Info
Suma podjazdów to 791371 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec26 - 53
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 51.30km
- Czas 01:49
- VAVG 28.24km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 173m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedospańczo
Wtorek, 3 sierpnia 2021 · dodano: 03.08.2021 | Komentarze 10
Mój ostatni wolny roboczy dzionek w tym tygodniu rozpocząłem wstaniem o... szóstej rano. Teściowa bowiem miała na dziś zaplanowane przyjęcie do szpitala i trzeba było z nią jechać. Misja się udała, jak na polskie warunki nawet źle nie było w temacie standardów szpitalnych, a ja w domu byłem jakoś po dziewiątej, w stanie takiego niedospania, że nawet myślałem, czy nie zafundować sobie drzemki przed rowerem. Jakoś jednak wygrałem z kryzysem i ruszyłem.
Ziewając wykonałem znów pętelkę zachodnią: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Nawet nie starałem się walczyć z wiatrem i sennością. Jechałem po prostu krok za krokiem i tyle. Zaliczyłem nawet kawałeczek terenu, odwiedzając "swoją" ambonę w Lisówkach. Znów nie spotkałem w niej żadnego gnoja z flintą, więc uznaję ją za wegetariańską :)

Podczas dojazdu natrafiłem na sarenki...


...młodą bogatkę...

...a nad głową przeleciały mi żurawie. I jak tu nie wielbić Lisówek? :)
Do kompletu dokładam jeszcze błotniaka, ale tym razem z okolic Szreniawy i mało wyraźnego.
Tyle na dziś. Zaległości opisowe z wypadu na wesele, tak jak te BS-owe, znów przekładam o kolejny dzień :)
- DST 54.10km
- Czas 01:53
- VAVG 28.73km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 186m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pomostówka
Poniedziałek, 2 sierpnia 2021 · dodano: 02.08.2021 | Komentarze 8
Wolny dzień po powrocie, oczywiście padam na ryj i dopiero (jest przed dwudziestą pierwszą) siadam do kompa. Zaległy opis atrakcji dojazdu na wesele przestawiam więc na jutro, jak i nadrabianie wpisów na BS.
Dziś wyjazd po względnym odespaniu, bo cztery godziny między sobotą a niedzielą średnio mi starczały. Pogoda dziwna - niby miało padać, ale finalnie przejechałem całość o suchym kasku. Za to upierdliwie wiało, więc nie walczyłem.
Trasa polna i zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Szreniawa - Komorniki - Plewiska - Poznań.
Zajrzałem nad Jezioro Tomickie od strony Lisówek. Jedna z moich ulubionych miejscówek wciąż stoi, choć ktoś zawalił końcówkę pomostu...


Poza tym atrakcji brak. Prócz tych zwierzęcych oczywiście :) I jak tu się rozpędzać? :)
Trafiło się stadko żurawi...


...które odleciały, ale nie przestraszone przeze mnie...
...tylko przez sarenkę, która stanęła jak wryta i w końcu sama dała dyla.
Pojawiła się również dzierzba gąsiorek. Coraz bardziej lubię te ninje :)


Odlot miała już zdecydowanie niewyraźny :)
No i obowiązkowa fota z rowerem.
- DST 51.10km
- Czas 01:45
- VAVG 29.20km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 149m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wczesnopowrotniak
Niedziela, 1 sierpnia 2021 · dodano: 01.08.2021 | Komentarze 12
Wczoraj dzionek całkowicie bezrowerowy, wpadło za to dziesięć kilometrów piechotką przed weselem, zobaczyć jak zmieniły się okolice, które znam od dziecka. Zmian sporo, ale o dziwo wycinka masowa jakimś cudem nie dotarła do jakiejś części województwa łódzkiego. Pewnie to niestety kwestia czasu.
Temat samego dojazdu rozwinę zapewne jutro, bo jest o czym pisać. Zachciało mi się, cholera jasna, PKP, z sentymentu i sympatii. Już sobie przypomniałem czemu sympatia od dawna blaknie :)
Dzisiaj natomiast udało się wrócić w miarę wcześnie. Nie żebym się źle bawił - wręcz przeciwnie, impreza była zaskakująco zacna, nawet menu pode mnie, jak i możliwość piwkowania zamiast chlania wódy. No i dzięki temu osiągnąłem sukces i - mimo wcale niewczesnego wylądowania w łóżku - wstałem przed wyjazdem i zaliczyłem godzinny spacer w celu odświeżenia łba. Kilka fotek przy okazji wpadło, ale one też nie na dziś. Na szybko więc motyl wykonany telefonem, zapewne przestrojnik trawnik (albo i nie), żeby nie było łyso w temacie zwierzaków :)
W Poznaniu wylądowałem po szesnastej, wcześniej wynegocjowałem z Żoną, że jak się uda to rower raczej musi być (dzięki!), więc myk :) Trasa zachodnia, sprawdzona, znana: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Aparatu nawet nie brałem, specjalnie się nie przemęczałem, po prostu cieszyłem się z jazdy po całym jednym dniu (miały być wstępnie dwa) bez dwóch kółek.

No i jeszcze mój ulubiony motyw z wesela (kompakt z zoomem się przydał). Mieszanie trunków to zło. Piccolo i Pepsi to zło :)
BS-a oczywiście nadrobię dopiero jutro. Jeśli zdążę :)
- DST 52.20km
- Czas 01:41
- VAVG 31.01km/h
- VMAX 60.50km/h
- Temperatura 24.0°C
- Podjazdy 205m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Ekspresik
Piątek, 30 lipca 2021 · dodano: 30.07.2021 | Komentarze 11
Mimo wolnego dnia rowerowanie poranne, bo przede mną wyjazd weekendowy. O dziwo udało mi się wstać w miarę bezboleśnie.
Wiało z południowego zachodu, więc za trasę wybrałem "kondominium" (Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo - Łódź - Witobel - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań), jako szlak jeden z szybszych. Sprawdziło się :)
Muszę pochwalić wiatr - był mocny, ale przynajmniej grał fair, co jak wiadomo rzadko mu się zdarza. Dzięki temu średnią udało się zrobić sympatyczną, a i kawałeczek za ciągnikiem (znów niestety wtedy, gdy dmuchało w plecy, więc zysk taki sobie) nie zaszkodził.
Zdjęcia jedynie symboliczne.



Niestety teraz czekają mnie dwa dni bezrowerowe :( Jadę na wesele reprezentować rodzinę, niestety dwóch kółek nie mam jak wziąć :(
Na koniec dwie fotki czapli z Dębiny na BS-ie jeszcze nie wstawiane.

- DST 56.10km
- Czas 01:58
- VAVG 28.53km/h
- VMAX 61.80km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nieidealnie
Czwartek, 29 lipca 2021 · dodano: 29.07.2021 | Komentarze 13
Słońce dziś wyszło, a temperatura spadła. Super? No prawie, bo w zamian pojawił się mocny wiatr (znów warto spojrzeć na fałmaks, który osiągnąłem przy chwilowym podmuchu w plecy), który w przeciwieństwie do dnia wczorajszego zdecydowanie współpracować nie chciał. Jak widać nie ma ideału.
Kolejny wypad kawonapędzany, poranny, zaspany. Kierunek zachodni, sprawdzony, polny: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Zawitałem na znajome pole słoneczników w Trzcielinie, póki jeszcze jest. Lubię je, T-rek(s) również, już nie mówiąc o trzmielach :)

No i w ogóle to raz jeszcze wielki, wielki szacun za remont drogi Konarzewo - Trzcielin. Same plusy:
- nowy asfalt;
- brak wycinki (!);
- nowe nasadzenia (!);
- brak żadnej kolejnej gównianej DDR-ki (!).
Brawo.
Widziałem dwa myszołowy. Jednego daleko na niebie...


...a drugiego jeszcze dalej. Tylko że ten wymownie pokazał co myśli o moim przeszkadzaniu mu w polowaniu :)

Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 57.50km
- Czas 01:53
- VAVG 30.53km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 167m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Słodko-gorzko
Środa, 28 lipca 2021 · dodano: 28.07.2021 | Komentarze 16
Dzisiaj wpis słodko-gorzki, a w sumie go gorzko-słodki. W tej kolejności.
Jednak zacznę od tej lepszej części. A co, czasem można poudawać, że widzi się szklankę do połowy pełną :)
Wyjazd oczywiście poranny, no i niestety dość parny. Gdzieś około szóstej bowiem padał deszcz, ale już dwie godziny później prawie nie dało się oddychać. No ale rower się sam nie wyjeździ, trzeba było ruszać.
Trasa aktualnie chyba moja ulubiona (po rozwaleniu mi "kondominium" przez wybudowanie śmieszki nie ma już tych prawie idealnych): z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Żabinko, Żabno, Baranowo, Sowiniec, Mosinę, Puszczykowo, Łęczycę i Luboń do domu. Wiatr nawet chciał współpracować (szok!), Luboń jakoś przejechałem, a kawałek (niestety nie ten z podmuchami w pysk) podłączyłem się pod ciągnik 40+, więc średnia w końcu taka do przyjęcia.
Jednak najważniejsze było kolejne spotkanie z bielikiem. Wiem, że to nie pierwsze - ono daje najwięcej radochy - ale dzięki niemu wiem, gdzie się zatrzymać i na co patrzeć. Zapewniam, że to wtajemniczenie sporo daje :) Mam więc trzy średnio wyraźne fotki. Ale są. Na jednej nawet widać jakby pozowanie do godła, ale kierunki się komuś pokićkały.


A czemu ta jakość taka średnia? Robiłem co mogłem, ale ptaszor siedział na czubku tego drzewa...
...które znajduje się dokładnie tam, gdzie koniec pola.
To ta mała kropka na górze :) Oczywiście próbowałem podejść bliżej. Efekt - szybki i nagły odlot.
Ok, czas na część gorzką. Postanowiłem sprawdzić dojrzałość jagód "u siebie", w paprociowym lesie między Żabnem a Baranowem. Radośnie podjechałem na miejsce i... go nie poznałem. Przecież jeszcze całkiem niedawno było tu gęsto, pięknie pachniało, ptaki śpiewały... Teraz... a, co się będę rozpisywał. Proszę, zdjęcia :(


Piękne, w większości jeszcze zdrowe drzewa poszły pod topór rzeźników z Lasów Państwowych. I to w sezonie lęgowym... Ręce mi opadły, a jedyną reakcją, na jaką mogłem się zdobyć, był wrzask. A w tym jestem dobry. Pomogło mi echo, które odbijało się od nagle większej przestrzeni. Mam nadzieję, że mendy z piłami, które gdzieś tam jeszcze działały, otrzymały mój dosadny przekaz, powtórzony kilka razy. I nienadający się tu do cytowania...
Zrobiłem jeszcze zdjęcia na zaś tego, co się ostało. Nie wiem co tu będzie, gdy pojawię się następnym razem :(

Żeby nie było tak bardzo smętnie, na koniec wielkopolski klimacik z drugiej połowy lata...
...oraz sympatyczna bryczka z woźnicą, z którym się wzajemnie pozdrowiliśmy.
Reszta to dojazd do pracy. Tym razem Czarnuchem, bo prognozy na wieczór niepewne.
- DST 58.30km
- Czas 01:58
- VAVG 29.64km/h
- VMAX 60.50km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 187m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kokoszkowo
Wtorek, 27 lipca 2021 · dodano: 27.07.2021 | Komentarze 11
Wiatr zmienił kierunek na zachodni. Ma to swoje plusy, jak i minusy. Tymi ostatnimi są polne drogi, czyli takie z ilością drzew liczonych na palcach jednej ręki.
Wyjazd - jak zwykle - przedpracowy i zaspany. Do tego w sporej duchocie, na szczęście rano jeszcze do wytrzymania.
Trasa: Poznań - Luboń - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Nie jechało się, źle, ale też nie jakoś rewelacyjnie. Luboń jak zwykle zabił mi średnią. Klasyk :) No i podmuchy robiły swoje - niby niezbyt silne, ale upierdliwe. No i w sumie, jak widać po fałmaksie, gdy raz powiał w plecy to dało się rozpędzić.
Trzcielin dzisiaj wygrał z Lisówkami. W sumie to jeden fyrtel, ale przyrodniczo dwa do zera. Po pierwsze przez kilka sekund widziałem kokoszkę (rzadko spotykaną) z małym, zanim uciekły w szuwary. Dzięki temu już wiem, że to, co miałem do tej pory za pisklę tego właśnie ptaka, jest jednak kurduplem łyski. Ważne życiowe odkrycie :)
Raczył wylegiwać się też żółw. Nawet nie uciekł.
Natomiast w Lisówkach jedynie sprawdzony koniec świata :)
W Palędziu czuwają trzy bociany. Dwa spokojne i jeden krzykacz.
Tyle z atrakcji. Reszta to dojazd do pracy. Podczas niej - prócz jednego mordercy w aucie - nic ciekawego.
- DST 57.60km
- Czas 01:57
- VAVG 29.54km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 28.0°C
- Podjazdy 179m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jajecznie
Poniedziałek, 26 lipca 2021 · dodano: 26.07.2021 | Komentarze 8
Dzisiaj wypad w ramach wewnętrznego przymusu, bo jakiegoś specjalnego zacięcia do jazdy nie miałem. Może jakbym się znów wyspał, to byłoby inaczej, ale tak... Typowy wypad przedpracowy na napędzie z jednego kubka pełnego kofeiny.
Trasa też mało skomplikowana, typowe w tę i z powrotem: z Dębca przez Las Dębiński, Starołękę, Minikowo, Krzesiny, Jaryszki, Żerniki, Tulce, Gowarzewo, Siekierki Wielkie i Paczkowo do chyba Siekierek Małych, gdzie nastąpiła nawrotka. Czemu chyba? Ano bo te Siekierki są tak małe, że nawet nie było tablicy informującej, że już w nich się jest :)
Skąd wiało? Cholera wie. Jedno jest pewne - tylko z kierunku, w którym aktualnie podążałem.
Aparatu nie brałem, więc jedynie symboliczne foty z telefonu. Ta poniżej z Tulec. Tylko tam bowiem można dostać jajka znoszone bezpośrednio przez Jolę :)
Poza tym znów znajomy dzik drzemał sobie w sprawdzonym miejscu :)
A wczoraj na Dębcu przyuważyłem pięknego klasyka. Małe Fiaty jeszcze widuję na drogach, ale Dużego już dawno mi się nie udało.
No i jeszcze ze zdjęć zaległych - kaczka z katarem :)
- DST 54.60km
- Czas 01:51
- VAVG 29.51km/h
- VMAX 52.90km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 174m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Gra s(ł)ów i pościg z obrączką
Niedziela, 25 lipca 2021 · dodano: 25.07.2021 | Komentarze 5
Wczorajszy poranny dyżur tak mnie zmasakrował, że dzisiaj nie było bata - musiałem odespać. Udało się, choć jeszcze trochę bym dołożył do tego sukcesu. Jakąś dobę :)
Wyjazd na rower grubo po dziesiątej, a w sumie to prawie o jedenastej. Było gorąco, ale na szczęście słońce nie raczyło wylecieć zza chmur, więc jakoś się dało jechać, nawet nie najgorzej. Pewnie nawet bym zrobił jakąś przyzwoitą średnią, ale ostatnie piętnaście kilometrów jechałem wspólnie z sympatycznym kolarzem, którego doścignąłem w Tulach i na tyle spoko się gadało, że odpuściłem ciśnięcie, dostosowując tempo do kompana.
Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Oczywiście nie mogłem się nie zatrzymać przy zalewie w Szczodrzykowie. Jak zwykle obiektów nie zabrakło. Perkoz w pozycji olimpijskiej...
...pochowane w trawie czaple maści wszelakiej...
...łyska dorosła...
...oraz młoda. Bo to chyba jednak nie kurdupel kokoszki, ale właśnie łyski.
Przeleciała mi też czajka, ale bardzo daleko, więc zdjęcie niewyraźne.
Niespokojne były łabędzie.

Nic zresztą dziwnego - na mokradłach zaczaiło się dwóch jegomości, dość specyficznie się zachowując. Co chwilę wbiegali w szuwary bez spodni, krzycząc i się nawołując. Wolałem nie podchodzić, z różnych względów :) Ale w końcu się wyjaśniło o co chodzi - panowie łapali te piękne ptaki w celu obrączkowania. Pierwszy raz widziałem taką akcję - nie powiem, poświęcenie budzi szacunek. Pozwolono mi zrobić fotkę, wyjaśniono też, że może wygląda to dość brutalnie, ale żaden łabędź prócz utraty kilki piórek na pewno nie ucierpi. Wydawali się na tyle kompetentni, że nie miałem co do tego wątpliwości :)

Jadąc - wciąż średnio legalnie, bo remont trwa - przez Dachowę, zauważyłem lodziarnię obok domu sołtysa o nazwie SołtySówka. Tak mi się spodobała ta gra s(ł)ów, że się zatrzymałem i zafundowałem gałkę pistacjowego. Naprawdę spoko, pani w środku miła, dostałem karnet na dziesiątego loda gratis i niewykluczone, że za jakiś czas sobie takowego zafunduję :)
Aha, a przed snem jeszcze trafiła mi się pełnia. 
- DST 51.10km
- Czas 01:42
- VAVG 30.06km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 22.0°C
- Podjazdy 149m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Śpioch spieszny
Sobota, 24 lipca 2021 · dodano: 24.07.2021 | Komentarze 18
Sobota pracująca. Niestety. Do tego na rano, czego nie trawię. Najczęściej wybieram zmiany popołudniowe, ale sezon urlopowy potrafi wygrać nawet z moimi preferencjami. Tak było właśnie dzisiaj.
Pobudka o... szóstej. Już zapomniałem, że istnieje taka godzina :) No i jakoś za nią nie tęskniłem. Ogarnięcie, obowiązkowa kawka i na rower. żeby zdążyć. Najpierw jednak podczas pakowania się stwierdziłem, że ze wspomnianej pracy nie zabrałem wczoraj wieczorem portfela. To znaczy takie było moje podejrzenie graniczące z pewnością. Ale tylko graniczące, więc postanowiłem się nie stresować i najpierw zrobiłem sobie kursik do centrum. Jak zwykle to średnia przyjemność, ale przed siódmą rano w weekend jeszcze do przeżycia. Dostałem się przez zasieki do roboty (na dwie godziny przed otwarciem), przywitałem się z poszukiwanym elementem (był) i wróciłem na Dębiec, a konkretnie przejechałem się po Dębinie.
Tam... Śpioch :)
Bezstresowo drzemał, raz tylko na mnie zerknął, chyba poznając swojego, i znów przystąpił do chrapania :)
Kilometry musiałem wyliczyć tak, żeby się: a) nie spóźnić, b) zrobić dniówkę. Udało się niemal idealnie. Wykręciłem kółeczko przez Starołękę, Minikowo, Głuszynę, Sypniewo, Szczytniki, Koninko, Borówiec, Kamionki, Daszewice, Babki i znów Głuszynę, Minikowo, Starołękę i Dębinę do centrum. W pracy zameldowałem się już o czasie. Drugi raz :)
Wziąłem ze sobą tylko kompakt, więc fotki jedynie symboliczne. Tu moment ze słońcem na Dębinie, choć generalnie było szaro.
O tak jak podczas przejazdu kładką między Dębiną a Starołęką.
Znalazłem ciekawy mroczny dom w Daszewicach.
Na drzewie obok niego gnieżdżą się tak samo mroczne szpaki.
Gdzieś tam przez Poznaniem uciekły mi sarenki, zdecydowanie nie chcąc współpracować...
...a w Szczytnikach bociany oddawały się porannej toalecie,
Uff. Nie lubię takich wyjazdów w środku nocy. Ale finalnie źle nie było :)






