Info
Suma podjazdów to 791284 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec24 - 50
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.40km
- Czas 01:52
- VAVG 28.07km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 23.0°C
- Podjazdy 182m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wietrznie i Szacht-etnie
Poniedziałek, 6 lipca 2020 · dodano: 06.07.2020 | Komentarze 10
Ciąg dalszy walki z wiatrem. Jak wiadomo, z góry przegranej, więc "walka" była umowna. Jak już to taka, która zakładała przetrwanie :)
Kierunek powiewów, a co za tym idzie dobór trasy, też niespecjalnie pomagał. No ale skoro ma się na zachodzie pustynię, to nie może być lekko. Wpadło kółko z Dębca przez Luboń, Łęczycę, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo, Trzebaw, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu. Relive... hmm. Wciąż zagadka.
Jazda była tak męcząca, że nawet zdjęć mi się robić nie chciało. Inna sprawa, że nie za bardzo było czemu i komu. Miałem nadzieję na jakieś muflony (przypomnę, że naprawdę je widziałem w maju tego roku), no ale jakoś się nie trafiło :) Wpadł tylko podirytowany bocian-młodziak.

Lepiej było po południu, bo miałem wolne, więc wybiegałem Kropę po Szachtach. W tygodniu to miejsce jest w miarę puste, pełne krzyków ptactwa. Nawet na wieży widokowej nie ma tłumów. Więc skorzystałem.

Wspomniana wieża trzyma się mocno, mimo podmuchów.




Na dole jest istny raj dla mew (głównie śmieszek), choć trafił się i perkoz.






Trafił się również mniejszy kaliber: szafranka czerwona oraz jakaś bliżej niekreślona łątka.

Tryb makro także poszedł w ruch. Obiekt nie zdążył uciec :)
Jedynie gnojki, takie jak ten, zakłócały ciszę. No ale na F16 nie ma mocnych :)
- DST 52.80km
- Czas 01:51
- VAVG 28.54km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 26.0°C
- Podjazdy 209m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Macice lubońskie oraz WPN
Niedziela, 5 lipca 2020 · dodano: 05.07.2020 | Komentarze 13
W końcu udało się wyspać. Jak na moje niedziele mogą być codziennie :)
Tyle z rzeczy optymistycznych. Z tych codziennych: wiało. To, że mocno, to pół biedy. Ale że tylko przez kilka kilometrów z pięciu dych w plecy, już było biedą pełną. Błeee. Średniej dziś nawet nie zamierzam komentować.
Trasę stanowiło "odwrotne kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. Relive? Chętnie. Ale jakoś mu się nie chce powstać.
Widok bez drzew z odcinka Stęszew - Dymaczewo ciągle mnie mentalnie masakruje. I choć niebo widać teraz w pełnej krasie, zdecydowanie wolałem ostry cień... konarów.

Kawałek dalej: niedziela w pełni.
Na dłużej zatrzymałem się dziś w... Luboniu. Ha. To musi oznaczać COŚ, jak wiadomo :) Postanowiłem przysiąść sobie bliżej na ławeczce pana Edmunda Bojanowskiego. To jakiś popularyzator katolickiej nauki z XIX wieku, założyciel ochronek prowadzonych przez zakonnice. 

Brzmi poważnie, więc postanowiłem pana trochę ucyklizować. Jemu akurat kask średnio pasował...

...ale już wpatrzonemu w niego młodziakowi jak najbardziej :)


To jeszcze nie koniec lubońskich atrakcji. Oto... nie, nie pomnik ku czci macicy :) To... Znicz Pamięci Pokoju. To ten... tego... Pochwalony :)

A po południu wpadło dziesięć kilometrów rodzinnego spaceru po Wielkopolskim Parku Narodowym. Wybraliśmy mniej popularne odcinki (Wiry, Łęczyca, kawałek Puszczykowa), ale momentami nie dało się uniknąć tłumów. Na szczęście zna się boczne szlaki :)







Był i boogeyman, wersja PL :)
...ale oczywiście najciekawsze są zwierzaki. Dziś niestety średnio z nimi było. Gdzieś głęboko w lesie ukrywały się skutecznie łanie...
...łatwiej było ze "stacjonarnymi" kózkami i owcami.



No i jeszcze motyle. Ponownie latolistek cytrynek w zielsku...
...oraz widziana przeze mnie po raz pierwszy w tym roku rusałka pawik. Przepiękna.
- DST 72.45km
- Czas 02:22
- VAVG 30.61km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 188m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Asystując, pszczółkując i szpakując :)
Sobota, 4 lipca 2020 · dodano: 04.07.2020 | Komentarze 10
Na dzisiejszy poranek zaplanowana była krótka rundka z BUS-em.
Krótka, bo dzionek miałem pracujący, na stówę czasu nie było,
miałem więc tylko w założeniu towarzyszyć przez pierwsze 25-30
kilometrów, a później zrobić samotną nawrotkę.
Punkt 8:30 ustawka
na Starołęckiej i jazda tą uroczą ulicą. Nie brakowało takich,
którzy zapewne sądzili, że jedzie jakiś wyścig, do tego stopnia, że jeden z kibiców nawet
pozdrowił nas klaksonem. Bo chyba to nie była próba agresywnego informowania o fakcie,
że gdzieś z lewej znajduje się kostkowe coś oznaczone dziwnymi
piktogramami na niebieskim tle? :)
Spotkaliśmy też
Pana Pszczółkę (jaskrawy żółto-czarny strój), który na
wspomnianej Starołęckiej tak bardzo chciał pokazać, jak potrafi
przycisnąć, że przy wyprzedzaniu nawet nas nie pozdrowił. Spoko,
ścigać się nie zamierzaliśmy, ale przyszło to naturalnie, bo
chyba zabrakło w bidonie miodku czy innego tam soku z gumijagód i
Pan Pszczółka spuchł, najpierw spadając na tyły wycieczki, a
potem już całkowicie się odłączając.
Wspólnie z BUS-em
(dzięki za jazdę!) dotarłem przez Czapury, Wiórek, Sasinowo,
Rogalinek, Mosinę, Żabinko i Żabno do Sulejewa, gdzie przyszedł
najwyższy czas na nawrotkę. Akurat polem leciał lis, niestety nie
zdążyłem go uchwycić. Powrót wykonałem najprostszą trasą,
przez Mosinę, Puszczykowo oraz Luboń, gdzie najpierw jakiś troglo
chciał mnie skasować pakując się z podporządkowanej, a później
znów usłyszałem ukochany dźwięk klaksonu, tym razem gdy jechałem
wzdłuż… chodnika (z dopuszczeniem). Tu już nie wytrzymałem i
odpozdrowiłem, tyle że werbalnie. Eh, ten Luboń...
Średnia mogła być
lepsza, ale podczas powrotu jakoś wiatr nie chciał pomagać. Nic
nowego :)
Kilka fotek,
niewiele, bo się spieszyłem :)


Zanim zrobiłem nawrotkę w Sulejewie, obserwowałem przez chwilę samotnego szpaka...
...do którego podleciała koleżanka,,,
...a wszystko skończyło się szpaczym fochem :)
Do pracy zdążyłem (dystans zawiera dojazd).
Czas jeszcze na podsumowanie czerwca. Intensywny był to miesiąc - jeździłem szosą, Czarnuchem i starym góralem, po szosach, lasach, do pracy i po górach, w upałach i w deszczu. Wyszło łącznie 1741 kilometrów ze średnią 28,5 km/h. Człapania (głównie z psem): nieco ponad 70 km. No i jeszcze 7 kilosów... drezyną :)
- DST 63.25km
- Czas 02:09
- VAVG 29.42km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 162m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Rybołownie
Piątek, 3 lipca 2020 · dodano: 03.07.2020 | Komentarze 7
W nocy i nad ranem padało. Nie narzekałem, tylko trochę dłużej pospałem, czekając, aż deszcz sobie pójdzie precz. Tak się stało, a ja lekko po dziewiątej mogłem ruszać.
Nie była to jazda komfortowa. Wiatr wiatrem (trochę słabszy niż wczoraj), ale chmury przez większość czasu sugerowały, że mogą się "urwać" (na szczęście jedynie raz lekko pokropiło), a ruch aut był jak w "najlepszych" czasach przedpandemicznych. A może już w sumie znów są takie? Przecież siedzący na pewnym stolcu pan Morawiecki wczoraj stwierdził, iż nie trzeba się bać koronawirusa. Za to trzeba iść na wybory, panie i panowie emeryci!
Trasa zachodnia z północnymi odchyłami: Poznań - Plewiska - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań. Relive.. Hm. Miało być. Ale coś nie spieszy mu się na świat.
Nad Jeziorem Lusowskim jak zwykle spędziłem chwilę. Nie sam.




Między Lusówkiem a Lusowem, z bardzo daleka, przyuważyłem przyczajonego drapieżnika. Ledwo go widziałem, ale zdjęcie o jakości gazetek robionych na powielaczu w PRL-u jest. Szkoda, że tylko takie, bo akurat widoczny tu rybołów jest nie tylko rzadko spotykany, ale wręcz wpisany do polskiej czerwonej księgi jako zagrożony wyginięciem.


Widząc tę parkę na horyzoncie, wiedziałem, że będzie "coś". Zapobiegliwie wyjąłem telefon i zwiększyłem dystans podczas wyprzedzania, co jak się okazało było prorocze, bo waćpanna nagle stwierdziła, że zrówna się z chłopakiem i będą podziwiać... pole. Świat bez hipsterów byłby zdecydowanie lepszy :)
Na koniec reklama tradycyjnego polskiego dania narodowego, wspierającego polskość - hot doga :) Oj, coś mi się wydaję, że Orlen ma tych samych ogarniętych marketingowców co Polska Fundacja Narodowa :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 61.20km
- Czas 02:06
- VAVG 29.14km/h
- VMAX 54.40km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 129m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zachodnie wietrzenie i zaległy Nadwarciański
Czwartek, 2 lipca 2020 · dodano: 02.07.2020 | Komentarze 14
Kolejny typowy dzionek. Ciężko się wstawało, ciężko się jechało, ciężko się ruszało do pracy. Życie :)
Wpis będzie wyjątkowo ubogi jeśli chodzi o tekst, za to będzie sporo zdjęć. O samym rowerowaniu dziś niewiele. Bo pisać nie ma za bardzo o czym. Wiało wciąż mocno, a że z zachodu, to za mną rundka po polach: z Poznania przez Plewiska, serwisówki, Zakrzewo, Sierosław, Więckowice, Fiałkowo, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do Poznania. TUTAJ Relive.
Zatrzymałem się na dłużej tylko raz (oczywiście nie licząc dziesiątek pauz spędzonych na czerwonym świetle), w Więckowicach. Raz jeszcze pochwalę tę wieś za to, że ktoś tam zrobił asfaltowy chodnik z DOPUSZCZONYM (a nie nakazanym) ruchem rowerowym. Cenię sobie też tamtejszą wylęgarnie komarów, bo jest ładnie utrzymana :)
W środku rośnie jakieś zielsko. Jakie - nie mam pojęcia :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
Czas na drugą część, czyli fotki z wczorajszego wypadu do Wielkopolskiego Parku Narodowego, a konkretnie na dawno nienawiedzany Nadwarciański Szlak Rowerowy. Środek tygodnia, jak się okazało, był ku temu dniem idealnym - cisza, spokój, ruch niewielki. Oto to, co udało się uchwycić. Na początek.. lody z restauracji "Lokomotywa" w Puszczykowie - pycha. Tylko nieświadomie nie trafiłem z kolorystyką :)
Potem było już bardziej klasycznie.














Z innych zwierzaków - trafił się dość wyblakły latolistek cytrynek...
...odlotowa kaczka...
...oraz wbrew pozorom nie taka łatwa do uchwycenia w szuwarach żaba wodna :)

- DST 52.50km
- Czas 01:50
- VAVG 28.64km/h
- VMAX 62.60km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 210m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Czarnowidztwo
Środa, 1 lipca 2020 · dodano: 01.07.2020 | Komentarze 6
Wolny dzionek za mną. Padam na ryj :)
Najpierw poranne załatwianie niezbędnych pierdół. Na rower czas przyszedł więc dopiero przed jedenastą - i tak wcześniej, niż zamierzałem. Pogoda byłaby całkiem do przyjęcia, ale wiatr nie odpuszczał - momentami duł zdecydowanie, zniechęcając do czegokolwiek. Czyli trzyma poziom :) Oj, nie chciało mi się dziś walczyć.
Trasa kombinowana: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Mosina - Krosinko - znów Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
TUTAJ Relive.
Skoro padło słowo "Babki", to... Aaaaa, co będę się szczypał, od razu polecę z grubej rury, wklejając foty. Na początek piknik pod wiszącą wycinką:
...a reszta bez komentarza. To wciąż trwa. A wedle tablic miało się skończyć wczoraj.



Tak się zamienia przyrodę w pieniążek. Ja rozumiem, że głównie iglaki, że jest jakaś "gospodarka leśna", że... A nie, w sumie to nie rozumiem.
Dawno mnie nie było w okolicach Osowej Góry (ostatni raz... drezyną), trzeba było nadrobić. Nagrodą był fałmaks :)

Na koniec gang czarnuchów :) Po raz pierwszy widziałem kaczki tej barwy, zwane dworskimi. Klimatyczne są :)


Po południu wpadł jeszcze WPN piechotką, ale relację z tego zostawię sobie na jutro (prawdopodobnie). Dzisiaj tylko Kropa z okazji Dnia Psa.
- DST 62.50km
- Czas 02:09
- VAVG 29.07km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 21.0°C
- Podjazdy 206m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Codzienność
Wtorek, 30 czerwca 2020 · dodano: 30.06.2020 | Komentarze 8
Oj, rzadko nie czułem się tak codziennie jak dziś :)
Wrócił solidny wiatr, wiejący zewsząd. Jeden z punktów codzienności spełniony. Na ulicach spory ruch i gazeciarze zewsząd - drugi również. W Luboniu korki masakryczne. Komplecik.
Najbardziej codzienna była trasa, czyli "kondominium": Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnówko - Trzebaw - Dębienko - Stęszew - Witobel - Łódź - Dymaczewo - Krosinko - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Jedne, co nietypowe, to dość sympatyczna pogoda - w końcu ani za ciepło, ani za zimno, a nawet nie padało. Dziwne :)
Cały czas boli - i będzie boleć - to, co się wciąż dzieje na mojej ulubionej trasie. Masakrują drzewa, rozrywają pobocze, wszystko pod debilną śmieszkę. Wrrr. Nawet znajomy Nepomucen jakiś taki smutniejszy przez to.


Pomysł jest o tyle chory, że aktualnie "piątka", gdzie będzie zaczynał się ten bubel, jest już praktycznie odciążona, ruch przeniósł się na S5. Kompletny debilizm.
Tymczasem na innych DDR-kach rodzimy standard, czyli bezmózgowie. Mamusia z synkiem, synek łapki przy pysku, nie na kierze, caaaaałą szerokością, 2 km/h.
Przed Mosiną miałem okazję prawie bliskiego kontaktu z boćkiem. Najpierw udawał, że się przede mną kryje między drzewami, a potem miał już mnie centralnie w d...ziobie i zajął się swoimi sprawami :)


Miesiąc uznaję za zakończony :) A dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 61.70km
- Czas 02:18
- VAVG 26.83km/h
- VMAX 42.20km/h
- Temperatura 16.0°C
- Podjazdy 173m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nieglut kluczowy
Poniedziałek, 29 czerwca 2020 · dodano: 29.06.2020 | Komentarze 12
Miało padać. I padało. Tym razem pogodynki - niestety - nie dały ciała.
Byłem pełen obaw, czy w ogóle dziś ruszę gdziekolwiek poza pracą. Jednak pojawiła się motywacja, dość specyficzna. Wczoraj idąc na wybory dałem Żonie klucze do domu i... zapomniałem ich odebrać. Zorientowałem się, gdy rano chciałem iść z psem. Jakimś cudem zlokalizowałem zapasowy do jednego z zamków, a że jednak wolę drzwi zamykać na dwa, to stwierdziłem, że muszę podjechać do pracy swojej lepszej połowy i odebrać zestaw. Oczywiście rowerem :)
W deszczu, znoju i słocie odzyskałem, co moje :)
A że już byłem na siodle, to bez choćby gluta nie zamierzałem wracać. Postanowiłem, że dokręcę do jego połowy i ocenię warunki atmosferyczne. Tym samym przez Plewiska, Komorniki, Głuchowo i Gołuski dotarłem do Plewisk. Chwilowo przestało lać, więc stwierdziłem, że dobijam do pięciu dych. Tak zrobiłem, zaliczając Dopiewiec, Dopiewo, Trzcielin, Konarzewo, Chomęcice, Szreniawę, Komorniki, Wiry i przez Luboń dotarłem do domu. Chyba nie muszę tłumaczyć, że ostatnie piętnaście kilometrów znów w deszczu? :)
Ani fotek, ani nic... Bida. Wpadły tylko jakieś zmoknięte, niewyraźne żurawie na horyzoncie :)
A poza tym było paskudnie. Tu Luboń. Aha, i padało :)
Żeby nie było łyso, jeszcze Kropa. W ogóle...
...i w szczególe :)
Do pracy udało mi się również dojechać rowerem. O dziwo o prawie suchej stopie.
TUTAJ Relive.
- DST 51.80km
- Czas 01:47
- VAVG 29.05km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 31.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Gorączka, niekoniecznie tylko wyborcza
Niedziela, 28 czerwca 2020 · dodano: 28.06.2020 | Komentarze 13
Dzisiejsze rowerowanie niewiele różniło się od wczorajszego - było za gorąco i za wietrznie. To drugie byłoby nawet ok, gdyby nie dmuchało ciepłym powietrzem - w wyniku tego byłem całkowicie zmasakrowany. Nie jest to mój klimat, zdecydowanie. Walki nie było.
Trasa zachodnia, nieułatwiająca życia, bo pustynna: Poznań - Luboń - Łęczyca - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
TUTAJ Relive.
Skoro wspomniane szlaki, to nie mogło zabraknąć klasycznego widoku na Wielkopolski Park Narodowy z wysokości Rosnowa.

Miałem szczęście, bo znów hen, hen, wysoko szybował myszołów.

Natomiast w Palędziu spotkałem młode bociany, ewidentnie szykujące się do roli zombie w jakimś horrorze :)

A w Plewiskach okazało się, że nawet czekanie na czerwonym może być ciekawe. Pod warunkiem, że pod dachem domu obok ujrzy się drącego dzioba mazurka. Po chwili został uciszony przez panią mazurkową :)


Oto dowód na to, że mrozu nie było. Temperatura otoczenia była momentami równa tej wewnątrz mnie :) Za to na jutro zapowiadane są deszcze, więc nie wiem, czy się uda pokręcić. Ot, rodzime realia - jak nie urok...

Po południu na wybory - o dziwo sprawnie poszło. Brawa dla komisji, która sprawnie wychwytywała ludzi "po ulicach", dzięki czemu nie musieliśmy czekać w kolejce. Tym razem nie oddałem głosu kreśląc pentagramik - za duże ryzyko, że ktoś go nie uzna, choć jest zgodny z prawem.
Wpadła jeszcze Dębina. Oto dzisiejsze łupy. Na pierwszy rzut... komar :)

W końcu udało mi się w miarę przyzwoicie uchwycić czaplę siwą, która mieszka od dawna w "moim" lesie. Jest jeszcze druga, ale dziś gdzieś poleciała. Lepsza jedna niż żadna. W nagrodę otrzymała darmową sesję, w różnych pozach.




Po raz pierwszy widziałem też taką ławicę. Trochę to niepokojące, bo nie jest naturalne takie zachowanie, ale mam nadzieję, że martwię się niepotrzebnie.


Był i Dębilnello. Znów spojrzał, widocznie poznał, bo wrócił spokojnie do leżakowania :)

Na koniec przypomnienie o czymś, co przez wybory schodzi na dalszy plan, czyli o obchodach czerwcowego robotniczego zrywu w Poznaniu w roku 1956, gdy władza strzelała do bezbronnych ludzi. Trzeba o nich pamiętać - wyszli z domów z hasłami walki o lepsze życie, a część nie wróciła. Jest mi to o tyle bliskie, że zakłady Cegielskiego mijam niemal codziennie jadąc do pracy, a tam zaczął się ów pierwszy w dziejach PRL prawdziwy protest.
- DST 53.50km
- Czas 01:52
- VAVG 28.66km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 198m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Powrotominium
Sobota, 27 czerwca 2020 · dodano: 27.06.2020 | Komentarze 17
Powrót na wielkopolskie płaszczyzny. Lubię je, ale już zbyt dużego ciepełka oraz kręcącego się jak (tu cenzura z powodu ciszy wyborczej) pod gabinetem (tu cenzura z powodu ciszy wyborczej) wiatru zdecydowanie nie. A jedno i drugie występowało w nadmiarze - więc choć jakaś tam moc oraz chęci były obecne, to z koniem nie miałem zamiaru się kopać. Po prostu przejechane, tempem ślimaczym, i tyle.
Ważne, że się w miarę wyspałem. Dzionek zalatany, ale tego odpuścić sobie nie mogłem :) Podjechałem też do weterynarza po maść antykleszczową dla Kropy, bo wczoraj wróciła ze spaceru z niechcianym towarzyszem.
Plusem była trasa, czyli klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Szreniawa - Komorniki - Poznań. TUTAJ Relive.
Wciąż boli wycinka na odcinku Dymaczewo - Witobel :/
Udało mi się zobaczyć znajomego myszołowa - biedak wciąż nie może się odnaleźć po tym, jak drzewni rzeźnicy wycieli mu jego miejscówkę (dokładnie tę widoczną powyżej). Latał bardzo wysoko i/lub bardzo szybko, więc foty niewyraźne.

Z innej beczki: natrafiłem na takie coś:
Czy wystawa się odbyła - nie wiem. Ale nie miała prawa, gdyż nie ma takiej daty jak "18 maj". Maj w roku jest jeden, więc jak już to powinno być "18 maja". No ale nie wymagajmy za wiele - Luboń :)
Żeby nie było, że Wielkopolska taka nudna, kilka motywów z dzisiejszego spaceru z Kropą na Dębinę i nad Wartę. Miałem okazję do zabawy porządnym aparatem, nie kompaktem, więc było trochę kombinowania :) Na pierwszy ogień idą psiaki:

Trafił się kos, najpierw lekko zdziwiony, a potem już tylko skupiony na obiedzie - jak na moje mało apetycznym.

Daleko w wodzie mignął mi zaskroniec, dopiero pierwszy w tym roku.
Dębinello chyba już mnie rozpoznaje, bo patrzył mi dziś prosto w oczy :)
No i na koniec świtezianka błyszcząca, czyli ważka w szczegółach :)






