Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239570.05 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.49 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783546 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 32.60km
  • Czas 01:18
  • VAVG 25.08km/h
  • VMAX 50.07km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 153m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut wartostradowy

Poniedziałek, 6 grudnia 2021 · dodano: 06.12.2021 | Komentarze 20

Kolejne małe życiowe zwycięstwo. Pokręciłem dziś :)

Wszystko dzięki temu, że w w nocy już nie napadało. Czyli leżało jeszcze sporo białego syfu, jednak przeważnie na bocznych osiedlowych uliczkach - główne były czarne i przejezdne, tak samo jak większość asfaltowych dróg rowerowych w Poznaniu. I tylko tu, o czym za chwilę.

Dzisiaj normalny dzień pracowy, a że do dziewiątej zapowiadano lekką szklankę, założyłem wykonanie tylko gluta. W sumie na więcej nie miałem ochoty, czyli chyba normalnieję :)

Trasa północna, w tę i z powrotem: Dębiec - Wartostrada - Gdyńska - Koziegłowy - Czerwonak, tam nawrotka i powrót prawie dokładnie swoimi śladami.

Gdy zatrzymałem się jak zwykle przy Moście Jordana i Katedrze...
Most Jordana i poznańska katedra
...nagle "zaatakowali" mnie Mikołaje :)
Mikołaje biegną! :)
Wartostradę odśnieżono całkiem dokładnie. Pojawiały się pojedyncze placki lodu, ale nie stanowiły zagrożenia.
Wartostrada była dziś dobrze odśnieżona
Choć już ślepi takowe stanowić mogli :)
Czy ślepi nie boją się biegać w miejscach publicznych? :)
Po raz pierwszy miałem okazję przejechać się świeżo wyremontowanym odcinkiem - jest świetnie, prócz zjazdu z Mostu Przemysła, gdzie zalega błocko. Wielki szacun za brak wycinek, a nawet zrobienia czegoś więcej. Brawa dla miasta Poznań!
Szacun za pozostawienie drzewka na wyremontowanym odcinku Wartostrady
Pięknie przestało być w Koziegłowach, od jakiegoś czasu zwanych przeze mnie Kozidupami. I tak już pozostanie. Dokładnie w miejscu, gdzie się zaczynają, zaczyna się też kwintesencja żałości, jaką jest ta wiocha. Nie dość, że niedawno zbudowano tam debilną śmieszkę z kostki, jeszcze nie są w stanie jej utrzymać przejezdną zimą.
Koniec Poznania, początek Koziegłów, czyli zaczyna się syf
Śmieszka olana, oczywiście bez klaksonu się nie obyło
Oczywiście olałem i OCZYWIŚCIE nie obyło się bez klaksonu. I mojej reakcji, której cytował tu nie będę. Nie ma co, Koziedupy do idealny Luboń północy, nawet ludzie zachowują się podobnie kretyńsko.

Za to do położonego kawałeczek dalej Czerwonaka nie mam zastrzeżeń. Grzecznie utrzymują chodnik z dopuszczeniem, jak robią mural to nawet z klasą...
Mural z Powstania Wielkopolskiego w Czerwonaku
...no i przede wszystkim mają dziewięć procent wzniesienia na drodze w kierunku Dziewiczej Góry.
9% w górę, czyli jak na Wielkopolskę solidnie, Czerwonak
Na koniec jeszcze zimowa Warta.
Na moście Przemysła
Zimowa Warta w Poznaniu
I tyle. Myślę, że jak na relację z gluta i tak sporo udało mi się umieścić :) Do pracy zaś już rowerem nie jechałem.




  • DST 31.30km
  • Czas 01:15
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 50.20km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 106m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut zasypany

Niedziela, 5 grudnia 2021 · dodano: 05.12.2021 | Komentarze 10

No dobra. "Doczekałem się" na moment, gdy już nie było zaskoczenia, a rano za oknem pojawiło się to, co niestety pojawić się musiało - śnieg.

Nie powiem, żebym się jednak specjalnie zmartwił. W sumie jak już się gdzieś w tył łba przeniesie kwestie rowerowe, ładnie jest, jak już przysypie. Poza tym miałem nadzieję, że jednak uda się cokolwiek wykręcić. Podkreślam - nadzieję, nie pewność. Lepiej bowiem się zaskoczyć mile niż zmartwić.

Najpierw więc oczywiście psa na smycz i na Dębinę. Tak jak Kropa nienawidzi deszczu, tak samo wielbi biały puch, więc zachowywała się jak szczeniak. Radocha pełna. A i sam las prezentował się godnie, muszę przyznać. Oby jak najrzadziej :)
Zima w Lesie Dębińskim, Poznań
Kropka w wersji dosłownej :)
Radocha ze śniegu
Zimowy Staw Słoneczny, poznańska Dębina
Jakiś biały ten kijek :)
Poznańska Dębina zimą
Zima pełną gębą
No a podczas powrotu spojrzenie na stan DDR-ki przy Dolnej Wildzie i już wiedziałem, że trochę jednak pojeżdżę.
Ładnie odśnieżona DDR-ka na Dolnej Wildzie
Do domu na śniadanie, wytłumaczenie Żonie, że wbrew pozorom nie grozi to śmiercią kilka sekund po wyjeździe (jakoś się udało) i w drogę.

Trasa: Dębiec - Hetmańska - Starołęcka - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki, tam nawrotka i powrót swoimi śladami.

Tak jak na Dębcu i Wildzie drogi rowerowe pięknie odśnieżone, tak już Hetmańska kawałkami, a Starołęcka w całości były zasyfione. I bardzo dobrze, bo dzięki temu mogłem olać śmieszkę na tej drugiej. W sumie jak na moje lód i śnieg może tam leżeć przez cały rok, byle po tym czymś nie kręcić :) Tu porównanie: Starołęka i okolice (specjalnie wjechałem na sekundę)...
Syf na Starołęckiej. I bardzo dobrze, można było olać śmieszkę :)
Brzydka ulica, brzydka śmieszka, czyli Starołęcka
Hetmańska też średnio przejezdna
...oraz Dębiec. Wiadomo co lepsze :)
Dębiec rowerowo rządzi
No i jeszcze zimowy Windows...
Parkowanie pod Windowsem
Zimowy Windows XP :)
...oraz bałwan badmintonowiec :)
Bałwan badmingtonowiec :)
Co jutro? Nie wiadomo. Idę do pracy, więc oczekiwania na pogodę czasu nie będzie. Wszystko więc zależy od tego, co będzie o poranku.




  • DST 31.30km
  • Czas 01:15
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 51.00km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 121m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut ruletkowy

Sobota, 4 grudnia 2021 · dodano: 04.12.2021 | Komentarze 8

Ostatnio spojrzenie za okno chwilę po obudzeniu się przypomina rosyjską ruletkę. Pogodynki swoje, aura swoje, więc jedyną wiarygodną formą sprawdzenia czy na zewnątrz zagościł syf, jest wykonanie tego własnoocznie.

No i dzisiaj niestety ów syf był. W nocny napadało białego szajsu, nad ranem jeszcze prószyło, a do tego było ślisko, więc jedyne, co mi pozostało przed wyruszeniem do roboty (bo sobota niestety pracująca) to odczekanie. 

W końcu zdecydowałem się wyruszyć, ale oczywiście Czarnuchem, a z braku czasu już tylko na gluta. No i źle nie było, bo w końcu przestało mocno wiać, choć w zamian doszło błocko na ryju. Trasa krótkozachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komornik - Plewiska - Poznań.
Klasyczne miejsce tym razem w resztkach śniegu
Rower najlepszy na zimę
Potem jeszcze spacerek z psem i do roboty. Już w rowerowanie się nie bawiłem.

Ostatnio udało mi się uchwycić scenkę rodzajową na Dębinie. "Koleś, ty się nie popisuj, Batmana już mamy. Kolejkę zwolnij" :)




  • DST 56.20km
  • Czas 02:09
  • VAVG 26.14km/h
  • VMAX 50.90km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 199m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Znów pieskowo :)

Piątek, 3 grudnia 2021 · dodano: 03.12.2021 | Komentarze 13

Ostatni z pogodnych dni za mną. Od jutra zaczynają się deszcze, śniegi, lody i takie tam, więc całkiem możliwe, że za mną również ostatni wyjazd w najbliższym czasie. Oby nie.

Wypad zaspany, czyli przedpracowy. Coraz ciężej się zwlec na tyle wcześnie, żeby zdążyć do roboty na czas, ale o dziwo się udało. Choć łatwe to nie było, bo wciąż wiatr miażdżył koszmarnie, co widać po średniej. Na szosę to tragedia, ale naprawdę szybciej się nie dało, chyba że jest się cyborgiem. A ja póki co nie jestem.

Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Konarzewo -Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Znów było ładnie i słonecznie. W sumie ładnie to wygląda, gdy siedzi się w domu/pracy. W realu było ciut mniej komfortowo :)
Poranek na polach za Plewiskami
A w Trzcielinie... No cóż, czekał na mnie komitet powitalny :) Tak jak wczoraj dwa tamtejsze pieski zachowywały się dość nieśmiało, tak dziś aż wyleciały z gdzieś z podwórek jak mnie zobaczyły. No nie mogłem się nie zatrzymać :) Mały już zupełnie bez krępacji się łasił i kładł na plecach, a duży... głównie właził mi pod pachę :)
Flip i Flap :)
Przywitanie z wiejskimi pieskami :)
Dwa genialne psiaki
Rąsia podana! :)
W oczekiwaniu na głaskanko
Chyba już pełne zaufanie :)
Sfinksy dwa
Duet nierozłączony
Pies się... przytulił :)
Zadowolone pycho :)
Finalnie nawet mnie pychy odprowadziły :)
Pieski mnie odprowadzają
No i jeszcze udało mi się upatrzyć myszołowa. Najpierw obok niego przejechałem, spojrzałem w oczy, udawałem, że mam go gdzieś i myk, schowany za drzewem. Zanim mnie wyhaczył, udało się go jako tako od tylu uchwycić.
Myszołów w wersji tylnej
A gdy się zorientował... Hm. Przypadek? Nie sądzę :)
Reakcja myszołowa na to, że go podglądam :)
A potem tylko spojrzał z politowaniem :)
Zbliżenie na rozgniewanego już myszołowa
No i potem jeszcze dojazd do pracy. Już Czarnuchem.




  • DST 51.30km
  • Czas 02:03
  • VAVG 25.02km/h
  • VMAX 51.80km/h
  • Temperatura 4.0°C
  • Podjazdy 163m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wiosna!

Czwartek, 2 grudnia 2021 · dodano: 02.12.2021 | Komentarze 11

Dzisiaj nie padało. Ani deszczem, ani śniegiem. Super.

Ale nie, nie, różowo nie było. Wręcz przeciwnie - wiało tak, że nawet nie zamierzałem bawić się w jazdę szosą, z obawy przed zwianiem z drogi. Wybrałem Czarnucha i jak zwykle decyzja była słuszna, bo na wąskich kołach tylko bym się wkurzał. A tak spokojnie, szprycha za szprychą, robiłem swoje.

Pierwsza połowa drogi to istna mordęga. Było momenty, gdy ledwo przekraczałem kilkanaście kilometrów na godzinę. Za to powrót - bajka. Na prostej bez problemu udało mi się przekroczyć 50 km/h, i to na kołach 2,1 z solidnym bieżnikiem.

Trasa klasyczna, zachodnia: Poznań - Luboń - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

O takie piękne niebo było rano:
Wyjątkowo słoneczny wielkopolski poranek
Gdyby nie wiatr, taki grudzień byłby idealny
W Trzcielinie nie widziałem dzisiaj Trzcinki. Ale... miałem okazję pogłaskać dwa pieski :) To miejsce mnie rozwala, coraz bardziej czuję, że powinienem kupić tam jakiś wigwam na lato :) Mały czworonóg pierwotnie był nieufny, ale po chwili przyleciał większy, bardziej odważny i już razem dały się poczochrać. Mały na koniec jeszcze... obsikał mi koło. To chyba dobrze.
Nieśmiały piesek z Trzcielina
Ekipa obwąchująca :)
Kolejny głaskany czworonóg z Trzcielina :)
Pysio lekko jeszcze niepewne :)
Były również żurawie, kawałek dalej, w nieśmiertelnych Lisówkach.
Żurawie zerkające
Dziobiące żurawie
Oraz fajne stado sarenek, które bawiło się jak szczeniaczki. Na szczęście żadnego gnoja na nieodległej ambonie nie odnotowałem.
Stadko saren
Sarenki w biegu
Sarenkowa rodzinka
Do pracy dziś nie jechałem, bo wolne. Czyli cały dzień coś do roboty, łącznie z przekazaniem w końcu mieszkania wynajmowanego przez teściową. Mam nadzieję, że było to symboliczne zamknięcia smutnego miesiąca, jakim był listopad i tego, co w nim się wydarzało.

A na Dębinie dziś... wiosna :)
Grudniowa wiosna na poznańskiej Dębinie




  • DST 31.30km
  • Czas 01:15
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 140m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut deja vu

Środa, 1 grudnia 2021 · dodano: 01.12.2021 | Komentarze 6

Miałem małe deja vu z wczoraj. 

Najpierw poranne spojrzenie za okno i zdziwienie, że nie jest biało. Potem decyzja o wyjeździe, chwila zadowolenia, że w ogóle jadę, a potem szybka ewakuacja z powodu nagłych opadów śniegu.

Trasa nieskomplikowana, bo z grubsza w tę i z powrotem: z Dębca przez Las Dębiński, Minikowo, Starołękę, Czapury i Wiórek do Sasinowa, gdzie szybko się ewakuowałem.

Generalnie... o dziwo fajnie się bawiłem. Nawet wjechałem na chwilę do lasu, żeby pokręcić przez chwilę po tym białym szajsie.

Niestety mój dobry humor zepsuli debile w puszkach. Nie wiem co kieruje kretynami, którzy widzą jakie są warunki, a i tak pędzą grubo powyżej dopuszczalnej prędkości i wyprzedzają na chama na gazetę. A dzisiaj takich było nad wyraz sporo. Wyjątkowo więc z obawy przed nimi użyłem śmieszki na Starołęckiej, stwierdzając, że najwyżej zginę z powodu niedotlenienia podczas wspinaczki pod któryś z krawężników, ale nie dam satysfakcji z zabicia mnie przez Polaka za kółkiem.

Fotki. Nieskomplikowane, jak widać :) To dziwne białe to śnieg.
Śnieg!!!! :)
A tu jeszcze się nie zaczął zbierać.
Zaczęło lekko śnieżyć
Nad Wartą w Wiórku
Las wycięty, ostrzeżenie pozostało
Nawet Dębina zrobiła się lekko biała.
Zaśnieżony Las Dębiński
Tyle. Do pracy oczywiście rowerem nie pojechałem, za to zafundowałem sobie spacerek. A zwierzak na dziś to zamyślona bogatka, nie z dziś :)
Zamyślona bogatka
Aha, pierwszy water-test nowego telefonu zdany :)
Pierwszy poważny water-test telefonu zdany




  • DST 31.30km
  • Czas 01:15
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 50.70km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 119m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut okołośniegowy

Wtorek, 30 listopada 2021 · dodano: 30.11.2021 | Komentarze 9

No i znów będzie, że chomika nie szanuję... No dobra, nie szanuję :)

Spodziewałem się, że gdy spojrzę rano za okno, będzie tam biało. A tu niespodzianka - "tylko" mokro. Jak się później okazało, miałem po prostu szczęście, a sypać faktycznie zaczęło, jednak trochę później,

Ogarnąłem na szybko Czarnucha (w sumie nie tak szybko, bo jeszcze musiałem wymienić mocowanie licznika, gdyż wczoraj kabel się przerwał) i w drogę. Już po chwili wiedziałem, że więcej niż gluta nie wywalczę - po pierwsze było zimno, po drugie mokro, po trzecie zaczęło prószyć, a po czwarte i najważniejsze: nie chciało mi się :)

Tym samym wykonałem jedynie zachodnią krótką pętelkę: Poznań- Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.

Tu już śnieg był, ale go na fotce nie widać.
Widok na WPN ze śnieżkiem, którego na fotce nie widać
Z kolei już w Poznaniu owszem :)
Mało rowerowa pogoda
Na szczęście miałem na tyle rozsądku, żeby olać dojazd do pracy rowerem. Wybrałem spacerek przez Dębinę. A tam nie tylko ja byłem wściekły na to białe gówno padające na łeb, ale modraszka również :)
Modraszka wściekła na śnieg :)




  • DST 56.30km
  • Czas 02:15
  • VAVG 25.02km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 118m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Przedtoporowo

Poniedziałek, 29 listopada 2021 · dodano: 29.11.2021 | Komentarze 13

Śniegowa egzekucja została o jeden dzień odłożona, co mnie bardzo ucieszyło. Patrząc bowiem na prognozy na kolejne dni szanse na rowerowanie są nikłe, by nie rzec, że zerowe. Więc dziś udało się jeszcze uciec sprzed topora.

Wyjazd przedpracowy, w warunkach mokrych, ale bezpiecznych, do tego niestety wietrznych. Jednak podczas kręcenia Czarnuchem wkurza to minimalnie mniej niż na szosie.

Trasa północno-zachodnia: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Było zimno i paskudnie, ale dobrze, że było. O, tyle mogę napisać :)

Fotki skromne, bo szaro.Jezioro Lusowskie bez barw
Parkowanie nad Lusowkim
...wraz z kapslopeją :)
Zapity pień :)
Kapslopeja :)
Był jeszcze konik.
Koniki z Lusowa
No i niewyraźne żurawie w oddali.
Szare żurawie w oddali
No i potem frrrrruuu do pracy.

Na jutro zapowiada się chomik.




  • DST 53.30km
  • Czas 01:58
  • VAVG 27.10km/h
  • VMAX 51.30km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 206m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Sprzątanicznie

Niedziela, 28 listopada 2021 · dodano: 28.11.2021 | Komentarze 16

Aktywnego ("wolnego") weekendu ciąg dalszy. Ledwo żyję.

Dzisiaj niestety punktem dnia było ogarnianie mieszkania po teściowej. Wyszło jakieś siedem godzin wyrzucania gratów, wyniosłem też pewnie ze sto kilo ciuchów do kontenerów PCK. Masakra. Mam nadzieję, że ktoś z nich skorzysta.

Wcześniej jeszcze rower. O dziwo udało się szosą, bo śnieg raczył opóźnić swoje przyjście na poznański świat o kilka godzin. Dzięki temu miałem radochę kolarską, za którą - już wiem - będę długo tęsknił.

Trasa południowo-wschodnia, w tę i z powrotem: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek - Rogalin - Świątniki - Radzewice, gdzie jak zwykle nastąpiła nawrotka.

Nie jechało się źle, nie wiało mocno, ale się nie spieszyłem. Bo po co? Do sprzątania? Oj nie :)

Zatrzymałem się na chwilę przy punkcie widokowym na WPN w Wiórku. A tam miła niespodzianka: gągoł, tylko bardzo daleko i w szarości.
Punkt widokowy na WPN w Wiórku
Gągoł z boku. I z daleka :)
Tył gągoła w szarzyźnie
Z kolei w Porcie Radzewice towarzyszyły mi łabądki.
Port w Radzewicach tym razem z łąbędziami
Łabądki z Radzewic
Wczoraj odwiedziliśmy znajomych, a przy okazji i Heidi. Kolejny genialny czworonóg do głaskania :)
Kolejny czworonóg do głaskania - Heidi :)
Najbliższe dni zapewne będą bezrowerowe :/ Śnieg z deszczem i nocne przymrozki - to nie brzmi zachęcająco...




  • DST 53.60km
  • Czas 01:58
  • VAVG 27.25km/h
  • VMAX 52.80km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 201m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Mlecznie

Sobota, 27 listopada 2021 · dodano: 27.11.2021 | Komentarze 8

Zalatana sobota. Więc krótko.

Wyjazd rowerowy przed dziesiątą. Czekałem, aż mgły zejdą, ale nic z tego - ruszałem w pełnym mleku, a rozpogadzać zaczęło się dopiero pod sam koniec. W sumie nie było najgorzej, choć jechałem bardzo ostrożnie.

Trasa wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Gądki - Robakowo - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.

W końcu miałem okazję na spokojnie sfocić jedno z moich ulubionych drzew - tańczącego cyklopa przed Tulcami :)
Tańczący cyklop :)
Win XP dzisiaj mało klasyczny...
Zamglony Win XP :)
...a w Szczodrzykowie nawet nie musiałem wyciągać aparatu :) Ptactwo tym razem bez szans na uchwycenie.
Tym razem w Szczodrzykowie nie było sensu wyciągać aparatu
Na Dębinie i nad Wartą też średnio wyraźnie.
Poranek na Dębinie
Zamglona Warta na wysokości Dębiny
A tu moment, gdy zaczęło się przejaśniać.
Zaczęło się przejaśniać
Jeszcze sarenki w mleku...
Sarenki we mgle
...i tyle na dziś. Aha, jeszcze spostrzeżenie, że mgły są o tyle fajne, że nawet nie widać śmieszek. Głównie tych kostkowych :) Więc jak zwykle w Dachowej pełna olewka.

Zaraz jedziemy do znajomych, więc BS-a będę nadrabiał zapewne dopiero jutro.

PS. Jako że na jutro zapowiadają śniegi, a co za tym nie wiem, kiedy dodam kolejny wpis, info z dzisiejszego popołudnia. Bestia pojechała do nowego domu i proszę o trzymanie kciuków, żeby tam się zadomowiła. Jest opcja powrotu, ale to najgorsze, co się może zdarzyć. Oczywiście zapakowanie jej było wyczynem, jednak dałem radę. No i największy szok - chyba czuła, że będzie już miała (mam nadzieję) ze mną spokój, bo... nawet dała się pogłaskać na do widzenia :) Powodzenia, Micia, w nowym życiu!
Bestia dała się pogłaskać na do widzenia :)