Info
Suma podjazdów to 783452 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Kwiecień30 - 48
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 52.55km
- Czas 02:06
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 147m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Falująco
Piątek, 14 stycznia 2022 · dodano: 14.01.2022 | Komentarze 11
Jeden dzień wolnego. Cudowna sprawa, szczególnie w temacie wysypiania się.
Co do rowerowania... Hmm. Jakoś mi się nie spieszyło, szczególnie gdy zerkałem za okno, gdzie wiatr uporczywie chciał mi wepchnąć gałęzie do mieszkania. No ale w końcu trzeba było ruszyć.
Było ponuro, chwilowo deszczowo, no i - tak jak wspomniałem - wietrznie. Istna jesień. Taki listopad 2022, który przyszedł ciut wcześniej.
Trasa Czarnuchem, w wersji: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Walka z podmuchami to coś, czego wolałbym nie wspominać. Ale trafiło się małe szczęście - za Plewiskami przez jakieś trzy kilometry miałem okazję podpiąć się pod ciągnik, niestety skręcił i dupa. Jednak co skorzystałem, to moje :)
Miło nie wspominam za to debila-kierowcę autobusu numer 729, który w Zakrzewie wyprzedził mnie na "Gazetę Polską". Przepraszam pasażerów, że usłyszeli to, co usłyszeli z moich ust, ale morderców trzeba krótko komentować.
Warunki do jazdy widać najlepiej na Jeziorze Lusowskim. Rower nie odleciał :)


Jedynie przy kanałku ciszej i spokojniej.
Fale - jak zwykle - wciąż na mojej ulubionej drodze Lusówko - Lusowo :)
Ze zwierzakami skromnie. Stadko dzikich gęsi...
...oraz walczące z wiatrem: potrzeszcz...
...i trznadel.
Jutro znów do pracy :/
- DST 57.10km
- Czas 02:17
- VAVG 25.01km/h
- VMAX 42.80km/h
- Temperatura 2.0°C
- Podjazdy 194m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Szaroburość wróciła
Czwartek, 13 stycznia 2022 · dodano: 13.01.2022 | Komentarze 13
Dzisiaj w końcu klasyczne pięć dyszek udało się ogarnąć. A nawet więcej, bo dojazd do pracy podbił trochę dystans.
Zaczęła się odwilż, do tego połączona z lekką mżawką, ale za to większość dróg już bez lodu i ślizgawicy.
Za to - zgodnie z zapowiedzią - wrócił wiatr. A w sumie to coś na kształt huraganu. Łeb urywało konkretnie, a pomóc nie chciało za bardzo po nawrotce. Fuj.
Trasa polna, zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Nie napisałem, że było mgliście. No było :) Więc zdjęcia dziś tragiczne.


Tyle o rowerze. Jutro ma być gorzej, bo przyjdzie regularny deszcz :/
A na Dębinie odwilż i ślisko.
Na pamiątkę zimy fotki z ostatnich mroźnych dni tamże.

- DST 31.30km
- Czas 01:15
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 41.10km/h
- Temperatura -6.0°C
- Podjazdy 103m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Wciąż biały glut
Środa, 12 stycznia 2022 · dodano: 12.01.2022 | Komentarze 13
Dzisiaj co prawda upal (minus sześć, a nie siedem, jak wczoraj), ale jakoś nie miałem ochoty szaleć z dystansem. Jedynie przedpracowy glut, trzeba sobie dawkować przyjemności :)
Trasa południowa: Dębiec - Las Dębiński - Starołęcka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek, powrót swoimi śladami.
Wiatr już niestety zaczął dawać powoli o sobie znać. Jeszcze niezbyt upierdliwie, ale czuć, że niedługo będzie szalał.
Przygód nie było. Ot, typowy wyjazd z trzema parami skarpet na nogach, grubymi rękawicami i ubraniem na cebulę-giganta. Nic specjalnego :)
Słoneczko, choć już bardziej schowane, wciąż dodawało klimatu. Nawet na terenach po $%#@! wycince.


Zatrzymałem się na chwilę przy punkcie widokowym na WPN.


No i jak zwykle na Dębinie i nad Wartą. Śryż - jak widać - wrócił.

Jakoś na dziesiątym kilometrze Alert do mnie napisał, że mam się nie ruszać. Sorry koleś, za późno :)
Do pracy zrobiłem sobie spacerek. I trafił mi się bonus - spotkana na Wildzie pustułka, ewidentnie zmarznięta. Cieszyłem się, że mam przy sobie aparat.


Od jutra pogoda, która jest zagadką.
- DST 31.20km
- Czas 01:13
- VAVG 25.64km/h
- VMAX 42.00km/h
- Temperatura -6.0°C
- Podjazdy 116m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut na minus siedem
Wtorek, 11 stycznia 2022 · dodano: 11.01.2022 | Komentarze 11
Glut kolejny na klatę wzięty.
Nie, nie miałem dzisiaj ochoty na więcej. W kulminacyjnym momencie wyjazdu licznik pokazywał temperaturę minus siedem, a zamarzające stopy skutecznie zlikwidowały wyrzuty sumienia, że tylko krótki dystans. Zresztą tych wyrzutów wcale nie było :)
Wyjazd oczywiście poranny, na zachód, trochę odwrotnie niż zazwyczaj, czyli z Poznania przez Plewiska, Komorniki, Rosnowo, Szreniawę, znów Komorniki, Wiry i Luboń do Poznania.
Sama jazda nawet całkiem spoko, bo nie wiało. Genialna sprawa, szkoda że zdarza się tylko przy srogim mrozie.
Słońce znów dzisiaj rządziło.




Dowód na to, że upału nie było :)
Przy Szachtach ledwo dogoniłem pana, hmm, żula. Nieźle kręcił z wózeczkiem z tyłu. Zmarnowany talent :)
Zwierzaków nie było, więc w zamian kadr z Dębiny. Ta mała kropka to czapla, co widać na powiększeniu.

Do pracy rowerem nie jechałem.
- DST 31.30km
- Czas 01:15
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 42.20km/h
- Temperatura -4.0°C
- Podjazdy 113m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut wschodzący
Poniedziałek, 10 stycznia 2022 · dodano: 10.01.2022 | Komentarze 10
Zgodnie z założeniem - dzisiaj tylko glut.
Jazda w temperaturze minus czterech stopni przyjemnością jest bowiem średnią. To znaczy jakąś tam jest, byle nie za długo :)
Inną sprawą było moje niewyspanie - Kropie bowiem zamarzyło się wyjście za grubszą potrzebą o... 2:15 w nocy i nie dała się namówić do wersji, że jednak jej się nie chce. Wyspany więc zdecydowanie nie byłem.
Trasa z grubsza w tę i z powrotem: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko. Tam nawrotka.
Nauczony wczorajszym doświadczeniem, nie skręcałem w żadne boczne dróżki. Lodowisko to już miałem. Tylko na Dębinie małe ślizgi, ale po udeptanym, więc bezpiecznym śniegu.
Ale za to jak pięknie słońce wschodziło... Mniam.


Dębina rowerem zimą daje radę.

Tyle na dziś. Do pracy rowerem nie jechałem.
- DST 53.40km
- Czas 02:08
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 42.40km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 207m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Łyżworowerowanie
Niedziela, 9 stycznia 2022 · dodano: 09.01.2022 | Komentarze 12
Zimy ciąg dalszy. Niespecjalnie ostrej, ale czasem upierdliwej.
Dzisiejszy wyjazd nastąpił lekko po dziesiątej rano. Start przy temperaturze minus dwóch stopni, potem już lekko powyżej zera. Wiało ze wschodu, niespecjalnie mocno, tam więc skierowałem swoje koła. Dawno mnie w tych okolicach nie było, a po ostatnich opadach śniegu mogłem spodziewać się wszystkiego. I w sumie się nie zawiodłem :)
Trasa: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Odwiedziłem Windowsa :)


Bardziej płasko - i niestety cicho - było na stawach w Szczodrzykowie. Ptactwa brak.
Na poznańskiej Głuszynie jak zwykle klimatycznie.
Dębina śliska, ale do przejechania.
Gorzej było na kilku bocznych drogach - za Babkami...
...i na Krzesinach. Jak się okazało - technikę jako taką posiadam, bo obyło się bez gleby :)
Są też plusy takich warunków - na zadupiach znów można było olać niepotrzebne śmieszki.
Jeszcze spojrzenie na Wartę...
...i czas na zwierzaka. Dzisiaj myszołów włochaty - gość z Syberii, który podobnie jak pustułka zawisa w powietrzu w poszukiwaniu obiadu.


Po południu jeszcze wybiegania Kropy na Dębinie. Ludzi od cholery, trzeba było więc się kryć w dzikszych rejonach. Niestety przez to ze zdjęciami średnio, ale psa w locie jako tako ująć się udało :)
Od jutra powrót do roboty. Prognozy mówią o przymrozkach, więc zaczyna się sezon na gluty. Niestety.
- DST 52.10km
- Czas 02:05
- VAVG 25.01km/h
- VMAX 43.00km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 171m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zima wróciła
Sobota, 8 stycznia 2022 · dodano: 08.01.2022 | Komentarze 10
Dziś i wczoraj - dwa zupełnie inne światy.
Wczoraj piękne niebo, sucho, słońce, warunki na szosę.
Dzisiaj mokre drogi, śnieg, szosowanie nie wchodziło w grę, więc jazda Czarnuchem, do tego dopiero koło południa.
Rano za to znów spacer po Dębinie. Był lekki przymrozek, więc bez Kropy (po południu nadrobiła), bo ledwo ją wyleczyliśmy z przeziębienia, a codzienne wizyty u weterynarza po zastrzyk średnio mi się uśmiechały.
Nie ma co, ładnie było. Oto trzy z czterech dębińskich stawów w różnych ujęciach. Słońce wciąż to samo :)


Co do rowerowania to bez przygód. Trasa miała być inna, ale jakoś tak wyszło, że była taka sama jak wczoraj (Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice -
Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec -
Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań), tylko widoki zgoła odmienne.



Za Chomęcicami stan śmieszki znów idealny. Lubię to. Olewać :)
Zwierzaki się gdzieś pochowały. Prócz jednego, hehe :)


Aha, był też jeden kibic na trasie :)
Jak na zimowy dzień wyszło przyzwoicie - 50 plus na rowerze, spacerowo dycha.
- DST 52.80km
- Czas 01:59
- VAVG 26.62km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 204m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Najfajniejszy wypad roku :)
Piątek, 7 stycznia 2022 · dodano: 07.01.2022 | Komentarze 18
Wiem, wiem, rok 2022 ma zaledwie tydzień, ale biorąc pod uwagę bogactwo tego, co udało mi się dziś zobaczyć, ciężko będzie ten dzień przebić :)
Przede wszystkim dzisiaj w końcu nic nie musiałem. Wstać wcześnie, spieszyć, coś ogarniać. Nie odpocząłem przez święta, bo mieliśmy gości, Sylwester też był pracujący, za to dzisiaj pełen luz - wolny dzień bez planów.
Najpierw więc poranny spacer z Kropą. Dębina jak zwykle najpiękniejsza bez ludzi, czego w weekendy oczywiście mieć nie mogę.
Około południa za to na rower. Pogoda była jak na styczeń idealna: piękne słońce, drogi suche, choć jeszcze z fragmentami lodu na poboczach, na termometrze jeden stopień na plusie. Tylko wiatr dawał dać znać o sobie, ale że - jak wspomniałem - nigdzie się nie spieszyłem, to postanowiłem się nim nie przejmować. Średnia zimą nie istnieje, była tragiczna, pewnie bym mógł mieć ją ciut lepszą, ale trafiło się tyle przystanków, że... nie mogłem :)
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Miała być bardziej na południe, ale podmuchy były zmienne i wybrałem wersję sprawdzoną. Zdecydowanie nie żałuję.
Po korkowej traumie w Luboniu (fascynujące jest to, że tam prawie zawsze jest zator), moją mekką jak zwykle okazały się Lisówki i Trzcielin. Odcinek między nimi ma może dwa kilometry, a czułem się jakbym wygrał w zwierzęcej loterii :) Zacznę od smaczku nad smaczkami, czyli stada jeleni (z daleka sądziłem, że to "banalne" sarny, ale po przyjrzeniu się okazało się, iż miałem honor oglądać łanie i młodziaki właśnie tego gatunku). Przebiegły się między wsiami, w Trzcielinie grzecznie spojrzały na szosę, sprawdzając czy nic nie jedzie, i pognały w las. Cudowny widok.






Wspomniane sarenki były również, a owszem, kawałeczek dalej.
W oddali jeszcze żuraw i kruk...
...sam kruk, już bliżej...
...oraz dzierzba gąsiorek do kompletu :)
Widziałem też za Dopiewcem lisa, ale niestety w wersji już średnio żywej :/
A w samym Trzcielinie ktoś na mnie czekał :) No nie mogłem olać Trzcinki, w żadnym wypadku. Kij, że zmarzłem, pieszczoty się należały :)







Jak zwykle żal było odjeżdżać.
Aha, rower jeszcze trzeba obowiązkowo wkleić :)

Oraz... eee... kanapę. Luboń, nie ma się co dziwić :)
Jeszcze zachodzik...
...i można zakończyć ten wpis.
- DST 53.80km
- Czas 02:09
- VAVG 25.02km/h
- VMAX 51.90km/h
- Temperatura 1.0°C
- Podjazdy 171m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
W styczniu jak w garncu
Czwartek, 6 stycznia 2022 · dodano: 06.01.2022 | Komentarze 14
Zwariować można z tą pogodą. Marzec to czy styczeń? Oto jest pytanie.
Rano obudziło mnie słońce. Pięknie. Według czarnoksiężników z krainy pogodowych wróżb miało ono się utrzymać przez większość dnia, więc się nie spieszyłem i postanowiłem, że najpierw - łamiąc schemat - pójdę wybiegać psa. Gdy dotarłem na Dębinę nagle się zachmurzyło i zaczął... padać śnieg. Taki nieupierdliwy, ale jednak.
Nieco ponad godzinka dreptania i znalazłem się w domu. Zjadłem rodzinne późne śniadanie, poleniuchowałem i na rower. Dość późno, bo jakoś przed trzynastą. Jak nie ja :)
Poranne pomysły o zabraniu się szosą oczywiście poszły precz. Znów Czarnuch, który częściowo się sprawdził, bo znów mnie trochę - lekko, bo lekko, ale zawsze - obśnieżyło. Jednak w połowie drogi znów zrobiło się słonecznie. Oszaleć można. Fajnie jednak, że udało się trafić ze słońcem na moment idealny, czyli na chwilę nad Jeziorem Lusowskim. Jak zwykle pięknym i cichym. A inspiracją do fot była... butelka, którą ktoś postawił na kapslowym pieńku.

Oczywiście motywów rowerowych zabraknąć nie mogło.


Cała trasa to zachodnio-północny wariant: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Wiało przeokrutnie. I było zimno. No cóż, lekko nie mogło być.
Podczas powrotu, w tunelu pod Głogowską, natrafiłem na rezultat tego, co się dzieje, gdy uliczna poezja jest korygowana przez polskiego prymitywa.
Na szczęście chwilę później podziwiałem dla kontrastu taki zachód słońca:
Ze zwierzaków tylko sarenki kopalne :)
A na Dębinie byłem dziś dwukrotnie. Po południu rowerem...
...a rano na piechotę.
Od jutra wraca mróz :/
- DST 56.20km
- Czas 02:14
- VAVG 25.16km/h
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Zaskokowypad
Środa, 5 stycznia 2022 · dodano: 05.01.2022 | Komentarze 9
Znów wypad, którego w pełnej krasie być nie miało. A jest. Cuda.
Od rana lało. Najpierw deszcz, potem deszcz ze śniegiem. Nagle jednak przestało, a mi się udało ruszyć Czarnuchem. W założeniu na gluta, a podczas jazdy, gdy nie zostałem zaatakowany pogodowym końcem świata, w praktyce wyszło pięć dyszek.
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Dawno nie widziałem żurawi. No to dziś trafiły mi się cztery - cała rodzinka.



To moment, gdy stwierdziłem, że kręcę dalej.
W Trzcielinie nie spotkałem żadnego z "moich" zwierzaków, ale przy jednej z chałup widziałem nowego kotka, ewidentnie czyjegoś. Jeszcze nie udało mi się go namówić do współpracy, może kiedyś :)
Wielgachny klucz mi przeleciał nad głową. Tylko nie wiem czego, bo wysoko był. Stawiam na gęsi.
Potem jeszcze dojazd do pracy.






