Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242779.75 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791371 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 55.20km
  • Czas 01:58
  • VAVG 28.07km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 167m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Spóźniony pana-aprilis

Niedziela, 4 kwietnia 2021 · dodano: 04.04.2021 | Komentarze 14

Jak zwykle podczas świąt nie mogę się wyspać. Niby wolne, niby pandemia, a i tak czasu na wszystko brak. W moje rodzinne strony z wiadomych względów znów się nie wybraliśmy, jednak spotkanie online trzeba było zorganizować, tak samo jak na chwilę odwiedzić teściową, oczywiście zachowując odpowiedni dystans. Do tego zrobić Kropie solidny spacer. No a rano jeszcze skonsumować solidne śniadanie. Padam na ryj :)

Na rower wyruszyłem lekko po jedenastej, przy pięknym słońcu, ale w towarzystwie zimnego i całkiem solidnego wiatru. Postanowiłem się nie spieszyć i spokojnie zrobić swoje, tym bardziej, że znów wybrałem trasę polną, jedną z ostatnio najczęściej wybieranych: Poznań - Luboń - Wiry - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Wiedząc, że większość miejscówek będzie zapchane ludzkością, chwilę relaksu zaplanowałem sobie w Lisówkach, nad mało popularną częścią Jeziora Tomickiego. Nie zawiodłem się, zaliczając spacerek po ulubionym trapie, takim z gatunku "nigdy sucho, nigdy pewnie" :)
Oaza spokoju
Dalej już trzeba było bez roweru ;)
Klimatyczny trap na Jeziorze Tomickim
Trap z gatunku nie zawsze sucho, nie zawsze pewnie :)
Same Lisówki wciąż niezmiennie nie do końca na szosę :)
Przycięte wierzby za Lisówkami
Jednak nie zawiodłem się pod względem ptactwa. Jeden samotny żuraw...
Żuraw czegoś lub kogoś wypatruje
Drepczący żuraw
...jeden kwiczoł...
Kwiczoł na drucie
...oraz jeden potrzeszcz. Ale taki wdzięcznie się prezentujący i mną zaciekawiony :)
Potrzos z profilu
Zaciekawiony potrzos
Przeciągający się potrzeszcz :)
Natomiast na polach w okolicach Dopiewa zobaczyłem dwa snujące się cienie. Dopiero w zoomie okazało się, że to jakieś półdzikie (?) szwendające się psy w typie labradora. Zapewne niegroźne, ale jako człowiek wychowany na "Cujo" Stephena Kinga, wolałem tego nie sprawdzać :)
Bezpańskie psy na polach w okolicach Dopiewa
Gdzieś daleko przy autostradzie wypatrzyłem jeszcze sarenki.
Stado saren przy autostradzie
No i na koniec spóźniony prima aprilis - na trzy kilometry od domu trafiła mi się pana. Taka nagła. Odzwyczaiłem się. Miałem do wyboru: albo dreptać pół godziny, abo szybko wymienić dętkę. Wybrałem bramkę numer dwa. Na szczęście guma poszła w przednim kole, więc połowę roboty było mniej. A ja przy okazji w końcu się dowiedziałem, czemu służą te paskudne biało-czerwone barierki przy śmieszkach: to wieszaki! :) Patent przekazuję w świat, można korzystać, oby jak najrzadziej były ku temu okazje.
Przy okazji dzisiejszej pany w końcu rozgryzłem, czemu służą barierki przy śmieszkach :)
A jutro... deszcz ze śniegiem :/




  • DST 55.60km
  • Czas 01:55
  • VAVG 29.01km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 122m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Parująca sobota

Sobota, 3 kwietnia 2021 · dodano: 03.04.2021 | Komentarze 29

Dla mnie, praktykującego agnostycyzm niekatolika, święta wszelakie mają jeden jedyny plus - czas wolny. Zamierzam korzystać, ile się da :)

Dzisiaj niestety jeszcze dzionek miałem zalatany. Nie tylko ja, bo korki na mieście były całkiem niezgorsze. Nie zabrakło oczywiście również idiotów za kółkiem - dwa razy zostałem świątecznie strąbiony - raz na Dąbrowskiego na wysokości Woli, gdzie jakiemuś frustratowi wydawało się, iż jest śmieszka (nie ma), a potem na DK92, bo widocznie dla bezmózgów każda droga z pasem zieleni pośrodku to z automatu autostrada. Winszuję :)

Trasę wykonałem północno-zachodnią: Dębiec - Górecka - Grunwald - Jeżyce - Ogrody - Wola - Smohowice - Baranowo - Swadzim - Sady - Tarnowo Podgórne - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Pogoda była dziwna - wyruszałem w słońcu, w połowie zaczęły pojawiać się solidne chmury, do tego mocno wiało. Jednak miałem szczęście, gdyż ominęła mnie solidna ulewa, która nadeszła nad sam Poznań, bo akurat byłem pod inną, suchą chmurką :) Tylko dupa mi zmokła później w kałużach. A godzinę później spadł... grad.

Skoro byłem na Ogrodach, wstąpiłem na chwilę na dawno nienawiedzany Cmentarz Jeżycki (piękny), cyknąć fotę grobowca Kulczyków. Rzeźba autorstwa Mitoraja zdecydowanie tworzy klimat.
Rzeźba autorstwa Mitoraja na grobowcu Kulczyków, Poznań
Napisy na grobie Kulczyków, Poznań
Grobowiec Kulczyków,  Cmentarz Jeżycki, Poznań
Tak jak napisałem, za Tarnowem aura zaczęła się psuć.
Nagła zmiana pogody
Nad Jeziorem Lusowskim nawet zaczęło być mi zimno.
Dziko nad Jeziorem Lusowskim
Z ptactwem średnio. Jedna samotna łyska z farfoclem w dziobie...
Łyska i jakiś farfocel
...oraz kania ruda, jednak zbyt daleko do dobrego uchwycenia w szarzyźnie.
Kania ruda manewruje wśód drzew
Kania ruda (za) wysoko na zachmurzonym niebie
Tu z kolei się nieźle nabrałem :)
Z daleka się nabrałem :)
Wolna sobota ma dla mnie jeszcze jeden fajny motyw - możliwość uchwycenia parowozu z Wolsztyna. Najczęściej o tym zapominam, dzisiaj jednak zaplanowałem sobie dwa spotkanka. Jeden rano...
Bezkolizyjna mijanka rowerzystki z parowozem
...drugi po południu, już na stacji Dębiec.
Wjazd na stację
Parowóz na stacji Dębiec, Poznań
Ol49 z Parowozowni Wolsztyn z bliska
Koła w ruch, para buch! :)
Szkoda tylko, że ten egzemplarz Ol49, zresztą polskiej produkcji, ma taki mało subtelny dziób :) Ale i tak genialną sprawą są te cotygodniowe regularne kursy Wolsztyn - Poznań - Wolsztyn. Ewenement i pozytyw na skalę światową.




  • DST 57.10km
  • Czas 01:58
  • VAVG 29.03km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 126m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dwuwpis

Piątek, 2 kwietnia 2021 · dodano: 02.04.2021 | Komentarze 17

Kolejny dzionek ze schematem: "wstać, wciągnąć kofeinę (nie kokainę), ruszyć, wrócić, pojechać do pracy" za mną. Szósty pod rząd. Hafcik :)

Zgodnie z prognozami pogoda się zmieniła. Wczoraj wieczorem wracałem w ulewie (nie polecam), dzisiaj na szczęście znów wyszło słońce, ale za to się zrobiło zimniej - w najcieplejszym momencie było sześć stopni. 

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Oczywiście nie omieszkałem zatrzymać się na chwilę przy Jeziorze Lusowskim, ale tam bida z ptactwem, jedynie samotny perkoz pływał w oddali.
Perkoz daleko na jeziorze
Jak zwykle chwila oddechu nad Jeziorem Lusowskim
Za to dalej na trasie napatoczyły się dwa żurawie...
Maszerujące żurawie
..szpak...
Lekko zasłonięty szpak
...oraz wróbel na dachu :)
Lepszy wróbel na dachu :)
No i tyłek koziołka sarny.
Koziołek ucieka w kierunku cywilizacji
Oczywiście nie mogło się obyć bez próby pozbawienia mnie życia. Między Wysogotowem a Skórzewem wyprzedził mnie jeden gazeciarz na milimetry, a że miałem akurat wyjątkowo wiatr w plecy, to po klasycznej wiązance zacząłem go gonić, z zamiarem wyprzedzenia i powiedzenia paru słówek podczas tego manewru. Generalnie by się udało, ale gnój specjalnie zahamował, gdy miałem na liczniku grupo ponad 40 km/h, przez co ledwo zdążyłem dać po hamulcach, po czym przyspieszył. Oj, tego już darować nie mogłem. Dogoniłem sukinsyna na skrzyżowaniu, ale tchórz bał się otworzyć szybę. Demolki robić nie chciałem, więc tylko poszło kilka sympatycznych słówek i odpuściłem. Menda ma na pamiątkę fotkę, w której nie zamierzam zamazywać blach.

Aha, a już w Poznaniu kolejny as. To, jak widać, część TYLKO dla rowerów, chodnik jest po prawej. Ale to zbyt skomplikowane. I jak ten kraj ma być normalny, skoro nadrprezentacja idiotów i chamów jest tak wyraźna...?
Tak, to oczywiście jest droga TYLKO dla rowerów. Nawet pismo obrazkowe jest zbyt skomplikowane dla niektórych
Na koniec zaległości z wczoraj, bo w końcu dorwałem się do karty, której zapomniałem :) W Lisówkach, na samym końcu, powstała stajnia, z całkiem zadbanymi konikami.
Widok na stajnię w Lisówkach
Konie z Lisówek
Obok, na dachu jednego z domów, odstrasza ptaki taki oto gustowny... ptak:
Klimatyczny straszak na dachu
Trafił się jeszcze myszołów, ale zbyt wysoko na wyraźne ujęcia. No cóż, przynajmniej jedno jest chociaż w miarę dynamiczne :)
Widziałem myszołowa cień
Może i niewyraźne, ale za to dynamiczne :)
Mam też na koncie kolejną uratowaną ropuchę - tym razem musiałem zasłonić ją rowerem, bo akurat dostawczak skręcał.
Kolejna wygrzewająca się ropucha do uratowania z asfaltu
Rozpoczynamy marsz :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 58.10km
  • Czas 02:00
  • VAVG 29.05km/h
  • VMAX 52.40km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 141m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Samoprimowanie

Czwartek, 1 kwietnia 2021 · dodano: 01.04.2021 | Komentarze 18

Na początek moje samobiczowanie. Sam bowiem zrobiłem sobie dziś prima aprilis. 

Wziąłem ze sobą aparat, porobiłem nawet kilka zdjęć, nic specjalnego, ale cos tam się uchwyciło i... zostawiłem kartę pamięci w domu zamiast wciąć do pracy. Brawo ja :) Dzisiaj więc minimalna ilość fotek, tych, które miałem w komórce.

Wyjazd poranny, przedpracowy, na zachód: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Tym razem dojechałem do końca Lisówek, czyli z grubsza na koniec świata. Kiedyś KSU śpiewało, że są nim Ustrzyki, ale ja mam inne zdanie :)
Koniec świata to Lisówki :)
Lasek na skraju Lisówek
Z trasy to w sumie tyle :) Wciąż wiało, więc na polach było ciężko, poza tym bez przygód.

Żeby jakiś zwierzak był. wczorajszy przykład na to, że wiosna już przyszła - napotkany podczas wieczornego spaceru z Kropą jeżyk. Taki świeżo przebudzony, zaspany, ale żywy. Pewnie nie raz i nie dwa spotkam go jeszcze na osiedlu :)
Teraz to już nie ma żadnych wątpliwości - wiosna! :)
Przestraszony wieczorny jeżyk
Mógłbym jeszcze coś wspomnieć o zamieszaniu w pisowskim burdelu, ale nie chcę kopać leżącego, umieszczę więc jedynie coś, co znalazłem na fanpejjdźu "NIE" :)

Dystans zawiera dojazd do pracy. Wczoraj miałem zdecydowanie zbyt aktywny w niej dzionek, dzisiaj na szczęście luz, więc mogłem pobawić się w robienie nowego avatara na tablecie. Takim trollopaskudem od dziś będę się posługiwał :)
Czas na nowy avatar. Trollopaskud wykonany na tablecie :)
Rower już mi się nie zmieścił :)




  • DST 62.60km
  • Czas 02:05
  • VAVG 30.05km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 142m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wiosennie i trznadelsko

Środa, 31 marca 2021 · dodano: 31.03.2021 | Komentarze 14

Wiosny ciąg dalszy. Nie mam zastrzeżeń póki co - nie ma upałów ani mrozu, nie pada, wieje już trochę słabiej, normalnie ideał w dzień roboczy. W sumie dobrze, że na weekend pogoda ma się spieprzyć, przynajmniej jest szansa, że część ludzi, którzy nie wiedzą jak się zachować w lesie czy na rowerze odpuści sobie tam bytność i aktywność.

Dzisiaj znów rundka przed pracą, na południową pętelkę: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina -Żabno - Żabinko - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Dzisiaj żadnej ropuchy, ani nawet żaby nie spotkałem :) Trzeba było więc skupić się na ptactwie, z którym też za różowo nie było. Jedynie trznadel zgodził się grzecznie pozować przez chwilę.
Dumna autoprezentacja trznadla
Trznadel ukrywa się za gałązką
Trznadel skrętogłów :)
Niestety szczygieł pokazał zaledwie kawałek dzioba :)
Szczygieł wygląda zza drzewa
Szpakowi za to trzeba przyznać, że miał parcie na szkło.
Szpak na gałęzi
Oczywiście nie mogło mnie zabraknąć w ulubionym lesie.
Klasyczne miejsce na relaks, nawet szosą
Zielono mi
Kawałek nieba
W Luboniu powstała świąteczna wystawka. Znów przy Ośrodku Kultury, co w tym miasteczku brzmi jak oksymoron :) Choć przyznać trzeba, że całkiem zgrabnie to wygląda.
Świąteczna wystawka pod centrum kultury w Luboniu
Jajoryb w Luboniu :)
Dystans zwiera dojazd do pracy. A przed nią jeszcze udało się wiosennie wybiegać Kropę po osiedlu. Psu się nawet uszy z wrażenia wyprostowały :)
Wiosna!!! :)




  • DST 63.40km
  • Czas 02:12
  • VAVG 28.82km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 164m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ropusznie :)

Wtorek, 30 marca 2021 · dodano: 30.03.2021 | Komentarze 13

W końcu prawdziwa wiosna! Ładnie, słonecznie, tylko niestety wciąż wietrznie, co na polach było zdecydowanie zbyt odczuwalne.

Wyruszyłem dość późno, bo w okolicach wpół do dziesiątej - dzisiaj mogłem sobie pozwolić bowiem przyjechać do pracy ciut później. Więc skorzystałem.

Trasa, jak to ostatnio bywa, polno-zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Początkowo byłem zmartwiony brakiem obiektów do focenia. Nawet na drodze do sprawdzonych w tym względzie Lisówek pustki. Ale jednak warto był do nich pojechać, bo w samej wsi napotkałem żywy dowód na to, że wiosna przyszła. O taki:
Druga parka samobójców na asfalcie :)
I taki (bo to druga parka):
Ropusza parka numer jeden
Ropuchy szare, jak gdyby nigdy nic, wygrzewały się na samym środku asfaltu, co prawda takiego mało uczęszczanego, ale po widoku kilku placuszków leżących nieopodal wiedziałem, iż nie jest to najlepszy pomysł. Pomogłem więc bezpiecznie przetransportować się jednym i drugim zalotnikom na drugą stronę, czyli w kierunku jeziora. Musiałem też zatrzymać jednego kierowcę, bo pędził bez opamiętania. Misja się udała :)
Motywacja do zejścia z ulicy w końcu zadziałała :)
Odpoczynek w trawce
W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku odjechałem :)

Z mniej wiosennych zwierzaków wpadły jeszcze sarenki...
Zaspane stadko
...które jeszcze nie wiedzą, że z początkiem maja ich spokój się skończy, bo mendy z flintami zaczną swój "sezon" na mordowanie. Eh, jak ja bym chętnie otworzył okres polowań na myśliwych, niech losują, który na ambonie, a który na polu, niech się potem chwalą na tych swoich forach dla zwyrodnialców kto przeżył i jakie fajne uczucia im towarzyszyły podczas porannego wyczekiwania na grubego człowieka. Co, zły pomysł? :)

Rozmarzyłem się :) Wracamy do sedna. W Komornikach sprzed koła uciekła mi wiewiórka, więc pogoniłem za nią, ale schowała się z tyłu budynku i niewiele mogłem zrobić. Wpadły więc tylko trzy niewyraźne foty i tyle ją widziałem.
Rudzielec chowa się w cieniu
Niestety ostrości ustawić nie zdążyłem
Wiewióra dorwała orzech
Rowerowe zdjęcie znów przy ulubionym drzewie...
Chwila pod ulubionym drzewem
...i jeszcze scenka rowerowa z Dopiewa/Dopiewca. Jak zwykle jechałem twardo asfaltem, olewając kostkową śmieszkę...
Z tą śmieszką mi nie po drodze, a jak się okazało, auto na końcu to Straż Miejska :) Na szczęście bez konsekwencji, Dopiewo
...a tu niespodzianka: to auto widoczne daleko po lewej to Straż Miejska. A kawałek dalej... policja :) Na szczęście byli w trakcie czynności, więc mi się upiekło. To, jak i komin w zębach, zamiast na nosie. Który jak wiadomo i tak jest nielegalny :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 52.30km
  • Czas 02:02
  • VAVG 25.72km/h
  • VMAX 55.00km/h
  • Temperatura 10.0°C
  • Podjazdy 185m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jak sójka za... Osową Górę :)

Poniedziałek, 29 marca 2021 · dodano: 29.03.2021 | Komentarze 11

Zbierałem się rano na rower jak tytułowa sójka za morze. Aż w końcu zaczęło padać. W sumie i tak miało, więc była to jedynie odroczona egzekucja :)

Na szczęście deszcz nie był jakiś wielki - raz kilka kropel, raz mżawka plus, raz opad mocniejszy, jednak mimo wszystko Czarnuchowi niestraszny.

Trasa to południowo-zachodnie w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Bolesławiec. Tam nastąpiła nawrotka.

Wjechałem sobie od strony Puszczykowa na Osową Górę. Dawno mnie tam nie było. Na miejscu czekała na mnie wspomniana w pierwszym akapicie sójka, próbująca ukryć się za gałęziami. Nie ze mną te numery :)
Sójka schowana za gałęziami
Problemy ze wzrokiem nawet sójki nie ominą :)
A po drugiej stronie , na szczycie budki, obserwowała mnie pliszka siwa. Fajnie, że znów ją/je widzę :)
Pliszka siwa z przodu
Pliszka z otwartym dzióbkiem
Pliszka zerka spod ogona :)
Chwilę sobie postałem...
Punkt widokowy na Osowej Górze
...i ruszyłem na Pożegowską wykonać zjazd. Lubię to :)
Przed zjazdem Pożegowską, Mosina
Widok na Mosinę z ulicy Pożegowskiej
Specjalnie skierowałem swe koła do Bolesławca, wciąż licząc na podejrzenie stadka danieli. Niestety, wciąż ich nie ma :/ Znów musiały wystarczyć króliki. Jeden znów małpujący Krppę :)
Czujny uszatek
Głodomór :)
W trakcie powrotu wpadły sarenki...
Stadko saren w okolicach Dymaczewa
Sarenek nikt nie zaskoczy!
...i czapla biała. Dzień doberek pani :)
Czapla biała w deszczu
Jak na deszczowy dzionek jestem zadowolony. Ale do pracy już rowerem nie jechałem.




  • DST 56.50km
  • Czas 02:01
  • VAVG 28.02km/h
  • VMAX 52.40km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Złodzieje czasu

Niedziela, 28 marca 2021 · dodano: 28.03.2021 | Komentarze 14

Nadszedł jeden z najbardziej znienawidzonych przeze mnie dni w roku. Ten, w którym złodzieje zabierają mi godzinę cennego snu w imię przywracania nienaturalnego dla naszej szerokości geograficznej czasu letniego. Żeby nie było - do zmiany w drugą stronę nic nie mam :)

Dzisiaj dodatkowo skumulowały się nieszczęścia, bo wyjątkowo niedzielę miałem pracującą, czyli tragedia podwójna. No ale jakoś radzić sobie trzeba, więc wstałem o kosmicznej 6:30 (bo taka de facto była, nie ma się co oszukiwać, nawet jeśli na zegarku było o jedną godzinę do przodu) i trochę później wyruszyłem na rower. W poczuciu niesprawiedliwości :)

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Wiało mocno, co prawda słabiej niż wczoraj, ale na polach wystarczyło do zmasakrowania, więc średnia była dziś nieistotna. Tak samo jak ziewanie podczas jazdy :)

Fotek mało, bo kiedy je robić, jeśli złodzieje grasują? :) Wpadł zawiany trznadelek...
Lekko zmierzwiony trznadel
...kolejny potrzeszcz...
Kolejny napotkany potrzeszcz
...oraz sarenki.
Czujne (jak zwykle) sarenki
Na chwilę zatrzymałem się dłużej jedynie na ten widok, może mało zachęcający. Ale tam właśnie ukrył się myszołów-sadownik :)
Ukryty myszołów pilnuje sadu (do wypatrzenia)
Zbliżenie na myszołowa-sadownika :)
Widok na WPN o godzinę za wcześnie
Dojazd zawiera dojazd do pracy. W półśnie :)




  • DST 52.25km
  • Czas 01:48
  • VAVG 29.03km/h
  • VMAX 61.00km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 176m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wietrznie i przeddrezynowo

Sobota, 27 marca 2021 · dodano: 27.03.2021 | Komentarze 13

W całej Polsce dziś zapewne wiało jak cholera, więc mam nadzieję, że nie będę musiał się tłumaczyć, że tak było i pod Poznaniem :)

Tyle wstępu. Jak się jechało przez dwie trzecie drogi można się domyślać - najpierw wiatr w pysk, a potem z boku, zdecydowanie zbyt spychająco. Dopiero od Stęszewa było zdecydowanie lepiej, dzięki czemu udało mi się sporo nadrobić. Ale i tak kilka razy mną rzuciło.

Trasa to dawno nie wykonywane "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

Ku mojemu zadowoleniu przyuważyłem przygotowania do otwarcia sezonu Mosińskiej Kolei Drezynowej. Na razie ekipa udrażnia szlak (a podobno jest co robić, podpytałem), ale na okres poświąteczny będzie już można szykować mięśnie nóg i rąk. Na razie miałem tylko okazję cyknąć fotkę przy szopie.
Rowerowe selfie z drezynką, Mosińska Kolej Drezynowa
Ręczna drezyna przy szopie, Mosinska Kolej Drezynowa
Chcąc nie chcąc musiałem się potelepać śmieszką od Dymaczewa do Witobla. Oczywiście zakaz jest obowiązkowym elementem polskiego krajobrazu.
DDR-ka może i fajna, ale ten zakaz taki smutno-polski
Do zwierzaków nie miałem szczęścia. Tylko "polne" łabędzie patrzyły na mnie z wyrzutem, że je podglądam :)
Łabędzie na polu
A ten co się na nas patrzy?
Tyle o jeździe, lepiej tematu dalej nie rozwijać, tym bardziej, że ledwo zdążyłem przed deszczem. Więc jako uzupełnienie spacer po Dębinie z Kropą. Dobrze, że padało, bo przynajmniej było pusto. Weekendowe spieprzenie się pogody ma swoje plusy :)
Z maczetą przez dżunglę :)
Ptasi kącik na dziś. Jeden, jedyny samiec gągoła...
Samiec gągoła
Gągoł zerka podejrzliwie
...zięba, ledwo widoczna w szarzyźnie...
Zięba w szarzyźnie
...nieśmiała bogatka, najpierw kryjąca się w płocie, a potem robiąca na drutach...
Nieśmiała bogatka schowana w płocie
Bogatka robi na drutach :)
...oraz kowalik. W końcu na jakimś kolorowym tle.
Kowalik na drzewie




  • DST 63.20km
  • Czas 02:05
  • VAVG 30.34km/h
  • VMAX 52.70km/h
  • Temperatura 13.0°C
  • Podjazdy 142m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ładniusio, ale i gazeciarsko

Piątek, 26 marca 2021 · dodano: 26.03.2021 | Komentarze 13

W końcu pogoda dała żyć. Dzisiaj nie mam na co narzekać, piszę to z pełną odpowiedzialnością, proszę zanotować :)

Wyjazd poranny, przed pracą. Wiatr z południa, o dziwo sprawiedliwy, za co mu chwała. No i ciepło, nawet trochę za ciepło ja na strój, który sobie wybrałem. Ciężko się póki co ogarnąć w temacie. 

Trasa południowa: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Krajkowo - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.

Dobrze się jechało jak na marzec, muszę przyznać. Oby częściej tak bywało.

Opisywałem ostatnio sytuację z gazeciarzem w Mosinie, dziś mam podobną, ale z Lubonia (no bo skąd?). Cała akcja wyprzedzania z zachowaniem odległości równej szerokości zagłodzonego pantofelka (pierwotniaka, nie buta) odbyła się przed głównym rondem, a że jechałem szosą to się spiąłem i dogoniłem zabójczy obiekt na światłach. Myk na sąsiedni pas, klasyczny, lekko sugerujący dwuznaczność gest kciukiem oraz wskazującym i czekam, aż waćpan zareaguje. Za kółkiem znów wąsacz, na oko wiek gdzieś między AstraZeneca a Pfizerem. Dobre pół minuty zajęło mu odnalezienie przycisku do otwierania szyby. Ale w końcu się udało. Z tyłu rozparta wygodnie matrona. Zagaduję przyjaźnie:

- Wyprzedził mnie pan przed chwilą tak, że mało nie zginąłem.

Cisza. Oczka patrzą, szukając inspiracji. Zwoje mózgowe zapewne parują. No to dodaję pytanie ratunkowe:

- W jakiej odległości powinno się wyprzedzać rowerzystę?

Coś załapało. Nastąpiła riposta:

- A jaka to jest droga?
- Jak to jaka? Publiczna.
- Ale nie dla rowerzystów!

Tym razem to mnie zatkało. Stwierdziłem, że dalsza wymiana argumentów nie ma sensu, kazałem zamknąć szybkę, puknąłem się w czoło i odpuściłem. Z mentalnością troglodyty się nie wygra. Mam nadzieję, że chociaż dałem mu do myślenia i przynajmniej nikogo nie zabije. No i ile można takich sytuacji w życiu zaliczać? 

Czas na fotki. Mój las wciąż stoi. Z akcentem na "wciąż", bo żyjemy w Polsce.
Las w słońcu
Sztachnąć się lasem
To samo z ulubionymi terenami zalewowymi w Baranowie i Krajkowie.
Chwila sielskości we wsi Baranowo
Rozlewy Warty
Żadnych nietypowych ptaków dzisiaj nie wypatrzyłem. A rozglądałem się wszędzie, kilka razy nawet zatrzymując niepotrzebnie, co wpłynęło negatywnie na średnią, w sumie dziś nienajgorszą. Klasycznie żurawie...
Całkiem spore stadko
Zbliżenie na żarłoki
Lecący żuraw
Myszołów też ledwo uchwycony, bo był daleko, a poza tym akurat zaszło słońce,
Myszołów na drzewie, pechowo akurat słońce zaszło
Co chwilę nad kaskiem latały mi stada szpaków...
Szpaki na niebie
No i w końcu udało mi się przyjrzeć bliżej potrzeszczowi. Poznałem go tylko po dziobie, bo z tymi wróblowatymi, trznadlami, drozdami i innymi słowikami zgłupieć można, tak ciężko je odróżnić. Ten ma przynajmniej fajne oczka i się ładnie uśmiecha :)
Potrzeszcz od brzuszka strony
Dość spokojny potrzeszcz
Słodko uśmiechający się potrzeszcz
Dystans zawiera dojazd do pracy.