Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 249888.33 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.44 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 812410 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 32.50km
  • Czas 01:15
  • VAVG 26.00km/h
  • VMAX 44.50km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 144m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut odwilżowy

Poniedziałek, 11 grudnia 2017 · dodano: 11.12.2017 | Komentarze 3

Szok i niedowierzanie. To białe gów... eee, to znaczy ten uroczy puchaty śnieżek, stopniał! W nocy można było lepić bałwana, a nad ranem było już jedynie mokro i lekko deszczowo. W sumie jeśli to ma być zimowy kompromis, to jestem - od biedy - za :)

Niestety czasu miałem mało, bo praca w gorącym okresie wzywała, więc udało mi się jedynie wykręcić gluta na trasie z Poznania przez Luboń, Wiry, Łęczycę, Puszczykowo, dojazd do Mosiny ulicą Mocka, nawrotka i znów przez Puszczykowo, Łęczycę oraz Luboń do domu.

Klimatycznie było, nie powiem. Aż żałowałem, że tym moim crossem nie mogłem puścić się w dal i w dal. Ten żal zawsze mi się nasila, gdy w perspektywie mam robotę :)

Jeszcze chwilę zatrzymam się na słynnej ścieżce w Łęczycy. Dziś wyglądała ona głównie tak:

Czyli klasycznie :)




  • DST 52.50km
  • Czas 02:04
  • VAVG 25.40km/h
  • VMAX 42.50km/h
  • Podjazdy 184m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Co się...

Niedziela, 10 grudnia 2017 · dodano: 10.12.2017 | Komentarze 6

Jednak pokręciłem. Moje wczorajsze obawy okazały się na szczęście przesadzone, ale co się odwlecze to nie uciecze... O czym na samym końcu.

Świecące rano słońce dawało nawet nadzieję na szosę, ale gdy ją ogarnąłem i byłem gotowy do jazdy zaczął... padać śnieg. Przy niemal bezchmurnym niebie! Nic mnie jednak nie mogło zniechęcić do wyruszenia, zmieniłem więc jedynie sprzęt na crossa i przed siebie.

Było zimno - zero stopni - ale drogi nawet przejezdne, choć DDR-ki już mniej. Oto jedna z moich "ukochanych", lubońska. Zresztą kawałek dalej, w Łęczycy, też za milusio nie było.

Trasę wykonałem dość premierową: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Drużyna Poznańska - Borkowice - Bolesławiec - Dymaczewo Stare - Mosina - Rogalinek - Wiórek - Czapury - Starołęka - Lasek Dębiński - dom. Z atrakcji: poznałem nowego zioma, z jakimś krasnalem na pace... :)

...oraz sprawdziłem stan budowy ronda w kierunku Głuszyny. Cóż opóźnienie jest co najmniej miesięczne, ale oczywiście Maryjka już stoi. W Polsce priorytety muszą być :)

Więcej inwencji dziś z siebie nie wydobędę, bo jest późno, a miałem hardkor w pracy i jestem zmasakrowany. Proszę o wybaczenie :)

A teraz obiecany "cosięnieodwleczacz" :) Oto, co mnie zastało podczas powrotu z roboty. Jako że wciąż sypie, to już wiadomo, iż jutro odpocznę. No chyba że do dziewiątej rano nastąpi globalne ocieplenie i to gówno się roztopi.




  • DST 55.80km
  • Czas 02:04
  • VAVG 27.00km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 252m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Paskudność

Sobota, 9 grudnia 2017 · dodano: 09.12.2017 | Komentarze 6

Kolejny wyjazd, który się odbył i należy o nim jak najszybciej zapomnieć. Na termometrze jedna kreska powyżej zera, zimny, wciąż przejmujący i solidny wiatr, a do tego ostatnie dziesięć kilometrów wracałem w mieszaninie deszczu ze śniegiem. A że drogi były już wcześniej mokre, to chcąc nie chcąc musiałem poruszać się ostrożnie niczym pedofil po czacie dla małolatów.

Trasa to "kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo (w tym podjazd i zjazd przez jego starą część) - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań. Wynik generalnie tragiczny, jak to ostatnio, ale nie mam do siebie pretensji, bo mijałem się dziś z kilkoma kolarzami, którzy jak widziałem również nie cisnęli, a bardziej cierpieli :)

Co to ja jeszcze miałem... O, wiem. Luboń. Słowo klucz moich wypadów. Dziś byłem w nim dwukrotnie, co oznacza, że dwukrotnie zostałem zmasakrowany fizycznie i mentalnie, mimo soboty. W związku z tym wykonałem pocztówkę, prezentująca większość walorów tej miejscowości. Prawda, że uroczo i zachęcająco? :) A to miejsce to chyba jedyna przyzwoita przestrzeń do jazdy, bo po drugiej stronie torów znajduje się DDR-ka, tak gówniana i kostkowo-posesjowa, jak tylko w Polsce może zostać zbudowana, natomiast wszędzie indziej światła, korki i pezety :)

Jutro cienko widzę perspektywę rowerową. W południe muszę być w pracy, a aktualnie wciąż pada deszcz ze śniegiem, co przy nocnych przymrozkach zapowiada lodowisko. No cóż, najwyżej nogi i tyłek odpoczną.




  • DST 52.40km
  • Czas 01:56
  • VAVG 27.10km/h
  • VMAX 50.30km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 146m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

MusMisja

Piątek, 8 grudnia 2017 · dodano: 08.12.2017 | Komentarze 2

Mój dzisiejszy wypad miał widocznie wbudowaną misję podprogową, która wyszła na jaw w ostatniej chwili, a skoro tak, to i ja napiszę o niej pod sam koniec. W każdym razie zostało odfajkowane kolejne pięć dych, w wietrze i chłodzie (ale umiarkowanym), po polach, polach i jeszcze raz polach - oj, jak chętnie zafundowałbym budowę kilku lasów w okolicy... A przynajmniej miał kasę, żeby mieć taką możliwość :)

Trasa: Poznań - Plewiska - Dąbrówka - Palędzie - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Komorniki - Plewiska - Poznań. I w sumie tyle, jestem za tym, żeby ów wypad odnotować i zapomnieć ;)

A teraz o misji. Trafiła mi się kolejna pana, tym razem w tylnym kole i na szczęście kilkaset metrów od domu (widocznie ktoś na górze - lub na dole - czuwał). Drepcząc sobie w jego kierunku przypomniałem sobie, że nie mam już zapasu dętek, z poza tym muszę nabyć kilka pierdółek rowerowych, więc z okazji wolnego dnia postanowiłem nawiedzić swa obecnością Decathlon. Wizytę odwlekałem, w końcu jest okazja, a w sumie nie mam wyjścia - pytanie czy to przypadek? Nie sądzę :) A ja, mimo że shoppingu nienawidzę, zaraz wychodzę wypełnić ów mus.




  • DST 52.40km
  • Czas 01:56
  • VAVG 27.10km/h
  • VMAX 52.80km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 229m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

PZ-ygody

Czwartek, 7 grudnia 2017 · dodano: 07.12.2017 | Komentarze 8

Jeśli chodzi o kolejne korekty pogodowe względem ostatnich dni, to jedna jest in plus - dziś nie padało. Za to zarówno temperatura, jak i siła wiatru pozostały niezmienne, a z tej dwójki pierwszy element nawet jestem w stanie pochwalić. Drugi zdecydowanie nie :)

Z trasą nie kombinowałem - wleciał zwykły, klasyczny "kondomik" w wersji; Poznań - Luboń - Wiry - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań. W sumie pisać nie ma o czym - prócz tego, że kręciło się typowo zimowo, czyli ciężko (co widać po średniej). No i nie zawiedli jak zwykle puszkarze, szczególnie jeden pezet (dla niewtajemniczonych - PZ to rejestracja przynależna mieszkańcom podpoznańskich wsi i miasteczek, oczywiście płacących podatki poza Poznaniem, ale z reguły mających wiele do powiedzenia w temacie "jak to im się źle do miasta dojeżdża i po nim kręci"), który na granicy Puszczykowa i Łęczycy raczył uwiesić się na klaksonie, zapewne chcąc mi przekazać coś o zakazie jazdy rowerem i i położonej po lewej ścieżce. Problem jedynie w tym, że ścieżką kręciłem chwilę wcześniej, a do ruchu włączyłem się legalnie, gdy nie było już ani zakazu, ani DDR-ki. Ale czy to ważne? Nie sądzę - chyba bardziej o wylanie swoich frustracji. Im mniejszy mózg, tym z tym łatwiej.

Zdjęć z drogi dziś nie ma, więc w zamian kilka fotek z centrum Poznania, które niedawno nawiedziłem, żeby zobaczyć, jak prezentuje się świąteczny wystrój. I przyznam, że po raz pierwszy bardzo mi się podoba. I to pomimo faktu, że jak co roku obchodzę święta. Z daleka.





A tu moje ulubione wnętrze w okolicach Starego Rynku. Nie zdradzę gdzie ono, a jeśli ktoś chce zgadywać to śmiało :)

Podkusiło mnie coś, żeby po raz ostatni w tym roku pyknąć się rowerem miejskim do pracy. Efekt? Ostatnie 500 metrów używałem hulajnogi, bo łańcuch spadł, a był tak obudowany reklamami, że nie dało się go założyć. Jak ja kocham te sprzęty :)




  • DST 52.10km
  • Czas 02:05
  • VAVG 25.01km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 181m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Syfuś

Środa, 6 grudnia 2017 · dodano: 06.12.2017 | Komentarze 6

Niełatwa walka o realizację planu rocznego trwa. Jakie to ciężkie zadanie wybitnie uświadomił mi dzisiejszy wyjazd, po którym czuję się zgwałcony przez wiatr, podtopiony przez błoto, jak i ogólnie zmasakrowany zastaną codziennością. O, dokładnie tak :)

Syf na dworze był z grubsza taki sam jak wczoraj, jednak nie do końca - po pierwsze zrobiło się ciut cieplej i nie padało, a jedynie mżyło, za to wiało tak, że na otwartych przestrzeniach między jedną serwisówką a drugą musiałem się łapać namalowanych na biało linii, tak przerywanych, jak i ciągłych, żeby nie odlecieć :) 

Jednak zanim zacząłem latać, to udałem się w teren, bo mi się zachciało :) Kilka kilosów po Lasku Dębińskim usatysfakcjonowało mnie na tyle, że potem już mogłem śmiało dać opór wichurom. Miałem przy tym na sobie tyle syfu, że jakby ktoś mi zaproponował miejsce w partii rządzącej to spełniałbym już podstawowy warunek :) Obyło się nawet bez gleby, choć raz było blisko, jednak widocznie zadziałały ukryte gdzieś w podświadomości korzenie z dzieciństwa na mtb. Żałowałem jedynie, że mój "poddomowy" las nie jest większy, bo chętnie bym tam dziś pozostał. Ale i tak bardzo go lubię i uważam za dobro nienarodowe :)




No a reszta trasa to już wspomniana wcześniej orka, z grubsza trasą podobną do wczorajszej (tu Relive): Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Głuchowo - Gołuski - Palędzie - Dąbrówka - Plewiska - Poznań. Mikroelementy wszelkiej maści były w gratisie :)




  • DST 52.10km
  • Czas 02:04
  • VAVG 25.21km/h
  • VMAX 44.00km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 145m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

D(r)eszczowo

Wtorek, 5 grudnia 2017 · dodano: 05.12.2017 | Komentarze 3

Co by tu napisać o dzisiejszym wyjeździe? Co prawda mam kilka pomysłów, ale żadne nie nadają się do umieszczenia w tym miejscu bez oskarżeń o mowę knajacką i łamanie ustawy o ochronie języka polskiego :) Spróbuję więc kulturalnie.

Ruszyłem po dziewiątej, gdy niebo było zachmurzone, ale nie spadało z niego nic poza pojedynczymi kroplami. Oczywiście nie mogło tak się skończyć i się nie skończyło, bo dokładnie w połowie dystansu jak lunęło, tak już zostało. Może nie były to oceany deszczu, ale zmokłem solidnie. Na szczęście tym razem nie miałem dylematu, jakim rowerem jechać i po prostu wybrałem crossa, co okazało się decyzją nad wyraz słuszną.

Trasa (Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Chomęcice - Głuchowo - Gołuski - Dąbrowa - Wysogotowo - Plewiska - Poznań) wyszła mi dość autorska w tej wersji, gdyż poleciałem na żywioł, starając się kręcić raz pod wiatr (mocny i zimny), a gdy się zmęczyłem, to próbowałem z nim. Nie muszę chyba pisać, że ta druga część planu nie wyszła, co ponownie wybitnie widać po średniej z zestawu "masakra" :) 

Żeby się nie rozpisywać, tak to wyglądało z mojej perspektywy, z grubsza non stop. Od razu zaznaczam, że to niebieskie i czerwone to nie atak obcych na moją kierownicę, a odpowiednio: dzwonek i lampka led.

Niedaleko domu natrafiłem na kolejnego mistrza dostaw. Miał szczęście, że byłem już tak zmarznięty, iż nie miałem ochoty wykonywać szarży z taranowaniem gratis :)




  • DST 52.60km
  • Czas 02:05
  • VAVG 25.25km/h
  • VMAX 44.50km/h
  • Temperatura 3.0°C
  • Podjazdy 152m
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Odfajkowane

Poniedziałek, 4 grudnia 2017 · dodano: 04.12.2017 | Komentarze 33

Skorzystałem dziś z wolnego dnia i dokonałem aktu wyspania się. Kolejny życiowy sukces :) Motywacji do wstawania nie miałem również dlatego, że gdy w nocy spojrzałem za okno to zobaczyłem śnieg i moje nadzieje na dzisiejszą jazdę się ostro skurczyły. Jednak rano okazało się, że po białym paskudztwie nie ma już śladu, za to drogi wydawały się zbyt śliskie na szosę, wybrałem więc crossa jako element podtyłkowy.

Było najcieplej w porównaniu z kilkoma ostatnimi dniami, a ja paradoksalnie najbardziej zamarzłem - wszystko przez zimny wiatr, który był do tego na tyle mocny, że ponownie zdemobilizował mnie kompletnie. Eh, żeby to pierwszy raz...  Trasa: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Sierosław - Więckowice - Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Komorniki - Poznań jest na tyle upstrzona polami i niczym więcej, że nawet gdybym chciał uwiecznić jakiś ciekawy element to nie za bardzo jest w czym wybierać. Z braku laku zrobiłem więc fotę na tle stawu w Więckowicach. No Morskie Oko to to nie jest :)

Generalnie wyjazd jedynie z kategorii "odfajkowane". Szkoda tylko, że tak ciężko ją czasem wypełnić :)

O czym dawno nie było? A, mam. O polityce. Już nadrabiam :) Usłyszałem dziś bowiem, że ONR (ten sam, który tak ładnie nam się prezentował na Marszu Niepodległości, chwalonym przez Błaszczaka) organizuje w Łodzi turniej piłki halowej im. Janusza Walusia. Niewiele mówi to nazwisko? W sumie się nie dziwię, bo powinien trafić na śmietnik historii, jednak środowiska skrajnej prawicy, jak i np. część kibiców (głównie Legii) dba o to, żeby traktować go jak bohatera. Co zrobiło owe guru? Ano... zastrzelił z zimną krwią w latach 80. w RPA przywódcę partii komunistycznej, prawie wywołując wojnę domową, za co słusznie do dziś siedzi w pierdlu. A co można przeczytać w linkowanej przeze mnie zapowiedzi owej sportowej, zapewne szlachetnej rywalizacji? Proszę: "Walka o uwolnienie naszego rodaka, mimo nieprzychylności komunistycznego środowiska w Południowej Afryce wciąż trwa! I będzie trwać tak długo, aż nie zakończy się zwycięstwem i sprowadzeniem pana Janusza do Polski". Zero informacji, co zrobił. A że nazwisko ma nawet sympatyczne to idzie łatwiej zrobić kult jednostki ze zwykłego bandziora. Również dlatego, że łyse pały (choć coraz częściej już odchodzą od tego stereotypu) rzadko rozwijają zwoje myślowe.

Po co o tym piszę? Sam nie wiem. Czasem łapy opadają mi tak nisko, że sięgają klawiatury.




  • DST 53.70km
  • Czas 01:58
  • VAVG 27.31km/h
  • VMAX 53.90km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 242m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zimno!

Niedziela, 3 grudnia 2017 · dodano: 03.12.2017 | Komentarze 6

Jak w tytule - zima w powietrzu w 100%, choć na szczęście sucha, przynajmniej dziś. Czyli na termometrze zero z malutkim plusem oraz arktyczny wiatr, może niezbyt mocny, ale za to włażący pod każdy por skóry, skutecznie demotywujący. Nawet gdybym miał siły i chęci do walki, to i tak by było z tego niewiele pożytku, bo gnój jak zwykle zmieniał kierunek, skutecznie robiąc ze mnie idiotę na dwóch kółkach :)

Jako dowód na to, że upału nie było, znów cytacik. W Komornikach wyprzedzałem kolarza wyjeżdżającego z osiedla, a potem, gdy stałem na światłach, żeby skręcić w lewo, to ten sam kolega przecisnął się między samochodami i tylko krzyknął, że... zimno. I pojechał prosto. Potwierdziłem :)

Trasa to "kondominium" z Poznania przez Luboń, Komorniki, Stęszew, Dymaczewo, Łódź, Mosinę, Puszczykowo, znów Luboń i do domu. Ta ostatnia wspomniana wiocha, wróć, miasto, mimo weekendu była oczywiście zakorkowana. I coraz bardziej zaczynam być za zakazem handlu w niedzielę, ale tylko dla Lubonia :) Choć z drugiej strony - co ci biedni ludzie by tam robili?

A w ogóle to gdyby nie ten prawie temperaturowy minus w realu, to patrząc na wielkopolskie pola, Jezioro Witobelskie oraz lasy WPN-u w tle, można by sądzić, że mamy pełnię lata.




  • DST 32.90km
  • Czas 01:10
  • VAVG 28.20km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 108m
  • Sprzęt Ventyl
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut arbeitowy

Sobota, 2 grudnia 2017 · dodano: 02.12.2017 | Komentarze 4

Ładny był dzionek jak na grudzień? No ładny. Sympatyczna pogoda i w końcu mniejszy wiatr był? No był. I co? I ja musiałem pójść dziś do pracy sporo wcześniej niż zazwyczaj, więc udało mi się zrobić tylko przed wyjściem żałosnego gluta. Oczywiście, mogłem wstać trochę po szóstej rano, ogarnąć się, wyruszyć po ciemku i po zamarzniętych jeszcze drogach, ale... nie mogłem. Szanujmy się :) Gorsze jest to, że w związku z pewnymi zawodowymi zawirowaniami niestety czasowo czeka mnie lekki odpoczynek od roweru lub jeszcze więcej glutów.

Co do trasy to ruszyłem na zachód, z Poznania przez Plewiska do Skórzewa, które jest kolejną wiochą w okolicy z permanentnym remontem. Na szczęście akurat ten dobiega końca, szkoda tylko, że w jego wyniku jest częściowo jeszcze bardziej gówniano niż było przed nim. Oczywiście chodzi o DDR-kę, którą - jak to w Polsce w XXI wieku - wykonano z kostki. Co prawda jeszcze dość przejezdnej, ale sam fakt woła o pomstę do piekła.

Tym bardziej, że chwilę droga zamienia się na asfaltową. Zagadką pozostaje, czemu nie dało się zrobić całości z tego samego tworzywa, no ale nawet nie mam zamiaru dociekać.

Ścieżka jest oczywiście oznakowana i dopuszczona do ruchu (czytaj: nakazuje się nią jechać), mimo prowadzonych robót. I tak w pewnym momencie przed sobą miałem:

A za sobą:

Dodam, że chciałem dotrzeć do ronda widocznego na tej pierwszej fotce z powyższych. Nie chciałem się kopać z koniem (mechanicznym), pozostało więc cofnąć się kilkaset metrów, a że jacyś tam robotnicy robili coś tam, to zagadałem:

- Panowie, dalibyście tu jakiś znak, że ścieżka jest nieprzejezdna. 
- Ale my tu nie od znaków.
- No to chociaż machajcie :)
- Ale my tu nie od machania :)

Tyle było z rozmowy :)

Powrót nastąpił serwisówkami i znów przez Plewiska do domu, w którym musiałem się szybko ogarnąć i teleportować do roboty. Robić nadgodziny, oł je.

Relive z nawrotką TU.