Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242585.35 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791222 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 53.30km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.34km/h
  • VMAX 52.80km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 232m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kolejne wiaterloo

Sobota, 7 lipca 2018 · dodano: 07.07.2018 | Komentarze 15

Wiaterloo... Jedynie tak można określić moje zawiedzione nadzieje, które zakwitły w głowie, gdy stwierdziłem na trasie, iż skoro wiatr wieje mi w pysk, gdy jadę na południe (wbrew prognozom), to oznacza, że gdy będę wracał, to będzie pomagał. Nadzieja jak wiadomo, matką rowerzystów, ale taką brutalną i bez uczuć, więc pewnie mało kogo zdziwi, że zaraz po nawrotce podmuch zmienił kierunek na ten północny, czyli taki, jaki miał być pierwotnie. Tym samym dobry znajomy wmordewind towarzyszył mi praktycznie przez całą drogę. Cóż zrobić, przecież się nie potnę, bo wtedy ucierpią niewinne dętki i opony :)

Wypad dzisiejszy to "kondominium" wersja mniej lubiana (ale tylko delikatnie): Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. O dziwo, prócz wspomnianych niedogodności, obyło się praktycznie bez przygód, bo za taką nie można uznać przecież manewru wyprzedzania mnie na gazetę przez kierowcę białego SUV-a na pezetowskich blachach, podkreślony jeszcze dźwiękiem klaksonu, z przyczyny logicznie niewyjaśnionej, bo to przecież codzienność. Oczywiście o tym, że światła mijania były ciemne niczym połowa reprezentacji Belgii, wspominać chyba również nie muszę.

Podobno jestem wietrznym demagogiem :) Pewnie podobnie jak drzewa, które bardzo chciały mi się demagogicznie ukłonić :)

Relive jest tutaj, a mi się udało przed pracą jeszcze wymęczyć psa podczas eksploracji Dębiny :)







  • DST 52.25km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.03km/h
  • VMAX 54.20km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 242m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nowokółko

Piątek, 6 lipca 2018 · dodano: 06.07.2018 | Komentarze 6

Ochłodziło się. Super. Wzmógł się wiatr. "Suuuuper". Czy naprawdę nie może być po prosto normalnie, czyli: temperatura umiarkowana + wiatr MAKSYMALNIE umiarkowany?

Wiem, nie może :)

Cóż było robić - kręcić trzeba. Pogodziłem się z tym, że ciśnięcie dziś nic nie da, tym bardziej, że północno--zachodni wiatr skierował mnie tropem przez prawie cały Poznań, więc spokojnie robiłem swoje. Czyli męczyłem się na światłach :) Ale przyznam, że mimo wszystko było lepiej niż zakładałem, bo jakoś niespodziewanie nadeszły wakacje i puszkorodzice ze swoimi bacho... to znaczy pociechami odkorkowali z grubsza miasto. Trzeba korzystać, bo od września znów się zacznie, no bo gdzie nasza szlachta by pozwoliła, żeby dzieciarnia jeździła do szkół komunikacją miejską, tym bardziej, że jest dla niej od niedawna bezpłatna, co sugeruje, że dedykowana biednym...

Połączyłem sobie dwie trasy: najpierw ruszyłem szlakiem z Dębca przez Grunwald, Jeżyce, Golęcin, Strzeszyn, Kiekrz, Rogierówko, a po dotarciu do Sadów włączyłem się w "szlak SS", czyli wzdłuż serwisówek, przez Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo i Plewiska dotarłem do domu. Wyszło kółeczko z zaczepami, widoczne na Relive. Pewnie będzie kręcone częściej, O dziwo - i bardzo dobrze - obyło się dziś bez przygód. Spokojnie jak na wojnie.

No i Kropka :)




  • DST 51.55km
  • Czas 01:42
  • VAVG 30.32km/h
  • VMAX 50.40km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 141m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

ŚWiNiE

Czwartek, 5 lipca 2018 · dodano: 05.07.2018 | Komentarze 10

Jest jeden (JEDYNY!) plus upałów - motywują mnie one do tego, żeby się nie zatrzymywać, bo każda pauza to u mnie zamiana ciała stałego w płynny, a pod kaskiem śmiało można kręcić sequel szmiry pod tytułem "Ognisty podmuch". I tak dziś lawirowałem w korkach, że nawet przez Poznań jechało mi się umiarkowanie przyzwoicie, nawet po (coraz bardziej już ogarnianych) jednokierunkowych uliczkach między Kopaniną a Junikowem. Jednak nie znaczy to, że życzę sobie Sahary w Polsce, wręcz przeciwnie, wolę drugą Norwegię czy Finlandię. Choć aktualnie dryfujemy bardziej krokiem statecznym, acz stanowczym, ku Rosji, Turcji czy Korei Północnej :)

Trasę wykonałem zachodnią, walcząc z wiaterkiem, który może i minimalnie zluzował, ale kierunek miał jak zwykle: S+W+N+E (czyli tytułowe świnie z kreską nad "s" gratis) z wariacjami "pod klienta". Z Dębca ruszyłem na wspomniane Junikowo, stamtąd do Wysogotowa, Dąbrowy, Sierosławia, Więckowic, Fiałkowa, Dopiewa, Palędzia, Rosnowa, Gołusek, Komornik i przez Plewiska dotarłem do domu. Relive tutaj, a jedyne zdjęcie, które zrobiłem z rowerem, to to wskazujące, że dziś poniżej trzydziestki miałem zakaz. Nooo, załóżmy, że o to chodzi w tym znaku :)

Przypomniałem sobie, że zapomniałem :) Podsumowania czerwca zrobić. No to tak: 1585 km, ze średnią 28,3 km/h - miesiąc rozpoczęty na góralu-trupie w Sudetach, potem powrót na wielkopolskie szosy, wszystko przerywane crossowymi podrywami gdy lało i wiało. Ujdzie :)




  • DST 53.00km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.72km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 155m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

SS DDR

Środa, 4 lipca 2018 · dodano: 04.07.2018 | Komentarze 15

Powrót lata niestety nastąpił. Nie żebym się łudził, iż będzie inaczej, ale jakiś tam cień nadziei pozostawał. Czyli w sumie się łudziłem :)

Z faktami jednak nie ma co dyskutować - gnój upał wrócił, na szczęście uspokoił trochę swojego brata w gnojowej wie(t)rze, ale żeby nie było za różowo, to podmuchy - nie aż tak mocne - kręciły się ze zmiennością, która mogła konkurować jedynie z kobietą przed... wiadomo czym :) A ze do pakieciku dostałem jeszcze korki na styku trójkąta: Dębiec - Górczyn - Plewiska, to moja ulubiona średnia 30+ już na starcie poszła się je...chać :)

Trasa dzisiejsza to dopracowane "Doppel S" (tu Relive)- z Poznania przez Plewiska do Zakrzewa, Lusowa, Batorowa i skręt na serwisówkę prowadzącą do Swadzimia i Sadów. Tam nawrotka, zaraz za wiaduktem i powrót swoimi śladami.

Między Batorowem a Lusowem jest, hmmm... coś. Można sobie na tym podszkolić podjazdy, zjazdy, ryzykowną jazdę na krawędzi, przy odrobinie szczęście da się pewnie i trafić pod koła rozkojarzonego mieszkańca wyjeżdżającego z posesji. Jednym słowem - polska, klasyczna szkoła DDR-enowania rowerowych nerwów :)

Najlepsze są te obniżone - żeby cyklistom było łatwiej - krawężniki. Da się na nie wdrapać bez lin wspinaczkowych, za co serdecznie projektantom dziękuję, gdyż stanowiłyby one niepotrzebny balast podczas pokonywania kolejnych kilometrów. A gdzie jeszcze haki, uprzęże..? Nie no, naprawdę doceniam. A jak się po tym jeździ? A skąd ja do cholery mam wiedzieć??? :)




  • DST 53.20km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.76km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 223m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Recyclingowo

Wtorek, 3 lipca 2018 · dodano: 03.07.2018 | Komentarze 8

Zgodnie z moim odwiecznym problemem pod tytułem/przysłowiem: "w dniu wolnym wstaniesz, zmasakrowany zaśniesz", dziś znów kolejny odcinek cyklu. Szkoda, że miliarda zaległych spraw nie da się załatwić podczas jazdy na rowerze, bo już miałbym pewnie zrobiony dystans roczny, ale niestety - pomocy Teściowej u Miejskiego Rzecznika Praw Konsumenta czy zakupu nowej lodówki w ten sposób nie ogarnę. Choć... może kiedyś? :)

No to tylko krótko o samym jeżdżeniu - wciąż mocny solidny wmordewind i już niestety większa (choć wciąż umiarkowana) temperatura to nie jest moje ulubione połączenie, więc spokojnie i bez ciśnienia wykonałem "kondominium", czyli klasyk w mniej lubianej wersji - z Poznania przez Luboń, Komorniki, Szreniawę, Stęszew, Łódź, Dymaczewo, Mosinę, Puszczykowo oraz znów Luboń do domu. Żeby uniknąć komornickich korków, poszerzyłem wyjazd o Rosnowo, gdzie podczas robienia fotki...

...zauważyłem, iż mitem jest, że w Polsce słowo "recycling" nie ma racji bytu. Proszę, oto dowód :)

Tablica zmieniła miejsce bytowania o jakieś 25 km, przekraczając granicę gmin. Ciekawe czy jest zapisana do ZaliczGminę? :)

Zajechałem na chwilę do "mojego" serwisu w Mosinie i usłyszałem po zmierzeniu to, czego się obawiałem i w duszy wiedziałem - wymiana łańcucha po jakichś 6,5 tysiącach kilosów nie ma za bardzo sensu :) Szkoda mi zębów przy korbie, więc pewnie zdecyduję się na wymianę kasety szybciej niż planowałem, ale na razie nie mam na to czasu.




  • DST 52.10km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.16km/h
  • VMAX 53.80km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 154m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nawrotka SS

Poniedziałek, 2 lipca 2018 · dodano: 02.07.2018 | Komentarze 8

Spokojnie - nie zapisałem się do ONR ani nie zostałem wprowadzony do Sejmu przez Kukiza, więc nie mam mokrych snów na temat swastyczek. Tytuł nie sugeruje niczego zdrożnego: po prostu dziś lekko zmodyfikowałem jedną z tras na północny zachód i po wyruszeniu z Poznania przez Plewiska, Skórzewo i Zakrzewo, w Lusowie odbiłem na Batorowo i serwisówkę odkrytą dzięki Jurkowi57 podczas jednej z ubiegłorocznych setek. Doprowadziła mnie ona dokładnie do miejscówek o podwójnym "S": Swadzimia i Sadów, stąd skrót.

Największym plusem takiego wariantu było ominięcie znacznej części gównianej DDR-ki w Lusowie, co prawda niby kawałek jej powinienem zaliczyć, ale jakoś nie wyszło :) Taka wersja będzie zapewne przeze mnie powtarzana, bo choć nie przepadam za trasami "tam i z powrotem", to ta póki co do mnie przemawia, choć wygwizdał mnie wiatr niczym... wczoraj i przedwczoraj :) Ciśnięcie więc odpuściłem, zresztą i tam nie było sensu się starać, bo pomocy nie było od niego podczas nawrotki nawet w minimalnej ilości.

Gdy jechałem obok S11, widziałem całkiem sporą ilość radiowozów pędzących w kolumnie na sygnale. Możliwości są dwie: albo konwojowano groźnego przestępcę, albo jakiegoś ważnego polityka lub głowę państwa. W sumie wychodzi na to samo :)

Przy okazji bytności w podpoznańskim Skórzewie uwieczniłem fizyczną granicę dzielącą absurd od rozsądku. Oto ona:

Czemu? Już wyjaśniam: całość tego, co widać, budowane było w tym samym czasie (tamten rok) na terenie tej samej gminy. I co? Okazuje się, że z jakichś powodów komuś gdzieś tam bardziej opłacało się zrobić połowę asfaltową, a połowę kostkową, niż całościowo w tej pierwszej wersji. Rozsądek widocznie płakał, jak to zatwierdzał :) A pod sam koniec jest jeszcze smaczek: zjazd w kierunku takim, jaki byłby naturalny gdyby ścieżki nie było, wymaga... nawrotki i doczłapania się do ronda, które zostało chwilę wcześniej minięte. Cóż jak zwykle mało co może być w tym kraju normalne :) Ale rowy melioracyjne i barierkoza oczywiście są :)
Więcej szczegółów na Relive.




  • DST 53.20km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.50km/h
  • VMAX 56.40km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 243m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Chmuroskłon

Niedziela, 1 lipca 2018 · dodano: 01.07.2018 | Komentarze 6

Słowem-kluczem dzisiejszego dnia był triathlon (jakieś tam zorganizowane zawody), który skutecznie zablokował możliwość przejazdu normalnego, rowerowego rowerzysty w kierunku północno-wschodnim Poznania. A że wciąż duło i masakrowało z północy, to pozostała mi wersja bardziej zachodnia, zawierająca masę świateł, ale za to bez Wartostrady. Czyli średni interes, ale co zrobić? :)

Przepychanka z Dębca przez Głogowską, Kaponierę, Sołacz i Piątkowo do Suchego Lasu to koszmar, jak zwykle zresztą. Ale za to trochę odżyłem, gdy wydostałem się do już normalnie przejezdnych okolic Jelonka i Złotnik. Wiało koszmarnie, ale zostało mi to zrekompensowane widokiem genialnie formujących się nad łbem chmur, które raz to tworzyły swoją masą armię baranków, raz smoków, raz bezkształtnych cosiów, niestety coraz bardziej szaroburych, które finalnie zafundowały mi mały prysznic pod koniec jazdy.

Doprowadziły mnie one tu:

...gdzie najczęściej się spóźniam i pojawiam się albo kilka dni za wcześnie, albo za późno :) Dziś znów nie trafiłem, bo niedziela.

Dokręciłem do Rokietnicy, stamtąd klasyczną drogą od Kiekrza do... Kiekrza, czyli dzielnicy Poznania, olewając oczywiście w tym pierwszym tamtejszą absurdalną DDR-kę (widać ją na Relive. Powstała rok czy dwa temu, a sołtysi z lat 90. patrzyliby i teraz z zazdrością). a do domu docierając przez Słupską, Ogrody, Bułgarską i Górczyn. Oj, zmieszało mnie ponownie wiatrzysko z błotem, zmieszało...

Może mi ktoś wytłumaczyć co robią na tej asfaltowej, wygodnej ścieżce pieszo-rowerowej przy Obornickiej samochody? Przecież znak umieszczony po prawej stronie wskazuje, że właśnie nią ona jest, a nie jakąś pospolitą drogą, natomiast to po prawej to prawdopodobnie chodnik. Ale że jestem pokojowo nastawiony, to nie dałem nawet ostro po dzwonku, choć głównie dlatego, że takowego nie posiadam przy szosie :)




  • DST 53.40km
  • Czas 01:56
  • VAVG 27.62km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 203m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rzeźnicza Goślina

Sobota, 30 czerwca 2018 · dodano: 30.06.2018 | Komentarze 11

Ło matko, co to było to, co dziś robiło ze mnie miazgę, momentami zatrzymując w miejscu? Bo na pewno nie wiatr. To określenie bowiem najczęściej określa zjawisko, z którym da się mniej lub bardziej udanie walczyć, tym razem pozostawało jedynie cierpieć. Lub płakać, ale chłopaki nie płaczą, więc zamiennie kląć.

Wyjazd był kolejnym z serii podobnych do siebie z ostatnich dni, czyli najpierw kilkanaście kilometrów przepychania się przez miasto, następnie chwila wolności i nawrotka, dziś swoimi śladami, bo chciałem sprawdzić, czy skoro wieje mi rzeźniczo w jedną stronę, to pomagać z taką siłą będzie w drugą. Oczywiście wiedziałem, jaka będzie odpowiedź i się niestety nie zawiodłem - zamiast czteroliterowindu dostawałem kuksańce z boku, z małymi jedynie wyjątkami.

Trasa: z Dębca do Hetmańskiej i Warostradą do Bałtyckiej, następnie Chemiczną i Gdyńską do Koziegłów, Czerwonaka, Owińsk i Bolechowa, skąd dokrętka do granic Murowanej Gośliny. Tam poczułem się tak wyczerpany (tym bardziej, że ruszyłem rano bez śniadania), iż zatrzymałem się na Orlenie i nabyłem sprawdzony zestaw małego głoda, czyli Snickersa popijanego Twixem :) Przy kasie pani spytała: bez paliwa? Odpowiedziałem, że nie, bo jadę na naturalnym, na co usłyszałem, że to bardzo dobrze, ale zapytać musi. Uwielbiam standardy obsługi klienta wzięte z kosmosu :) Po zjedzeniu wróciłem swoimi śladami, tak jak napisałem zniesmaczony podmuchową niesprawiedliwością.

Tu dowody, że powietrze - delikatnie mówiąc - nie stało w miejscu :)
Łboorywanie
Przystanek wiatr
"Pocieszeniem" był fakt, że kajakarzom na Warcie było jeszcze gorzej - mimo że płynęli z prądem, to ledwo poruszali się do przodu. Ciekawostka :)
Kajakarze mają z wiatrem czasem gorzej niż dwukołowcy
W Owińskach, gdy pędziłem sobie przepisowo jakieś 49,9 km/h w terenie zabudowanym, nagle z przerażeniem zobaczyłem, że z podporządkowanej włącza się do ruchu, mimo że ewidentnie mnie widzi, coś bezmózgiego płci zbliżonej do kobiecej. Zrobiłem co mogłem, dając po hamulcach na tyle, na ile pozwalają one w szosie (czyli na nie za wiele), zdarłem klocki, bieżnik, asfalt, a i gardło, kierując w kierunku troglotępoty donośne "kurrr....de mole" (wersja dla mediów) i jakoś ocaliłem życie. Na wykresie wygląda to tak:

Ta urodzona morderczyni przebiła nawet gentlemanów w BMW, których dziś sporo zakwitło na drogach, miałem nawet swojego faworyta wśród nich, ale wspomniana wygrała w cuglach.

Aha, jeszcze - jak zwykle na tej trasie - antyrowerowy koszmar w tych samych Owińskach, czyli zakazy i nakazy telepania się rozwaloną już przez lata kostką Downa. Temat opisywany od lat wielu, i tak samo olewany przez osoby decyzyjne. Jakby co - szczegółowa relacja zdjęciowa na Relive (dla ludzi o mocnych rowerowych nerwach).
Polska smutna rzeczywistość
Tyle - średnia tragedia (w połowie drogi wynosiła ona... 24 km/h), mózg zlasowany, jedna wielka masakra. Plus jakiś? O, mam - nie było za gorąco. Urodzony optymista ze mnie :)

O, dzięki umiejętnemu lawirowaniu wklejaniem zdjęć tu i na PBS, zostało mi jeszcze miejsce. No to... dwie twarze Kropki :)





  • DST 60.00km
  • Czas 02:04
  • VAVG 29.03km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 252m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Aj pad(ł)

Piątek, 29 czerwca 2018 · dodano: 29.06.2018 | Komentarze 4

Silny wiatr, połowa trasy przez miasto... Czy ja już tego nie przerabiałem? Wczoraj, przedwczoraj i... miliard razy wcześniej :) 

Znów opis będzie krótki, ale tym razem nie z powodu zawiechy BS-a, a z mojego lenistwa - gdy nic się nie działo w pracy, myślałem sobie: "aaaa, dodam później". Oczywiście potem się zaczęło, więc dziś jedynie popierdółka.

Trasa: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Jeżyce - Piątkowo - Suchy Las - Złotniki - Sobota - Rokietnica - Kiekrz - Słupska - Ogrody - Bułgarska - Górczyn - dom. Pewnie coś się na trasie wydarzyło, pewnie miałbym o czym pisać (co widać na Relive), ale nie mam siły. Postałem w korkach, szczególnie na Obornickiej, którą miałem objechać bokiem, ale zapomniałem. Do tego wdupowindu (pożyczam określenie) brakło, oj brakło.

W każdym razie pięć dych wpadło. A ja padam na pysk :)

Dystans zawiera jeszcze prawie pięć kilosów jazdy miejskim. Trauma wciąż mnie trzyma.




  • DST 51.10km
  • Czas 01:47
  • VAVG 28.65km/h
  • VMAX 54.20km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 265m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Po przejściach

Czwartek, 28 czerwca 2018 · dodano: 28.06.2018 | Komentarze 7


Wspólne elementy z wczorajszym wyjazdem? Niemal wszystkie: temperatura względnie (o dziwo) sympatyczna, praktycznie połowa jazda to miejskie męczarnie, lekko zniwelowane Wartostradą, a poza tym to wmordewind, bocznowind, wszystko, tylko nie pomocowind. Przyzwyczajony już jestem, lata znoju i praktyki :)

Trasa (tu Relive): Dębiec – Hetmańska – Wartostrada – Śródka – Gdyńska – Koziegłowy – Kicin – Mielno – Wierzonka – wjazd na hopkę w Karłowicach i zjazd do Wierzonki – Kobylnica – Janikowo – Miłostowo – centrum – Dębiec.

Bez spiny, wolno, bez kopania się z koniem, nawet mechanicznym. Choć nie, może na jedno kopnięcie miałbym ochotę, gdy na gazetę, grubo przekraczając prędkość, wyprzedziło mnie BMW na blachach PKS (Kościan, oni są nawet gorsi niż PZ-ty), ale jak się okazało na najbliższych światłach, kierowcą był obiekt kobiecopodobny, więc odpuściłem :)

Gdy przejeżdżałem ulicą Główną, przypomniałem sobie, że ostatnio sklecono tam pierwsze w Poznaniu przejście dla (jedno)komórkowców i postanowiłem sprawdzić, czy działa. Działa – ładnie się świeci, gdy pieszy zapatrzony w komórkę, czyli najczęściej w ziemię, doń dodreptuje, do tego przed zebrą zamontowano kocie oczy. Szkoda, że w dzień nie da się tego ująć zdjęciem, ale można mi uwierzyć – te paski naprawdę zmieniają kolor po wykryciu ludzia. Magia, panie, magia :)