Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 242838.25 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.47 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 791406 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 56.80km
  • Czas 02:03
  • VAVG 27.71km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 207m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Miejskoślimak

Wtorek, 24 sierpnia 2021 · dodano: 24.08.2021 | Komentarze 10

Dzisiaj - o dziwo - nie padało. Nie mogłem się odnaleźć :) 

Wyjazd już typowo przedpracowy, czyli na szybko. To znaczy w teorii, bo praktyka okazała się inna: wschodni wiatr był na tyle silny, że w połączeniu z jazdą przez miasto (dokładnie połowa trasy, czyli około dwudziestu pięciu kilometrów) wyszło ślimaczo. No życie.

Trasa: Dębiec - Wartostrada - Jana Pawła - Śródka - Główna - Bogucin - Janikowo - Kobylnica - Wierzonka - Karłowice - Dębogóra - Mielno - Kliny - Kicin - Koziegłowy - Gdyńska - Bałtycka - Wartostrada - Dębiec.

Żeby nie było, że nie wiało, jak wiało, oto widok na Wartę i Cybinę. Przy okazji można zauważyć, że na prawym brzegu jest już inny, bardziej ekologiczny sposób regulacji rzeki. Betonowi precz!
Warta oraz Cybina widoczna z Mostu Rocha, Poznań
No i poza tym klasyki. Dziewicza Góra...
Sierpniowy widok na Dziewiczą Górę
Wieża widokowa na Dziewiczej Górze
...sinusoida w Mielnie...
Sinusoida w Mielnie
...oraz polno-leśne motywy rowerowe.
Pola w Wierzonce
Droga między Kobylnicą a Wierzonką
Zwierzaków dzisiaj brak. W zamian leci przesłanie dla (głównie) TVP :)
Pozdrowienia dla (zapewne głównie) TVP :)
Dystans zawiera dojazd do pracy.




  • DST 31.30km
  • Czas 01:15
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 42.40km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 94m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut wylewny

Poniedziałek, 23 sierpnia 2021 · dodano: 23.08.2021 | Komentarze 12

Nie powiem, łudziłem się. Wczoraj pogodynki mówiły o opadach, no ale przecież po pierwsze dość często się mylą, a po drugie Poznań ma przecież swój specyficzny mikroklimat, bla bla bla...

No właśnie. Tym razem niestety wróżki od pogody miały rację. Lało praktycznie od samego rana, do tego bez szansy na przerwę. Ale że miałem wolne, to dawałem sobie jakąś złudną nadzieję, że jednak dzisiaj pokręcę.

Najpierw jednak poszedłem - na szczęście już po raz ostatni - nakarmić kota. Kończą się moje wizyty polegające na podawaniu pokarmu, który następnie zamienia się w coś, co sprząta się po całym mieszkaniu. Powtarzam: całym :) Ufff.

Przy okazji jeszcze zrobiłem spacer, wróciłem do domu i myślałem co dalej. Żona pracowała dziś z domu, więc nie miałem sumienia jej przeszkadzać, taki jestem dobry :) Problem był "tylko" jeden: wciąż lało. I to jak! Podobno cały sierpniowy średni limit został wykorzystany w jeden dzień. Supcio. No ale cóż, spróbować wykręcić chociaż gluta było warto. Tak zrobiłem.

Ubrałem najgorsze rowerowe ciuchy, ogarnąłem Czarnucha i ruszyłem. Już po chwili żałowałem, ale skoro powiedziało się "idiotą", to trzeba było dopowiedzieć "jestem" :) Deszcz osłabł na parę minut, a potem już robił co chciał. Studzienki wylewały, ubranie pływało, wiatr zacinał, w butach miałem jezioro. Zachciało mi się jeżdżenia, cholera jasna.

Wykonałem ledwie trzy dychy, a i tak uważam się za hardkora :) Trasa tylko po Poznaniu: z Dębca do Wartostrady, potem na Maltę, którą objechałem w całości, następnie pokręciłem sobie Hlonda i Bałtycką, dojechałem do Głównej i wróciłem przez Śródkę na Jana Pawła, a stamtąd już Wartostradą do domu.

Jedno okazało się bezcenne: chyba po raz pierwszy w życiu byłem jednym z łącznie dwóch rowerzystów na Wartostradzie (!), a jedynym na Malcie (!!!). W sierpniu. Bezcenne.

Fotki. O dziwo kilka zrobiłem, testując odporność telefonu na wodę. IP53 dało radę.

Tu Park Mazowieckiego...
No nie było lekko
...a tu już Malta. Jakoś mało słoneczna :)
Średnia pogoda na tej Malcie :)
Widok na deszczową poznańską Maltę
Mijanka z Maltanką zaliczona. Dzisiaj smutno, bo skład pusty.
Maltanka pędząca w deszczu
Takie miałem warunki. Ale mogło być gorzej - mógł przyjść jakiś sierpniowy przymrozek :)
Cóż, mogło być gorzej. Na przykład mógl przyjść sierpniowy przymrozek :)
Wpadłem zobaczyć jak się trzyma najfajniejsze poznańskie graffiti. Całkiem dobrze :)
Najlepsze poznańskie graffiti dzielnie się trzyma :)
A obok rzeczka, która Główna całkiem solidnie przybrała.
Rzeczka Główna solidnie przybrała
Nie zabrakło akcji ratowania ślimaków z Wartostrady. Co deszcz, to to samo :)
Jak zwykle podczas deszczu trzeba pomóc przejść ślimakom-samobójcom :)
Fotka na chwilę przed przeniesieniem
Plus tego wszystkiego był jeden: natura odżyła. Ale może już starczy? :)
Zieleń ma okazję w końcu odetchnąć
A po południu ostatni póki co kurs do "kociaczka". Teściowa na szczęście już wróciła ze szpitala, niech sama się męczy z tą bestią :)
Na szczęście już ostatni dzień opieki nad tą bestią :)




  • DST 53.60km
  • Czas 01:47
  • VAVG 30.06km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 25.0°C
  • Podjazdy 174m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Dzikoziomek :)

Niedziela, 22 sierpnia 2021 · dodano: 22.08.2021 | Komentarze 10

Szybciutki wpis, bo niedziela aktywna i czasu mało.

Wyjazd po odespaniu, czyli jakoś po dziesiątej. Rano :) Pogoda całkiem sympatyczna, czyli nie za gorąco, nie padało, nie wiało mocno. Miodzio.

Trasa tym razem wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.

W sumie to półtora kilometra od domu mogłem zakończyć wycieczkę, bo spotkałem starego znajomego i udało mi się cyknąć wspólną fotę z rowerem. Jakoś wcześniej nie było okazji :) A do tego zdjęcie z komórki "ryj w ryj" :)Dziki ziomek :) Dał sobie zrobić ładną fotkę nawet z komórki
Fajnie mieć wiernego kibica na trasie :)
Poza tym kilka ptasich ujęć wpadło, ale zostawiam je na kolejny wpis. Po raz kolejny tylko nie pozdrowię idiotę, który zatwierdził remont drogi w Dachowej i pozwolił na kostkowy szajs. Oczywiście nie skorzystałem, szkoda mi roweru.
Antyrowerowy szajs świeżo oddany do użytku w Dachowej. Nie, dziękuję, wybieram asfalt.
No i jeszcze dożynka z Tulec, ale taka sama jak rok wcześniej. A w sumie i dwa lata temu. Czyli fajna, z Ursusem, ale już mi się przejadła.
Ursusowa dożynka z Tulec
Zaległości BS-owe postaram się nadrobić wieczorem :)




  • DST 57.10km
  • Czas 01:58
  • VAVG 29.03km/h
  • VMAX 51.50km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 130m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Pierwszożynka :)

Sobota, 21 sierpnia 2021 · dodano: 21.08.2021 | Komentarze 13

Dzisiaj rano mżyło. Ciężko w to zapewne uwierzyć tym, którzy wstali później i cieszyli się pełnym słońcem, ale przed faktami się nie ucieknie :)

Wyjazd był więc taki... jesienny. Niebo zachmurzone, szaro i ponuro. Nie żebym narzekał, bo zapach zbliżającej się pory roku uwielbiam. Jest taki smutnawo-cężkawy. Mniam :)

Wypad przedpracowy, północno-zachodni: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Stało się. Jest pierwsza dożynka! :) Palmę pierwszeństwa dzierży w tym roku Lusowo :)
Zamiast na szynki... :)
Pierwsza w tym roku fota rowerowo-dożynkowa :), Lusowo
Tu moja faworyta:
Moja faworyta :)
...i jej ogonek :)
Ogonek - całkiem pomysłowy :)
Nad Jeziorem Lusowskim ustawiano już scenę (miał być Krzysio Krawczyk), więc wepchałem się tylko na chwilę na pomost, nie pytając o zgodę :) Widać, że aura taka sobie.
Pomost w Lusowie
Udało mi się uchwycić myszołowa. Był na tyle daleko, że o dał sobie cyknąć aż trzy foty. Eh, jakby się wtedy słońce przydało...
Myszołów w pozie zamyślonej
Ustawienie do profilowego
Myszołów mnie spostrzegł
Przed pracą wyszedłem jeszcze na o dziwo pustą Dębinę. Trafiłem akurat na moment, gdy zaczęło pojawiać się światło. I zostało w Poznaniu do wieczora. A ja w robocie :/
Szuwary na poznańskiej Dębinie


Kategoria Dożynki!!! :)


  • DST 56.50km
  • Czas 01:58
  • VAVG 28.73km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 20.0°C
  • Podjazdy 182m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wcześniak

Piątek, 20 sierpnia 2021 · dodano: 20.08.2021 | Komentarze 15

Dzisiaj wstałem za piętnaście siódma. Czyli jeszcze wcześniej niż w środku nocy :) Nie miałem jednak wyjścia - do godziny dwunastej, o której miałem pojawić się w pracy, miałem do załatwienia jakiś miliard spraw. A co najmniej cztery.

Oczywiście zacząłem od roweru. Bo tak. Było dość pochmurno, na szczęście jeszcze przed opadami (te przyszły po południu), no i w końcu ze słabszym wiatrem. Spokojnym i statecznym krokiem zrobiłem swoje pięćdziesiąt kilometrów, ponownie na zachód, trasą z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Chomęcice, Konarzewo, Trzcielin, Lisówki, znów Trzcielin, Dopiewo, Dopiewiec, Palędzie, Gołuski i Plewiska do domu.

Atrakcji za wiele nie było, motywów do fotek również, bo szara i ponura aura jakoś nie zachęcała zwierzaki do ujawniania się. Ale i tak udało mi się okolicach Lisówek przyuważyć całkiem spore stado dzikich gęsi.
Dzikie gęsi na polu
Po chwili odleciały...
Gęsi poderwały się do lotu
Zawracające dzikie gęsi
...ale przestraszone nie przeze mnie, a lecące żurawie.
Para żurawi
Te zresztą widziałem chwilę wcześniej podczas ochrzanu. Poszło zapewne coś w stylu: "a pyry kupiłeś?", "nie, cholera, zapomniałem!" :)
A pyry kupiłeś? Nie, cholera, zapomniałem!
Jak widać światło koszmar, co w połączeniu ze sporą odległością do ptaków robi pikselozę.

Rowerowy motyw dziś znad bagienka w Trzcielinie.
Trzcielin, bagienko
No i jeszcze misje: podjechać po zamówione klocki hamulcowe, podjechać do Teściowej (a w sumie to do kota) po odbiór i otrzymanie instrukcji obsługi zamówionego koncentratora tlenu (o dziwo za darmo, na koszt NFZ), pójść z psem na spacer i dojechać do pracy. Uff. O dziwo wszystko wykonałem, nie odnotowano również mojego spóźnienia.

Fajny rowerowy podest-czekadełko zamontowano przy Półwiejskiej. Można na nim postawić nogę i się przytrzymać łapą. Jest takich kilka w Poznaniu, ale ten chyba jest najbardziej przydatny, bo czeka się tu dość długo na zielone.
Stojak-czekadełko rowerowe, z wygodnym podestem na nogę, ulica Półwiejska w Poznaniu




  • DST 58.30km
  • Czas 02:06
  • VAVG 27.76km/h
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Za-daniel-owo :)

Czwartek, 19 sierpnia 2021 · dodano: 19.08.2021 | Komentarze 13

Dzisiaj już trochę spokojniej niż wczoraj - nic mi na trasie nie pękło, nie odpadło, nie wystrzeliło, nie czekały też na mnie jakieś niespodzianki okołopracowe. Kumulacja była wczoraj, poproszę o brak powtórek :)

Wyjazd dość późny, bo lekko zaspałem. Miałem nadzieję, że wiatr już da sobie spokój, ale nic z tego - wciąż gnoił zdecydowanie zbyt mocno i niesprawiedliwie. W związku z tym trasę zaplanowałem na w tę i z powrotem, czyli po prostu nie planowałem :) Z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko i Dymaczewo Stare dostałem się do Bolesławca, gdzie zawróciłem na wysokości stajni i pognałem swoimi śladami, żeby nadrobić żałosną średnią. Wyszło tak sobie, bo pomoc powiewów była nikła.

Nie zawiodłem się - w Bolesławcu daniele jak były, tak są. Na szybko zrobiłem im małą sesję. 
Spory kawałek stadka danieli
Poranna gimnastyka
Daniel-albinos
A musisz się tak na nas gapić? :)
W drodze powrotnej trafił się smętny bocian na latarni. 
Smętny bocian na latarni
Do pracy pojechałem lekko naokoło, bo testowałem koło w Czarnuchu na Dębinie. Przy okazji cyknąłem fotę platformy do obserwacji ptaków, którą niedawno zrobiono. Po cholerę? Nie wiem. Jedyny plus z tego, że jest maleńki daszek, pod którym można się schować gdy pada.
Platforma do obserwacji ptaków na poznańskiej Dębinie
Rower śmiga. A to zdjęcie koła, które przejechało ze mną niecałe 9 tysięcy.
Obręcz w rowerze marki Kross po niecałych 9 tysiącach kilometrów. Wynik Mai Młoszczowskiejj w Tokio już bardziej rozumiem :)
Już trochę bardziej rozumiem wynik Mai Włoszczowskiej w Tokio :)




  • DST 71.10km
  • Czas 02:36
  • VAVG 27.35km/h
  • VMAX 60.60km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 217m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kumulacyjnie

Środa, 18 sierpnia 2021 · dodano: 18.08.2021 | Komentarze 17

Padam na ryj. Miał być taki spokojny dzień, a wyszło jak zawsze.

Na początek pobudka, a gdy piłem kawę zostałem zaskoczony smsem z serwisu, że Czarnuch jest do odbioru - mój patent z kupnem koła na Centerlock oraz przejściówki na sześć śrub się sprawdził. O dziwo :) W sumie nie wyszło źle - za wszystko (komplet kół, z czego na razie założyłem jedno, przejściówka oraz serwis) zapłaciłem niecałe 350 zeta. Jak się sprzęt sprawdzi - się okaże. Cudów się nie spodziewam, ale zakładam, że gorzej niż z tym montowanym przez Krossa być nie może.

Powrót do domu, wysikanie psa i w drogę. Już byłem na styku czasowym. Wciąż wiało masakrycznie, więc jazda spokojna, na polnej trasie (w skrócie): Poznań - Luboń - Komorniki - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Plewiska - Poznań.
Pola za Komornikami
Pochmurny, klasyczny widok na WPN
No i co się mogło wydarzyć gdy się spieszyłem? No oczywiście - pana. Mam swoją teorię, że z winy debilnej śmieszki w Chomęcicach, której nie da się ominąć - jest ona co prawda z asfaltu, ale projektował ją jakiś kretyn - nie tylko ma jakieś mini krawężniki, ale i momenty z kostki, i to brukowej. No i właśnie na jej szczycie, na części chodnikowej, spędziłem upojne kilka minut z gumami w łapach.
No i masz. Akurat, gdy wyjątkowo zależało mi na czasie.
Z wywieszonym jęzorem wróciłem do domu, tam info, że dziś mamy wizytację z centrali, więc tylko szybkie ogarnięcie się i meldunek na styk w robocie. Przez to nie miałem kiedy odwiedzić kota - udało się to dopiero grubo po południu, a połączyłem tę misję z pewną pracową - główka pracuje :)

Uff. Masakra. Plus tylko taki, że weszło przy okazji więcej kilometrów. I przetestowałem Czarnucha - śmiga zacnie.
W końcu odbiór mtb-ka z serwisu!
Mimo pośpiechu wpadły jakieś zwierzaki. W Lisówkach niewyraźny błotniak zbożowy na... zbożu...
Błotniak zbożowy na... zbożu
...a w Trzcielinie kózki.
Kózki z Trzcielina
Uff. Mam dość tego dnia :)




  • DST 52.20km
  • Czas 01:53
  • VAVG 27.72km/h
  • VMAX 66.20km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Podjazdy 201m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Urwołeb

Wtorek, 17 sierpnia 2021 · dodano: 17.08.2021 | Komentarze 14

Trafił się wolny wtorek. I co? Wiatr, który urywał łeb oraz przelotne opady. Nie mogło być inaczej :)

Przede wszystkim znów się wyspałem. Normalnie w głowie mi się ostatnio przewraca. Ale spokojnie, teraz przede mną kilka dni wczesnego wstawania, zemsta będzie słodka.

Przed wyjazdem podleciałem po koło. Pan serwisant ponownie wycentrował i założył nowy nypel, do tego za korektę nie wziął kasy. Miło. A po testach póki co jest ok - na razie szyprycha nie wypadła, zobaczymy jak będzie dalej. Ale nie ma co ukrywać, nowy zestaw by mi się przydał.

No i sam wypad. Mordęga jednym słowem. Na polach porywy zrobiły ze mnie miazgę, więc nie walczyłem i nie kombinowałem, tylko wykonałem prostą trasę: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Jeden plus: nie było upału :) A wspomniany wiatr, gdy raz pomógł, dał radę - 66 km/h na Głogowskiej (na terenie niezabudowanym) o czymś świadczy.

No i w sumie całkiem klimatyczne chmury straszyły na niebie, kilka razy puszczając podniebny zwieracz.
Ciemne chmury nad Wielkopolską
Sierpniowe baloty
Pochmurne parkowanie
Ze zwierzaków jedynie samotny błotniak, do tego daleko i od tyłu. Szkoda.
Błotniak przelatujący nad balotem
Agrobłotniak :)
Tyle na dziś.




  • DST 57.60km
  • Czas 01:59
  • VAVG 29.04km/h
  • VMAX 50.90km/h
  • Temperatura 30.0°C
  • Podjazdy 200m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Nikoś bis

Poniedziałek, 16 sierpnia 2021 · dodano: 16.08.2021 | Komentarze 8

Poranek zacząłem (prócz oczywiście wypicia kawy) od wizyty w serwisie. Zostawiłem koło raz jeszcze, teraz sprawdzimy czy wypadająca szprycha nie jest przypadkiem wynikiem walniętego nypla. Się okaże.

Potem już w trasę. Pierwotnie chciałem wykonać południową pętelkę, ale podczas jazdy okazało się, że wieje jednak z zachodu, poleciałem więc właśnie tam, wykonując klasyczne "kondominium": Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Dymaczewo Nowe - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Komorniki - Poznań.

W sumie jechałoby się całkiem spoko, gdyby nie gorąco (przede wszystkim) i wiatr (ale nie był specjalnie silny, choć niesprawiedliwy, więc aż tak nie narzekam). Wypatrzyłem w oddali jedną drepczącą po polu czaplę...
Brodząca czapla
Krok po kroczku
...a poza tym nudy.
Sierpniowy klimat pod Stęszewem
Aż do końca śmieszki z Dymaczewa do Witobla. Jak zwykle stosuję się tam do zakazu i grzecznie jadę asfaltowym jej odcinkiem, bo nie mam do niego zastrzeżeń. A kiedy dojeżdżam do tego momentu, gdy zaczyna się kostka, a to gówno nagle przelatuje na drugą stronę ulicy, do tego jest źle oznakowane (a mnie nie obowiązują znaki po lewej, bo nawet nie muszę o nich wiedzieć), kręcę aż do Stęszewa asfaltem. I tylko czekam, aż jakiś frustrat się odezwie.
Koniec asfaltu na DDR kawałek wcześniej, śmieszka leci na drugą stronę, ja lecę asfaltem :)
Najczęściej jest spokój, ale dzisiaj się nie zawiodłem. Usłyszałem za sobą klakson - mam zasadę, że jeden ignoruję, reaguję dopiero gdy komuś się bebech zawiesi na kierownicy i dźwięk jest ciągły. Pozdrowiłem więc gnoja znanym międzynarodowym gestem, na co ten zajechał mi drogę i zaczął hamować centralnie przed kołem, przez co dwukrotnie musiałem ostro dać po klamkomanetkach. Jak nic sytuacja podobna do tej styczniowej z Nikosiem. Tego już podarować nie zamierzałem.

Zacząłem pędzić za dostawczakiem, który nagle skręcił w prawo - oczywiście ja za nim, wrzeszcząc, żeby się zatrzymał, to pogadamy jak równy z równym, nie z pozycji balerona zamkniętego w puszce. Nic z tego, przyspieszył i tyle go widziałem. Usłyszał jeszcze ode mnie, że jest tchórzem i tyle miałem satysfakcji. Może i dobrze, bo mimo, iż jestem namiętnym pacyfistą, to dźwięk klaksonu słyszanego z pozycji roweru budzi we mnie wewnętrznego Breivika. Z drugiej strony szkoda, bo jeden uświadomiony debil, w jakikolwiek sposób jest to czynione, powoduje, iż nie jest już nieuświadomionym debilem i pomyśli na przyszłość zanim coś zrobi. Niestety nie mogłem też zrobić tego, co w sytuacji z wspomnianym Nikosiem, czyli skierować sprawę do pracodawcy (wtedy zadzwoniła do mnie sama góra z przeprosinami). Wklejam więc tylko zdjęcie bez cenzury blach - uważajcie na tego debila!
Frustrat i zarazem tchórz - odwaga skończyła się na wciskaniu klaksonu i nagłych hamowaniach. Z oferty bezpośredniej konfrontacji nie skorzystał
A dalej już jazda bezstresowa. Przynajmniej się obudziłem przed przyjazdem do pracy :)




  • DST 53.50km
  • Czas 01:53
  • VAVG 28.41km/h
  • VMAX 51.40km/h
  • Temperatura 29.0°C
  • Podjazdy 170m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Znów kołowanie

Niedziela, 15 sierpnia 2021 · dodano: 15.08.2021 | Komentarze 8

Niestety, okazało się, że niedawno centrowane przednie koło znów się poddało. Sądziłem, że skoro szprycha nie pękła, to będzie ok, jednak dzisiaj w połowie trasy usłyszałem dziwne dźwięki - ponownie nypel wpadł w obręcz :/ Na szczęście jechać się dało, ale oczywiście nie szalałem, tylko dreptałem ostrożnie.

Trasa znów zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Plewiska - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Dość gorąco, ale do wytrzymania. Albo to po prostu ja już lepiej znoszę z musu wysokie temperatury.

Wyjątkowo nie było czego focić. W Plewiskach trafił mi się jedynie taki oto "motór" z napisem "Soviet power"...
Soviet power
...a na drucie zadowolony mazurek.
Zadowolony mazurek
Rowerowy motyw oczywiście z końca świata.
Jak zwykle na końcu świata, czyli w Lisówkach
A po południu wersja leniwa wybiegania psa, bo nigdzie jechać mi się nie chciało - rundka przez Dębinę, a potem kursik zielonymi ternami po drugiej stronie torów, z zahaczeniem o Luboń. A tam zawsze ciekawie, jak wiadomo :) Na granicy z Poznaniem stoi sobie taki oto Zamek Gargamela, zamieszkany przez Romów.
Zamek Gargamela zamieszkany przez Romów na granicy Poznania i Lubonia
Tu lubońscy inteligenci, którzy nie uznają pełnych zdań.
Lubońscy antymaskowcy. Na pomazanie pełnym zdaniem IQ nie starczyło :)
Generalnie jednak Kropa zadowolona :)
Z najbardziej klasyczną zabawką :)
Kropa w Górczynce
Aha, Dębina doczekała się kolejnej młodzieży. Nie tylko dziczej :)
Dojrzewająca niema młodzież na poznańskiej Dębinie