Info
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj2 - 3
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 53.25km
- Czas 01:52
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 218m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Skrzydlata szubienica
Poniedziałek, 9 marca 2020 · dodano: 09.03.2020 | Komentarze 7
Dzisiejsze
warunki to niemal idealne kopiuj-wklej z wczoraj, choć może
minimalnie mniej wiało, za to już nie było tak słonecznie. Jak na
moje układ idealny, szkoda tylko, że nie można było do pakietu
dodać jeszcze skasowania korków w Luboniu i Mosinie, które zabiły
we mnie chęć do walki, a co za tym idzie – średnią.
Trasa
to południowa szubieniczka: Poznań – Luboń – Wiry – Łęczyca
– Puszczykowo – Mosina – Żabinko – Żabno – Baranowo –
Sowiniec – Mosina – Puszczykowo – Łęczyca – Luboń –
Poznań. TUTAJ Relive.
Lubię
ten kierunek. Za drzewa, lasy i łąki, których brakuje mi w codzienności spod znaku łysych pól :)

Znów
żurawie, znów za daleko. Mądre to ptaki, które wiedzą, że
człowiek to zło.
Aha,
rezydencja pana od Żabki wciąż możliwa do nabycia. Zapewne
Antek przy zakupie będzie gratis, więc tylko korzystać :)

I jeszcze pozostając przy klimatach skrzydlatych...
Tyle na dziś - za mną dzień wolny, czyli zalatany. Jutro normalnie do roboty, więc pewnie odpocznę :)
- DST 52.65km
- Czas 01:50
- VAVG 28.72km/h
- VMAX 60.50km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 214m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ku lepszemu i ku leśnemu
Niedziela, 8 marca 2020 · dodano: 08.03.2020 | Komentarze 18
Stęskniłem się za szosowaniem przez te ostatnie dwa dni spędzone z tyłkiem na MTB. Dzisiaj okazja wydawała się wręcz idealna, przynajmniej z perspektywy zerkania na warunki przez okno - słonecznie i sucho. W praktyce aż tak różowo nie było: wiatr - już słabszy, ale skutecznie chłodzący i niesprawiedliwy - się o to postarał :)
Mimo wszystko idzie ku lepszemu. I tego się trzymajmy.
Trasa to klasyk nad klasykami, czyli "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Dobrze, że są jeszcze pod Poznaniem fragmenty leśne. No i coś na kształt pagórków.
Głównie jednak rządzą półpustynne klimaty. Z wodą gratis :)

Po lewej stronie, między jedną a drugą kępą drzew, zauważyłem dwie kropki. Z ciekawości sprawdziłem, czym są. Tak jak myślałem - kolejny raz żurawie. Niestety w pikselozie :)
Kawałek dalej uciekł mi jeszcze myszołów. Ale tym razem nawet nie zdążyłem wyjąć aparatu, więc tylko kolejne piksele z komórki. A tak poza tym to zatrzymywałem się co chwilę, żeby obserwować jakieś ptactwo - widziałem między innymi imponujące stado dzikich gęsi. I jak tu walczyć o jakieś przyzwoite średnie? :)
A po południu oczywiście spacer. Łącznie wyszło dziesięć kilometrów. Nie było łatwo ominąć kręcących się bez celu niedzielniaków, ale jakoś nam się udało - trzeba wiedzieć, gdzie się zaszyć, żeby nie gryźć :)
Kropa w swoim żywiole...
...Dębinello u siebie...

...a bardziej aktywni mieszkańcy swych pierwotnych terenów wciąż nie ufają ludziom. I słusznie.
Bowiem taka "niespodzianka" dziś została napotkana nieopodal Warty :/ Mendy, gnoje, sukinsyny - by nie napisać bardziej dosadnie.
TUTAJ Relive z łażenia.
Aktywna niedziela. Lubię to :)
- DST 53.15km
- Czas 02:07
- VAVG 25.11km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 172m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Orkan, niż, trollercoaster, czyli Lisówki :)
Sobota, 7 marca 2020 · dodano: 07.03.2020 | Komentarze 18
Oj, musiałem dziś odespać intensywny tydzień. Na szczęście miałem wolne, do tego (już nie na szczęście) wciąż padało, więc jakiegoś specjalnego ciśnienia podprogowego na wstawanie nie było. Dzięki temu bez większych wyrzutów sumienia korzystałem z gościnności łóżka do grubo ponad dziewiątej, potem rodzinne śniadanie i można było myśleć o rowerowaniu.
No właśnie - na samą myśl jakoś tak niespecjalnie się chciało. Za oknem bowiem rządził niż o nazwie Elli, który na zachodzie Polski skupił się na dwóch aspektach: padaniu oraz wianiu. To pierwsze lekkie, drugie - zdecydowanie zbyt mocne jak na mój gust. Do tego pięć stopni było fajne w styczniu (nawet genialne), lecz w marcu już mogłoby być rzadziej widywane. Czekając aż opady całkowicie odejdą (a o dziwo tak się stało) odgruzowałem Czarnucha po wczorajszym wypadzie, wypiłem jeszcze jedną kawę, zjadłem jeszcze jedną kanapkę, by w końcu stwierdzić, że dość zamulania i ruszam.
Jazda była z gatunku tych, którą domorośli psychologowie mogliby nazwać "wyjściem poza strefę komfortu". Czy zabełkotać coś podobnego :) Łeb urywało, czasem jeszcze momentami pomżyło, postanowiłem więc się zbytnio nie denerwować i kręcić spokojnie, bez ciśnienia. Tym bardziej, że już w trakcie zrodził mi się pomysł, gdzie chcę dotrzeć - i po co właśnie nabyłem w tamtym roku rower mtb.
W skrócie o trasie, szczegóły będą później: Poznań - Luboń - Komorniki - Głuchowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki (tam to, co poniżej i nawrotka) - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive (już wiem, skąd bierze te dziwne średnie - zlicza cały czas spędzony na wypadzie, nawet stanie w miejscu, stąd dziwne wartości).
Najpierw zaliczyłem Wzgórze Papieskie w Luboniu. 
Potem (co widać na filmiku) lekko pogubiłem się w lubońsko-komornickiej strefie gospodarczej, czy jak tam nazwać miliard hangarów magazynowych, które tam występują. Do tego mogłem podziwiać mega korki przy tamtejszym centrum handlowym. Normalka, przecież jutro JEDEN DZIEŃ BEZ HANDLU, trzeba więc nakupić towaru na miesiąc.
Wspomnianym celem były Lisówki. Miejsce mało znane (może prócz pobliskiego DPS-u), co w moich oczach stawia je bardzo wysoko w klasyfikacji tych, które należy zwiedzić, żeby nie obijać się o istoty dwunożne i bezskrzydłe. Udało się - widzianych osób zero, choć człowiek oczywiście odbił swój ślad na przyrodzie. Oto bowiem kawałek widoku na niewielkie Jezioro Tomickie...
...z tablicą mówiącą o zakazie wyrzucania śmieci, monitoringu i karze. A oto pejzaż kilka metrów dalej :/

Eh, jakim trzeba być mentalnym ścierwem, żeby robić taki syf? Winnemu życzę łagodnego wyroku, czyli bezpłodności - bo geny debilizmu nie powinny się dalej rozszerzać na świat. Dla dobra tego ostatniego.
Najciekawsze było odkrycie zdecydowanie niestabilnego dojścia do samego jeziora. Nie powiem, były emocje, gdy zawiewało, bo to zaprawdę ciekawa konstrukcja - istny trollercoaster :) 








Ale klimat świetny, bo w jednym uchem słuchałem ptactwa, które czuje już wiosnę, a w drugim miałem najnowszą płytę Nicka Cave'a. Genialną zresztą ("Bright horses" miażdży).
No i pejzaż wierzbowo-polny. Tu zawróciłem, bo kałuże zaczynały tworzyć alternatywne bajorko :)

No i najważniejsze: odnalazłem prawdziwe żurawiowe zagłębie. Łącznie widziałem siedem albo osiem sztuk, niestety wszystkie za daleko, żeby można było je ująć na jakimś rozsądnym jakościowo zdjęciu (jedną parę "złapałem" gdy leciała mi nad głową). Nawet zoom, mimo wszelkich starań, musiał się poddać. Jednak dźwięk przepięknie i donośnie gadających ze sobą ptasich olbrzymów mam jeszcze w pamięci. 


W Konarzewie zatrzymałem się jeszcze na chwilę, żeby spojrzeć na (jak potem wyczytałem) wielkie wydarzenie piłkarskie, czyli sparing Orkana z Liderem Swarzędz. Oto zapowiedź, skopiowana z oficjalnego fejsa gospodarzy:
A tu realia :) 


Dla zainteresowanych: 2:1 dla Orkana :)
- DST 51.20km
- Czas 01:59
- VAVG 25.82km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 225m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Międzydeszcz
Piątek, 6 marca 2020 · dodano: 06.03.2020 | Komentarze 10
Wpis krótki i konkretny (jak nie u mnie), bo dzień zalatany.
Wcześnie rano nie padało. Fajnie, no nie? No nie :) Bo zaczęło dokładnie kiedy ruszyłem. Na szczęście przewidziałem ryzyko i osiodłałem Czarnucha, czego zdecydowanie nie żałowałem. Bo momentami konkretnie lało, a błotnik (nowo kupiony, bo ostatni złamałem) dał radę.
Trasa to lekko odchudzony "muminek": Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Sypniewo - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Saisnowo - Rogalinek - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań. TUTAJ Relive.
Plusy są dwa: nie waliło deszczem przez cały czas i skorzystałem z okazji, kręcąc się trochę rowerem po Dębinie.





Bez kontrowersji więc dzisiaj :)
- DST 62.20km
- Czas 02:13
- VAVG 28.06km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 256m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zewowo
Czwartek, 5 marca 2020 · dodano: 05.03.2020 | Komentarze 9
Wiało dziś z południa, trasa miała być więc zdecydowanie w tym kierunku, ale odezwał się we mnie "zew kondominium" (ponownie) i w Mosinie zamiast jechać prosto skręciłem na zachód, na Stęszew. Miałem mocny argument w temacie zmiany planu - podczas powrotu nie musiałem ponownie jechać przez Luboń. Czy trzeba pisać więcej? :)
Niniejszym wykręcony został stały klasyk, czyli: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań. TUTAJ Relive.
Wyjątkowo bez przygód się obyło. W sumie to nudne, tak bez zamachów na swoje życie :) Również podczas jazdy do pracy (wliczone do dystansu).

Jeszcze historia z wczoraj. Wieczorem, gdy wyszedłem z Kropą, znalazła ona w trawie gawrona, prawdopodobnie ze złamanym skrzydłem. Oba zwierzaki się wzajemnie przestraszyły, ale pies zajął się kijkiem, ja natomiast kombinowaniem, gdzie by tu zgłosić nieboraka. I tak: pięć prób dodzwonienia się na Straż Miejską zakończyło się rozłączeniem po kilku minutach - mimo informacji, że mam czekać na zgłoszenie się kogoś po drugiej stronie. Wykonałem więc połączenie na 112 z zapytaniem, gdzie wieczorem można w Poznaniu zgłosić ranne zwierzę. Podano mi jeszcze jeden numer stacjonarny do Straży, a tam wynik ten sam. Pozostało jeszcze schronisko, ale tak jak się spodziewałem, nikt nie odebrał. No i musiałem się poddać, bo nawet zawieźć biedaka nie było gdzie... Skierowałem go tylko jak najdalej w krzaki, żeby psy czy koty miały mniejszą szansę na znalezienie. A w domu zrobiłem zgłoszenie przez internet. Ot, po to nam właśnie taka służba opłacana z miejskiej kasy, która nie działa, gdy zapada zmrok i kończy się opłata za strefę :/
Rano z ciekawości przeszedłem się w to samo miejsce. Gawrona nie było. Gdy kilkanaście minut później mijałem je rowerem to owszem, Straż Miejska była obecna. Spisywała jakiegoś konesera trunków niewykwintnych. Taaa...
- DST 61.70km
- Czas 02:12
- VAVG 28.05km/h
- VMAX 50.40km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 168m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kolaro(ś)wirus oraz sar(na)s
Środa, 4 marca 2020 · dodano: 04.03.2020 | Komentarze 14
No, w końcu się pojawił wyczekiwany gość z Azji. Teraz dopiero się zacznie - paczka ryżu na Allegro za 100 złotych, mydło za 50, kawałek bawełny na pysk za 500. I co najciekawsze - ludzie będą to zapewne za te ceny kupować. Taaaak, o taką Polskę walczylim :) A na poważnie - wyjątkowo (chyba pierwszy raz w życiu, a zapewne ostatni) muszę pochwalić partię rządzącą za spokój, a opozycji należy się karny k...oronawirus za sianie paniki, niestety wszystko na to wskazuje w imię walki wyborczej.
Zamiast wirusa chciałbym jak zwykle wskazać inne zagrożenie, pochłaniające o wiele więcej ofiar i zdecydowanie mniej przewidywalne - polskich użytkowników dróg publicznych. Dwu i czterokołowych. Z tych pierwszych - pewna paniusia, która swoją holenderką postanowiła zasygnalizować manewr skrętu w lewo chyba tylko i wyłącznie gałką oczną, bo jadąc za nią nie przyuważyłem nawet zerknięcia w bok, już nie mówiąc o wyciągnięciu ręki. A wcześniej w Luboniu (no bo gdzie?) musiałem pewnemu dziadkowi dać darmową lekcję z przepisów tyczących się wyprzedzania - mimo swoich koronnych argumentów musiał przyjąć do wiadomości, że milimetr to nie to samo co metr :)
Co do samej jazdy to trasa zachodnia, nieosłonięta: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Wiało tak sobie, ale rozpędzić się nie dałem rady, jak to zwykle, gdy ruszam niewyspany, z rana. Ale kolaroświrusem mogę się śmiało nazwać :)

No to czas jeszcze na drugi człon tytułu. Pomiędzy Trzcielinem a Dopiewem coś mi zaczęło się ruszać, hen hen, na horyzoncie. W sumie to ledwo widziałem, co to. O z takiej perspektywy:
Postanowiłem więc sprawdzić możliwości kompaktowego staruszka w tym temacie. Jestem zadowolony :) Co prawda cudów z jakością nie ma, ale biorąc pod uwagę, iż to gówienko (to pochwała, hehe) mieści mi się w tylnej kieszonce rowerowej, jest ok. SARS-y, tfu, sarny nawet widoczne.


Dystans z dojazdówką pracową.
- DST 61.50km
- Czas 02:21
- VAVG 26.17km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 148m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Staroszlakowo
Wtorek, 3 marca 2020 · dodano: 03.03.2020 | Komentarze 2
Wczoraj padało, dziś padało, jutro... cholera wie.
Na szczęście dzisiaj udało się lekko oszukać przeznaczenie i jednak pokręcić przed pracą, do tego niespodziewanie całe pięć dych, choć nastawiałem się jedynie na gluta. Wszystko dzięki temu, że postanowiłem zaryzykować i wyruszyć jeszcze gdy kropiło, licząc na jakiś cud i przejaśnienia, które o dziwo przyszły. Dziwne :)
Wiało ze wschodu, więc wybór kierunku był oczywisty, tym bardziej, że wczoraj przyuważyłem, iż skończył się remont ulicy Sandomierskiej, zamkniętej przez ostatnie pół roku, który kosztował mnie sporo z zasobów kreatywności, żeby jakoś zorganizować sobie objazdy. No i kombinowanie na szczęście już nie jest potrzebne, bo co prawda jeszcze są momenty niedorobione, ale da się już z grubsza przejechać.
W związku z tym udało mi się wykonać jeden z dawno niećwiczonych klasyków, czyli pieska bez nóżek: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Koninko - Koninko - Sypniewo - Głuszyna - Starołęka - Las Dębiński - dom.



Zaraz obok widocznego powyżej krzyża znajduje się inny symbol polskości. O taki:

To rozbebeszenie (oczywiście legitnie oznakowane) utrzymuje się od co najmniej kilku miesięcy. I w sumie niech ten stan (błogosławiony, jak widać) trwa i trwa. Jak na moje ideał, żeby po tym nie jeździć :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 62.30km
- Czas 02:13
- VAVG 28.11km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 256m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Padaka
Poniedziałek, 2 marca 2020 · dodano: 02.03.2020 | Komentarze 7
Dzisiaj dzionek diametralnie inny od poprzednich. Wczoraj na przykład kręciłem w słońcu, ale za to łeb mi urywało. Dziś o jakichkolwiek przejaśnieniach można było zapomnieć, za to praktycznie od samego wyjazdu, z zaledwie jedną przerwą, kropiło i padało zamiennie. Plusem był spokojniejszy wiatr, ale i tak nie poszalałem, bo powietrze było ciężkie, drogi śliskie i chęć do jazdy średnia. Jako bonus wrócił smog, jak na moje groźniejszy niż - za przeproszeniem - sraczka z koronawirusem.
Trasa to południowo-wschodni stworek: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice (tam nawrotka) - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Sasinowo - Wiórek - Czapury - Starołęka - Minikowo - Dębina - Dębiec.
Wróciłem usyfiony na maksa. Nie żebym wczoraj pucował rower :)
Nie mogło zabraknąć chwili relaksu w porcie rzecznym w Radzewicach. Zawsze mi on przypomina, że będą fajniejsze pory roku niż ta "zima", a i trzeba będzie znaleźć czas na odwiedzenie drugiego brzegu Warty, gdzie panuje dzika dzicz i naturalna natura :)



Dystans jest z dojazdem do pracy, oczywiście w deszczu.
Jeszcze czas na podsumowanie lutego - miesiąca kompletnie nie zimowego, a bardziej paskudnie listopadowego. Wiało, duło, padało i generalnie było średnio. Wymęczyłem 1655 kilometrów ze średnią 27,1 km/h, czyli słabiutko. Ale przecież nie o rekordy chodzi. Chyba :) Doszły do tego 73 kilometry wyspacerowane.
- DST 55.10km
- Czas 01:55
- VAVG 28.75km/h
- VMAX 60.40km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 266m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Walkiria, Osowa Góra oraz Dębinello
Niedziela, 1 marca 2020 · dodano: 01.03.2020 | Komentarze 15
Wyjazd na rower nastąpił dziś dość późno (lekko po jedenastej), bo w końcu miałem okazję się wyspać. Oczywiście - jak to po integracji pracowej - kilku godzin zabrakło do pełnej regeneracji, ale w końcu to już nie te czasy, gdy balowało się do rana. Tym razem w pełnej kulturce wypitych zostało kilka piwek (na szczęście cała załoga nienawidzi tańców i tym podobnego marnowania czasu), a wcześniej zaliczona została wizyta w jednym z najlepiej ocenianych i najcięższych poznańskich escape roomów. W związku z tym można mnie nazwać prawdziwym bohaterem, gdyż brałem udział w skonstruowaniu bomby, od której w Wilczym Szańcu miał się rozpuknąć sam Adolfik H. I tak jak w realu Operacja Walikiria się nie udała, tak nam jakoś wyszła. Co prawda niezbędnych było dosłownie kilka subtelnych sugestii mistrza gry, ale biorąc pod uwagę, iż możliwych było takowych około pięćdziesięciu, a bez żadnej podpowiedzi przez dobre kilka lat istnienia tego miejsca udało się wydostać zaledwie dwunastu grupom (podobno z dużym doświadczeniem), mogę stwierdzić, iż nie poszło najgorzej. Co prawda trzeba się było lekko podszkolić z geografii, zdemolować kawałek biurka i rozmontować piec, ale ważne, że się udało. Niniejszym Hitler wyleciał w powietrze, zanim jeszcze wojna się rozpoczęła. Naprawdę, nie ma za co, drobnostka :)
Przechodząc do rowerowania - wiosna, proszę państwa! Dziesięć stopni, słońce (ulewy się pojawiły, a nawet burza!, ale dopiero późnym popołudniem), prawie ideał. Owo "prawie" to oczywiście wiatr, o którym znów nie chcę się rozpisywać. Pochwalę za jedno - mimo że gnoił przez grubo ponad czterdzieści kilometrów, a pomógł dopiero na ostatniej prostej, to jednak to zrobił. Zawsze mogło być gorzej :)
Trasa to ponownie najbardziej klasyczne "kondominium", czyli w skrócie: Poznań - Luboń - Puszczykowo - Mosina - Dymaczewo - Łódź - Stęszew - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
Rowerzystów jak mrówków. Znaczy się: mityczny "sezon" się zbliża. Ale jeszcze tragedii nie ma - większość ładnie pozdrawiała, a buc zdarzył się tylko jeden, w Luboniu. Nauczka została udzielona w postaci zostawienia delikwenta z tyłu :)


Nie mogłem sobie odmówić wjazdu na Osową Górę. Za często ją zaniedbuję :)
Perspektywa z góry taka średnio wielkopolska :)
A po południu czas dla psa. Co prawda na jakieś dalsze eskapady czasu już nie było, ale udało się wykonać te sześć kilometrów z małym plusem spaceru po Dębinie, starając się nie znaleźć fragmenty bez ludzi. Było ciężko, ale jakoś się udało. Przy okazji (na Osowej też) testowałem mały kompakcik z przyzwoitym zoomem, model już kilkuletni, ale kupiony za okazyjną cenę od kumpla. Bo wydawanie siedmiu stów na coś naprawdę przyzwoitego mi się nie uśmiechało, tym bardziej, iż to moje focenie jest bardziej symboliczne. Jestem zadowolony, więcej nie potrzebuję - ma być mały i przybliżyć to, czego nie ujmie komórka.

No i najważniejszy news dnia - mimo pewnych obaw, czy przeżyje zimę, na moje rewiry powrócił Dębinello, czyli dębiecki żółw błotny ozdobny :) Dawno mnie nic tak nie ucieszyło :)


- DST 52.30km
- Czas 01:56
- VAVG 27.05km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 3.0°C
- Podjazdy 247m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dolutując
Sobota, 29 lutego 2020 · dodano: 29.02.2020 | Komentarze 12
No i udało się jakoś dolecieć do końca lutego. Nawet poszerzając go o dzień więcej. Czyli w sumie dolutować.
Na dzisiaj prognozy były całkiem obiecujące - brak opadów, a nawet przebłyski słońca. Tyle pogodynki. A rzeczywistość? Jak zwykle odmienna - do tego stopnia, że na granicy Poznania z Luboniem zaczął padać śnieg z deszczem. I nie odpuścił aż do kawałka za Mosiną. W sumie chciałem nawet wracać i skończyć jednie z glutem, ale postanowiłem twardym być, nie "mientkim" i udało się wykonać cały dystans. W chłodku, przy wciąż mocnym wietrze, więc na spokojnie.
Trasa to typowe w tę i z powrotem na południe: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - hopka przed Sulejewem i nawrotka. O tak jak TU

Jako że ciekawego tematu na dziś brak, to tylko fotka mosińskiej abstrakcji, czyli zakazu rowerowego i przymusu jazdy po czymś, co nie spełnia żadnych standardów, bo toto nie tylko wąskie (może z pół metra), okrawężnikowane, nieoczyszczone, a przede wszystkim zawalone samochodami parkującymi pod domami. Chodzą słuchy, że ktoś kiedyś podobno dostosował się do tych znaków, ale wydaje mi się, że to jedynie podmiejska legenda :)
Do pracy dzisiaj nie rowerem, bo w planach integracja.






