Info
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj2 - 3
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 55.10km
- Czas 02:12
- VAVG 25.05km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 620m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Perłowo
Czwartek, 7 marca 2019 · dodano: 07.03.2019 | Komentarze 25
Plan na dzisiejszy wyjazd był taki, że wstaję wcześnie i wracam wcześnie.
No to... był :)
Gdy już wstałem i miałem ruszyć, okazało się, że jest do wykonania mega pilna misja o krytponimie "działka". Głupio było odmówić, choć uważam, że to miejsce się marnuje - za dużo do kopania, za mało do jedzenia. Już nie mówiąc o piciu :)
W każdym razie zamiast kręcić, spędziłem sobie godzinkę grzebiąc w ziemi. Przynajmniej widoczek miałem znad niej przyzwoity.
Koło dziewiątej zostałem "już" uwolniony, a że byłem, gdzie byłem, to postanowiłem nawiedzić od bachorstwa miłą mi miejscówkę, czyli Perłę Zachodu, słynnym, wąwozowym szlakiem wzdłuż Bobru.




Potem zjechałem do Siedlęcina, żeby.... wjechać do Siedlęcina, godnym podjazdem zakończonym drogą numer 30, którą wróciłem do Jeleniej. Nastawiałem się na fajny falmaks, ale dość silny wiatr miał inne plany :)
No właśnie, wiało ze wschodu, ku mej radości mogłem więc dalej ruszyć w tym właśnie kierunku, czyli znów w Rudawy. Przez Łomnicę, Wojanów i Bobrów do Trzcińska.



Stamtąd moją ulubioną Przełęczą Karpnicką do Karpnik. Bylem przygotowany po wczorajszym kursie na to, co zastanę, więc tym razem nie kląłem w przestrzeń.

Gnoje.
Sama końcówka to Krogulec, Bukowiec, Mysłakowice i w końcu Jelenia Góra.

Tyle, bez spektakularnych widoczków i relacji, bo jestem wykończony. W końcu urlop :)
A po południu jeszcze kilka kilometrów spaceru (dojazd już nie rowerem) wyhaczoną przeze mnie wczoraj ścieżką prowadzącą z Mniszkowa do Miedzianki. Genialna trasa.
Relive jak zwykle pod linkiem, a gps poniżej.
BS po wczorajszej awarii nie jest w stanie wrócić do pionu. Nie widzę na przykład komentarzy na mailu, więc jeśli nie odpiszę komuś na coś, to z góry się tłumaczę siłą wyższą :)
- DST 51.70km
- Czas 02:04
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 55.00km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 918m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Na koniec Końca
Środa, 6 marca 2019 · dodano: 06.03.2019 | Komentarze 7
Zaległy urlop ma to do siebie, że... jest zaległy. I nawet jak się nie za bardzo chce go wykorzystać w takim na przykład marcu, to trzeba to zrobić, bo później nie będzie kiedy. Dzięki temu udało się wczoraj późnym wieczorem wylądować w Jeleniej Górze, na krótko co prawda, ale jednak.
Po średnio przespanej nocy (psy szalały) ruszyłem na rower od razu, gdy udało mi się go ogarnąć oraz wypić kawę i coś przegryźć, czyli przed dziesiątą rano. W lekkim półśnie zacząłem zaliczać jeleniogórskie koreczki i czerwone światła, a także lekko się budzić, dzięki zachowaniom jak zwykle nieocenionych w swym chamstwie dolnośląskich kierowców (jest tu nawet gorzej niż w Wielkopolsce).
Wiało z południa i wschodu, umiarkowanie, więc bez szaleństw w którąkolwiek ze stron, ale upierdliwie. Postanowiłem zaliczyć kursik po moich ukochanych Rudawach, bez konkretnego planu, co skończyło się dość ciekawą wspinaczką pośrodku. Ale o tym za chwię.
Na początek zaliczyłem objazd Łomnickiej przez Dąbrowicę ("podziwiając" koszmarną fabrykę papieru), a następnie już widokowo znacznie lepsze okolice Wojanowa, skąd wspiąłem się na Jasiową Dolinę i wróciłem do Jeleniej na wysokości Maciejowej. Stamtąd główną do Radomierza, gdzie w końcu dobrze widać było słynne walory Rudaw :)

Potem było z górki do Janowic, ale dzięki wietrzykowi jakby pod górę. Gdy już minąłem przejazd kolejowy, spojrzałem w lewo na napis "Miedzianka" i już miałem zacząć podchodzić do wspinaczki, ale przypomniałem sobie, że jeszcze w życiu nie bylem rowerem w Mniszkowie (wstyd!). No to... czas nadrobić :)
Cóż napisać.. Polecam każdemu. Pięć kilosów ostrej wspinaczki z dość sporym fragmentami nachyleniem...

...musi nęcić. Tym bardziej, że perspektywa powrotu jest generalnie tylko jedna, gdyż...
No właśnie :) Powyższa tablica jest na samym początku niezwykle pięknie położonej wsi, gdzie było suchutko, nawet zieloniutko. Za to jakieś trzy kilometry dalej, gdy dotarłem do drugiej...
...faktycznie, niewiele można, bo lód pod śniegiem ciut zniechęcał. Ale próbowałem :)
Tam na górze wypiął mi się licznik i spędziłem dobre pięć minut na jego szukaniu. Ostatnio to jakieś moje zajęcie dodatkowe przy kręceniu :)
Zjazd to poezja. 
To znaczy byłby nią, gdyby nie spora ilość zakrętów wymieszanych z piachem, które nie poprawiały komfortu. Do tego doszła jeszcze bezmyślność jakiegoś robola, który tak mądrze wyłaził tyłem z samochodu, że gdyby nie mój krzyk, pewnie byłby teraz na SOR-ze, a ja w serwisie rowerowym. Z czego to drugie byłoby prawdziwą tragedią :) Aha, podczas owego zjazdu wyprzedziłem... szoszona, lekko zdziwionego tym faktem, jednak jako miłośnik wąskich kółek zdecydowanie jestem w stanie go wytłumaczyć na takiej drodze - rozpędzanie byłoby zbyt ryzykowne.
Powrót to już klasyka - Janowice Wielkie, następnie Trzcińsko...
...Przełęcz Karpnicka...
...Karpniki...
...i przez Łomnicę do Jelonki. Jak na pierwszy dzionek - miło było. Szkoda tylko, że od jutra pogoda ma się spieprzyć.
Aha, między Dąbrowicą a Wojanowem, niedaleko glinianek, napotkałem taki oto sympatyczny przybytek z napisem "Siądź gościu i poczytaj sobie".
Miło? Niby tak. Ale zrobiłem kardynalny błąd, spoglądając na to, co owemu gościowi jest tu serwowane, obok neutralnych gazetek turystycznych z rejonu oraz poradników pszczelarskich:

Hehe, a mogło być tak pięknie :) Kusiło, żeby wziąć, ale nie wiedziałem, czy można :) Poza tym wspomniany autor z ostatniej fotki ma ciekawsze książki w swoim dorobku: "Strach być Polakiem", "Jedwabne geszefty" czy " Żydowskie oblężenie Oświęcimia" :)
Relive TUTAJ. A trasa GPS z Endo poniżej.
- DST 53.10km
- Czas 02:00
- VAVG 26.55km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 187m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
MeTooŚ
Wtorek, 5 marca 2019 · dodano: 05.03.2019 | Komentarze 4
Dziś ponownie króciutko, bo o traumie nie ma za wiele pisać :) Ale czas spojrzeć jej w oczy - zostałem dziś chamsko, ordynarnie i klasycznie zgwałcony. A co najmniej zmolestowany.
Przez kogo? Ano przez wiatr. Jego zły, paskudny dotyk wciąż boli, ale staram się być dzielny. I też - nie ma co ukrywać - tak jak część uczestniczek hasztagowania spod znaku "me too", odniosłem z tego pewne korzyści podczas powrotu, jednak - jak da się zauważyć po średniej - nie zrekompensowały one masakry z pierwszej części jazdy.
Trasę wykonałem nieskomplikowaną: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Będlewo i z powrotem swoimi śladami. Co warte uwagi, jechałem pod podmuch, potem chwilę z podmuchem, a potem pod podmuch. Tak po swojemu :)


Taaa... uliczka idealnie podsumowująca dzisiejszy nastrój do jazdy :)
A ten piesek z tyłu konkretnie mnie oszczekał na światłach :)
- DST 52.10km
- Czas 01:53
- VAVG 27.66km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 166m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Struśnie
Poniedziałek, 4 marca 2019 · dodano: 04.03.2019 | Komentarze 8
Dzisiaj krótko i niekomplikowanie, gdyż podczas porannego wypadu głównie
ziewałem, a działo się niewiele. Prócz jednego, jedynego wyjątku, czyli naszego (rowerzystów) ulubionego pieszczoszka - wmordewindu, silnego ponad normę, a upierdliwego jak najbardziej w normie. Dzięki temu moje chęci do jazdy skończyły się z grubsza gdzieś na pierwszym kilometrze (nooo, może drugim) i nie wróciły, co ponownie widać po średniej.
Wykonałem południowo-zachodniego "cosia": Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.


Na wysokości Dopiewca byłem tak wymęczony, że postanowiłem się posilić czymś małym, zawitałem więc do... Strusia. To jakaś lokalna marka dominująca, która ewidentnie zjadła Żabkę, bo tej tam nie uświadczysz :) Cóż mogę napisać - trochę szkoda, bo średniej jakości jagodzianka za 2,35 PLN oraz poziom obsługi trzyma poziom wspomnianej. Niewygórowany :) Ale może po prostu miałem dziś pecha, bo ostatnio jedna z pań była bardziej zainteresowana zauważeniem mnie, a Snickers smakował standardowo :)
Jutro pogoda ma być gorsza, a do tego bardziej wietrzna :/
- DST 55.00km
- Czas 02:02
- VAVG 27.05km/h
- VMAX 60.60km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 265m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dwupak z WPN-em w tle
Niedziela, 3 marca 2019 · dodano: 03.03.2019 | Komentarze 12
Intensywny, a nawet rzekłbym męczący był ten dzień. Począwszy od wstawania, które szło mi wybitnie opornie :) A później było już z górki. A właściwie pod górkę. Ale po kolei.
Najpierw rowerowanie. Ruszyłem po dziesiątej, szosą, choć nocne opady i jakieś pojedyncze ranne siąpienia sugerowały raczej czołg. Założyłem jednak element szpecący, czyli błotnik, i zdałem się na aurę. A ta zamiast deszczu zafundowała mi wietrzny koszmar, o którym naprawdę nie chce mi się za wiele pisać. Dość, że gnoił mocno z każdej możliwej strony, byle mi nie pomóc. Koniec tematu, bo zły dotyk boli cały wieczór :)
Wykonałem klasyczne "kondominium", ale w wersji odwrotnej niż zazwyczaj: Poznań - Komorniki - Szreniawa - Trzebaw - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. A przy okazji - w ramach jeszcze większego skopania średniej - kursik Pożegowską na Osową Górę. Dzięki temu fałmaks jest jedynym pozytywem tego wypadu.

W Stęszewie w końcu sprawdziłem, ku czci kogo jest tablica pamiątkowa przy drodze oraz rosnące dęby (ofiar Katynia)...
...oraz zachciało mi się pozwiedzać boczne uliczki, przez co wylądowałem (niemal dosłownie) w dupie, czyli na obwodnicy miasteczka, co oznaczało jedno - polski śmieszkowy klasyk. Pewnie bym go olał, ale akurat przy drodze stał radiowóz (przypadek?), więc nie było wyjścia. Za to mogłem sobie odświeżyć pamięć i przypomnieć, czemu od wieków wolę telepać się przez centrum niż po tym czymś, oczywiście obowiązkowo poprzedzonym zakazem jazdy rowerem.

Aha, spotkałem też prawdziwego Anglika :)
Wróciłem zmasakrowany, ale czekała mnie jeszcze popołudniowa misja - Żona pracowała w domu, a ja wziąłem na siebie wymęczenie Kropy na spacerze. A nie ma lepszej miejscówki w okolicy niż Wielkopolski Park Narodowy, jak powszechnie wiadomo :) Wykonałem testową "pętelkę lekki hardkor", czyli trzynaście kilometrów piechotką, już w zimnie i momentami sporym deszczu, ze startem i metą w Łęczycy, przez Wiry, pola prowadzące do Puszczykowskich Gór, następnie same wspomniane, a także kilka dobrych kilometrów Nadwarciańskim. Oj, bawiłem się setnie, tak samo usyfiłem na polach, a pies aktualnie śpi i wstać nie zamierza, zapewne do jutra :)
Kilka fotek. Szkoda, że jeszcze nie ma barw lata czy jesieni... 






Jestem ciekawy, czy to zdjęcie w wersji czarno-białej tylko mi nasuwa pewne skojarzenia?
Oczywiście wspiąłem się na ten uroczy wytwór ludzkiej ewolucji, pozwalający na mordowanie bez ryzyka o swoje - zapewne niezwykle cenne dla świata - życie. Choć widząc u jego stóp takie elementy...
...miałem pewne obawy, co będzie na górze. Ale spokojnie, kulturka, ładnie wyściełane, osłonione od wiatru, komforcik. Za dużo jednak czasu na "podziwianie" nie miałem, bo panikara na dole żyć nie dawała :)
A na koniec - Izka, co to miała żabi mózg.
- DST 54.10km
- Czas 01:55
- VAVG 28.23km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 216m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kóreczko
Sobota, 2 marca 2019 · dodano: 02.03.2019 | Komentarze 12
Kolejny dzionek, gdy chciałoby się dalej, a nie było jak. Wniosek - praca to zło. Zresztą znany od dawna :)
Ruszałem między ósmą a dziewiątą - pogoda jeszcze wtedy dupy nie urywała. Było z grubsza pochmurno, zimno, nieprzyjemnie, umiarkowanie wietrznie, choć oczywiście ciągle w pysk. A że byłem jeszcze senny, to kompletnie bez napinki wykonałem "kóreczko": Dębiec - Lasek Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Borówiec - Skrzynki - Kórnik - Mieczewo - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Mimo wczesnej pory, rowerzystów maści wszelakiej mijałem w ilościach mnogich. Oraz konfiguracjach wszelakich: solo, w parach, no i oczywiście ustawki. Co ważne, to jeszcze ten miesiąc, gdy każdy macha i pozdrawia. Jeszcze :)
W Borówcu wciąż nic się nie zmienia - jak zemsta Adolfa straszyła mi koła przez około kilometr, tak straszy. Ktoś jedynie wylał sobie kawałek asfaltu przy wjeździe do posesji i otoczył je biało-czerwonymi słupkami, więc z grubsza wygląda to miejsce jak przejście graniczne Polski z Ukrainą :)
A tak w ogóle to nie mogę napisać, żeby moje wypady skazane były na nudę, przynajmniej widokowo. Ciągle coś się zmienia, robi się bardziej przejrzyście, jasno, słonecznie, normalnie same plusy. Polska - taka piękna :/

Do tego drugiego widoczku zrobiłem dziś wyjątkowo fotkę panoramiczną. Jeszcze niedawno, gdy jechałem sobie drogą po prawej, po lewej miałem gęsty las. Teraz można śmiało wyprowadzać wielbłądy.
W Luboniu trafiłem na parowóz, rzecz niestety od jakiegoś czasu rzadko spotykana na wielkopolskich torach. I cóż, byłaby pewnie fajna fotka, ale... luboński urok niestety ją przykrył :)
Nie da się ukryć, nie jest to pojazd ekologiczny :)
- DST 53.20km
- Czas 01:53
- VAVG 28.25km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 142m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Potężna SS-ka
Piątek, 1 marca 2019 · dodano: 01.03.2019 | Komentarze 4
Z okazji Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych wykonałem dziś Potężne SS :) Nie żeby tematyka jednego i drugiego była tożsama, ale jeśli miesza się w jednym kotle osoby zacne i szlachetne, jak Pilecki i Inka, ze zbrodniarzami wojennymi, takimi jaki Kuraś czy Rajs, zamiast wysłać tych drugich na śmietnik historii (i to taki mocno śmierdzący), to... A zresztą, dość na dziś wstawek polityczno-historycznych :)
Wspomniana Potężna SS-ka to test nowych-starych szlaków w innym wydaniu, czyli kursik głównie serwisówkami wzdłuż S11, z Poznania przez Plewiska, granice Skórzewa, Dąbrowy, dalej Lusowo i Batorowo do SS-ki, czyli łącznika Swadzimia i Sadów. Tam nawrotka i powrót z grubsza swoimi śladami, choć zdradziłem część serwisówek dla kursu przez Zakrzewo (mniej kręciołek na wiaduktach).

Nie brakowało w całej tej pustynnej wyprawie momentów, gdy można było zapomnieć o wszystkim i zatopić w leśnej głuszy. Eeee.... kiedyś można było.
Ale fakt, tu trzeba przyznać, że chociaż coś posadzili w zamian.
Jak zwykle podziwiałem śmieszkę z cyklu "fale Dunaju plus piaseczek gratis" w Batorowie. Oczywiście na odległość :)
O, i w końcu udało mi się (choć niewyraźnie) uchwycić na zdjęciu klasyczny kierunek wiatru, z którym borykam się na co dzień :) 
Relive TUTAJ.
- DST 52.30km
- Czas 01:55
- VAVG 27.29km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 174m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Święta, święta... :)
Czwartek, 28 lutego 2019 · dodano: 28.02.2019 | Komentarze 11
Ha! Nadszedł w końcu ten dzień! Wyczekiwany przez cały rok, jedyny w swoim rodzaju - najfajniejszy dzionek pośród wszystkich 365 (a czasem nawet 366). A i przy okazji - jedyne święto, które uznaję. Czyli tłusty czwartek :)
Gdy rano ruszałem, co prawda jeszcze o pustym żołądku, wyjątkowo miałem w głowie przybliżoną ilość kalorii, które muszę spalić, żeby wyjść z bilansem na zero. Niestety wyszło mi z kalkulacji, iż powinienem kręcić nie dwie godziny, a całą dobę. Realne to nie było, bo w samo południe miałem być w pracy, stwierdziłem więc, iż mam to w... pączku :)
Nagroda czekała, a jakże :) 
Na razie trzy z powyższych zmieniło swój stan ze stałego na... hmmm... inny :)
A co do samej jazdy... Postaram się jak najkrócej, bo to był koszmar, oczywiście przez wiatr, który wrócił, i uderzył pełną parą. I - znów oczywiście - gdy jechałem na południowy zachód, to wiało z południowego zachodu, a gdy skręciłem na północny zachód, gnój zrobił to razem ze mną. I i tak w tym momencie moja średnia oscylowała koło dna totalnego, a do końca niewiele się w tym względzie zmieniło.
Trasa to zachodnie kółeczko: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice (wahadło) - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Relive TUTAJ.
W Wirach, czyli gdzieś na początku jazdy, zachciało mi się powietrza innego niż tego pełnego od spalin, zawitałem więc na chwilę do lasu. Uwielbiam te momenty.
Zatrzymałem się też przy drodze między Trzcielinem a Dopiewem, w celu wykonania fotki potwierdzającej, że wiosna faktycznie powoli do nas drepcze.
Już miałem odjeżdżać, ale spojrzałem na drzewo po prawej. I niestety musiałem zrobić ostatnie namaszczenie. Jak widać po liczbie - znalazłbym tu jeszcze kilka przyszłych trupów :/
W Plewiskach wylądowałem za traktorem, który ani mi przeszkadzał, ani pomagał, bo wiało z boku. Zainteresował mnie jednak jeden patent, widoczny tu dość słabo - to zwisające czerwone coś zamontowane było na dość długim pręcie, który znajdował się idealnie na wysokości mojej głowy. Ciężko o lepszą motywację do zachowania odstępu :)
A tu widoczny od tyłu wpieprzacz z podporządkowanej - nie wiem, który z duetu Błażej & Roman siedział za kierownicą, ale z pewnością mogę stwierdzić, że nie powinien w ogóle z takim podejściem do przestrzegania przepisów.
Na koniec zagadka: co to za uroczy budynek widoczny w centralnej części zdjęcia (ten z gigantycznym kaloryferem na boku)? :)
- DST 52.25km
- Czas 01:48
- VAVG 29.03km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 202m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
U(j)dziec
Środa, 27 lutego 2019 · dodano: 27.02.2019 | Komentarze 6
Mimo że było dziś rano zimniej niż wczoraj, jechało mi się o wiele lepiej. Oczywiście to skutek błogosławieństwa w postaci zmniejszonej siły wiatru, może jeszcze nie do takiej pożądanej (czyli zerowej), ale już przynajmniej nie łbourywającej. Czyli u(j)dziec.
Z chęcią bym skorzystał również z popołudniowego afrykańskiego ciepła (podobno było nawet coś koło dziesięciu stopni), lecz niestety nie było mi dane, z prozaicznego jak zwykle powodu, czyli konieczności zawitania w samo południe z robocie. Tym samym jechałem przy plus czterech, które też jakąś tragedią nie były.
Wykonałem "kondominium": Poznań -Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Witobel (tam dwa wahadła pod rząd) - Stęszew - Dębienko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Od Komornik aż prawie do samego Poznania jechałem sobie bark w bark z jakąś paniusią, co to na ograniczeniu do osiemdziesięciu jechała równe czterdzieści. Jako że droga jest tam szeroka, a samochody lubią się rozpędzić, nie ryzykowałem wyprzedzania w wersji klasycznej, tylko wykonywałem to poboczem. I tak raz ja, raz ona, byliśmy na prowadzeniu, ale że takie zachowanie nie wydawało mi się do końca normalne, to w końcu dałem po hamulcach i pozwoliłem dalej "pędzić" królowej szos.
Starałem się również rozwikłać w Łęczycy tajemnicę pewnego zakazu, którą ostatnio odkrył na moim zdjęciu kolega Lapec. Co ustaliłem? Ano niewiele - wiadomo tyle, że na końcu śmeszkowej odnogi znajduje się oczyszczalnia ścieków. Wiadomo, że nieupoważnionym wstęp wzbroniony, lecz dopiero kawałek dalej, od samej bramy. Jednak zrozumienie tego, co autor miał na myśli, gdy ustanawiał zakaz ruchu pieszych na... chodniku, za choinkę nie ogarniam :
- DST 52.00km
- Czas 01:55
- VAVG 27.13km/h
- VMAX 52.80km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 230m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Niechcic
Wtorek, 26 lutego 2019 · dodano: 26.02.2019 | Komentarze 13
Ten wpis miał - jak zwykle - być dłuższy, ale zostałem tak zmasakrowany w pracy (fizycznie i psychicznie, dziękuję, drodzy rodacy), że ograniczę się do kilku zdań. Przynajmniej Bikestats będzie miał trochę lżej na nowym serwerze :)
Kurs był na północny zachód, czyli przez miasto, które już na start zamordowało mi średnią i nie chciało oddać. Trasa to w szczegółach: Dębiec - Górecka - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Koszalińska - Kiekrz - Rogierówko - Sady - Swadzim - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Junikowo - Kopanina - Świerczewo - Dębiec.
Wiało tak bardzo zimnym złem, że... nie chce mi się o tym pisać :)
Na Golęcinie zamknął mi się centralnie przed pyskiem szlaban, a że nie miałem wolnej pół godzinki na oczekiwanie, to odkryłem, iż jest taka ulica jak Dojazd (strasznie paskudna), którą wykonałem objazd. Gdy jechałem sobie mega ruchliwą Lutycką, wyskoczył mi przed koła... dziki bażant. Dość rzadko spotykany. Niestety gnojek był za szybki na fotę. A kiedy - już pod sam koniec - dojeżdżałem do rogatek na Kopaninie, oczyma wyobraźni widziałem, co się za chwilę wydarzy. I oczywiście się wydarzyło - dziesięć minutek oglądania szlabanu i tyłu karetki minęło nawet dość szybko :)
Relive TUTAJ, a klasyczna fotka z Koszalińskiej o tu, tu...






