Info
Suma podjazdów to 783662 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj2 - 3
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.45km
- Czas 01:47
- VAVG 29.41km/h
- VMAX 50.50km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 126m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
ZaWodnik :)
Niedziela, 26 kwietnia 2020 · dodano: 26.04.2020 | Komentarze 14
Dzisiaj znów na szosie. I dobrze, bo to lubię najbardziej, choć terenowe wyjątki od reguły cenię niezmiernie :)
Wiało słabiej niż wczoraj, ale mimo to solidnie. Walczyć o wynik mi się nie chciało, więc spokojnie wykonałem krok za kroczkiem (oczywiście rowerowym) swoje pięć dyszek. Pogoda była dziwna - raz słońce, raz chmury, więc czasem lekko marzłem (byłem na półkrótko), czasem było mi za gorąco. Ale zdecydowanie wolę to niż opcję numer dwa przez cały czas :)
Trasa północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - Poznań (Junikowo) - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Junikowo - Kopanina - dom. Relive na razie nie ma, bo zastrajkowało.
Późno już, więc tyle tekstu :) Za to kilka fotek. Aha, dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą - PBS (jeśli ktoś używa) zmienił trochę formę, jest bardziej stabilny i ma większy limit dodawanych dziennie zdjęć, lecz za tym idzie symboliczna opłata: dwie dyszki na rok. Jak na moje to dobra zmiana :)
Mój ulubiony odcinek Lusówko - Lusowo (a nawet odwrotnie) wciąż jest... ulubiony :)


W Lusowie jak zwykle chwila rera... rara... relaksu :)


Przy okazji odkryłem klimatyczny Bar Wodnik :) Czysty PRL, do tego nieczynny, ale graficznie całkiem godnie.

Trafiła się również sympatyczna parka żurawi. Największym przejawem owej sympatii było to, że nie uciekły, gdy robiłem im zdjęcia. Fakt faktem - z daleka.

Na koniec przesłanie na ścianie firmy ogrodniczej z Lusówka. Ten cytat to słowa autorstwa Anne Scott-James, brytyjskiej pisarki i dziennikarki, w Polsce kompletnie nieznanej.
- DST 52.70km
- Czas 02:01
- VAVG 26.13km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jeziorkowe łagodzenie
Sobota, 25 kwietnia 2020 · dodano: 25.04.2020 | Komentarze 20
Wczoraj zapowiadałem, że według prognoz już dziś na wiatr nie będzie się dało NIE narzekać. Cóż, nie pomyliłem się. niestety.
Ale, ale. Złagodzę przekaz, ha. Bowiem postanowiłem do tematu dzisiejszego rowerowania podejść z głową i nie kopać się z koniem, tylko przynajmniej częściowo ruszyć w las. gdzie jak wiadomo wieje mniej. Skoro w swej łaskawości mózgi u władzy pozwoliły nam pojawić się między drzewami, trzeba korzystać póki już/jeszcze można. Elementem wzmacniającym decyzję były lekkie poranne (a może i nocne?) opady, który trochę poprawiły sytuację przyrodniczą, a przy okazji lekko zmoczyły piaskowe paskudztwo.
Motywem przewodnim były poznańskie jeziora. Po przepchaniu się na Ogrody przekroczyłem moją ulubioną granicę, czyli... pandę...

...i zabrałem za kurs wzdłuż Rusałki do Jeziora Strzeszyńskiego. Trasa miła, łatwa i przyjemna, niestety wszystkie moje ulubione miejscówki były zajęte, więc relacja foto taka sobie. Ruch biegaczy i rowerzystów całkiem spory, czego można się było spodziewać. Na szczęście tylko kilku kompletnych imbecyli, w wersjach grupowych, się zdarzyło.




Nie mogłem się nie zatrzymać przy klimatycznych rzeźbach: jedna to "Malum", zrobiona z kory i starych, zużytych mebli, a druga to klasyczny guzik z teorii widzenia. 


No i jak zwykle urzekło mnie uroczysko gdzieś przy ścieżce w kierunku Kiekrza. 

Powrót nastąpił już asfaltami - przez Kiekrz, Rogierówko, Sady, Dąbrówkę i Plewiska, Tak jak na Relive. Przy okazji cyknąłem jeszcze fotkę nieśmiertelnego wiatraka w Rogierówku...
...oraz chyba tak samo już nieśmiertelnych zbiorów przed Plewiskami :)
Aha, na zjeździe z górki w Kiekrzu, przed hopką, dogonił mnie kolarz. Ale nie pozdrowił - błąd ;) Finalnie się zawziąłem i wyprzedziłem podczas wspinaczki, dopadł mnie przy kolejnym zjeździe, a odpadł znów na Podjazdowej w Rogierówku. Cholerni szoszoni! :)
I wszystko to po to, żeby nie narzekać na wiatr :) Więc zagryzam zęby i już nic więcej nie piszę :)
- DST 55.75km
- Czas 01:50
- VAVG 30.41km/h
- VMAX 60.80km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 150m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Max pandemonium, bez narzekania :)
Piątek, 24 kwietnia 2020 · dodano: 24.04.2020 | Komentarze 9
Ha. Drugi - i zapewne ostatni na razie - wpis, w którym nie będę narzekał na wiatr :) Bo mimo że jakoś tam super słaby to on nie był (wystarczy spojrzeć na Vmax), to znów nie robił pod górkę, a zachowywał się z grubsza sprawiedliwie, czyli nawet trochę pomógł. Łącznie jakieś 15 kilometrów, a to o 14 więcej niż zazwyczaj :) Czemu ostatni na razie? Bo od jutra znów zmiana warunków pogodowych i powrót paskudnych podmuchów. No nic, lepsze to niż nic, niniejszym dziękuję. Można było dziś sympatycznie pojeździć.
Jazda na półkrótko - czyli drugi dzionek bez dłuższych spodenek, zachowana jedynie koszulka termo pod strojem właściwym. Jak poprawia to komfort jazdy wiedzą chyba wszyscy, może prócz dziadyg (ich reprezentant zniknął już na dobre) czy typowych koszykarek i koszykarzy kursujących od monopolu do skupu.
W związku z podmuchami z południowego zachodu miałem zamiar wykonać najbardziej lubiane z lubianych "kondominium", czyli póki co "pandemonium". I wszystko szło zgodnie z planem, czyli pokonałem Luboń (znów masakra), Wiry, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, dojechałem do Dymaczewa, a tu nagle zonk. Droga zamknięta i objazd. Początkowo dopadła mnie załamka, bo tam ma powstać jakaś śmieszka, ale po powrocie do domu się uspokoiłem - do drugiej połowy maja drogowcy mają ogarnąć jedynie przepusty. Oby tylko na tym zostało.
Plany mi się lekko pokrzyżowały, bo liczyłem, że przed Łodzią uda mi się może zobaczyć znajomą parę myszołowów, a tu kicha. Jakieś foty jednak trzeba było zrobić, wyszedł więc tylko dość smętny widoczek na bajorko obok Będlewa. Klimat prawie że listopadowy.

Powrót nastąpił "piątką", przez Zamysłowo, Stęszew, Dębienko, Trzebaw, Rosnówko, Szreniawę i Komorniki. Łącznie pięć kilometrów więcej niż klasyka - póki co mi to nie przeszkadza, ale jak już wrócą zwykłe robocze dni to "max pandemonium" będzie wymagało wcześniejszego wstawania. Nie mówiąc już o innych "atrakacjach", takich jak ta:
Wersja pierwotna czegoś takiego nie posiada. Nie żebym kiedykolwiek skorzystał z tego "udogodnienia", ale liczy się sam fakt istnienia :) Za to wciąż bardzo mi się podoba widok na prawie pustą krajową piątkę (korek, i to spory, o dziwo był tylko w Komornikach).
Jako że z fotkami dziś bida, to tylko jeszcze wstawka z wczoraj, z dziewięciokilometrowego spaceru na Szachty. Na wieżę widokową nie właziłem tym razem, bo niby zamknięta, choć jak widziałem nie wszystkim to przeszkadzało. Skupiłem się na tej jeszcze póki co dzikiej części.





Cały czas byłem pod baczną obserwacją nie byle kogo, bo mew śmieszek :)

- DST 52.70km
- Czas 01:44
- VAVG 30.40km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 125m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Oł jes :)
Czwartek, 23 kwietnia 2020 · dodano: 23.04.2020 | Komentarze 17
O, to
to. Tak, taką pogodę poproszę codziennie. Ciepło, ale nie za ciepło (nawet
bandana na ryju, oczywiście konstruktywnie przemieszczana w ramach
kolejnych odcinków, nie za bardzo przeszkadzała), wietrznie, ale nie zbyt wietrznie, sucho, ale… za
sucho (tu muszę przyznać, że susza nam coraz bardziej grozi,
przydałyby się jakieś nocne opady). Generalnie warunku niemal
idealne. I nie może tak być przez cały rok, bez upałów i jakichś
dziwnych plus minus zer?
Trasa
taka, żeby miasto ominąć, o ile się da. Finalnie się nie udało,
jak zwykle, ale wpadły zachodnie, lekko północne rejony – z
Dębca przez Górczyn, Plewiska, Skórzewo, Wysogotowo, Batorowo,
Lusowo, Lusówko, Sierosław, Zakrzewo, znów Plewiska i do domu. Tak
jak na Relive.
Średnia
wyszła w końcu jako taka, ale to dlatego, że mi się chciało. Z
podmuchami dało się walczyć, bo był to przeciwnik
sprawiedliwy. Szkoda, że tak rzadko takim się okazuje. Niestety,
miałem cztery nieplanowe postoje, bo dzisiaj byłem zawodowo pod
telefonem.
Bardzo polubiłem perspektywę z drogi między Lusowem a Lusówkiem w wersji z nowym asfaltem, tu akurat z zerową szansą na jakąś śmieszkę (jupi!), zachowanymi drzewami (brawo!), wiosną prezentującą się jeszcze lepiej. Szczególnie te zmarszczki :)
Skoro było Lusowo, to musiało być i jezioro. Dziś dotarłem do głównej plaży, na której trochę ludzi było. Zrobiłem więc pro forma kilka fotek...


...i wróciłem do zwiedzania linii brzegowej, tej mniej popularnej. Tam było o wiele ciekawiej.



Z rzeczy mniej fajnych - do wielu straszących już od jakiegoś czasu Dudów, sporej ilości wiszących Kidaw-Błońskich oraz zaledwie kilku Kosiniaków, dołączyła teraz spora ilość Bosaków. Sorry, B[x]saków :) Ciekawostka - albo ktoś jest święcie przekonany, że PiS dopnie swego (jakieś przecieki?), albo już za dużo kasy poszło na materiały wyborcze i czas się pokazać tak czy siak. Dodam, że fryz pana Krzysia pokazuje dokładnie kierunek wiatru :)
Czas wybiegać psa - BS-a nadrobię później.
- DST 52.20km
- Czas 01:46
- VAVG 29.55km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 135m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Leniwy wschód
Środa, 22 kwietnia 2020 · dodano: 22.04.2020 | Komentarze 14
Po dzisiejszym dzionku stwierdzam, że cały ten koronawirus lekko mnie rozleniwił. Wnioskuję to po tym, że o godzinie piętnastej musiałem "być" na wirtualnym zebraniu-szkoleniu przed kompem (no proszę, da się zebrać siedemdziesiąt dusz bez jakichś bezsensownych delegacji) i... ledwo zdążyłem :) To fakt, że w międzyczasie zrobiłem swoje pięć dyszek i byliśmy na spacerze z psem (Dębina już na szczęście w miarę wyludniona - po poniedziałkowej masakrze ani śladu. Niech to nauczy rządzących, żeby nie wymyślali znów kolejnych debilizmów z zamykaniem lasów), ale spanie do dziesiątej zwyczajowe u mnie nie jest. Boję się, co będzie, gdy wróci (nie)normalność - jakiś rok trzeba się będzie przyzwyczajać :)
Co do jazdy to wykonałem lekko zmodyfikowany wschodni klasyk: Dębiec - Wartostrada - Malta - Warszawska - Antoninek - Swarzędz - Jasin - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Komorniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Czas na informację, na którą czekają miliony Polaków. Brzmi ono: jak wiało? :) Otóż dużo słabiej niż wczoraj, odczuwalnie, ale co najważniejsze: dość przewidywalnie. To bardzo miła odmiana względem dni ostatnich. Gdyby więc nie miasto, można by się było pokusić o sympatyczny wynik, a tak to wyszedł tylko w miarę ok.
Kolory w końcu takie, o jakie walczylim! :)


W końcu też na legalu można przejechać wzdłuż Malty.
No i nawet na północno-wschodnich terenach pustynnych można spotkać kawałek zieleni. To Komorniki, położone niecałe trzydzieści kilometrów od... Komornik :)

Z boku zerkały na mnie smętne krowie oczy w smętnym postpegeerowskim obejściu.
TUTAJ Relive.
- DST 52.30km
- Czas 01:54
- VAVG 27.53km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 127m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wietrzne koziołkowanie
Wtorek, 21 kwietnia 2020 · dodano: 21.04.2020 | Komentarze 13
Obrany dzisiaj został kierunek wschód. Wiatr bowiem duł jak cholera z grubsza właśnie stamtąd, ale raz bardziej z północy, raz z południa, miałem więc nadzieję, że uda mi się go jakoś oszukać i spróbować wykorzystać fakt, że może zgłupieje i niechcący mi pomoże chociaż przez chwilę. Oczywiście nic takiego się nie wydarzyło, było wręcz - jak zwykle - dokładnie odwrotnie :)
Trasa to "muminek": Dębiec - Dębina - Starołęka - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Wrażeń z jazdy nie będę tutaj szerzej opisywał, bo dbam o kulturę języka pisanego :) Dodam, że od Puszczykowa do domu walczyłem, żeby w ogóle poruszać się do przodu.
W końcu miałem okazję, żeby zatrzymać się przy OSP na poznańskiej Głuszynie. Od bodajże dwóch lat ma ona nową, całkiem okazałą remizę...
...a od niedawna stoi pod nią takie coś. Ni to przyczepa, ni jakiś przenośny mały magazynek, grunt, że klasycznie i z klasą wymalowane na koziołkowo :)
Chwilę spędziłem też w Wiórku, zerkając na Nadwarciański Szlak Rowerowy widoczny po drugiej stronie rzeki, którym wczoraj sobie pomykałem.
Jeszcze kilka lat temu brzeg Warty, przy którym dziś byłem, też tętnił zielenią. Niestety, Nadleśnictwo Babki, jak i chyba jakieś plany wybudowania przystani dla łodzi, zrobiły swoje. Można więc szukać kilku (nie więcej niż miliard) różnic pomiędzy terenem zarządzanym przez WPN a tym "babkowym"...

Dębinę zaliczyłem dziś dwukrotnie. Raz szybkim przejazdem głównym traktem na rowerze...
...a po południu spacerowo, z Kropą. Jest jeden pozytyw - po wczorajszej kumulacji chyba się uspokoiło. Największe mentalne glonojady widocznie stwierdziły, że to coś zwane spacerem po lesie, tak reklamowane w internecie, w sumie jest nudne, człowiek się męczy, selfie wychodzi jakoś tak ciemno, do tego jest słaby zasięg. Uff. Co prawda do ideału, czyli zielonej normalności (człowiek spotkany raz na kilka-kilkanaście minut zamiast co sekundę) jeszcze sporo brakuje, ale na bocznych dróżkach można było przynajmniej oddychać, a mijanki były raczej z ludzkimi istotami rozumnymi. Oby tak zostało. Tylko łabędzie i kaczki w jakiejś lekkiej traumie - brodziły daleko, byle dalej od bezskrzydłych dwunogów. Mądre istoty.

Wraca normalność? :)
- DST 34.20km
- Czas 01:22
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 119m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wyjście z mroku - mniejsza połowa :)
Poniedziałek, 20 kwietnia 2020 · dodano: 20.04.2020 | Komentarze 18
Czas na drugą część dzisiejszego, jedynego w pełni luźnego, dnia w tym tygodniu. Czyli mniejsza połowa stała się uzupełnieniem większej :)
Postanowiłem odkurzyć Czarnucha - skoro już można... :) Naturalnym kierunkiem wydawał się Wielkopolski Park Narodowy, bo to teren dość obszerny, więc ryzyko spotkania wielu ludzi wydawało się niezbyt duże. Jak się okazało, generalnie miałem rację, choć pojedyncze mijanki się zdarzały - w większości jednak z użyciem mózgów, czyli z zachowaniem odległości. No i raczej zamaskowane - prócz trójki dresów, którzy też poczuli zew MTB...
Trasa to najpierw przez Luboń do Wirów, gdzie wjechałem na teren WPN-u i dostałem się na teren wąwozu w Puszczykowskich Górach. Potem przepchanie się nad same Puszczykowo do Nadwarciańskiego (chwila na plaży), którym wróciłem przez Łęczycę i znów Luboń do domu. Plan był sprytny - wykorzystać wiatr do jazdy asfaltami, a mieć go głęboko gdzieś w terenie. Udało się w 100% :) Największy minus - piach. Chwilami konkretnie się zakopywałem, no ale
wiedziałem, że tak będzie, bo bieżnik w tylnym kole już od dawna
bardziej nadaje się na szosy :)
Tym samym wpadło kolejne 30+ (nieistniejąca mniejsza połowa), czyli łącznie wykonałem dzisiaj około 85 kilometrów. Nie, do stówy nie chciało mi się dokręcać :)
Galeria:












Było fajnie. Aż byłem zdziwiony, że nie widziałem tłumów. TUTAJ Relive.
Niestety, w miarę pozytywny obraz prysł po południu. Jak zwykle bowiem wyszedłem z Kropą na spacer, ciesząc się, że Dębina jest już "legalna" i nie muszę łazić gdzieś po cmentarzach. No i się przeraziłem - człowiek na człowieku, parkingi (w pierwszej wersji ograniczeń pozamykane, co było świetną decyzją) zasrane samochodami, rodzinki po pięć osób mijały się z rodzinkami po osób cztery, radośnie kursowały rowery, hulajnogi i co tam jeszcze może,. OK, rozumiem, zew wolności. Ale czemu, do cholery jasnej, te tępe istoty sądzą, że jeśli w lesie można nie nosić maseczek, to oznacza, iż podczas mijanek też takiego obowiązku nie ma? Jakimi trzeba być porąbanymi egoistami, żeby wyłączyć mózgi i nie kumać, że domniemany wirus tak samo zachowuje się na ulicy, jak w terenie zielonym? Finalnie - nie z troski o siebie, ale choćby o Teściową, którą co jakiś czas musimy odwiedzić - to ja, idąc solo, robiłem to w maseczce, choć nie musiałem. Jednak to było oczywiste i jest pokłosiem debilizmu, jakim było zamknięcie lasów na te kilka tygodni. Nie spodziewałem się, że będzie to jednak aż taka skala. Jestem ciekaw wzrostu zakażeń po dniu dzisiejszym - ale za nieprzewidzenie ludzkiej głupoty muszą już wziąć odpowiedzialność nasi inteligenci przy władzy, których logika się nie trzyma.
Oto widok na parkingi (tylko przy Dębinie) z dnia dzisiejszego. Ręce opadają.
- DST 51.70km
- Czas 01:50
- VAVG 28.20km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 156m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wyjście z mroku - większa połowa :)
Poniedziałek, 20 kwietnia 2020 · dodano: 20.04.2020 | Komentarze 10
Wiem,
wiem, nie ma mniejszych i większych połów, ale co zrobić, jeśli
de facto są? :)
Najfajniejsze
w dzisiejszym wyjeździe było to, że jedyne (oczywiście prócz
jazdy po pijaku czy spowodowaniu kolizji), za co można aktualnie
dostać mandat jadąc rowerem to olewanie co bardziej irytujących
śmieszek. Kilka oszczędzonych tysiaków zawsze się przyda :)
Ruszyłem
koło dziesiątej, na północny wschód, bo stamtąd wiało. Dość
solidnie. Czyli jazda przez miasto, ale na szczęście ponownie można
korzystać bez obaw z Wartostrady, więc jakby lżej. Mijałem co
prawda jeden radiowóz, ale taki nastawiony na wyszukiwanie
zgromadzeń. I dobrze.
Trasa
(TU Relive – póki co wraca) to klasyka: Dębiec – Wartostrada –
Chemiczna – Gdyńska – Koziegłowy – Kicin – Mielno –
Dębogóra – Karłowice – Wierzonka – Kobylnica – Janikowo –
Główna – Śródka – Wartostrada – Dębiec.
No
właśnie, skoro podobno otwarto również plaże, to Mielno było
niemal obowiązkiem :)
Tak
samo jak lasy… Eeee… to znaczy tu jeszcze niedawno jakiś las
był… :/
Za to
pięknie wszystko kwitnie, nie da się ukryć.

Tu
ostatnio, jeszcze długo po wyborach, wisiał pyszczek jakiegoś
platformersa. Aktualnie przekaz jest inny.
Patrząc
na stan tej chałupy, kiedyś zawiśnie ”nie dla remontów!” :)
No i
najfajniejszy moment wypadu: znajoma ekpia z Mielna. Trawka ucieszy
każdego :)





O
mniejszej połowie napiszę później, na razie pies się domaga
tego, co mu należne :)
- DST 53.30km
- Czas 01:54
- VAVG 28.05km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 139m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
KHŻP - ostatnia. Przynajmniej na razie (?)
Niedziela, 19 kwietnia 2020 · dodano: 19.04.2020 | Komentarze 24
Uff. Wygląda na to, że udało się bez ofiar w portfelu przeżyć debilizm związany z zakazem poruszania się rekreacyjnie, cokolwiek to sumie znaczyło. Życzę panu Szumowskiemu, żeby... już się więcej nie wypowiadał na ten temat, bo jak na lekarza ma dość oryginalne podejście do ruchu w wersji solo :) Niech się porządnie wyśpi, odpocznie, może to mu pozwoli pomyśleć, zanim coś znów palnie.
Póki co uznaję abstrakcję w postaci konieczności tłumaczenia się Krótką Higieną Życia Psychicznego (tylko raz musiałem), gdy jakiś policjant zapyta mnie czemu jadę rowerem (!!!), za zakończoną. Cieszmy się tym, bo dzień po ogłoszeniu wyborów mogą nam dowalić taki stan wyjątkowy, że wyjście raz na tydzień po mleko/piwo/wodę gazowaną uznamy za sport ekstremalny.
Ostatnie "zakazane" rowerowanie było znów w warunkach mega wietrznych. Wczoraj było fajnie, ale widocznie jeden przyzwoity pod tym względem dzionek musi wystarczyć. Dzisiaj - mimo słonecznej aury - wiało nie tylko mocno, ale przenikliwie, przez co komin na ryju nie przeszkadzał specjalnie. Chociaż ten plus :)
Wykonałem wschodnią wariację - chciałem na północ, ale to by oznaczało, że musiałbym pojechać Wartostradą, czego jeszcze wolałem uniknąć. W związku z tym byłem na polnych przestrzeniach, zaliczając m.in. Szczodrzykowo, Gądki, Tulce czy Nagradowice. Tam ukryć się nie było gdzie. Przed wiatrem, bo radiowozu nie uświadczyłem :)
Się żółci się! :)
Zatrzymałem się na chwilę przy kałuży obok Szczodrzykowa. Ptactwa masa, ale strasznie daleko.
Wpadła więc tylko jedna bardziej śmiała łyska...
...oraz kilka mew, strasznie nerwowych :)
Za to w okolicach rzeźni w Robakowie jak zwykle sporo padlinożerców. Tym razem tych skrzydlatych, czyli m.in. gawronów.
W tym jeden, który miał na wszystko wydziobane. Zobaczył, że się zatrzymuję, na chwilę wstał, spojrzał i... usiadł :)
Tyle. Miałem powklejać jeszcze w weekend inne ptasie fotki, ale zostawiam to na później. W zamian moje ulubione drzewo z Dębiny (nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam, że dzisiaj tam byłem, tak samo jak nie mogę potwierdzić, że nagle trzeba było zmienić kierunek spaceru po lesie już niby otwartym, na widok zaparkowanego w dali radiowozu), kojarzące mi się z jednorożcem lub jakimś elfim wierzchowcem...
...oraz galopująca Kropa :)
- DST 52.30km
- Czas 01:47
- VAVG 29.33km/h
- VMAX 55.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 139m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
KHŻP - w odwiedziny :)
Sobota, 18 kwietnia 2020 · dodano: 18.04.2020 | Komentarze 29
Kwarantanna kwarantanną, ale czasami niektórych odwiedzić trzeba. Tak zrobiłem dzisiaj, choć w sumie nie planowałem. Aha, zanim ktoś zacznie wybierać na telefonie numer 112 lub ten do Sanepidu, spokojnie, niech doczyta wpis do końca :)
Ruszyłem dość późno, bo lekko po jedenastej. A co, weekend trzeba celebrować, nawet w czasach pandemii. Co prawda miałem dyżur, ale telefoniczny, więc luz - skutkował on tylko tym, że trafiły się trzy nieplanowane postoje na trasie.
Warto pochwalić pogodę - przestało już mocno wiać, duło maksymalnie umiarkowanie, a że nie do końca przewidywalnie, raz z północy, raz z południa, ale z grubsza ze wschodu, to już inna sprawa. Jednak względem dni poprzednich było miodzio. Aż się chciało mocniej tąpnąć, jednak przecież nie można w ramach Krótkiej Higieny Życia Psychicznego. A może to ja już się tak rozleniwiłem? :)
Trasa ukształtowała się spontanicznie, gdy przez Starołęcką i Wióry dotarłem do Rogalinka. A stamtąd już rzut beretem do Radzewic, a jak :) Na miejscu jak zwykle sesyjka.





Z daleka, baaaaardzo daleka, widać było stadko czapli.
No i właśnie - nie wiedziałem czy zastanę ulubionego mieszkańca rzecznego portu, w sumie nawet nie byłem na to przygotowany, bo nie wziąłem prowiantu. Zastałem. I o dziwo poznał mnie :) Miło :)



Aha, czy tylko mi się na tym zdjęciu mina kotka kojarzy z pewnym szeregowym Jarosławem? :) Oczywiście nie chciałem urazić. Czworonoga :)
Powrót jakoś takoś przez Puszczykowo. Póki co wciąż bez wielu szczegółów. Aha, szoszoni powoli wychodzą na powierzchnię, bo widziałem ich kilku. No i lasy jeszcze tylko zza szlabanu. Jeszcze :)






