Info
Suma podjazdów to 811121 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Październik15 - 10
- 2026, Wrzesień30 - 11
- 2026, Sierpień31 - 24
- 2026, Lipiec31 - 19
- 2026, Czerwiec31 - 60
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 103.40km
- Czas 03:36
- VAVG 28.72km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 282m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wyciągnąć kopyta
Środa, 28 października 2020 · dodano: 28.10.2020 | Komentarze 13
Pierwotnie miał być dzisiaj zaledwie standard. No ale gdy już ruszyłem w ten wyjątkowo wolny dzionek, gdy zostałem pochlastany przez dość silny wiatr, a potem skropiony przez deszczyk, stwierdziłem, iż... muszę w końcu zrobić stówę.
Pewnie to już ostatnia szansa w tym roku. Wczoraj bowiem generał Kaczyński ogłosił Stan Kościelny na terenie całego kraju, niedługo wysłani na ulice kibole zaczną naparzać się z bezmyślnymi nieśmiertelnymi krzykaczkami (niestety, przykro to pisać, bo choć sens walki jest słuszny, ale tak forma, czyli prymitywizm słowny, jak i masowość mnie przeraża w czasach, w których raczej powinniśmy unikać tłumów. A partyjni propagandyści z TVP mają co robić), więc zamkną nas na bank. Na własne życzenie. Trafiła się więc ostatnia szansa.
Jak to spontan - trasę kroiłem na bieżąco. Finalnie wyszło kilka nawrotek, a całość przedstawia się tak: Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Grzybno - Rogaczewo - Szołdry - Chaławy - Grabianowo - powrót do Grzybna z zaliczeniem Kopyt - Konstantynowo - Pecna - Iłówiec - Stare Tarnowo - Nowe Tarnowo - Czempiń - Piechanin - Głuchowo - Zamysłowo - Stęszew - Krąplewo - Drogosławiec - Joanka - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Rosnowo - Plewiska - Poznań. Ufff :) Relive o żywo nawet odżyło.
Kilka miejscówek poznałem po raz pierwszy, szczególnie na odcinku za Grzybnem. Samo ono jest całkiem sympatyczne...

...i co najważniejsze: przyuważyłem w jego okolicy kormorany! Co prawda ciężko je sfocić, bo wszędzie szuwary, a przy sobie miałem tylko kompakt, jednak ważne, że cokolwiek widać.

Zresztą po drodze czułem się jak w jakimś zwierzęcym raju. Myszołowów widziałem z pięć...
...czaple ze trzy...
...również te białe...
...kanię rudą jedną...
...a saren nawet kilka.


Z innych motywów. Kopyta wyciągnąłem (tak, muszę wyprać buty)...

...nade łbem latały nie tylko ptaki...
...zieleń jeszcze póki co rządzi...

...a buractwo wylądowało pod krzyżem. Hmm :)
O dziwo nie było źle pod względem śmieszek. Było kilka debilizmów, ale na przykład okolice Czempinia w większości ładnie się ucywilizowały. Dwa dowody:

To powyższe jest zdecydowanie na czasie: mój rower, mój wybór! :) Oczywiście nie skorzystałem z zaproszenia.
Na koniec lokowanie produktu. Zawitałem za Stęszewem do Żabki na... hot-doga. Tak, tak, nie ma tu pomyłki. Bowiem od jakiegoś czasu jest wersja wege, z "parówką" roślinną. Co najważniejsze: te bezmięsne, zgodnie z wytycznymi, powinny się kręcić na oddzielonym od reszty fragmencie, a sprzedawca posługiwać osobnymi szczypcami. Oczywiście zawsze zerkam i dopytuję, czy tak jest, dopiero potem kupując. Brawo Żaba! :)
Tyle. Stówa niespodziewana, lekko przemarznięta dzięki zimnym porywom i przelotnym deszczykom, jednak bym się pogryzł, gdybym jej nie wykręcił. Nie żałuję - spoko było.
- DST 56.10km
- Czas 01:52
- VAVG 30.05km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 172m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
W skowronkach
Wtorek, 27 października 2020 · dodano: 27.10.2020 | Komentarze 12
Kurde. Spoko dziś było. Wiatr nawet do ogarnięcia, aura całkiem sympatyczna, mimo przelotnego lekkiego kapuśniaczka, który mnie dopadł w połowie drogi. Jak tak będzie przez całą jesień, a najlepiej zimę, będę bardzo kontent. No ale się nie łudzę.
Aha, przecież i tak nas zamkną.
Trasa to najlepsze z najlepszych "kondominium": Poznań - Luboń - Wiry - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
No jest ta nowa DDR-ka. Muszę przyznać, że tragedii nie ma i jedzie się w miarę komfortowo. Oczywiście za wyjątkiem kostkowego odcinka Witobel - Szęszew, który olałem prawie w całości. 

Przyrodniczo cisza. Uchwyciłem więc jedynie skowronka - sprytna bestia tak się wtapia w polne otoczenie, że ciężko ją uchwycyć.


Reszta to dojazd do pracy. Na razie w jedną stronę.
- DST 62.30km
- Czas 02:11
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 52.30km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 141m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kompaktowo
Poniedziałek, 26 października 2020 · dodano: 26.10.2020 | Komentarze 13
Pogodowo poniedziałek rano w porównaniu z niedzielą był jak niebo a ziemia. Wczoraj sympatycznie, słonecznie, dziś szaro i bardzo wietrznie. No ale kręcić trzeba, bo nie wiadomo jak długo będzie to możliwe bez ryzyka dostania mandatu. Coś czuję, że niedługo :/
Dzisiejsza trasa to wschodnia kombinacja: z Dębca przez Dębinę, Starołękę, Minikowo, Daszewice, Babki, Głuszynę, Sypniewo. Szczytniki, Koninko, Robakowo, Gądki, Borówiec, Kamionki, Szczodrzykowo, Koninko, Jaryszki, Minikowo, Starołękę i Dębinę do domu. Relive wciąż strajkuje.
Jazda smętna, w klimacie powłóczenia. Jednak mimo wszystko mogło być gorzej, więc... nie było najgorzej :)
Aura wydawało się początkowo tak ponura, że nie wziąłem konkretnego aparatu, tylko kompakt, bo po co? No i oczywiście, jak na złość trafił się myszołów, i to taki leniwy. Zrobiłem, co mogłem :)

Tu pokazał mi, gdzie mnie ma :)
No i poleciał.

W międzyczasie przeleciały jeszcze kaczki trzy...
...ale najbardziej zły byłem, gdy zobaczyłem odpoczywające stado saren, ale tak daleko, że nawet zoom cyfrowy miał problem. Szkoda.
Reszta kadrów:



Dystans zawiera dojazd do pracy, dzisiaj jako rezerwa, na krócej. Na razie w jedną stronę - jak wrócę, nie mam pojęcia, bo Poznań zablokowany z powodu protestów.
- DST 53.60km
- Czas 01:47
- VAVG 30.06km/h
- VMAX 50.80km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 132m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dzień puszki i kundelka
Niedziela, 25 października 2020 · dodano: 25.10.2020 | Komentarze 20
Zanim rozwinę tytuł, najpierw radosne info o zmianie czasu na jedyny słuszny. Wiem, wiem, większość woli tę w drugą stronę, ale po pierwsze ten obowiązujący od dziś jest wbrew pozorom naturalny, a po drugie... lubię się, cholera jasna, wyspać :)
Co do dnia puszki - chyba dzisiaj był jakiś nieformalny. Zapewne to "wina" świetnej pogody, ale i tak nie tłumaczy to tego, że samochodów było dziś więcej (!) niż w zwykły dzień roboczy. Jeden za drugim, długie sznury smrodu - a ja przecież wyjechałem się dotlenić. Nie było szans. Jak i uchronić się przed niedzielnymi gazeciarzami, których było zdecydowanie zbyt wielu. I wielu usłyszało ode mnie, co bym sugerował im uczynić i co o nich sądzę. Kreatywność miałem w tym temacie dość wysoką.
Trasa południowo-pętelkowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabno - Żabinko - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Wiry - Luboń - Poznań.
Jechało się - mimo solidnego wiatru, ale za to sprawiedliwego - w końcu sympatycznie. Nie narzekam, bo pogodowo nie mam na co. Ha! Nawet tego, że "miasto" Luboń było :) Nawet udało się je uwiecznić na świeżej instalacji. Serduszka nie dało się obrócić, więc...
Zakazów bym tu umieścił więcej. Ale nawet ten jeden jest dość symboliczny :)
A tak się prezentował parking leśny przed Żabnem. Bez komentarza...
Tamże... Na tabliczce powinno widnieć "Teren zagrożony człowiekiem"... :(
Jakby ktoś szukał taniego i szybkiego transportera do pralki, to dziś taki spotkałem w Mosinie :)
Co do Dnia Kundelka, to ten jest oficjalny :) Z tej okazji mini sesja Kropy ze spaceru :)



A ów spacer nie na Dębinę czy do WPN-u, bo tam tłumy, ale w okolice cmentarza na Samotnej.
Przy okazji udało się uchwycić na niebie wyścigi kruka z (prawdopodobnie) pustułką.
- DST 61.50km
- Czas 02:07
- VAVG 29.06km/h
- VMAX 53.00km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 146m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Światomałość :)
Sobota, 24 października 2020 · dodano: 24.10.2020 | Komentarze 19
Sobota pracująca, więc wypad poranny, niewyspany, na bazie jednej szybkiej kawy. Z mlekiem.
Mleko było również na zewnątrz, bo mgły całkiem malowniczo otuliły świat. Nawet Luboń wydawał się jakiś taki ładniejszy, bo kompletnie go widać nie było :) Wyruszyłem oświetlony jak chińska choinka, co dawało jakąś tam minimalną gwarancję, że nikt mnie nie trafi. Ale jak wiadomo, w Polsce nic nie wiadomo.
Trasa zachodnia, lekko kombinowana: Poznań - Luboń - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Wiatr dziwny, niby jakoś super silny nie był, ale dał się we znaki,
W drugiej połowie jesień zrobiła się całkiem przyjazna...



...ale początek był mniej intuicyjny :)

No i teraz dowód na to, że świat jest mały. Gdy robiłem fotkę w Lisówkach, tam, gdzie kończy się asfalt...
...pojawił się i zagadał do mnie kolarz, który i tam dojechał. Od słowa do słowa, i okazało się, że przyjechał z Karkonoszy, a konkretnie z jeleniogórskich Cieplic. Co więcej! Wyszło na to, że już się kiedyś spotkaliśmy - kiedy ostatnio atakowałem Przełęcz Karkonoską i przyuważyłem schodzącego w dół w Podgórzynie Morsa (to ten wpis), mieliśmy okazję zamienić kilka słów - pamiętałem. że jest nieformalnym, a na pewno niekwestionowanym królem tego podjazdu (grubo ponad sto na rok), a córka mieszka w podpoznańskich Komornikach. A gdy już byłem po zjeździe z najgorszego odcinka PK, gratulował mi wykonanej roboty. No i kto by się spodziewał? :) Pogadaliśmy tylko chwilę, bo ja o dwunastej musiałem być w robocie, więc pognałem przodem, a niespodziewany znajomy miał w planach zaliczenie odcinka Trzcielin - Lisówki... pięciokrotnie :) To się nazywa zacięcie!
Relive brak, a dystans zawiera dojazd do pracy.
Tymczasem aktualna sytuacja covidowa:
- DST 55.70km
- Czas 01:55
- VAVG 29.06km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 174m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Szaro-buro
Piątek, 23 października 2020 · dodano: 23.10.2020 | Komentarze 12
Wczoraj było całkiem ładnie wizualnie, dzisiaj szaro, buro i ponuro. Ale przynajmniej mniej wiało. Ne to, że słabo, co to, to nie :) Ale mimo wszystko o dziwo było przyjemniej podczas jazdy.
Drugi dzień dochodzenia do siebie po urlopie. Wciąż jest ciężko :) No nic, byle do lockdownu, gdyż skoro dzisiaj śmieszny pan na stolcu premiera tego nie wykluczył, to pewnie nadejdzie. Bo losowe zabawy w zamykanie tego, co im się wydaje groźne, nie da zapewne nic. Choć chciałbym się mylić. Na razie mamy temat zastępczy, czyli włażenie w ludzkie dramaty przez polityczno-partyjne indywidua typu Przyłęska, Pawlowicz czy Piotrowicz z TK lub Godek z nie wiadomo czego z chorymi ideologiczno-religijnymi butami. Sądziłem, że nawet Kaczyński nie zdecyduje się na ruszenie części "kompromisu" aborcyjnego, którego do tej pory nie tykał nawet Kościół katolicki (teraz jednak mruczący z zadowolenia), ale jednak. Gdzie my żyjemy?
Dobra, koniec o polityce. Rzygać się chce. Jednak musiałem.
Trasa dzisiejsza: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Paledzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Relive? A gdzie tam!

Trafił się bardzo daleko bardzo niewyraźny sokół. Aż żal, że miałem przy sobie tylko kompakt...

No i jeszcze delikatne nawiązanie do tematu z początku wpisu. Takie coś autorstwa "Polonii z Chicago" przyuważyłem dziś na Górnej Wildzie podczas drogi do pracy. Ładnie to tak intronizować nie swój kraj? Ciekawe, czy takie same plany mają wobec USA? :)
- DST 62.60km
- Czas 02:14
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 159m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Powrotk(otk)owo
Czwartek, 22 października 2020 · dodano: 22.10.2020 | Komentarze 14
Jako że wróciły mroczne czasy powrotu do pracy (ciekawe jak na długo - dziś kolejne dwanaście tysiaków sukcesu pandemii, której jak wiemy nie ma się co bać), wpis krótki i beztreściowy. W sumie to ostatnie nie jest niczym wyjątkowym :)
Pobudka o zapomnianej przez moje powieki godzinie siódmej (nooo, plus jeszcze dwa kwadranse drzemki), szybka kawka i na rower. O tyle fajnie, że znów zrobiło się sympatycznie jeśli chodzi o temperaturę i mogłem wejść w kurs pourlopowy bez stroju półzimowego. Niestety w zamian przyszedł mocny wiatr, z którym nawet nie walczyłem.
Trasa to klasyczne w tę i z powrotem na południowy zachód: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Dymaczewo Nowe - Będlewo, gdzie nastąpiła nawrotka. Relive natomiast - zgodnie z ostatnim trendem - znów nie nastąpiło :)
No, w końcu chociaż jeden dzień złotej polskiej covidowej jesieni! :)


Podobno wklejane u mnie ptaki się przejadły niczym w KFC (nie moja wina, że latają, hehe), chwila oddechu od nich. W zamian dwa mruczusie, malowniczo wmontowane w stodołę w Dymaczewie Starym.
Niby zwykłe, klasyczne kotki...
...póki nie otworzyły oczek. Istny Czarnobyl :)
Dystans zawiera dojazd do pracy. Już zapomniałem, co to :)
Ja chcę wolneeeee! :)
- DST 54.10km
- Czas 01:53
- VAVG 28.73km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 166m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bielikowo!
Środa, 21 października 2020 · dodano: 21.10.2020 | Komentarze 14
Ostatni dzień wolnego. Kurde, jak szybko to minęło :/ Mimo że urlop pandemiczny, czyli z grubsza stacjonarny (prócz wypadu w góry), to coś szybko zniknął. To nie fair, bo każdy dzień w robocie jest - jak wiadomo - zawsze zbyt długi :)
Pomyślałem sobie nawet, czy nie pyknąć jakiejś stówki na zakończenie, ale gdy rano za oknem zobaczyłem deszczyk, a do tego uświadomiłem sobie, iż to koniec wysypiania się, postanowiłem, że setę mam gdzieś. A co, nie muszę, tym bardziej, że mi się nie chce :)
Ruszyłem więc na spokojnie po śniadaniu i po ustaniu opadów, czyli coś koło jedenastej. Tempem spokojnym, typowo jesiennym, mimo że w sumie dałoby się przycisnąć. Ale tego też robić mi się nie chciało :) Typowy ostatkowy leń.
Trasa to wisielcza pętelka: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Sowiniec - Baranowo - Żabno - Żabinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Tak, był Luboń, co już na starcie wyssało mi większość sił, a resztę podczas powrotu. Relive wciąż brak.
Przez całą drogę miałem "na uszach", czyli w radio, jatkę w Sejmie na temat Covida. Było to tak żałosne, że... wcale nie byłem zdziwiony :) Jaki bowiem wniosek z pandemii? Platforma nie zrobiła tego, a PiS tamtego! Bądźmy solidarni, więc atakujmy się nawzajem. I te tablecikowe zagrywki... Jeju, jaki byłby piękny świat bez tych dwóch partii... A jakby już się zapadały w niebyt, mogłyby ze sobą wziąć Konfederację, nie obrażę się, bo kretynów boję się bardziej niż cyników :)
Dobra, a teraz nagroda, która na mnie czekała za wożenie ze sobą na plecach aparatu. Dwa (zapewne) młode bieliki na czatowni!

Zdjęcia średnio wyraźne, ale i tak jestem zadowolony, biorąc pod uwagę, że ptaszory siedziały na tym martwym drzewie widocznym z tyłu, a ja ledwo je dostrzegłem :) Miałem też pecha - w momencie, gdy zbierały się do lotu... wyczerpała mi się bateria :/
Jako bonus z tego samego miejsca (granica Baranowa i Krajkowa) - wspólnie żerujące czapla z wroną...
...oraz hiena wielkopolska. Abo i nawet likaon :)
Tak to ja mogę kończyć labę :) A od jutra... ekstra pogoda. Nie ma za co :)
- DST 51.85km
- Czas 01:51
- VAVG 28.03km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 187m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Portówka
Wtorek, 20 października 2020 · dodano: 20.10.2020 | Komentarze 12
Rano przy kawce analiza pogodowa. Opadów brak, pochmurnie z przejaśnieniami, no i kluczowe zagadnienie: wiatr. Niestety silny, ale z nutą optymizmu, bo z południowego wschodu. A to oznaczało dwie rzeczy: będę miał niezmierną przyjemność nie jechać dziś przez Luboń, a do tego idealnym miejscem docelowym są Radzewice. Czy trzeba więcej do szczęścia?
Tak - brak Starołęckiej :) Ale tego załatwić się nie da, więc gdy przez Dębinę dotarłem do tej uroczej ulicy, postanowiłem pokręcić objazdem przez Minikowo i Marlewo. Lepsza tamtejsza kostka na drodze niż kostka na DDR-ce. Przynajmniej krawężników nie ma. A potem już klasycznie: Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Rogalin, Świątniki i już, na miejscu.
No nie zawiodłem się. Co prawda znów nie spotkałem znajomego kotka (ciekawe, co z nim?), ale rzeczny port to idealna miejscówka na udane "polowanie". Najważniejsza oczywiście była czapla siwa...
...żerująca sobie na tej oto wyspie. Dobrze, że wziąłem aparat z konkretnym zoomem, przynajmniej cokolwiek widać.
Niestety, dość szybko odleciała, bo jakiś wędkarz się zaczął zbyt głośno mościć.
Z innych łowów. Jak zwykle niewyraźna modraszka (nie raczyła nanosekundy siedzieć w spokoju)...

...szpaki w ilościach hurtowych...

...oraz drozd śpiewak. Też lekko znerwicowany :)

No a kibicowała mi rodzinka łabędzi, z dwoma młokosami. 


Oj, lubię to miejsce. Spędziłem tam może z piętnaście minut, a atrakcji (przynajmniej dla mnie) było co niemiara.

Powrót wykonałem dokładnie swoimi śladami. Wiatr niestety nie chciał współpracować, więc całość została wypełzana.
W Sasinowie mała niespodzianka. Sięgnąłem po bidon, lekko ścisnąłem podczas nacyhlania do pyska i... w tym momencie pękł. Cholera, nie wiedziałem, że mam taką parę w łapie :) Finał był taki, że w izotoniku byłem ja, strój, napęd, kierownica, licznik i buty. Dobrze, że to nie sezon na osy, bo byłoby ciekawie. No i że nie robią bidonów ze szkła :)
No nic, trzeba się było zatrzymać, pozbierać resztki i kulturalnie pożegnać na wysokości najbliższego śmietnika.
Relive? Hm... Ta... :/
- DST 54.70km
- Czas 01:57
- VAVG 28.05km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 220m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dziko! :)
Poniedziałek, 19 października 2020 · dodano: 19.10.2020 | Komentarze 16
Dzisiaj wyjechałem dopiero grubo po dwunastej. Tak nietypowo jak na mnie. Powód? Żona, która aktualnie pracuje z domu, miała na jedenastą ustawioną wideokonferencję (co za czasy!), a że Kropa jest psem idealnym, lecz gdy usłyszy jakiegoś wyjca za oknem, sama potrafi się donośnie odezwać, to lepiej było wyeksmitować ją chwilowo na zewnątrz. Oczywiściej najlepszym sposobem był spacer. No a ja miałem do wyboru - albo w jednym z ostatnich wolnych dni zrywać się z łóżka w środku nocy, żeby zdążyć, albo odespać swoje i zacząć dzionek od wyjścia na Dębinę. Poświęciłem się i wybrałem bramkę numer dwa :)
W sumie nie żałuję. Poranny las jest o wiele bardziej żywy niż ten popołudniowy. Słoneczko ładnie świeciło przez drzewa, a mnie czekała niespodzianka. Nasz kundel antybojowy wyczuł bowiem w chaszczach dzika. Na szczęście Kropa nauczona jest, żeby nie lecieć za zwierzakami (czasem tylko nie wytrzymuje na widok wiewiórki uciekającej na drzewo), więc grzecznie zaczęła burczeć ze zdziwieniem, a ja miałem okazję przez krzaki spojrzeć w oczy "bestii" :) Najbardziej zestresowanej ze wszystkich, więc po krótkiej interakcji wzrokowej dałem jej dalej ryć w ziemi. Szkoda tylko, że zieleń ograniczyła widok i ledwo co widać.



Co do rowerowania. Cudów nie było - wiało, w ogóle nie pomagając, na polach duło tym bardziej, a dodatkowo w Luboniu dopadł mnie deszcz, którego miało nie być.
Trasa to "odwrotne kondominium", czyli w skrócie: Poznań - Komorniki - Szreniawa - Stęszew - Łódź - Dymaczewo - Mosina - Puszczykowo - Luboń - Poznań. Relive, tu zaskoczenia nie ma, nie będzie.
Dobrze, że wczoraj przeczytałem wpis Jacka i wiedziałem, co mnie czeka na odcinku Stęszew - Dymaczewo Nowe. Oznaczenie śmieszki już postawione (oczywiście kilka razy błędnie), czyli teraz już nie ma zmiłuj. Ryzyko mandatów, frustraci w autach i inne takie kontra przyzwoita asfaltowa droga (trzeba przyznać) - tu ok, jestem w stanie wybrać mniejsze zło. 



Ale oczywiście są "ale", o których już pisałem: bezsens całego przedsięwzięcia, masa drzew, która przy okazji poległa, a przede wszystkim rodzimy debilizm, czyli "miejskie" kawałki zrobione z kostki. Typowe gówno, choć na szczęście niefazowane. Chyba nie muszę dodawać, że są i fale Dunaju, i zmiany z lewej na prawo? Tym
kręcić nie mam zamiaru, trudno, trzeba się szanować. Dzisiaj zrobiłem
tylko fragmentaryczny test, poświęcając siebie i szosę. Na tym koniec.






Masakra.
Spotkałem dzisiaj jeszcze jednego potwora: żabo-kreta :)






