Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242649.45 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791284 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.40km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.07km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 23.0°C
  • Podjazdy 182m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wietrznie i Szacht-etnie

Poniedziałek, 6 lipca 2020 · dodano: 06.07.2020 | Komentarze 10

Ciąg dalszy walki z wiatrem. Jak wiadomo, z góry przegranej, więc "walka" była umowna. Jak już to taka, która zakładała przetrwanie :)

Kierunek powiewów, a co za tym idzie dobór trasy, też niespecjalnie pomagał. No ale skoro ma się na zachodzie pustynię, to nie może być lekko. Wpadło kółko z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo, Trzebaw, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Relive... hmm. Wciąż zagadka.

Jazda była tak męcząca, że nawet zdjęć mi się robić nie chciało. Inna sprawa, że nie za bardzo było czemu i komu. Miałem nadzieję na jakieś muflony (przypomnę, że naprawdę je widziałem w maju tego roku), no ale jakoś się nie trafiło :) Wpadł tylko podirytowany bocian-młodziak.
Nerwus na wysokościach
Pola w okolicach Rosnowa
Lepiej było po południu, bo miałem wolne, więc wybiegałem Kropę po Szachtach. W tygodniu to miejsce jest w miarę puste, pełne krzyków ptactwa. Nawet na wieży widokowej nie ma tłumów. Więc skorzystałem.
Do startu gotowi... :)
Kijkowa trap-erka :), Poznań, Szachty
Wspomniana wieża trzyma się mocno, mimo podmuchów.
Wieża wdokowa; Szachty, Poznań
Spojrzenie na Świerczewo i Dębiec; Szachty, Poznań
Widok na Poznań, Szachty
Wyzoomowany Stadion Miejski widziany z poznańskich Szacht
Wieża widokowa trochę inaczej; Szachty, Poznań
Na dole jest istny raj dla mew (głównie śmieszek), choć trafił się i perkoz.
Samotna wyspa; Poznań, Szachty
Wszystkie miejsca zajęte; Poznań, Szachty
Rodzinka śmieszek; Poznań, Szachty
Utrzymanka w akcji :)
Krzykacz zawodowy :)
Perkoz dwuczuby; Poznań, Szachty
Wspólna egzystencja: mewy i perkoz; Poznań, Szachty
Trafił się również mniejszy kaliber: szafranka czerwona oraz jakaś bliżej niekreślona łątka.
Szafranka czerwona
Łątka, ciężko stwierdzić konkretnie jaka
Tryb makro także poszedł w ruch. Obiekt nie zdążył uciec :)
Testowanie trybu makro, obiekt nie uciekał :)
Jedynie gnojki, takie jak ten, zakłócały ciszę. No ale na F16 nie ma mocnych :)
F16, głośny i wściekły




  • DST 52.80km
  • Czas 01:51
  • VAVG 28.54km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Podjazdy 209m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Macice lubońskie oraz WPN

Niedziela, 5 lipca 2020 · dodano: 05.07.2020 | Komentarze 13

W końcu udało się wyspać. Jak na moje niedziele mogą być codziennie :)

Tyle z rzeczy optymistycznych. Z tych codziennych: wiało. To, że mocno, to pół biedy. Ale że tylko przez kilka kilometrów z pięciu dych w plecy, już było biedą pełną. Błeee. Średniej dziś nawet nie zamierzam komentować.

Trasę stanowiło "odwrotne kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Relive? Chętnie. Ale jakoś mu się nie chce powstać.

Widok bez drzew z odcinka Stęszew - Dymaczewo ciągle mnie mentalnie masakruje. I choć niebo widać teraz w pełnej krasie, zdecydowanie wolałem ostry cień... konarów.
Co z tego, że widać niebo, jeśli trzeba było zarżnąć tutejsze drzewa? Okolice Dymaczewa
Błękit fajny, ale zieleni drzew brakuje, Okolice Dymaczewa
Kawałek dalej: niedziela w pełni.

Na dłużej zatrzymałem się dziś w... Luboniu. Ha. To musi oznaczać COŚ, jak wiadomo :) Postanowiłem przysiąść sobie bliżej na ławeczce pana Edmunda Bojanowskiego. To jakiś popularyzator katolickiej nauki z XIX wieku, założyciel ochronek prowadzonych przez zakonnice.
Ławeczka Bojanowskiego, Luboń

Brzmi poważnie, więc postanowiłem pana trochę ucyklizować. Jemu akurat kask średnio pasował...
Kolarska wersja ławeczki Bojanowskiego :), Luboń
Edmund Bojanowski - kask nie pasował :) Luboń
...ale już wpatrzonemu w niego młodziakowi jak najbardziej :)

Tu było w sam raz :), Luboń
Młode pokolenie może trochę sztywne, ale ładnie się prezentuje :)
To jeszcze nie koniec lubońskich atrakcji. Oto... nie, nie pomnik ku czci macicy :) To... Znicz Pamięci Pokoju. To ten... tego... Pochwalony :)
Autor miał na myśli, że to... Znicz Pamięci Pokoju. Hm :), Luboń
Pochwa...lony? :) Luboń
A po południu wpadło dziesięć kilometrów rodzinnego spaceru po Wielkopolskim Parku Narodowym. Wybraliśmy mniej popularne odcinki (Wiry, Łęczyca, kawałek Puszczykowa), ale momentami nie dało się uniknąć tłumów. Na szczęście zna się boczne szlaki :)
Piaszczyste drogi Wielkopolskiego Parku Narodowego
Polne góry i doły
Pokłosie w WPN
Pies na szlaku psem szczęśliwym, WPN
Granica pola i lasu, Wielkopolski Park Narodowy
Okolice Puszczykowskich Gór, WPN
Wodospad w Łęczycy, Wielkopolski Park Narodowy
Widoczek na wodospadzik z boczku, WPN-ik :)
Był i boogeyman, wersja PL :)
Boogeyman, wersja PL :)
...ale oczywiście najciekawsze są zwierzaki. Dziś niestety średnio z nimi było. Gdzieś głęboko w lesie ukrywały się skutecznie łanie...
Skutecznie kryjące się między drzewami łanie
...łatwiej było ze "stacjonarnymi" kózkami i owcami.
Rodzina w komplecie
Młodziaki w akcji :)
Ciekawskie koźlę
Śpioch nad śpiochy :)
No i jeszcze motyle. Ponownie latolistek cytrynek w zielsku...
Latolistek cytrynek w zielsku :)
...oraz widziana przeze mnie po raz pierwszy w tym roku rusałka pawik. Przepiękna.
Rusałka pawik




  • DST 72.45km
  • Czas 02:22
  • VAVG 30.61km/h
  • VMAX 52.10km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 188m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Asystując, pszczółkując i szpakując :)

Sobota, 4 lipca 2020 · dodano: 04.07.2020 | Komentarze 10

Na dzisiejszy poranek zaplanowana była krótka rundka z BUS-em. Krótka, bo dzionek miałem pracujący, na stówę czasu nie było, miałem więc tylko w założeniu towarzyszyć przez pierwsze 25-30 kilometrów, a później zrobić samotną nawrotkę.

Punkt 8:30 ustawka na Starołęckiej i jazda tą uroczą ulicą. Nie brakowało takich, którzy zapewne sądzili, że jedzie jakiś wyścig, do tego stopnia, że jeden z kibiców nawet pozdrowił nas klaksonem. Bo chyba to nie była próba agresywnego informowania o fakcie, że gdzieś z lewej znajduje się kostkowe coś oznaczone dziwnymi piktogramami na niebieskim tle? :)

Spotkaliśmy też Pana Pszczółkę (jaskrawy żółto-czarny strój), który na wspomnianej Starołęckiej tak bardzo chciał pokazać, jak potrafi przycisnąć, że przy wyprzedzaniu nawet nas nie pozdrowił. Spoko, ścigać się nie zamierzaliśmy, ale przyszło to naturalnie, bo chyba zabrakło w bidonie miodku czy innego tam soku z gumijagód i Pan Pszczółka spuchł, najpierw spadając na tyły wycieczki, a potem już całkowicie się odłączając.

Wspólnie z BUS-em (dzięki za jazdę!) dotarłem przez Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Mosinę, Żabinko i Żabno do Sulejewa, gdzie przyszedł najwyższy czas na nawrotkę. Akurat polem leciał lis, niestety nie zdążyłem go uchwycić. Powrót wykonałem najprostszą trasą, przez Mosinę, Puszczykowo oraz Luboń, gdzie najpierw jakiś troglo chciał mnie skasować pakując się z podporządkowanej, a później znów usłyszałem ukochany dźwięk klaksonu, tym razem gdy jechałem wzdłuż… chodnika (z dopuszczeniem). Tu już nie wytrzymałem i odpozdrowiłem, tyle że werbalnie. Eh, ten Luboń...

Średnia mogła być lepsza, ale podczas powrotu jakoś wiatr nie chciał pomagać. Nic nowego :)

Kilka fotek, niewiele, bo się spieszyłem :)
Agro klimaty c centralnej Wielkopolski
Lasy za Mosiną
Letnia dróżka
Zanim zrobiłem nawrotkę w Sulejewie, obserwowałem przez chwilę samotnego szpaka...
Samotny szpak
...do którego podleciała koleżanka,,,
Żywa szpacza konwersacja
...a wszystko skończyło się szpaczym fochem :)
No i foch (szpaczy) :)
Do pracy zdążyłem (dystans zawiera dojazd).

Czas jeszcze na podsumowanie czerwca. Intensywny był to miesiąc - jeździłem szosą, Czarnuchem i starym góralem, po szosach, lasach, do pracy i po górach, w upałach i w deszczu. Wyszło łącznie 1741 kilometrów ze średnią 28,5 km/h. Człapania (głównie z psem): nieco ponad 70 km. No i jeszcze 7 kilosów... drezyną :)




  • DST 63.25km
  • Czas 02:09
  • VAVG 29.42km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 162m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rybołownie

Piątek, 3 lipca 2020 · dodano: 03.07.2020 | Komentarze 7

W nocy i nad ranem padało. Nie narzekałem, tylko trochę dłużej pospałem, czekając, aż deszcz sobie pójdzie precz. Tak się stało, a ja lekko po dziewiątej mogłem ruszać.

Nie była to jazda komfortowa. Wiatr wiatrem (trochę słabszy niż wczoraj), ale chmury przez większość czasu sugerowały, że mogą się "urwać" (na szczęście jedynie raz lekko pokropiło), a ruch aut był jak w "najlepszych" czasach przedpandemicznych. A może już w sumie znów są takie? Przecież siedzący na pewnym stolcu pan Morawiecki wczoraj stwierdził, iż nie trzeba się bać koronawirusa. Za to trzeba iść na wybory, panie i panowie emeryci!

Trasa zachodnia z północnymi odchyłami: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. Relive.. Hm. Miało być. Ale coś nie spieszy mu się na świat.

Nad Jeziorem Lusowskim jak zwykle spędziłem chwilę. Nie sam.
Jezioro LusowskieMroczny klimat z popasem na pierwszym planie :)
Cios prosto w pierś :)
Lusowskie z rowerową wkładką
Łyskacz w krzakach :)
Między Lusówkiem a Lusowem, z bardzo daleka, przyuważyłem przyczajonego drapieżnika. Ledwo go widziałem, ale zdjęcie o jakości gazetek robionych na powielaczu w PRL-u jest. Szkoda, że tylko takie, bo akurat widoczny tu rybołów jest nie tylko rzadko spotykany, ale wręcz wpisany do polskiej czerwonej księgi jako zagrożony wyginięciem.
Rybołów z daleka
Rybołów - tak samo rzadki, jak niewyraźny. A szkoda
Odlot (pełen)
Widząc tę parkę na horyzoncie, wiedziałem, że będzie "coś". Zapobiegliwie wyjąłem telefon i zwiększyłem dystans podczas wyprzedzania, co jak się okazało było prorocze, bo waćpanna nagle stwierdziła, że zrówna się z chłopakiem i będą podziwiać... pole. Świat bez hipsterów byłby zdecydowanie lepszy :)

Na koniec reklama tradycyjnego polskiego dania narodowego, wspierającego polskość - hot doga :) Oj, coś mi się wydaję, że Orlen ma tych samych ogarniętych marketingowców co Polska Fundacja Narodowa :)
Hot dog - tradycyjne polskie danie narodowe :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 61.20km
  • Czas 02:06
  • VAVG 29.14km/h
  • VMAX 54.40km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 129m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zachodnie wietrzenie i zaległy Nadwarciański

Czwartek, 2 lipca 2020 · dodano: 02.07.2020 | Komentarze 14

Kolejny typowy dzionek. Ciężko się wstawało, ciężko się jechało, ciężko się ruszało do pracy. Życie :)

Wpis będzie wyjątkowo ubogi jeśli chodzi o tekst, za to będzie sporo zdjęć. O samym rowerowaniu dziś niewiele. Bo pisać nie ma za bardzo o czym. Wiało wciąż mocno, a że z zachodu, to za mną rundka po polach: z Poznania przez Plewiska, serwisówki, Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, Fiałkowo, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do Poznania. TUTAJ Relive.

Zatrzymałem się na dłużej tylko raz (oczywiście nie licząc dziesiątek pauz spędzonych na czerwonym świetle), w Więckowicach. Raz jeszcze pochwalę tę wieś za to, że ktoś tam zrobił asfaltowy chodnik z DOPUSZCZONYM (a nie nakazanym) ruchem rowerowym. Cenię sobie też tamtejszą wylęgarnie komarów, bo jest ładnie utrzymana :)
Wylęgarnia komarów w Więckowicach :)
W środku rośnie jakieś zielsko. Jakie - nie mam pojęcia :)
Jakieś wodne zielsko :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.

Czas na drugą część, czyli fotki z wczorajszego wypadu do Wielkopolskiego Parku Narodowego, a konkretnie na dawno nienawiedzany Nadwarciański Szlak Rowerowy. Środek tygodnia, jak się okazało, był ku temu dniem idealnym - cisza, spokój, ruch niewielki. Oto to, co udało się uchwycić. Na początek.. lody z restauracji "Lokomotywa" w Puszczykowie - pycha. Tylko nieświadomie nie trafiłem z kolorystyką :)
Tak to można zaczynać spacer po lesie :) Kolorystyka przypadkowa
Potem było już bardziej klasycznie.
Rzeka Warta - widok z Puszczykowa (Wielkopolski Park Narodowy)
Samotnik wędrowny :) ((Wielkopolski Park Narodowy)
Obalone drzewo i drewniany most ((Wielkopolski Park Narodowy)
Ni pies, ni wydra... :) ((Wielkopolski Park Narodowy)
Kryjących się w korzeniach hobbitów nie zauważono (Wielkopolski Park Narodowy)
Drewnianym szlakiem... (Wielkopolski Park Narodowy)
Zakola Warty ((Wielkopolski Park Narodowy)
Świat harmonii ((Wielkopolski Park Narodowy)
Obrońcy odnóg Warty (Wielkopolski Park Narodowy)
Higiena to podstawa ((Wielkopolski Park Narodowy)
Korzenne single na Nadwarciańskim (Wielkopolski Park Narodowy)
Moczary, wersja letnia ((Wielkopolski Park Narodowy)
Alternatywny ekosystem (Wielkopolski Park Narodowy)
Kolory moczarów (Wielkopolski Park Narodowy)
Akcja zasadź drzewo, a jak się nie da to chociaż patyka :)
Z innych zwierzaków - trafił się dość wyblakły latolistek cytrynek...
Latolistek cytrynek w swoim naturalnym otoczeniu
...odlotowa kaczka...
Odlotowe suszenie piórek
...oraz wbrew pozorom nie taka łatwa do uchwycenia w szuwarach żaba wodna :)
Żaba wodna. wersja pokazowa
Walka na spojrzenia, żaba wodna




  • DST 52.50km
  • Czas 01:50
  • VAVG 28.64km/h
  • VMAX 62.60km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 210m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Czarnowidztwo

Środa, 1 lipca 2020 · dodano: 01.07.2020 | Komentarze 6

Wolny dzionek za mną. Padam na ryj :)

Najpierw poranne załatwianie niezbędnych pierdół. Na rower czas przyszedł więc dopiero przed jedenastą - i tak wcześniej, niż zamierzałem. Pogoda byłaby całkiem do przyjęcia, ale wiatr nie odpuszczał - momentami duł zdecydowanie, zniechęcając do czegokolwiek. Czyli trzyma poziom :) Oj, nie chciało mi się dziś walczyć.

Trasa kombinowana: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Krosinko - znów Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

TUTAJ
Relive.
Tu też była wycinka, ale chociaż widoczek się zrobił, Poznań Głuszyna
Skoro padło słowo "Babki", to... Aaaaa, co będę się szczypał, od razu polecę z grubej rury, wklejając foty. Na początek piknik pod wiszącą wycinką:
Piknik pod wiszącą wycinką
...a reszta bez komentarza. To wciąż trwa. A wedle tablic miało się skończyć wczoraj.
Nadleśnictwo Babki wciąż w
Polska, coraz piękniejsza....................
Się sprzeda i będzie na 500+ :/
Ludzkie monstrum w akcji
Tak się zamienia przyrodę w pieniążek. Ja rozumiem, że głównie iglaki, że jest jakaś "gospodarka leśna", że... A nie, w sumie to nie rozumiem.

Dawno mnie nie było w okolicach Osowej Góry (ostatni raz... drezyną), trzeba było nadrobić. Nagrodą był fałmaks :)
Ulica Pożegowska w Mosinie
Widok na Mosinę z Pożegowskiej - podjazd i zjazd miodzio :)
Na koniec gang czarnuchów :) Po raz pierwszy widziałem kaczki tej barwy, zwane dworskimi. Klimatyczne są :)
Nadchodzi czarna ekipa :)
Czarna kaczka dworka
...iż kaczki nie gęsi....
Po południu wpadł jeszcze WPN piechotką, ale relację z tego zostawię sobie na jutro (prawdopodobnie). Dzisiaj tylko Kropa z okazji Dnia Psa.
Czy taki kijek jest wystarczający? :)




  • DST 62.50km
  • Czas 02:09
  • VAVG 29.07km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 21.0°C
  • Podjazdy 206m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Codzienność

Wtorek, 30 czerwca 2020 · dodano: 30.06.2020 | Komentarze 8

Oj, rzadko nie czułem się tak codziennie jak dziś :)

Wrócił solidny wiatr, wiejący zewsząd. Jeden z punktów codzienności spełniony. Na ulicach spory ruch i gazeciarze zewsząd - drugi również. W Luboniu korki masakryczne. Komplecik.

Najbardziej codzienna była trasa, czyli "kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Jedne, co nietypowe, to dość sympatyczna pogoda - w końcu ani za ciepło, ani za zimno, a nawet nie padało. Dziwne :)

Cały czas boli - i będzie boleć - to, co się wciąż dzieje na mojej ulubionej trasie. Masakrują drzewa, rozrywają pobocze, wszystko pod debilną śmieszkę. Wrrr. Nawet znajomy Nepomucen jakiś taki smutniejszy przez to.
Nepomucen patrzy ze smutkiem na śmieszkę, która ma tu powstać, Łódź (WLKP)
Widok na Jezioro Dymaczewskie

Pomysł jest o tyle chory, że aktualnie "piątka", gdzie będzie zaczynał się ten bubel, jest już praktycznie odciążona, ruch przeniósł się na S5. Kompletny debilizm.
Stara
Tymczasem na innych DDR-kach rodzimy standard, czyli bezmózgowie. Mamusia z synkiem, synek łapki przy pysku, nie na kierze, caaaaałą szerokością, 2 km/h.

Przed Mosiną miałem okazję prawie bliskiego kontaktu z boćkiem. Najpierw udawał, że się przede mną kryje między drzewami, a potem miał już mnie centralnie w d...ziobie i zajął się swoimi sprawami :)
Cwaniak sądził, że jak schowa się za drzewem i w trawie, to nie będzie go widać :)
Dumny, radosny, maszerujący dziarskim bocianim krokiem
W malowniczej pozie i w pełnym skupieniu
Miesiąc uznaję za zakończony :) A dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 61.70km
  • Czas 02:18
  • VAVG 26.83km/h
  • VMAX 42.20km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Podjazdy 173m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nieglut kluczowy

Poniedziałek, 29 czerwca 2020 · dodano: 29.06.2020 | Komentarze 12


Miało padać. I padało. Tym razem pogodynki - niestety - nie dały ciała.

Byłem pełen obaw, czy w ogóle dziś ruszę gdziekolwiek poza pracą. Jednak pojawiła się motywacja, dość specyficzna. Wczoraj idąc na wybory dałem Żonie klucze do domu i... zapomniałem ich odebrać. Zorientowałem się, gdy rano chciałem iść z psem. Jakimś cudem zlokalizowałem zapasowy do jednego z zamków, a że jednak wolę drzwi zamykać na dwa, to stwierdziłem, że muszę podjechać do pracy swojej lepszej połowy i odebrać zestaw. Oczywiście rowerem :)

W deszczu, znoju i słocie odzyskałem, co moje :)

A że już byłem na siodle, to bez choćby gluta nie zamierzałem wracać. Postanowiłem, że dokręcę do jego połowy i ocenię warunki atmosferyczne. Tym samym przez Plewiska, Komorniki, Głuchowo i Gołuski dotarłem do Plewisk. Chwilowo przestało lać, więc stwierdziłem, że dobijam do pięciu dych. Tak zrobiłem, zaliczając Dopiewiec, Dopiewo, Trzcielin, Konarzewo, Chomęcice, Szreniawę, Komorniki, Wiry i przez Luboń dotarłem do domu. Chyba nie muszę tłumaczyć, że ostatnie piętnaście kilometrów znów w deszczu? :)

Ani fotek, ani nic... Bida. Wpadły tylko jakieś zmoknięte, niewyraźne żurawie na horyzoncie :)
Niewyraźne żurawie w deszczu
A poza tym było paskudnie. Tu Luboń. Aha, i padało :)

Żeby nie było łyso, jeszcze Kropa. W ogóle...
Największa radocha na świecie!
...i w szczególe :)
Psiortretowo :)
Do pracy udało mi się również dojechać rowerem. O dziwo o prawie suchej stopie.

TUTAJ Relive.




  • DST 51.80km
  • Czas 01:47
  • VAVG 29.05km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 31.0°C
  • Podjazdy 183m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gorączka, niekoniecznie tylko wyborcza

Niedziela, 28 czerwca 2020 · dodano: 28.06.2020 | Komentarze 13

Dzisiejsze rowerowanie niewiele różniło się od wczorajszego - było za gorąco i za wietrznie. To drugie byłoby nawet ok, gdyby nie dmuchało ciepłym powietrzem - w wyniku tego byłem całkowicie zmasakrowany. Nie jest to mój klimat, zdecydowanie. Walki nie było.

Trasa zachodnia, nieułatwiająca życia, bo pustynna: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. TUTAJ Relive.

Skoro wspomniane szlaki, to nie mogło zabraknąć klasycznego widoku na Wielkopolski Park Narodowy z wysokości Rosnowa.
Klasyczny widok na zakręty przed Wielkopolskim Parku Narodowym
Miałem szczęście, bo znów hen, hen, wysoko szybował myszołów.
Myszołów niewyraźny, ale za to na szerokości :)
Tak samo niewyraźny, ale za to chudszy :)
Natomiast w Palędziu spotkałem młode bociany, ewidentnie szykujące się do roli zombie w jakimś horrorze :)
Młode bociany uczą się do roli zombie :)
A w Plewiskach okazało się, że nawet czekanie na czerwonym może być ciekawe. Pod warunkiem, że pod dachem domu obok ujrzy się drącego dzioba mazurka. Po chwili został uciszony przez panią mazurkową :)
Mazurek drze dzioba :)
Nawet podczas czekania na światłach nie da się nudzić :)
Oto dowód na to, że mrozu nie było. Temperatura otoczenia była momentami równa tej wewnątrz mnie :) Za to na jutro zapowiadane są deszcze, więc nie wiem, czy się uda pokręcić. Ot, rodzime realia - jak nie urok...

Po południu na wybory - o dziwo sprawnie poszło. Brawa dla komisji, która sprawnie wychwytywała ludzi "po ulicach", dzięki czemu nie musieliśmy czekać w kolejce. Tym razem nie oddałem głosu kreśląc pentagramik - za duże ryzyko, że ktoś go nie uzna, choć jest zgodny z prawem.

Wpadła jeszcze Dębina. Oto dzisiejsze łupy. Na pierwszy rzut... komar :)
Główny krwiopicja kraju
W końcu udało mi się w miarę przyzwoicie uchwycić czaplę siwą, która mieszka od dawna w "moim" lesie. Jest jeszcze druga, ale dziś gdzieś poleciała. Lepsza jedna niż żadna. W nagrodę otrzymała darmową sesję, w różnych pozach.
Landszafcik z kaczką i czaplą
Najbardziej klasyczna poza czapli siwej - na gargulca ;)
Czapla siwa wyjątkowo wyprostowana
Ewidentnie czapli coś przestało pasować
Po raz pierwszy widziałem też taką ławicę. Trochę to niepokojące, bo nie jest naturalne takie zachowanie, ale mam nadzieję, że martwię się niepotrzebnie.
Marzenie każdego wędkarza - na szczęście akurat żadnego nie było
Cała masa pyszczków
Był i Dębilnello. Znów spojrzał, widocznie poznał, bo wrócił spokojnie do leżakowania :)
Znajomy żółw popatrzył, stwierdził, że poznaje i wrócił do opalania :)
Na koniec przypomnienie o czymś, co przez wybory schodzi na dalszy plan, czyli o obchodach czerwcowego robotniczego zrywu w Poznaniu w roku 1956, gdy władza strzelała do bezbronnych ludzi. Trzeba o nich pamiętać - wyszli z domów z hasłami walki o lepsze życie, a część nie wróciła. Jest mi to o tyle bliskie, że zakłady Cegielskiego mijam niemal codziennie jadąc do pracy, a tam zaczął się ów pierwszy w dziejach PRL prawdziwy protest.




  • DST 53.50km
  • Czas 01:52
  • VAVG 28.66km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 198m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Powrotominium

Sobota, 27 czerwca 2020 · dodano: 27.06.2020 | Komentarze 17

Powrót na wielkopolskie płaszczyzny. Lubię je, ale już zbyt dużego ciepełka oraz kręcącego się jak (tu cenzura z powodu ciszy wyborczej) pod gabinetem (tu cenzura z powodu ciszy wyborczej) wiatru zdecydowanie nie. A jedno i drugie występowało w nadmiarze - więc choć jakaś tam moc oraz chęci były obecne, to z koniem nie miałem zamiaru się kopać. Po prostu przejechane, tempem ślimaczym, i tyle.

Ważne, że się w miarę wyspałem. Dzionek zalatany, ale tego odpuścić sobie nie mogłem :) Podjechałem też do weterynarza po maść antykleszczową dla Kropy, bo wczoraj wróciła ze spaceru z niechcianym towarzyszem.

Plusem była trasa, czyli klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Szreniawa - Komorniki - Poznań. TUTAJ Relive.

Wciąż boli wycinka na odcinku Dymaczewo - Witobel :/
Ten widok wciąż boli, tym bardziej, że to pod kretyńską DDR-kę, trasa Mosina - Stęszew
Udało mi się zobaczyć znajomego myszołowa - biedak wciąż nie może się odnaleźć po tym, jak drzewni rzeźnicy wycieli mu jego miejscówkę (dokładnie tę widoczną powyżej). Latał bardzo wysoko i/lub bardzo szybko, więc foty niewyraźne.
Myszołów wysoko na niebie
NIewyraźny myszołów podczas polowania
Z innej beczki: natrafiłem na takie coś:

Czy wystawa się odbyła - nie wiem. Ale nie miała prawa, gdyż nie ma takiej daty jak "18 maj". Maj w roku jest jeden, więc jak już to powinno być "18 maja". No ale nie wymagajmy za wiele - Luboń :)

Żeby nie było, że Wielkopolska taka nudna, kilka motywów z dzisiejszego spaceru z Kropą na Dębinę i nad Wartę. Miałem okazję do zabawy porządnym aparatem, nie kompaktem, więc było trochę kombinowania :) Na pierwszy ogień idą psiaki:
Dwa psiaki pływaki :)
Nawet podczas moczenia łap w Warcie trzeba być czujnym
Trafił się kos, najpierw lekko zdziwiony, a potem już tylko skupiony na obiedzie - jak na moje mało apetycznym.
Lekko zdziwiony kos
Kos znalazł obiad - średnio apetyczny
Daleko w wodzie mignął mi zaskroniec, dopiero pierwszy w tym roku.
Płynący zaskroniec
Dębinello chyba już mnie rozpoznaje, bo patrzył mi dziś prosto w oczy :)
Głębokie żółwie spojrzenie prosto w oczy :)
No i na koniec świtezianka błyszcząca, czyli ważka w szczegółach :)
Ważka (świtezianka błyszcząca) w detalach