Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242716.25 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791323 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 57.10km
  • Czas 02:17
  • VAVG 25.01km/h
  • VMAX 41.00km/h
  • Temperatura -9.0°C
  • Podjazdy 131m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

W zamrażarce

Piątek, 12 lutego 2021 · dodano: 12.02.2021 | Komentarze 14

Udało się w końcu wykonać pełne, stuprocentowe pięć dych. Jakoś tak lepiej człowiekowi :)

Temperatura była mało intuicyjna - na starcie minus dziesięć, w najcieplejszym momencie o dwa stopnie więcej. Gdzieś na dwudziestym kilometrze mój komin dostał nowej barwy - śnieżnej, skrystalizowanej bieli :) No i niestety wiatr, mimo że maksymalnie o średnich podmuchach, zrobił swoje - wymarzłem za wszystkie (mam nadzieję, że wszystkie) czasy.

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. 

Fakt, była tytułowa zamrażarka. Ale asfalty poza aglomeracją już wręcz idealne. Zresztą wystarczy spojrzeć:
Ku słońcu
Takie zimowe drogi mają u mnie propsa. Czy jak to tam się nazywa :)
Oczywiście na polach rządziła biel, ale całkiem klimatyczna.
No klimacik jest
Bladość
Tylko pewnemu łowcy średnio akurat szło z kamuflażem :)
No kamuflaż średni jak na aktualne warunki :)
Pysk mi się cieszył na samą myśl o uchwyceniu moich ulubionych wierzb między Trzcielinem a Dopiewem, a tu szok...
Na szczęście to nie wycinka, a tylko
Dla takich perspektyw warto jest NIE budować dróg asfaltowych
Początkowo zacząłem kląć na głos, bo żyję w Polsce, więc sądziłem, iż podcinka ma na celu całkowite wyeliminowanie stąd drzew, ale na szczęście po chwili przyjechali autorzy tej instalacji, których dopytałem co i jak. Uspokoili mnie, że poszły tylko gałęzie, reszta zostanie. Uf.

A tak przy okazji - czy tylko ja widzę tu ludzką głowę? :)
Czy tylko ja widzę na tym drzewie ludzką twarz? :)
Na to wszystko patrzył z góry mój znajomy myszołów włochaty...
Znajomy myszołów włochaty
...a sarenki jak zwykle stresowały się wszystkim, tylko nie ewentualną wycinką.
Sarenek jak zwykle nie zabrakło
Kic, kic, kic...
Kawałek dalej przyuważyłem zgraną parę kruków i oczywiście nasunął mi się dialog między nimi: "ty, a słyszałeś o tym ostatnim czarnym strajku?".
Ty, a słyszałeś o tym ostatnim czarnym strajku? :)
Tu zaś przesłanie wydawało się prostsze: "jeeeeeeeśśśćććć!!!" :)
Jeeeeeeeeeeśććć!!!!
No i na koniec jeszcze zmarznięte żurawie:
Zmarznięte żurawie
Zamiast stać, lepiej pochodzić
Oj, było dziś co focić. Żałowałem, że nie mam ze sobą grzejnika, bo łapy mi przy okazji niemal zamarzły :) No ale czasem warto się poświęcić. 

Prawie przez to spóźniłem się do pracy, jednak pojechałem do niej też rowerem, więc się udało. Bo jak wiadomo, to najlepszy i najszybszy pojazd do poruszania się po mieście.




  • DST 31.70km
  • Czas 01:16
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 42.40km/h
  • Temperatura -6.0°C
  • Podjazdy 91m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut świąteczny :)

Czwartek, 11 lutego 2021 · dodano: 11.02.2021 | Komentarze 4

No w końcu! Po trzech dniach chomikowej posuchy udało się dzisiaj wykręcić symbolicznego gluta. Warto było czekać. Oj, głodek był już okrutny.

Do wyjazdu podchodziłem jak pies do jeża, czyli znów najpierw zrobiłem rozeznanie terenu, co zbytnim optymizmem mnie nie napełniło, gdyż wciąż na ulicach zalegało sporo syfu, średnio niestety dotychczas rozjechanego przez różnorakie pojazdy. Jednak stwierdziłem, że jak dziś nie ruszę, to mnie leń dopadnie na dobre. No więc odkurzyłem Czarnucha i w drogę.

Trasa to klasyczne w tę i z powrotem: Dębiec - Górczyn - Plewiska i serwisówką prawie do ronda przed Dąbrową, gdzie nastąpiła nawrotka.
Śnieżny wschód na zachód od Poznania
Drogi w mieście fatalne, na wsi, czyli w Plewiskach (skromne ponad 9 tysięcy mieszkańców, ale zapewne praw miejskich się nie opłaca mieć) też do ideału trochę brakowało...
Tragedii nie było. Ideału też nie :)
...ale już serwisówki prezentowały się całkiem sympatycznie.
Tu dało się jechać całkiem sympatycznie
Na więcej niż 30 kilosów czasu nie miałem - do pracy trzeba było. W sumie nawet nie zamierzałem dalej jechać, bo zimno. Poza tym dziś dzień święty, który należało święcić, więc trzeba było jeszcze odwiedzić świątynię...
Pączkowe cargo zapakowane :)
...i oddać się kontemplacji :)
Dzień święty święcić :)
Milusio, że znów udało się spędzić chociaż tę godzinkę z nakładką na rowerze. Fajnie, bo już zaczynało mnie jakieś przeziębienie brać od braku kręcenia :)

A na Wildzie dziś zauważyłem smakołyk: kiełbaski z rodziny kozackiej, do tego takiej premium, bo do tego polskiej i wędzonej :)
Kiełbaski z rodziny kozackiej, do tego takiej polskiej i wędzonej :)




Chomik 2021, odcinek piąty, nie-w-czas-owy

Środa, 10 lutego 2021 · dodano: 10.02.2021 | Komentarze 11

Kolejny dzień do dupy.

Najpierw - jak zwykle - włączyłem swoje ulubione radio. No i poczułem się jak podczas stanu wojennego (no dobra, wtedy się rodziłem, mogę nie do końca dobrze to pamiętać) - jeden komunikat powtarzany w kółko. Tyle że tym razem mówił on o proteście niezależnych nadawców przeciw następnej rządowej próbie położenia swoich łapsk na kolejnym elemencie, którego w normalnym kraju ruszać nie powinien. I jeśli perspektywa świata bez odmóżdżającego TVN-u brzmi nęcąco, to już media tworzone jedynie przez propagandowych przydupasów (dziennikarze to na pewno nie są) byłyby niesmacznym chichotem historii. A faktycznie, jedynie do tego doprowadziłoby opodatkowanie reklam. Przeżyłoby tylko TVP oraz Polskie Radio, finansowane hojnie z naszych podatków. Więc dzień bez TOK FM, jak sądzę, jest wart tej ceny.

Drugim elementem, przez który szlag mnie trafił, była pogoda. Miałem wczoraj cichą nadzieję, że rano wykręcę choć gluta, a tymczasem znów od ósmej zaczęło sypać, i to całkiem konkretnie. Oczywiście oceniłem organoleptycznie sytuację idąc po chleb, po czym zdegustowany i smutny wsiadłem na chomika. Wynik dzisiejszy:

- dystans: 33,5 kilometra;
- czas: 1 godzina i 35 sekund;
- średnia: 33,2 km/h.

Pod sam koniec mojego pseudokręcenia zaczęło się wypogadzać :/ Tyle że już czasu nie miałem na jakiś normlany dystans, a półśrodków nie uznaję, więc w zamian poszedłem z Kropą na spacer przedpracowy. Już częściowo w słońcu, ale za to przy mocno pozamarzanych stawach, więc mogłem dziś poczuć się jak chodzący po wodzie. 
Spacer po zamrożonym stawie, Dębina, Poznań

Kropa też łyżew nie potrzebowała :)
Lód sprawdzony, można lecieć
Łyżwy niepotrzebne :)
Torpeda działa również w śniegu :)
Z ptakami licho, zresztą spieszyłem się, więc jedynie skromne kosy, jeden filozof...
Kos zamyślony
...drugi panikarz...
Spłoszony kos
..a na deser kawka łapiąca zimowe promienie słońca.
Kawka złapała zimowe promienie słońca
Najgorsze jest to, że gdy szedłem do roboty, drogi były już całkiem dobrze przejezdne, fragmentami nawet czarne. Gdybym miał wolne, bez problemu bym dziś wyjechał, ale nie przy tym, co widziałem rano.
Znów poranny syf na Dębcu :/




Chomik 2021, odcinek czwarty, rudzikowy

Wtorek, 9 lutego 2021 · dodano: 09.02.2021 | Komentarze 7

Miałem jakieś minimalne zasoby nadziei, że dzisiaj się uda porowerować. No ale nic z tego - rano drogi wciąż pokryte były błotem pośniegowym, spod którego widać było fragmentami lód. Do tego lekko padało jeszcze białe paskudztwo, więc odpuściłem. Szkoda, bo wiatr się uspokoił.

Chomik wszedł w obroty tak jak wczoraj:
- dystans: 32,5 kilometra;
- czas: 1 godzina i 48 sekund;
- średnia: 32,1 km/h.

Tym razem wstałem wcześniej, mogłem więc jeszcze zafundować Kropie spacer po Dębinie, krótszy niż zwykle, ale zawsze coś. Fascynacja śniegiem wciąż trwa, tak jakieś 1025454445476 razy silniejsza niż moja :) Natomiast cieszę się, że udało mi się uchwycić zmarzniętego rudzika.
Zmarznięty rudzik
Poza tym jak zwykle grzecznie czekające w kolejce sikory...
Panie, długo jeszcze? :)
...oraz oczywiście kijkowo-śnieżne szaleństwo.
Kijka nie było, w zamian jest drzewko :)
Wędrówka brzegami Dębiny, Poznań
Śniegowa torpeda
No i jeszcze dalszy ciąg historii z koziołkiem. Znów:) Otóż wczoraj napisała do mnie miła pani z Polskiej Agencji Prasowej, z zapytaniem czy mogą historię ratowania sarenki opisać na angielskojęzycznym portalu The First News i czy zgodzę się na wykorzystanie zdjęć. No cóż, mimo że PAP aktualnie to tuba propagandowa, ale w wersji zagranicznej nie znalazłem jakiegoś szmelcu, oczywiście wyraziłem zgodę pod dwoma warunkami: zachowania praw autorskich oraz uniknięcia jakiegokolwiek zdania nawiązującego do polityki :) Z tym nie było problemu no i dostałem dzisiaj newsa, że się pojawiło: o TUTAJ :)

Milo, że to poszło w świat.




Chomik 2021, odcinek trzeci, zasypany

Poniedziałek, 8 lutego 2021 · dodano: 08.02.2021 | Komentarze 12

No to cudu nie było. Niestety. Miało sypać, to sypało. A w sumie to zasypało.

Gdy szedłem spać, na ulicy pod domem widziałem asfalt. Gdy rano się obudziłem, w tym samym miejscu widniał już miks śniegu, brei i lodu. Cóż, przynajmniej mogłem godzinkę dłużej pospać :)

Po kawce wsiadłem na #%$@ chomika. W sumie bez wyrzutów sumienia, bo z widokiem na okno i na to, co się na nim działo. Sorry, ale samobójcą, dziadkiem na składaku potrafiącym śmigać po szklance, albo dostawcą z Pyszne.pl nie jestem :)

Wynik chomikowania:
- dystans: 32,5 kilometra,
- czas: 1h i 50 sekund;
- średnia: 32,1 km/h.

Następnie na chwilę z Kropą po osiedlu...
Śnieg czy nie śnieg, walka trwa :)
Czujność zachowana, być może gdzieś obok dają jeść :)
Orka śniegowo-kijkowa :)
Bóbr osiedlowy :)
...i do pracy. Patrząc na warunki, jedyną pewną opcją dotarcia do niej był... spacer. Bowiem ulice wyglądały wszędzie tak:
Ulica Czechosłowacka wyglądała jak za czasów, gdy jej patronka jeszcze istniała, Poznań
...drogi pieszo-rowerowe podobnie, choć szacun za puszczenie na nie pługów.
Miło, że w Poznaniu w pierwszej kolejności odśnieża się drogi pieszo-rowerowe
Tu musiałem pomóc kierowcy BMW i popchnąć pod górkę, bo inaczej buksowanie by trwało jeszcze do dziś.
Tu musiałem pomóc popychem, bo jeszcze by trwało buksowanie na niewłaściwym pasie
Tu zaś na interwencję było lekko za późno.
Ups!
A w przypadku korka TIR-ów na Hetmańskiej mogłem zrobić tylko jedno. Zdjęcie :)
Zakorkowana, głównie przez TIR-y, ulica Hetmańska, Poznań
Tak to właśnie wesoło było dziś w Poznaniu. Pługopiaskarki jeździły od trzeciej nad ranem, a i tak nie dawały rady. Wypadki były wszędzie, oczywiście również na autostradzie (taka polska tradycja). Po raz pierwszy od dekady na tory wyjechał pług śnieżny. Jednym słowem: wesoło.

No i niestety zapowiada się, że tych chomików przede mną trochę będzie. Wpadł dziś już o jeden więcej niż przez cały poprzedni rok, a mamy dopiero luty :/




  • DST 52.10km
  • Czas 02:05
  • VAVG 25.01km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura -8.0°C
  • Podjazdy 140m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Rzeź przed rzezią

Niedziela, 7 lutego 2021 · dodano: 07.02.2021 | Komentarze 18

Czy można życzyć sobie czegoś więcej niż minus ośmiu na termometrze połączonego z mega silnym, arktycznym wiatrem? Oczywiście jeśli ma się jakieś zdiagnozowane problemy z główką? Tak - śniegu. Ten przyjdzie jutro. Dzisiaj więc rzeź w wersji skromnej zaledwie.

Prognozy mówiły o tym, że białe gówno nadejdzie już w niedzielę, dlatego wyjechałem dość wcześnie. Jak się okazało niepotrzebnie, bo na szczęście o ten jeden dzionek zostało nam darowane. Super.

Ten arktyczny gnój walił ze wschodu, wykonałem więc ponownie trasę w tę i z powrotem: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Gowarzewo - Siekierki - Skałowo. Tam w końcu mogłem odwrócić rower i poczuć podmuch w plecy. Cudowna sprawa, bowiem przez te pierwsze ponad 25 kilosów bezsensownej walki nuciłem sobie jeden song: "Każdy dzień to więcej ran w twej głowie" kultowego zespołu Lizard. Tylko że zamieniłem "dzień" na "kilometr" :)

Wziąłem ze sobą Czarnucha, bo stwierdziłem, że wyjdzie na to samo, a mniejsze ryzyko, że mnie zwieje :) I faktycznie -  kiedy parę razy dmuchnęło mi centralnie korzystnie, na płaskim nawet przy grubych oponach leciałem ponad 40 km/h.

Gdy na Sandomierskiej natrafiłem na zamknięty szlaban, zamiast marznąć postanowiłem wspiąć się w końcu na punkt widokowy. Pochodziłem sobie po górce (oczywiście zapomniałem wyłączyć zegarka), popatrzyłem na A2 oraz trasę kolejową Poznań - Łódź i już wiem - no dupy toto nie rwie :) No i uznajmy, że tego znaku nie widziałem, bo mi oczy zamarzły :)
Przy wjeździe na pukt widokowy na Sandomierskiej. I jakiś dziwny znak drogowy :)
Na górce przy Sandomierskiej, Poznań
Oczywiście nie mogło zabraknąć Dębiny, tak na rowerze...
Na pozamarzanej Dębinie
...jak i w wersji spacerowej. Na razie więcej okazji nie będzie - kolejny tydzień spędzę w pracy. Na rower pewnie nie pójdę, bo spóźniony śnieg ma przyjść już w nocy i utrzymać się zdecydowanie za długo, czeka mnie więc to cholerne chomikowanie :/

W związku z tym przegląd z dzisiejszego "polowania". W końcu udało mi się uchwycić wszystkie "dostępne" w mojej okolicy sikory: bogatkę...
Konsumująca bogatka
...modraszkę...
Modraszka z profilu
Modraszka przy kokosie
...oraz ubogą. Też ładną. Choć tu mam pewne wątpliwości, czy to nie czarnogłówka, bo obie są do siebie bardzo podobne.
Sikora uboga
Na deser (nomen omen) wystający znad obiadu dzięcioł duży...
Samiec dzięcioła dużego zerka znad stołu :)
...oraz ko-ko, czyli kowalik na kokosie :)
Kowalik i kokos, czyli ko-ko
Na myśl o kolejnych dniach mam odruch wymiotny. Zapewne nie tylko ja.




  • DST 53.20km
  • Czas 02:00
  • VAVG 26.60km/h
  • VMAX 53.00km/h
  • Temperatura -1.0°C
  • Podjazdy 166m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wietrzenie lodówki

Sobota, 6 lutego 2021 · dodano: 06.02.2021 | Komentarze 5

Dzisiaj krótko, bo na popołudnie i wczesny wieczór plany.

Wyjazd po wyspaniu się, a nawet najedzeniu. Dziwnie jakoś :) Na dworze lekki mróz, ale przede wszystkim to, co najgorsze, gdy pojawia się wraz ze wspomnianym - mocny, mega zimny wiatr ze wschodu. Nie jakiś zefirek, ale gnój konkret. Na polach robił ze mną co tylko chciał, a gdy uderzył z boku, byłem pozamiatany. Wszelkie chęci do walki szybko mi przeszły, co skończyło się jedną z moich najgorszych średnich na szosie. A mogło być gorzej :)

Trasa znów w tę i z powrotem, bo moja stała pętelka została zamordowana przed remont w Dachowej: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Śródka - Krzyżowniki - Zimin, gdzie nastąpiła nawrotka.

Dwa plusy się znalazły. Brak opadów i słońce.Przy drodze w okolicach Szczodrzykowa
Zalane pola w Tulcach
Na stawie koło Szczodrzykowa przyuważyłem dziwnego lodowego wędrowniczka. Z kijem za sobą oraz browarem w ręku. Hm.
Staw z wędrowcem
Dziwny spacerowicz na lodzie, z kijem obok i browarem w ręku
Gdzieś tam w międzyczasie nad głową przeleciało mi zgrabne stadko żurawi.
Stado żurawi w locie
Podchodzenie do lądowania
No i jeszcze klasyczne sarenki. Bardzo daleko, więc niewyraźne.
Mało wyraźne sarenki
Od jutra mega mrozy połączone ze śniegiem. Zapowiada się niedziela w domu, już nie mówiąc o atrakcjach przyszłego tygodnia :/




  • DST 56.50km
  • Czas 02:03
  • VAVG 27.56km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 0.0°C
  • Podjazdy 128m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Odrzutowo

Piątek, 5 lutego 2021 · dodano: 05.02.2021 | Komentarze 14

Dzisiejszy dzionek, mimo że roboczy, uznać mogę za w miarę przyzwoity. Przede wszystkim ani nie padał deszcz (już), ani biały szajs (jeszcze), drogi były przejezdne, choć bez szaleństw, największy problem był z wiatrem, który utrudniał życie. Mimo wszystko nie będę narzekał. Było powolnie, ale stabilnie.

Wykonałem przedpracową wschodnią rundkę: Dębiec - Hetmańska - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Koninko - Gądki - Robakowo i... nawrotka. Okazało się bowiem, że w Dachowej, przez którą miałem jechać, wciąż trwa remont. W sumie nawet nie byłem zdziwiony, tylko zrobiłem nawrotkę i wróciłem swoimi śladami.

Generalnie jazda ze świadomością, że od weekendu temperatury mają spaść poniżej dychy na minusie, do tego ma sypnąć śniegiem, przypominała komponowanie marsza pogrzebowego. Niby fajnie, ale z podtekstem.

Godne odnotowania było jedno wydarzenie. Gdy już wracałem, na wysokości bazy w Krzesinach trafiła mi się zgrabna F-16-tka. Taka akurat, żeby rzucić rower na trawnik, złapać za aparat i czekać na jakieś sympatyczne ujęcie. Kilka się udało.
F-16 w pełnej krasie podczas lotu
F-16 w trakcie zawracania
Brzuszek do przeglądu
Tu na szczęście nie było brzozy :)
Na szczęście to nie brzoza :)
Trafiło się za to podchodzenie do lądowania...
Podchodzenie do lądowania, Poznań Krzesiny
...oraz samo kołowanie i turlanie się do hangaru. Maszyna miała ewidentnie niezadowolony wyraz pyska, że jest znów za kratami :)
Znów za kratami, więc mina nietęga :), Poznań Krzesiny
Wtaczanie się F-16 do hangaru, Poznań Krzesiny
Z bardziej żywymi istotami skromniej - tylko stadko zimujących żurawi za Sypniewem.
Żurawiego marsz!
Zimujące żurawie
A tak to zawiesić oka nie było na czym, więc z braku laku "atrakcje" wsi Robakowo. Mostek...
Smętnie, ale jeszcze póki co bez śniegu
...oraz słup albo wieża energetyczna, czy jak toto się w sumie nazywa. W każdym razie chatka Baby Jagi :)
Wieża energetyczna. Czy jak tam się toto nazywa :) W każdym razie stare i duże
Potem jeszcze dojazd do pracy. 




  • DST 51.80km
  • Czas 01:55
  • VAVG 27.03km/h
  • VMAX 50.80km/h
  • Temperatura 0.0°C
  • Podjazdy 171m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zadani(el)owo

Czwartek, 4 lutego 2021 · dodano: 04.02.2021 | Komentarze 10

Najważniejsze wydarzenie czwartku: wyspałem się. Po wielu ostatnich dniach, gdy musiałem wstawać rano, dzisiaj mogłem w końcu poleniuchować. Uwielbiam wolne, nawet jednodniowe.

Wyruszyłem na rower dopiero lekko przed południem. Temperatura: idealne zero, opadów już brak, choć na drogach momentami syf, ale przejezdny. Postanowiłem więc zaryzykować i wybrać szosę. W sumie było ok, musiałem jedynie kręcić ostrożnie, tak samo wchodzić w zakręty oraz unikać części DDR-ek na zadupiach. To ostatnie wychodziło mi najlepiej :)

Najbardziej przeszkadzał mi zalegający piasek, w założeniu roztapiający śnieg, a w praktyce włażący w każdą część roweru. Skończyło się na tym, że dwa razy spadł mi łańcuch podczas kręcenia w tył, które uskuteczniam zazwyczaj stojąc na światłach, żeby wygodniej wystartować, bowiem okolice korby miałem uwalone tak, iż linka od przerzutki się blokowała. W domu to potem oczyściłem, niby jest lepiej. Oby.

Trasa to klasyczna pietruszko-marchewa, zawierająca ponad połowę jazdy przez miasto: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Śródka - Główna - Koziegłowy - Kicin - Kliny - Mielno - Dębogóra - Karłowice - Wierzonka - Kobylnica - Janikowo - Bogucin - Miłostowo - Główna - Śródka - Jana Pawła - Wartostrada - Dębiec.

Gdy jechałem przez leśny odcinek w Dębogórze, na środku drogi zauważyłem samca daniela. Oczywiście przez sekundę, bo na mój widok włączył piąty bieg. Nawet nie miałem szansy na wyjęcie aparatu. Ale że miałem już komórkę w ręce, to przynajmniej udało mi się cyknąć niewyraźne foty przebiegającego za nim stadka młodziaków i łani. Dobre chociaż to, choć jakoś tragiczna.
Stadko danieli przebiegające przez drogę. Ledwo zdążyłem jedynie wyciągnąć komórkę, więc jakoś tragiczna
Dwa ostanie młode daniele ze stadka
Z innych zwierzaków - ciekawski konik...
Ciekawski konik
...oraz szczekający obok piesek. Taki groźny, a i tak dał się pogłaskać :)
Obszczekał, obszczekał, a i tak finalnie po ręce polizał :)
Generalnie źle nie było.
Mostek w okolicach Wierzonki
Zamarznięte mokradło
Jeszcze plakatowa wojna polsko-polska. Ciekawe to zjawisko socjologiczno-psychiatryczne. Myślę, że za kilkadziesiąt lat jacyś naukowcy napiszą niejedną pracę doktorską na temat tego, jak pewien żałosny człowiek był w stanie jednoosobowo, choć rękami swoich przydupasów, tak podzielić kraj własnymi chorymi imaginacjami.
Kolejna polska wojenka ideologiczno-plakatowa
Zaraz obok oficjalny plakat pandemicznych samobójców :)
No proszę, pandemiczni samobójcy się reklamują :)
Z ciekawości wszedłem sobie na stronę widoczną w lewym rogu. Nie powiem, jest smakowicie :) Na przykład: "Nasz głos wypływa z głębokiego zaniepokojenia eksperymentem, który pod pretekstem 'ochrony zdrowia' prowadzi do podawania Wiernym Kościoła katolickiego Komunii Świętej na rękę. (...) Odchodzenie od udzielania Komunii Świętej do ust na rzecz podawania Jej na rękę nie ma – w naszej opinii – uzasadnienia także w przepisach sanitarnych. Hostia podawana przez Kapłana bezpośrednio do ust nie ma styczności z dłonią wiernego, która dotyka różnych powierzchni. Podawanie Komunii Świętej do ust jako bezpieczniejsze ze względów sanitarnych uznała m.in. grupa 21 lekarzy z Austrii oraz Stowarzyszenie Lekarzy Katolickich we Włoszech". Nie no, czuję się przekonany :) Dobrze, że już nie muszę mieć takich dylematów. Aha, OCZYWIŚCIE akcję można wesprzeć finansowo - gotowe do kliknięcia są kwoty 30, 50 i 75 PLN :)




  • DST 31.50km
  • Czas 01:14
  • VAVG 25.54km/h
  • VMAX 43.60km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 83m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut deszczowo-krzyżowy

Środa, 3 lutego 2021 · dodano: 03.02.2021 | Komentarze 9

Znów tegoroczny styczeń pokazał swój paskudny ryj. W sumie pokazuje go od samego początku, czasem to sroga morda zimy, czasem łagodniejsze oblicze wiosennej mordki, a czasem - tak jak dziś - jakiś rozlazły żulerski pysk.

Menelowa pogoda na dziś to deszcz. Paskudna, listopadowa masakra. Gdy wyruszałem kropiło, porem lało, potem prawie się topiłem i zamarzałem na raz, potem dojechałem do połowy gluta, stwierdziłem, że mam dość i zawróciłem :)

Wyszła więc nieskomplikowana trasa: Dębiec - Hetmańska - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki i nawrotka. 

Zapomniałem wspomnieć o mgle. Momentami widoczność była na kilka metrów. Do tego momentami ślisko i niebezpiecznie. Istna droga krzyżowa.
Zamglony krzyż
Aparatu nie brałem, więc dzisiaj tylko przypomnienie, że na poznańskich Krzesinach jest jeden z dwóch kościołów w stylu norweskim. Ten drugi to Wang w Karpaczu, zdecydowanie bardziej urodziwy. No ale ten tu jest? Jest. No to niech będzie :)
Kościół w stylu norweskim na poznańskich Krzesinach. Są w Polsce tylko dwa w tym stylu - ten drugi to Wang w Karpaczu
Jazdę rowerem do pracy sobie odpuściłem. W zamian za to nakarmiłem pralkę po glucie.

PS. Właśnie przeczytałem, że poseł Lewicy Marek Rutka złożył do ZUS pismo o wyrównanie opłat ze świadczenia 500+ za okres, kiedy jego córka była jeszcze nienarodzona, powołując się na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Idealnie w punkt tej abstrakcji, która krąży nad Polską. Ciekaw jestem reakcji i oficjalnej odpowiedzi :) Rodzice, wniosek jest chyba ogólnodostępny, dodatkowa kasa do zgarnięcia, zachęcam :) TU info.