Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239634.85 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.45km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.41km/h
  • VMAX 50.50km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 126m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

ZaWodnik :)

Niedziela, 26 kwietnia 2020 · dodano: 26.04.2020 | Komentarze 14

Dzisiaj znów na szosie. I dobrze, bo to lubię najbardziej, choć terenowe wyjątki od reguły cenię niezmiernie :)

Wiało słabiej niż wczoraj, ale mimo to solidnie. Walczyć o wynik mi się nie chciało, więc spokojnie wykonałem krok za kroczkiem (oczywiście rowerowym) swoje pięć dyszek. Pogoda była dziwna - raz słońce, raz chmury, więc czasem lekko marzłem (byłem na półkrótko), czasem było mi za gorąco. Ale zdecydowanie wolę to niż opcję numer dwa przez cały czas :)

Trasa północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - Poznań (Junikowo) - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Junikowo - Kopanina - dom. Relive na razie nie ma, bo zastrajkowało.

Późno już, więc tyle tekstu :) Za to kilka fotek. Aha, dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą - PBS (jeśli ktoś używa) zmienił trochę formę, jest bardziej stabilny i ma większy limit dodawanych dziennie zdjęć, lecz za tym idzie symboliczna opłata: dwie dyszki na rok. Jak na moje to dobra zmiana :)

Mój ulubiony odcinek Lusówko - Lusowo (a nawet odwrotnie) wciąż jest... ulubiony :)
Mój ulubiony asfalt od d...rugiej strony :)
Żółte, zielone, żółte, a i tak niebieskie rządzi
Tylko śmigać!
W Lusowie jak zwykle chwila rera... rara... relaksu :)
Plaża nad Jeziorem Lusowskim, dość pusta
Woda dziś wzburzona, Jezioro Lusowskie
Bardziej dzika część Jeziora Lusowskiego
Przy okazji odkryłem klimatyczny Bar Wodnik :) Czysty PRL, do tego nieczynny, ale graficznie całkiem godnie.
Bistro Wodnik, Jezioro Lusowskie
No i jak tu się oprzeć? :) - Jezioro Lusowskie
Trafiła się również sympatyczna parka żurawi. Największym przejawem owej sympatii było to, że nie uciekły, gdy robiłem im zdjęcia. Fakt faktem - z daleka.
Napotkana sympatyczna parka :)
Tu żuraw solista
Na koniec przesłanie na ścianie firmy ogrodniczej z Lusówka. Ten cytat to słowa autorstwa Anne Scott-James, brytyjskiej pisarki i dziennikarki, w Polsce kompletnie nieznanej.Przy firmie ogrodniczej, a w sumie to całkiem głębokie - Lusówko




  • DST 52.70km
  • Czas 02:01
  • VAVG 26.13km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 183m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jeziorkowe łagodzenie

Sobota, 25 kwietnia 2020 · dodano: 25.04.2020 | Komentarze 20

Wczoraj zapowiadałem, że według prognoz już dziś na wiatr nie będzie się dało NIE narzekać. Cóż, nie pomyliłem się. niestety.

Ale, ale. Złagodzę przekaz, ha. Bowiem postanowiłem do tematu dzisiejszego rowerowania podejść z głową i nie kopać się z koniem, tylko przynajmniej częściowo ruszyć w las. gdzie jak wiadomo wieje mniej. Skoro w swej łaskawości mózgi u władzy pozwoliły nam pojawić się między drzewami, trzeba korzystać póki już/jeszcze można. Elementem wzmacniającym decyzję były lekkie poranne (a może i nocne?) opady, który trochę poprawiły sytuację przyrodniczą, a przy okazji lekko zmoczyły piaskowe paskudztwo.

Motywem przewodnim były poznańskie jeziora. Po przepchaniu się na Ogrody przekroczyłem moją ulubioną granicę, czyli... pandę...
Pan da jechać do lasu :) - Ogrody, Poznań
Rozkład jazdy - Ogrody, Poznań
...i zabrałem za kurs wzdłuż Rusałki do Jeziora Strzeszyńskiego. Trasa miła, łatwa i przyjemna, niestety wszystkie moje ulubione miejscówki były zajęte, więc relacja foto taka sobie. Ruch biegaczy i rowerzystów całkiem spory, czego można się było spodziewać. Na szczęście tylko kilku kompletnych imbecyli, w wersjach grupowych, się zdarzyło.
Widok na Jezioro Rusałka, Poznań
Moje ulubione drzewo boa, Poznań, między Rusałką a Strzeszynkiem
Lepsze miejscówki mi zajęto :( - Jezioro Strzeszyńskie, Poznań
W pędzie po poznańskim lesie
Rzut oka wstecz - Jezioro Strzeszyńskie, Poznań
Nie mogłem się nie zatrzymać przy klimatycznych rzeźbach: jedna to "Malum", zrobiona z kory i starych, zużytych mebli, a druga to klasyczny guzik z teorii widzenia.
Inne spojrzenie na klasykę, Jezioro Strzeszyńskie, Poznań
Rzeźba
Guzik bez pętelki, Jezioro Strzeszyńskie, Poznań
No i jak zwykle urzekło mnie uroczysko gdzieś przy ścieżce w kierunku Kiekrza.
Klimat lekko wiedźmiński :) - za Jeziorem Strzeszyńskim, Poznań
Żadne monstrum z tej wody nie wyskoczyło :) - za Jeziorem Strzeszyńskim, Poznań
Powrót nastąpił już asfaltami - przez Kiekrz, Rogierówko, Sady, Dąbrówkę i Plewiska, Tak jak na Relive. Przy okazji cyknąłem jeszcze fotkę nieśmiertelnego wiatraka w Rogierówku...
Imponujący drewniany wiatrak - Rogierówko, Poznań
...oraz chyba tak samo już nieśmiertelnych zbiorów przed Plewiskami :)
Dałem se siana :) - Plewiska
Aha, na zjeździe z górki w Kiekrzu, przed hopką, dogonił mnie kolarz. Ale nie pozdrowił - błąd ;) Finalnie się zawziąłem i wyprzedziłem podczas wspinaczki, dopadł mnie przy kolejnym zjeździe, a odpadł znów na Podjazdowej w Rogierówku. Cholerni szoszoni! :)

I wszystko to po to, żeby nie narzekać na wiatr :) Więc zagryzam zęby i już nic więcej nie piszę :)




  • DST 55.75km
  • Czas 01:50
  • VAVG 30.41km/h
  • VMAX 60.80km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 150m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Max pandemonium, bez narzekania :)

Piątek, 24 kwietnia 2020 · dodano: 24.04.2020 | Komentarze 9

Ha. Drugi - i zapewne ostatni na razie - wpis, w którym nie będę narzekał na wiatr :) Bo mimo że jakoś tam super słaby to on nie był (wystarczy spojrzeć na Vmax), to znów nie robił pod górkę, a zachowywał się z grubsza sprawiedliwie, czyli nawet trochę pomógł. Łącznie jakieś 15 kilometrów, a to o 14 więcej niż zazwyczaj :) Czemu ostatni na razie? Bo od jutra znów zmiana warunków pogodowych i powrót paskudnych podmuchów. No nic, lepsze to niż nic, niniejszym dziękuję. Można było dziś sympatycznie pojeździć.

Jazda na półkrótko - czyli drugi dzionek bez dłuższych spodenek, zachowana jedynie koszulka termo pod strojem właściwym. Jak poprawia to komfort jazdy wiedzą chyba wszyscy, może prócz dziadyg (ich reprezentant zniknął już na dobre) czy typowych koszykarek i koszykarzy kursujących od monopolu do skupu.

W związku z podmuchami z południowego zachodu miałem zamiar wykonać najbardziej lubiane z lubianych "kondominium", czyli póki co "pandemonium". I wszystko szło zgodnie z planem, czyli pokonałem Luboń (znów masakra), Wiry, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, dojechałem do Dymaczewa, a tu nagle zonk. Droga zamknięta i objazd. Początkowo dopadła mnie załamka, bo tam ma powstać jakaś śmieszka, ale po powrocie do domu się uspokoiłem - do drugiej połowy maja drogowcy mają ogarnąć jedynie przepusty. Oby tylko na tym zostało.

Plany mi się lekko pokrzyżowały, bo liczyłem, że przed Łodzią uda mi się może zobaczyć znajomą parę myszołowów, a tu kicha. Jakieś foty jednak trzeba było zrobić, wyszedł więc tylko dość smętny widoczek na bajorko obok Będlewa. Klimat prawie że listopadowy.
Jesień wróciła :)
Smętnowidok na bajorko przed Będlewem
Powrót nastąpił "piątką", przez Zamysłowo, Stęszew, Dębienko, Trzebaw, Rosnówko, Szreniawę i Komorniki. Łącznie pięć kilometrów więcej niż klasyka - póki co mi to nie przeszkadza, ale jak już wrócą zwykłe robocze dni to "max pandemonium" będzie wymagało wcześniejszego wstawania. Nie mówiąc już o innych "atrakacjach", takich jak ta:

Wersja pierwotna czegoś takiego nie posiada. Nie żebym kiedykolwiek skorzystał z tego "udogodnienia", ale liczy się sam fakt istnienia :) Za to wciąż bardzo mi się podoba widok na prawie pustą krajową piątkę (korek, i to spory, o dziwo był tylko w Komornikach).
Prawie pusta krajowa piątka
Jako że z fotkami dziś bida, to tylko jeszcze wstawka z wczoraj, z dziewięciokilometrowego spaceru na Szachty. Na wieżę widokową nie właziłem tym razem, bo niby zamknięta, choć jak widziałem nie wszystkim to przeszkadzało. Skupiłem się na tej jeszcze póki co dzikiej części.
Kierunek: ten cypelek na dole  - Szachty, Poznań
Promyk nadziei :)  - Szachty, Poznań
Potwór z bagien :) - Szachty, Poznań
Widok na wieżę widokową - Szachty, Poznań
Są szuwary, jest imoreza - Szachty, Poznań
O, i tak ma być - Szachty, Poznań
Cały czas byłem pod baczną obserwacją nie byle kogo, bo mew śmieszek :)
Baczni obserwatorzy - Szachty, Poznań
Mewy śmieszki ciut bliżej - Szachty, Poznań




  • DST 52.70km
  • Czas 01:44
  • VAVG 30.40km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 125m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Oł jes :)

Czwartek, 23 kwietnia 2020 · dodano: 23.04.2020 | Komentarze 17

O, to to. Tak, taką pogodę poproszę codziennie. Ciepło, ale nie za ciepło (nawet bandana na ryju, oczywiście konstruktywnie przemieszczana w ramach kolejnych odcinków, nie za bardzo przeszkadzała), wietrznie, ale nie zbyt wietrznie, sucho, ale… za sucho (tu muszę przyznać, że susza nam coraz bardziej grozi, przydałyby się jakieś nocne opady). Generalnie warunku niemal idealne. I nie może tak być przez cały rok, bez upałów i jakichś dziwnych plus minus zer?

Trasa taka, żeby miasto ominąć, o ile się da. Finalnie się nie udało, jak zwykle, ale wpadły zachodnie, lekko północne rejony – z Dębca przez Górczyn, Plewiska, Skórzewo, Wysogotowo, Batorowo, Lusowo, Lusówko, Sierosław, Zakrzewo, znów Plewiska i do domu. Tak jak na Relive.

Średnia wyszła w końcu jako taka, ale to dlatego, że mi się chciało. Z podmuchami dało się walczyć, bo był to przeciwnik sprawiedliwy. Szkoda, że tak rzadko takim się okazuje. Niestety, miałem cztery nieplanowe postoje, bo dzisiaj byłem zawodowo pod telefonem.

Bardzo polubiłem perspektywę z drogi między Lusowem a Lusówkiem w wersji z nowym asfaltem, tu akurat z zerową szansą na jakąś śmieszkę (jupi!), zachowanymi drzewami (brawo!), wiosną prezentującą się jeszcze lepiej. Szczególnie te zmarszczki :)
Lusowo - Lusówko - godny asfalt w godnej kolorystyce
Skoro było Lusowo, to musiało być i jezioro. Dziś dotarłem do głównej plaży, na której trochę ludzi było. Zrobiłem więc pro forma kilka fotek...
Wjazd na plażę w Lusowie
Pomost, jeszcze pusty - Lusowo
Obyło się bez kąpieli :) - Lusowo
Brzeg brzegowi nierówny - Lusowo...i wróciłem do zwiedzania linii brzegowej, tej mniej popularnej. Tam było o wiele ciekawiej.
Ukryty łódkowy
Boczny dopływ - Lusowo
Mało szosowo, ale da się żyć - Lusowo
Herszt kaczka i zwiadowca łabędź - Lusowo
Z rzeczy mniej fajnych - do wielu straszących już od jakiegoś czasu Dudów, sporej ilości wiszących Kidaw-Błońskich oraz zaledwie kilku Kosiniaków, dołączyła teraz spora ilość Bosaków. Sorry, B[x]saków :) Ciekawostka - albo ktoś jest święcie przekonany, że PiS dopnie swego (jakieś przecieki?), albo już za dużo kasy poszło na materiały wyborcze i czas się pokazać tak czy siak. Dodam, że fryz pana Krzysia pokazuje dokładnie kierunek wiatru :)

Czas wybiegać psa - BS-a nadrobię później.




  • DST 52.20km
  • Czas 01:46
  • VAVG 29.55km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 135m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Leniwy wschód

Środa, 22 kwietnia 2020 · dodano: 22.04.2020 | Komentarze 14

Po dzisiejszym dzionku stwierdzam, że cały ten koronawirus lekko mnie rozleniwił. Wnioskuję to po tym, że o godzinie piętnastej musiałem "być" na wirtualnym zebraniu-szkoleniu przed kompem (no proszę, da się zebrać siedemdziesiąt dusz bez jakichś bezsensownych delegacji)  i... ledwo zdążyłem :) To fakt, że w międzyczasie zrobiłem swoje pięć dyszek i byliśmy na spacerze z psem (Dębina już na szczęście w miarę wyludniona - po poniedziałkowej masakrze ani śladu. Niech to nauczy rządzących, żeby nie wymyślali znów kolejnych debilizmów z zamykaniem lasów), ale spanie do dziesiątej zwyczajowe u mnie nie jest. Boję się, co będzie, gdy wróci (nie)normalność - jakiś rok trzeba się będzie przyzwyczajać :)

Co do jazdy to wykonałem lekko zmodyfikowany wschodni klasyk: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawska - Antoninek - Swarzędz - Jasin - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Komorniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Czas na informację, na którą czekają miliony Polaków. Brzmi ono: jak wiało? :) Otóż dużo słabiej niż wczoraj, odczuwalnie, ale co najważniejsze: dość przewidywalnie. To bardzo miła odmiana względem dni ostatnich. Gdyby więc nie miasto, można by się było pokusić o sympatyczny wynik, a tak to wyszedł tylko w miarę ok.

Kolory w końcu takie, o jakie walczylim! :)
O takie barwy na trasach walczylim!
Już zaczyna również go czuć :)
Park im. Tadeusza Mazowieckiego - Poznań
W końcu też na legalu można przejechać wzdłuż Malty.
Załóżmy, że ten urlop na Malcie się jednak odbył :) - Poznań
Pozostawiony plakat po pozostawieniu śladu w PoznaniuNo i nawet na północno-wschodnich terenach pustynnych można spotkać kawałek zieleni. To Komorniki, położone niecałe trzydzieści kilometrów od... Komornik :)
Oaza na pustyni - Komorniki
Nawet na wschodnich pustyniach względem Poznania można znaleźć kawałek zieleni - Komorniki
Z boku zerkały na mnie smętne krowie oczy w smętnym postpegeerowskim obejściu.
Smętne krowie oczy w smętnym obejściu - Komorniki
TUTAJ Relive.




  • DST 52.30km
  • Czas 01:54
  • VAVG 27.53km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 127m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wietrzne koziołkowanie

Wtorek, 21 kwietnia 2020 · dodano: 21.04.2020 | Komentarze 13

Obrany dzisiaj został kierunek wschód. Wiatr bowiem duł jak cholera z grubsza właśnie stamtąd, ale raz bardziej z północy, raz z południa, miałem więc nadzieję, że uda mi się go jakoś oszukać i spróbować wykorzystać fakt, że może zgłupieje i niechcący mi pomoże chociaż przez chwilę. Oczywiście nic takiego się nie wydarzyło, było wręcz - jak zwykle - dokładnie odwrotnie :)

Trasa to "muminek": Dębiec - Dębina - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Wrażeń z jazdy nie będę tutaj szerzej opisywał, bo dbam o kulturę języka pisanego :) Dodam, że od Puszczykowa do domu walczyłem, żeby w ogóle poruszać się do przodu.

W końcu miałem okazję, żeby zatrzymać się przy OSP na poznańskiej Głuszynie. Od bodajże dwóch lat ma ona nową, całkiem okazałą remizę...
Nowa remiza - OSP Poznań Głuszyna
...a od niedawna stoi pod nią takie coś. Ni to przyczepa, ni jakiś przenośny mały magazynek, grunt, że klasycznie i z klasą wymalowane na koziołkowo :)
Są koziołki, jest impreza :) - OSP Poznań Głuszyna
Chwilę spędziłem też w Wiórku, zerkając na Nadwarciański Szlak Rowerowy widoczny po drugiej stronie rzeki, którym wczoraj sobie pomykałem.
Po drugiej stronie Nadwarciański Szlak Rowerowy
Jeszcze kilka lat temu brzeg Warty, przy którym dziś byłem, też tętnił zielenią. Niestety, Nadleśnictwo Babki, jak i chyba jakieś plany wybudowania przystani dla łodzi, zrobiły swoje. Można więc szukać kilku (nie więcej niż miliard) różnic pomiędzy terenem zarządzanym przez WPN a tym "babkowym"...
Kiedyś po lewej stronie też był las :(
Wielkopolski Park Narodowy z jednej, rzeźnicza działalność Nadleśnictwa Babki po drugiej
Dębinę zaliczyłem dziś dwukrotnie. Raz szybkim przejazdem głównym traktem na rowerze...
Las Dębiński, Poznań. Tam w tle, na gałęzi, wygrzewają się żółwie
...a po południu spacerowo, z Kropą. Jest jeden pozytyw - po wczorajszej kumulacji chyba się uspokoiło. Największe mentalne glonojady widocznie stwierdziły, że to coś zwane spacerem po lesie, tak reklamowane w internecie, w sumie jest nudne, człowiek się męczy, selfie wychodzi jakoś tak ciemno, do tego jest słaby zasięg. Uff. Co prawda do ideału, czyli zielonej normalności (człowiek spotkany raz na kilka-kilkanaście minut zamiast co sekundę) jeszcze sporo brakuje, ale na bocznych dróżkach można było przynajmniej oddychać, a mijanki były raczej z ludzkimi istotami rozumnymi. Oby tak zostało. Tylko łabędzie i kaczki w jakiejś lekkiej traumie - brodziły daleko, byle dalej od bezskrzydłych dwunogów. Mądre istoty.
Byle dalej od ludzi. I słusznie - Dębina, Poznań
Łabędzie i kaczki trochę bliżej - Dębina, Poznań
Wraca normalność? :)
Wraca normalność? :)




  • DST 34.20km
  • Czas 01:22
  • VAVG 25.02km/h
  • VMAX 43.00km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 119m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyjście z mroku - mniejsza połowa :)

Poniedziałek, 20 kwietnia 2020 · dodano: 20.04.2020 | Komentarze 18

Czas na drugą część dzisiejszego, jedynego w pełni luźnego, dnia w tym tygodniu. Czyli mniejsza połowa stała się uzupełnieniem większej :)

Postanowiłem odkurzyć Czarnucha - skoro już można... :) Naturalnym kierunkiem wydawał się Wielkopolski Park Narodowy, bo to teren dość obszerny, więc ryzyko spotkania wielu ludzi wydawało się niezbyt duże. Jak się okazało, generalnie miałem rację, choć pojedyncze mijanki się zdarzały - w większości jednak z użyciem mózgów, czyli z zachowaniem odległości. No i raczej zamaskowane - prócz trójki dresów, którzy też poczuli zew MTB...

Trasa to najpierw przez Luboń do Wirów,  gdzie wjechałem na teren WPN-u i dostałem się na teren wąwozu w Puszczykowskich Górach. Potem przepchanie się nad same Puszczykowo do Nadwarciańskiego (chwila na plaży), którym wróciłem przez Łęczycę i znów Luboń do domu. Plan był sprytny - wykorzystać wiatr do jazdy asfaltami, a mieć go głęboko gdzieś w terenie. Udało się w 100% :) Największy minus - piach. Chwilami konkretnie się zakopywałem, no ale wiedziałem, że tak będzie, bo bieżnik w tylnym kole już od dawna bardziej nadaje się na szosy :)

Tym samym wpadło kolejne 30+ (nieistniejąca mniejsza połowa), czyli łącznie wykonałem dzisiaj około 85 kilometrów. Nie, do stówy nie chciało mi się dokręcać :)

Galeria:
Oj, wyczekane - Wielkopolski Park Narodowy
Głaz widokowy :) - Wielkopolski Park Narodowy
Feeria wiosennych barw - Wielkopolski Park Narodowy
Przed zjazdem wąwozem - Wielkopolski Park Narodowy
Sam wąwóz, chwila przed zakrętem - Wielkopolski Park Narodowy
Pocięte powalone drzewo - Wielkopolski Park Narodowy
Widok na Wartę - Wielkopolski Park NarodowyPlaża rzeczna w Puszczykowie - Wielkopolski Park Narodowy
Wody już mniej niż zero....  - Wielkopolski Park NarodowyJeden z kultowych mostków  - Wielkopolski Park NarodowyZakorzenić się-ważna sprawa  - Wielkopolski Park Narodowy
Resztki moczarów - Wielkopolski Park Narodowy
Pustynia, wszędzie pustynia... :/  - Wielkopolski Park Narodowy
Było fajnie. Aż byłem zdziwiony, że nie widziałem tłumów. TUTAJ Relive.

Niestety, w miarę pozytywny obraz prysł po południu. Jak zwykle bowiem wyszedłem z Kropą na spacer, ciesząc się, że Dębina jest już "legalna" i nie muszę łazić gdzieś po cmentarzach. No i się przeraziłem - człowiek na człowieku, parkingi (w pierwszej wersji ograniczeń pozamykane, co było świetną decyzją) zasrane samochodami, rodzinki po pięć osób mijały się z rodzinkami po osób cztery, radośnie kursowały rowery, hulajnogi i co tam jeszcze może,. OK, rozumiem, zew wolności. Ale czemu, do cholery jasnej, te tępe istoty sądzą, że jeśli w lesie można nie nosić maseczek, to oznacza, iż podczas mijanek też takiego obowiązku nie ma? Jakimi trzeba być porąbanymi egoistami, żeby wyłączyć mózgi i nie kumać, że domniemany wirus tak samo zachowuje się na ulicy, jak w terenie zielonym? Finalnie - nie z troski o siebie, ale choćby o Teściową, którą co jakiś czas musimy odwiedzić - to ja, idąc solo, robiłem to w maseczce, choć nie musiałem. Jednak to było oczywiste i jest pokłosiem debilizmu, jakim było zamknięcie lasów na te kilka tygodni. Nie spodziewałem się, że będzie to jednak aż taka skala. Jestem ciekaw wzrostu zakażeń po dniu dzisiejszym - ale za nieprzewidzenie ludzkiej głupoty muszą już wziąć odpowiedzialność nasi inteligenci przy władzy, których logika się nie trzyma.

Oto widok na parkingi (tylko przy Dębinie) z dnia dzisiejszego. Ręce opadają.



Kategoria Terenowo


  • DST 51.70km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.20km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 156m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wyjście z mroku - większa połowa :)

Poniedziałek, 20 kwietnia 2020 · dodano: 20.04.2020 | Komentarze 10

Wiem, wiem, nie ma mniejszych i większych połów, ale co zrobić, jeśli de facto są? :)

Najfajniejsze w dzisiejszym wyjeździe było to, że jedyne (oczywiście prócz jazdy po pijaku czy spowodowaniu kolizji), za co można aktualnie dostać mandat jadąc rowerem to olewanie co bardziej irytujących śmieszek. Kilka oszczędzonych tysiaków zawsze się przyda :)

Ruszyłem koło dziesiątej, na północny wschód, bo stamtąd wiało. Dość solidnie. Czyli jazda przez miasto, ale na szczęście ponownie można korzystać bez obaw z Wartostrady, więc jakby lżej. Mijałem co prawda jeden radiowóz, ale taki nastawiony na wyszukiwanie zgromadzeń. I dobrze.
Wartostrada znów w pełni legalna! - Poznań
Trasa (TU Relive – póki co wraca) to klasyka: Dębiec – Wartostrada – Chemiczna – Gdyńska – Koziegłowy – Kicin – Mielno – Dębogóra – Karłowice – Wierzonka – Kobylnica – Janikowo – Główna – Śródka – Wartostrada – Dębiec.

No właśnie, skoro podobno otwarto również plaże, to Mielno było niemal obowiązkiem :)
Plaże otwarte, więc... :) - Mielno Wielkopolskie
Tak samo jak lasy… Eeee… to znaczy tu jeszcze niedawno jakiś las był… :/

Za to pięknie wszystko kwitnie, nie da się ukryć.
Hamowanie przy strumyku - Wierzonka
Gdzie strumyk płynie.... - Wierzonka
Tu ostatnio, jeszcze długo po wyborach, wisiał pyszczek jakiegoś platformersa. Aktualnie przekaz jest inny.

Patrząc na stan tej chałupy, kiedyś zawiśnie ”nie dla remontów!” :)

No i najfajniejszy moment wypadu: znajoma ekpia z Mielna. Trawka ucieszy każdego :)
Szarża: kierunek trawka :)
Jeszcze nieśmiało...
Co się dzieje, tej? :)
Aaaa, to znów Roman robi dym :)
Podejść czy nie podejść? Oto jest pytanie
Decyzja właściwa - jest nagroda :)
O mniejszej połowie napiszę później, na razie pies się domaga tego, co mu należne :)




  • DST 53.30km
  • Czas 01:54
  • VAVG 28.05km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 139m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

KHŻP - ostatnia. Przynajmniej na razie (?)

Niedziela, 19 kwietnia 2020 · dodano: 19.04.2020 | Komentarze 24

Uff. Wygląda na to, że udało się bez ofiar w portfelu przeżyć debilizm związany z zakazem poruszania się rekreacyjnie, cokolwiek to sumie znaczyło. Życzę panu Szumowskiemu, żeby... już się więcej nie wypowiadał na ten temat, bo jak na lekarza ma dość oryginalne podejście do ruchu w wersji solo :) Niech się porządnie wyśpi, odpocznie, może to mu pozwoli pomyśleć, zanim coś znów palnie.

Póki co uznaję abstrakcję w postaci konieczności tłumaczenia się Krótką Higieną Życia Psychicznego (tylko raz musiałem), gdy jakiś policjant zapyta mnie czemu jadę rowerem (!!!), za zakończoną. Cieszmy się tym, bo dzień po ogłoszeniu wyborów mogą nam dowalić taki stan wyjątkowy, że wyjście raz na tydzień po mleko/piwo/wodę gazowaną uznamy za sport ekstremalny.

Ostatnie "zakazane" rowerowanie było znów w warunkach mega wietrznych. Wczoraj było fajnie, ale widocznie jeden przyzwoity pod tym względem dzionek musi wystarczyć. Dzisiaj - mimo słonecznej aury - wiało nie tylko mocno, ale przenikliwie, przez co komin na ryju nie przeszkadzał specjalnie. Chociaż ten plus :)

Wykonałem wschodnią wariację - chciałem na północ, ale to by oznaczało, że musiałbym pojechać Wartostradą, czego jeszcze wolałem uniknąć. W związku z tym byłem na polnych przestrzeniach, zaliczając m.in. Szczodrzykowo, Gądki, Tulce czy Nagradowice. Tam ukryć się nie było gdzie. Przed wiatrem, bo radiowozu nie uświadczyłem :)

Się żółci się! :)
Się żółci się :)
Zatrzymałem się na chwilę przy kałuży obok Szczodrzykowa. Ptactwa masa, ale strasznie daleko.

Wpadła więc tylko jedna bardziej śmiała łyska...
Łyska na wzburzonym stawie
...oraz kilka mew, strasznie nerwowych :)
Mewy śmieszki, strasznie nerwowe jakieś, więc niewyraźne
Za to w okolicach rzeźni w Robakowie jak zwykle sporo padlinożerców. Tym razem tych skrzydlatych, czyli m.in. gawronów.

W tym jeden, który miał na wszystko wydziobane. Zobaczył, że się zatrzymuję, na chwilę wstał, spojrzał i... usiadł :)
Gawron, który ma na wszystko wydziobane :)
Tyle. Miałem powklejać jeszcze w weekend inne ptasie fotki, ale zostawiam to na później. W zamian moje ulubione drzewo z Dębiny (nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam, że dzisiaj tam byłem, tak samo jak nie mogę potwierdzić, że nagle trzeba było zmienić kierunek spaceru po lesie już niby otwartym, na widok zaparkowanego w dali radiowozu), kojarzące mi się z jednorożcem lub jakimś elfim wierzchowcem...
Jestę jednorożcę :)
...oraz galopująca Kropa :)
Bonanza! :)




  • DST 52.30km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.33km/h
  • VMAX 55.00km/h
  • Temperatura 14.0°C
  • Podjazdy 139m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

KHŻP - w odwiedziny :)

Sobota, 18 kwietnia 2020 · dodano: 18.04.2020 | Komentarze 29

Kwarantanna kwarantanną, ale czasami niektórych odwiedzić trzeba. Tak zrobiłem dzisiaj, choć w sumie nie planowałem. Aha, zanim ktoś zacznie wybierać na telefonie numer 112 lub ten do Sanepidu, spokojnie, niech doczyta wpis do końca :)

Ruszyłem dość późno, bo lekko po jedenastej. A co, weekend trzeba celebrować, nawet w czasach pandemii. Co prawda miałem dyżur, ale telefoniczny, więc luz - skutkował on tylko tym, że trafiły się trzy nieplanowane postoje na trasie.

Warto pochwalić pogodę - przestało już mocno wiać, duło maksymalnie umiarkowanie, a że nie do końca przewidywalnie, raz z północy, raz z południa, ale z grubsza ze wschodu, to już inna sprawa. Jednak względem dni poprzednich było miodzio. Aż się chciało mocniej tąpnąć, jednak przecież nie można w ramach Krótkiej Higieny Życia Psychicznego. A może to ja już się tak rozleniwiłem? :)

Trasa ukształtowała się spontanicznie, gdy przez Starołęcką i Wióry dotarłem do Rogalinka. A stamtąd już rzut beretem do Radzewic, a jak :) Na miejscu jak zwykle sesyjka.
Zaparkowane w ostatniej chwili :) - Radzewice
Zakole Warty - Radzewice
Widok z rzecznego portu - Radzewice
Ziemia prawie niedostępna - Radzewice
Miejsce zgromadzeń bez zgromadzenia - Radzewice
Łodka stacjonarna - Radzewice
Z daleka, baaaaardzo daleka, widać było stadko czapli.
Stadko czapli, baaaardzo daleko - Radzewice
No i właśnie - nie wiedziałem czy zastanę ulubionego mieszkańca rzecznego portu, w sumie nawet nie byłem na to przygotowany, bo nie wziąłem prowiantu. Zastałem. I o dziwo poznał mnie :) Miło :)
Stary młody znajomy na horyzoncie :) - Radzewice
Kot portowy :) - Radzewice
Dobre drapanko nie jest złe - Radzewice
100 procent słodyczy - Radzewice
Aha, czy tylko mi się na tym zdjęciu mina kotka kojarzy z pewnym szeregowym Jarosławem? :) Oczywiście nie chciałem urazić. Czworonoga :)
Mina trochę jak pewien Jarosław :) - Radzewice
Powrót jakoś takoś przez Puszczykowo. Póki co wciąż bez wielu szczegółów. Aha, szoszoni powoli wychodzą na powierzchnię, bo widziałem ich kilku. No i lasy jeszcze tylko zza szlabanu. Jeszcze :)
Jeszcze za szlabanem. Jeszcze :)