Info
Suma podjazdów to 791284 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec24 - 50
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 64.30km
- Czas 02:13
- VAVG 29.01km/h
- VMAX 51.00km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 141m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rzeźnicze Babki
Środa, 17 czerwca 2020 · dodano: 17.06.2020 | Komentarze 21
Tytuł zapewne dla wtajemniczonych jest oczywisty do rozszyfrowania. Ale wrócę do niego później.
Najpierw o samym rowerowaniu - wiatr wiał z grubsza z tego samego kierunku co wczoraj, czyli S+N+W+E. Tylko że jeszcze bardziej upierdliwie. Co stanąłem na pedały, to wiał mi w pysk. Gdziekolwiek skręciłem - w pysk. Gdzie nie zawróciłem - w pysk. Normalnie byłem dziś przezeń traktowany jak dzieciak przez modelowego, rodzimego sebiksowego tatusia ze zdrowej polskiej rodziny (nie jakieś tam LGBT, czy LGTB, jak mówi poseł Żulek. Czy tam Żalek), tylko nie pachniało alkoholem :)
Trasa to "muminek": Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. TUTAJ Relive.

Dobra, miejmy to za sobą. Najpierw skręcając na południe od poznańskiej Głuszyny stwierdziłem, że zrobię fotkę przy Nadleśnictwie Babki. Bo dawno nie robiłem, a moje uczucia do niego wciąż są tak gorące, jak piła po ośmiu godzinach użytkowania. 
Potem jeszcze, jadąc, uwieczniłem dwie klasyczne pozycje...

...nie spodziewając się jednak, że kawałek dalej dam dwa razy po hamulcach, żeby wjechać w las. Wrrrróććć, co ja bełkoczę? Jaki las? Przecież to pola uprawne dla nienawidzących przyrody rzeźników, którym drzewo kojarzy się jedynie z zarabianiem kasy. Proszę, dzisiejsze widoczki:


Ciągnie się to znów hektarami. Rozumiem, "gospodarka leśna" to logika - teraz masowo usuniemy, ewentualnie posadzimy nowe, za jakieś dwadzieścia-trzydzieści lat znów wytniemy. Czy małe drzewko daje tyle samo tlenu co to dojrzałe? Czy zapewnia tyle cienia? Daje schronienie ptactwu? Możliwość bezpiecznego lęgu? Może lepiej nie odpowiadać na te pytania... Polska, taka piękna. Szczególnie przez kilka ostatnich lat :/ Tutaj sprzęt, którym nasi bohaterscy "leśnicy" działają, oczywiście pochylając się nad każdą z potencjalnych desek, sprawdzając zapewne, czy nie ma na niej gniazda...

Najgorsze jest to, że to zapewne nie koniec :( Do tego jeszcze przy debilnej śmieszce w Łęczycy przyuważyłem to, o czym pisał BUS - faktycznie, jakieś dwieście drzew jest oznakowanych, zapewne w wiadomym celu. Nawet nie chcę myśleć, co będzie tam planowane :/

Smutny to kraj, gdzie nie myśli się naturze, chyba że przez pryzmat kasy. Jednak nic nie jest tu przypadkiem - zgoda, a nawet nakazy, idą z samej góry.
Żeby jednak nie było tak całkowicie smętnie, na koniec obrazki z wielkopolskich pól - już mieszających kolory ze zbożowymi klimatami.

Dystans zawiera dojazd do pracy. Co ciekawe, mimo upału, widziałem jednego rowerzystę w zimowej kurtce i takich samych rękawiczkach.
- DST 62.10km
- Czas 02:04
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 128m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Oazowo
Wtorek, 16 czerwca 2020 · dodano: 16.06.2020 | Komentarze 15
Bez obaw, nie nawróciłem się. Spokojnie :)
Miałem dzisiaj napisać, że wiatr znów stał się zachodni, po wielu dniach podmuchów z północnego wschodu, ale... chyba nie mogę. Bo jak się okazało w praktyce, był z grubsza zachodniowschodniopołudniowopółnocny. Czyli zewsząd, byle w ryj. Na szczęście niezbyt mocny, więc jakoś dało się z nim walczyć.
Kurs przed pracą, na śpiocha i na czczocha :) Trasa: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Więckowice - Fiałkowo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Czyli klasyk. TUTAJ Relive.
Było tak nudno, że przez połowę drogi zastanawiałem się, gdzie się zatrzymać, żeby zrobić choć jedną fotę. Co pustynia, to pustynia. W końcu stanęło na Więckowicach i jedynej w okolicy oazie, czyli ładnie utrzymanym oczku wodnym. Szału ni ma, nie ma co ukrywać :)


W Palędziu za to w końcu wrócił na swój słup bocian. Był wiosną, potem gdzieś zniknął, ale ważne, że znowu jest. I jak się okazuje, to chyba pani bocianowa, co wnioskuję po oczach :)
W gnieździe była też (co najmniej) dwójka młodych, ale chyba dość irytujących, bo matka się co jakiś czas (dosłownie) unosiła.

Generalnie wciąż byłem pod obserwacją - i słusznie, bom człowiek, czyli zagrożenie. Więc szybko się ewakuowałem.
Dystans zawiera dojazd do roboty.
- DST 62.40km
- Czas 02:09
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 190m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziewicza facelia i łyski na widoku :)
Poniedziałek, 15 czerwca 2020 · dodano: 15.06.2020 | Komentarze 11
Kolejny dzionek z karą, fuj, fuj, fuj, co ja piszę!, przywilejem pójścia do pracy. Czyli znów schemat: wstać wcześnie, ogarnąć się, pokręcić swoje, wrócić, ogarnąć się w wersji 2.0, dojechać do roboty. Błeee :)
Wiało wciąż paskudnie, wciąż z północnego wschodu, więc ponownie za mną dwukrotny kursik przez całej miasto. Trasa w konkretach: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Hlonda - Chemiczna - Gdyńska - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Bogucin - Miłostowo - Główna - Hlonda - Jana Pawła - Wartostrada - dom. TUTAJ Relive.
Mimo już sympatycznych temperatur, specjalnie komfortowo to mi się nie jechało. Wmordewindzik swoje, koreczki swoje, światła tym bardziej swoje. Ot, wyjazd odbyty i tyle. Facelia wciąż trzyma się mocno...

...a wielkopolskie widoczki (między innymi na Dziewiczą Górę) są wciąż niby nudnawe, a cieszą oko kolorami.



Dystans zawiera dojazd do pracy.
Ok, tytuł wpisu częściowo rozszyfrowany. Idziemy dalej. Obiecałem wczoraj wkleić jeszcze foty z wizyty na wieży widokowej na Osowej Górze w Mosinie, więc w te pędy nadrabiam zaległości. Cóż, mam słabość do tego miejsca :)



Zoom na centrum Poznania z plus minus 20 kilometrów może do najwyraźniejszych nie należy, ale coś tam widać.
Przy okazji "upolowane" stadko łysek. Młode gnojki o mało nóżek nie połamały, żeby dorwać się do żarcia. A matka dzielnie dokarmiała "z dzioba".



No i smaczek nad smaczkami - znalezione gniazdo młodych sójek. Nie napiszę gdzie, żeby nie przeczytał tego ktoś niepowołany, kto tu przypadkiem zawita (oczywiście nie chodzi mi o żadnego z BS-owiczów). Niech maluchy dorastają w spokoju :)
- DST 52.70km
- Czas 01:50
- VAVG 28.75km/h
- VMAX 55.40km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 129m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jeziorkowo oraz... drezynowo :)
Niedziela, 14 czerwca 2020 · dodano: 14.06.2020 | Komentarze 19
Oj, intensywny za mną dzionek. Niedziela w końcu. Siedzenie na dupie średnio - jak zwykle - mi wychodzi ;)
Najpierw poranne klasyczne rowerowanie, czyli kurs w tę i z powrotem na trasie: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Śródka - Zawady - Główna - Miłostowo - Bogucin - Janikowo - Kobylnica - Bugaj - Biskupice - Jerzykowo, gdzie nastąpiła nawrotka. TUTAJ Relive.
Temperatura już do przyjęcia, czyli dało się w żyć. A co w zamian? Oczywiście mocny wiatr, który wrócił z pełną parą, zniechęcając do walki. Więc nie walczyłem. Trzeba wiedzieć, kiedy zejść. Ze sceny może nie, ale z pedałów :)
Fotki z tej części jakieś są, a owszem. Najpierw południowy widok na Wartę z Mostu Rocha...
...oraz z trasy tramwajowej tamże. Mało brakowało i miałbym Grand Press Photo, ale biegaczka zdążyła :)
Kilka kadrów znad Jeziora Kowalskiego, które bardzo lubię.



Z trasy między Kobylnicą a Uzarzewem wciąż nie znika ten abstrakt. Wciąż nie wiem, co autor miał na myśli. I czy w ogóle miał jakiekolwiek myśli.

Potem spacer z Kropą oraz przemieszczenie się do Mosiny, bo w końcu udało się zgrać ekipę na przejazd drezynami. Wolałem się spieszyć, bo nie wiadomo kiedy znów nas pozamykają, więc trzeba korzystać póki można :) I napiszę tak: mega fajna sprawa, byliśmy w szóstkę (trzy pary), ale postawiłem sobie ambitny cel przejechanie całości, zmieniając tylko pomocników. Trafi nam się pojazd nożny (cóż za przypadek), więc wiedziałem, że będzie ok :) Tym samym do dystansu dziennego nieformalnie mogę sobie doliczyć siedem kilometrów :) Zgrzany byłem masakrycznie, ale dałem radę. Średnia całości to jakieś... 11 km/h :)
Zdjęcia są, choć mi ludzie włazili w kadr. "Swoi" wiedzieli o co chodzi, ale niestety "obcy" już nie :) Coś tam jednak się zrobić udało.
Oto nasz sprzęcior, z ogóle i w szczególe. Czystszy niż wszystkie moje rowery razem wzięte :)



Tu Pani Kierownik nadzorująca ruchem :) Fajnie jest tak budzić sympatię wśród kierujących, gdy się ich zatrzymuje :)
Ciekawe były manewry nawrotu i mechanizm pozwalający podnieść pojazdy, gdyż drezyna najpierw jedzie z Mosiny w kierunku Puszczykowa, po jakichś dwóch kilometrach zawraca i znów przez Pożegowo kieruje się na stację Osowa Góra. 

Reszta zdjęć poniżej. Zajęty byłem pedałowaniem, więc są po prostu dokumentacyjne, wartości artystycznych brak :)






Jednym słowem, a w sumie to kilkoma: bawiłem (bawiliśmy) się świetnie :) Warto za 12 zeta od łebka zostać napędowym!
Kilka ciekawostek, które udało mi się ustalić podczas zabawy:
- kursy pociągów zostały wstrzymane w 1999 roku, od tego czasu trasa niszczała, zapewne gdyby nie pasjonaci z MKD to PKP rozebrałoby torowisko;
- drezyny są produkcji polskiej, robione na zamówienie, przez firmę, która specjalizuje się w konstruowaniu wyjątkowych rowerów na specjalne życzenie, między innymi dla osób niepełnosprawnych;
- hydraulika działa genialnie - raz się zagapiłem i gdyby nie ona, ręczna drezynka przed nami miałaby na sobie nakładkę :);
- Pani Kierownik jest pełna podziwu, jak ludzie mogą tak wjeżdżać i zjeżdżać ulicą Pożegowską :)
Skoro już byliśmy blisko, to jeszcze wpadła wieża widokowa przy Osowej, a potem jeszcze jeden spacer z Kropą, żeby towarzystwu pokazać jednego z zaprzyjaźnionych żółwi na Dębinie :) Podsumowanie dnia: 50+ na szosie, 7 drezyną, 11 spacerem. Może być :) Foty widokowe oraz przyrodnicze zostawię sobie na jutro, bo już jestem na granicy dziennego wykorzystania limitu na PBS, hehe.
- DST 51.50km
- Czas 01:46
- VAVG 29.15km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 31.0°C
- Podjazdy 180m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Maltańskie ukropy
Sobota, 13 czerwca 2020 · dodano: 13.06.2020 | Komentarze 14
Eh. Tliła się gdzieś głęboko we mnie niczym nieuzasadniona nadzieja, że w tym roku jakimś cudem upały ominą ten piękny (przyrodniczo) kraj. No ale niestety - przyszły, na razie chyba na szczęście na krótko, już teraz nieźle mnie traumatyzując. Zapomniałem, jak to jest jechać z jajecznicą pod kaskiem, poruszając ledwo noga za nogą, mając kilka razy ochotę pieprznąć rowerem gdzieś w krzaki. Nie zrobiłem tego chyba tylko dlatego, że wyruszyłem na wschód, gdzie nie tylko krzaczka, ale nawet większej kępy trawy nie za bardzo uświadczysz, za to pola mieszają się z polami, gdzieniegdzie ewentualnie jeszcze zahaczając o pola. Jednym słowem: patelnia.
Trasa standardowa, choć sprawdzana głównie w normalniejsze dni: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Malta - Warszawska - Miłostowo - Antoninek - Swarzędz - Jasin - Paczkowo - Siekierki - Gowarzewo - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Starołęka - Las Dębiński - dom. TUTAJ Relive.
Jedynym miejscem, przy którym się zatrzymałem, była poznańska Malta. Raz, że o dziwo tłumów tam dziś nie znalazłem, dwa, że tylko tam była jakakolwiek zieleń, trzy, że wtedy jeszcze miałem siły na cokolwiek :) Kilka fotek wpadło, do tego pojawiło się sporo statystów, bo jakieś treningi wioślarskie trwały w najlepsze. Jeśli taka normalność ma tam wracać, to jestem za.








Rodacy drodzy, wszystko już dobrze, nie martwmy się wirusami, problemami wielkiego świata. Najpierw nauczymy się ogarniać proste komunikaty zawarte w piśmie obrazkowym. Wiem, za wiele wymagam :)
Wróciłem tak zmasakrowany temperaturą oraz wiatrem, który wzniósł się na swoje największe wmordewindowe możliwości, że musiałem się na pół godziny połóżyć. Dobrze, że dziś wolne, Nienawidzę upałów, zdecydowanie wolę mrozy, które są mniej groźne dla mojego życia. A dzisiaj był nawet przerażający moment, gdy temperatura byłą równa aktualnej prędkości. Brr...
W związku z powyższym koniec wpisu na dziś. Moja kreatywność jest w takie dni równa zeru. Odwrotnie niż wskaźnik na termometrze :)
- DST 57.10km
- Czas 01:54
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 27.0°C
- Podjazdy 160m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bo to złe fusy były
Piątek, 12 czerwca 2020 · dodano: 12.06.2020 | Komentarze 19
Wróżki zajmujące się prognozami pogody znów przedawkowały niewłaściwe fusy. Zanim dzisiaj wyjechałem, przeanalizowałem z pięć czy sześć pogodynek, każda twierdziła coś innego, w tym jedna popisała się wybitną przenikliwością, twierdząc, że akurat za oknem mam burzę, gdy tymczasem ładnie świeciło słońce. Ot, nic nowego :)
Jeśli jednak mają się powyżsi mylić w tę stronę, to niech robią to zawsze. Udało mi się dziś przejechać swoje pięć dyszek na sucho, choć nie do końca, bo było tak parno i duszno, że burzę miałem wewnętrzną :) Oj, już zdecydowanie za ciepło dla mnie - pod koniec łeb mi parował konkretnie.Wiatr też życia nie ułatwiał, ale jakoś udało się dojechać w granicach przyzwoitości.
Trasa wschodnia: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Komorniki - Nagradowice - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom. Tym razem jest nawet Relive, normalnie szaleństwo.
Zanim wkleję zdjęcia, pilne info z okolicach Owińsk (pisałem kilka dni temu po raz tysięczny o tamtejszych absurdach). W środę został tam potrącony rowerzysta, który stał się ofiarą debilnego zakazu jazdy rowerem i konieczności przejechania na śmieszkę po drugiej stronie drogi. Dzisiaj POD TYM LINKIEM pojawił się artykuł z filmem z całego zdarzenia. To się musiało w końcu stać, równie dobrze mogłem być to ja. Masakra.
Dobra, fotki, coby łyso nie było. Na początek coś, czego wciąż nie brakuje:
Bajorko w Szczodrzykowie nie zostało ominięte :)
A tam rodzinnie, familijnie :) 




Dębiny oczywiście też nie zabrakło. Więc typowe klasyki po raz kolejny.


Z nowości: z baaaaardzo daleka (sorry za jakość) siedzący na drutach drapieżnik. Zapewne pustułka, bo na sokoła był za mały.

Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 52.05km
- Czas 01:40
- VAVG 31.23km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 195m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Geniuś :)
Czwartek, 11 czerwca 2020 · dodano: 11.06.2020 | Komentarze 7
Dzisiaj był rowerowo genialny dzień - o czym świadczy to, że w sumie nie mam na co narzekać. Co prawda mógłbym na wiatr, który nie chciał współpracować, ale że duł słabiutko, to nie będę tego robił. Po prostu chciało się jechać. Ja też wyruszyłem najedzony, nakofeinowany, normalnie jak nie ja - sam siebie nie poznawałem :)
Trasa również ulubiona - klasyczne "kondomiunium", z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo, Łódź, Witobel, Stęszew, Dębienko, Trzebaw, Szreniawę i Komorniki do domu. Relive? Chętnie bym wkleił, ale jakoś nie chce zaistnieć. Czemu? Zagadka nie do rozwiązania.
Rowerzystów o dziwo niewielu. A ci, którzy się zdarzali, sami wyrywali się do pozdrawiania. Normalnie jak zimą, albo podczas jakiejś pandemii :)
Na początek dość nietypowe zdjęcie jak na mnie :) Ale skoro miejsce było już puste, to skorzystałem. Generalnie nie trafiłem dzisiaj na żadną procesję, więc nawet kwiatki pod kołami mi nie przeszkadzały :)
Widoczki wokół Wielkopolskiego Parku Narodowego wciąż mają klimat...

...ale to, co poniżej, wciąż boli.
Do tego się poszerza. Mendy jedne... :/ Myszołowy, które widywałem czatujące na tych drzewach, już nie mają gdzie się podziać.
Czaple (ta jedna "upolowana" z bardzo daleka) jeszcze ma swoje miejsce. Jeszcze.
Reszta zwierzaków pochodzi już ze spaceru po poznańskiej Dębinie. Też o dziwo nie tak zapchanej, jak jeszcze niedawno. Długi weekend z otwartymi hotelami ma swoje zdecydowane plusy. Tu kos:

...a tu jeden z rodziny "Dębinellów", również podczas koegzystencji międzygatunkowej :)

Pozostałe wielonożne foty przy innej okazji - trzeba dawkować :) A dzionek uznaję za niezwykle sympatyczny - szkoda, że jutro znów do roboty. A i pogoda jakaś taka niepewna.
- DST 64.10km
- Czas 02:08
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 52.60km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 125m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
DraKońsko
Środa, 10 czerwca 2020 · dodano: 10.06.2020 | Komentarze 7
Drakońska znów była dziś próba porannego wstawania. Wszystkie siły skumulowały się nad moim łóżkiem, z misją uniemożliwienia mi postawienia stóp na ziemi. Nie udało im się - walkę wygrałem, ale wysiłkiem wręcz nieziemskim :)
Gdy już ruszyłem (na czczo, a jak), nagle zaszło słońce i zrobiło się jakoś tak chłodno. Generalnie w to mi graj (póki co tempreraturowo czerwiec uznaję za genialny), ale już cieniutkiej mżawki się nie spodziewałem. Ona w sumie chyba siebie też, bo szybko się ulotniła. Za to muszę znów (już ze trzeci raz w tym roku) pochwalić wiatr - wiał solidnie, lecz sprawiedliwie, z północny, bez żadnych wariacji.
Trasa to typowe w tę i z powrotem do Murowanej Gośliny - z Dębca przez Wartostradę, Jana Pawła, Hlonda, Chemiczną, Gdyńską, Koziegłowy, Czerwonak, Owińska i Bolechowo. Byłoby Relive, ale hmmm... nie spieszy mu się na świat. W sumie nawet nie pojawił się zarodek.
Końskie (już bez "dra") były widoki przy stadninie w Owińskach. Masakra mentalna (pozytywna), jaka radość bije z tych cudownych zwierząt, gdy mają okazję do wspólnej zabawy, iskania się, przekomarzania, wyścigów... I pomyśleć, że człowiek - jako największy szkodnik świata - dajmy na to w Polsce, jest w stanie te zwierzęta "produkować" tylko po to, żeby wieźć je w koszmarnych warunkach na przykład do Włoch, gdzie kończą zarżnięte... Nie ogarniam.
Kilka fotek - konie były tak naładowane energią, że momentami ledwo udało mi się je jakoś uwiecznić :)




Tutaj ten sam, ale tak żywy, że o ostrości mogłem zapomnieć. A szkoda, bo byłaby niezła fota.
No i najważniejsze przesłanie: punk's not dead! :)
Z innych widoczków: dach zespołu pocysterskiego w Owińskach...
...elewator-gigant w Czerwonaku...
...debilne zakazy na całym odcinku od Owińsk do Murowanej, zagrażające życiu rowerzysty, tak kostką, jak i koniecznością przecięcia drogi pod kołami pędzących tirów...

...oraz dla kontrastu poznański standard.
Trafił się też pakiet wyborczych ryjków, od Sasa do Lasa (była jeszcze świętej wyborczej pamięci Kidawa, ale się w kadrze nie zmieściła)...
...a w tym miejscu (Poznań Karolin) po raz pierwszy miałem okazję stać przed zamkniętym szlabanem. Ale coś długo, więc w końcu zawołałem do majstrujących przy nim panów, pytając kiedy przyjedzie pociąg. Okazało się, że... akurat nie przyjedzie, a tylko trwa zabawa w konserwację rogatek. I miałem ich otwarcie specjalnie dla mnie, ha! :)
Dystans jest - jak ostatnio często - z dojazdówką do pracy. Znów zdążyłem! Na styk, ale zdążyłem.
- DST 62.40km
- Czas 02:09
- VAVG 29.02km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 189m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Face to facelia :)
Wtorek, 9 czerwca 2020 · dodano: 09.06.2020 | Komentarze 10
Po kilku dniach względnej wolności wróciły mroczne czasy porannego wstawania - jakoś bowiem trzeba zdążyć do pracy na magiczną godzinę o kryptonimie "12:00". Znowu się udało, a że na styk? Życie :)
Za dużo czasu na rozpisywanie się dziś nie mam, więc myk, myk, miejmy to za sobą :) Trasa na północny wschód, jedna z moich ulubionych, niestety zawierająca przedzieranie się przez cały Poznań - z Dębca do Watostrady, następnie Chemiczna, Gdyńska, Koziegłowy, Kicin, Kliny, Mielno, Dębogóra, Karłowice, Wierzonka, Kobylnica, Janikowo, Milłostowo, Główna i znów Wartostradą do domu. Tak jak na Relive.
Najfajniejsze były zapachy lasu na odcinku między Wierzonką a Kobylnicą. Normalnie sztachnąłem się na cały dzionek - cudo sprawa. Poza tym pola, łąki, mniam... 


Gdy pojawiło się przede mną taaaaaakie oto pole, miałem pierwsze skojarzenie: lawenda. Ale chyba to jednak facelia błękitna. Chyba :)


W Karłowicach miałem dwójkę kibiców. Raz jeden patrzył, raz drugi :)

A tutaj koronny dowód, że polska gospodarka przywraca już swoją bazową branżę i wstaje z kolan :) Pewnie kilka razy dziennie.
Co prawda dziś pan minister (ten, co ma brata) coś przebąkiwał, że rozpatrywane jest powrócenie do obostrzeń - brawo, może rzucajmy monetą co tydzień lub dwa, sprawdzi się to lepiej niż rządowi "eksperci" z ich prognozami. Jeśli się nie potrafi zrobić czegoś z użyciem logiki, podejmując rozsądne decyzje w odpowiednim czasie, a nie na chybił trafił, to się ma za swoje. A wystarczyło użyć tego, co poniżej. Wiem, za wiele wymagam :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 51.80km
- Czas 01:49
- VAVG 28.51km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 140m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
RZęŻenie
Poniedziałek, 8 czerwca 2020 · dodano: 08.06.2020 | Komentarze 7
Znów rano padało. Ale znów mnie to nie martwiło, gdyż miałem ciut więcej czasu i mogłem zacząć być aktywnym dopiero po odespaniu. Czy tak nie może być codziennie? :)
Przed pozałatwianiem miliona zaległych rzeczy miałem okazję przejechać się rowerkiem. Dystans wybrany został kompletnie przypadkowo - stanęło na pięćdziesięciu kilometrach. Tak, żeby było inaczej niż zazwyczaj :) No dobra, na to nikt się nie nabierze.
Wiało znów mocno z zachodu i północny, więc po pierwsze odpuściłem sobie ciśnięcie, po drugie kierunek jazdy był dostosowany do podmuchów. Wykonałem pętelkę z Poznania przez Plewiska, Zakrzewo, Sierosław, Lusówko, Lusowo, Batorowo, Wysogotowo, Skózewo oraz poznańskie Junikowo i Kopaninę do domu. TUTAJ Relive.
Wspomniane tytułowe RZęŻenie. Na początek dRZewo. To moje ulubione, przy granicy Lusówka z Lusowem. Niby do wycinki, a trzyma się póki co mocno. I niech tak będzie na wieki wieków. Skoro nasi RZeźnicy tną zdrowe drzewa, może odpuszczą tym chorym i martwym?

Za Plewiskami natomiast trafiłem na Żurawie. Bardzo daleko coś Żrące, ale jakoś udało się zrobić zbliŻenie :)


Zresztą na kolejną parę trafiłem w Lusowie, ale już nie bawiłem się w zoomowanie. Za to nad samym Jeziorem Lusowskim...


...miałem okazję poŻreć JeŻyki...
...oraz obfocić łabędzie. JuŻ bez Ż :)


W końcu odleciały. Ale nie przez mnie :)
Na koniec zgrabnie przejdę do gęsi... łabędzionosej. Z perliczką i bez. 


Żegnam Żarliwie ;)






