręciłem na Borówiec, Kamionki, Daszewice i znów przez Gluszynę oraz Starołękę wróciłem do domu. Przewiało mnie, ale ważne, ze pokręciłem. Kosztem lekkiego spóźnienia do pracy, ale co mi tam :)
Już we wspomnianej pracy dostałem cynka, że szosa jest do odebrania, co wykonałem niezwłocznie, dokręcając jeszcze kilka kilosów w "cywilnych" ciuchach (i pewnie jeszcze z pięć dojdzie, gdy dotrę do domu). Póki co wszystko ładniutko śmiga, oby tak dalej. Przy okazji udało mi się jeszcze sfocić mural, który wykonano na starej, zdezelowanej ruinie przy Dolnej Wildzie. Może nie jest to coś, co może konkurować z tym na Śródce, ale każda próba odsyfienia tego, co zaniedbane się chwali,
EDITED:
Wykrakałem chyba z tą dokrętką. Planowałem spokojny powrót w sympatycznym wieczornym klimacie. A tu od godziny dwudziestej burza, i to taka, jakich mało. Utrzymała się ponad godzinę, więc postanowiłem więc wsiąść w tramwaj, jednak do niego też się trzeba było dostać. Kij z tym, że cieszyłem się z ładnej, czystej kasety, która po sekundzie od wyjazdu się usyfiła niemożebnie. Już byłem przy przystanki na Górnej Wildzie, gdy zobaczyłem to:...
Nie muszę pisać, że w tramwaj nie wsiadłem, bo ruch został wstrzymany. Za to przestało padać i zdecydowałem się jechać dalej, kawałek chodnikiem, by w końcu zjechać na ulicę. Co jak się okazało było błędem, bo co prawda wyżej nie było już jeziora, ale chcąc przepuścić jadący za mną samochód zjechałem na prawo, tak nieszczęśliwie, że zaliczyłem centralną glebę na prawy bok na śliskim torowisku. Efekt? Jeszcze bardziej wykrzywiona prawa część kiery, która już znajduje się niepokojąco blisko mostka... No i oczywiście rozwalona ręka - boli w okolicach łokcia, rozharataną mam też część dłoni Jak widać jednak mogę pisać, więc pewnie tragedii nie ma. Po wstaniu umyłem się w kałuży, natomiast ciuchy wyglądały jak u żula. Do tego miałem tak ładnie odświeżony rower... Teraz nie wiem czy coś w nim nie poszło, choć wstępne oględziny i dalsza jazda nastroiły mnie pozytywnie. Pozytywna też była reakcja kierowców - dwa auta, ten za mną i z naprzeciwka, zatrzymały się, żeby zapytać czy wszystko w porządku. Nie chcę wiedzieć jak wyglądała ta moja gleba, skoro wywołałem takie zamieszanie.
Do domu dojechałem już bez przygód. I dopisuję te kilosy do dystansu ogólnego, bo dużo mnie kosztowały!!!
- DST 54.70km
- Czas 01:53
- VAVG 29.04km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 167m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Ostatni kurs
Poniedziałek, 5 czerwca 2017 · dodano: 05.06.2017 | Komentarze 6
Spokojnie, nie będę znów poruszał tematu "Smoleńska" :) Wykonałem dziś po prostu ostatni kurs na starym napędzie w szosie, aktualnie sprzęt trafił na serwis, na pewno trzeba będzie wymienić kasetę, łańcuch, co z resztą komponentów - okaże się. Mam nadzieję, że korba jeszcze da radę. Przy pomyślnych wiatrach (taki oksymoron) odbiorę rower jutro, najpóźniej pojutrze.Tak szczerze to myślałem, że jeszcze trochę pokręcę na tym, co mam, ale niestety - kilka mocniejszych stąpnięć na pedały i mi się odechciało. Jednak fajnie jest mieć zęby :)
Owe ostatki zrobiłem na zachód, klasycznie, z Dębca przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, Plewiska i do domu. Wiatr wciąż konkret, a fakt, że nie chciał współpracować już dawno przestał mnie dziwić. Za to wciąż zadziwiają mnie imbecyle w puszkach - dziś wyjątkowo podniósł mi ciśnienie nie kierowca BMW, a Audi, który przed Dopiewem z taką prędkością wchodził w prawie dziewięciostopniowy zakręt w lewo, że nie tylko nie zmieścił się na swoim pasie, ale zajął dwie trzecie mojego, prawie robiąc ze mnie marmoladę. Troglo mam nadzieję jeszcze ma we łbie donośne "rrrrrr", kóre zawarte było w pewnym wykrzyczanym i powszechnie znanym słowie. A tak w ogóle to im więcej mam tego sytuacji z rodzimymi koneserami niemieckiej motoryzacji, tym bardziej wydaje mi się, że to musi być zawarte gdzieś w genach. Bo to, co potrafi Polak, gdy Niemiec zaopatrzy go w odpowiednie narzędzia własnej produkcji widoczne było choćby podczas wojny i skończyło się spaleniem stodoły z ludzką zawartością w pewnej podlaskiej wsi. Zbyt daleko idę? Nie wydaje mi się - już od dawna mówię, że masowy dostęp do czterech kółek dla narodów o mentalności "zapyziały wschód" to rozparcelowana na obszernym terenie broń masowego rażenia.
Tyle :) Jutro podobno ma lać i grzmieć, więc kręcenia pewnie nie doświadczę, nawet crossem :/
- DST 52.50km
- Czas 01:46
- VAVG 29.72km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 228m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Okłamany o świcie :)
Niedziela, 4 czerwca 2017 · dodano: 04.06.2017 | Komentarze 16
Od rana miało padać i grzmieć, na szczęście za to płacimy meteorologom, żeby uznawać ich wymysły za debilne. Czyli tak samo jak z politykami :) Coś czułem wczoraj nosem i lewą małżowiną uszną, że jednak dziś pokręcę - no i udało się. Jednak zapobiegliwie wyruszyłem dość wcześnie - niepotrzebnie. Wróciłem o suchej stopie.
Postanowiłem po raz kolejny podjąć się beznadziejnej misji pójścia z wiatrem albo na ugodę, albo na delikatną próbę oszukania go. Mimo zapowiadanych podmuchów z południowego wschodu ruszyłem na południe, a potem na zachód - przez Luboń (pusty!!!!!!!!), Puszczykowo, Mosinę do Dymaczewa i Stęszewa. Do tej pory - nie byłem zaskoczony - wiało mi z boku i w pysk. Ale przecież został ostatni kawałek, z powrotem do Poznania, przez Szreniawę oraz Komorniki (puste!!!!!!!). I... zaczęło wiać z północy. Tym samym ostatecznie stwierdzam, że z gnojem nie ma co iść na układ, tylko nienawidzić go z całego serca, siać ową nienawiść w serca innych, a także kwestionować głośno czy w ogóle jest prawdziwym wiatrem, a nie działającym na zlecenie obcych sił "wietrem" czy innym "widnem".
Co do tego ostatniego to jestem na bieżąco, bo obejrzałem dziś "film" pod tytułem "Smoleńsk". Wiem, wiem, przecież mogłem dać się zakuć w dyby lub zapisać na łamanie kołem, ale nie, postanowiłem być hardkorem ;) Nie żałuję, bo miałem dostęp za free, ale gdybym musiał zapłacić za to "coś" choćby grosz to bym żądał zwrotu wraz z odsetkami za szkody moralne. Chociaż generalnie to fajnie, że powstała w końcu alternatywa dla "Misia" czy "Rejsu", choć niezamierzona :) Natomiast gra aktorska na poziomie teatrzyku w wykonaniu najbardziej niepełnosprytnych uczniów gimnazjum dla opóźnionych umysłowo mnie skrzywdziła i moje życie już nigdy nie będzie takie same :)
A dziś na trasie przyuważyłem takiego oto bociana, który tak się zestresował moją obecnością, że po chwili odleciał, dzięki czemu kilka małych kręgowców zawdzięcza mi zapewne dalszy żywot. Zawsze to jakiś dobry uczynek :)
- DST 54.15km
- Czas 01:52
- VAVG 29.01km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 233m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Ciężkogłowie ;)
Sobota, 3 czerwca 2017 · dodano: 03.06.2017 | Komentarze 4
Wczoraj wieczorem
świętowaliśmy w gronie znajomych kolejną rocznicę ślubu, więc z powodów
niezależnych od... zresztą, sami rozumiecie... :), noooo, generalnie nie za
bardzo byłem gotowy wyruszyć wczesnym rankiem :)
Zwlokłem się
dopiero po jedenastej i nastawiłem na powolne, delikatne kręcenie.
Na wszelki wypadek :) Udało się, nie ma co. Jedyne z czym chciałem
zaryzykować to nowa wersja trasy "antyddr-kowej", po raz pierwszy
wykonana od tyłu. Najpierw jednak zaległem na Starołęckiej, z której
wydostanie się zajęło mi o wiele więcej z życia niż bym sobie tego
życzył. Potem już przyjemniej minąłem Krzesiny, w Jaryszkach zakręciłem
na Koninko, by znów pojawić się w Poznaniu na wysokości Głuszyny.
Stamtąd do Daszewic, Wiórka, Rogalinka, Mosiny, Puszczykowa oraz
Lubonia, gdzie... No właśnie. Przejechanie kilometra w centrum tego
zadupia było koszmarem większym niż zazwyczaj. Dopiero na miejscu
uświadomiłem sobie czemu - przecież jutro jest JEDEN dzień, gdy sklepy
będą zamknięte, więc zaczęła się zakupowa sracz... rozwolnienie. Outlet,
"galeria", market, dyskonty i inne tego typu przybytki były oblegane
jakby po północy rozpoczynała się okupacja kraju, a zapasy trzeba zrobić
co najmniej na rok do przodu. Cóż, Polska :) A tak w ogóle to tutejsze
korki były koroną dzisiejszego wyjazdu, wykonanego w akompaniamencie solidnego wmorderindu. Na szczęście nie było za gorąco, uff uff uff. A i wspomnianych ddr-ek uniknąłem całkiem sporo, zaliczając jedynie bodajże trzy. Kolarzy
mijałem około miliarda, może ciut mniej.
Zapomniałem podsumować rowerowy miesiąc maj. Nadrabiam - wykręciłem 1608 kilometrów, szosą i crossem po płaskim, ale i zaliczyłem kilka dni w górach na mtb. Średnia wyszła na poziomie 28,1 km/h, ale coraz mniej mnie to interesuje. Sam się sobie dziwię :)






