Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242521.15 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791174 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 53.30km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.81km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 179m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śmieszkoweryfikacja

Środa, 14 listopada 2018 · dodano: 14.11.2018 | Komentarze 2

Ależ dziś było paskudnie! Co prawda jeszcze nie nadeszło zapowiadane spore ochłodzenie, ale wzmógł się zdecydowanie wiatr, który powodował, że to prawie dziesięć na plusie odczuwalne było niczym temperatura bliska zera. Do tego wmordewind wrócił na swoje z góry upatrzone pozycje – nawet gdy flagi pokazywały, iż teoretycznie pomaga, to przy ziemi było wręcz odwrotnie. Finalnie wyszło, jak wyszło, czyli pisząc bez ogródek – do dupy.

Wybrałem kierunek zachód, a konkretnie dopracowywaną wciąż pętelkę w postaci: Poznań – Plewiska – serwisówki – Dąbrówka – Palędzie – Dopiewiec – Do/u/piewo – Podłoziny – nawrotka do D. - Konarzewo – Chomęcice (tam zakwitł kolejny remont i wahadło) – Plewiska – Poznań.

Cel akurat takiej wersji wyjazdu był jeden główny – zweryfikować jak wygląda stan śmieszek we wspomnianym Dopiewie. I jeśli na obwodnicy niestety będzie tak, jak się obawiałem, czyli kosteczka zaczyna powoli być oznaczana, tak na odcinku prowadzącym do Podłozin czekała mnie miła niespodzianka. Bowiem pod koniec tego czegoś, co straszy od dawna i na co się wjeżdża tylko po to, żeby zrobić zdjęcie na bloga…

...widać, że to, co miało być śmieszką, na szczęście będzie chodnikiem. Ufff… A specjalnie pytałem robotników ze dwa miesiące temu, co właściwie robią. Zdania były podzielone, z przewagą śmieszki. Jak widać czasem nieważne, co się robi, ważne, że się robi :)

Na przejeździe w Podłozinach napotkałem takie oto wyznanie miłości (to serduszko…):

A na drugim boczku istną walkę idei :) Na tę chwilę wygrywają ci od ”OK racism. Każdy taki sam, wszyscy nierówni” :)

A przy okazji - znaleziony niedawno mem, który nieźle mnie rozbawił :)

Aha, na drodze rowerowej wzdłuż Świerczewa wybory już się dawno skończyły. A szkoda :/

TUTAJ Relive.




  • DST 52.70km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.01km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Podjazdy 221m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Plus i minus

Wtorek, 13 listopada 2018 · dodano: 13.11.2018 | Komentarze 16

Plus - pogodynki się pomyliły. A żeby być precyzyjnym: reagowały na bieżąco. Około siódmej trzydzieści rano pokazywały jeszcze, że za pół godziny będzie lać, na co od wczoraj byłem psychicznie jako tako przygotowany, ale gdy po spacerze z psem zrobiłem szybkie F5, okazało się, że w sumie chodzi o okolice południa. Tak mi się też wydawało po zerknięciu na niebo, ale co ja tam mogę wiedzieć, przecież wystarczy zaufać profesjonalistom... Taaaa :) Jednak nie obraziłem się, że mogłem pokręcić, co to, to nie. A padać zaczęło chwilę po tym, jak wylądowałem w domu.

Minus - wszystko poza tym :) Tak jak wczoraj było pogodowo genialnie, tak dziś do dupy. Wiatr mi się klasycznie zmienił po drodze ze wschodniego na zachodni, oczywiście wtedy, gdy chciałbym, żeby było dokładnie odwrotnie. Było zimno. Szaro. Brzydko. Fuj. Może za wyjątkiem wariacji chmur ze słońcem na horyzoncie.

Wykręciłem "muminka": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom. Przed Wiórkiem ze smutkiem zauważyłem, że jakoś mi... jasno. No tak... kolejne połacie lasu poległy :/

Aha, jeszcze jakiś wyjątkowy cymbał w tirze na bydgoskich blachach postanowił mnie wyprzedzić tak, że farbą od napisów na przyczepie mogłem się podrapać po policzku. Nawet gnoja nie zdążyłem solidnie potraktować (nie)werbalnie, bo zanim udało mi się ochłonąć, leciał już dalej próbować mordować niewinnych. Jednak to nie zmienia mojej ogólnej sympatii i dogadywania się z tirowcami - czarna owca to na szczęście nie ogół.




  • DST 53.20km
  • Czas 01:41
  • VAVG 31.60km/h
  • VMAX 56.40km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 257m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ciut szybsze wolne

Poniedziałek, 12 listopada 2018 · dodano: 12.11.2018 | Komentarze 15

Formalnie dziwny to był dzień. Niby zwykły roboczy poniedziałek, lecz - jak się finalnie okazało - jednak wolny, tyle że ustanowiony na zasadzie ”wódz chcieć, partia robić”, jak zwykle bez użycia dość praktycznego organu zwanego mózgiem, przez co o tym, że nie muszę iść do roboty dowiedziałem się dopiero na cztery dni przed. Kupa czasu na planowanie, z przewagą kupy :)

Jednak darowanemu koniowi… Za wolne należy podziękować, bo czym jak czym, ale leniuchowaniem nie pogardzę :) Wyspałem się, zjadłem porządne rodzinne śniadanie i ruszyłem po jedenastej, czyli tak, jak się ruszać powinno, a nie jak zwykle, do czego bywam zmuszany przez pracę: głodny i śpiący.

Zacząłem od przejazdu z Dębca przez pustą Hetmańską, ale na Starołęce już tak różowo nie było, bo ta ulica jest tak inteligentnie skonstruowana, że wystarczy już jeden samochód, żeby zrobił się korek :) Jednak dzięki olaniu śmieszki jakoś bez ubytków na psychice dotarłem do Czapur, następnie przez Wiórek dopchałem się do Rogalinka, gdzie przyuważyłem pędzącego kilkaset metrów przede mną kolarza. Cisnął całkiem konkretnie, więc dogonienie go łatwe nie było, ale jako że nie ma dla mnie lepszego motywatora, to udało się to w Rogalinie i razem dotarliśmy do moich ulubionych Radzewic – kolega poleciał dalej do Zaniemyśla, ja jak zwykle skręciłem odetchnąć pełną piersią w nadwarciańskim rzecznym porcie. Jak widać na zdjęciach, wojaki wczoraj widocznie celebrowały niepodległość :)






Chwilę sobie posiedziałem i zawróciłem częściowo swoimi śladami do Rogalinka, wyprzedzając jeszcze po drodze trójkę szoszonów w wersji ”unisex”, następnie skorygowałem końcówkę trasy, zaliczając jeszcze Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i Dębiec. Rowerzystów było niczym w ”sezonie”, czyli jak mrówków, ale w listopadzie przynajmniej wszyscy kumają o co chodzi z pozdrawianiem i uśmiechaniem się do siebie. Brawo.

A najważniejsze zostawiłem na koniec – wiatr chyba w końcu stwierdził, że warto dać mi choć jeden dzień oddechu od swojego paskudnego charakteru i nie tylko nie był silny, ale przede wszystkim zachowywał się sprawiedliwie, wiejąc tak, jak powinien – pół na pół. Co skrzętnie wykorzystałem. Oj, nóżka podawała, czy co tam się pisze jak się jest pro. Nie jestem, więc jedynie przyznam, że było godnie jak na jazdę solo, a gdyby nie miejskie fragmenty, mogło być jeszcze godniej :)

Jutro podobno od rana ma lać :( Zapowiada się przerwa.

Relive TUTAJ.




  • DST 58.30km
  • Czas 01:58
  • VAVG 29.64km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 257m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rogal(ink)owo

Niedziela, 11 listopada 2018 · dodano: 11.11.2018 | Komentarze 21

Jakoś tak mam, że nie lubię tłumów, do jakiegokolwiek świętowania mam stosunek wybitnie przerywany, a z wiekiem nawet zanikający. Jednak zrobiłbym wyjątek dla dwóch - tłustego czwartku i dzisiejszego, jeśli kluczowym jego elementem byłoby masowe żarcie rogali świętomarcińskich, dofinansowane przez państwo :) Rano bowiem pochłonąłem prawie dwa takowe, co nastroiło mnie wybitnie pozytywnie do jazdy.

Niestety, zaraz po ruszeniu dostałem lekko w pysk, bo w Luboniu zakwitł jakiś bieg, przez który miałem okazję pozwiedzać sobie boczne uliczki tej uroczej miejscowości. Normalnie wymarzony początek :) Potem zakwitłem przed zamykającym mi się na przejeździe szlabanie, a gdy czekanie się przedłużało, olałem temat i ruszyłem kolejnym objazdem. Tym samym już na piątym kilometrze byłem zmęczony psychicznie niczym po setce pod wiatr. A skoro jesteśmy przy nim - początkowo wydawał się słabiutki, ale potem trochę przyspieszył, do tego nie mógł się zdecydować czy jest ze wschodu, czy z południa. Wiedział tylko jedno - jak mi uprzykrzyć życie, co niestety udało mu się wybitnie, a to z kolei przełożyło się na średnią.

Wykonałem "muminka" w wersji: Poznań - Luboń (dwa razy dłużej niż zazwyczaj) - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęcka - Hetmańska - dom. Przygód nie było, prócz może popisów narodowej husarii na czterech kołach, która - zapewne z emocji - usilnie chciała zrobić ze mnie placuszek.

Lubię tę windowsową hopkę :)

A koleżanki dziś niestety były za daleko do podjęcia jakichś konstruktywnych dyskusji :)

Specjalnie się zmobilizowałem, żeby nie dodawać wpisu po wspólnym marszu pod rączkę władz państwowych z ONR-em, tylko jeszcze przed nim. Mógłbym popłynąć :) Ale niech się bawią - na zdrowie, ja idę z Kropą wykonać swój, mniej formalny i mniej tłumny, ale przynajmniej pozwalający załatwić kilka naprawdę istotnych spraw :)




  • DST 56.10km
  • Czas 01:52
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 233m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Uwaga, pozyskanie!

Sobota, 10 listopada 2018 · dodano: 10.11.2018 | Komentarze 15


Poranek przywitał mnie mlekiem płynącym. Prosto z nieba. Mgła była kompletna, do tego zdecydowanie niechętna do znikania, więc zanim ruszyłem zdążyłem wyprowadzić psa, odwiedzić piekarnię, zjeść porządne śniadanie, wypić kawę w rodzinnej atmosferze i dopiero koło jedenastej zacząłem myśleć o rowerze. Jak ja uwielbiam wolne dni :)

Wyjechałem jeszcze w bieli, a stan ten utrzymywał się gdzieś do momentu wyjazdu z Puszczykowa, do którego dotarłem jak zwykle przez Luboń (korki masakryczne) i Łęczycę (śmieszka znów zaczyna być zasyfiona, choć nie na całej długości). A podczas przeprawy przez Wartę w Rogalinku zrobiło się już całkiem klimatycznie.


Przez Rogalin dotarłem do Mieczewa, a zaraz za nim musiałem dać ostro po hamulcach na ten oto widok:

Przetarłem zdziwione ślepia, ale tabliczka wciąż była w tym samym miejscu. Zacząłem intensywnie analizować we łbie, o co tu kurna chodzi i w jaki sposób ja, jako użytkownik drogi, który nawet na chwilę nie ma zamiaru pojawić się w lesie, mam uważać. I przede wszystkim – na co i na kogo? A może to pokłosie nagłaśniania nie tak wcale wyjątkowych sytuacji, gdy jakiś nieogarnięty (a czasem i będący pod wpływem) miłośnik rzezi nie potrafił odróżnić sarny od rowerzysty, auta lub grzybiarza? Choć i tak nie wyjaśnia to, co ta informacja ma zmienić w moim zachowaniu – na wszelki wypadek jednak na te trzy czy cztery kilometry zdjąłem słuchawki i rozglądałem się intensywnie, wypatrując i nasłuchując kul świszczących mi koło kasku. Widocznie jednak chyba trafiłem na jakąś przerwę od tego „szlachetnego sportu” i przeżyłem :) Na szczęście widok miałem ułatwiony, bo tam, gdzie niedawno był las, aktualnie zrobiono pustynię z pojedynczymi oazami :/

A już w domu postanowiłem z ciekawości znaleźć informację, co to za impreza się odbywała, ale o dziwo nic. Zero. Przeszukałem dostępne w necie kalendaria i dupa. Za to przy okazji wgłębiłem się w strony prowadzone przez miłośników "pozyskania”, czyli pisząc wprost: mordowania z bezpiecznej odległości zwierząt przez tchórzy z piórkami we łbach, i - mimo przykrej tematyki - bawiłem się setnie. Polecam każdemu poczytać choćby jakieś wzruszające wyznania myśliwych, którzy po masakrze, przepraszam: pokocie, oddają cześć zwierzynie, przepraszam: tuszy, poprzez włożenie im gałązki w pysk, co nazywa się "ostatnim kęsem". Myślę, że dzięki temu jelonek z kulą w sercu czuje się szczęśliwszy :)

Potem już bez specjalnych emocji dokończyłem kółeczko przez Kórnik, zemstę Adolfa w Skrzynkach i Borówcu, Kamionki, Szczytniki, Koninko, Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński do domu – tak jak na Relive. Jechało się całkiem sympatycznie, głównie z jednego, najbardziej istotnego powodu – wiatr był do ogarnięcia, choć i tak upierdliwy.

Na puszczykowskiej Grobli trwa wciąż cichy protest przeciw wycięciu tej pięknej alejki. Tak on dziś wyglądał. Niestety wciąż wychodzi na to, że temat jest nie do ruszenia i ta debilna DDR-ka zostanie rozbudowana kosztem przyrody :/

Jakoś ostatnio ekologiczne wpisy mi wychodzą, co najlepsze - nie bywają zamierzone, a są wynikiem obserwacji rzeczywistości. Niestety.

Po południu jeszcze wypad z Kropą, a że osiem kilometrów spaceru zahaczyło o powolne zapadanie zmroku, to udało się załapać na budzenie się mgieł przed nocą.
Popłynąć...




  • DST 52.50km
  • Czas 01:56
  • VAVG 27.16km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Temperatura 9.0°C
  • Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Droga na rzeź

Piątek, 9 listopada 2018 · dodano: 09.11.2018 | Komentarze 47

Do wyjaśnienia tytułu przejdę pod sam koniec wpisu, podzielonego zresztą na dwie części - ta pierwsza będzie zdecydowanie bardziej optymistyczna niż druga...

Rano po spojrzeniu za okno ze zdziwieniem zauważyłem mokre ulice - a przecież padać nie miało. Na szczęście okazało się, iż tylko kropiło, musiałem więc jedynie zrezygnować z myśli o kręceniu szosą i odkurzyć crossa. Jak postanowiłem, tak zrobiłem i lekko przed dziewiątą rano ruszyłem na trasę.

Żałowałem tej szosy, bo słabo wiało i można by było się rozpędzić. A tak... Pozostawało człapanie tym moim czołgiem. Ruszyłem w mżawicy na wschód, z domu przez Lasek Dębiński, Starołęcką, Czapury, Babki, Daszewice i Kamionki, gdzie na chwilę skręciłem w kierunku lasu, bo chciałem zobaczyć, jaką okolicę nasi znajomi wybrali sobie do budowy chaty. Nie powiem, ładną. Jeszcze :)

Wróciłem do głównej trasy i skierowałem się na Borówiec, a następnie w kierunku Gądek i Robakowa. Byłem pewny, że będę musiał tam zawracać, bo niedawno wjechałem w sam środek remontu, a tu... niespodzianka. Taka mieszana. Bo:

- remont się (prawie) skończył - plusik;
- zakwitła DDR--ka, choć jeszcze w budowie - minusik;
- zbudowana jednak z asfaltu - plusik;
- ale każdy element stykowy z podjazdem na posesję jest z kostki. Nawet tam, gdzie jeszcze... nie ma posesji - minusik;
- tam, gdzie się remont kończy, zanika co prawda DDR-ka, ale dziury na drogach zostały - minusik.

Finalnie uznaję to za porażkę, ale dość honorową - 2:3 :)


Wjechałem sobie więc jeszcze do miejscowości Dachowa i Szczodrzykowo, tam sfociłem kolejny egzemplarz dwukołowca do kolekcji...

...i zawróciłem oraz popędziłem w kierunku domu, znów przez Robakowo. 

No i tu dochodzimy do zapowiadanej drugiej części programu. Okazało się, iż śmieszkowy asfalt ciągnie się wzdłuż tej wiochy, do samego jej końca. Ok, tu nie narzekam, przyda się, ale zrobiłem jeden, dość poważny dla psychiki błąd - zatrzymując się, żeby zrobić zdjęcie na tle od zawsze mnie porażającego zakładu mięsnego firmy Sokołów, wyłączyłem na chwilę muzykę. W tym samym momencie dotarł do moich uszu kwik ogłuszanych świń, które za chwilę miały zostać zaszlachtowane - TIR-a i rampę widać w prawym górnym rogu. Ten dźwięk niestety był mi już znany wcześniej, jednak zmieszany z radosnymi "nawoływaniami" naganiaczy, którzy widocznie bawili się przy tym świetnie, wywołał u mnie porażające wrażenie. I tak, jak zazwyczaj mało co mnie rusza i jestem spokojny, tak teraz musiałem się wybluzgać na pełne gardło. Abstrahując od tego, że praktycznie wszystko jest tam na widoku, świnie, czyli istoty podobne bardziej inteligentne od psów, widzą w swoim życiu niebo tylko raz, podczas transportu do rzeźni, naszła mnie też myśl o tym, jakie to zwyrole wybierają przy prawie zerowym bezrobociu w Poznaniu pracę w takim miejscu... I niech mnie ktoś tu z kolei zarżnie, ale tego zdania będę bronił z pełnym przekonaniem.

Pozostało mi tylko szybko założyć ponownie słuchawki, znaleźć w telefonie najbardziej ciężką muzę (a mam w czym wybierać) i ruszyć do domu, przez Jaryszki, Krzesiny, znów Starołękę i Lasek Dębiński, tak jak na Relive. Nie ukrywam, że po drodze poszło jeszcze parę wiązanek w powietrze, którym oddycham wspólnie z resztą ludzkości. 




  • DST 54.05km
  • Czas 01:48
  • VAVG 30.03km/h
  • VMAX 50.00km/h
  • Temperatura 8.0°C
  • Podjazdy 209m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kondomisja

Czwartek, 8 listopada 2018 · dodano: 08.11.2018 | Komentarze 7

Kto pyta, nie błądzi. Kto nie ryzykuje, w Rawiczu nie siedzi. Kto jeździ rowerem swoimi ulubionymi, trasami... Ale o tym później :)

Dziś rano było zdecydowanie chłodniej, a jeszcze jakiś czas po starcie otaczała mnie lekka mgiełka. Czyli chyba jednak ta późna jesień staje się powoli faktem :/ Jednak w połowie drogi zrobiło się już nawet komfortowo i mogłem zamienić rękawiczki długopalczaste na standardowe, do czego optymistycznie przygotowałem się jeszcze w domu, ładując je zapobiegliwie do kieszonki. No i generalnie fajnie mi się kręciło, nawet mimo lubońsko-mosińskich korków.

Cel miałem taki, jak niecały miesiąc teraz - sprawdzić stan rozpieprzenia, zwanego potocznie remontem, "środkowego kondominium". W tym celu ruszyłem z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo i...

...wciąż dupa. Nie tylko tarka (zapewne wciąż przez całe siedem kilometrów, do samego Stęszewa), ale i wahadła. Jeszcze trochę i z powyższego ujęcia powstanie seria "lato - jesień - zima - wiosna", jak dobrze pójdzie... Jak nie, to za rok zrobię zdjęcie rocznicowe.

Nie pozostało mi nic innego, jak zawrócić i nadrobić kilometry skręcając do Będlewa, tam nawrotka przez miejscowość, która zupełnie nie wiadomo czemu wśród przyjezdnych wywołuje uśmieszek...

...i nastąpił powrót swoimi śladami.

W Łęczycy od wczorajszego sprzątania na śmieszce czyściutko, aż miło. Można? Moszna :) A że miesiąc za późno? Widocznie wcześniej nie można, bo co to za sezon na liście bez gleby? :)

Na pewno główny zainteresowany też nie narzekał :)

Tutaj Relive.




  • DST 55.20km
  • Czas 01:55
  • VAVG 28.80km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 220m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Klaksofonicznie - WPN raz jeszcze tej jesieni

Środa, 7 listopada 2018 · dodano: 07.11.2018 | Komentarze 16

Kolejny pogodowy dzień świra za mną. Znów wyjechałem na wschód, znów pogoda była zacna, ale znów zostałem na polach wydmuchany konkretnie przez wmordewind, co przełożyło się na średnią. Jednak mimo wszystko wciąż listopad póki co uznaję za wybitnie nienaturalnie pozytywny.

Wykręciłem „mumina” w wersji: dom – Hetmańska – Starołęka - Krzesiny – Jaryszki – Koninko – Sypniewo – Głuszyna – Babki – Czapury – Wiórek – Rogalinek – Mosina – Puszczykowo – Łęczyca – Luboń – Poznań. Zauważyłem jeden pozytyw – ktoś w końcu wpadł na pomysł oczyszczenia śmieszki w Łęczycy (widać to na Relive), co wprawiło mnie w niemały szok. Ale w sumie dzięki :)

Na ulicy Mocka, prowadzącej do Mosiny, usłyszałem za sobą mój ukochany dźwięk klaksonu, ale że nie wiedziałem, o co może chodzić, to najpierw sprawdziłem, czy na przykład nie pękły mi rowerowe gacie, potem czy nie odpada coś z roweru, a w końcu spojrzałem za siebie. A tam… jakaś niepierwszej młodości istota płci (chyba) żeńskiej zaczynała już manewr nie tylko wyprzedzania, ale i machania łapami ze wskazaniem na pobocze, co zapewne miało oznaczać, iż według niej istnieje tam ścieżka rowerowa. Żeby zobrazować abstrakt sytuacji, focia:

Przypomnę – jechałem szosą :) Nawet nie chciało mi się reagować, puknąłem się więc jedynie znacząco w kask i olałem temat. Usłyszałem jeszcze trzy klaksonowe pierdnięcia i tyle. Ludzie to mają wyobraźnię :)

No i na koniec troszkę o wczorajszym wypadzie do Wielkopolskiego Parku Narodowego - już niestety nie tak kolorowego jak niedawno, jednak jedenaście kilometrów wleciało całkiem sympatycznie. Co się nie zmienia w WPN? Mostki i zasoby patykowe dla Kropy :) Trafiłem nawet na wyjątkowo ładne miejsce w Luboniu (!) o nazwie Kacze Doły, ale tym razem wstrzymam się od politycznego komentarza :)
Mostorama - WPN
WPN mostkami stoi
Mostkowo - cd.
Perspektywicznie
Warta wciąż udaje lato
Wielkopolski Park Naświetlony :)
Bagnistość - WPN
Refleksyjnie
Uroczysko WPN-owisko
Na lewo most, na...
Dzikowisko
Wersja light patyczkowania
Patyczkowanie - wersja standard
Chlup! - WPN
Singielkowo, choć spacerowo
Łapiąc resztki pięknej jesieni
Mikrokosmos
Patyka daj!
Jeszcze kolorowo




  • DST 53.60km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.71km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 231m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wiatrołomnie

Wtorek, 6 listopada 2018 · dodano: 06.11.2018 | Komentarze 9

Dzisiaj ponownie wpis "na krótko" bo czasu na rozwijanie się brak. Wiem, wiem, niektórzy uważają to za błogosławieństwo :)

Przede wszystkim trzeba napisać, że wiało jak sam s... eee... że mocno wiało :) Nawet mimo wybrania jednej z moich ulubionych tras na wschód, czyli KóKó (kółko: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Mieczewo - Kórnik - koszmar betonowych płyt w Skrzynkach i Borówcu - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom), w znacznej części prowadzącej przez lasy, zostałem pokonany przez wredny wmordewind. Życie.

Natomiast poza tym "detalem" było całkiem ładnie i sympatycznie. Wciąż i o dziwo.

Odkryłem dziś atak klonów. Okazało się bowiem, że w Łęczycy dziadygi się mnożą - tego "klasycznego" minąłem z daleka podczas olewania śmieszki w Puszczykowie, natomiast trochę wcześniej wyprzedziłem innego, ewidentnie nowszy model. Zobaczymy co będzie dalej...

Po południu jeszcze wypad z Kropą do Puszczykowa i Lubonia, łącznie 11 kilometrów spaceru Nadwarciańskim. Dzisiaj już nie mam czasu (tak samo z zaległościami na BS, obiecuję nadrobić, no chyba że jakimś cudem się wyrobię), ale jutro postaram się wkleić kilka zdjęć.

TUTAJ Relive.




  • DST 53.20km
  • Czas 01:50
  • VAVG 29.02km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 225m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bez głębszych

Poniedziałek, 5 listopada 2018 · dodano: 05.11.2018 | Komentarze 10

Dziś wyjazd spod znaku pogody w sumie ładnej, a jednak upierdliwej, Bo niby fajniusio i cieplusio, ale wiaterek tak sprytnie kręcił, że mnie zakręcił i tulił mi się do pyska niemal przez cały czas. Ten typ tak ma, to już dawno stwierdziłem...

Wykonałem "mumina" w wersji: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom. Mógłbym napisać, że bez przygód, ale korki były dziś wyspecjalizowane i czekały na mnie tam, gdzie zazwyczaj ich nie ma, czyli na przykład na bocznych uliczkach w Luboniu, którymi się poruszam, żeby ominąć... korki. No i walka "liście kontra ja" wciąż trwa, na razie przegrałem jedną bitwę, pozostałe póki co na moją korzyść :)

Rok Rzeczypospolitej Mosińskiej powoli się kończy, W sumie szkoda, bo do stolicy miałem (jeszcze mam) zaledwie piętnaście kilometrów ;)

Wpis krótki i bez głębszych reminiscencji - jestem zmasakrowany po dzionku w pracy.