Info
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj1 - 0
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 55.30km
- Czas 01:49
- VAVG 30.44km/h
- VMAX 52.40km/h
- Temperatura 20.0°C
- Podjazdy 184m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wyjazd na słodko
Niedziela, 26 września 2021 · dodano: 26.09.2021 | Komentarze 9
Dobrze mi się dziś jechało. Rzadko to piszę, więc coś musi być na rzeczy :)
Wyjazd po dziesiątej, jak się okazało w momencie idealnym. Bowiem ruch był naprawdę znikomy, nic nie przeszkadzało w jeździe. Niech potwierdzi to fakt, iż pierwsze zatrzymanie nastąpiło na dwudziestym piątym kilometrze, co jest rzeczą niespotykaną - w tygodniu bywa tak, że już na kilometrze pierwszym mam za sobą ze trzy pauzy wynikające z korków czy świateł. Tym razem jedno wielkie miodzio. Nawet wiatr był do ogarnięcia - jedyne co mnie zmasakrowało to tarka wzdłuż S11 - jak się okazało remont tyczy się również dróg dojazdowych do niej. Łapy czułem jeszcze chwilę po powrocie na asfalt.
Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Szczodrzykowo tym razem zdecydowanie nie zawiodło. Jak zwykle swoje tereny ogarniała zaobrączkowana parka łabędzi...
...w oddali przyuważyłem całkiem spore stado czajek...
...ale znów rządziły czaple białe. Kilka na polu...

...jednak moją faworytą została ta bawiąca się w Jezusa :)

Tym bardziej, że całkiem dobrze dogadywała się ze śmieszkami.

Zadziwiająco płodna jest ta niepozorna miejscówka.
Po raz trzeci nawiedziłem SołtySówkę w Dachowej. I tym razem udało mi się poznać samą panią sołtys, przemiłą kobietę. Jej mąż (tak samo sympatyczny) zresztą sam mnie poznał i zareklamował, że "ten pan przyjeżdża tu aż z Poznania" - miło :) Wyszło na jaw, że lody są nie pierwsze z brzegu, ale po wielu testach sprowadzane aż z Opola. Spróbowałem kolejnego smaku - przepychota.
Niestety sezon się kończy, więc kolejną pieczątkę dorwę dopiero na wiosnę, ale są plany rozbudowy i może powstanie kawałek dalej restauracja. A ja tym razem nie zapomniałem wziąć ciasta (domowego, robionego na miejscu) na wynos, z zamiarem poczęstowania Żony. Ten kawałek dojechał do Poznania, niekoniecznie już w całości :) Mniam!
Po południu jeszcze wypad do WPN-u, ale o tym (chyba) jutro. Szkoda, że znów wtedy będę w pracy :/
- DST 52.50km
- Czas 01:51
- VAVG 28.38km/h
- Temperatura 18.0°C
- Podjazdy 179m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Żółw pod parą :)
Sobota, 25 września 2021 · dodano: 25.09.2021 | Komentarze 20
Znów udało mi się wyspać. Raz jeszcze gorąco polecam :)
Wyjazd późny, po jedenastej. Wciąż wiało, na szczęście już nie tak mocno jak wczoraj, ale wciąż solidnie, z zachodu. Tam więc się wybrałem, robiąc standardową pętelkę: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Jechało się ciężko, ale w jednym aspekcie fajnie - na leniucha. Bez walki, na luzie, noga za nogą.
W końcu spotkałem starego kumpla w Trzcielinie. Wiedziałem, że nigdzie nie uciekł, bo mówiła o tym pani, która zawsze mnie tam pozdrawia, lecz ostatnio nie miałem szczęścia go zobaczyć. No ale jest. Zakładam, że pusta flaszka raczej nie jego, tylko jakiegoś ludzkiego syfiarza :)

Cieszy mnie ten widok, bo z Dębiny prawdopodobnie żółwie wyłapano :( Ale to temat na osobny wpis.
Reszta fotek. Lekko już jesienny klasyk...
...dzielny przyczepkowiec...
...oraz rowerzysta inaczej. Jednak tak bardzo przepraszał, że zjechał odebrać telefon, iż tablice zakrywam. I nawet pozdrowiłem na pożegnanie :)
Z ptaków trafiła się jedna pustułka na szarym niebie, która na chwilę zleciała na ziemię.

Po południu przypomniałem sobie, że dziś sobota i parowóz z i do Wolsztyna jedzie przez Dębiec. Poleciałem więc sprawdzić jedną poznańską miejscówkę do robienia fot niedaleko domu. Nie jest najgorzej, ale zawiodłem się ponownie ustawieniem samej lokomotywy - węglarką z przodu. Kiszka :/

- DST 58.30km
- Czas 02:07
- VAVG 27.54km/h
- VMAX 51.70km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 211m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Młynkowo
Piątek, 24 września 2021 · dodano: 24.09.2021 | Komentarze 4
Zgodnie z zapowiedziami miało urywać łeb. I urywało. Cudów nie było, pogodynki aż tak pomylić się nie mogły.
Za to nie padało. To znaczy lało, ale w nocy, nad ranem na szczęście było już sucho. Co nie znaczy, że komfortowo, co to to nie :)
Wyjazd poranny, na dziki zachód. A na pewno pustynny i łysy, bo jak wiadomo kierunek "W" w przypadku Poznania oznacza pola, pola, a czasem nawet i pola. Oj, wymęczył mnie wicher zacnie. Przez większość czasu odchodziła powolna Halinka Mlynkova :)
Trasa: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Jedno trzeba przyznać porankowi - malowniczy był.

Z tego pola po prawej uciekła mi czapla sprzed nosa. Nawet nie zdążyłem zareagować. Więc w zamian będzie... ślimak :) Z Trzcielina, zdjąłem kurdupla z chodnika i przeniosłem na trawkę, bo chyba zaspał. Linie lotnicze Trollking Airlines zawsze do usług :)

Obowiązkowa rowerówka została wykonana kawałek dalej.
Jako że przed Gołuskami aktualnie straszy wahadło, wymyśliłem sobie, iż szybciej będzie przez Palędzie. Taa.... Cztery pociągi przepuściłem podczas jednego oczekiwania na rogatkach! Nie sam.
No i jeszcze ostatnia wizyta w serwisie na Dębcu, który się zamyka i nie wiadomo czy otworzy. Mała szansa, bo pan serwisant jedzie do Niemiec.
A byłem, bo znów poluzowała się szprycha w przednim kole. No i znalazł się winny - przy nyplu jest lekko pęknięta obręcz :/ Nie ma sensu bawić się w dalsze naprawy, czeka mnie kolejny wydatek. Eh.
Dojazd do pracy Czarnuchem.
- DST 58.10km
- Czas 02:03
- VAVG 28.34km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 143m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Nieciekaw :)
Czwartek, 23 września 2021 · dodano: 23.09.2021 | Komentarze 12
Paskud trwa. Chłodek i wiatr. Ale spokojnie, będzie gorzej - od jutra wichury i deszcze. Jupi!
Być może dzisiejszy wypad był - w związku z powyższym - ostatnim w dniu roboczym w tym tygodniu. Więc należy go szanować. Choć to ciężka sprawa :)
Wyjazd oczywiście poranny. Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice Konarzewo - Trzcoelin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Nie wydarzyło się kompletnie nic ciekawego. Nawet pół zwierzaka nie wyhaczyłem - tych przejechanych nie liczę.
Za to gdy robiłem klasyczną fotę...
...wyłoniła się postać rowerzysty. Którą znałem. To znów nieformalny rekordzista Przełęczy Karkonoskiej (ponad sto podjazdów na rok), czyli Aleksander (już na emeryturze - zazdro!), który wrócił na chwilę do Wielkopolski. Zamieniliśmy kilka słów i wyprułem do przodu, bo czas gonił. Kolega wie co dobre - szczyty Karkonoszy i Lisówki to najlepsze połączenie :)
Potem jeszcze dojazd do pracy, lekko naokoło, bo przez Dębinę.
Pisałem już wiele razy, że dojazd do niej Dolną Wildą to jak igranie ze śmiercią. Prawie codziennie jakieś auto wyjeżdżające z podporządkowanej chce mnie skasować - nauczyłem się już zwalniać prawie do zera podczas wkraczania na pas rowerowy. Wczoraj wracając przyuważyłem efekt tego, co prędzej czy później stać się musiało: nieustąpienie pierwszeństwa zamieniło się w kolizję. Na szczęście niegroźną - rower częściowo skasowany z przodu, panowie się już dogadywali. Zapytałem tylko czy ok i tyle po mnie.
Ja naprawdę wolę jechać ulicą niż śmieszkami, nawet najlepszymi. W tym kraju mamy nadreprezentację idiotów za kółkiem, którzy najpierw wdepną pedał gazu, a potem pomyślą. Moje marzenie: skasować wszystkie DDR-ki, wyznaczyć pasy rowerowe i będzie cudownie.
- DST 56.80km
- Czas 02:03
- VAVG 27.71km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 12.0°C
- Podjazdy 196m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Czapla ratunkowa
Środa, 22 września 2021 · dodano: 22.09.2021 | Komentarze 8
Wczoraj (a w sumie to dzisiaj) po raz pierwszy zostałem zmuszony do zamknięcia okna w kuchni na noc, tak waliło chłodkiem. Znaczy się - już za około pół roku znów wiosna! :)
Dzisiejsza jazda również do jakichś specjalnie miłych nie należała. Wiało solidnie, nieprzyjemnie, na termometrze 12 stopni bywa fajne, ale w lutym, takie tam. Finalnie średnia wyszła tragiczna, ale do tego już się przyzwyczajam w sezonie jesień-zima-wiosna...lato :)
Doszło do mnie również mało fajne info, że pan serwisant z Dębca, u którego przez ostatnie lata załatwiałem wszystkie pilne sprawy, na co najmniej zimę wyjeżdża na zachód do pracy. Tak mu dobrze w tym naszym kraju, do którego podobno według propagandy ludzie walą z zagranicy drzwiami i oknami. Tylko nie w tym kierunku. Być może wróci na wiosnę i się znów otworzy, ale sam nie wie - na razie zdaje lokal i nas opuszcza. Dobrze, że mam jeszcze inne zaufane miejsca, ale wszędzie tam trzeba się umawiać na termin. Kiszka :/
Co do jazdy. Trasa wschodnia, w tę i z powrotem: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Krzesiny - Jaryszki - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodzrykowo, gdzie zawróciłem.
Po raz pierwszy zalew w Szczodrzykowie mnie zawiódł - ptactwa prawie zero. Pewnie też mają dosyć takiej aury. Jedna czapla mi się tylko pojawiła na horyzoncie, ale odleciała jak tylko się zatrzymałem. Niepocieszony byłem i zły, że niepotrzebnie brałem aparat, ale czekała mnie nagroda gdzieś między Żernikami a Jaryszkami - dumna koleżanka tej co uciekła pasła się na polu i nawet dała sfocić zanim odleciała kawałek dalej.

Oto smętne Szczodrzykowo:
Na Dębinie niewiele lepiej.
Dodatkowo jakiś dekiel postawił hulajkę prawie na środku. Potraktowałem jako podstawkę do zdjęcia i przesunąłem na "pobocze".
A tak w praktyce wyglądało celebrowanie dnia bez samochodu:
Dystans zawiera dojazd do pracy. Rowerem oczywiście :)
- DST 53.10km
- Czas 01:51
- VAVG 28.70km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 172m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Antywiosna :)
Wtorek, 21 września 2021 · dodano: 21.09.2021 | Komentarze 4
W temacie względnej paskudności aury niewiele można więcej dodać do tego, co napisałem wczoraj. Było chłodno, wietrznie i nieprzyjemnie. Antychęć do jazdy sama się pojawiała z każdym kilometrem. No ale oczywiście jest plus - nie było upału :)
Wyjazd później niż zwykle, bo dzień częściowo wolny. Dzięki temu mogłem pospać godzinę dłużej niż zwykle.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Rosnowo - Konarzewo - Plewiska - Poznań.
Wizualnie źle nie było - nawet kawałek słońca wyszedł przy wierzbach między Dopiewem a Trzcielinem. Normalnie wiosna.


Byłem również na "swojej" ambonie w Lisówkach. Puściutkiej, co cieszy.

Ze zwierzakami za to kiszka... Wszędzie pustki. Tylko dzwońca samotnego jednego daleko na drzewie przyuważyłem w Trzcielinie.

Później jeszcze spacer z Kropą po Dębinie. Kropa polubiła obrabianie kijków na nowych platformach :)
- DST 57.10km
- Czas 02:02
- VAVG 28.08km/h
- VMAX 52.30km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 135m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Haczyk
Poniedziałek, 20 września 2021 · dodano: 20.09.2021 | Komentarze 7
Wczoraj było fajnie, jak to w życiu bywa - dzisiaj już nie. Zimno, wietrznie, pochmurnie, paskudnie. Rzyg :)
Wyjazd poranny, bez rozgrzewki, na którą czasu nie było. To się nie mogło dobrze skończyć - człapanie było ciężkie i mało sensowne. Ale odbyć się musiało, a jak!
Trasa w tę i z powrotem: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Lusowo - Batorowo - Swadzim - Sady, tam nastąpiła nawrotka i powrót swoim śladami.
Miałem nadzieję na jakieś foty, ale kiszka - na nic ciekawego nie trafiłem. W zamian miałem nadzieję na fajną podwózkę za ciągnikiem na serwisówce od Batorowa, ale spotkał mnie zawód - po pięciuset metrach się skończyło. Dodam, że dość emocjonujących metrach, bo w głowie miałem wizję tego, co się stanie, gdy to coś nagle zahamuje, a ja tego zdążyć nie zrobię :) Normalnie ktoś miał na mnie haczyk.
Poza tym nudy.
Między Lusowem a Skórzewem tną pod budowę jakiegoś paskudztwa. Mam nadzieję, że będzie to chodnik, a nie jakaś cholerna śmieszka :/
Przed pracą jeszcze chwila na Dębinie. O dziwo odnaleziono kawałek słońca.
Potem jeszcze dojazd rowerem do pracy. Znów czułem się jak w Dniu Świstaka, bo ponownie bym zginął mając pierwszeństwo na przejeździe rowerowym. Przynajmniej ten przeprosił, i to dwa razy.
- DST 56.30km
- Czas 01:51
- VAVG 30.43km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 233m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Na wyspaniowości :)
Niedziela, 19 września 2021 · dodano: 19.09.2021 | Komentarze 7
Wstyd przyznać, ale dzisiaj spałem prawie do dziesiątej. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem ku temu okazję i kiedy bylem na tyle zmęczony, żeby mieć taką potrzebę. No nic, starość nie radość :)
Na rower ruszyłem również niespiesznie - punkt dwunasta. Najedzony i nakawowany. Jak się okazało - to był strzał w dziesiątkę, bo kręciło mi się bardzo dobrze. Szkoda, że codziennie nie mam możliwości na wyjazd na luzie, tylko wciąż albo przed, albo po pracy.
Trasa północno-zachodnia, głównie miejska. Jednak nawet ciężki na co dzień Poznań był wyjątkowo przejezdny, przynajmniej jeśli chodzi o ilość aut, bo czerwona fala oczywiście była obecna, a jak. O dziwo gorzej było na obrzeżach i poza miastem, bo jak się okazało zapanowały wszędzie remonty, na przykład na Słupskiej, w Kiekrzu i Rokietnicy. Fragmentami trzeba było sobie zrobić spacerek. A w szczegółach: pojechałem z Dębca przez Górecką, Hetmańską, Przybyszewskiego, Jeżyce, Golęcin, Piątkowo, Obornicką, Suchy Las, Jelonek, Złotniki, Złotkowo, Sobotę, Bytkowo, Rokietnicę, Starzyny, Kiekrz, Słupską, Krzyżowniki, Przeźmierowo, Skórzewo, Junikowo, Plewiska i Świerczewo na Dębiec.
Średnia wyszła spoko jak na miejskie atrakcje. No ale to zasługa tego, o czym pisałem w dwóch pierwszych akapitach.
Lubię ten widoczek znad "eski":
No i znów byłem spóźniony :)
Jakiś dziwny znak pojawił się w Rokietnicy, kompletnie nie wiem o co chodzi :) 
A na poważnie - tam czekało mnie jedno z kilku butowań.
Tyle o jeździe. Przed zmrokiem jeszcze spacer po Dębinie, gdzie trafiłem na znajomych :) Zanim matka poznała, że to swoi, miała jakieś wąty, ale potem już wszystko w klimacie peace & love :) Fotki z komórki i w szarości, więc mocno średnie.





Lubię takie leniwe dni. Szkoda, że jest ich tak mało w roku. Praca powinna być zakazana :)
- DST 56.10km
- Czas 02:14
- VAVG 25.12km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 141m
- Aktywność Jazda na rowerze
Paskud
Sobota, 18 września 2021 · dodano: 18.09.2021 | Komentarze 11
Brrrr... Ale paskudnie się zrobiło.
Jeszcze niedawno w górach było całkiem przyjemnie - nie za gorąco, słonecznie, z niewielkim wiatrem. Teraz wszystko stanęło do góry nogami i zrobił się syf. Dzisiaj od rana padało, mocno wiało i było już tak bardziej listopadowo jeśli chodzi o temperaturę. W sumie ona mi nie przeszkadza, ale w połączeniu z pozostałymi dwoma czynnikami tworzy lekki odruch wymiotny :)
Wyjazd gdy tylko opady na chwilę odpuściły, czyli jakoś po dziewiątej. Miał być tylko glut, ale że deszcz wrócił dopiero pod sam koniec, to udało się zrobić pełen dystans, z przystankiem na przebranie się i ogarnięcie, bo sobota pracująca.
Finalnie trasa wyszła kombinowana i rzeźbiona na żywca: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Dąbrowa - Zakrzewo - serwisówki - Głuchowo - Komorniki - Plewiska - Poznań, a potem kurs do centrum.
Nie brałem aparatu, bo po co? W tej szarudze mógłbym sobie co najwyżej potestować jak skopać zdjęcie i sprzęt :) Za to uratowałem kolejnego ślimaczego samobójcę za Wysogotowem - aż się cofnąłem, bo jego kolega obok miał mniej szczęścia i ktoś z niego zrobił już placuszek. Ślimol w sumie wyglądał jakby chciał się ze mną dalej zabrać.

O tak brzydko było:
Trafiłem jeszcze na wyjazdowe posiedzenie rządu. Atmosfera wciąż parowała :)
Tyle atrakcji na dziś. Czeka mnie jeszcze tylko powrót z roboty w aurze póki co nie znanej.
- DST 56.70km
- Czas 02:02
- VAVG 27.89km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 17.0°C
- Podjazdy 172m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wyprawa krzyżowa
Piątek, 17 września 2021 · dodano: 17.09.2021 | Komentarze 8
Dzisiaj przynajmniej nie padało. Zawsze jakiś plus dzionka, który był brzydki, paskudny i wietrzny. Co widać po średniej.
Wyjazd poranny - jak zwykle. Trasa zachodnia - jak to najczęściej. Zrobiona stała pętelka: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Bez przygód, nawet bez gazeciarzy. Nuuuudyyy :)
Zwierzaków również nie było. Może prócz jednego krzyżaka, ale już takiego klasycznego, mieszkającego pod mostem w Trzcielinie. Niestety fotki już jakoś super wyraźnie nie wyszły, bo nie chciałem niszczyć pajęczyny, która była na pierwszym planie.

To pod tym mostkiem mieszka. Akurat wyjątkowo wyszło słońce.
Dystans zawiera dojazd do pracy (Czarnuchem). Trochę smuteczek, bo jeszcze niedawno wracałem "na jasno", teraz już zdecydowanie inne klimaty.






