Info
Suma podjazdów to 791406 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Czerwiec27 - 55
- 2026, Maj31 - 74
- 2026, Kwiecień30 - 50
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 51.80km
- Czas 01:55
- VAVG 27.03km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 176m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Szosowanie plus
Niedziela, 2 stycznia 2022 · dodano: 02.01.2022 | Komentarze 17
Dzisiaj rano tak pięknie świeciło słońce, że odwróciłem zwyczajową kolejność - najpierw zafundowałem Kropie spacer, a dopiero potem sobie rower. Co prawda to drugie wykonałem ciut za późno, przez co złapał mnie deszcz i przez ostatnie dwadzieścia kilometrów kręciłem wśród zamiennie mniejszej lub większej ilości kropli, ale nie żałuję.
Spacer był całkiem spoko, udało się zaliczyć go jeszcze przed wysypem ludzi.
Rowerowanie też w sumie sympatyczne - mimo że wiało i mnie trochę zlało, to cieszę się z możliwości pokręcenia szosą, za czym już zdecydowanie tęskniłem. A i obrodziło w zwierzaki, o czym później.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Fotki. Zaczynam od klimatu dreptania po poznańskiej Dębinie...

No i te rowerowe. 

Najważniejszy news dnia: Trzcinka się odnalazła :) Porcja głaskania była obowiązkiem, choć chętnie bym się pojawił tam z kimś, kto w międzyczasie by jej obciął pazurki :)





Udało mi się też zaprzyjaźnić z konikami z Palędzia, które wczoraj uwieczniłem. Dzisiaj do mnie przyleciały, a jedna z klaczy nawet przyniosła mi zielsko :)





No i jeszcze master d/s oświetlenia - myszołów :)


Jutro same nieszczęścia - wracam do pracy, ma padać i wiać. Glut to maks, istnieje ryzyko, że nawet tego nie będzie.
- DST 51.70km
- Czas 02:04
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 47.70km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 186m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Jak zostałem foliarzem :)
Sobota, 1 stycznia 2022 · dodano: 01.01.2022 | Komentarze 18
Spokojnie, nie odbiło mi wraz z nowym rokiem :) Nie zacząłem wierzyć w spiski żydowsko-masońskie i w to, że po zaszczepieniu na Covid mogę sobie włączać Windowsa kliknięciem w ramię. A po prostu od rana na przemian padało i mżyło, więc - nauczony wieloletnim doświadczeniem - opakowałem sobie foliowymi woreczkami buty oraz... licznik. Bowiem jak wiadomo wodoszczelna Sigma jest taka tylko i wyłącznie w dni słoneczne oraz bezdeszczowe, a już kilka kropel potrafi zastopować jej działanie. Jednak jeśli zabezpieczy się czymś nieprzemakalnym komputerek i koszyczek, jest szansa, że będzie działał. Tak, wiem, abstrakcja :)
Trasa na rozpoczęcie kolejnych 365 dni z grubsza podobna do tej z wczoraj, czyli zachodnia: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Wyjazd dość późny, bo po jedenastej. Po co się spieszyć? Ważne, żeby w ogóle cokolwiek wykręcić.
Kilka razy mnie ostro zlało, były jednak i momenty bezdeszczowe. Tak typowo... jesiennie.
Fajnie, że udało się być dzisiaj w Lisówkach. 

Dokręciłem do ambony, na szczęście znów nie zastałem tam żadnej pijanej mendy z flintą.


O, tu ja jako tytułowy foliarz :)
No i znów okazja do zjedzenia rogalika - został mi z wczoraj.
Przez deszcz ze zwierzakami dziś skromnie. Jedynie uciekająca w oddali sarenka.
Za to w Palędziu zatrzymałem się na chwilę przy ciekawskich konikach.


Udało się pokręcić pierwszego stycznia - i to jest najważniejsze. Wiało, było mokro, ale pięć dych wpadło. Pralka też była zachwycona :)
Jeszcze krótko o zakończeniu roku. Częściowo filmowo, częściowo na łączach ze znajomymi, w sumie spoko. Mimo że Poznań w tym roku nie organizował imprezy miejskiej, oczywiście bezmózgi musiały napieprzać petardami w ilościach hurtowych. Kropa na szczęście miała tylko jeden mały kryzys polegający na schowaniu się pod łóżkiem, ale generalnie odbyła Sylwestra Marzeń, bo nie żałowaliśmy jej smakołyków :)
Na koniec kadr z Dębiny. Tym razem mało fajny - pływający Żubr na jednym ze stawów. Gnoja, który potrafi przynieść browara do lasu, ale już resztek po nim z niego nie wynieść, osobiście zaprzągłbym do czyszczenia wody na całym terenie. Najlepiej ryjem.
- DST 61.30km
- Czas 02:27
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 52.20km/h
- Temperatura 10.0°C
- Podjazdy 162m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Domknięcie roku
Piątek, 31 grudnia 2021 · dodano: 31.12.2021 | Komentarze 11
O dziwo udało się zakończyć rok nie tylko na rowerze, ale i z normalnym dystansem.
Kropiło, ale lekko. Za to wiało, wcale nielekko :) Mimo wszystko miałem taki głodek na pięć dych, że po prostu jechałem, olewając warunki.
Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Chciałem na koniec roku pogłaskać Trzcinkę, ale jej nie było tym razem. W ogóle mało zwierzaków dziś w Trzcielinie, być może gdzieś pochowały się na polach na myśl o debilach z petardami?
Za to zagłębiłem się trochę dalej w bagno. Muszę to samo zrobić wiosną.

Jak zwykle po drodze zjadłem rogala z Dopiewa. Dziś z motywem Elfa w tle :)
W Plewiskach aż się cofnąłem na ten widok:

Nie ma co, katolicyzm pełnym pyskiem...
Były też ptaki. Myszołów na szczycie, walczący z wiatrem...

...oraz czapla.

Reszta to dojazd i powrót z pracy - byłem tam całe... cztery godziny. W sumie to tyle można robić :)
W sumie udane pożegnanie z 2021 rokiem. Na podsumowanie przyjdzie czas, bo jeszcze muszę zliczyć dojazdy do pracy, które nie zawsze wpisywałem. Na pewno jednak nie dobiję do 20 tysięcy, bo nie miałem takiego zamiaru. Lepiej było kończyć bez ciśnienia :)
Sylwester w domu, zaproszenia były, ale jednak zdrowie psychiczne psa ważniejsze. No i nie ma co ryzykować.
Spokojnego i szczęśliwego 2022 roku życzę! :)
- DST 31.70km
- Czas 01:16
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 41.20km/h
- Temperatura 4.0°C
- Podjazdy 79m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut szopkowy
Czwartek, 30 grudnia 2021 · dodano: 30.12.2021 | Komentarze 7
Cóż... Glut. Kolejny glut. Pewnie jakbym się uparł, to byłoby pełne pięć dych, ale po co? No po co? :)
Na szczęście nie było już tak ślisko jak wczoraj - śnieg zniknął, za to pojawił się deszcz. Niezbyt silny, ale też demotywujący do jazdy.
Trasa przedpracowa, zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.
Rządziła mgła. Na tyle, że w sumie mógłbym włączyć tryb monochromatyczny w telefonie i wyszłoby na to samo co w normalnym. No dobra, trawa może jest bardziej zielona, jak w przypadku zmiany pracy :)
W Wirach natrafiłem na szopkę, którą do tej pory jakoś przeoczyłem. Nie jest zła - patrząc na niektóre koszmarki sakralne ta jeszcze trzyma jakiś poziom.
Zatrzymałem się jeszcze raz przy bałwanku, a w sumie to jego szczątkach. Spływaj w spokoju!
Do pracy spacerkiem, Dębiną. Malowniczą mimo mgły.
Jutro też pracuję, do tego też ma padać. Eh. Jak to ostatnio - się zobaczy co będzie i czy nie był to ostatni wyjazd w tym roku.
- DST 31.20km
- Czas 01:14
- VAVG 25.30km/h
- VMAX 41.10km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 101m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Śliski glut
Środa, 29 grudnia 2021 · dodano: 29.12.2021 | Komentarze 18
Biorąc pod uwagę to, jakie warunki pogodowe zawładnęły okolicami Poznania, dzisiejszy wyjazd uznaję za swój mały sukces :)
Od wczorajszego wieczora bowiem rządziły ostrzeżenia przed oblodzeniem. Jak się okazało, nie były przesadzone, bo gdzieś do ósmej rano wszędzie straszyła szklanka. Na szczęście potem temperatura przekroczyła magiczne zero, powoli zaczęło być lepiej i można było spróbować ruszyć. Z opcją powrotu jeśli jazda miałaby być groźna dla życia i zdrowia.
Jak się okazało, nie było źle. Tak jak sądziłem, główne drogi były z grubsza ładnie rozjeżdżone, na boczne nie patrzyłem. Po co się stresować? :)
Trasa prosta, w tę i z powrotem: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa i nawrotka.
Pożegnałem już na zaś bałwanka z Komornik :/ Odwiedzałem go ostatnio kilka razy, biorąc pod uwagę zapowiadane plusy, to jego ostatnie dni. Ale pewnie za rok się ładnie odrodzi :) Przy okazji okazało się, że jego twórczyniami były córki pani z warzywniaka, która akurat wyszła na fajkę i o tym powiedziała. Wyjaśniło się skąd marchewka i rzodkiewki.

O, taka szklanka była na osiedlowych ulicach:
Na szczęście drogi czarne.
Więcej nie wykręcałem, bo zaczęło kropić i nie chciałem ryzykować. A do pracy spacerek.
Od jutra deszcze. Jak nie... a, wiadomo co :)
Aha, jeszcze motywy z Dębiny, gdy mróz pięknie rządził.

- DST 31.40km
- Czas 01:15
- VAVG 25.12km/h
- VMAX 41.50km/h
- Temperatura -4.0°C
- Podjazdy 130m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut prawie upalny :)
Wtorek, 28 grudnia 2021 · dodano: 28.12.2021 | Komentarze 18
Szaleństwo temperaturowe - dzisiaj na termometrze całe minus cztery. Upał normalnie :)
Mimo wakacyjnych (na przykład na którymś z biegunów) warunków, dzisiaj tylko glut. Jednak stan dróg, a przede wszystkim wciąż solidny wiatr nie zachęcał do dłuższych wojaży.
Trasa południowa, dziś bez kombinowania: Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina, gdzie po nawrotce rozpocząłem powrót swoimi śladami.
Chyba się nie opaliłem za bardzo, ale jechało się jakoś tak przyjemniej niż ostatnio, przy minus dwunastu :)
Skoro Puszczykowo, to nie mogłem nie zrobić foty przy wjeździe w Puszczykowskie Góry. Małe bo małe, ale jak na Wielkopolskę w miarę malownicze.


Z dziką rozkoszą olałem debilny zakaz jazdy rowerem w Łęczycy. DDR-ka pełna śniegu, można szaleć. O dziwo ani jeden kierowca nie zaklaksonił.
Do pracy znów piechotką. Chciałem bowiem raz jeszcze zobaczyć śryż nad Wartą.
Od jutra zaczynają się deszcze i roztopy. Przy wartościach koło zera może być niebezpiecznie, więc z rozsądku być może odpuszczę kręcenie. Się zobaczy.
- DST 31.30km
- Czas 01:15
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 40.70km/h
- Temperatura -11.0°C
- Podjazdy 117m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut na jedenaście minus
Poniedziałek, 27 grudnia 2021 · dodano: 27.12.2021 | Komentarze 18
Śmiało mogę napisać, że cięższego wyjazdu niż ten dzisiejszy w tym roku - ba! przez kilka dobrych kilka lat - nie miałem. Srogo było :)
W nocy temperaturze podobno bliżej było minus dwudziestu niż minus dziesięciu. Nad ranem już trochę lepiej - gdy spojrzałem na termometr na dziesiątym kilometrze, było prawie minus dwanaście. Do tego doszedł paskudny, wschodni wiatr z Ukrainy, który odczuwalne doznania ustawił mi na jakieś minus sto :)
No ale jechać było trzeba, choćby na gluta. Więcej nie miałem zamiaru, aż tak źle ze mną nie jest.
Na początek postanowiłem sprawdzić stan przejazdu nad Wartą na Hetmańskiej. Zaskoczenia nie było - nawet nie dało się bezpiecznie wjechać na most Przemysła od strony Watostrady - lód, lód i jeszcze raz lód. Postanowiłem więc pojechać na zachód, mając w głowie powrót swoimi śladami pod masakrujące podmuchy, ale i tak było to bardziej rozsądne niż ślizgawica. Tym samym wykonałem kółeczko: Dębiec - Luboń - Komorniki - Rosnowo - Szreniawa, gdzie dokonałem nawrotki. 

Znajomy dzisiaj też w kasku :)
Dowód na srogi minus :)
Pod domem spojrzałem sobie w oczy w szybie - na powiekach miałem szron i lód...
Do pracy nie jechałem, tylko zrobiłem sobie spacerek Dębiną. Wciąż piękną w mrozie.
- DST 31.70km
- Czas 01:16
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 41.20km/h
- Temperatura -4.0°C
- Podjazdy 133m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut bałwankowo-luźny
Niedziela, 26 grudnia 2021 · dodano: 26.12.2021 | Komentarze 14
Dzisiaj już bez większych obowiązków, gdyż rodzinka zgodnie z założeniem zaplanowała wczesny wyjazd, żeby uniknąć popołudniowego tłoku. Ale też czas na odpoczynek, bo tego ostatnio brakowało.
Wciąż zimno - i to bardzo. W nocy minus kilkanaście, nad ranem "zaledwie" minus dziesięć. Po wczorajszym zamarzaniu podczas krótkiego wyjazdu nie miałem zamiaru robić sobie powtórki, więc nie było mowy o wyruszeniu skoro świt.
Najpierw spacer. Ale bez Kropy, bo ta się znów przeziębiła, bierze antybiotyki (codziennie pojawia się na zastrzyk u weterynarza, dzisiaj zresztą też, na szczęście to - odpukać - pomaga), czyli taki bardziej nastawiony na focenie. Wpadło kilka okazów ptasiej drobnicy, ale bardziej skupiłem się na pięknie Dębiny w zimowym wydaniu. O, tu na przykład mroźny wschód słońca:
Inne zdjęcia pewnie powklejam w kolejnych dniach.
Zmarzłem, więc do domu na śniadanie, ciepłą herbatę i takie tam przed rowerowaniem. Zgodnie z założeniem i brakiem chęci na dłuższą jazdę, w planach był jedynie glut. Co prawda już było cieplusio (minus pięć, a potem nawet minus cztery), ale nie ma co kopać się z koniem, jazda ma być przyjemnością, nie męką, tym bardziej, iż mimo wszystko sytuacja na szlakach idealna jeszcze nie była. Więc na luzie ruszyłem koło południa, pierwotnie chcąc jechać na wschód. Dębiną było to dość ryzykowne, bo lód, w związku z czym skierowałem się do przejazdu mostem Przemysła na Hetmańskiej. No ale niestety, tak jak z grubsza DDR-ki były czarne, tak na nim sytuacja wyglądała tak:
Zjechać na drogę nie miałem jak (barierki), coś mi się wydawało, że Starołęcka też będzie zasyfiona, wykonałem więc nawrotkę. Ale skorzystałem z okazji i uchwyciłem śryż na Warcie. 

Powrót na Dębiec, a potem - chcąc nie chcąc - Luboń. Już rozjechany - widocznie mieszkańcy zdążyli wyjechać z kibli gdzieś dalej :) Rozjechanym byłbym także ja, przez debila-kierowcę TransLubu, który wyprzedził mnie na gazetę na wiadukcie nad A2, ale jakoś przeżyłem. Ot, święta po lubońsku.
Potem Wiry i Komorniki, gdzie zrobiłem nawrotkę i wróciłem swoimi śladami. Nastąpiła ona przy bałwanku - zresztą nie omieszkałem dzisiaj z nim zrobić sobie selfiaczka. A co, mało jest ku temu okazji, można raz na jakiś czas nagiąć zasady :)

Spoko było. Bez ciśnienia, w słońcu, z marznącymi stopami... :)
Na koniec przydomowy gawron. 
Przy spojrzeniu oko w oko wygląda jak baribal :)
Tyle. Rowerem zaledwie 30+, za to piechotką wyszła ponad dycha. Jutro znów do roboty, mróz nie odpuszcza, więc maks glut. Jeśli w ogóle.
- DST 31.30km
- Czas 01:15
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 40.40km/h
- Temperatura -9.0°C
- Podjazdy 117m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut grubominusowy
Sobota, 25 grudnia 2021 · dodano: 25.12.2021 | Komentarze 15
Zgodnie z wczorajszymi zapowiedziami - dzisiaj poszaleć nie miałem zamiaru. No i nie poszalałem :)
Na rowerowanie miałem czas do godziny 10:30. W końcu wolne, święta, jakieś tam. A tymczasem na dworze przed dziewiąta... no cóż, upału nie było :) Najniższą temperaturą, jaką odnotowałęm było minus 9,8 stopnia. Potem już lepiej - zaledwie minus osiem :)
Do tego po wieczornych opadach drogi były sporym wyzwaniem. Drogi rowerowe kompletnie nieprzejezdne, więc oczywiście olałem, główne nawet ok, oczywiście prócz rond, zakrętów, bocznych i wiaduktów. A że wszystko to zaliczyłem, bywało wesoło :) O dziwo najgorsza sytuacja trafił się w Luboniu, czego się nie spodziewałem, bo przecież lubończycy to naród, który bez auta do kibla nie ruszy, a tymczasem ulice nierozjeżdżone. Na szczęście ruch mały, więc mogłem bezpiecznie jechać środkiem, mając gdzieś lód.
Trasa taka sama jak wczoraj, tylko odwrotnie: Poznań- Plewiska - Komorniki - Rosnowo - Szreniawa - Komorniki - Wiry - Luboń - Poznań.
O dziwo bez ekscesów - tylko jeden nadgorliwiec przed Luboniem mi zaklaksonił, bo pewnie według niego powinienem kręcić po lodzie, a nie po asfalcie.
Malowniczo było - to przyznam :)

W Poznaniu w końcu można było olać DDR-ki - jupi! :)
No i napotkany bałwan. Całkiem sympatyczny :)

Dowód na to, że z temperaturą nie ściemniałem :)
Potem jeszcze na chwilę na Dębinę, przed przyjazdem rodziny. Jak zwykle "mój" las rządził :)
- DST 31.30km
- Czas 01:15
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 41.60km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 106m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut wigilijny
Piątek, 24 grudnia 2021 · dodano: 24.12.2021 | Komentarze 12
Dzisiaj krótko, bo wiadomo co.
Generalnie cud, że w ogóle cokolwiek wykręciłem. Wczoraj wieczorem i w nocy bowiem Poznań zasypało konkretnie. Nad ranem nie było lepiej - doszła kolejna porcja białego gów... to znaczy puszku. Wybrałem się więc najpierw na spacer, żeby przewietrzyć czerep, łącząc to częściowo z wizytą z Kropą u weta.
Potem ogarnianie miliarda spraw związanych z przygotowaniem dzisiejszej kolacji. Rodzice zapowiadali się u nas na okolice piętnastej, więc czasu za dużo nie było. Ale i tak wykorzystałem pogodowe okienko i wykonałem tytułowego gluta.
Jechało się ciężko, nie tyle przez śnieg, ale śliskie pośniegowe błoto. To w ogóle była masakra, bo gazeciarze swoje, ale problem był również z tymi grzecznie i przepisowo wyprzedzającymi, bo robiąc to najeżdżali na breję znajdującą się na środku drogi, która lądowała na mnie. I tak źle, i tak niedobrze. A na Głogowskiej oczywiście zdarzył się kolejny, który uważał, że jedzie drogą szybkiego ruchu, a nie zwykłą wojewódzką - czyli jak wiadomo klakson poszedł w ruch, a w rewanżu moja morda. Oj, nie było świątecznie :)
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Konarzewo - Plewiska - Poznań.
Fotek dziś mało. Poranek na Dębinie...
...nocna sytuacja pogodowa na Dębcu...
...oraz brak widoku na WPN :)
Zwierzaków dziś brak, więc zaległy dzięcioł sprzed kilku dni. "Naprawdę? Tak podczas konsumpcji? Wstydu nie masz?" :)
Na noc zapowiadają srogie przymrozki, więc może być rano ślisko. Jeśli da się jechać, może wykonam gluta, ale sam nie wiem czy się uda. Do tego trzeba będzie pełnić kilka funkcji związanych z gościnnością, czyli może być różnie.
Dużo odpoczynku i wszystkiego co najlepsze życzę Wszystkim tu zaglądającym :)






