Info
Suma podjazdów to 791406 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec27 - 54
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 56.80km
- Czas 02:03
- VAVG 27.71km/h
- VMAX 50.70km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 207m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Miejskoślimak
Wtorek, 24 sierpnia 2021 · dodano: 24.08.2021 | Komentarze 10
Dzisiaj - o dziwo - nie padało. Nie mogłem się odnaleźć :)
Wyjazd już typowo przedpracowy, czyli na szybko. To znaczy w teorii, bo praktyka okazała się inna: wschodni wiatr był na tyle silny, że w połączeniu z jazdą przez miasto (dokładnie połowa trasy, czyli około dwudziestu pięciu kilometrów) wyszło ślimaczo. No życie.
Trasa: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Śródka - Główna - Bogucin - Janikowo - Kobylnica - Wierzonka - Karłowice - Dębogóra - Mielno - Kliny - Kicin - Koziegłowy - Gdyńska - Bałtycka - Wartostrada - Dębiec.
Żeby nie było, że nie wiało, jak wiało, oto widok na Wartę i Cybinę. Przy okazji można zauważyć, że na prawym brzegu jest już inny, bardziej ekologiczny sposób regulacji rzeki. Betonowi precz!
No i poza tym klasyki. Dziewicza Góra...

...sinusoida w Mielnie...
...oraz polno-leśne motywy rowerowe.

Zwierzaków dzisiaj brak. W zamian leci przesłanie dla (głównie) TVP :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.
- DST 31.30km
- Czas 01:15
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 42.40km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 94m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut wylewny
Poniedziałek, 23 sierpnia 2021 · dodano: 23.08.2021 | Komentarze 12
Nie powiem, łudziłem się. Wczoraj pogodynki mówiły o opadach, no ale przecież po pierwsze dość często się mylą, a po drugie Poznań ma przecież swój specyficzny mikroklimat, bla bla bla...
No właśnie. Tym razem niestety wróżki od pogody miały rację. Lało praktycznie od samego rana, do tego bez szansy na przerwę. Ale że miałem wolne, to dawałem sobie jakąś złudną nadzieję, że jednak dzisiaj pokręcę.
Najpierw jednak poszedłem - na szczęście już po raz ostatni - nakarmić kota. Kończą się moje wizyty polegające na podawaniu pokarmu, który następnie zamienia się w coś, co sprząta się po całym mieszkaniu. Powtarzam: całym :) Ufff.
Przy okazji jeszcze zrobiłem spacer, wróciłem do domu i myślałem co dalej. Żona pracowała dziś z domu, więc nie miałem sumienia jej przeszkadzać, taki jestem dobry :) Problem był "tylko" jeden: wciąż lało. I to jak! Podobno cały sierpniowy średni limit został wykorzystany w jeden dzień. Supcio. No ale cóż, spróbować wykręcić chociaż gluta było warto. Tak zrobiłem.
Ubrałem najgorsze rowerowe ciuchy, ogarnąłem Czarnucha i ruszyłem. Już po chwili żałowałem, ale skoro powiedziało się "idiotą", to trzeba było dopowiedzieć "jestem" :) Deszcz osłabł na parę minut, a potem już robił co chciał. Studzienki wylewały, ubranie pływało, wiatr zacinał, w butach miałem jezioro. Zachciało mi się jeżdżenia, cholera jasna.
Wykonałem ledwie trzy dychy, a i tak uważam się za hardkora :) Trasa tylko po Poznaniu: z Dębca do Wartostrady, potem na Maltę, którą objechałem w całości, następnie pokręciłem sobie Hlonda i Bałtycką, dojechałem do Głównej i wróciłem przez Śródkę na Jana Pawła, a stamtąd już Wartostradą do domu.
Jedno okazało się bezcenne: chyba po raz pierwszy w życiu byłem jednym z łącznie dwóch rowerzystów na Wartostradzie (!), a jedynym na Malcie (!!!). W sierpniu. Bezcenne.
Fotki. O dziwo kilka zrobiłem, testując odporność telefonu na wodę. IP53 dało radę.
Tu Park Mazowieckiego...
...a tu już Malta. Jakoś mało słoneczna :)

Mijanka z Maltanką zaliczona. Dzisiaj smutno, bo skład pusty.
Takie miałem warunki. Ale mogło być gorzej - mógł przyjść jakiś sierpniowy przymrozek :)
Wpadłem zobaczyć jak się trzyma najfajniejsze poznańskie graffiti. Całkiem dobrze :)
A obok rzeczka, która Główna całkiem solidnie przybrała.
Nie zabrakło akcji ratowania ślimaków z Wartostrady. Co deszcz, to to samo :)

Plus tego wszystkiego był jeden: natura odżyła. Ale może już starczy? :)
A po południu ostatni póki co kurs do "kociaczka". Teściowa na szczęście już wróciła ze szpitala, niech sama się męczy z tą bestią :)
- DST 53.60km
- Czas 01:47
- VAVG 30.06km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 25.0°C
- Podjazdy 174m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Dzikoziomek :)
Niedziela, 22 sierpnia 2021 · dodano: 22.08.2021 | Komentarze 10
Szybciutki wpis, bo niedziela aktywna i czasu mało.
Wyjazd po odespaniu, czyli jakoś po dziesiątej. Rano :) Pogoda całkiem sympatyczna, czyli nie za gorąco, nie padało, nie wiało mocno. Miodzio.
Trasa tym razem wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
W sumie to półtora kilometra od domu mogłem zakończyć wycieczkę, bo
spotkałem starego znajomego i udało mi się cyknąć wspólną fotę z
rowerem. Jakoś wcześniej nie było okazji :) A do tego zdjęcie z komórki
"ryj w ryj" :)

Poza tym kilka ptasich ujęć wpadło, ale zostawiam je na kolejny wpis. Po raz kolejny tylko nie pozdrowię idiotę, który zatwierdził remont drogi w Dachowej i pozwolił na kostkowy szajs. Oczywiście nie skorzystałem, szkoda mi roweru.
No i jeszcze dożynka z Tulec, ale taka sama jak rok wcześniej. A w sumie i dwa lata temu. Czyli fajna, z Ursusem, ale już mi się przejadła.
Zaległości BS-owe postaram się nadrobić wieczorem :)
- DST 57.10km
- Czas 01:58
- VAVG 29.03km/h
- VMAX 51.50km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 130m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pierwszożynka :)
Sobota, 21 sierpnia 2021 · dodano: 21.08.2021 | Komentarze 13
Dzisiaj rano mżyło. Ciężko w to zapewne uwierzyć tym, którzy wstali później i cieszyli się pełnym słońcem, ale przed faktami się nie ucieknie :)
Wyjazd był więc taki... jesienny. Niebo zachmurzone, szaro i ponuro. Nie żebym narzekał, bo zapach zbliżającej się pory roku uwielbiam. Jest taki smutnawo-cężkawy. Mniam :)
Wypad przedpracowy, północno-zachodni: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Stało się. Jest pierwsza dożynka! :) Palmę pierwszeństwa dzierży w tym roku Lusowo :)

Tu moja faworyta:
...i jej ogonek :)
Nad Jeziorem Lusowskim ustawiano już scenę (miał być Krzysio Krawczyk), więc wepchałem się tylko na chwilę na pomost, nie pytając o zgodę :) Widać, że aura taka sobie.
Udało mi się uchwycić myszołowa. Był na tyle daleko, że o dał sobie cyknąć aż trzy foty. Eh, jakby się wtedy słońce przydało...


Przed pracą wyszedłem jeszcze na o dziwo pustą Dębinę. Trafiłem akurat na moment, gdy zaczęło pojawiać się światło. I zostało w Poznaniu do wieczora. A ja w robocie :/
- DST 56.50km
- Czas 01:58
- VAVG 28.73km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 182m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wcześniak
Piątek, 20 sierpnia 2021 · dodano: 20.08.2021 | Komentarze 15
Dzisiaj wstałem za piętnaście siódma. Czyli jeszcze wcześniej niż w środku nocy :) Nie miałem jednak wyjścia - do godziny dwunastej, o której miałem pojawić się w pracy, miałem do załatwienia jakiś miliard spraw. A co najmniej cztery.
Oczywiście zacząłem od roweru. Bo tak. Było dość pochmurno, na szczęście jeszcze przed opadami (te przyszły po południu), no i w końcu ze słabszym wiatrem. Spokojnym i statecznym krokiem zrobiłem swoje pięćdziesiąt kilometrów, ponownie na zachód, trasą z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Lisówki, znów Trzcielin, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu.
Atrakcji za wiele nie było, motywów do fotek również, bo szara i ponura aura jakoś nie zachęcała zwierzaki do ujawniania się. Ale i tak udało mi się okolicach Lisówek przyuważyć całkiem spore stado dzikich gęsi.
Po chwili odleciały...

...ale przestraszone nie przeze mnie, a lecące żurawie.
Te zresztą widziałem chwilę wcześniej podczas ochrzanu. Poszło zapewne coś w stylu: "a pyry kupiłeś?", "nie, cholera, zapomniałem!" :)
Jak widać światło koszmar, co w połączeniu ze sporą odległością do ptaków robi pikselozę.
Rowerowy motyw dziś znad bagienka w Trzcielinie.
No i jeszcze misje: podjechać po zamówione klocki hamulcowe, podjechać do Teściowej (a w sumie to do kota) po odbiór i otrzymanie instrukcji obsługi zamówionego koncentratora tlenu (o dziwo za darmo, na koszt NFZ), pójść z psem na spacer i dojechać do pracy. Uff. O dziwo wszystko wykonałem, nie odnotowano również mojego spóźnienia.
Fajny rowerowy podest-czekadełko zamontowano przy Półwiejskiej. Można na nim postawić nogę i się przytrzymać łapą. Jest takich kilka w Poznaniu, ale ten chyba jest najbardziej przydatny, bo czeka się tu dość długo na zielone.
- DST 58.30km
- Czas 02:06
- VAVG 27.76km/h
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Za-daniel-owo :)
Czwartek, 19 sierpnia 2021 · dodano: 19.08.2021 | Komentarze 13
Dzisiaj już trochę spokojniej niż wczoraj - nic mi na trasie nie pękło, nie odpadło, nie wystrzeliło, nie czekały też na mnie jakieś niespodzianki okołopracowe. Kumulacja była wczoraj, poproszę o brak powtórek :)
Wyjazd dość późny, bo lekko zaspałem. Miałem nadzieję, że wiatr już da sobie spokój, ale nic z tego - wciąż gnoił zdecydowanie zbyt mocno i niesprawiedliwie. W związku z tym trasę zaplanowałem na w tę i z powrotem, czyli po prostu nie planowałem :) Z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko i Dymaczewo Stare dostałem się do Bolesławca, gdzie zawróciłem na wysokości stajni i pognałem swoimi śladami, żeby nadrobić żałosną średnią. Wyszło tak sobie, bo pomoc powiewów była nikła.
Nie zawiodłem się - w Bolesławcu daniele jak były, tak są. Na szybko zrobiłem im małą sesję. 



W drodze powrotnej trafił się smętny bocian na latarni. 
Do pracy pojechałem lekko naokoło, bo testowałem koło w Czarnuchu na Dębinie. Przy okazji cyknąłem fotę platformy do obserwacji ptaków, którą niedawno zrobiono. Po cholerę? Nie wiem. Jedyny plus z tego, że jest maleńki daszek, pod którym można się schować gdy pada.
Rower śmiga. A to zdjęcie koła, które przejechało ze mną niecałe 9 tysięcy.
Już trochę bardziej rozumiem wynik Mai Włoszczowskiej w Tokio :)
- DST 71.10km
- Czas 02:36
- VAVG 27.35km/h
- VMAX 60.60km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 217m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kumulacyjnie
Środa, 18 sierpnia 2021 · dodano: 18.08.2021 | Komentarze 17
Padam na ryj. Miał być taki spokojny dzień, a wyszło jak zawsze.
Na początek pobudka, a gdy piłem kawę zostałem zaskoczony smsem z serwisu, że Czarnuch jest do odbioru - mój patent z kupnem koła na Centerlock oraz przejściówki na sześć śrub się sprawdził. O dziwo :) W sumie nie wyszło źle - za wszystko (komplet kół, z czego na razie założyłem jedno, przejściówka oraz serwis) zapłaciłem niecałe 350 zeta. Jak się sprzęt sprawdzi - się okaże. Cudów się nie spodziewam, ale zakładam, że gorzej niż z tym montowanym przez Krossa być nie może.
Powrót do domu, wysikanie psa i w drogę. Już byłem na styku czasowym. Wciąż wiało masakrycznie, więc jazda spokojna, na polnej trasie (w skrócie): Poznań - Luboń - Komorniki - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Plewiska - Poznań.

No i co się mogło wydarzyć gdy się spieszyłem? No oczywiście - pana. Mam swoją teorię, że z winy debilnej śmieszki w Chomęcicach, której nie da się ominąć - jest ona co prawda z asfaltu, ale projektował ją jakiś kretyn - nie tylko ma jakieś mini krawężniki, ale i momenty z kostki, i to brukowej. No i właśnie na jej szczycie, na części chodnikowej, spędziłem upojne kilka minut z gumami w łapach.
Z wywieszonym jęzorem wróciłem do domu, tam info, że dziś mamy wizytację z centrali, więc tylko szybkie ogarnięcie się i meldunek na styk w robocie. Przez to nie miałem kiedy odwiedzić kota - udało się to dopiero grubo po południu, a połączyłem tę misję z pewną pracową - główka pracuje :)
Uff. Masakra. Plus tylko taki, że weszło przy okazji więcej kilometrów. I przetestowałem Czarnucha - śmiga zacnie.
Mimo pośpiechu wpadły jakieś zwierzaki. W Lisówkach niewyraźny błotniak zbożowy na... zbożu...
...a w Trzcielinie kózki.
Uff. Mam dość tego dnia :)
- DST 52.20km
- Czas 01:53
- VAVG 27.72km/h
- VMAX 66.20km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 201m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Urwołeb
Wtorek, 17 sierpnia 2021 · dodano: 17.08.2021 | Komentarze 14
Trafił się wolny wtorek. I co? Wiatr, który urywał łeb oraz przelotne opady. Nie mogło być inaczej :)
Przede wszystkim znów się wyspałem. Normalnie w głowie mi się ostatnio przewraca. Ale spokojnie, teraz przede mną kilka dni wczesnego wstawania, zemsta będzie słodka.
Przed wyjazdem podleciałem po koło. Pan serwisant ponownie wycentrował i założył nowy nypel, do tego za korektę nie wziął kasy. Miło. A po testach póki co jest ok - na razie szyprycha nie wypadła, zobaczymy jak będzie dalej. Ale nie ma co ukrywać, nowy zestaw by mi się przydał.
No i sam wypad. Mordęga jednym słowem. Na polach porywy zrobiły ze mnie miazgę, więc nie walczyłem i nie kombinowałem, tylko wykonałem prostą trasę: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Jeden plus: nie było upału :) A wspomniany wiatr, gdy raz pomógł, dał radę - 66 km/h na Głogowskiej (na terenie niezabudowanym) o czymś świadczy.
No i w sumie całkiem klimatyczne chmury straszyły na niebie, kilka razy puszczając podniebny zwieracz.


Ze zwierzaków jedynie samotny błotniak, do tego daleko i od tyłu. Szkoda.

Tyle na dziś.
- DST 57.60km
- Czas 01:59
- VAVG 29.04km/h
- VMAX 50.90km/h
- Temperatura 30.0°C
- Podjazdy 200m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nikoś bis
Poniedziałek, 16 sierpnia 2021 · dodano: 16.08.2021 | Komentarze 8
Poranek zacząłem (prócz oczywiście wypicia kawy) od wizyty w serwisie. Zostawiłem koło raz jeszcze, teraz sprawdzimy czy wypadająca szprycha nie jest przypadkiem wynikiem walniętego nypla. Się okaże.
Potem już w trasę. Pierwotnie chciałem wykonać południową pętelkę, ale podczas jazdy okazało się, że wieje jednak z zachodu, poleciałem więc właśnie tam, wykonując klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Dymaczewo Nowe - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.
W sumie jechałoby się całkiem spoko, gdyby nie gorąco (przede wszystkim) i wiatr (ale nie był specjalnie silny, choć niesprawiedliwy, więc aż tak nie narzekam). Wypatrzyłem w oddali jedną drepczącą po polu czaplę...

...a poza tym nudy.
Aż do końca śmieszki z Dymaczewa do Witobla. Jak zwykle stosuję się tam do zakazu i grzecznie jadę asfaltowym jej odcinkiem, bo nie mam do niego zastrzeżeń. A kiedy dojeżdżam do tego momentu, gdy zaczyna się kostka, a to gówno nagle przelatuje na drugą stronę ulicy, do tego jest źle oznakowane (a mnie nie obowiązują znaki po lewej, bo nawet nie muszę o nich wiedzieć), kręcę aż do Stęszewa asfaltem. I tylko czekam, aż jakiś frustrat się odezwie. 
Najczęściej jest spokój, ale dzisiaj się nie zawiodłem. Usłyszałem za sobą klakson - mam zasadę, że jeden ignoruję, reaguję dopiero gdy komuś się bebech zawiesi na kierownicy i dźwięk jest ciągły. Pozdrowiłem więc gnoja znanym międzynarodowym gestem, na co ten zajechał mi drogę i zaczął hamować centralnie przed kołem, przez co dwukrotnie musiałem ostro dać po klamkomanetkach. Jak nic sytuacja podobna do tej styczniowej z Nikosiem. Tego już podarować nie zamierzałem.
Zacząłem pędzić za dostawczakiem, który nagle skręcił w prawo - oczywiście ja za nim, wrzeszcząc, żeby się zatrzymał, to pogadamy jak równy z równym, nie z pozycji balerona zamkniętego w puszce. Nic z tego, przyspieszył i tyle go widziałem. Usłyszał jeszcze ode mnie, że jest tchórzem i tyle miałem satysfakcji. Może i dobrze, bo mimo, iż jestem namiętnym pacyfistą, to dźwięk klaksonu słyszanego z pozycji roweru budzi we mnie wewnętrznego Breivika. Z drugiej strony szkoda, bo jeden uświadomiony debil, w jakikolwiek sposób jest to czynione, powoduje, iż nie jest już nieuświadomionym debilem i pomyśli na przyszłość zanim coś zrobi. Niestety nie mogłem też zrobić tego, co w sytuacji z wspomnianym Nikosiem, czyli skierować sprawę do pracodawcy (wtedy zadzwoniła do mnie sama góra z przeprosinami). Wklejam więc tylko zdjęcie bez cenzury blach - uważajcie na tego debila!
A dalej już jazda bezstresowa. Przynajmniej się obudziłem przed przyjazdem do pracy :)
- DST 53.50km
- Czas 01:53
- VAVG 28.41km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 29.0°C
- Podjazdy 170m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Znów kołowanie
Niedziela, 15 sierpnia 2021 · dodano: 15.08.2021 | Komentarze 8
Niestety, okazało się, że niedawno centrowane przednie koło znów się poddało. Sądziłem, że skoro szprycha nie pękła, to będzie ok, jednak dzisiaj w połowie trasy usłyszałem dziwne dźwięki - ponownie nypel wpadł w obręcz :/ Na szczęście jechać się dało, ale oczywiście nie szalałem, tylko dreptałem ostrożnie.
Trasa znów zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Plewiska - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Dość gorąco, ale do wytrzymania. Albo to po prostu ja już lepiej znoszę z musu wysokie temperatury.
Wyjątkowo nie było czego focić. W Plewiskach trafił mi się jedynie taki oto "motór" z napisem "Soviet power"...
...a na drucie zadowolony mazurek.
Rowerowy motyw oczywiście z końca świata.
A po południu wersja leniwa wybiegania psa, bo nigdzie jechać mi się nie chciało - rundka przez Dębinę, a potem kursik zielonymi ternami po drugiej stronie torów, z zahaczeniem o Luboń. A tam zawsze ciekawie, jak wiadomo :) Na granicy z Poznaniem stoi sobie taki oto Zamek Gargamela, zamieszkany przez Romów.
Tu lubońscy inteligenci, którzy nie uznają pełnych zdań.
Generalnie jednak Kropa zadowolona :)

Aha, Dębina doczekała się kolejnej młodzieży. Nie tylko dziczej :)






