Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 246155.08 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.46 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 799329 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

Rude Rudawy i łysa Łysa Góra :)

Wtorek, 15 października 2019 · dodano: 15.10.2019 | Komentarze 16

W sumie w tytule zawarłem większość tego, co chciałbym dzisiaj poruszyć :) No ale coś naskrobać trzeba.

Niestety, musiałem ruszyć dość wcześnie, bo koło ósmej, więc widoczki początkowo były jeszcze zamglone, a chmury malowniczo mieszały się ze szczytami. To jednak cale piękno gór - niby te same i takie same, a zawsze inne.

Na początek za swój cel obrałem przepustkę do płaskiej północy, czyli słynną Kapellę. Żeby jednak tam dotrzeć, najpierw musiałem przedrzeć się przez Zabobrze, bo dopadła mnie jakaś pomroczność jasna i zamiast ominąć tę najbardziej gównianą z jeleniogórskich dzielnic objazdem, wybrałem sobie wersję najkrótszą. Do tego jeszcze postanowiłem jechać zgodnie z przepisami, czyli śmieszkami. Oj, nigdy więcej - nie dość, że wytrzęsło, to jeszcze czekały na mnie zawsze czerwone światła, które w Jeleniej ustawione są jeszcze bardziej debilnie niż w Poznaniu. A to już sztuka. Plus jedyny? Widok na centrum z estakady.
Jelenia Góra - panorama
No i jeszcze mural klubu mojej młodości - Karkonosze w sercu noszę! :)
Karkonosze w sercu noszę! :)
W końcu zaczęła się wspinaczka - z domu do szczytu miałem ponad dwanaście kilometrów, z czego jakieś osiem pod górę. Lubię to ;)

Najpierw jednak - ku swemu zaskoczeniu i swej radości - natrafiłem na zapomnianą, przeterminowaną o ponad miesiąc, dożynkę! Dziwiszów, dzięki za sprawienie mi frajdy :)

To zdecydowanie była PANI dożynka :)

O samym podjeździe nie ma co za wiele pisać, lepiej popatrzeć :)
Podczas wspinaczki - Kapella
Jeszcze kolorowo - Kapella
Gdzie chmury, gdzie góry? - Kapella
Panoramcia - Kapella
Prawie na górze - Kapella
Głównym celem była Łysa Góra. Czemu? A, znów nie będę się rozpisywał :) Aż muszę dodać serię zdjęć podobnych do siebie, bo nie mogę się zdecydować, które wkleić.
Wjazd na Łysą Górę
Zaduma na szcycie - Łysa Góra
Tak tu zostać... - Łysa Góra
Pewnie by się dało prosto w dół - Łysa Góra
I raz jeszcze to samo, ale inaczej - Łysa Góra
Jeszcze rzut okiem na zupełnie niedoceniane Góry Kaczawskie...
Pogórze Kaczawskie z Łysej Góry
Góry Kaczawskie i czarny szatan
...i sru w dół :)

Trochę kilometrów miałem jeszcze do zrobienia, więc kierunek był oczywisty - Rudawy Janowickie.
Kierunek Rudawy - Jelenia Góra
Najpierw przetestowałem po raz kolejny obwodnicę Maciejowej (świetna sprawa, choć pobocza wciąż brak), by dotrzeć najpierw do Radomierza...
Barierkoza zaawansowana - Rudawy
Cycuchy na swoim miejscu - Rudawy
...a następnie do Janowic Wielkich, gdzie zahaczyłem o "mój" leśny strumyk...
Zjazd do Janowic
Obowiązkowy element w Rudawach
Coraz mniejszy, ale się jakoś wije
...i podrapałem za uszkiem znajomego trolla :)
Każdy troll lubi drapanko za uszkiem :)
Potem już nawrotka przez Trzcińsko, gdzie w okolicach najlepszego widoku na Sokoliki...
Właściwy kurs - Trzcińsko
Sokoliki w pełnej krasie - Trzcińsko
...czekała mnie niespodzianka. I to jaka! :) Piękno w pełnej krasie.
Patataj i takie tam :) - Trzcińsko
Cóż tu więcej dodać... - Trzcińsko
Potem już nuuudy....
Ostatni rzut okiem z Trzcińska
...i do domu.

Oj, piękna mi się jesień trafiła, muszę przyznać. Warto było przełożyć wolne o kilka dni, bo nie widzę tu siebie tydzień wcześniej, gdy lało, wiało i generalnie nap... nooo..., nie było ładnie :) I się nawet dożynka trafiła! A sama trasa powinna zostać przeze mnie opatentowana, bo to istny jelonek :)

TUTAJ Relive.


Kategoria Dożynki!!! :), Góry


Smarkacz na krańcu Polski (Przełęcz Okraj)

Poniedziałek, 14 października 2019 · dodano: 14.10.2019 | Komentarze 15

Jak to zwykle u mnie bywa, gdy jest okazja pojawić się w rodzinnych górach, a pogoda sprzyja wraz z wolnym czasem, to... jestem. Nawet na krótko. Generalnie dwa razy nie trzeba mnie namawiać, a czasem nawet nie trzeba tego robić jeden raz :)

W związku z tym wczoraj wieczorem wylądowałem w Jeleniej Górze, a dziś rano miałem z niej startować na luzaku, bo po planowanym wyspaniu się. Wszystko fajnie, bo i aura całkiem spoko, wiatr nie dokazywał, faktycznie spałem długo, ale przecież nie może być róży bez kolców. Owym kolcem był katar, który dopadł mnie dzień wcześniej, połączony z lekkim stanem przed przeziębieniowym, który chyba jednak opanowałem za pomocą ogólnodostępnych medykamentów.

Naładowałem do kieszonki paczkę chusteczek i ruszyłem koło jedenastej. Planu nie miałem, zdając się jak zwykle na powiewy. Były one generalnie z południa, czasem ze wschodu, więc najpierw zawitałem w Łomnicy, następnie Mysłakowicach...

...potem Kostrzycy...

...by pojawić się w końcu w Kowarach, miasteczku powoli odgruzowywanym z ruiny, do której doprowadziła komuna. Baaaaardzo powoli, ale jakieś tam efekty są już widoczne.

Cyknąłem sobie fotkę przy ratuszu, ale taką nietypową.

Czemu? Bowiem nie ma na niej ANI jednej osoby pochodzenia romskiego. Jednak po chwili wszystko wróciło do normy i mam wersję legitną, z Cyganką na pierwszym planie :)

Doczłapałem na samą górę tej miejscowości i już miałem zawracać, ale spojrzałem przed siebie...

...i już wiedziałem, co muszę dziś zrobić :) Kierunek: Przełęcz Okraj! Byłem przecież już blisko, czyli zaledwie o dziesięć kilometrów wspinaczki non stop pod górę  :) No to... do dzieła!




Gdy robiłem tę fotkę, akurat minęło mnie na podjeździe dwóch szoszonów, postanowiłem więc sprawdzić, czy ich dogonię. Okazało się, że owszem, i od tego momentu aż do samej góry miałem towarzystwo sympatycznych kompanów (jeden z Zielonej Góry, drugi z Gdyni, ale obaj pochodzący z lubuskiego).


Gadało się na tyle miło, że na górze dostałem zaproszenie... na piwo :) Ale nie pijam tak wcześnie, do tego przy moim stanie hamulców w starym trupie wolałem nie ryzykować podczas zjazdu, więc grzecznie podziękowałem, żegnając się, chłopaki zrozumieli i szybko popędzili szukać knajpy po czeskiej stronie, a ja cyknąłem tylko jak zwykle kultowe fotki i zawróciłem.



Zjazd - jak to zjazd - był genialny, nawet bez klocków hamulcowych.


I tyle :) Weny - przez smarkanie - za wielkiej nie mam, fotki wyszły takie sobie (ciągle pod słońce, za późno wyjechałem), ale lepsze takie niż żadne.

TUTAJ Relive.

A zaległości na BS później, bo muszę nadrobić te towarzyskie :)


Kategoria Góry


  • DST 53.35km
  • Czas 01:46
  • VAVG 30.20km/h
  • VMAX 52.40km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Podjazdy 209m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wybor(cz)nie

Niedziela, 13 października 2019 · dodano: 13.10.2019 | Komentarze 13

O właśnie, o taką Polskę walczylim!

Nie, to nie jest agitacja przedwyborcza, tylko wyjątkowo pozytywne podsumowanie dzisiejszych warunków pogodowych. Bowiem nawet rano (a ruszyłem lekko po ósmej. W niedzielę!) nie miałem na co narzekać. W końcu ciepełko jesienne (czyli idealne 17 stopni) dogadało się z wiatrem, mało upierdliwym, a do tego nawet momentami (jakieś 20% jazdy) nawet wiejącym w plecy. Oj, potrzebne mi to było, bo już – bazując na wynikach ostatnich dni – zaczynałem wątpić, czy ja na tym rowerze to jeszcze kręcić potrafię :)

Trasa – idealne, klasyczne ”kondominium”: Poznań – Luboń – Łęczyca – Puszczykowo – Mosina – Krosinko – Dymaczewo – Łódź – Witobel – Stęszew – Dębienko – Trzebaw – Szreniawa – Komorniki – Poznań.

Cieszył również mikry ruch samochodów (wczoraj za to kląłem w głos przy kolejnych kwitnących korkach), choć w Witobelu zdarzył się jeden idiota w SUV-ie, który uznał, że wyjazd z posesji ma pierwszeństwo wobec mojej jazdy ulicą. Cóż, przepraszam jego mamusię za to, że poszło kilka sugestii na temat jej prowadzenia się (a w sumie jedna, określająca dość konkretnie, jakim to jest synem), ale język polski w takich sytuacjach bywa dość niedoskonały :)
Liściatość jeszcze bez śliskości
Gdyby nie elementy
Nie, ta brzoza również nie jest elementem agitacji :)

A właśnie, skoro jesteśmy przy temacie. Oczywiście głos oddany, tym razem nie ryzykowałem z rysowaniem pentagramu, który co prawda z definicji powinien być uznany za ważny (są w nim co najmniej dwie przecinające się linie), ale patrząc na skład komisji (wszystkie odmiany trwałej zdecydowanie dominowały) – uznałem, że klasyka sprawdzi się bardziej :)

Zachęcam również do pójścia w me ślady, co w ustach osoby, która jeszcze w szkole średniej była anarchistą, może brzmieć dziwnie. No ale czasy mamy takie, że nie iść nie można, poza tym gdy z kimś rozmawiam o polityce i dowiaduję się, że narzeka, a na wyborach nie był ("bo nie", a nie z ważnych powodów), uznaję, iż prawa do tych narzekań nie ma. Lenistwo bowiem to bardzo bliski krewny głupoty.

A na koniec… żółwik :) Z Dębiny, wylegujący się na obalonym drzewie. Gatunek dość rzadki, oczywiście pod ochroną, dożywający nawet stu lat. Tu niestety fota tylko z daleka (strasznie płochliwy zwierzak), do tego robiona komórką.
No to żółwik! :)




  • DST 55.00km
  • Czas 02:02
  • VAVG 27.05km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 220m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Potworek z rozrywki (wątpliwej)

Sobota, 12 października 2019 · dodano: 12.10.2019 | Komentarze 20

Wczoraj wieczorem zostałem zaproszony na niespodziankę, czyli imprezę posturodzinową (dzięki wielkie!), która - tu zaskoczenia być nie mogło - lekko się przeciągnęła, więc sił do porannego wstawania za wiele nie było :) W końcu, gdy się wykaraskałem, była już jedenasta, a za oknem piękne słońce. Ideał? Prawie, gdyż rządził jeden "elemencik" - wiatr. Paskudny co najmniej tak, jak wczoraj, który już na pierwszych kilometrach uświadomił mi, że walczyć to ja sobie mogę, z wiatrakami, a nie z nim. Więc odpuściłem. I dobrze zrobiłem, bo gnój - dokładnie tak jak dzień wcześniej - zmienił nagle kierunek z południowego na zachodni, dokładnie wtedy, kiedy liczyłem na jego pomoc. Ale przecież o tych jego złośliwostkach pisałem wielokrotnie, więc jedynie się krótko powtórzę i ze wstydem umieszczę ponownie we wpisie tragiczną średnią.

Wykonałem odwrotne "kondominium": Poznań - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Korzystając z okazji, że i tak nie walczę, odnalazłem w końcu stację PKP w Stęszewie. Dzielnie opiera się wszelkim modernizacjom na kolei :)

Oczywiście wszystko pozamykane na cztery spusty, stał za to na peronie automat. Zaciekawiło mnie, że posiada tylko logo Kolei Wielkopolskich, a brak IC czy PolRegio. Spróbowałem więc testowo kupić bilet ze Stęszewa do Warszawy. I... się nie da. Można za to do Wągrowca :) Stacja Warszawa nie istnieje, tak samo jak na przykład Jelenia Góra. Zapewne zgodnie z zasadą: nie ma miasta Londyn, jest tylko Lądek Zdrój :) Cóż, polskie koleje, nawet w wydaniu samorządowym, potrafią wciąż zadziwić.

Na granicy Poznania i Komornik przyuważyłem paniczną walkę tradycji rolniczej z kapitalizmem. Niestety, to już chyba ostatnie podrygi.

A mijając Szachty...


...poznałem jeszcze jednego z kumpli, a w sumie to kumpeli, bo to samica krzyżaka (większa od samca, który zresztą pierwsze, co robi po kopulacji to ucieka, żeby nie zostać zjedzonym) :)

TU Relive (samo się zrobiło, bez możliwości edycji). A ja zaległości na BS nadrobię wieczorem.




  • DST 52.20km
  • Czas 01:56
  • VAVG 27.00km/h
  • VMAX 63.40km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 161m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wietrzne mordy

Piątek, 11 października 2019 · dodano: 11.10.2019 | Komentarze 8

O kurde. Jeśli wczoraj mocno wiało, to nie wiem, jak określić warunki, w których dane mi dziś było kręcić. Może więc jedynie ograniczę się do suchych faktów.

Po pierwsze, momentami pełzałem. Nie jechałem, a pełzałem. Pozycja na żółwika i do przodu. Jeśli za "do przodu" uznać można posuwanie się lekko ponad 20 k/hm tam, gdzie zazwyczaj bez problemu rozpędzam się do 30+.

Po drugie, ponownie okazało się, że wiatr południowo-zachodni to taki, który zmienia się dokładnie w momencie, gdy ja to robię. Skręcam na północ, mam nadzieję, iż teraz będzie w plecy, a tu kicha - nagle duje z zachodu. Nie muszę dodawać że gdy skręcałem w innych kierunkach było podobnie. Tylko raz odczułem błogosławieństwo w postaci wiatru pomagającego - wtedy na liczniku pojawiło się grubo ponad 60 km/h.

Po trzecie... A, dość już. Była po prostu masakra, Dawno się tak nie zmęczyłem, osiągając tak żałosną średnią.

Trasa to zachodnie polne męczarnie: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.


Miałem też kumpla po drodze, który jednak zdecydowanie lepiej radził sobie z wykorzystywaniem podmuchów :)


No i na koniec końca (na szczęście) kampanii wyborczej, gdy jeszcze legalnie można krytykować wiszące polityczne mordy, dwa przykłady łamania prawa wyborczego.

Plakatów wyborczych nie można wieszać na przykład na znakach drogowych i drogowskazach...

...oraz przy szkołach.

Jak widać, bezczelność w olewaniu przepisów (nieskomplikowanych) jest ponadpartyjna.




  • DST 52.80km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.04km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 222m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Z Czapkinsem na uszach

Czwartek, 10 października 2019 · dodano: 10.10.2019 | Komentarze 16

Dzisiejszy wypad polegał na znalezieniu luki między jednym a drugim opadem. Udało się.

Niestety, nie udało się za to znaleźć ochrony przed wiatrem, który prawdopodobnie w całej Polsce pozwalał sobie na zdecydowanie za dużo. Nic nowego zresztą :)

Za to temperatura była nawet - nawet. Czternastka na plusie smakowałaby jednak lepiej bez tych cholernych podmuchów.

Trasa to "kondominium", ale w wersji odwrotnej: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszyczkowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.

Chmury znów dawały radę :)



Jak widać się nie spieszyłem - zresztą nie miałem motywacji, bowiem... I tu zrobię małą kryptoreklamę, od razu informując, iż nie mam w tym żadnego interesu :) Prócz tego, że zrobiłem - nomem omen - dobry interes, jakieś dwa miesiące temu inwestując w usługę (tu nazwa pewnej sieci księgarni) Premium, który daje mi zniżki na książki (a kupuję ich niemało), ale też dostęp do masy audiobooków (niestety nie tych najnowszych). Dzięki temu natrafiłem na tytuły, jakich pewnie bez tego bym nie ruszył - ostatnio przesłuchałem "Tatuażystę z Auschwitz", a dziś skończyłem "Czapkinsa", czyli rzecz o Tomaszu Mackiewiczu.

No i właśnie nad tym dziełem chciałem się pochylić, bo dawno żadna biografia mnie tak nie ruszyła. Okazało się, że tragedia na Nanga Parbat to tylko wierzchołek... znakomitej historii o człowieku nietuzinkowym - nie tylko kochającym góry i mającym na ich punkcie obsesję. Ale też o jednym z ostatnich romantyków wspinaczki wysokogórskiej. O... zaangażowanym rowerzyście, który wybrał się kiedyś jednym rzutem z Warszawy do Lądka Zdroju na swój odczyt, a po drodze, gdy spał na przystanku, został okradziony z jedynej wartościowej rzeczy, jaką (prócz dwóch kółek) miał, czyli aparatu. O wrażliwcu, który nie zgadzał się na rodzimą rzeczywistość, na korporacjonizm, kult pieniądza, a także chorą rywalizację, również wśród himalaistów. Polecam, jeśli ktoś jeszcze nie czytał lub nie słuchał.

Dzięki "lekturze" natrafiłem na jedną z najfajniejszych muzycznych relacji ze sportów ekstremalnych, nagranych dawno przed śmiercią Czapkinsa. Muzyka to zdecydowanie nie moja bajka, ale pasuje idealnie (zresztą Mackiewicz i Marek Klonowski dodali obraz pod nią), a po czasie całość otrzymała drugie, smutne dno.




  • DST 51.80km
  • Czas 01:53
  • VAVG 27.50km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 154m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wiatrociepłość oraz WPN

Środa, 9 października 2019 · dodano: 09.10.2019 | Komentarze 15

Znów na początek umieszczę plusika, bo temperatura wzrosła. Hip hip...! Co prawda poranne trzynaście stopni to jeszcze nie ideał, ale mimo wszystko warto odnotować, że można było znów jechać w rękawiczkach bez długich palców :)

Niestety, fajność na tym się skończyła. W zamian za ocieplenie pojawiło się wietrzysko, które mnie momentami ostro kontrowało. Znów jakby "wybrane" specjalnie dla mnie, bo już wczesnym popołudniem nie było po nim śladu :/ Walczyłem, walczyłem, ale i tak było to z góry skazane na porażkę, gdyż gnój ani przez chwilę nie chciał pomóc. Widać to ponownie po średniej. No jak nie urok, to sraczka. Lub ewentualnie: jak nie PiS, to PO :)

Trasa stała, zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Zdjęcia też zwykłe, nijakie...



Za to po południu, gdy ogarnąłem teoretycznie wolny, a jak zwykle zalatany dzień, udało się jeszcze z Żoną wybiegać Kropę, oczywiście po najlepszym z najlepszych Wielkopolskim Parku Narodowym. Jako że pewnie już się na blogu lekko przejada, to postarałem się lekko inne ujęcia :)
Elfy akurat się schowały - Wielkopolski Park Narodowy
Opieńki.... albo i nie :) - Wielkopolski Park Narodowy
Pasożyt od dołu - Wielkopolski Park Narodowy
Natura sama się ogarnia - Wielkopolski Park Narodowy
Żuk gnojowy - Wielkopolski Park Narodowy
Uda się czy się nie uda? - Wielkopolski Park Narodowy
Oczywiście, że się uda : - Wielkopolski Park Narodowy
Dobrze, że jest jeszcze taki świat - Wielkopolski Park Narodowy
Wolno, spokojnie - Wielkopolski Park Narodowy
Pomroczność - Wielkopolski Park Narodowy
Miał być opis o wąwozie, ale mi PBS punkty odejmuje :) - Wielkopolski Park Narodowy
Huba z kumplami pasożytami - Wielkopolski Park Narodowy
Słońce jeszcze ma co oświecać - Wielkopolski Park Narodowy
Żaden potwór nie wypłynął - Wielkopolski Park Narodowy
Most przy uroczysku - Wielkopolski Park Narodowy
Nie da się ukryć, jesień - Wielkopolski Park Narodowy




  • DST 55.50km
  • Czas 02:02
  • VAVG 27.30km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 242m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niezbyt elegancko

Wtorek, 8 października 2019 · dodano: 08.10.2019 | Komentarze 13

Dziś krótko, bo po pierwsze dzień zalatany, po drugie - nie za bardzo jest o czym pisać.

No bo ile można o tym, że jeździ się koszmarnie? Ósmego października kręciłem w pięciu stopniach (wciąż jednak na plusie), przy dość mocnym (ale też bez przesady) wietrze, do tego o wiele wcześniej niż to zapowiadano spadł deszcz, więc na samym początku, a potem pod koniec, zmokłem. OK, cieszyłbym się z takich warunków, ale w grudniu czy w styczniu... Tym samym o średniej nawet nie chcę wspominać.

Trasa to południowa pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - nawrotka na hopce - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TU Relive.
Zimojesień, jeszcze urocza
Sprawdziłem, co nowego u Eleganta z Mosiny. W skrócie: nic :)
Elegant z Mosiny
Coś pewien kandydat ewidentnie nie ma szczęścia do zwisania przy śmieszce w Łęczycy. Po raz kolejny się zwinął. Ojej, jak mi przykro... :P

A skoro zahaczyłem o politykę... Kropa po raz kolejny potwierdziła, że jest zdecydowanie moim psem. Szczekała już kiedyś na pomnik jedynego słusznego papieża (bo przecież innych nie było, nie ma i nie będzie), a tym razem obsobaczyła plakat jakiegoś kandydata (tfu, tfu!) Konfederacji, którego wystawił za okno jeden z chyba nazbyt zaangażowanych sąsiadów :) Mądry czworonóg!




  • DST 26.45km
  • Czas 01:08
  • VAVG 23.34km/h
  • VMAX 41.00km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 157m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

WPN-owska dokrętka

Poniedziałek, 7 października 2019 · dodano: 07.10.2019 | Komentarze 16

Dodając po południu wpis z wypadu szosą, byłem pewien, że to koniec na dziś. A tu proszę - udało się ogarnąć codzienność o wiele szybciej, niż myślałem, do tego dostałem od niej możliwości wypełnienia czymś półtorej godzinki wolnego, więc...

No właśnie :) Kropa już została "rozplanowana", a mi zachciało się lasu. Na dwóch kółkach. Więc Wielkopolski Park Narodowy i najlepszy z najlepszych Nadwarciański Szlak Rowerowy był oczywistą oczywistością. Wykonany na odcinku z Poznania przez Luboń, gdzie skręciłem w okolice Kaczych (czy tam Żabich) Dołów, następnie piachami, korzeniami i singielkami do Puszczykowa (wysokość ośrodka wypoczynkowego), gdzie spojrzałem na zegarek i stwierdziłem, że jestem już spóźniony, czyli nastąpiła nawrotka, z grubsza swoimi śladami, choć z zaliczeniem gównianej śmieszki na Armii Poznań. Ten odcinek był najcięższy :)

Tym samym wpadło jeszcze lekko ponad 26 kilometrów, z czego jakieś 18-19 w terenie, i to niełatwym, bo piachy plus korzenie to elementy rozpoznawcze NSR-u. Bawiłem się świetnie, łapałem ostatnie chwile fajnej jesieni, do tego przyroda powodowała, że ryj mi się sam uśmiechał. W związku z tym wpis dodaję jako osobny, nawet mimo faktu, że średnia jest - jak to w terenie - koszmarna. W dupie mieć średnią! :)
I ten zapach lasu...  - Nadwarciański, WPN
Niestety wycinka zrobiła swoje - Nadwarciański, WPN
Jest rzeka, musi być piach - Nadwarciański, WPN
Liście, liście, liście - Nadwarciański, WPN
The MOST important thing :) - Nadwarciański, WPN
Fajna jesień, choć nieśmiała - Nadwarciański, WPN
Korzenie są najważniejsze - Nadwarciański, WPN
Oj, tak, tak... - Nadwarciański, WPN
Tu jeszcze niedawno była dróżka - Nadwarciański, WPN
Perełka na tym szlaku - Nadwarciański, WPN
Namiastka mtb - Nadwarciański, WPN
Relive TUTAJ.


Kategoria Terenowo


  • DST 52.50km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.12km/h
  • VMAX 52.60km/h
  • Temperatura 6.0°C
  • Podjazdy 137m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wierzbochmury

Poniedziałek, 7 października 2019 · dodano: 07.10.2019 | Komentarze 9

Klimatów "syberyjskie lato tej jesieni" ciąg dalszy. Nocą zero stopni, rano jakieś pięć, a ja na szczęście miałem ten przywilej, że mogłem wyruszyć ciut później niż zazwyczaj, bo plany na wczesne popołudnie nie były specjalnie obciążające. Dzięki czemu pod koniec wypadu mogłem się grzać w temperaturze całych plus ośmiu.

Trasa zachodnia, wymęczona, bo wiaterek nie dawał specjalnie mocno, ale zmieniał jak zwykle kierunek, do tego - jak wiadomo - tona ciuchów na sobie i ciężkie powietrze nie motywują do szybszej jazdy, więc znów tempo emeryckie. Kółeczko dzisiejsze to: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Trzcielin - Konarzewo - Dopiewiec - Palędzie - Dąbrówka - serwisówki - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Głównym motywem były chmury. Przepiękne grubasy, marzycielsko barwione.


Nawiedziłem również moje ulubione wierzby, małą wyspę zieloności na wielkopolskich polach, pomiędzy Dopiewem a Trzcielinem.


W końcu na finiszu wydają się być roboty remontowe w pałacu w Konarzewie, który podobno nawiedził kiedyś Napoleon. Tak, ten kurdupel z chorymi ambicjami nocował nawet na tym zadupiu, więc w sumie jakaś to atrakcja jest. Szkoda tylko, że teren stał się ogrodzony i fotki trzeba wykonywać przez bramę.