Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242779.75 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791371 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 51.30km
  • Czas 01:49
  • VAVG 28.24km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 173m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Niedospańczo

Wtorek, 3 sierpnia 2021 · dodano: 03.08.2021 | Komentarze 10

Mój ostatni wolny roboczy dzionek w tym tygodniu rozpocząłem wstaniem o... szóstej rano. Teściowa bowiem miała na dziś zaplanowane przyjęcie do szpitala i trzeba było z nią jechać. Misja się udała, jak na polskie warunki nawet źle nie było w temacie standardów szpitalnych, a ja w domu byłem jakoś po dziewiątej, w stanie takiego niedospania, że nawet myślałem, czy nie zafundować sobie drzemki przed rowerem. Jakoś jednak wygrałem z kryzysem i ruszyłem.

Ziewając wykonałem znów pętelkę zachodnią: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Nawet nie starałem się walczyć z wiatrem i sennością. Jechałem po prostu krok za krokiem i tyle. Zaliczyłem nawet kawałeczek terenu, odwiedzając "swoją" ambonę w Lisówkach. Znów nie spotkałem w niej żadnego gnoja z flintą, więc uznaję ją za wegetariańską :)
Ambona w Lisówkach, na szczęście wciąż bez gnoi myśliwych
Pola w Lisówkach
Podczas dojazdu natrafiłem na sarenki...
Ciekawskie sarenki
Uszy w sztorc
Poranny jogging :)
...młodą bogatkę...
Młodziutka bogatka
Bogatka schowana w zbożu
...a nad głową przeleciały mi żurawie. I jak tu nie wielbić Lisówek? :)
Para żurawi nad głową
Do kompletu dokładam jeszcze błotniaka, ale tym razem z okolic Szreniawy i mało wyraźnego.
Błotniak daleko na niebie
Tyle na dziś. Zaległości opisowe z wypadu na wesele, tak jak te BS-owe, znów przekładam o kolejny dzień :)




  • DST 54.10km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.73km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 186m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pomostówka

Poniedziałek, 2 sierpnia 2021 · dodano: 02.08.2021 | Komentarze 8

Wolny dzień po powrocie, oczywiście padam na ryj i dopiero (jest przed dwudziestą pierwszą) siadam do kompa. Zaległy opis atrakcji dojazdu na wesele przestawiam więc na jutro, jak i nadrabianie wpisów na BS.

Dziś wyjazd po względnym odespaniu, bo cztery godziny między sobotą a niedzielą średnio mi starczały. Pogoda dziwna - niby miało padać, ale finalnie przejechałem całość o suchym kasku. Za to upierdliwie wiało, więc nie walczyłem.

Trasa polna i zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Szreniawa - Komorniki - Plewiska - Poznań.

Zajrzałem nad Jezioro Tomickie od strony Lisówek. Jedna z moich ulubionych miejscówek wciąż stoi, choć ktoś zawalił końcówkę pomostu...
Zachmurzone Jezioro Tomickie
Koniec kładki niestety został uszkodzony
Kładka w krzakach nad Jeziorem Tomickim
Poza tym atrakcji brak. Prócz tych zwierzęcych oczywiście :) I jak tu się rozpędzać? :)

Trafiło się stadko żurawi...
Stadko żurawi w okolicach Dopiewa
Gaworzące żurawie
Żurawie - przeszukiwacze traw
...które odleciały, ale nie przestraszone przeze mnie...
Odlot żurawi
...tylko przez sarenkę, która stanęła jak wryta i w końcu sama dała dyla.
Zaskoczona sarenka :)
Pojawiła się również dzierzba gąsiorek. Coraz bardziej lubię te ninje :)
Gąsiorek zerka lekko z ukosa
Dzierzba gąsiorek z profilu
Zamyślona dzierzba
Odlot miała już zdecydowanie niewyraźny :)
Nieostry odlot gąsiorka
No i obowiązkowa fota z rowerem.
Zachmurzone niebo nad Wielkopolską




  • DST 51.10km
  • Czas 01:45
  • VAVG 29.20km/h
  • VMAX 51.70km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 149m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wczesnopowrotniak

Niedziela, 1 sierpnia 2021 · dodano: 01.08.2021 | Komentarze 12

Wczoraj dzionek całkowicie bezrowerowy, wpadło za to dziesięć kilometrów piechotką przed weselem, zobaczyć jak zmieniły się okolice, które znam od dziecka. Zmian sporo, ale o dziwo wycinka masowa jakimś cudem nie dotarła do jakiejś części województwa łódzkiego. Pewnie to niestety kwestia czasu.

Temat samego dojazdu rozwinę zapewne jutro, bo jest o czym pisać. Zachciało mi się, cholera jasna, PKP, z sentymentu i sympatii. Już sobie przypomniałem czemu sympatia od dawna blaknie :)

Dzisiaj natomiast udało się wrócić w miarę wcześnie. Nie żebym się źle bawił - wręcz przeciwnie, impreza była zaskakująco zacna, nawet menu pode mnie, jak i możliwość piwkowania zamiast chlania wódy. No i dzięki temu osiągnąłem sukces i - mimo wcale niewczesnego wylądowania w łóżku - wstałem przed wyjazdem i zaliczyłem godzinny spacer w celu odświeżenia łba. Kilka fotek przy okazji wpadło, ale one też nie na dziś. Na szybko więc motyl wykonany telefonem, zapewne przestrojnik trawnik (albo i nie), żeby nie było łyso w temacie zwierzaków :)
Motyl (zapewne przestrojnik trawnik) uchwycony telefonem
W Poznaniu wylądowałem po szesnastej, wcześniej wynegocjowałem z Żoną, że jak się uda to rower raczej musi być (dzięki!), więc myk :) Trasa zachodnia, sprawdzona, znana: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Aparatu nawet nie brałem, specjalnie się nie przemęczałem, po prostu cieszyłem się z jazdy po całym jednym dniu (miały być wstępnie dwa) bez dwóch kółek.
Nieplanowany popołudniowy wyjazd i WPN w tle
Bagienko w Trzcielinie
No i jeszcze mój ulubiony motyw z wesela (kompakt z zoomem się przydał). Mieszanie trunków to zło. Piccolo i Pepsi to zło :)
Nauczka: nie mieszać Piccolo z Pepsi :)
BS-a oczywiście nadrobię dopiero jutro. Jeśli zdążę :)




  • DST 52.20km
  • Czas 01:41
  • VAVG 31.01km/h
  • VMAX 60.50km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Podjazdy 205m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Ekspresik

Piątek, 30 lipca 2021 · dodano: 30.07.2021 | Komentarze 11

Mimo wolnego dnia rowerowanie poranne, bo przede mną wyjazd weekendowy. O dziwo udało mi się wstać w miarę bezboleśnie.

Wiało z południowego zachodu, więc za trasę wybrałem "kondominium" (Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań), jako szlak jeden z szybszych. Sprawdziło się :)

Muszę pochwalić wiatr - był mocny, ale przynajmniej grał fair, co jak wiadomo rzadko mu się zdarza. Dzięki temu średnią udało się zrobić sympatyczną, a i kawałeczek za ciągnikiem (znów niestety wtedy, gdy dmuchało w plecy, więc zysk taki sobie) nie zaszkodził.

Zdjęcia jedynie symboliczne.
W Łodzi pod Stęszewem
Buszując
Kolejny myszołów
Widok oddolny :)
Niestety teraz czekają mnie dwa dni bezrowerowe :( Jadę na wesele reprezentować rodzinę, niestety dwóch kółek nie mam jak wziąć :(

Na koniec dwie fotki czapli z Dębiny na BS-ie jeszcze nie wstawiane.
Czapla siwa na poznańśkiej Dębinie
Odlot czapli




  • DST 56.10km
  • Czas 01:58
  • VAVG 28.53km/h
  • VMAX 61.80km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 183m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nieidealnie

Czwartek, 29 lipca 2021 · dodano: 29.07.2021 | Komentarze 13

Słońce dziś wyszło, a temperatura spadła. Super? No prawie, bo w zamian pojawił się mocny wiatr (znów warto spojrzeć na fałmaks, który osiągnąłem przy chwilowym podmuchu w plecy), który w przeciwieństwie do dnia wczorajszego zdecydowanie współpracować nie chciał. Jak widać nie ma ideału.

Kolejny wypad kawonapędzany, poranny, zaspany. Kierunek zachodni, sprawdzony, polny: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Zawitałem na znajome pole słoneczników w Trzcielinie, póki jeszcze jest. Lubię je, T-rek(s) również, już nie mówiąc o trzmielach :)
Szosa słonecznikowa
Słonecznik z trzmielem gratis
No i w ogóle to raz jeszcze wielki, wielki szacun za remont drogi Konarzewo - Trzcielin. Same plusy:

- nowy asfalt;
- brak wycinki (!);
- nowe nasadzenia (!);
- brak żadnej kolejnej gównianej DDR-ki (!).
Remont idealny - piękny asfalt, drzewa, nasadzenia i ŻADNEJ gównianej DDR-ki, okolice Trzcielina
Brawo.

Widziałem dwa myszołowy. Jednego daleko na niebie...
Pełna prezentacja
Oko w oko z góry
Na zakręcie
...a drugiego jeszcze dalej. Tylko że ten wymownie pokazał co myśli o moim przeszkadzaniu mu w polowaniu :)
Niewyraźny myszołów daje se siana :)
Myszołów wyraźnie pokazuje co myśli o przeszkadzaniu w polowaniu :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 57.50km
  • Czas 01:53
  • VAVG 30.53km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 167m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Słodko-gorzko

Środa, 28 lipca 2021 · dodano: 28.07.2021 | Komentarze 16

Dzisiaj wpis słodko-gorzki, a w sumie go gorzko-słodki. W tej kolejności.

Jednak zacznę od tej lepszej części. A co, czasem można poudawać, że widzi się szklankę do połowy pełną :)

Wyjazd oczywiście poranny, no i niestety dość parny. Gdzieś około szóstej bowiem padał deszcz, ale już dwie godziny później prawie nie dało się oddychać. No ale rower się sam nie wyjeździ, trzeba było ruszać.

Trasa aktualnie chyba moja ulubiona (po rozwaleniu mi "kondominium" przez wybudowanie śmieszki nie ma już tych prawie idealnych): z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Żabinko, Żabno, Baranowo, Sowiniec, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i Luboń do domu. Wiatr nawet chciał współpracować (szok!), Luboń jakoś przejechałem, a kawałek (niestety nie ten z podmuchami w pysk) podłączyłem się pod ciągnik 40+, więc średnia w końcu taka do przyjęcia.

Jednak najważniejsze było kolejne spotkanie z bielikiem. Wiem, że to nie pierwsze - ono daje najwięcej radochy - ale dzięki niemu wiem, gdzie się zatrzymać i na co patrzeć. Zapewniam, że to wtajemniczenie sporo daje :) Mam więc trzy średnio wyraźne fotki. Ale są. Na jednej nawet widać jakby pozowanie do godła, ale kierunki się komuś pokićkały.
Bielik spogląda z ukosa
Bielik pozuje do godła, tylko strony mu się pomyliły :)
Bielik chyba mnie zauważył
A czemu ta jakość taka średnia? Robiłem co mogłem, ale ptaszor siedział na czubku tego drzewa...
Drzewo, na którego czubku wystaje samotny bielik
...które znajduje się dokładnie tam, gdzie koniec pola.
Na końcu tego pola jest uschnięte drzewo, a na uschniętym drzewie siedzi bielik
To ta mała kropka na górze :) Oczywiście próbowałem podejść bliżej. Efekt - szybki i nagły odlot.

Ok, czas na część gorzką. Postanowiłem sprawdzić dojrzałość jagód "u siebie", w paprociowym lesie między Żabnem a Baranowem. Radośnie podjechałem na miejsce i... go nie poznałem. Przecież jeszcze całkiem niedawno było tu gęsto, pięknie pachniało, ptaki śpiewały... Teraz... a, co się będę rozpisywał. Proszę, zdjęcia :(
Kolejne dzieło rzeźników z Lasów Państwowych :(
Te drzewa jeszcze tydzień temu stały...
Ofiary mend z Lasów Państwowych
Piękne, w większości jeszcze zdrowe drzewa poszły pod topór rzeźników z Lasów Państwowych. I to w sezonie lęgowym... Ręce mi opadły, a jedyną reakcją, na jaką mogłem się zdobyć, był wrzask. A w tym jestem dobry. Pomogło mi echo, które odbijało się od nagle większej przestrzeni. Mam nadzieję, że mendy z piłami, które gdzieś tam jeszcze działały, otrzymały mój dosadny przekaz, powtórzony kilka razy. I nienadający się tu do cytowania...

Zrobiłem jeszcze zdjęcia na zaś tego, co się ostało. Nie wiem co tu będzie, gdy pojawię się następnym razem :(
Rower w paprociowym lesie
Resztka dzikiego lasu
Żeby nie było tak bardzo smętnie, na koniec wielkopolski klimacik z drugiej połowy lata...
Wielkopolska wakacyjna
...oraz sympatyczna bryczka z woźnicą, z którym się wzajemnie pozdrowiliśmy.
Sympatyczna bryczka mijana w Sowińcu
Reszta to dojazd do pracy. Tym razem Czarnuchem, bo prognozy na wieczór niepewne.




  • DST 58.30km
  • Czas 01:58
  • VAVG 29.64km/h
  • VMAX 60.50km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 187m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kokoszkowo

Wtorek, 27 lipca 2021 · dodano: 27.07.2021 | Komentarze 11

Wiatr zmienił kierunek na zachodni. Ma to swoje plusy, jak i minusy. Tymi ostatnimi są polne drogi, czyli takie z ilością drzew liczonych na palcach jednej ręki.

Wyjazd - jak zwykle - przedpracowy i zaspany. Do tego w sporej duchocie, na szczęście rano jeszcze do wytrzymania.

Trasa: Poznań - Luboń - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Nie jechało się, źle, ale też nie jakoś rewelacyjnie. Luboń jak zwykle zabił mi średnią. Klasyk :) No i podmuchy robiły swoje - niby niezbyt silne, ale upierdliwe. No i w sumie, jak widać po fałmaksie, gdy raz powiał w plecy to dało się rozpędzić.

Trzcielin dzisiaj wygrał z Lisówkami. W sumie to jeden fyrtel, ale przyrodniczo dwa do zera. Po pierwsze przez kilka sekund widziałem kokoszkę (rzadko spotykaną) z małym, zanim uciekły w szuwary. Dzięki temu już wiem, że to, co miałem do tej pory za pisklę tego właśnie ptaka, jest jednak kurduplem łyski. Ważne życiowe odkrycie :)
Kokoszka z młodym
Raczył wylegiwać się też żółw. Nawet nie uciekł.
Odwiedziny u żółwia z Trzcielina
Natomiast w Lisówkach jedynie sprawdzony koniec świata :)
Jak zwykle fota na końcu świata, Lisówki
W Palędziu czuwają trzy bociany. Dwa spokojne i jeden krzykacz.
Dwójka spokojna, krzykacz jeden
Tyle z atrakcji. Reszta to dojazd do pracy. Podczas niej - prócz jednego mordercy w aucie - nic ciekawego.




  • DST 57.60km
  • Czas 01:57
  • VAVG 29.54km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Podjazdy 179m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Jajecznie

Poniedziałek, 26 lipca 2021 · dodano: 26.07.2021 | Komentarze 8

Dzisiaj wypad w ramach wewnętrznego przymusu, bo jakiegoś specjalnego zacięcia do jazdy nie miałem. Może jakbym się znów wyspał, to byłoby inaczej, ale tak... Typowy wypad przedpracowy na napędzie z jednego kubka pełnego kofeiny.

Trasa też mało skomplikowana, typowe w tę i z powrotem: z Dębca przez Las Dębiński, Starołękę, Minikowo, Krzesiny, Jaryszki, Żerniki, Tulce, Gowarzewo, Siekierki Wielkie i Paczkowo do chyba Siekierek Małych, gdzie nastąpiła nawrotka. Czemu chyba? Ano bo te Siekierki są tak małe, że nawet nie było tablicy informującej, że już w nich się jest :)

Skąd wiało? Cholera wie. Jedno jest pewne - tylko z kierunku, w którym aktualnie podążałem.

Aparatu nie brałem, więc jedynie symboliczne foty z telefonu. Ta poniżej z Tulec. Tylko tam bowiem można dostać jajka znoszone bezpośrednio przez Jolę :)
Jajka od Joli tylko w Tulcach :)
Poza tym znów znajomy dzik drzemał sobie w sprawdzonym miejscu :)
Znów on, znów w stałym miejscu na poznańskiej Dębinie :)
A wczoraj na Dębcu przyuważyłem pięknego klasyka. Małe Fiaty jeszcze widuję na drogach, ale Dużego już dawno mi się nie udało.
Pięknie zachowany klasyk
No i jeszcze ze zdjęć zaległych - kaczka z katarem :)
Zakatarzona kaczka




  • DST 54.60km
  • Czas 01:51
  • VAVG 29.51km/h
  • VMAX 52.90km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 174m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Gra s(ł)ów i pościg z obrączką

Niedziela, 25 lipca 2021 · dodano: 25.07.2021 | Komentarze 5

Wczorajszy poranny dyżur tak mnie zmasakrował, że dzisiaj nie było bata - musiałem odespać. Udało się, choć jeszcze trochę bym dołożył do tego sukcesu. Jakąś dobę :)

Wyjazd na rower grubo po dziesiątej, a w sumie to prawie o jedenastej. Było gorąco, ale na szczęście słońce nie raczyło wylecieć zza chmur, więc jakoś się dało jechać, nawet nie najgorzej. Pewnie nawet bym zrobił jakąś przyzwoitą średnią, ale ostatnie piętnaście kilometrów jechałem wspólnie z sympatycznym kolarzem, którego doścignąłem w Tulach i na tyle spoko się gadało, że odpuściłem ciśnięcie, dostosowując tempo do kompana.

Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Oczywiście nie mogłem się nie zatrzymać przy zalewie w Szczodrzykowie. Jak zwykle obiektów nie zabrakło. Perkoz w pozycji olimpijskiej...
Startujący perkoz
...pochowane w trawie czaple maści wszelakiej...
Czaplowy miks w trawie
...łyska dorosła...
Płynąca łyska
...oraz młoda. Bo to chyba jednak nie kurdupel kokoszki, ale właśnie łyski.
Młoda łyska
Przeleciała mi też czajka, ale bardzo daleko, więc zdjęcie niewyraźne.
Niewyraźna czajka w locie
Niespokojne były łabędzie.
Niespokojny łabędź
Nawołujący łabędź
Nic zresztą dziwnego - na mokradłach zaczaiło się dwóch jegomości, dość specyficznie się zachowując. Co chwilę wbiegali w szuwary bez spodni, krzycząc i się nawołując. Wolałem nie podchodzić, z różnych względów :) Ale w końcu się wyjaśniło o co chodzi - panowie łapali te piękne ptaki w celu obrączkowania. Pierwszy raz widziałem taką akcję - nie powiem, poświęcenie budzi szacunek. Pozwolono mi zrobić fotkę, wyjaśniono też, że może wygląda to dość brutalnie, ale żaden łabędź prócz utraty kilki piórek na pewno nie ucierpi. Wydawali się na tyle kompetentni, że nie miałem co do tego wątpliwości :)
Znakowanie dzikich łabędzi. Wygląda brutalnie, ale panowie fachowo wszystko zrobili
Znakowanie nogi łabędzia
Jadąc - wciąż średnio legalnie, bo remont trwa - przez Dachowę, zauważyłem lodziarnię obok domu sołtysa o nazwie SołtySówka. Tak mi się spodobała ta gra s(ł)ów, że się zatrzymałem i zafundowałem gałkę pistacjowego. Naprawdę spoko, pani w środku miła, dostałem karnet na dziesiątego loda gratis i niewykluczone, że za jakiś czas sobie takowego zafunduję :)
SołtySówka w Dachowej - gra s(ł)ów tak mi się spodobała, że musialem wpaść na loda :)
Aha, a przed snem jeszcze trafiła mi się pełnia.
Kolejna pełnia księżyca




  • DST 51.10km
  • Czas 01:42
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 52.20km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Podjazdy 149m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Śpioch spieszny

Sobota, 24 lipca 2021 · dodano: 24.07.2021 | Komentarze 18

Sobota pracująca. Niestety. Do tego na rano, czego nie trawię. Najczęściej wybieram zmiany popołudniowe, ale sezon urlopowy potrafi wygrać nawet z moimi preferencjami. Tak było właśnie dzisiaj.

Pobudka o... szóstej. Już zapomniałem, że istnieje taka godzina :) No i jakoś za nią nie tęskniłem. Ogarnięcie, obowiązkowa kawka i na rower. żeby zdążyć. Najpierw jednak podczas pakowania się stwierdziłem, że ze wspomnianej pracy nie zabrałem wczoraj wieczorem portfela. To znaczy takie było moje podejrzenie graniczące z pewnością. Ale tylko graniczące, więc postanowiłem się nie stresować i najpierw zrobiłem sobie kursik do centrum. Jak zwykle to średnia przyjemność, ale przed siódmą rano w weekend jeszcze do przeżycia. Dostałem się przez zasieki do roboty (na dwie godziny przed otwarciem), przywitałem się z poszukiwanym elementem (był) i wróciłem na Dębiec, a konkretnie przejechałem się po Dębinie.

Tam... Śpioch :)
Dzik śpioch. Bezstresowo dał się sfotografować :)
Bezstresowo drzemał, raz tylko na mnie zerknął, chyba poznając swojego, i znów przystąpił do chrapania :)

Kilometry musiałem wyliczyć tak, żeby się: a) nie spóźnić, b) zrobić dniówkę. Udało się niemal idealnie. Wykręciłem kółeczko przez Starołękę, Minikowo, Głuszynę, Sypniewo, Szczytniki, Koninko, Borówiec, Kamionki, Daszewice, Babki i znów Głuszynę, Minikowo, Starołękę i Dębinę do centrum. W pracy zameldowałem się już o czasie. Drugi raz :)

Wziąłem ze sobą tylko kompakt, więc fotki jedynie symboliczne. Tu moment ze słońcem na Dębinie, choć generalnie było szaro.
Moment ze słońcem na poznańskiej Dębinie
O tak jak podczas przejazdu kładką między Dębiną a Starołęką.
Kładna na Warcie między Dębcem a Starołęką
Znalazłem ciekawy mroczny dom w Daszewicach.
Mroczny dom z drzewem pełnym szpaków, Daszewice
Na drzewie obok niego gnieżdżą się tak samo mroczne szpaki.
Szpaki mroku :)
Gdzieś tam przez Poznaniem uciekły mi sarenki, zdecydowanie nie chcąc współpracować...
Uciekające sarenki
...a w Szczytnikach bociany oddawały się porannej toalecie,
Poranna toaleta
Uff. Nie lubię takich wyjazdów w środku nocy. Ale finalnie źle nie było :)