Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239518.70 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.50 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783452 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 52.55km
  • Czas 02:06
  • VAVG 25.02km/h
  • VMAX 42.00km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 147m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Falująco

Piątek, 14 stycznia 2022 · dodano: 14.01.2022 | Komentarze 11

Jeden dzień wolnego. Cudowna sprawa, szczególnie w temacie wysypiania się.

Co do rowerowania... Hmm. Jakoś mi się nie spieszyło, szczególnie gdy zerkałem za okno, gdzie wiatr uporczywie chciał mi wepchnąć gałęzie do mieszkania. No ale w końcu trzeba było ruszyć.

Było ponuro, chwilowo deszczowo, no i - tak jak wspomniałem - wietrznie. Istna jesień. Taki listopad 2022, który przyszedł ciut wcześniej.

Trasa Czarnuchem, w wersji: Poznań - Plewiska - serwisówki - Zakrzewo - Sierosław - Lusówko - Lusowo - Batorowo - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Walka z podmuchami to coś, czego wolałbym nie wspominać. Ale trafiło się małe szczęście - za Plewiskami przez jakieś trzy kilometry miałem okazję podpiąć się pod ciągnik, niestety skręcił i dupa. Jednak co skorzystałem, to moje :)

Miło nie wspominam za to debila-kierowcę autobusu numer 729, który w Zakrzewie wyprzedził mnie na "Gazetę Polską". Przepraszam pasażerów, że usłyszeli to, co usłyszeli z moich ust, ale morderców trzeba krótko komentować.

Warunki do jazdy widać najlepiej na Jeziorze Lusowskim. Rower nie odleciał :)
Pomost na Jeziorze Lusowskim
Roweru cudem nie zwiało :)
Wzburzone fale Jeziora Lusowskiego
Jedynie przy kanałku ciszej i spokojniej.
Przy kanałku obok Jeziora Lusowskiego
Fale - jak zwykle - wciąż na mojej ulubionej drodze Lusówko - Lusowo :)
Falująca droga między Lusówkiem a Lusowem
Ze zwierzakami skromnie. Stadko dzikich gęsi...
Zmarznięte stadko gęsi
...oraz walczące z wiatrem: potrzeszcz...
Potrzeszcz walczący z wiatrem
...i trznadel.
Trznadel na drucie
Jutro znów do pracy :/




  • DST 57.10km
  • Czas 02:17
  • VAVG 25.01km/h
  • VMAX 42.80km/h
  • Temperatura 2.0°C
  • Podjazdy 194m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Szaroburość wróciła

Czwartek, 13 stycznia 2022 · dodano: 13.01.2022 | Komentarze 13

Dzisiaj w końcu klasyczne pięć dyszek udało się ogarnąć. A nawet więcej, bo dojazd do pracy podbił trochę dystans.

Zaczęła się odwilż, do tego połączona z lekką mżawką, ale za to większość dróg już bez lodu i ślizgawicy. 

Za to - zgodnie z zapowiedzią - wrócił wiatr. A w sumie to coś na kształt huraganu. Łeb urywało konkretnie, a pomóc nie chciało za bardzo po nawrotce. Fuj.

Trasa polna, zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Nie napisałem, że było mgliście. No było :) Więc zdjęcia dziś tragiczne.
Samotne drzewo we mgle
WPN dziś znów niewidoczny
Ledwo widoczne stado saren
Tyle o rowerze. Jutro ma być gorzej, bo przyjdzie regularny deszcz :/

A na Dębinie odwilż i ślisko.
Na Dębinie zaczęła się odwilż
Na pamiątkę zimy fotki z ostatnich mroźnych dni tamże.
Zimowy zachód na poznańskiej Dębinie
Pożegnanie śniegu na poznańskiej Dębinie




  • DST 31.30km
  • Czas 01:15
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 41.10km/h
  • Temperatura -6.0°C
  • Podjazdy 103m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Wciąż biały glut

Środa, 12 stycznia 2022 · dodano: 12.01.2022 | Komentarze 13

Dzisiaj co prawda upal (minus sześć, a nie siedem, jak wczoraj), ale jakoś nie miałem ochoty szaleć z dystansem. Jedynie przedpracowy glut, trzeba sobie dawkować przyjemności :)

Trasa południowa: Dębiec - Las Dębiński - Starołęcka - Czapury - Wiórek - Sasinowo - Rogalinek, powrót swoimi śladami.

Wiatr już niestety zaczął dawać powoli o sobie znać. Jeszcze niezbyt upierdliwie, ale czuć, że niedługo będzie szalał.

Przygód nie było. Ot, typowy wyjazd z trzema parami skarpet na nogach, grubymi rękawicami i ubraniem na cebulę-giganta. Nic specjalnego :)

Słoneczko, choć już bardziej schowane, wciąż dodawało klimatu. Nawet na terenach po $%#@! wycince.
Wschodzące słońce na powycinkowej pustyni
Arktyczny klimat w Rogalinku
Surowo, ale zacnie
Zatrzymałem się na chwilę przy punkcie widokowym na WPN.
Punkt widokowy w Wiórku zimą
Warta i WPN - widok na północ
Południowy widok na WPN i Wartę
No i jak zwykle na Dębinie i nad Wartą. Śryż - jak widać - wrócił.
Wciąż zamrożona Dębina
Śryż wrócił na Wartę
Jakoś na dziesiątym kilometrze Alert do mnie napisał, że mam się nie ruszać. Sorry koleś, za późno :)
Alert o tym, że mam się nie ruszać, Za późno :)
Do pracy zrobiłem sobie spacerek. I trafił mi się bonus - spotkana na Wildzie pustułka, ewidentnie zmarznięta. Cieszyłem się, że mam przy sobie aparat.
Zmarznięta pustułka na latarni
Poznańska pustułka :)
Pustułka mnie obserwuje
Od jutra pogoda, która jest zagadką.




  • DST 31.20km
  • Czas 01:13
  • VAVG 25.64km/h
  • VMAX 42.00km/h
  • Temperatura -6.0°C
  • Podjazdy 116m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut na minus siedem

Wtorek, 11 stycznia 2022 · dodano: 11.01.2022 | Komentarze 11

Glut kolejny na klatę wzięty.

Nie, nie miałem dzisiaj ochoty na więcej. W kulminacyjnym momencie wyjazdu licznik pokazywał temperaturę minus siedem, a zamarzające stopy skutecznie zlikwidowały wyrzuty sumienia, że tylko krótki dystans. Zresztą tych wyrzutów wcale nie było :)

Wyjazd oczywiście poranny, na zachód, trochę odwrotnie niż zazwyczaj, czyli z Poznania przez Plewiska, Komorniki, Rosnowo, Szreniawę, znów Komorniki, Wiry i Luboń do Poznania.

Sama jazda nawet całkiem spoko, bo nie wiało. Genialna sprawa, szkoda że zdarza się tylko przy srogim mrozie.

Słońce znów dzisiaj rządziło.
Podpoznańskie pola w bieli
Wschodzik przed Rosnowem
Srogo, acz pięknie
Wschód jak zwykle klimatyczny
Jednostronne drzewa za Komornikami
Dowód na to, że upału nie było :)
Minus siedem. Bywało gorzej :)
Przy Szachtach ledwo dogoniłem pana, hmm, żula. Nieźle kręcił z wózeczkiem z tyłu. Zmarnowany talent :)
Pan wózeczkowy całkiem ładnie kręcił
Zwierzaków nie było, więc w zamian kadr z Dębiny. Ta mała kropka to czapla, co widać na powiększeniu.
Pejzażyk z czaplą w tle
Czapla na lodzie
Do pracy rowerem nie jechałem.




  • DST 31.30km
  • Czas 01:15
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 42.20km/h
  • Temperatura -4.0°C
  • Podjazdy 113m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut wschodzący

Poniedziałek, 10 stycznia 2022 · dodano: 10.01.2022 | Komentarze 10

Zgodnie z założeniem - dzisiaj tylko glut. 

Jazda w temperaturze minus czterech stopni przyjemnością jest bowiem średnią. To znaczy jakąś tam jest, byle nie za długo :)

Inną sprawą było moje niewyspanie - Kropie bowiem zamarzyło się wyjście za grubszą potrzebą o... 2:15 w nocy i nie dała się namówić do wersji, że jednak jej się nie chce. Wyspany więc zdecydowanie nie byłem.

Trasa z grubsza w tę i z powrotem: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko. Tam nawrotka.

Nauczony wczorajszym doświadczeniem, nie skręcałem w żadne boczne dróżki. Lodowisko to już miałem. Tylko na Dębinie małe ślizgi, ale po udeptanym, więc bezpiecznym śniegu.

Ale za to jak pięknie słońce wschodziło... Mniam.
Wschodzące słońce, kładka nad Wartą
Droga na poznańską Głuszynę
Drzewa przy granicy Poznania
Dębina rowerem zimą daje radę.
Nad stawem na poznańskiej Dębinie
Las Dębiński w śniegu
Tyle na dziś. Do pracy rowerem nie jechałem.




  • DST 53.40km
  • Czas 02:08
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 42.40km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 207m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Łyżworowerowanie

Niedziela, 9 stycznia 2022 · dodano: 09.01.2022 | Komentarze 12

Zimy ciąg dalszy. Niespecjalnie ostrej, ale czasem upierdliwej.

Dzisiejszy wyjazd nastąpił lekko po dziesiątej rano. Start przy temperaturze minus dwóch stopni, potem już lekko powyżej zera. Wiało ze wschodu, niespecjalnie mocno, tam więc skierowałem swoje koła. Dawno mnie w tych okolicach nie było, a po ostatnich opadach śniegu mogłem spodziewać się wszystkiego. I w sumie się nie zawiodłem :)

Trasa: Dębiec - Las Dębiński - Minikowo - Starołęka - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Gądki - Robakowo - Dachowa - Szczodrzykowo - Śródka - Krzyżowniki - Tulce - Żerniki - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.

Odwiedziłem Windowsa :)
Zimowo na maksa
Zimowy Win XP :)
Zimowy prześwit
Bardziej płasko - i niestety cicho - było na stawach w Szczodrzykowie. Ptactwa brak.
Stawy w Szczodrzykowie dziś martwe
Na poznańskiej Głuszynie jak zwykle klimatycznie.
Moczary na poznańskiej Głuszynie
Dębina śliska, ale do przejechania.
Poranek na Dębinie
Gorzej było na kilku bocznych drogach - za Babkami...
Było wyzwanie :) Udało się bez gleby
...i na Krzesinach. Jak się okazało - technikę jako taką posiadam, bo obyło się bez gleby :)
Lodowisko na poznańskich Krzesinach
Są też plusy takich warunków - na zadupiach znów można było olać niepotrzebne śmieszki.
Znów idealne warunki do braku jazdy po nikomu niepotrzebnych śmieszkach :), Robakowo
Jeszcze spojrzenie na Wartę...
Mroźna poranna Warta w Poznaniu
...i czas na zwierzaka. Dzisiaj myszołów włochaty - gość z Syberii, który podobnie jak pustułka zawisa w powietrzu w poszukiwaniu obiadu.
Myszołów włochaty na podpoznańskim niebie
Myszołów włochaty zastygł w powietrzu
Podejście do lądowania myszołowa włochatego
Po południu jeszcze wybiegania Kropy na Dębinie. Ludzi od cholery, trzeba było więc się kryć w dzikszych rejonach. Niestety przez to ze zdjęciami średnio, ale psa w locie jako tako ująć się udało :)
W locie kijkowym :)
Od jutra powrót do roboty. Prognozy mówią o przymrozkach, więc zaczyna się sezon na gluty. Niestety.




  • DST 52.10km
  • Czas 02:05
  • VAVG 25.01km/h
  • VMAX 43.00km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 171m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zima wróciła

Sobota, 8 stycznia 2022 · dodano: 08.01.2022 | Komentarze 10

Dziś i wczoraj - dwa zupełnie inne światy.

Wczoraj piękne niebo, sucho, słońce, warunki na szosę.

Dzisiaj mokre drogi, śnieg, szosowanie nie wchodziło w grę, więc jazda Czarnuchem, do tego dopiero koło południa.

Rano za to znów spacer po Dębinie. Był lekki przymrozek, więc bez Kropy (po południu nadrobiła), bo ledwo ją wyleczyliśmy z przeziębienia, a codzienne wizyty u weterynarza po zastrzyk średnio mi się uśmiechały.

Nie ma co, ładnie było. Oto trzy z czterech dębińskich stawów w różnych ujęciach. Słońce wciąż to samo :)
Kolejny staw, tym razem Grundela, Dębina, Poznań
Staw Borusa, Dębina, Poznań
Staw Słoneczny, Dębina, Poznań
Co do rowerowania to bez przygód. Trasa miała być inna, ale jakoś tak wyszło, że była taka sama jak wczoraj (Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań), tylko widoki zgoła odmienne.
WPN-owski widok dzisiaj godny
Zabytkowy pałac w Konarzewie
Zorza niepolarna :)
Bagno w Trzcielinie znów zamarznięte
Za Chomęcicami stan śmieszki znów idealny. Lubię to. Olewać :)
Cudownie nieodśnieżona śmieszka do olania :), Chomęcice
Zwierzaki się gdzieś pochowały. Prócz jednego, hehe :)
Śnieg czy nie śnieg, przejechać nie da :)
Kolejne ugłaskiwanie kotka :)
Kotek pilnuje roweru
Aha, był też jeden kibic na trasie :)
Bałwan-rowerzysta
Jak na zimowy dzień wyszło przyzwoicie - 50 plus na rowerze, spacerowo dycha.




  • DST 52.80km
  • Czas 01:59
  • VAVG 26.62km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 204m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Najfajniejszy wypad roku :)

Piątek, 7 stycznia 2022 · dodano: 07.01.2022 | Komentarze 18

Wiem, wiem, rok 2022 ma zaledwie tydzień, ale biorąc pod uwagę bogactwo tego, co udało mi się dziś zobaczyć, ciężko będzie ten dzień przebić :)

Przede wszystkim dzisiaj w końcu nic nie musiałem. Wstać wcześnie, spieszyć, coś ogarniać. Nie odpocząłem przez święta, bo mieliśmy gości, Sylwester też był pracujący, za to dzisiaj pełen luz - wolny dzień bez planów.

Najpierw więc poranny spacer z Kropą. Dębina jak zwykle najpiękniejsza bez ludzi, czego w weekendy oczywiście mieć nie mogę.

Około południa za to na rower. Pogoda była jak na styczeń idealna: piękne słońce, drogi suche, choć jeszcze z fragmentami lodu na poboczach, na termometrze jeden stopień na plusie. Tylko wiatr dawał dać znać o sobie, ale że - jak wspomniałem - nigdzie się nie spieszyłem, to postanowiłem się nim nie przejmować. Średnia zimą nie istnieje, była tragiczna, pewnie bym mógł mieć ją ciut lepszą, ale trafiło się tyle przystanków, że... nie mogłem :)

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Miała być bardziej na południe, ale podmuchy były zmienne i wybrałem wersję sprawdzoną. Zdecydowanie nie żałuję.

Po korkowej traumie w Luboniu (fascynujące jest to, że tam prawie zawsze jest zator), moją mekką jak zwykle okazały się Lisówki i Trzcielin. Odcinek między nimi ma może dwa kilometry, a czułem się jakbym wygrał w zwierzęcej loterii :) Zacznę od smaczku nad smaczkami, czyli stada jeleni (z daleka sądziłem, że to "banalne" sarny, ale po przyjrzeniu się okazało się, iż miałem honor oglądać łanie i młodziaki właśnie tego gatunku). Przebiegły się między wsiami, w Trzcielinie grzecznie spojrzały na szosę, sprawdzając czy nic nie jedzie, i pognały w las. Cudowny widok.
Pędzące jelenie
Stado jeleni w pełnej krasie
Jelenie w terenie lekko zabudowanym :)
Jeleń i łania
Jelenie na tle gospodarstwa w Trzcielinie
Jelenie rozglądające się przed przejściem przez szosę :)
Jelenie już po drugiej stronie drogi
Wspomniane sarenki były również, a owszem, kawałeczek dalej.
Sarenki do dzisiejszego kompletu przyrodniczego
W oddali jeszcze żuraw i kruk...
Żuraw i kruk
...sam kruk, już bliżej...
Krzyczący kruk
...oraz dzierzba gąsiorek do kompletu :)
Dzierzba srokosz w styczniowym słońcu
Widziałem też za Dopiewcem lisa, ale niestety w wersji już średnio żywej :/

A w samym Trzcielinie ktoś na mnie czekał :) No nie mogłem olać Trzcinki, w żadnym wypadku. Kij, że zmarzłem, pieszczoty się należały :)
Nadchodzi bestyjka :)
No tak, kotek znów mnie znalazł :)
Pieszczoch na maksa
Dumny użytkownik rowerzysty :)
Pazurkowe selfie
Ktoś tu chyba zasypia :)
No i śpi :)
Naprawdę musisz jechać?
Jak zwykle żal było odjeżdżać.

Aha, rower jeszcze trzeba obowiązkowo wkleić :)
Słonecznie w Rosnowie
Zabawa światełkiem
Oraz... eee... kanapę. Luboń, nie ma się co dziwić :)
Komuś szafę przewieźć? :)
Jeszcze zachodzik...
Zachód słońca w Poznaniu
...i można zakończyć ten wpis.




  • DST 53.80km
  • Czas 02:09
  • VAVG 25.02km/h
  • VMAX 51.90km/h
  • Temperatura 1.0°C
  • Podjazdy 171m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

W styczniu jak w garncu

Czwartek, 6 stycznia 2022 · dodano: 06.01.2022 | Komentarze 14

Zwariować można z tą pogodą. Marzec to czy styczeń? Oto jest pytanie.

Rano obudziło mnie słońce. Pięknie. Według czarnoksiężników z krainy pogodowych wróżb miało ono się utrzymać przez większość dnia, więc się nie spieszyłem i postanowiłem, że najpierw - łamiąc schemat - pójdę wybiegać psa. Gdy dotarłem na Dębinę nagle się zachmurzyło i zaczął... padać śnieg. Taki nieupierdliwy, ale jednak.

Nieco ponad godzinka dreptania i znalazłem się w domu. Zjadłem rodzinne późne śniadanie, poleniuchowałem i na rower. Dość późno, bo jakoś przed trzynastą. Jak nie ja :)

Poranne pomysły o zabraniu się szosą oczywiście poszły precz. Znów Czarnuch, który częściowo się sprawdził, bo znów mnie trochę - lekko, bo lekko, ale zawsze - obśnieżyło. Jednak w połowie drogi znów zrobiło się słonecznie. Oszaleć można. Fajnie jednak, że udało się trafić ze słońcem na moment idealny, czyli na chwilę nad Jeziorem Lusowskim. Jak zwykle pięknym i cichym. A inspiracją do fot była... butelka, którą ktoś postawił na kapslowym pieńku.
Śmiecioartyzm? :)
Kapslowo-butelkowy pieniek w Lusowie
Oczywiście motywów rowerowych zabraknąć nie mogło.
Słoneczne Jezioro Lusowskie
Sekunda na zrobienie foty, żeby wiatr nie utopił roweru
Przy pomoście w Lusowie
Cała trasa to zachodnio-północny wariant: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Wiało przeokrutnie. I było zimno. No cóż, lekko nie mogło być.

Podczas powrotu, w tunelu pod Głogowską, natrafiłem na rezultat tego, co się dzieje, gdy uliczna poezja jest korygowana przez polskiego prymitywa.
Gdy poezja natrafia na polskiego prymitywa
Na szczęście chwilę później podziwiałem dla kontrastu taki zachód słońca:
Zachód słońca w Poznaniu
Ze zwierzaków tylko sarenki kopalne :)
Sarenki kopalne :)
A na Dębinie byłem dziś dwukrotnie. Po południu rowerem...
Zachód słońca na poznańskiej Dębinie
...a rano na piechotę.
Jesienio-zima na poznańskiej Dębinie
Od jutra wraca mróz :/




  • DST 56.20km
  • Czas 02:14
  • VAVG 25.16km/h
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Zaskokowypad

Środa, 5 stycznia 2022 · dodano: 05.01.2022 | Komentarze 9

Znów wypad, którego w pełnej krasie być nie miało. A jest. Cuda.

Od rana lało. Najpierw deszcz, potem deszcz ze śniegiem. Nagle jednak przestało, a mi się udało ruszyć Czarnuchem. W założeniu na gluta, a podczas jazdy, gdy nie zostałem zaatakowany pogodowym końcem świata, w praktyce wyszło pięć dyszek.

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Dawno nie widziałem żurawi. No to dziś trafiły mi się cztery - cała rodzinka.
Spacerujące żurawie
Żurawie trio
Idę albo nie idę! :)
Rodzice z młodymi
To moment, gdy stwierdziłem, że kręcę dalej.
Zaczęło się przejaśniać
W Trzcielinie nie spotkałem żadnego z "moich" zwierzaków, ale przy jednej z chałup widziałem nowego kotka, ewidentnie czyjegoś. Jeszcze nie udało mi się go namówić do współpracy, może kiedyś :)
Kotek, którego jeszcze nie oswoiłem :) Pewnie kwestia kilku prób
Wielgachny klucz mi przeleciał nad głową. Tylko nie wiem czego, bo wysoko był. Stawiam na gęsi.
Klucz gęsi (prawdopodobnie)
Potem jeszcze dojazd do pracy.