Info
Suma podjazdów to 791174 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec22 - 45
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.30km
- Czas 01:55
- VAVG 27.81km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 179m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Śmieszkoweryfikacja
Środa, 14 listopada 2018 · dodano: 14.11.2018 | Komentarze 2
Ależ dziś było
paskudnie! Co prawda jeszcze nie nadeszło zapowiadane spore
ochłodzenie, ale wzmógł się zdecydowanie wiatr, który powodował,
że to prawie dziesięć na plusie odczuwalne było niczym
temperatura bliska zera. Do tego wmordewind wrócił na swoje z góry
upatrzone pozycje – nawet gdy flagi pokazywały, iż teoretycznie
pomaga, to przy ziemi było wręcz odwrotnie. Finalnie wyszło, jak
wyszło, czyli pisząc bez ogródek – do dupy.
Wybrałem kierunek
zachód, a konkretnie dopracowywaną wciąż pętelkę w postaci:
Poznań – Plewiska – serwisówki – Dąbrówka – Palędzie –
Dopiewiec – Do/u/piewo – Podłoziny – nawrotka do D. -
Konarzewo – Chomęcice (tam zakwitł kolejny remont i wahadło) –
Plewiska – Poznań.
Cel akurat takiej
wersji wyjazdu był jeden główny – zweryfikować jak wygląda
stan śmieszek we wspomnianym Dopiewie. I jeśli na obwodnicy
niestety będzie tak, jak się obawiałem, czyli kosteczka zaczyna
powoli być oznaczana, tak na odcinku prowadzącym do Podłozin
czekała mnie miła niespodzianka. Bowiem pod koniec tego czegoś, co
straszy od dawna i na co się wjeżdża tylko po to, żeby zrobić
zdjęcie na bloga…
...widać, że to,
co miało być śmieszką, na szczęście będzie chodnikiem.
Ufff… A specjalnie pytałem robotników ze dwa miesiące temu, co
właściwie robią. Zdania były podzielone, z przewagą śmieszki.
Jak widać czasem nieważne, co się robi, ważne, że się robi :)
Na przejeździe w
Podłozinach napotkałem takie oto wyznanie miłości (to
serduszko…):
A na drugim boczku
istną walkę idei :) Na tę chwilę wygrywają ci od ”OK racism. Każdy taki
sam, wszyscy nierówni” :)
A przy okazji
- znaleziony niedawno mem, który nieźle mnie rozbawił :)
Aha, na drodze
rowerowej wzdłuż Świerczewa wybory już się dawno skończyły. A
szkoda :/
TUTAJ Relive.
- DST 52.70km
- Czas 01:49
- VAVG 29.01km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 221m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Plus i minus
Wtorek, 13 listopada 2018 · dodano: 13.11.2018 | Komentarze 16
Plus - pogodynki się pomyliły. A żeby być precyzyjnym: reagowały na bieżąco. Około siódmej trzydzieści rano pokazywały jeszcze, że za pół godziny będzie lać, na co od wczoraj byłem psychicznie jako tako przygotowany, ale gdy po spacerze z psem zrobiłem szybkie F5, okazało się, że w sumie chodzi o okolice południa. Tak mi się też wydawało po zerknięciu na niebo, ale co ja tam mogę wiedzieć, przecież wystarczy zaufać profesjonalistom... Taaaa :) Jednak nie obraziłem się, że mogłem pokręcić, co to, to nie. A padać zaczęło chwilę po tym, jak wylądowałem w domu.
Minus - wszystko poza tym :) Tak jak wczoraj było pogodowo genialnie, tak dziś do dupy. Wiatr mi się klasycznie zmienił po drodze ze wschodniego na zachodni, oczywiście wtedy, gdy chciałbym, żeby było dokładnie odwrotnie. Było zimno. Szaro. Brzydko. Fuj. Może za wyjątkiem wariacji chmur ze słońcem na horyzoncie.
Wykręciłem "muminka": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom. Przed Wiórkiem ze smutkiem zauważyłem, że jakoś mi... jasno. No tak... kolejne połacie lasu poległy :/
Aha, jeszcze jakiś wyjątkowy cymbał w tirze na bydgoskich blachach postanowił mnie wyprzedzić tak, że farbą od napisów na przyczepie mogłem się podrapać po policzku. Nawet gnoja nie zdążyłem solidnie potraktować (nie)werbalnie, bo zanim udało mi się ochłonąć, leciał już dalej próbować mordować niewinnych. Jednak to nie zmienia mojej ogólnej sympatii i dogadywania się z tirowcami - czarna owca to na szczęście nie ogół.
- DST 53.20km
- Czas 01:41
- VAVG 31.60km/h
- VMAX 56.40km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 257m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ciut szybsze wolne
Poniedziałek, 12 listopada 2018 · dodano: 12.11.2018 | Komentarze 15
Formalnie dziwny to
był dzień. Niby zwykły roboczy poniedziałek, lecz - jak się finalnie
okazało - jednak wolny, tyle że ustanowiony na zasadzie ”wódz
chcieć, partia robić”, jak zwykle bez użycia dość praktycznego organu zwanego mózgiem, przez co o tym, że nie muszę iść do
roboty dowiedziałem się dopiero na cztery dni przed. Kupa czasu na
planowanie, z przewagą kupy :)
Jednak darowanemu
koniowi… Za wolne należy podziękować, bo czym jak czym, ale
leniuchowaniem nie pogardzę :) Wyspałem się, zjadłem porządne
rodzinne śniadanie i ruszyłem po jedenastej, czyli tak, jak się
ruszać powinno, a nie jak zwykle, do czego bywam zmuszany przez
pracę: głodny i śpiący.
Zacząłem od
przejazdu z Dębca przez pustą Hetmańską, ale na Starołęce już
tak różowo nie było, bo ta ulica jest tak inteligentnie
skonstruowana, że wystarczy już jeden samochód, żeby zrobił się
korek :) Jednak dzięki olaniu śmieszki jakoś bez ubytków na
psychice dotarłem do Czapur, następnie przez Wiórek dopchałem się
do Rogalinka, gdzie przyuważyłem pędzącego kilkaset metrów
przede mną kolarza. Cisnął całkiem konkretnie, więc dogonienie
go łatwe nie było, ale jako że nie ma dla mnie lepszego
motywatora, to udało się to w Rogalinie i razem dotarliśmy do
moich ulubionych Radzewic – kolega poleciał dalej do Zaniemyśla,
ja jak zwykle skręciłem odetchnąć pełną piersią w
nadwarciańskim rzecznym porcie. Jak widać na zdjęciach, wojaki
wczoraj widocznie celebrowały niepodległość :)





Chwilę sobie
posiedziałem i zawróciłem częściowo swoimi śladami do
Rogalinka, wyprzedzając jeszcze po drodze trójkę szoszonów w
wersji ”unisex”, następnie skorygowałem końcówkę trasy,
zaliczając jeszcze Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i Dębiec.
Rowerzystów było niczym w ”sezonie”, czyli jak mrówków, ale w
listopadzie przynajmniej wszyscy kumają o co chodzi z pozdrawianiem
i uśmiechaniem się do siebie. Brawo.
A najważniejsze
zostawiłem na koniec – wiatr chyba w końcu stwierdził, że warto
dać mi choć jeden dzień oddechu od swojego paskudnego charakteru i
nie tylko nie był silny, ale przede wszystkim zachowywał się
sprawiedliwie, wiejąc tak, jak powinien – pół na pół. Co
skrzętnie wykorzystałem. Oj, nóżka podawała, czy co tam się
pisze jak się jest pro. Nie jestem, więc jedynie przyznam, że było
godnie jak na jazdę solo, a gdyby nie miejskie fragmenty, mogło być jeszcze godniej
:)
Jutro podobno od
rana ma lać :( Zapowiada się przerwa.
Relive TUTAJ.
- DST 58.30km
- Czas 01:58
- VAVG 29.64km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 257m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rogal(ink)owo
Niedziela, 11 listopada 2018 · dodano: 11.11.2018 | Komentarze 21
Jakoś tak mam, że nie lubię tłumów, do jakiegokolwiek świętowania mam stosunek wybitnie przerywany, a z wiekiem nawet zanikający. Jednak zrobiłbym wyjątek dla dwóch - tłustego czwartku i dzisiejszego, jeśli kluczowym jego elementem byłoby masowe żarcie rogali świętomarcińskich, dofinansowane przez państwo :) Rano bowiem pochłonąłem prawie dwa takowe, co nastroiło mnie wybitnie pozytywnie do jazdy.
Niestety, zaraz po ruszeniu dostałem lekko w pysk, bo w Luboniu zakwitł jakiś bieg, przez który miałem okazję pozwiedzać sobie boczne uliczki tej uroczej miejscowości. Normalnie wymarzony początek :) Potem zakwitłem przed zamykającym mi się na przejeździe szlabanie, a gdy czekanie się przedłużało, olałem temat i ruszyłem kolejnym objazdem. Tym samym już na piątym kilometrze byłem zmęczony psychicznie niczym po setce pod wiatr. A skoro jesteśmy przy nim - początkowo wydawał się słabiutki, ale potem trochę przyspieszył, do tego nie mógł się zdecydować czy jest ze wschodu, czy z południa. Wiedział tylko jedno - jak mi uprzykrzyć życie, co niestety udało mu się wybitnie, a to z kolei przełożyło się na średnią.
Wykonałem "muminka" w wersji: Poznań - Luboń (dwa razy dłużej niż zazwyczaj) - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęcka - Hetmańska - dom. Przygód nie było, prócz może popisów narodowej husarii na czterech kołach, która - zapewne z emocji - usilnie chciała zrobić ze mnie placuszek.
Lubię tę windowsową hopkę :)
A koleżanki dziś niestety były za daleko do podjęcia jakichś konstruktywnych dyskusji :)
Specjalnie się zmobilizowałem, żeby nie dodawać wpisu po wspólnym marszu pod rączkę władz państwowych z ONR-em, tylko jeszcze przed nim. Mógłbym popłynąć :) Ale niech się bawią - na zdrowie, ja idę z Kropą wykonać swój, mniej formalny i mniej tłumny, ale przynajmniej pozwalający załatwić kilka naprawdę istotnych spraw :)
- DST 56.10km
- Czas 01:52
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 233m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Uwaga, pozyskanie!
Sobota, 10 listopada 2018 · dodano: 10.11.2018 | Komentarze 15
Poranek przywitał
mnie mlekiem płynącym. Prosto z nieba. Mgła była kompletna, do tego
zdecydowanie niechętna do znikania, więc zanim ruszyłem zdążyłem
wyprowadzić psa, odwiedzić piekarnię,
zjeść porządne śniadanie, wypić kawę w rodzinnej atmosferze i dopiero koło jedenastej zacząłem
myśleć o rowerze. Jak ja uwielbiam wolne dni :)
Wyjechałem jeszcze
w bieli, a stan ten utrzymywał się gdzieś do momentu wyjazdu z
Puszczykowa, do którego dotarłem jak zwykle przez Luboń (korki
masakryczne) i Łęczycę (śmieszka znów zaczyna być zasyfiona, choć nie na całej długości). A
podczas przeprawy przez Wartę w Rogalinku zrobiło się już całkiem
klimatycznie.

Przez Rogalin
dotarłem do Mieczewa, a zaraz za nim musiałem dać ostro po
hamulcach na ten oto widok:
Przetarłem
zdziwione ślepia, ale tabliczka wciąż była w tym samym miejscu.
Zacząłem intensywnie analizować we łbie, o co tu kurna chodzi i w jaki sposób
ja, jako użytkownik drogi, który nawet na chwilę nie ma zamiaru
pojawić się w lesie, mam uważać. I przede wszystkim – na co i
na kogo? A może to pokłosie nagłaśniania nie tak wcale
wyjątkowych sytuacji, gdy jakiś nieogarnięty (a czasem i będący
pod wpływem) miłośnik rzezi nie potrafił odróżnić sarny od
rowerzysty, auta lub grzybiarza? Choć i tak nie wyjaśnia to, co ta
informacja ma zmienić w moim zachowaniu – na wszelki wypadek
jednak na te trzy czy cztery kilometry zdjąłem słuchawki i
rozglądałem się intensywnie, wypatrując i nasłuchując kul
świszczących mi koło kasku. Widocznie jednak chyba trafiłem na
jakąś przerwę od tego „szlachetnego sportu” i przeżyłem :) Na szczęście widok miałem ułatwiony, bo tam, gdzie niedawno był las, aktualnie zrobiono pustynię z pojedynczymi oazami :/
A już w domu
postanowiłem z ciekawości znaleźć informację, co to za
impreza się odbywała, ale o dziwo nic. Zero. Przeszukałem dostępne
w necie kalendaria i dupa. Za to przy okazji wgłębiłem się w
strony prowadzone przez miłośników "pozyskania”, czyli pisząc
wprost: mordowania z bezpiecznej odległości zwierząt przez tchórzy
z piórkami we łbach, i - mimo przykrej tematyki - bawiłem się
setnie. Polecam każdemu poczytać choćby jakieś wzruszające
wyznania myśliwych, którzy po masakrze, przepraszam: pokocie,
oddają cześć zwierzynie, przepraszam: tuszy, poprzez włożenie im
gałązki w pysk, co nazywa się "ostatnim kęsem". Myślę, że dzięki
temu jelonek z kulą w sercu czuje się szczęśliwszy :)
Potem już bez
specjalnych emocji dokończyłem kółeczko przez Kórnik, zemstę
Adolfa w Skrzynkach i Borówcu, Kamionki, Szczytniki, Koninko,
Jaryszki, Krzesiny, Starołękę i Lasek Dębiński do domu – tak
jak na Relive. Jechało się całkiem sympatycznie, głównie z
jednego, najbardziej istotnego powodu – wiatr był do ogarnięcia,
choć i tak upierdliwy.
Na puszczykowskiej
Grobli trwa wciąż cichy protest przeciw wycięciu tej pięknej
alejki. Tak on dziś wyglądał. Niestety wciąż wychodzi na to, że
temat jest nie do ruszenia i ta debilna DDR-ka zostanie rozbudowana
kosztem przyrody :/
Jakoś ostatnio ekologiczne wpisy mi wychodzą, co najlepsze - nie bywają zamierzone, a są wynikiem obserwacji rzeczywistości. Niestety.
Po południu jeszcze
wypad z Kropą, a że osiem kilometrów spaceru zahaczyło o powolne
zapadanie zmroku, to udało się załapać na budzenie się mgieł
przed nocą.
- DST 52.50km
- Czas 01:56
- VAVG 27.16km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 9.0°C
- Sprzęt Cross - ST(a)R(uszek)
- Aktywność Jazda na rowerze
Droga na rzeź
Piątek, 9 listopada 2018 · dodano: 09.11.2018 | Komentarze 47
Do wyjaśnienia tytułu przejdę pod sam koniec wpisu, podzielonego zresztą na dwie części - ta pierwsza będzie zdecydowanie bardziej optymistyczna niż druga...
Rano po spojrzeniu za okno ze zdziwieniem zauważyłem mokre ulice - a przecież padać nie miało. Na szczęście okazało się, iż tylko kropiło, musiałem więc jedynie zrezygnować z myśli o kręceniu szosą i odkurzyć crossa. Jak postanowiłem, tak zrobiłem i lekko przed dziewiątą rano ruszyłem na trasę.
Żałowałem tej szosy, bo słabo wiało i można by było się rozpędzić. A tak... Pozostawało człapanie tym moim czołgiem. Ruszyłem w mżawicy na wschód, z domu przez Lasek Dębiński, Starołęcką, Czapury, Babki, Daszewice i Kamionki, gdzie na chwilę skręciłem w kierunku lasu, bo chciałem zobaczyć, jaką okolicę nasi znajomi wybrali sobie do budowy chaty. Nie powiem, ładną. Jeszcze :)
Wróciłem do głównej trasy i skierowałem się na Borówiec, a następnie w kierunku Gądek i Robakowa. Byłem pewny, że będę musiał tam zawracać, bo niedawno wjechałem w sam środek remontu, a tu... niespodzianka. Taka mieszana. Bo:
- remont się (prawie) skończył - plusik;
- zakwitła DDR--ka, choć jeszcze w budowie - minusik;
- zbudowana jednak z asfaltu - plusik;
- ale każdy element stykowy z podjazdem na posesję jest z kostki. Nawet tam, gdzie jeszcze... nie ma posesji - minusik;
- tam, gdzie się remont kończy, zanika co prawda DDR-ka, ale dziury na drogach zostały - minusik.
Finalnie uznaję to za porażkę, ale dość honorową - 2:3 :)

Wjechałem sobie więc jeszcze do miejscowości Dachowa i Szczodrzykowo, tam sfociłem kolejny egzemplarz dwukołowca do kolekcji...
...i zawróciłem oraz popędziłem w kierunku domu, znów przez Robakowo.
No i tu dochodzimy do zapowiadanej drugiej części programu. Okazało się, iż śmieszkowy asfalt ciągnie się wzdłuż tej wiochy, do samego jej końca. Ok, tu nie narzekam, przyda się, ale zrobiłem jeden, dość poważny dla psychiki błąd - zatrzymując się, żeby zrobić zdjęcie na tle od zawsze mnie porażającego zakładu mięsnego firmy Sokołów, wyłączyłem na chwilę muzykę. W tym samym momencie dotarł do moich uszu kwik ogłuszanych świń, które za chwilę miały zostać zaszlachtowane - TIR-a i rampę widać w prawym górnym rogu. Ten dźwięk niestety był mi już znany wcześniej, jednak zmieszany z radosnymi "nawoływaniami" naganiaczy, którzy widocznie bawili się przy tym świetnie, wywołał u mnie porażające wrażenie. I tak, jak zazwyczaj mało co mnie rusza i jestem spokojny, tak teraz musiałem się wybluzgać na pełne gardło. Abstrahując od tego, że praktycznie wszystko jest tam na widoku, świnie, czyli istoty podobne bardziej inteligentne od psów, widzą w swoim życiu niebo tylko raz, podczas transportu do rzeźni, naszła mnie też myśl o tym, jakie to zwyrole wybierają przy prawie zerowym bezrobociu w Poznaniu pracę w takim miejscu... I niech mnie ktoś tu z kolei zarżnie, ale tego zdania będę bronił z pełnym przekonaniem.
Pozostało mi tylko szybko założyć ponownie słuchawki, znaleźć w telefonie najbardziej ciężką muzę (a mam w czym wybierać) i ruszyć do domu, przez Jaryszki, Krzesiny, znów Starołękę i Lasek Dębiński, tak jak na Relive. Nie ukrywam, że po drodze poszło jeszcze parę wiązanek w powietrze, którym oddycham wspólnie z resztą ludzkości. 
- DST 54.05km
- Czas 01:48
- VAVG 30.03km/h
- VMAX 50.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 209m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kondomisja
Czwartek, 8 listopada 2018 · dodano: 08.11.2018 | Komentarze 7
Kto pyta, nie błądzi. Kto nie ryzykuje, w Rawiczu nie siedzi. Kto jeździ rowerem swoimi ulubionymi, trasami... Ale o tym później :)
Dziś rano było zdecydowanie chłodniej, a jeszcze jakiś czas po starcie otaczała mnie lekka mgiełka. Czyli chyba jednak ta późna jesień staje się powoli faktem :/ Jednak w połowie drogi zrobiło się już nawet komfortowo i mogłem zamienić rękawiczki długopalczaste na standardowe, do czego optymistycznie przygotowałem się jeszcze w domu, ładując je zapobiegliwie do kieszonki. No i generalnie fajnie mi się kręciło, nawet mimo lubońsko-mosińskich korków.
Cel miałem taki, jak niecały miesiąc teraz - sprawdzić stan rozpieprzenia, zwanego potocznie remontem, "środkowego kondominium". W tym celu ruszyłem z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo i...
...wciąż dupa. Nie tylko tarka (zapewne wciąż przez całe siedem kilometrów, do samego Stęszewa), ale i wahadła. Jeszcze trochę i z powyższego ujęcia powstanie seria "lato - jesień - zima - wiosna", jak dobrze pójdzie... Jak nie, to za rok zrobię zdjęcie rocznicowe.
Nie pozostało mi nic innego, jak zawrócić i nadrobić kilometry skręcając do Będlewa, tam nawrotka przez miejscowość, która zupełnie nie wiadomo czemu wśród przyjezdnych wywołuje uśmieszek...
...i nastąpił powrót swoimi śladami.
W Łęczycy od wczorajszego sprzątania na śmieszce czyściutko, aż miło. Można? Moszna :) A że miesiąc za późno? Widocznie wcześniej nie można, bo co to za sezon na liście bez gleby? :)
Na pewno główny zainteresowany też nie narzekał :)
Tutaj Relive.
- DST 55.20km
- Czas 01:55
- VAVG 28.80km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 220m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Klaksofonicznie - WPN raz jeszcze tej jesieni
Środa, 7 listopada 2018 · dodano: 07.11.2018 | Komentarze 16
Kolejny pogodowy
dzień świra za mną. Znów wyjechałem na wschód, znów pogoda
była zacna, ale znów zostałem na polach wydmuchany konkretnie
przez wmordewind, co przełożyło się na średnią. Jednak mimo
wszystko wciąż listopad póki co uznaję za wybitnie nienaturalnie
pozytywny.
Wykręciłem
„mumina” w wersji: dom – Hetmańska – Starołęka - Krzesiny
– Jaryszki – Koninko – Sypniewo – Głuszyna – Babki –
Czapury – Wiórek – Rogalinek – Mosina – Puszczykowo –
Łęczyca – Luboń – Poznań. Zauważyłem jeden pozytyw – ktoś
w końcu wpadł na pomysł oczyszczenia śmieszki w Łęczycy (widać
to na Relive), co wprawiło mnie w niemały szok. Ale w sumie dzięki
:)
Na ulicy Mocka,
prowadzącej do Mosiny, usłyszałem za sobą mój ukochany dźwięk
klaksonu, ale że nie wiedziałem, o co może chodzić, to najpierw
sprawdziłem, czy na przykład nie pękły mi rowerowe gacie, potem
czy nie odpada coś z roweru, a w końcu spojrzałem za siebie. A
tam… jakaś niepierwszej młodości istota płci (chyba) żeńskiej
zaczynała już manewr nie tylko wyprzedzania, ale i machania łapami
ze wskazaniem na pobocze, co zapewne miało oznaczać, iż według
niej istnieje tam ścieżka rowerowa. Żeby zobrazować abstrakt
sytuacji, focia:
Przypomnę –
jechałem szosą :) Nawet nie chciało mi się reagować, puknąłem
się więc jedynie znacząco w kask i olałem temat. Usłyszałem
jeszcze trzy klaksonowe pierdnięcia i tyle. Ludzie to mają
wyobraźnię :)
No i na koniec troszkę o wczorajszym wypadzie do Wielkopolskiego Parku Narodowego - już niestety nie tak kolorowego jak niedawno, jednak jedenaście kilometrów wleciało całkiem sympatycznie. Co się nie zmienia w WPN? Mostki i zasoby patykowe dla Kropy :) Trafiłem nawet na wyjątkowo ładne miejsce w Luboniu (!) o nazwie Kacze Doły, ale tym razem wstrzymam się od politycznego komentarza :)


















- DST 53.60km
- Czas 01:52
- VAVG 28.71km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 231m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wiatrołomnie
Wtorek, 6 listopada 2018 · dodano: 06.11.2018 | Komentarze 9
Dzisiaj ponownie wpis "na krótko" bo czasu na rozwijanie się brak. Wiem, wiem, niektórzy uważają to za błogosławieństwo :)
Przede wszystkim trzeba napisać, że wiało jak sam s... eee... że mocno wiało :) Nawet mimo wybrania jednej z moich ulubionych tras na wschód, czyli KóKó (kółko: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Mieczewo - Kórnik - koszmar betonowych płyt w Skrzynkach i Borówcu - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom), w znacznej części prowadzącej przez lasy, zostałem pokonany przez wredny wmordewind. Życie.
Natomiast poza tym "detalem" było całkiem ładnie i sympatycznie. Wciąż i o dziwo.
Odkryłem dziś atak klonów. Okazało się bowiem, że w Łęczycy dziadygi się mnożą - tego "klasycznego" minąłem z daleka podczas olewania śmieszki w Puszczykowie, natomiast trochę wcześniej wyprzedziłem innego, ewidentnie nowszy model. Zobaczymy co będzie dalej...
Po południu jeszcze wypad z Kropą do Puszczykowa i Lubonia, łącznie 11 kilometrów spaceru Nadwarciańskim. Dzisiaj już nie mam czasu (tak samo z zaległościami na BS, obiecuję nadrobić, no chyba że jakimś cudem się wyrobię), ale jutro postaram się wkleić kilka zdjęć.
TUTAJ Relive.
- DST 53.20km
- Czas 01:50
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 225m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bez głębszych
Poniedziałek, 5 listopada 2018 · dodano: 05.11.2018 | Komentarze 10
Dziś wyjazd spod znaku pogody w sumie ładnej, a jednak upierdliwej, Bo niby fajniusio i cieplusio, ale wiaterek tak sprytnie kręcił, że mnie zakręcił i tulił mi się do pyska niemal przez cały czas. Ten typ tak ma, to już dawno stwierdziłem...
Wykonałem "mumina" w wersji: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Wiórek - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Lasek Dębiński - dom. Mógłbym napisać, że bez przygód, ale korki były dziś wyspecjalizowane i czekały na mnie tam, gdzie zazwyczaj ich nie ma, czyli na przykład na bocznych uliczkach w Luboniu, którymi się poruszam, żeby ominąć... korki. No i walka "liście kontra ja" wciąż trwa, na razie przegrałem jedną bitwę, pozostałe póki co na moją korzyść :)
Rok Rzeczypospolitej Mosińskiej powoli się kończy, W sumie szkoda, bo do stolicy miałem (jeszcze mam) zaledwie piętnaście kilometrów ;)
Wpis krótki i bez głębszych reminiscencji - jestem zmasakrowany po dzionku w pracy.






