Normalnie wiosna przyszła! Taka, że nawet mogłem dzisiaj - po raz pierwszy od ho, ho, ho, a może nawet dłużej - usadzić swój tyłek na wąskim szosowym siodełku. Oj, tęskniłem za tym, nie będę ukrywał :)
Skoro wiosna, to wiatr. Wrócił upierdliwiec-niesprawiedliwiec. Ale skoro otrzymałem coś w zamian, czyli kilka stopni na plusie oraz słońce, jestem jeszcze w stanie być dla niego w miare tolerancyjny. Pewnie szybko mi to przejdzie.
Wyjazd przed pracą, na lubianą bardzo pętelkę: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Żabinko - Żabno - Baranowo - Sowiniec - Mosina - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań. A potem jeszcze odcinek do pracy.
Gdy tak sobie dzielnie kręciłem, na wysokości Mosiny zobaczyłem, że dzwoni jakiś nieznany mi numer. Odebrałem, a tu... pan prezes firmy, w której zatrudniony jest wspominany wczoraj Nikoś! Z podziękowaniami za informację o zachowaniu jego pracownika i z przeprosinami. Dodał jeszcze, że sam nienawidzi drogowego chamstwa, więc jest czuły na każdy taki sygnał i cała jego firma została pouczona na wszelki wypadek. Cóż, muszę przyznać - klasa. Tak więc brawo. A Nikoś? Podobno się tłumaczył, że tylko raz zaklaksonił, ale najwyraźniej - i całkiem słusznie - mu nie uwierzono. Ma nauczkę.
Fotki z dzisiaj zupełnie inne niż jeszcze ze dwa dni temu. Zielono, słonecznie... Inny świat. Szkoda, że istnieć będzie krótko, bo od jutra... opady deszczu, i to podobno niemałe. Udało się przyuważyć zamyśloną nad wyraz czaplę siwą... ...oraz myszołowa włochatego. Najpierw zadowolonego z udanego polowania... ...a potem uchwycić go w locie. Na koniec smutna informacja - odszedł dziś człowiek, który poniekąd mnie "wychował", bawiąc i ucząc: Papcio Chmiel, czyli Henryk Jerzy Chmielewski. Ojciec Tytusa, Romka i A'tomka, Nie dalej jak miesiąc temu kupiłem sobie jego autobiografię - "Żywot człowieka zmałpionego" - i zanim do niej usiadłem, nie ma już autora :/ I choć ostatnie "tytusy" to już nie bylo "to", to wydawało się, że będą one powstawać wiecznie. Wielka szkoda. A że wiem, iż co najmniej dwie osoby: kolega Huann oraz kolega Meteor (zapewne wraz z Lavinką i Kluską) też poczuły smutek, postanowiłem na szybko, na tablecie, skonstruować oficjalne pożegnanie na BS. Amatorsko i kanciasto, ale jest.
Spoczywaj w pokoju na jednej z tych swoich Wysp Nonsensu (może takiej dla umarłych bezsensownie autorów komiksów?), Papciu!
Komentarze (18)
W mejlu, który wysłałem do firmy szanownego Nikosia, opisałem stan infrastruktury, prawo, które jest nieprecyzyjne, oraz oczywiście zachowanie chama, który de facto powinien odpowiadać za zagrożenie życia innego uczestnika ruchu. To naprawdę warto zamieścić. Spodziewałem się braku odpowiedzi, a tu proszę - pozytywna niespodzianka.
Trafiłeś na jednego normalnego szefa firmy w skali ogólnego szerokiego chamstwa. Bo mógłby dyskutować, że masz jechać po lewej i kropka (w końcu przepisy tak Ci każą). Tak mniej więcej raz na dwa lata zdarza mi się zgłosić kierowcę łódzkiej komunikacji miejskiej, który próbuje mnie rozjechać. Tutaj też to nawet działa - raz, że już mam i swoje materiały wideo, które im podsyłam, dwa to są kamery na pojazdach. Ale podejrzewam, że gdybym kogoś chciał zgłosić u naszych dzielnych milicjantów, to sprawdziliby najpierw czy roweru nie mam kradzionego, przeszukali nagranie czy gdzieś nie śmiałem ominąć śmieszki rowerowej, a na końcu spałowali, żeby pedalarzowi za dużo się nie wydawało.
Od Papcia, wole Łapcia, no ale za bardzo wyjścia nie mam ;)). A tak poważnie, to nigdy nie byłem fanem tych komiksów - szkoda więc ino człowieka, ale trzeba przyznać, że swoje lata przeżył :).
Nikosiowi się pewno do tej pory odbija xD. I bardzo dobrze :P
Bardzo niedobra jest za to pogoda - się zdecydować nie umie ...
Owszem, czytało się... ale u mnie niewątpliwie na podium, a właściwie na pierwszym miejscu tłoczyła się wspomniana trójka. A ponadto do tej pory od czasu do czasu sięgam po albumy właśnie tej trójki.
Dodam, że Kluska uwielbia Tytusa i bohaterów Baranowskiego. Kajka i Kokosza już znacznie mniej... a Kleks jakoś w ogóle nie załapał.
Huann - a nawet słoń trąbalski :) Nie ma za co! Szarlotę też wielbiłem, o Rosińskim w wielu wydaniach nie zapominając.
Kolzwer - myślę, że Nikoś nauczkę dostał. Tego się trzymajmy :) Te Tytusy kiedyś będą sporo warte, jak bym jeszcze poszukał :)
Meteor - też mam Księgę Zero, zresztą chyba wszystkie posiadam, prócz tych nowych dziwnych albumów wydawanych w zdecydowanie zbyt dużym formacie. Teraz w sumie sam nie wiem, czy czytałem Tytusy jakimś cudem w ŚM czy miałem jakieś archiwalne egzemplarze na stanie. Natomiast pamiętam, że kiedyś wujek wyciął mi całą XI Księgę stamtąd i zrobił z tego album :)
Smutna wiadomość... ale z drugiej Papcio strony dożył ładnego wieku.
Jeśli chodzi o komiksy, to uznaję Tytusy do XVIII księgi, ale też nie wszystkie, tylko 2/3 z nich... ale te 12 ksiąg wystarczyło by Papcio był w panteonie ulubionych komiksiarzy dzieciństwa, do których zresztą regularnie wracam (obok Christy i Baranowskiego).
Ja na Tytusa w Świecie Młodych się już nie załapałem... w ogóle co do ŚM miałem pecha, bo co kupiłem jakiś numer, to był smętny komiks (a czytało się przede wszystkim ostatnią stronę). Znajomi niestety nie czytali, więc nie było komu podpowiedzieć kiedy warto kupować.
Mam natomiast Księgę Zero, w której są zebrane Tytusy ze Świata Młodych z lata 1957-66, czyli do roku wydania Księgi I.
U mnie dziś też słonecznie, pełno ptasich śpiewów, a na termometrze okolice ósemki na plusie. Ciekawe na jak długo Nikoś zapamięta drogową lekcję. W piwnicy rodzinnego domuwidziałem kiedyś jedne z pierwszych komiksów z Tutusem, Romkiem i Atomkiem, przez lata gdzieś się zawieruszyły niestety.
Bitels - też pamiętam Tytusa w odcinkach ze "ŚM". Tematu czytania w kiblu za dzieciaka nie będę rozwijał, hehe :)
BUS - tak, również mam w domu rodzinnym całą kolekcję, wszystkich tomów. Najstarsze są z lat (chyba) 70., czarno-białe wymieniane z kolorowymi stronami :)
Marecki - na pewno masz :) Jak coś Ci nie pasuje do żadnego innego drapieżnika, widujesz to tylko zimą i jest dość jasne, to prawie na pewno włochaty :)
Zapachniało przedwiośniem, choć oczywiście do tego jeszcze z miesiąc. Niemniej miła odmiana od -15 na termometrze. Fajny tem wlochacz. Musze się przypatrzec czy czasem nie mam już takowego w kolekcji, bo troche myszaków już sfociłem :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"