Info
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec25 - 51
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.50km
- Czas 01:46
- VAVG 29.72km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 177m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Ślimako Gonlazes
Niedziela, 6 sierpnia 2017 · dodano: 06.08.2017 | Komentarze 14
Zaspałem dziś. Wiem, że w niedzielę wydaje się to lekką abstrakcją, ale niektórzy muszą pracować również w weekendy, żeby spać mógł ktoś. Jedynie ja potrafię połączyć to w jedno :) To znaczy zaspanie nie było jakieś kosmiczne - zaledwie godzinne i spowodowanie moim gapiostwem. Tak sobie bowiem poradziłem w ustawieniem piętnastominutowej drzemki, że ta obudziłaby mnie o zaplanowanej 7:30, tyle że jutro. Brawo ja :)
O dziwo jednak w pracy wylądowałem prawie o godzinie zero, czyli w samo południe. Speedy Gonzales, który się we mnie obudził, umożliwił szybką konsumpcję obowiązkowej kawy, zebranie dupy w troki i wyjazd w podskokach. Ruszyłem na zachód, z Dębca przez Plewiska, Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, tam nawrót przez Dopiewo, Palędzie, serwisówki, Komorniki i znów Plewiska do domu, niespecjalnie cisnąc, ale starając się utrzymać jakieś tam półwolne tempo podczas walki z wiatrem, wciąż solidnym, ale już mniej upierdliwym niż wczoraj.
No i pewnie średnia wyszłaby na granicy przyzwoitości, ale zaraz za przejazdem kolejowym w Dopiewie minąłem pełznącego sobie swoim tempem takiego oto jegomościa:
Szkoda mi się go zrobiło, bo jego przyszłość rysowała się raczej dość płasko, biorąc pod uwagę kierunek, w którym podążał oraz prędkości, jakie rodacy rozwijali dziś na trasie, ryzykując życie obiektów ciut większych, na przykład moje. Jako że jechałem dokładne z odwrotnej strony niż zrobione zdjęcie, też pewnie bym nie mógł za wiele zrobić, ale gdy już minąłem ślimaka, w duszy go żegnając, usłyszałem za sobą dźwięk zamykających się rogatek, odebrałem to jako znak "mięczaku, przeżyjesz" i już nie miałem sumienia - zawróciłem te sto czy dwieście metrów i przeniosłem kurdupla wraz z całym dobytkiem na drugą stronę ulicy. Nie podziękował, ale mam nadzieję opowiedział swoją historię ziomalom od skorupy i nauczy ich to większego rozsądku :)
Tym samym ze Speedy Gonzalesa zrobił się Ślimako Gonzales, ale i tak się wyrobiłem. W końcu robota nie zając. Ani nie ślimak :)
Aha, GENIALNA temperatura - dziewiętnaście stopni latem, w to mi graj!
- DST 52.15km
- Czas 01:49
- VAVG 28.71km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 162m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
1,7 z V(i)AT(r)
Sobota, 5 sierpnia 2017 · dodano: 05.08.2017 | Komentarze 2
Już się przyzwyczaiłem, że jeśli jednego dnia pochwalę wiatr, iż zachowywał się rozsądnie i odpowiedzialnie, to ten - zamiast godnie przyjąć miłe słowa i starać się zasłużyć na kolejne - zamienia się niczym dr Jekyll w pana Hyde'a. Dziś nie było inaczej - jak wgryzł we mnie zęby na starcie, tak nie odpuścił praktycznie do mety, i to z prędkością średniej klasy huraganu. Gdy zdarzały się momenty powiewu w plecy, to jakby ktoś założył niewidoczną blokadę - mogłem się rozkręcić do 40 km/h max, każda próba przyspieszania napotykała na atak niewidocznej siły, która nagle jakby stawiała przede mną wietrzną ścianę. Ale w końcu raz się zaparłem i ciężko dysząc wysapałem na jednym odcinku do lekko ponad pięciu dych.
Trasa na zachód - z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Rosnowo, Konarzewo, Trzcielin, Dopiewo, Palędzie, serwisówki oraz Plewiska do domu. Tak mnie wymęczyła dzisiejsza jazda, że musiałem w pewnym momencie zatrzymać się i zawitać w spożywczym, żeby kupić i pochłonąć Snickersa. Jako że zazwyczaj przed wyjazdem nic nie jem, a śniadanie w podwójnej porcji zjadam po powrocie, wmordewind jest mi winny 1,7 PLN. Tylko jak go teraz zmusić do oddania tego astronomicznego długu? W sumie może to jest myśl - poczekać aż komornik wejdzie mu na konto, zapuszkować gnoja i będzie spokój? :)
- DST 53.20km
- Czas 01:46
- VAVG 30.11km/h
- VMAX 53.70km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 241m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Klu
Piątek, 4 sierpnia 2017 · dodano: 04.08.2017 | Komentarze 7
Najpierw trasa: condomico classico, czyli Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Teraz pogoda: całkiem, całkiem. 24 stopnie są jeszcze do wytrzymania, słońce nie masakrowało, a jedynie wymieniało się dość solidarnie z chmurami w temacie panowania nad światem.
No i w końcu klu programu: wiatr. Przez 30 kilometrów utrudniał życie, ale przez ostatnich 20 nie przeszkadzał, a kilka razy nawet pomógł. Zdębiałem - przecież zgodnie z zasadami powinien być wmordewind przez co najmniej 99% drogi!
W związku z szokiem, który przeżyłem, na tym kończę dzisiejszy wpis :)
- DST 53.10km
- Czas 01:52
- VAVG 28.45km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 232m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
MAPSK
Czwartek, 3 sierpnia 2017 · dodano: 03.08.2017 | Komentarze 7
Czary, które magicznie przyklejają mnie rano do łóżka, działały dziś wybitnie mocno. Miałem wrażenie, że całe moce przeniosły się z Hogwartu na Dębiec. W sumie... klimat podobny, choć może bardziej do Morii... :)
Udało się jednak jakoś zwlec i ruszyć przed siebie, ale mój poziom witalności był na poziomie średniej klasy emerytki po całonocnym dzierganiu moherowych czapeczek dla wojowniczek Rydzyjka. Wykręciłem kółeczko przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Koninko, poznańską Głuszynę, Czapury, Wiórek, Rogalinek, Mosinę, Puszczykowo, Luboń i do domu. Pod nim się obudziłem i stwierdziłem, że jestem na miejscu :) Niestety opcji dalszego snu już nie było - praca wzywała.
Wiało jak zwykle upierdliwie i tylko na ostatnim kawałku, między Mosiną a Luboniem, w plecy. Ale przecież to już norma. Za to w końcu, po miesiącach próbowania, zawracania i kombinowania, powstał prawie idealny, finalny kształt trasy omijającej większość DDR-ek na południe i wschód ode mnie. Oto on:
...czyli po prostu MuminkoAlfoPistoletowoSmokowoKoń - w skrócie MAPSK. Bo już więcej skojarzeń nie odnaleziono:)
- DST 52.25km
- Czas 01:50
- VAVG 28.50km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 171m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
High level...
Środa, 2 sierpnia 2017 · dodano: 02.08.2017 | Komentarze 13
Ale fajnie w nocy grzmiało, wiało, gradowało i inne -ało. Niestety wskutek tego ucierpiała spora część Wielkopolski, w tym sam Poznań (zmasakrowany ryneczek na Placu Wielkopolskim). Jednak rano (wyjazd po ósmej) dało się znów oddychać, a i temperatura wskazywała w miarę przyzwoitą wartość. Pozostał tylko mocny zachodni wiatr, który skutecznie wyleczył mnie z walki o dobrą średnią.
Wykonałem trasę z Poznania przez Plewiska, Komorniki, serwisówki, Palędzie, Dopiewo, Więckowice, Sierosław, Zakrzewo, Plewiska i do domu. Tempem niewymuszonym, po prostu noga za nogą. Nie brakowało atrakcji, wyjątkowo nie puszkowych, ale tych spod znaku H2O:
Niby od dwóch lat Polska przestała być w ruinie, a i tak wszystko płynie :)
Już poza dzisiejszym wyjazdem - od dawna ostrzegam przed polskimi DDR-kami. I co jakiś czas słyszę o tak tragicznych w skutkach informacjach jak ta: śmierć rowerzysty po uderzeniu w słupek. Ja akurat unikam tej okolicy, bo jest tam rowerowy trzeci świat (jak zresztą na większości zadupia o nazwie Rataje), ale miejsce kojarzę. Proszę bardzo, dzięki uprzejmości pana GógloMapa:
Jakim trzeba być imbecylem, żeby wymyślić, a potem przyklepać montaż tych betonowych słupków (lewa strona screena) tam, gdzie jest wydeptany skrót na osiedle? Moja (dość spora) znajomość poziomów imbecylstwa chyba awansowała na kolejny level... :/
- DST 55.20km
- Czas 01:57
- VAVG 28.31km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 261m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Zaskozniesmaczony
Wtorek, 1 sierpnia 2017 · dodano: 01.08.2017 | Komentarze 4
Wyjeżdżając dziś przed dziewiątą rano byłem początkowo mega zaskoczony. Pozytywnie. Pochmurne niebo dawało nadzieję na ulgę od temperatury, a do tego chwilę po wyruszeniu lekko mnie zmoczyła delikatna mżawka. Super. Nawet niespecjalnie męczył mnie wschodni wiatr - po prostu był, a że jechałem w tym właśnie kierunku, przez Lasek Dębiński, Starołękę, Krzesiny, Żerniki, Krzesiny, Borówiec to cieszyłem się na sympatyczny powrót. Za Kórnikiem, do którego w końcu dojechałem, przez prawie kilometr miałem wiatr w plecy.
Aż nagle... niebo pociemniało całkowicie, drzewa zaszumiały i jak mnie nie uderzył podmuch w pysk! Ale urwał! :) Nie wiadomo czemu, nagle, bez zapowiedzi, kierunek zmienił się z południowo-wschodniego na północno-zachodni i taki już został. Wiem, znów się odezwą głosy, że przesadzam i w ogóle, ale na przyszłość zapraszam na wspólny wyjazd i przekonanie się, jak to jest zamiast zamierzonego pędu otrzymać możliwość rozpędzenia się z górki w Rogalinku do 30 km/h max z dopedałowaniem, tam, gdzie zazwyczaj bez problemu mogę na luzie osiągnąć ponad pięć dych, a na płaskim momentami pełzać w okolicach dwóch dych oraz zyskać możliwość gratisowej próbki przejazdu przez cały jeden kilometr na pięćdziesiąt pięć ze sprzyjającym powiewem :)
Jakoś doczłapałem rowerowo do domu przez Rogalin, Mosinę, Puszczykowo oraz Luboń, wymęczony bardziej tym wiatrem niż temperaturą, która finalnie doszła do "zaledwie" 28 kresek. W porównaniu z innymi rejonami to podobno ordynarne promowanie zimna :)
Podsumowanie lipca: 1605 km, crossem oraz szosą, w - w tym roku to już norma - niełatwych warunkach, choć ze dwa lub trzy dni były nawet przejezdne :) Średnia - niecałe 28,7 km/h, więc tak se.
Dziś na trasie towarzyszyła mi - co pewnie zaskoczy tych, którzy znają się na muzie - Katy Perry. Człowiek czasem musi sobie odpocząć od szatana, choć zło nie śpi :) W całej papce amerykańskiej popowej szmiry ta wokalistka wyróżnia się zdecydowanie - posiada mózg :) Jestem na tak, choć dziwne jest to nawet dla mnie :)
- DST 53.00km
- Czas 01:51
- VAVG 28.65km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 167m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Amebizm
Poniedziałek, 31 lipca 2017 · dodano: 31.07.2017 | Komentarze 9
Dziś krótko i treściwie (czyli wyjątkowo), gdyż powyżej 25-26 stopni na plusie słowo "kreatywność" zamienia się u mnie w "kretyńskość" lub w inne, pokrewne. W upale jestem jak ameba i mam tylko dwa cele: wyruszyć i powrócić. Skrzętnie obydwa spełniłem. Już od samego początku wyjazdu na trasę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - serwisówki - Plewiska - Poznań, wiedziałem, że nie mam nawet co starać się o jakikolwiek dobry wynik, gdyż w te wakacje ruch na drogach jest jak jeszcze kilka lat temu w okresie późnego listopada, więc pierwsze co to stanąłem w korku. Który później zyskał liczbę mnogą. O dziwo prawie płynnie udało się minąć zwykle (czytaj: zawsze) zakorkowane Komorniki, z dość banalnego powodu - awarii świateł. Życzę temu miejscu większej ilości takowych.
Wiało godnie i solidnie, z południowego zachodu. Czyli w praktyce - zewsząd, w domyśle: wszyscy chyba wiedzą skąd :)
Wyjątkowo polubiłem na kilka dni swoją pracę. Nie, nie upadłem dziś po drodze na łeb. Po prostu mam w niej klimę, co pozwoliło mi poczuć do tego miejsca kilka - nomen omen - ciepłych uczuć :)
- DST 52.00km
- Czas 01:44
- VAVG 30.00km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 230m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
U Pały
Niedziela, 30 lipca 2017 · dodano: 30.07.2017 | Komentarze 7
Nie wiem kim jest tytułowy Pała i czemu na siłę zaprasza mnie na swoją imprezę, mimo że nie mam na to najmniejszej ochoty, ale dziś przekazałem w eter kilka mało kulturalnych uwag, z dość konkretnym wskazaniem kierunku, w którym powinien się udać. Oczywiście nie posłucha, bo podobno ma jeszcze narzucać się przez kilka dobrych dni, jednak ja mam dość po tym jednym, dzisiejszym. Łeb mi pod koniec jazdy parował niczym Piękna Helena w swoich najlepszych czasach kursowania między Wolsztynem a Poznaniem.
Starałem się wybrać jak najbardziej zacienioną trasę przejazdu, i częściowo to się udało - po minięciu Lubonia znalazłem się w granicach WPN-u, co oznaczało las, od Puszczykowa przez Mosinę. Za Rogalinkiem skręciłem na północ, bo tam zawsze było miło i sympatycznie, ale już jest dużo mniej, bo szyszkognoje zrobiły swoje. Łapiąc kawałki ciemnych placków dokręciłem do Daszewic, tam zmiana kierunku na wschodni, przez Babki do Głuszyny, następnie Koninko, Jaryszki, Krzesiny, Starołęka i przez Lasek Dębiński do domu. Ten ostatni wybór jak się okazało był nawet gorszym niż jazda Starołęcką, bo przecież jest niedziela. Krupówki w wersji mini kosztowały mnie sporo nerwów.
O dziwo udało się wywalczyć te minimalne trzy dychy średniej. Motywacja była nie tyle po mojej stronie, ile w niedzielnych kolarzach, których minąłem dziś w wersji solo, w grupkach i kółeczkach kilkudziesięciu, a dwóch podciągnąłem na kole - jednego na 29-ce od Mosiny do Rogalinka (grzecznie podziękował i w ogóle był mega sympatyczny), drugiego na wypasionej szosie między Daszewicami a wyjazdem z Głuszyny (grzecznie podziękował i w ogóle był mega sympatyczny, dawał zmiany, tylko z uśmiechem powiedział w pewnym momencie, że już odpuszcza).
A ja przyuważyłem dziś kolejny patent, nawet lepszy od tego, który kiedyś opisywałem, wspominając o kolesiu organizującym sobie trening za zaprzyjaźnionym motorem. Dziś widziałem samochód z przylepionym do niego kolarzem. Ale nie klejem, a po prostu łapką na wysokości otwartego okna po stronie kierowcy. Auto jechało tak pomiędzy 40 a 50 km/h, rowerzysta również. To jest genialne! Strava na pewno docenia kreatywność :) Szczerze mówiąc nie wiem jak długo trwał ten proceder, ale na pewno przez cały czas, gdy mogłem go obserwować kręcąc z naprzeciwka. Można? Można :)
- DST 53.70km
- Czas 01:51
- VAVG 29.03km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 234m
- Sprzęt Ventyl
- Aktywność Jazda na rowerze
Dylematowind
Sobota, 29 lipca 2017 · dodano: 29.07.2017 | Komentarze 8
Oj, ciężko się dziś jechało. Nie dość, że zaczęło się znów robić gorąco, to wmordewindzik trzymał się wybitnie mocno. Praktycznie cały "kondomik" od strony Poznania i Komornik przez Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo i Luboń do domu to walka z podmuchognojem. Teraz już wiem, że trzeba było jechać to samo, ale odwrotnie - jak zwykle mądra zdradziecka morda po szkodzie :)
Do zestawu doszło jeszcze wybitnie debilne zachowanie kierowców - od wyprzedzania na gazetę przez to samo na trzeciego, aż do nałogowej ślepoty w temacie podwójnej ciągłej. Dlatego chciałbym wyróżnić dziś jednego kierowcę TIR-a, chcącego skręcić na Glogowskiej na Lukoila przecinając pas dla rowerów, który, mimo że miałem do tego miejsca kilkaset metrów, widząc mnie nie szarżował, tylko poczekał aż przejadę. Niby normalne zachowanie, ale w krajach cywilizowanych, bo w Polsce jakieś 90% wepchnęłoby się na chama, a przynajmniej tak wynika z moich subiektywnych obserwacji. Dlatego wspomniany kierowca dostał ode mnie podziękowanie.
No i wrócił temat crossa. Już nie w temacie korby, bo to już naprawiłem, ale niestety tylna przerzutka padła całkowicie. Po ostatnim serwisie przejechałem może tysiaka i koniec - mam prawie że ostre koło. Faktycznie, byłem lojalnie ostrzegany, że to może już jej ostatnie podrygi, bo w środku była podobno miazga, ale miałem nadzieję na dłuższą agonię. Teraz myślę co zrobić - inwestować w kolejną naprawę, ale już z wymianą (a było tam całkiem przyzwoite Deore), czy szarpnąć się i kupić jakiś nowy, niedrogi rower? Problem w tym, że nie chciałbym wydać więcej niż półtorej klocka, bo więcej nie ma sensu na rower rezerwowy. Wstępne rozeznanie kieruje me ciepłe myśli w kierunku Krossa. Niestety, w tej cenie można dostać max coś na Alivio i z przodu jakieś szajsowate Tourneye. No nic, temat nie na teraz, ale decyzję w końcu trzeba będzie podjąć.
- DST 52.00km
- Czas 01:58
- VAVG 26.44km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 19.0°C
- Podjazdy 167m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
MSKR
Piątek, 28 lipca 2017 · dodano: 28.07.2017 | Komentarze 12
Kolejny z cyklu wyjazdów spod znaku "masakracja". Ale lepsza masakracja niż brak masakracji. Paulo Coelho :)
Jazda crossem, pod silny wiatr i przy średnich warunkach to nie jest mój ulubiony sposób spędzania czasu na rowerze, ale co zrobić? Dobrze, że w ogóle dziś wyjechałem, bo w nocy solidnie lało, a po południu burzyło. Mnie na trasie czekały jedynie atrakcje postojowe - sztuk dwa - służące przeczekaniu nagłych oberwań chmury. A tak poza tym to znów szwankuje mi tylna przerzutka, a ja po drodze bawiłem się w ustawienie siodełka, bo ponownie odczuwałem dyskomfort w kolanie. Polepszyło się, więc jak sądzę znalazłem "kąt poddupia" idealny :)
Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Palędzie - Plewiska - Poznań. Tempo ślimacze i powolne, ale po prostu mi się nie chciało cisnąć. Udało się :) 
Bonusowo dodałem jeden egzemplarz (Rosnowo) do nieistniejącej, przeciwdeszczowej rywalizacji "ZaliczWiatęPeEl". Może czas takową oficjalnie założyć? :)






