Info
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Maj1 - 0
- 2026, Kwiecień30 - 49
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 62.60km
- Czas 02:20
- VAVG 26.83km/h
- VMAX 51.40km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 190m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wietrznoszosowanie
Sobota, 6 listopada 2021 · dodano: 06.11.2021 | Komentarze 16
Po dwóch dniach glutowania, do tego z ciężkim sprzętem pod tyłkiem, dzisiaj w końcu udało się wykonać prawilne pięć dyszek, do tego na szosie. Super.
Co nie oznacza, że było to łatwe i przyjemne. Wręcz przeciwne - było chłodno, a o wietrze lepiej nie wspominać, bo jeszcze mu szumi w uszach. Dość powiedzieć, że całą połowę drogi młynkowałem aż miło, bo inaczej się nie dało. Po nawrotce było ciut lepiej, ale też jakoś bez rewelacji, przez co średnia wyszła tragiczna.
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Obrodziło w zwierzaki. Sarenka...

...żurawie w Lisówkach...
...parka (!) myszołowów włochatych...
...i na deser kózki z Trzcielina.
Wizualnie najgorzej nie było. Na fotce nie wieje ;)
A ta pani tak dzielnie walczyła z podmuchami, że aż ją pozdrowiłem podczas wyprzedzania :)
Potem jeszcze dojazd do pracy, tym razem Czarnuchem, bo przez Dębinę. Gdzie o dziwo na sekundę wyszło słońce.
- DST 31.30km
- Czas 01:15
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 115m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut jabłkowy
Piątek, 5 listopada 2021 · dodano: 05.11.2021 | Komentarze 8
Wolny dzień. Czyli od rana lało.
Ale w sumie... dobrze. Bo po pierwsze musiałem odespać ostatnie dni, po drugie wciąż tak wiało, że jakoś chęci do wypadu brakowało.
Po trzecie jeszcze misja była do wykonania, czyli wizyta u kamieniarza. Po wczorajszej akcji-abstrakcji, czyli załatwianiu zaświadczenia z kościoła, że śp. teściowa była katoliczką (początkowo chciano mnie odesłać do parafii, gdzie w życiu nie była, bo co tam ponad sześćdziesiąt lat z czasów przed przeprowadzką wobec dwóch ostatnich z innego miejsca, ale się uparłem i mam. Osobiście informuję, że jakby co moja skromna osoba takich cyrków nie potrzebuje), było to wręcz banalne. Prócz tego, że aktualnie śmierć również zdrożała. Masakra. A i tak udało się uzyskać jakieś tam zniżki.
Gdy wracałem, lać przestało. Więc na Czarnucha i chociaż gluta wykonać. Zrobione, na trasie z Poznania przez Luboń, Wiry, Komorniki, Szreniawę, Rosnowo, Komorniki i Plewiska do domu. Dłuższego wypadu nie było okazji wykonać, bo zaczynało się ściemniać. I tu akurat zmiana czasu nie ma nic do rzeczy, bo godzinę wyjazdu wyznaczał deszcz.
Korzystając z okazji, że miałem plecak, a w nim aparatu brak, zawitałem do sklepiku z jabłkami. Na Kotowie, czy tam Fabianowie. Nigdy nie wiem :)

Dopiero teraz zauważyłem, że jakiś filtr mi się włączył i zjadło kawałek roweru :)
Wpadły jeszcze dwa spacery. Najpierw rano w deszczu, z którego Kropa jakoś skorzystać nie chciała, a już pod wieczór z nią. Poznańska Dębina w ciemnościach również wygląda godnie :)

- DST 31.30km
- Czas 01:15
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 8.0°C
- Podjazdy 82m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut deszczowo-dywanowy
Czwartek, 4 listopada 2021 · dodano: 04.11.2021 | Komentarze 10
Dzisiaj szybko, bo dzionek w pracy ciężki, tak jak i załatwianie dalszych formalności z gatunku tych średnio przyjemnych.
Pobudka przed... szóstą. Bo psu się chciało :) Dzięki temu miałem okazję przekonać się, że gdyby nie zmiana czasu, to o siódmej rano byłoby ciemno jak w czterech literach u... hmmm... Afropolaka :) Dlatego szanuję czas zimowy.
Potem zaczęło padać. Raz mocniej, raz słabiej, więc zdecydowałem się maks na gluta. I go nawet wykonałem na trasie: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna -Sypniewo - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Zdjęć nie robiłem za dużo z powodów wiadomych. Już jeden telefon utopiłem przecież niedawno deszczem.
Na Dębinie już bardziej kolorowo na ziemi niż na drzewach.

Oto dzisiejsze warunki:
No i kościół drewniany z poznańskich Krzesin. Drugi w Polsce w stylu norweskim jest jak wiadomo tylko w Karpaczu.
- DST 58.10km
- Czas 02:04
- VAVG 28.11km/h
- VMAX 51.30km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 158m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Po przerwie
Środa, 3 listopada 2021 · dodano: 03.11.2021 | Komentarze 10
Wczoraj sobie nie pojeździłem. Raz, że rano padało, więc jedynie zapodałem godzinkę na chomiku (30 km, średnia 30,5 km/h), a potem? Mimo że lać przestało to są sprawy nieważne oraz ważne, więc trzeba się było zająć tymi drugimi zamiast banałem typu rower.
Kilka godzin zajęło nam ogarnianie spraw w szpitalu (masakra, uzyskanie odpisu i odebranie rzeczy to niby prosta sprawa. Jednak nie w szpitalu HCP w Poznaniu, gdzie czuliśmy się jak u Kafki ganiając między piętrami. W końcu jednak się udało) oraz zakładzie pogrzebowym. Finalnie jednak większość rzeczy ogarnięta, pozostała masa bardziej przyziemnych.
Dzisiaj już wyjazd się odbył. Przed pracą, więc zaspany.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Zdjęcia szare i klasyczne:

Wypatrzyłem baaaaaardzo daleko na jedynym drzewie zarówno myszołowa...
...jak i kruka.
Jak widać zdjęcia tragiczne.
Dystans zawiera dojazd do pracy, a ja jeszcze doklejam ujęcia z Dębiny. Ujęty na sekundę przed zniknięciem deszczowy bąbelek...
...oraz łabędzi portret.
- DST 53.30km
- Czas 01:51
- VAVG 28.81km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 207m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Symbolicznie listopadowo...
Poniedziałek, 1 listopada 2021 · dodano: 01.11.2021 | Komentarze 10
Cóż... Do dzisiejszej jazdy serca nie miałem.
Wyjazd po prostu po to, żeby odświeżyć mózg.
Trasa w tę i z powrotem: z Dębca przez Las Dębiński, Minikowo,
Starołękę, Czapury, Wiórek, Sasinowo, Rogalinek, Rogalin i Świątniki do
Radzewic, gdzie nastąpiła jak zwykle nawrotka.
Nie jechało się źle. Pogoda zacna nad wyraz jak na dzień w kalendarzu.
Na Dębinie już chyba ostatni tak słoneczny poranek.
A w Radzewicach klasyka.
Pozytywem była przelatująca czapla biała.
Po południu jeszcze dalsza część zaplanowanej BS-owej integracji z chłopakami ze Śląska (tym razem bezprocentowej w mim przypadku). Panowie, miło było oprowadzić po Dębinie i cmentarzu, Kropa też zadowolona - polecam się :) Szkoda tylko, że głowa zajęta mało przyjemnymi sprawami, bowiem niestety po raz kolejny okazało się, że Święto Zmarłych ma wymiar nie tylko symboliczny, ale i realny. Nie chcąc rozwijać tematu - aktualnie mam do wydania trzynastoletniego, specyficznego kota, który musi znaleźć swój nowy dom do końca listopada. Jeśli ktoś zna jakieś miejsce, gdzie można mu takowy znaleźć, najlepiej w Poznaniu, będę wdzięczny za informację. My go wziąć nie możemy ze względu na psa, schronisko byłoby ostatecznością, więc trzeba szukać na zewnątrz. Do tego opiekunem musiałaby być kobieta, gdyż od jakiegoś czasu do mężczyzn ma jakieś "ale". Wiem, ciężki temat, ale może ktoś coś... :/
Jutro rowerowanie raczej się pewnie nie uda. Nie tylko przez planowane deszcze, ale i konieczność załatwienia masy urzędowych spraw.
- DST 56.20km
- Czas 01:59
- VAVG 28.34km/h
- VMAX 51.80km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 215m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Towarzyski spontan :)
Niedziela, 31 października 2021 · dodano: 31.10.2021 | Komentarze 12
Zupełnie niespodziewanie zrobił mi się towarzysko BS-owy weekend :)
Wczoraj wieczorem udało się spotkać na Dębinie z Marcinem (Lapec), jego kuzynem oraz kumplem ze Śląska - Łukaszem, którzy wracali do Poznania po długaśnym wypadzie po WPN-ie. Co prawda nie przy lampce wina (a jak już to przy puszce piwa), ale już przy tej rowerowej - owszem, spotkanie jak sądzę się udało. Miło było - dzięki, Panowie :)
Spać poszedłem dość późno, ale przecież czas się zmieniał na zimowy, więc w sumie bez tragedii. A tu psikus - rano obudził mnie sms od Kuby, czyli Bobiko. Z informacją, że właśnie jedzie pociągiem do Poznania i jakby co to można uskutecznić akcję, która miała odbyć się dobrych kilka tygodni temu, czyli oprowadzanie po Szachtach. Gdy ostatnio próbował... pękła po drodze opona. No i oczywiście z przeprosinami, że odzywa się tak późno.
Skoro spontan, to spontan - przyspieszyłem wstawanie, szybka kawka i kawałek żarcia, ogarnięcie siebie i psa, poszukanie ciuchów pasujących na poranną pogodę i do dzieła. Wstępnie ugadaliśmy się, że przejmę kolarza (w sumie to gravelarza) z Gniezna na Wartostradzie, co o mały włos nie doszłoby do skutku, bo najpierw się minęliśmy, nawet pozdrowiliśmy, kompletnie nie poznając. Jednak coś mnie tknęło, zawróciłem i zacząłem gonić postać przede mną. Gdy zobaczyłem lusterko, o które kiedyś pytałem, już wiedziałem, że podjąłem słuszną decyzję :)
Przywitaliśmy się w pędzie i do celu - myk, myk przez Dębiec i Świerczewo na Szachty - miejsce fajne, często u mnie obecne, ale nigdy za dużo. No i chyba się podobało :) Fotki:








Nawiedziliśmy też z zewnątrz dom gościnny właściciela cegielni - jak na moje majstersztyk architektoniczny z 1910 roku.
Drugim punktem wycieczki było wyprowadzenie kolegi przez Poznań na wschód. Wróciliśmy na Dębiec, następnie przez Las Dębiński, Starołękę, Minikowo, Głuszynę, Babki, Daszewice i Kamionki dotarliśmy bez przeszkód do Borówca, gdzie przy wahadle zostawiłem Kubę, wracając przez Szczodrzykowo, Głuszynę, Starołęcką i Las Dębiński do domu. Wiem, że Bobiko dotarł do celu, więc misja w pełni wykonana :) Miło się było w końcu poznać i wspólnie pokręcić - mam nadzieję, że wzajemnie :)
Aha, skorzystałem z okazji i zareklamowałem jeszcze kopalnio-żwirownię w okolicach Babek. Dzisiaj - jak co niedzielę - rządził tam motocross, więc było co pooglądać.



Kuba też się pobawił w zjazd. Jednak gravel ma swoje plusy :)

Fajny spontan wyszedł :)
- DST 51.10km
- Czas 01:47
- VAVG 28.65km/h
- VMAX 51.10km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 183m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Przedgrobbing
Sobota, 30 października 2021 · dodano: 30.10.2021 | Komentarze 11
Specjalnie zaplanowałem sobie wolną sobotę, żeby grobbing załatwić przed największym rzutem, który zapewne nadejdzie w niedzielę i poniedziałek. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo dzisiaj poznańskie cmentarze był względnie puste. Reszta rodziny zajęła się ogarnięciem mogił bardziej na południu Polski, więc temat dość sprawnie ogarnięty.
Rano oczywiście rowerowanie. Wciąż słonecznie, przyjemnie, ino kręcić.
Trasa wschodnia: Poznań - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Żerniki - Tulce - Krzyżowniki - Śródka - Szczodrzykowo - Dachowa - Robakowo - Gądki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Tak wyglądał poranek na Dębinie:

Za Sypniewem w oddali wypatrzyłem sarenki. A w sumie to domki z widokiem na nie :)

Zalew w Szczodrzykowie znów niestety nie zachwycił. "Jedynie" dwie czaple białe jedynie uchwycone z bardzo daleka.
Tyle. Jeszcze jutro ma być ładnie, a od poniedziałku zaczyna się kicha.
- DST 63.10km
- Czas 02:15
- VAVG 28.04km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 9.0°C
- Podjazdy 196m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
PoSUViście
Piątek, 29 października 2021 · dodano: 29.10.2021 | Komentarze 8
No i jeszcze jeden wypad przed pracą. W sumie to tych po pracy nie miewam, prócz oczywiście powrotu z niej, już w ciemnościach.
Rano był chłodek, ale w trakcie jazdy się ogarnął i wyluzował. Wiało tak sobie, niespecjalnie upierdliwie, choć z tendencją rosnącą.
Trasa dzisiaj wyjątkowo wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Babki - Daszewice - Kamionki - Borówiec - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Fotki minimalistyczne, zaspane :)


W Szczodrzykowie uciekła mi czapla. Ledwo co cyknąłem niewyraźne zdjęcia i już jej nie było.

Były również sarenki, ale daleko, do tego pochowane w trawie. Więc w sumie widać jedynie półdupki.
Aha, gazeciarz się trafił, a jak. W Borówcu, w białym SUV-ie. A jak wiadomo biały SUV to to samo co stuningowane stare BMW, tylko nowsze i bardziej wieśniackie :)
Aha 2 :) Na rondzie idącym przez Minikowo wymusiła pierwszeństwo baba w... białym SUV-ie. A jak wiadomo biały SUV... :)
Dystans zawiera dotarcie do roboty.
- DST 61.80km
- Czas 02:11
- VAVG 28.31km/h
- VMAX 52.10km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 155m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kruczoładnie :)
Czwartek, 28 października 2021 · dodano: 28.10.2021 | Komentarze 9
Dzisiaj mogłem być godzinę później niż zazwyczaj w pracy, więc wstawanie było wyjątkowo bezstresowe. Lubię to.
Wyjazd lekko po dziewiątej. Pogoda przepiękna jak na koniec października - słońce i trzynaście (!) stopni na plusie. Ino jeździć :)
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Nie spieszyłem się. Bo po co? :)
Wczoraj pisałem, że nie było gazeciarzy. Dziś już owszem - szczególnie jeden dostawczak na blachach z Wrześni postanowił przetestować moje zdolności wokalne poprzez wyprzedzanie na pełnej petardzie o milimetry ode mnie. Jeśli usłyszał to, co za nim poleciało, odbija mu się jeszcze do teraz. Żałowałem, że kawałek dalej nie rozpieprzył się na łuku, choć byłby wtedy jeden minus - zapewne ucierpiałoby przez to jakieś niewinne drzewo, a tego bym nie chciał.
O, a truchło gazeciarza chętnie zjadłyby kruki :) Dziś kilka spotkałem, a jednemu nawet spojrzałem w dziób.


Obok łaziły sobie młode szpaki.
Rowerówka jak zwykle z Trzcielina...
...a w Lisówkach wypatrzyłem myszołowa. To ta mała kropka gdzieś przed drzewami.

Potem jeszcze z właściwą Kropą na Dębinę...

...i rowerem do centrum. Widok na Stary Browar i Andersię jest jednym z moich ulubionych industrialnych.
- DST 61.80km
- Czas 02:11
- VAVG 28.31km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 168m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Śniadaniówka
Środa, 27 października 2021 · dodano: 27.10.2021 | Komentarze 7
Kolejny wypad poranny. Bez historii, a nawet bez gazeciarzy. Czyli nuda.
Trasa to niemal skopiowane i wklejone wczoraj, tylko lekko skrócone o Wiry, a wydłużone o dojazd na sam koniec Lisówek. Czyli: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Nie było już tak słonecznie jak wczoraj, ale w sumie w niczym to nie przeszkadzało - umiarkowane ciepło załatwiało sprawę. Wiało tak sobie, ale generalnie mogło być gorzej :)
Tak jak wspomniałem, Lisówki wpadły aż do krańca świata :)
W Dopiewie mam pewien rytuał i co jakiś czas kupuję zapas żywieniowy na zamknięte przejazdy kolejowe, a ostatnio też na wahadła. Po co tracić czas, skoro można przy okazji zeżreć śniadanie? :)
Z ptakami wciąż skromnie. Dziś tylko samotny potrzeszcz siedział na drutach w szarości.
Potem jeszcze dojazd do pracy, ale i chwila na Dębinie. Tam jesień wciąż maluje swoje dziwne i klimatyczne obrazy :)






