Info
Suma podjazdów to 791222 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec23 - 49
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 56.40km
- Czas 01:52
- VAVG 30.21km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 202m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nie-leton
Niedziela, 17 czerwca 2018 · dodano: 17.06.2018 | Komentarze 12
Dziś lekko ponarzekam :) Na temperaturę, bo już zbliżyła się już do mojej granicy wytrzymałości. No i może na wiaterek (dziś zdrobniale, bo nie był silny), który bardzo się starał, żeby mi nie pomagać, zmieniając kierunek specjalnie pode mnie.
A tak poza tym to całkiem przyzwoicie - ruch skromny, oczywiście w przeciwieństwie do tego rowerowego, który nie szedł w parze ze znajomością przepisów i umiejętnościami myślenia. Czyli klasyczna polska niedziela z zakazem handlu.
Mógłby to być wpis o tym, jak podpiąłem się pod grupę pędzących kolarzy, przez kilkanaście kilometrów kręcąc ze średnią stu na godzinę, ale... nie będzie. Bowiem - brawo ja - peleton, o którym nie wiedziałem, że mnie goni, dorwał mnie akurat w momencie, gdy postanowiłem zatrzymać się i zrobić zdjęcie na tle zakrętu. Pozostało mi jedynie zerknąć wzrokiem głodnego szczeniaka za odjeżdżającą miską, bo zanim bym wystartował, już by było po ptakach, i spokojnie cyknąć fotę. Cholera jasna :/
Trasa dziś ciut dłuższa: dom - Lasek Dębiecki - Starołęcka - Czapury - Wiórek - Rogalinek (tam hopka, wjazd i zjazd) - Mosina - Sowiniec - Baranowo - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. 
Tu Relive, zawierające ddr-kowe smaczki ze Starołęckiej i z Lubonia. Widziane oczywiście z bezpieczniejszej dla życia opcji, czyli drogi :)
Po południu, czyli już niedługo, czeka mnie "atrakcja" w postaci pojawienia się na chwilę na imprezie integracyjnej. Cóż, będzie laserowy paintball, więc choć jeden element będzie tego warty: szansa zastrzelenia kilku osób z firmy :)
- DST 52.20km
- Czas 01:43
- VAVG 30.41km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 180m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rewelacyjka
Sobota, 16 czerwca 2018 · dodano: 16.06.2018 | Komentarze 7
Passa pogodowej
fajności trwa. Aż nie wiem co pisać, bo dziwnie tak nie mieć za
bardzo na co narzekać :) Jednak – jak we wspominanej tu kiedyś
reklamie - jestem w stanie to zaakceptować.
Nawet sam początek (wyjazd około 8:30 rano), czyli pokonywanie Poznania, szedł o dziwo w miarę przyzwoicie, bo po dostaniu się
na Wartostradę było jak zwykle miodzio i słodzio. Co prawda kilka
razy musiałem opłotkami mijać służby sprzątające, które
grubaśnie rozpanoszyły się na węższych elementach, ale nie
zniszczyło to odbioru całości.
Na chwilę
zatrzymałem się przy katedrze, czyli jedynym brukowanym kawałku…
...co jak się
okazało zadziałało niczym efekt motyla, bowiem gdy pędziłem
sobie Bałtycką, zatrzymało mnie czerwone, a w sumie żółte
światło. Przebiegła mi przez głowę myśl, czy lekko nie nagiąć
przepisów, jednak karnie się zatrzymałem i… po chwili zakwitłem
na dobre 15 minut przy zamykających się na horyzoncie rogatkach.
Gdybym nie zakotwiczył się na Sródce – przejechałbym płynnie.
Następnie
klasycznym torem dotarłem do Antonika, Swarzędza i Paczkowa, gdzie
skręciłem na Siekierki i Gowarzewo. Jako że wyruszyłem bez
śniadania, postanowiłem skorzystać z dobrodziejstwa, jakim jest
wiejski sklepik, nazwany fachowo „U Nowaka”. Jak to w takich
miejscach – zastałem wizualne połączenie PRL-u, lat 90. oraz
bogatej współczesności. Tym wszystkim zarządzała sympatyczna
pani, która jednak miała irytującą cechę zdrabniania. Nabyłem
Snickiersa i Liona, przepraszam, Snickiersika i Lionika, dostałem z
piąteczki resztkę w wysokości złotóweczki i dziewięćdziesięciu
grosiczków, podziękowałem i opuściłem lokal przez drzwiczki,
sprowadzając po schodeczkach rowerek. Konsumpcyjka nastąpiła
podczas jazdeczki :)
Od Tulec wiatr stal
się trochę bardziej upierdliwy, ale i tak nie było źle (końcówka to Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński, w tym jeszcze jeden zamknięty przejazd), bym
napisał: generalnie było świetnie, nawet mimo jazdy w jednej
trzeciej przez miasto. Cieszmy się kochać takie dni, bo szybko
odchodzą :)
Relive tutaj.
- DST 55.40km
- Czas 01:50
- VAVG 30.22km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 213m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Niekwasowo
Piątek, 15 czerwca 2018 · dodano: 15.06.2018 | Komentarze 11
Nie brałem prozacu, nie wciągnąłem kwasa, nie sztachnąłem się marychą - informuję od razu na wstępie :) Ale znów, siebie nie poznając, przyznaję: były dziś rewelacyjne warunki do jazdy - niezbyt gorąco, bez opadów, a co najważniejsze - w końcu w umiarkowanym, a nie silnym wiatrem. Pewnie gdyby nie przepychanie się przez Luboń, Mosinę i Plewiska, to wpadłaby jakaś sympatyczna średnia, a tak... było po prostu przyzwoicie.
Trasa to "kondominium", podobnie jak wczoraj, ale w drugą stronę i lekko poszerzone o objazd zakorkowanych Komornik: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Rosnowo - Plewiska - Poznań. Bez przygód, prócz oczywiście standardowo szeroko otwartych ze zdziwieniem oczu w temacie tego, jak bezmyślni potrafią być kierowcy,
Sympatycznie było!
A w ranach bonusu - dziadyga z Łęczycy. Lekko się już wyletnił, kurteczka przy 20+ to jw jego przypadku niczym strój kąpielowy, do tego znacznie przyspieszył w "sezonie" - momentami pędził w granicach 15 km/h. A może i szybciej! :)
- DST 51.40km
- Czas 01:46
- VAVG 29.09km/h
- VMAX 54.40km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 231m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Niemistrzowsko
Czwartek, 14 czerwca 2018 · dodano: 14.06.2018 | Komentarze 15
Fajnych temperatur ciąg dalszy - dziś na starcie po ósmej rano całe piętnaście stopni. Aj lajk it :) Szkoda tylko, że wciąż solidny wiatr powodował, iż odczuwalna była sporo niższa, ale cóż, lepiej w tę niż w drugą stronę.
Wiało z północnego zachodu, ale postanowiłem to olać, jako człowiek wmordewindem doświadczony, wiedząc, że gdziekolwiek bym pojechał, i tak mnie dorwie podczas powrotu. Tym samym wymyśliłem sobie "kondominium" w wersji nieklasycznej, czyli wariant: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń. Zgodnie z przewidywaniami, pomocy podmuchów nie odnotowano. Za to malutki deszczyk - owszem.
Na chwilę zatrzymałem się koło (słabo widocznego na zdjęciu z lewej strony) sztywniaka Nepomucena (jeśli to on, bo wciąż nie ustalono) z widokiem na Jezioro Dymaczewskie. No nie pogadaliśmy sobie za dużo :)
Ruszają Mistrzostwa Świata. Może jeszcze dziś, podczas oglądania na bank arcyciekawego pojedynku między Rosją a Arabią Saudyjską, emocje nie sięgną zenitu, ale już we wtorek odrodzą się instynkty plemienne. Nad wsiami i miastami zapanuje zapach przypiekanej kiełbasy, przed godziną siedemnastą nastąpi wzruszający moment odśpiewania Mazurka, a może i Roty, przyciśnięcia otłuszczonych łapek ze szczypcami od grilla do piersi z prężącym się nań dumnie orzełkiem, na brzuchach sarmackich stabilnie usadowią się przeróżne Harnasie i Żubry, a prócz "Polskaaaaaa białoooo-czerwoniiii" szerzona będzie wszem i wobec arcypolska kultura w postaci okrzyków: "k..., jak podajesz???", "sędzia ch...", "ja p...!" czy "ale zje...!!!". I w końcu poczujemy naszego wszechpolskiego, najczystszego na świecie ducha narodowego. I tak przez trzy mecze. Pewnie maks :) Czekam z niecierpliwością :)
- DST 52.25km
- Czas 01:48
- VAVG 29.03km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 150m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glista
Środa, 13 czerwca 2018 · dodano: 13.06.2018 | Komentarze 4
Bardzo mnie ucieszył dzisiejszy ponowny atak jesieni tej wiosny, która póki co jest na razie zdecydowanie latem :) Siedemnaście stopni to temperatura nad wyraz komfortowa, brak słońca to miód na ranę, to znaczy na serce nienawidzącego gorąca rowerzysty, tylko ten wiatr... Miał być jak zwykle słaby, a jak zwykle (z małymi, chlubnymi wyjątkami w ciągu roku) nie był, a wręcz przeciwnie - upierdliwiec batożył solidnie, choć i tak sporo słabiej niż wczoraj. No i w pakiecie jeszcze mnie kilka razy delikatnie skropiło deszczem.
Póki mi nie skończą rozpierduchy w Chomęcicach, nazywanej dla niepoznaki budową fragmentu eski, kręcenie na zachód przypomina latanie Kropy za swoim ogonem - bawi w pewnym wieku, potem przestaje. Wystarczy spojrzeć, jak wyglądała dzisiejsza trasa na Relive - żadna glista w podwójnej ciąży nie byłaby godna z nią rywalizować, przynajmniej wizualnie. A z podziałem na miejscowości: przejechałem z Poznania przez Plewiska, serwisówki, Dąbrówkę, Palędzie, Dopiewiec, Dopiewo, Trzcielin, Konarzewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski, Plewiska do Poznania.
O tak dziś było uroczo.
Uprzedzam pytanie: żadne zombie mnie nie dorwało :)
- DST 52.30km
- Czas 01:50
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 141m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Do ziomusia :)
Wtorek, 12 czerwca 2018 · dodano: 12.06.2018 | Komentarze 14
Randek z brutalnym wmordwindem ciąg dalszy. Zaraz, napisałem "randek"? Gdyby tylko tak wyglądały, to przyrost naturalny i przeróżne pińcetplusy byłyby możliwe jedynie w wyniku gwałtów :)
Mimo zajętego dnia mogłem ruszyć ciut później niż w inne dni robocze, czyli koło dziesiątej. Fajna rzecz, polecam. Wiało z północnego zachodu, co oznaczało, że albo będę musiał się pchać przez Poznań, albo przez najpierw Poznań, a potem jak zwykle zakorkowane Plewiska. Wybrałem opcję pierwszą, kierując się najpierw na Górczyn, skąd postanowiłem odnaleźć jakiś sensowny skrót na Junikowo przez okolice Osiedla Kopernika. Oczywiście próba - chyba już czwarta - wyszła tak sobie, może jeszcze z setka i odnajdę się w tej plątaninie jednokierunkowych i pozamykanych ulic. Albo wynajmę przewodnika :)
W końcu jakoś udało się znaleźć w okolicach cmentarza, pojechałem dalej wzdłuż jego starej części na Ławicę, następnie do Wysogotowa, gdzie skończyły się zabudowania, a zaczęły pola. Ja też się zacząłem kończyć walcząc z podmuchami. Po minięciu Dąbrowy, Sierosławia i Więckowic było już trochę lepiej, bo nie w pysk, a z boku, a ja w Fiałkowie postanowiłem zrobić sobie chwilę przerwy przy kultowym, znanym i miliard razy opisywanym przeze mnie warsztacie samochodowym. Dziś jednak zajrzałem sobie pod plandekę namiotu ze skarbami :)



Ale najbardziej ucieszyło mnie ponowne sympatyczne przywitanie przez ziomala, którego poznałem już kiedyś przy podobnej okazji - dowód na tym filmiku :)
Powrót bez atrakcji: Dopiewo - Palędzie - Gołuski - Głuchowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. Wymęczyła mnie ta walka, mimo słabego wyniku.
Tutaj Relve.
- DST 53.00km
- Czas 02:00
- VAVG 26.50km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 261m
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Średnioolewacz
Poniedziałek, 11 czerwca 2018 · dodano: 11.06.2018 | Komentarze 4
Nawet chciałbym
zrobić jakieś kopiuj-wklej z wczorajszego wpisu, szczególnie pod
względem pogodowym, no ale niestety. Nie żebym miał jakieś
złudzenia… :)
Plus był jeden,
podstawowy – wolny dzień, choć oczywiście nie do końca: jak
zwykle miałem po południa do załatwienia jakiś miliard spraw.
Nooo, może lekko przesadzam. Tysiąc :) Ale i tak rano się nie
spieszyłem, bo coś mi śmierdziało deszczem. Jednak w końcu
postanowiłem się zebrać, nawet zacząłem ubierać na rower i…
wtedy zaczęło padać. Wniosek: nadgorliwość jest gorsza od tego,
że kto rano wstaje, temu leje jak z cebra. Czy jakoś tak.
Przestało jakoś
koło jedenastej, wtedy więc podszedłem do drugiej próby,
taktycznie wybierając jednak crossa, w którym zamontowałem na
szybko nowy zestaw błotników, w tym mały, mocowany rzepami na dole ramy. Jak się okazało – śmiało mogłem brać
szosę, ale mądry mieszkaniec Unii Europejskiej po szkodzie :) Za to
wiatr spowodował, że od samego początku postanowiłem olać
ciśnięcie, bo denerwować jakoś mi się nie chciało. Poza tym i tak się zmienił po drodze według schematu "permanentny wmordewind czuwa".
Trasa dzisiejsza to
kurs na północny zachód, jeden z klasyków: Dębiec – Górczyn –
Jeżyce – Golęcin – Strzeszynek – Kiekrz – Rogierówko –
Sady – Lusowo – Zakrzewo – Plewiska – Poznań. Na Wojska Polskiego
prawie zostałem plackiem dzięki wybitnym umiejętnościom
wyprzedzania kierowcy autobusu numer 60, którego zresztą potem
dogoniłem, gdy stał na przystanku, zapukałem w okienko,
wytłumaczyłem kulturalnie podstawy kodeksu drogowego, a po
przeprosinach grzecznie rozjechaliśmy się każdy w swoją stronę.
Jako że jechałem w
klimacie średnioolewczym, to skręciłem też na chwilę na genialną
leśną drogę do Jeziora Strzeszyńskiego, a i nad nim samym, w
poniedziałek wyjątkowo pustym, spędziłem kilka spokojnych chwil,
wydychając specyficzne nadwodne zapaszki.

Podczas powrotu
prawie spod koła uciekł mi przepiękny, wielki ptak, na moje kania
ruda. Spojrzeliśmy sobie w oczy, w moich był zachwyt, w jego - „co
mi cholero przeszkadzasz w polowaniu”, starałem się jeszcze
uchwycić go w locie, ale wyszło z tego zdjęcie z kalkulatora.
- DST 52.40km
- Czas 01:41
- VAVG 31.13km/h
- VMAX 53.30km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 213m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nienarzekacz
Niedziela, 10 czerwca 2018 · dodano: 10.06.2018 | Komentarze 3
Kolejny - jeden z niewielu - dni, gdy nie miałem ochoty narzekać na cokolwiek. Wyspałem się, wypiłem na spokojnie przed wyjazdem porządną kawę, ruszyłem dopiero po dziesiątej, było gorąco, ale zachmurzone fragmentami niebo dawało wytchnienie, ruch niewielki, a nawet wiatr się ogarnął (!) i wiał z grubsza pół na pół (!!!).
No i trasa - z wyboru, a nie z musu wykonane moje ulubione "kondominium", czyli Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań, Ma ona wszystko: las (elementy WPN-u), jeziora (ze trzy widoczne z trasy), przyzwoite asfalty, wielkopolskie pola i łąki, a nawet jakieś tam pseudohopki. Niestety z drugiej strony zawiera w sobie również DDR-ki oraz Luboń, ale spokojnie, kiedyś może doczekamy się jakiejś subtelnej bombki skierowanej na te elementy :)
Podsumowując: dobrze mi się dziś po prostu kręciło. Wynik przyzwoity, niestety nie do powtarzania w tygodniu, gdy puszka puszką puszkę pogania. A po południu jeszcze czekała mnie wizytacja u Teściowej, ale to już zupełnie inna historia :)
Po drodze towarzyszyła mi nowa płyta "emerytów" z Illusion, którzy wrócili po kilku latach z takim powerem, że niech się ci nasi buntownicy z hipsterskiej trąby ze wstydu chowają. Jeden z lepszych albumów tego roku, a teksty, takie jak ten... mistrzostwo. Aha, no i jak zwykle pod prąd jedynie słusznego myślenia w tym kraju.
- DST 51.50km
- Czas 01:46
- VAVG 29.15km/h
- VMAX 55.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 214m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zupa
Sobota, 9 czerwca 2018 · dodano: 09.06.2018 | Komentarze 5
Wczoraj był jedynie upał, dziś za to nastąpił przypał, bo do wspomnianego doszedł znów solidny wiatr. Jedno z moich ulubionych połączeń, coś jak dżem agrestowy polany musztardą. A że zestaw okraszony został sporym kursem przez miasto (co prawda lekko zneutralizowanym kawałkiem wzdłuż Wartostrady), to całościowy smak owej zupy średnio mi odpowiadał :)
Trasę dzisiejszą przejechałem w lekkim półśnie, bo znów się nie wyspałem, ale trzymała mnie przy życiu świadomość, że już jutro dzień wolny i jest na to szansa. Ruszyłem z Dębca dziurawą Dolną Wildą do wspomnianej Wartostrady, stamtąd przez Most Rocha przepełzłem do Malty, która była jeszcze w miarę pusta i przejezdna, choć ewidentnie weekendowe "bum" już nadciągało...
...a stamtąd przez Antoninek i Swarzędz do Paczkowa, potem skręt na Siekierki, Gowarzewo i Tulce, a końcówka to Żerniki, Jaryszki, Krzesiny, Starołęka, Lasek Dębiński i do domu. Wyszło takie cuś.
W Gowarzewie okazało się, iż droga podporządkowana oznacza co innego niż zazwyczaj jeśli wyjeżdża z niej samochód, a główną jedzie rowerzysta. Jednak przyjąłem skruszone przeprosiny od zagubionej niewiasty, warunkowo wybaczając. Kawałek dalej wyprzedziłem jakąś sunącą rodzinkę na rowerach, której męska głowa miała na sobie kamizelkę odblaskową z napisem: "Bez sensu jest żyć normalnie, skoro można ekstremalnie". Pan z brzuszkiem na jakiegoś specjalnego miłośnika sportów ekstremalnych nie wyglądał, więc zapewne chodziło o poruszanie się z pociechami publicznymi drogami. To dopiero emocje :)
Natomiast po powrocie do domu...
Niewinne szczenięce oczka oczywiście nie wiedziały o co chodzi z moim wkurzeniem na ściągnięcie z szafki (dwa razy większej od psa) książki, a następnie skonsumowaniu sporej części jej zawartości... Mól książkowy się znalazł... Jednak na razie wybrała literaturę mało ambitną ("Srebrne krzesło" C.S. Lewisa), jak zabierze się za Nesbo lub klasykę w stylu Dostojewskiego, będzie to niechybny znak, iż Kropa dorosła :)
- DST 52.40km
- Czas 01:44
- VAVG 30.23km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 296m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Robal
Piątek, 8 czerwca 2018 · dodano: 08.06.2018 | Komentarze 10
Wiatr się trochę uspokoił! Piekłu niech będą dzięki :) W zamian za to pojawił się upał (błeeeee), ale rano jeszcze taki do zniesienia. Jednak jeśli sobie przeanalizujemy dalsze dni, to czekają nas podobno burze i deszcze niespokojne, więc tym bardziej nie będę narzekał.
Ruszyłem - jak to ostatnio prawie non stop - na wschód, tyle że dziś nie kombinowałem z jakimiś kółkami, a pokręciłem w tę i z powrotem, z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Rogalinek, Rogalin i Świątniki do Radzewic, tam zawróciłem i śledziłem sam siebie, lekko poszerzając powrót o pętelkę przez Mosinę. No i wyszedł niniejszy robal.
W Rogalinku wychwyciłem taki oto przystanko-mural. I co prawda u mnie patriotyzmu jest tyle, ile wśród posłów PiS zdolności samodzielnego myślenia, czyli praktycznie zero, to szacun za pamięć o - jakby nie było - ważnym dla niektórych temacie.
A w porcie w Radzewicach jak zwykle słodko i uroczo. Chciałem zrobić fotę z innej perspektywy niż zawsze, czyli z pomostu i... rower już nie jest w idealnym stanie, a konkretnie owijka, która zapoznała się przez moją nieuwagę z drewnianą konstrukcją. Cóż, lepszy taki chrzest niż pod kołami tira :)

Po powrocie stwierdziłem jeszcze, że pojawię się w robocie trochę później, dzięki czemu będę miał czas na spacer z psem, który od pobytu w górach tak pokochał wodę (szczególnie strumyki), że zaczynam podejrzewać, iż ojciec miał w sobie coś z wyżła, choć po Kropie - delikatnie mówiąc - tego nie widać :)







