Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.60km
  • Czas 01:43
  • VAVG 30.64km/h
  • VMAX 60.60km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 194m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

SpoKondominium

Niedziela, 26 maja 2019 · dodano: 26.05.2019 | Komentarze 15

Od czego by tu zacząć... O, mam. Wiało :) I to całkiem konkretnie, czego dowodem niech będzie dzisiejszy fałmaks, wcale nie osiągnięty gdzieś podczas zjazdu z Osowej Góry (na której nie byłem), tylko na ulicy Głogowskiej w Poznaniu. Skoro przez chwilę dmuchało w plecy, aż żal było tego nie wykorzystać.

O dziwo nie będę narzekał, bo powiewy w miarę sprawiedliwe rozłożyły mi się po drodze i kierunek południowo-zachodni z grubsza był utrzymany. Wykonałem więc przed pracą, tylko trochę się wkurzając, niemal klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Witobel - Stęszew - Dębienko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Pogoda - prócz powiewów - była godna, Nie za ciepło, nie za zimno, czyli tak jak lubię. Mamy przecież niby klimat umiarkowany, więc choć raz na jakiś czas możemy mieć normalne wartości na termometrze. Poza tym nie padało, co jak wiadomo ostatnio jest powodem do co najmniej lekkiego zdziwka :)


Niestety dzisiaj nie napatoczył mi się przed koła żaden rozsądnie cisnący ciągnik, więc musiałem liczyć jedynie na siebie. Jakoś poszło.

Moja ulubiona abstrakcja z Dymaczewa Starego wciąż trzyma się mocno :) A w sumie jakościowo niewiele odbiega od sporej części niby bardziej utwardzonych polskich DDR-ek...


No i wybory - przypominam tym, którzy jeszcze nie poszli do urn. Ja oczywiście byłem, co polecam każdemu, bo jeśli ktoś przez swoje lenistwo nie rusza swoich szanownych czterech liter do urny, niech potem nie marudzi, że jest mu źle. No a ja, od kiedy mam taką możliwość, oddaję swój głos zgodnie z wytycznymi ustawy o co najmniej dwóch przecinających się kreskach. Jak najbardziej legalnie i z coraz większą wprawą :)




  • DST 54.00km
  • Czas 01:44
  • VAVG 31.15km/h
  • VMAX 51.10km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 133m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dzionek sprawiedliwości

Sobota, 25 maja 2019 · dodano: 25.05.2019 | Komentarze 11

Wiało :)

Wiem, w tym momencie część tu zaglądających zrezygnowała z dalszego czytania, lecz i tak się rozwinę, w tym nawet pozytywnie, z minimalnym poziomem marudzenia :)

Najpierw jednak o trasie, wykonanej rano przed pracą. Była z grubsza zbliżona do tej wczorajszej (jednak ciut smuklejsza wizualnie), ale wykonana odwrotnie: z Poznania przez Plewiska, potem Gołuski, Palędzie, Dopiewiec, Dopiewo, Fiałkowo, Więckowice, Sierosław, Zakrzewo, Dąbrowę i Plewiska do domu. Jest ona tak nudna, że nawet nie było po co się zatrzymywać, żeby zrobić zdjęcie, więc rowerowe jest tylko jedno, z najbardziej klasycznej codziennej sytuacji :)

Nadszedł czas na wspomniany pozytyw - jako że duło z zachodu, ale zbyt często również z północy, to po pokonaniu pierwszego odcinka, na wysokości Dopiewa, miałem przed oczami perspektywę orania już tylko i wyłącznie pod wiatr. A tu proszę, czekała mnie sympatyczna niespodzianka w postaci takiej oto kolubryny:


Pociągnąłem się za nią od Dopiewa do Więckowic (tam się niestety rozstaliśmy), czyli dobrych kilka kilometrów, które były najcudowniejszym momentem wycieczki, bo ciągnik (nie wiem jaka to marka) dzielnie wyciągał 30+ na najbardziej odsłoniętym fragmencie. Niniejszym dziękuję :) Dzięki temu między innymi średnia całkowita wyszła taka, jaka być powinna o wiele częściej, ale jak wiadomo taki dzionek sprawiedliwości jest jedynie wyjątkiem potwierdzającym regułę. A może to z okazji daty? Choć nie do końca wiem, czy to, że 25 maja jest Dniem Stemplarza, Piwowara oraz Mleka, już nie wspominając o Dniu Ręcznika, ma z tym jakikolwiek związek :)

Na uszach miałem dzisiaj... Britney :)

Relive TUTAJ.




  • DST 52.80km
  • Czas 01:49
  • VAVG 29.06km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 123m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jakotakizm

Piątek, 24 maja 2019 · dodano: 24.05.2019 | Komentarze 22

Czarnuch to Czarnuch, fajnie się na nim kręci, ale jednak miło było w końcu posadzić cztery litery na czymś mniej stabilnym i twardym, czyli szosie. Nie da się ukryć, że jednak to mi sprawia najwięcej przyjemności :)

Pogoda się znacznie poprawiła - było sympatycznie ciepło, nie padało. Tu narzekać nie mam prawa. A na co mam prawo? Oczywiście na wmordewind :) Towarzyszył mi gnojek na każdym kilometrze, praktycznie bez wyjątku, jedynie czasem ustępując pola wrednemu boczniakowi. Grrrr... Przez to nie dodaję dzisiejszego wypadu do kategorii "dzieńdobrowych". To raczej "jakotakizm".

Trasę stanowiła zachodnia pętelka: Poznań - Plewiska - Junikowo - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - serwisówki - Plewiska - Poznań.

To biedne drzewo - jak widać - niedługo pójdzie pod nóż. Szkoda, bo choć faktycznie na oko nie jest już w najlepszej kondycji (lecz i tak wydaje się solidniejsze od krzyża), to jednak co roku jakoś jeszcze dzielnie kwitnie.

Po południu - gdy już ogarnąłem wszystkie zaległe sprawy z terminem "na przedwczoraj", jeszcze udało się pyknąć z Żoną i psem do WPN-u, choć głównym celem było pokazanie jedynej w Luboniu miejscówki, na widok której nie ma się odruchu wymiotnego (a wręcz przeciwnie), czyli Kocich Dołów (zwanych też czasem Kaczymi). Podobało się :)
Kocie Doły
Śmieszka - Kocie Doły
Silna grupa pod ptasim wezwaniem - Kocie Doły
Rodzinny spacer - Kocie Doły
Latać, pływać... - Kocie Doły
Należy pamiętać, żeby przy najbliższej planowanej akcji wyburzania Lubonia zostawić tę miejscówkę w spokoju :)
 
A Kropa? W swoim żywiole :)
Krop(y) smiling :)




  • DST 54.00km
  • Czas 02:09
  • VAVG 25.12km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 12.0°C
  • Podjazdy 252m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wiatrysyn

Czwartek, 23 maja 2019 · dodano: 23.05.2019 | Komentarze 21

Czarna pogodowa seria od wczoraj trwa, naturalne więc, że do dzisiejszej jazdy wybrany został ponownie Czarnuch. Po pierwsze ciemne chmury groziły potencjalnym deszczem (finalnie trafiło mnie jedynie kilka kropel), po drugie wiało jak sam wiatrysyn (takie pojęcie uknułem podczas z góry przegranej walki z mega mocnym północnym - oczywiście z wariacjami, żeby nie było za łatwo - podmuchem). A po trzecie... fajnie się bawię podczas jazdy tym czołgiem :)

Wykonałem kółeczko w wersji: Dębiec - Górecka - Grunwald - Jeżyce - Niestachowska - Obornicka - Suchy Las - Jelonek - Złotniki - Złotkowo - Sobota - Rokietnica - Kiekrz - DK92 - Ogrody - Bułgarska - Górczyn - Dębiec.

Prócz miejskiej walki, udało mi się zaliczyć mega lubianą przeze mnie trasę wzdłuż Jeziora Kierskiego - częściowo (choć malutko) po bocznych terenowych dróżkach.






Jeśli kogoś dziwi czemu mam na kierownicy dwie ręce, a i tak wykonane są zdjęcia, to uspokajam, nie zostałem mutantem :) Odkurzyłem po prostu kamerkę - i oczywiście jak codziennie kilka razy ktoś chce mnie zabić, tak dziś, gdy miałbym dowody - nikt :)

W Sobocie uważałem na głowę...

...a na Niestachowskiej trafiłem na remont śmieszki...

...więc tu na razie jest ściernisko, ale będzie DDR-kowe wypasisko :) Taka jak na ukończonym już odcinku.

Średnia dziś bardzo średnia, bo wiatr plus korki, a poza tym więcej było zabawy niż jazdy. Podoba mi się ten kierunek działań, choć zdążenie do pracy nie było łatwym zadaniem :)

Relive TUTAJ.




  • DST 53.00km
  • Czas 02:02
  • VAVG 26.07km/h
  • VMAX 53.20km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 235m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

WTC

Środa, 22 maja 2019 · dodano: 22.05.2019 | Komentarze 14

Tytuł oznacza to, na co ostrzyłem sobie ząbki od niedzieli, ale że pogoda była zacna, to nie miałem okazji, bo szosa to priorytet. Dziś w końcu, w związku z silnym i umiarkowanym wiatrem, nocnymi opadami oraz ich groźbą podczas samego wyjazdu, syfem na drogach i takich tam, udało się wykonać Wielki Test Czarnucha :)

W sumie to taki wielki to on nie był - klasyczne pięć dych, mających kilka celów - regulację do końca przerzutek (wystarczyła zabawa z "beczułkami"), sprawdzenie hamulców (działają!), zabawę amorem (bujanka jak u dresa na dzielni) oraz uwalenie roweru poprzez zawitanie na chwilę w lesie i nad Jeziorem Strzeszyńskim. Wszystkie zostały spełnione, a ja po pierwszym wypadzie już wiem, że zakup był słuszny. Nawet da się zrobić przyzwoitego fałmaksa :)

Trasa to jeden z klasyków, ten północno-zachodni: Dębiec - Górczyn - Grunwald - Jeżyce - Golęcin - Strzeszyn - Psarskie - Kiekrz - Rogierówko - Kobylniki - Sady - Lusowo - Zakrzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań. Zostałem zabity korkami, szczególnie na samym początku, co widać na Relive. Oj, przydały się sprawne hamulce przy manewrowaniu między samochodami.

Od dawna czekałem na moment, gdy pojawię się nad Strzeszynkiem i będę mógł przejechać po piasku, wpieprzyć się w kałużę czy ubabrać w błocku bez martwienia się o to, że już z wymienionych nie wyjadę.




No i jeszcze ten komfort na polskim przekleństwie, czyli DDR-kach. Na takich przyzwoitych...


...to w ogóle nie ma tematu, ale nawet rodzime klasyki, czyli klepka projektowana przez istoty bez piątej klepki, mniej bolą. Co oczywiście nie oznacza, że można je tolerować :)

Na koniec horror rodem z Poznania, z rowerzystą w roli głównej, znaleziony na portalu epoznan.pl (tutaj link). Uwaga, można zacząć się bać :) Na Osiedlu Tysiąclecia - jak pisze czytelniczka - zdarzyło się TO: "szłam chodnikiem od strony przystanku os. Lecha w stronę przystanku os. Tysiąclecia - wyjaśnia Paulina. - Od tyłu zajechał mnie rowerem mężczyzna i nie zatrzymując się mocno ścisnął za pośladek, po czym szybko odjechał zanim zdążyłam zareagować. Dzięki Bogu poza uczuciem zniesmaczenia i upokorzenia nic mi się nie stało - dodaje. (...) Nie sądzę, abym była pierwszą ofiarą i nie mam zamiaru patrzeć na takiego delikwenta, co napastuje kobiety w biały dzień - kończy".

Temat jest nośny, co widać po ilości komentarzy. Do tego znalazła się kolejna ofiara, którą w maju ubiegłego roku spotkała "podobna sytuacja". Uważajcie więc, drogie panie (choć cholera wie, może panowie też?), na osobnika poruszającego się "rowerem sportowym typu góral" (hje hje) ubranego w "czarne/ciemno-siwe krótkie spodenki sportowe, T-shirt tego samego koloru, czarną czapkę z daszkiem i ciemne rękawiczki rowerowe" (w sumie dość spora ilość szczegółów jak na kogoś, kto nie ma zamiaru patrzeć). Rowerzysta-pośladkowicz może czaić się właśnie na Was! :)  




  • DST 53.55km
  • Czas 01:47
  • VAVG 30.03km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 180m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Buenos dias

Wtorek, 21 maja 2019 · dodano: 21.05.2019 | Komentarze 9

No to co... Kolejny dzieńdoberek, o dziwo! ;) Ale spokojnie, chyba dość już tego sympatycznego, od jutra całodniowe deszcze zapowiadają. Oby i tym razem wyzyskiwacze publicznej kasy, czyli pogodynki i pogodynkowie, się mylili.

Było ciepło do ogarnięcia, wiało umiarkowanie, nie padało - perfectamente, skoro jesteśmy przy języku hiszpańskim. Co prawda pod koniec już lekko się przegrzewałem, jednak jeśli tak mają wyglądać upały, niech będą - byle nie większe.

Wykonałem wschodnie kółeczko o postaci pieska bez nóżek: Dębiec - Las Dębiński - Starołęcka - Czapury - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom.


Z wydarzeń wartych odnotowania mogę wymienić... absolutne nic :) Za to spędziłem dobre kilka minut z rozdziawioną papą, podziwiając trening jednego z pilotów F16, który raz to spadał w dół, raz latał do góry nogami, raz robił beczki, raz latał centralnie nad ziemią. Wszystko w upojnym towarzyszeniu dźwięków wydawanych przez sprzęt osiągający prędkości przewyższające dwa machy. Niestety był za daleko, żeby wyszło jakieś rozsądne zdjęcie, więc jedynie fotka poglądowa, z dużym zoomem.

Z tematów nierowerowych: z zainteresowaniem śledziłem losy wyroku na zwyroli z Polski, Białorusi i Niemiec, którzy w roku 2017 zrobili "happening" (info tutaj) pod bramą z napisem "Arbeit mach frei" w Oświęcimiu, polegający na rozebraniu się do naga, pokazaniu napisu "Love", oraz... zarżnięciu jagnięcia. Miał być to - według tych chorych umysłów - "antywojenny protest, a zabita przez nich owca miała być symbolem ofiar toczonych na świecie wojen".  O dziwo polski sąd obniżył kary, główny rzeźnik z grupy tych oszołomów dostał rok więzienia, pomocnik osiem miesięcy, a reszta grzywny w wysokości 7,5 tysiąca złotych. Ja żałuję tylko jednego - że nasi antywojenni aktywiści nie wpadli na pomysł popełnienia zbiorowego samobójstwa, przynajmniej świat by odetchnął, a także lekko wzrósłby poziom IQ ogółu ludzkości...




  • DST 52.40km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.23km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 156m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Guten Tag

Poniedziałek, 20 maja 2019 · dodano: 20.05.2019 | Komentarze 9

W związku z faktem, że było ciepło, lecz nie gorąco, nie padało (choć groziło) oraz wiało całkiem solidnie, lecz sprawiedliwie, uznaję dzisiejszy poranny wyjazd za ten z gatunku "dobrych dni" - stąd tytuł.

Pierwotnie myślałem, że cały wypad będzie paniczną ucieczką przed burzą. bo słońce podejrzanie romansowało z ciemnymi chmurami na horyzoncie, ale jak się okazało martwiłem się niepotrzebnie - dopadła mnie co prawda jakaś pojedyncza kropla, jednak jedynie zagubiona. I oczywiście sprawdziłem - nie była to zemsta jakiegoś przelatującego nade mną ptaka :)

No i w związku z pogodą wybrałem szosę, kolega Czarnuch jeszcze troszkę musi poczekać na swój pełnometrażowy wyjazd.

Trasa to wschodnie kółeczko: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawska - Swarzędz - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Koninko - Starołęka - Las Dębiński - dom.


Udało mi się uchwycić miejsce, w którym jakieś siedem lat temu straciłbym życie: w widocznych koleinach zimą zamarzła woda, ja nie zdążyłem tego zauważyć i wylądowałem na środku krajówki, w ostatniej chwili turlając się na pobocze na widok pędzącego na mnie tira. Na szczęście skończyło się jedynie skasowaniem części roweru (wtedy to właśnie mój stary góral zyskał miano zombiaka), lecz lekka trauma co do tego miejsca została do dziś,

Z ciekawostek - od kilku dni krąży po poznańskich parafiach peregrynacja. Co to takiego? Ano ludzie mają okazję obejrzeć sobie obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. Ale uwaga - to nie oryginał, a jednie kopia, co już mi trąci lekkim absurdem. Bo choć nie kumam modlenia się nawet do autentycznych malowideł, jednak rozumiem, że jakoś to dla niektórych może trzymać się kupy (cuda, objawienia, w co kto tam wierzy, poza tym liczy się wartość artystyczna oryginału), to nawet poświęcona podróba jest wciąż tylko podróbą. Ale co ja tam wiem :) W każdym razie już za tydzień na Starołęce...
No i na koniec polski wartostradowy klasyk - dziś reprezentuje go działkowicz-klapkowicz. Do sadzenia kalarepy najwidoczniej umiejętność czytania obrazków nie jest niezbędna :)

Relive TUTAJ.




  • DST 65.30km
  • Czas 02:10
  • VAVG 30.14km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 221m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Postburzowo + jazda testowa :)

Niedziela, 19 maja 2019 · dodano: 19.05.2019 | Komentarze 18

Dzionek zaczął się od burzy. O tyle niespodziewanej, że nasi kochani synoptycy zapowiadali opady na okolice godziny trzynastej. Ale - jak wiadomo - wróżka analizująca położenie fusów względem księżyca w niedomytej szklance ma więcej kompetencji niż eksperci w tym fachu, więc... może jednak urwanie (i to solidne, z gradem) chmury było całkiem przewidywalne?

Na szczęście burze mają to do siebie, że są gwałtowne, ale za to dość szybko przechodzą. Tak więc lekko po jedenastej mogłem zasiąść na siodle, mimo jeszcze mokrych dróg, szosowym.

Jak się okazało, pogodynki i pogodynkowie dali jeszcze ciała z wiatrem - miał być południowy, a wiał z północy. Tak mi coś nie pasowało, że duje w pysk, ale jedynie słabo, w pierwszej połowie. Konkret w ryj miałem za to podczas powrotu - trzeba było ostro cisnąć, żeby utrzymać 30 km/h. Jakoś się udało.

Trasa to "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Wyjaśniło się (chyba) skąd od wczoraj w Mosinie takie korki. Oto odpowiedź:



Lubię takie maszyny i nawet chwilę myślałem, czy nie zafundować sobie jednego lotu, ale zerkając na mordki zbierające się pod (takie, co to lubią "kierownikować") tym placem uciech, postanowiłem nie ryzykować :)

Ciekawie było też w Luboniu. Poznałem dzięki temu nowe rejony, bo szukanie objazdu było niezbędne.

No i jeszcze kadr z ulicy Opolskiej w Poznaniu.

Jak widać, mamy na pierwszym planie prawdziwą hybrydę - autobusu, taksówki i roweru, z możliwością parkowania na ulicy. Jak się zdobywa takowe uprawnienia? Nic skomplikowanego - wystarczy być mieszkańcem podpznańskiej wsi i poczuć nagłą chęć na kebaba :)

A teraz wyjaśnienie, czemu nie zgadza się dystans z Relive z tym wpisanym na BS. Otóż wczoraj wyszedłem z pracy na chwilę na przerwę i wróciłem... z rowerem :) Nie, nie jestem typem zakupowego szaleńca, który pod wpływem impulsu nadwyręża budżet, ale raz, że zbierałem się za zakup jakiegoś sprzętu na okres gorszej pogody już od dawna, a dwa - po ostatnich wypadach STaRuszkiem okazało się, że do wymiany są na pewno pancerze oraz linki, a także klocki i być może szczęki tylnego hamulca. Pod koniec jednego z wyjazdów ryzykowałem już życiem, zatrzymując się za pomocą butów, co w deszczu nie jest najbardziej rozsądne. Nie mówiąc już o tym, iż przednia przerzutka ogarniała dwa ze trzech biegów, a amor zakończył swój żywot jakieś trzy czy cztery lata temu.

Decyzję przyspieszyła promocyjna cena roweru, na który czaiłem się już od jakiegoś czasu, ale póki cross jako tako dawał radę, nie miałem motywacji. No ale stało się, więc, Panie i Panowie, oto mój nowy sprzęt na cięższe dni - Kross Level 2 Black Edition, czyli narzuca się od razu nazwa - Czarmuch :) Tu jeszcze czysty i przed pełną regulacją wysokości siodła.

Wybrałem wersję z kołami 29 cali, popularnym amortyzatorem oraz po raz pierwszy w życiu przeze mnie testowanymi hamulcami tarczowymi. O dziwo dorwałem egzemplarz dość oryginalny, bo według specyfikacji na stronie sklepu powinien mieć z tyłu przerzutkę Acera, a ma troszkę lepszą, bo Alivio. Nie protestowałem :) Rower jest oczywiście bardzo średniej klasy, nie pościgałbym się na nim, ale nie do tego potrzebuję sprzętu - ma to być głównie jesienno-zimówka, z opcją wjechania raz na jakiś czas w las.

No właśnie, fota czystego Czarnucha jest już archiwalna, bo wybrałem się po powrocie z szosy na testy, oczywiście na Dębinkę. I na dzień dobry czekała mnie zabawa polegająca na jedenastu kilometrach babrania się w poburzowym błocku, piachu i tym podobnych. Super sprawa :) Wróciłem usyfiony jak świnka, ale zadowolony. Mam co prawda kilka drobnostek do zgłoszenia przy pierwszym przeglądzie, ale nie wpływających na komfort jazdy.




O, tutaj wersja ochrzczona, na chwilę przed wejściem do domu - czyszczenie zajęło mi z grubsza gdzieś tyle, ile same testy :)




  • DST 54.10km
  • Czas 01:47
  • VAVG 30.34km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 202m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Good morning

Sobota, 18 maja 2019 · dodano: 18.05.2019 | Komentarze 6

Wczoraj było na samej górze "dzień dobry", bo rowerowo dzionek był własnie taki, dzisiaj również, ale że tytuły się powtarzać nie mogą, więc jest "po angielskiemu" :)

No właśnie - było naprawdę godnie (choć niestety krótko, bo praca wzywała). Kij z całkiem sympatyczną temperaturą, kij z brakiem opadów i z ładnym, niebieskim niebem. Najważniejsze było to, że nie wiało mocno, a to, co dmuchało, było w miarę przewidywalne. Brawo!

Ostatnio nie wyszedł mi muminek (musiałem uciekać przed ulewą), postanowiłem więc nadrobić zaległości i wykonałem wspomnianą trasę w wersji: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Świątniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TUTAJ Relive.


Powyprzedzałem kogo trzeba, mijałem się ze sporą ilością szoszonów, a poza tym przygód brak, chyba że za taką uznać próbę przepchania się przez Mosinę - najpierw zakwitłem tam na przejeździe kolejowym, a następnie w takim oto korasie. Nie do ruszenia z żadnej strony, przynajmniej na moich kółkach.

Jutro będzie deszcz albo... nie będzie deszczu. Bo jeśli mam ufać pogodynkom, to wolę zaufać tej starej góralskiej zasadzie :)




  • DST 52.05km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.03km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 118m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dzień dobry

Piątek, 17 maja 2019 · dodano: 17.05.2019 | Komentarze 6

No bo w sumie to był dobry dzień. A właściwie poranek. W końcu!

Po pierwsze - nie lało. Po drugie - łba nie urywało. Co prawda wiało ciągle w pysk, ale maksymalnie umiarkowanie, więc nie ma tematu, szczególnie po tym, co w ostatnich dniach nam zafundowano.

Wykonałem zachodnią pętelkę, z Dębca przez Plewiska, Skórzewo, Wysogotowo, Dąbrowę, Sierosław, Więckowice, Fiałkowo, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Gdzieś w połowie jazdy dostałem smsa z informacją, że jest u nas "na zakładzie" szef wszystkich szefów, postanowiłem więc prawie nigdzie się nie zatrzymywać, bo z czasem byłem na styk. O dziwo zdążyłem (mimo korków przed i za Plewiskami, które raz nawet zmusiły mnie do nawrotki), ale za to dzisiaj tylko jedna fotka, z Poznania Głównego, czyli... Fiałkowa :) Znana to i lubiana rowerowa lokalizacja.

No i z braku laku upojny widok pewnego przybytku w Dopiewie, też już tu omawianego. Oddaje on w sumie idealny poziom polskiego Kościoła katolickiego, szczególnie ostatnimi czasy :)

TUTAJ Relive.

Na koniec smaczek z mojej ulubionej podpoznańskiej miejscowości. Jest taka jedna, nie do podrobienia, o której często rozprawiam. Nie ma co, Luboń to stan umysłu, o czym można się przekonać podziwiając poziom lubońskich strażniczek miejskich :)