Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242716.25 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.75km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.04km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 232m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jazda nieuczesana

Piątek, 7 lipca 2017 · dodano: 07.07.2017 | Komentarze 11

Podczas wczorajszej wizyty w Polsce nieuczesanej głowy świata (w towarzystwie botoksowego amerykańskiego półproduktu - bo to przecież uchodźczyni, co aktualnie oznacza jak wiadomo samo zło), tak dupoliźnie witanej jak za każdym razem w tym kraju, pogoda była piękna, słoneczko świeciło, ptaszki śpiewały i takie tam. Dziś, gdy zabrakło jej wśród nas, niebo się zachmurzyło, słoneczko zaszło, wiatr znów zawył… Przypadek? :)

Przypadkiem może również nie być to, że zaczęło wiać ze wschodu. Ruszyłem koło dziewiątej w tym właśnie kierunku, bacznie obserwując stan zachmurzenia. Na szczęście zdążyłem przejechać całą drogę o suchym kole, co w sumie mnie zdziwiło :) Zrobiłem rundkę przez Lasek Dębiński (bo tamtejszy szuter jest zdecydowanie bardziej przejezdny niż DDR-ka na Hetmańskiej), Starołękę, Krzesiny, Jaryszki, Koninko, Szczytniki, Kamionki, Czapury, Rogalinek, Mosinę, Puszczykowo, Luboń i do domu. Tempo było średnie, bo chciałem sobie zostawić moce na finiszowy sprint, który wstępnie miał odbyć się pod sam koniec, podczas ucieczki przed burzą. I jakoś się nie martwię, że nie nastąpił :)

No cóż, z dobrą pogodą pozostaje nam pewnie poczekać na wizytę kolejnej główki jakiegoś wielkiego p. :) Jeden dzień wstydu za fajne warunki – idę na to. W sumie to od biedy może to być nawet szefo pewnego małego państwa mającego ogromny wpływ na rodzimą rzeczywistość, ganiający w sukience. A co! :)




  • DST 52.20km
  • Czas 01:46
  • VAVG 29.55km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 168m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Patentowo

Czwartek, 6 lipca 2017 · dodano: 06.07.2017 | Komentarze 5

No proszę. Wystarczyło pogrozić Krychą i pogoda w te pędy się naprawiła. Czemu nie wpadłem na to wcześniej? To takie proste - wypuścić potwora i wszystko nagle normalnieje :) Choć teraz trochę żałuję, że nie dołączyłem jeszcze do zestawu ex-posła/nki Grodzkiej, może wtedy wiatr zamilkłby na amen, a i ryzyko upałów zostałoby zniszczone w zarodku :)

Ale nie narzekajmy. Było spoko - wiało jeszcze solidnie, ale przy ostatnich wybrykach tej mendy czułem się jak w raju, zrobiło się ciut cieplej, ale nie za gorąco, opadów też nie odnotowałem. No i gdyby nie spory kawałek jazdy przez miasto, potem pokonywanie zasieków w Plewiskach, kilku korków w okolicach rond, a także oczekiwanie na zamkniętych przejazdach kolejowych - byłaby całkiem sympatyczna średnia. A tak to jest taka sobie, jednak już nie aż tak żałosna jak ostatnimi czasy.

Trasa: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Więckowice - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Wraz z pogodą znów z podziemi wyjechali troglodyci drogowi.




  • DST 55.30km
  • Czas 01:57
  • VAVG 28.36km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 238m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Antypacierz

Środa, 5 lipca 2017 · dodano: 05.07.2017 | Komentarze 51

Dodając ostatnio wpisy czuję się jakbym klepał codziennie ten sam pacierz. Co prawda już nie za bardzo pamiętam, o co w tym wszystko chodziło, ale przez mgłę coś mi się kojarzy, że było to nudne, bezmyślne i zupełnie niekreatywne. Tak jak jazda w aktualnych warunkach, bo ani się rozpędzić, ani rozwinąć, jedynie powtarzać te same ruchy. Choć trzeba przyznać, że wiatr już był sporo słabszy niż na przykład wczoraj, czyli jedynie usiłował połączyć mi dwoje uszu gdzieś w tyle głowy, a nie ją urwać :) Oczywiście w temacie jego zmienności żadnej rewolucji nie było - gdy skręciłem na trasie "kondomikowej" z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Łódź, Stęszew i Komorniki do Poznania w połowie drogi na północ, ten solidarnie skierował swój podmuch w kierunku dla mnie boczno-ryjnym.

Z wczorajszego pacierza pojawił się ponownie jeszcze jeden element - deszcz, którego nikt nie zapowiadał, a był, pojawiając się już kilka minut po starcie. Na szczęście w czasie, gdy jechałem nie był mocny, ale potem rozpadało się na dobre. Zadziwiająca to sprawa, ale z nudów już nawet wymyśliłem, jaką bym otrzymał odpowiedź na ewentualną reklamację, którą złożyłbym pogodynce. Byłoby to coś w stylu: "po dogłębnym przeanalizowaniu zgłoszenia stwierdzamy, iż sprawdzał pan prognozę w lokalizacji 'Poznań', gdy tymczasem deszcz skropił pana w lokalizacji 'Luboń koło Poznania'. Niniejszym uznajemy roszczenia za niezasadne i sugerujemy spadać na drzewo". Logiczne? Logiczne! :)

Aha, z nieplanowanych atrakcji pojawiła się jedna w Komornikach, które chciałem objechać przez Rosnówko, żeby ominąć tamtejsze korki trasą przez Plewiska. Objechałem, ale gdy już pokonałem kilka skrzyżowań oraz świateł, ukazała mi się zamknięta droga. Informacja o tym, że jest zamknięta pojawiła się dokładnie w miejscu jej zamknięcia, bo po co wcześniej? Niniejszym zawróciłem jak niepyszny przez te same czerwone światła, by gratisowo otrzymać szansę poznania bocznych uliczek w Komornikach. Co jest przyjemnością estetyczną na poziomie sceny erotycznej z posłanką Pawłowicz. Jeśli ktoś po przeczytaniu tych słów oddał właśnie śniadanie/obiad/kolację - przepraszam, nie było to moim zamiarem. Chciałem jedynie ukazać obrazowo poziom swych cierpień :)




  • DST 54.40km
  • Czas 01:59
  • VAVG 27.43km/h
  • VMAX 50.90km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 176m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Lato-srato :)

Wtorek, 4 lipca 2017 · dodano: 04.07.2017 | Komentarze 11

Intensywne poszukiwania w Poznaniu klubu miłośników bierek niestety trafiły na niewypełnioną próżnię. Jedyne co to można sobie pograć w knajpie, ale jakoś mnie to nie przekonuje. No nic, misja odnalezienia innej pasji na razie odpada, trzeba kręcić, choć ostatnimi czasy przyjemność z jazdy jest porównywalna do tej z przełomu stycznia i lutego :)

Oczywiście zaraz po wyruszeniu przywitałem się ze starym kumplem, czyli huraganem (prawie że). Spoko, przecież w drodze powrotnej będzie wiało mi w plecy!

Taki żarcik :)

Oczywiście nie wiało w plecy, mimo że znów próbowałem podejść gnoja i zamiast przejechać trasę na kształt kółeczka, wykonałem ją w tę i z powrotem. No i co? Gdy dopełzłem przez Plewiska, Komorniki, Gołuski, Palędzie oraz Dopiewo do Podłozin, gdzie zawróciłem, powiew zmienił się z zachodniego na ewidentnie północny i tyle było z nadziei. Jak skarcony szczeniak shar-pei, a może nawet mopsa, wróciłem prawie tą samą trasą do domu (zaliczając jeszcze przejazd przez Dąbrówkę), starając się utrzymać w pionie. Udało się ledwo, ledwo :) A w bonusie jeszcze dostałem serię po gołych łydach od kosiarzy, ale nie tych od umysłu, ale od trawy. Przypadek czy element całości? :)

No i oczywiście klu programu. Czego nie mogło zabraknąć podczas mojego wyjazdu, mimo że w prognozach w tym temacie była cisza w eterze? No oczywiście deszczu. Dopadł mnie na dziesiątym kilometrze, w Komornikach - i padał chyba tylko tam, do tego tylko przez kilka minut, gdy nie miałem się gdzie schronić, gdyż nawet przystanki nie miały wiat. W pewnej chwili zamienił się w grad i tu już musiałem zatrzymać się przy ścianie jakiegoś mijanego magazynu, żeby mi nie przedziurawiło opony :) A gdy ruszyłem, myśląc, że już po, dopadło mnie ponownie na serwisówce, gdzie mogłem schronić się ewentualnie za jakimś zbożem.

Finalnie wyszedł koszmar, pod każdym względem, ze średnią na czele.

Lato! :)





  • DST 54.40km
  • Czas 01:56
  • VAVG 28.14km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 184m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czyste bierki

Poniedziałek, 3 lipca 2017 · dodano: 03.07.2017 | Komentarze 9

Po dzisiejszym wyjeździe, będącym kolejnym pogodowym klonem dnia wczorajszego, przedwczorajszego i hen, hen, wstecz, szczególnie pod względem wiatru, który... (tu długa litania co do jego mocy, upierdliwości, wmordewindu, bla bla bla), czekam tylko na chwilę wolnego i zajmę się wyszukiwaniem jakiegoś amatorskiego klubu miłośników bierek. Bo kręcenie powoli zaczyna być sportem ekstremalnym.

Trasa: z Dębca przez Górczyn, Bułgarską do Smochowic (czyli miejska rzeźnia), następnie wzdłuż DK92 przez Swadzim oraz Sady do Tarnowa Podgórnego, tam kurs przez miasteczko i powrót najpierw kawałkiem nazwanym fachowo na Stravie "płyty z gównolitu (2,5 km po betonowych płytach)", co idealnie oddaje jego esencję, następnie Lusowo, Wysogotowo, Skórzewo, Plewiska i Poznań.

Zaraz po wjeździe do Tarnowa Podgórnego, który ma całkiem fajną, asfaltową DDR-kę, w momencie, gdy zamierzałem zjechać na lewo i na niej się pojawić, usłyszałem klakson (w sumie dawno nie słyszany dźwięk), a przez zamkniętą szybę buraczany ryj, pokazujący, zapewne, że tam jest ścieżka. Ech :) A gdy kręciłem sobie po tym nieszczęsnym Lusowie, przyszło mi na myśl, że to powinna być szlagierowa miejscowość aktualnej władzy - płyty pamiętające zapewne czasy pionierów narodowego socjalizmu (bo o poprzednikach należy pamiętać!), kostkowa DDR-ka upstrzona biało-czerwonymi słupami, zniechęcająca rowerzystów do jazdy, a od niedawna przy granicy prosperuje tam firma, która swą nazwą idealnie wpisuje się we współczesną krajową politykę :)

Zakładam, że żaden "brudas, ciapaty czy inny terrorysta" (bo to jak wiadomo dla większości Polaków to pojęcia tożsame) nie ma szans na wakat :) Czy można wyobrazić sobie lepszą nazwę dla rosnących w siłę rodzimych przedsiębiorstw w roku 2017? :)




  • DST 52.30km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 165m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Błąd w powołaniu ;)

Niedziela, 2 lipca 2017 · dodano: 02.07.2017 | Komentarze 9

Jako młody gówniarz zbierałem znaczki, interesowałem się zwierzętami oraz dinozaurami, uwielbiałem czytać książki, a w szczególności komiksy, grać w nogę, łazić po górach... Miałem jeszcze wiele innych zainteresowań, ale coś mi palnęło do łba i pokochałem rower. Debil, no po prostu debil ze mnie :) Po takich wyjazdach, jak ten dzisiejszy i w ogóle większość tegorocznych, żałuję, że nie zająłem się bierkami, półzawodowym uprawianiem marchewki czy odkrywaniem zawiłości stanów depresyjnych pantofelka (Paramecium caudatum).

Szeroko rozumiana pochmurność jeszcze jest ok, tak jak i niewygórowana temperatura. Ale wyczekiwanie na choć jeden normalny co do siły wiatru dzień już przestaje mnie bawić, jeśli w ogóle kiedykolwiek taki emocjonalny stan w tym temacie był mi bliski. Większość z trasy Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Więckowice - Dopiewo - Gołuski - Plewiska - Poznań to istna randka z rzeźnikiem, który dla zabawy albo masakrował mi ryj, albo wycinał boczki. Może to jakaś zemsta za moją nienawiść do tego zawodu, kto wie? :)

W każdym razie jest optymistyczny element - udało się wrócić do domu. A pod koniec wyprzedził mnie klubowy autobus Lecha - trzeba przyznać, że przynajmniej kierowca jest tam zawodowcem, bo minął mnie całkiem przepisowo :)

PS. Trzymam kciuki za tych, którzy jeszcze walczą w Pucharze Tysiąca Jezior. A szczególnie za Jurka - szacun, walczysz!




  • DST 52.10km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.16km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Podjazdy 232m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Słabbing

Sobota, 1 lipca 2017 · dodano: 01.07.2017 | Komentarze 27

Dziś krótko o przejeździe, bo nie był ani jakiś wyjątkowy, ani pogoda znacznie nie różniła się od wczorajszej, prócz oczywiście bardzo ważnego elementu, czyli na szczęście braku opadów, a co za tym idzie kolekcja wiat się nie powiększyła :) Za to wiatr trzymał poziom maks, do tego serwując mi specjalność zakładu, czyli powiew "pod klienta" - taki, żebym nie miał okazji odpoczywać. Udało mu się, niestety. A że mi się nie chciało kompletnie walczyć to już inna sprawa.

Trasa "kondomikowa": Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Komorniki - Poznań. Kolarzy na trasie wyjątkowo mało, a jak już byli to jechali w grupach, co na dzisiejsze warunki było pewnie jedynym rozsądnym rozwiązaniem. Wyjątkowa kumulacja nastąpiła pod Osową Górą, gdzie odbywał się chyba jakiś rowerowy sabat, bo miałem wrażenie, że na okazję do podjazdu i zjazdu trzeba czekać jak na stoku na orczyk :)

Podsumowanie słabiutkiego czerwca - 1650 kilometrów (tu akurat przyzwoicie), jedna stówa po koszmarnym trakcie do Grodziska, a tak poza tym to walka z deszczem i wiatrem. No i jedna gleba spowodowana poślizgiem na poburzowym torowisku - blizny na szczęście już się praktycznie zagoiły. Kręciłem szosą, ale i sporo crossem, co skończyło się wstydliwą średnią na poziomie 28 km/h.

I jeszcze wypatrzony dziś przeze mnie hit z Biedry. Jakby ktoś był chętny na nabycie młodzieRZowego bmx-a to śmiało. Choć coś mi się wydaje, że jakość wykonania może być porównywalna do znajomości ortografii :)




  • DST 54.20km
  • Czas 02:10
  • VAVG 25.02km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 199m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po(d)wiat(r)y

Piątek, 30 czerwca 2017 · dodano: 30.06.2017 | Komentarze 9

Są tacy, którzy zbierają gminy (sam biorę w tym nieortodoksyjnie udział), niektórzy skupiają się na powiatach, a ja dziś odkryłem nowe możliwości w temacie kolekcjonowania tego i owego. Mimo że zupełnie nie chciałem. I mam nadzieję, że moja kolekcja za często nie będzie się powiększać :)

O czym mowa? Za chwilę. Najpierw jednak słówko o pogodzie, która w nocy sprawiała wrażenie, że Poznań nad ranem odpłynie gdzieś w dal. Na szczęście jednak nastąpiło teoretyczne uspokojenie, przynajmniej jeśli chodzi o opady, za to wiatr... Zresztą chyba akurat dziś nie muszę przekonywać nawet ekspertów od wielkopolskich powiewów rodem z lubuskiego, iż urywało łby, a miałem wrażenie, że i owo "coś" miało chrapkę na szprychy i wentyle. Ale jakby co przygotowałem dowody :)


No ale twardym trzeba być, nie "mjentkim", więc licząc na jakiś cud ruszyłem sobie crossem. Ruszyłem? Taaa... dobrze powiedziane.Tak jak nie padało, gdy byłem w domu, tak pięćset metrów od momentu ruszenia musiałem się zatrzymać pod daszkiem pobliskiej galerii. Po chwili przestało lać, więc pojechałem dalej, mając cichą nadzieję, że to koniec przystanków z tym związanych. Nadzieja matką naiwniaków :)

Po minięciu Wirów nastąpiło pierwsze zaliczenie wiaty, zaledwie na kilka minut. Tutaj model w stylu "skromny kibelek".

Komorniki, Szreniawa, Chomęcice, Konarzewo i... wiata numer dwa. Skromna kawalerka, również w stylu plastic fantastic, ale bardziej przewiewna. Tu upojne kilkanaście minut, bo ulewa zrobiła się całkiem spora. A ja podziwiałem to, co natura dawała. A dawała :)


Trzcielin, Dopiewo, Dopiewiec i... miejscówka trzecia. Prawdziwy wypas, przystankowe L-3 co najmniej, choć lekko cuchnące PRL-em. Krótkie przeczekanie, ale owocne, bo niedaleko znalazłem sklep i była okazja do nabycia i skonsumowania Snickersa. Na tym skończyłem na dziś zbieranie wiat. I tak jak napisałem - chciałbym już moją kolekcję na tym zamknąć :) Wróciłem przez Palędzie, Gołuski oraz Plewiska do domu, wprost w paszczę pralki.

A co poza tym? W Wirach skręciłem w końcu w jedną z bocznych uliczek, która kusiła mnie od dawna fajnym zjazdem. Jak się okazało, na jej końcu znajduje się początek... WPN-u. A na styku - przejazd kolejowy, przy którym zrobiłem focię pędzącego SA132...

...oraz wykonałem personifikację hasła "rowery na tory", choć jest ono zupełnie bez sensu :)

Podczas nawrotu wyhaczyłem fajną drogę, która prowadzi pewnie do Szreniawy - przy lepszej pogodzie (czyli bez nadciągających chmur) do przetestowania.

W sumie... tego mi było potrzeba. Wolny dzień, wolna przejażdżka, ulewa, wichura... No dobra, może bez tych dwóch ostatnich elementów :) Bawiłem się przednio, sam nie wiem czemu :)





  • DST 52.50km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.12km/h
  • VMAX 50.90km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 239m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uff...

Czwartek, 29 czerwca 2017 · dodano: 29.06.2017 | Komentarze 4

...jak gorąco. Uff... jak wietrznie... Fuj.

No ale przynajmniej burze skończyły się nad ranem, więc oszczędzono mi potencjalnej przyjemności randki z szalejącymi piorunami. Jeśli już mam szukać jakichś pozytywów. Generalnie wymęczyłem się solidnie, bo jako priorytet wybrałem na dziś omijanie DDR-ek, kwestie wietrzne kierując na dalszy plan. Nie tyle to błąd, ile konieczność, która skończyła się niezłymi chybotami na co bardziej konkretnych odcinkach - tak na przykład z górek osiągałem prędkości w okolicach kosmicznych 20 km/h max :)

Wykonałem kółeczko z Dębca przez Luboń, Puszczykowo, Mosinę, Rogalinek, Wiórek, Babki, Daszewice, Kamionki, Koninko, Krzesiny i Starołęc... A nie, tu W KOŃCU nastąpiło światełko w tunelu w temacie tej cholernej ulicy. Oto ono:

Wreszcie otwarto wygodny, co prawda głównie szutrowy, wjazd na kładkę łączącą Starołękę z Laskiem Dębińskim, dzięki czemu omijam długaśny i koszmarny objazd w/w uliczną rzeźnią. Kosztem braku asfaltu, ale szosą (która znajduje się wbrew pozorom na fotce) jest to o wiele bardziej komfortowe niż jazda DDR-ką przy Hetmańskiej, która dopiero stanowi wyzwanie dla kół. 

Kolejny plusik dla Poznania. Jeszcze kilka lat temu kładka miała być w ogóle zlikwidowana, "bo się nie dało". No a jednak :)




  • DST 52.30km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.27km/h
  • VMAX 52.50km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 302m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ciepło-chłodna mięta :)

Środa, 28 czerwca 2017 · dodano: 28.06.2017 | Komentarze 34

Miało być od dziś mega ciepło, a wręcz upał, na szczęście w godzinach porannych niczego takiego nie zaobserwowałem, za co w tym miejscu dziękuję pogodzie, która chyba ostatnimi czasy upodobała sobie gnojenie meteorologów na poziomie porównywalnym z tym, na jakim wmordewind uwziął się na mnie :) Za to ja, jadąc dziś przez Poznań, zluzowany już częściowo przez wakacyjne wyjazdy, poczułem ponownie miętę do tego miasta. Ale o tym może później.

Najpierw jednak o celu dzisiejszego wyjazdu. Wschdnio-podobno-północny kierunek wiatru skierował mnie w okolice granic Puszczy Zielonka, czyli jakby nie było terytorium leżącego pod rowerową kuratelą bikestatsowego Grigora :) Lubię tam kręcić, bo co prawda do lasu szosą nie wjadę, ale co się nawdycham zieleni jadąc głównymi i bocznymi drogami, do tego jeszcze mykając hopkami, to moje. A że asfalty od jakiegoś czasu tam wypiękniały to szosowo jest całkiem sympatycznie. Zrobiłem więc kółeczko, wyjeżdżając z Poznania kierując się przez Koziegłowy, Kicin, Mielno do Wierzonki, tam kawałek w tę i we wte do Karłowic oraz powrót trasą na Kobylnicę i Bogucin do Poznania. Tak to prezentuje się "z rąsi":


No a teraz o samym Poznaniu. Ostatnio mój znajomy, który siedział masę czasu za granicą, zachwycił się klimatem tego miasta, co prawda w warunkach lekko odrealnionych, bo przy okazji Festiwalu Malta, ale był to tylko element. Podobały mu się zmiany, które się tu dzieją, uśmiechnięci (o dziwo!) ludzie i jeszcze wiele innych rzeczy. Co ważne - z perspektywy człowieka, który widzi różnice od swojego wyjazdu do teraz, czyli około dziesięciu lat, paradoksalnie brzmiało niedawno wyrzygiwana "Polska w ruinie", gdyż według niego jest dokładnie odwrotnie. No ale cóż, łatwiej podpalić stodołę niż ją ugasić, szczególnie gdy wie się o świecie i innych nacjach znacznie mniej niż o metodach czyszczenia obsikanej kociej kuwety :)

Jechałem sobie dziś tą nową Wartostradą, która może nie pozwala na uniknięcie późniejszych świateł oraz korków (bo były i jak zwykle mnie zmęczyły, ale miałem to gdzieś), minąłem sobie fajnie odnowioną i "odżywioną" Śródkę, dokręciłem do granic miasta w końcu przyjemną DDR-ką na Gnieźnieńskiej i... przyznaję kumplowi rację. Wybrałem sobie naprawdę fajne, nowoczesne miasto do życia, gdzie po pierwsze można skorzystać z dobroci kulturowych całkiem sporej aglomeracji, do tego położonej nad rzeką, może nie największą, ale wreszcie zaczynającą tętnić wodniackim życiem, las mam kilometr od domu, w odległości kilometrów piętnastu na południe zaczyna się park narodowy, a dwudziestu kilku na północ - zahaczona dziś puszcza. Czego brakuje? No oczywiście górek, ale to mam w rodzinnych stronach, dostępne w każdej wolnej chwili :)

O, takie właśnie ciepłe uczucia miałem do żywego-martwego tworu, jakim jest to miasto. A czemu o tym piszę? Skąd mam wiedzieć - nikt nie wymagał przy zakładaniu konta, żeby ten blog miał jakikolwiek sens :)