Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi Trollking z miasteczka Poznań. Mam przejechane 239518.70 kilometrów w tym 4.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 27.50 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 783452 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl


Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Trollking.bikestats.pl

Archiwum bloga

Odjazdowo

Czwartek, 14 kwietnia 2022 · dodano: 14.04.2022 | Komentarze 14

Chyba – odpukać – powoli zaczynam wygrywać z choróbskiem. Szkoda, że dopiero pod sam koniec pobytu w górach. Blietzkrieg lekarstwami i innymi specyfikami powoli zaczyna odnosić skutki i rano nie miałem już gorączki, tylko wciąż mega katar i upierdliwy kaszel. Z tym już da się jakoś żyć.

Pozostało jeszcze osłabienie, ale do niego już się przyzwyczaiłem przez ostatnie dni. Może dzięki temu nauczę się wolno jeździć, bo to trudna sztuka :)

Dzisiejszy wypad był ostatnim z cyklu górskiego, więc cieszyłem się, że wiatr skierował mnie ponownie w Rudawy, bo je lubię najbardziej. Wykonałem pętlę: Jelenia Góra – Łomnica – Wojanów – Bobrów – Trzcińsko – Janowice Wielki – Trzcińsko – Przełęcz Karpnicka – Karpniki – Krogulec – Bukowiec – Kostrzyca – Ścięgny – Miłków – Sosnówka – Staniszów – Jelenia Góra.

W Sosnówce przypomniała mi się ulubiona atrakcja – gazeciarz. W związku z czym wróciła do łask standardowa wiązanka. Poza tym atrakcji brak :)

Fotki dzisiaj będą bardziej nawodnione :)
Rudawy w Bobrowie
Nad mostkiem w Bobrowie
Spokojny jak nigdy Bóbr
Rzeka Bóbr na wysokości Trzcińska
Po amerykańsku w Trzcińsku
Most kolejowy w Janowicach WielkichSokoliki wciąż stoją tam, gdzie stały :)
Pełen widok na Sokoliki
Sokoliki w pełnej krasie
Sam szczyt Sokolików
Niestety pod nimi również zaczyna kwitnąć patodeweloperka :/
Widok z Przełęczy Karpnickiej. Patodeweloperka gratis
W Sosnówce pojawił się nowy, fajny przystanek, nawiązujący do istniejącego obok Zamku Henryka.
Przystanek
Bok przystanku księciunia :)
A Śnieżka? Też wciąż stoi :)
Ostatnia już karkonoska panorama
Dawid i Goliat
Śnieżka - ostatnie zerknięcie
Aha, uratowałem ropuchę-gapę, wygrzewającą się na samym środku drogi. Jakaś mega zachwycona przenosinami nie była, ale to lepsze niż perspektywa zostania placuszkiem. Tak sądzę :)
Ropucha górska ;)
Wygrzewająca się ropucha
Ropucha po przeniesieniu w bezpieczne miejsce
Tyle z gór. BS-a nadrobię pewnie wieczorem, jak przyjadę do domu.




Pięć rudawskich dych

Środa, 13 kwietnia 2022 · dodano: 13.04.2022 | Komentarze 11

Dzisiejszy dzionek był jedną wielką zagadką. Nawet udało mi się w miarę wyspać, nad ranem temperatura była tylko lekko powyżej trzydziestej siódmej kreski, ale męczył mnie katar. Nie spieszyłem się więc w wyjazdem.

W końcu ruszyłem lekko przed południem. Było ciepło, co jest niby fajne, ale bałem się przegrzania, bo to na pewno by nie pomogło w walce z choróbskiem. Aha, wiatr miał być slaby, a i tak mnie wymęczył na bardziej otwartych przestrzeniach.

Plan był taki, że robię gluta i decyduję co dalej. Co za czasy nadeszły - ostatnio takie dylematy miałem zimą, gdy kręciłem przy minus jedenastu, a nie plus piętnastu... :)

Pierwsza część to moje ukochane Rudawy, czyli trasa z Jeleniej przez Radomierz, Janowice Wielkie, Trzcińsko, Bobrów i Wojanów do Dąbrowicy, gdzie postanowiłem, że jadę dalej. Potem żałowałem, bo siły zaczęły mi się szybko kończyć, musiałem się zatrzymywać na wysmarkanie i picie. Jednak jakoś udało mi się wymęczyć te pięć dych, dokręcając przez Łomnicę, Mysłakowice i trasę z Karpacza do Jeleniej.

No dobra, fotki. Jak Rudawy, to muszą być cycuchy :)
Symbol Rudaw i Śnieżka
Szczyty Rudaw i Karkonoszy
Na tle Rudaw
Chwila pod Sokolikami
Spojrzenie na Sokoliki
Nie mogło też zabraknąć jednego z ostatnich spojrzeń na Śnieżkę.
Jedno z ostatnich spojrzeń na Śnieżkę
Jak zwykle w Janowicach pogłaskałem trolla :)
Znajomy troll z Janowic :)
Na Bobrze spotkałem parkę nurogęsi. Nie mogłem nie sfocić.
Nurogęsi na Bobrze
Spokojny samiec nurogęsi i wrzeszcząca samica
W Dąbrowicy zaskoczył mnie... brak mostu. No dobra, widziałem znaki zakazu, ale aż tego się nie spodziewałem.
Ups, most mi skasowali... Ale że co, że nie przejdę? :)
Ale że co, że nie przejdę? :) Przeszedłem, a nawet pomogłem jeszcze jednemu rowerzyście, też zaskoczonemu.
Przeszedłem :)
No i jeszcze historyczny motyw z Łomnicy - zachowane niemieckie napisy na budynku młyna. Miło, że ktoś je zostawił.
Budynek po niemieckim młynie
Pozostawiony niemiecki napis na młynie
Po fakcie stwierdzam, że trochę przesadziłem, bo pod koniec leciałem już na oparach. Pięć dych fajnie zrobić, ale jednak glut bardziej pasuje do... smarkania i lekkiego gorączkowania. Po powrocie musiałem odleżeć swoje. Jutro - jeśli w ogóle pojadę - pewnie skrócę dystans.




Glut górsko-zdychający

Wtorek, 12 kwietnia 2022 · dodano: 12.04.2022 | Komentarze 9

No niestety - choróbsko dzisiaj ze mną wygrało. W nocy pojawiły się dreszcze, nad ranem miałem temperaturę między 37 a 38 stopni, no i najważniejsze - przyszło mega osłabienie.

Poranek spędziłem w łóżku, nie za bardzo mając ochotę wstawać. Potem zrobiłem kontrolną rundkę (zaledwie 3 kilometry) w celu załatwienia pewnej sprawy i już wiedziałem, że nic ze mnie tego dnia nie będzie. Wróciłem do domu i poszedłem spać. Normalnie urlop roku.

Dostałem sporą ilość specyfików, przez co czułem się jak tablica Mendelejewa. Jednak postawiło mnie to na nogi na tyle, żeby wyjść chociaż na gluta. Bo pogoda - jak na złość - była aż zbyt piękna. Nie mogłem sobie darować, a jak wiadomo - co nas nie zabije, to wzmocni.

Oj, ciężki to był wyjazd. Sił nie miałem na nic, a po drodze musiałem się zatrzymywać wiele razy, żeby odsapnąć i ochłonąć, żeby się nie spocić. Czułem się jak stary dziad, a nie regularnie jeżdżący rowerzysta :)

Trasa nieskomplikowana: Jelenia Góra - Łomnica - Mysłakowice - Miłków - Ścięgny - Karpacz - Miłków - Mysłakowice - Łomnica - Jelenia Góra.

Kilka zdjęć zrobiłem, ale jedynie symbolicznie, żeby nie było łyso.
Panorama Karkonoszy
Śnieżka w pełnej krasie
Szczyt Śnieżki
Na DDR-ce na końcu Jeleniej Góry
Zawijasy na trasie do Karpacza
Jajo z Karpacza
Tyle na dziś. Wpis dodany, pewnie nie nadrobię dzisiaj zaległości BS-owych, bo czas spać. Normalnie jak emeryt.

Co będzie jutro? Zobaczę jak się będę czuł. Dzisiaj przyjemność z jazdy była marna, nie mówiąc o średniej. Być może trzeba będzie sobie zrobić pauzę, szkoda że akurat podczas pobytu w górach...




Górski zasmarkaniec

Poniedziałek, 11 kwietnia 2022 · dodano: 11.04.2022 | Komentarze 15

Wczoraj wieczorem zawitałem w Jeleniej Górze. Specjalnie przyjechałem na krótko przed świętami, które oczywiście mam gdzieś, żeby między innymi uniknąć tłumów i trochę pokręcić po górkach, jednocześnie mając do załatwienia kilka spraw pomocowych.

Wszystko fajnie, ale w sobotę, gdy szedłem do pracy, trafiła mnie ulewa, i to taka, że przemokłem w kilka sekund, do tego stopnia, iż musiałem się cofnąć do domu przebrać ciuchy. Zrobiłem błąd - nie wziąłem żadnego specyfiku zapobiegawczo. No i w niedzielę rano już czułem, że bierze się za mnie przeziębienie. Początkowo tylko katar, ale potem pojawił się kaszel. Całe szczęście, że rząd po raz kolejny wygrał ostatecznie z covidem, bo bym się martwił :) W sumie symptomy pokrewne żadne, ale zrobiłbym pewnie test na wszelki wypadek, jednak już nie ma darmowych bez skierowania, a na wizyty u lekarza nie miałem czasu. Poinformowałem jeleniogórzan jak wygląda sytuacja, obaw nie było, więc pojechałem.

Pogoda miała być piękna od poniedziałku - słońce, ciepełko, takie tam. Jak zwykle okazało się, że wróżbiarzom fusy się pomyliły. Dzisiaj od rana chmury, mocny wiatr z zachodu oraz umiarkowana temperatura. Średnio jak na mój stan zdrowia. Ale co - ja nie pojadę? :)

Obiecałem sobie, że przemęczać się nie będę. Zero ciśnięcia, żeby niepotrzebnie się nie pocić, typowa jazda emerycka nastawiona na focenie. Olałem nawet średnią, co rzadko mi się zdarza. Raz na jakiś czas można.

Trasa to "misja oscypek": Jelenia Góra - Cieplice - Wojcieszyce - Piechowice - Szklarska Poręba Dolna - Szklarska Poręba Średnia - Szklarska Poręba Górna - Piechowice - Jelenia Góra Sobieszów - Zachełmie - Podgórzyn - Cieplice - centrum.

No to jedziemy :)
Chwilowe przejaśnienie na Trasie Czeskiej
Najpierw odwiedziłem starych znajomych - nazgule i mamuta.
Dobrzy znajomi - nazgule i mamut, Wojcieszyce
Przejaśnień było jak na lekarstwo. Śnieżne Kotły wyglądały jak kocioł czarownicy.
Panorama lekko zatrważająca :)
Śnieżne Kotły w chmurach
Jeleniogórski Zamek Chojnik oraz Śnieżka podobnie.
Zamek Chojnik i Śnieżka
Zbliżenie na Zamek Chojnik w Jeleniej Górze
Jadąc do Szklarskiej widziałem coś, co mnie zawsze kręciło...
Jako dzieciak leciałbym na skrzydłach :)
...oraz Strażnika Grochówki :)
Strażnik grochówy :)
Na górze obowiązkowa Trollandia, ale jeszcze zamknięta przed sezonem...
No jest :) Tylko zamknięta
Widok spod Trollandi, Szklarska Poręba
...oraz coś, co jak sądziłem jest pyrą. Jednak nie :)
Początkowo myślałem, że to pyra w Szklarskiej Porębie :)
Był też Duch Gór/Karkonosz/Liczyrzepa.
Duch Gór/Karkonosz/Liczyrzepa
Oscypki kupiłem w innym miejscu niż zazwyczaj, w sumie jedynym otwartym, ale dostałem 80 groszy rabatu, więc będę tam częściej :) Konsumpcja jednego nastąpiło na wysokości stacji kolejowej Szklarska Poręba Górna.
Widok z wysokości Szklarskiej Poręby Górnej
Obowiązkowy oscypek na szczycie Szklarskiej
Stacja PKP Szklarska Poręba Górna
Jeszcze dwa spojrzenia na Szrenicę...
Szrenica w ciemnościach
Ostatnie spojrzenie w dół, Szkarska Poręba
...i w dół. Fałmaks 60+ zawsze cieszy :)

Specjalnie się zatrzymałem, żeby dotknąć kwietniowego śniegu. Nie pierwsze tego dnia, bo na trasie zastały mnie jego lekkie opady.
Śnieg, śnieg, śnieg!
W Szklarskiej Dolnej jeszcze chwila pauzy przy Lipie Sądowej, pozostałości po miejscu stanowienia prawa przez wójta. Oczywiście słońce nie mogło wyjść kilka minut wcześniej...
Lipa Sądowa, Szklarska Poręba Dolna
Jeszcze wątek kolejowy, czyli smaczki na wysokości Piechowic Dolnych...
Smaczek nad smaczkami, Piechowice Dolne
Oldskul, czyli fragment trasy kolejowej do Szklarskiej Poręby
...i na Stawy Podgórzyńskie.
Łódka z widokiem na Chojnik
Zachmurzone Stawy Podgórzyńskie
Tamże wątek ornitologiczny. "Zwykłe" gęgawy...
Gęgawa na stawie
Gęgawa ładnie zapozowała
...oraz "niezwykła" czernica.
Samotna czernica
Tyle na dziś. Zasmarkane pozdrowienia :) Jutro - jak dożyję - pewnie też coś wykręcę. Wtedy też nadrobię BS-a, bo na razie idę nadrobić senne zaległości :)




  • DST 52.20km
  • Czas 02:00
  • VAVG 26.10km/h
  • VMAX 50.60km/h
  • Temperatura 5.0°C
  • Podjazdy 147m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Bociano-nudy :)

Niedziela, 10 kwietnia 2022 · dodano: 10.04.2022 | Komentarze 6

Dzisiaj ponownie krótko, bo późno. I w ogóle :)

Wyjazd wczesny jak na niedzielę, czyli rozpoczęty po dziewiątej. Chłodno, wciąż mocno wietrznie, no i szaro, czyli niestety nic nowego. O średnią więc nawet nie walczyłem.

Trasa zachodnia, klasyczna: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Generalnie nudy. Lepsze to niż mordercy na drogach :)
Pochmurne bagno w Trzcielinie
W Lisówkach mniej urokliwie
Znów szaro i buro
Boćki lecą już hurtowo :)
Bociany lecą hurtowo
Dwójka szuka gniazda
Te znajome, z Palędzia, ewidentnie się nudzą. Przynajmniej okaz z tyłu :)
Z tej parki okaz z tyłu jest zdecydowanie bardziej zgrywuśny :)
Bocian szponiasty :)
Já jsem netoperek! :)
Z innych zwierzaków trafił się jedynie dziadek czerwonoświatły :) Oczywiście w Luboniu.
Dziadek czerwonoświatły :)
No i jeszcze kadr z Dębiny. Ktoś mnie obserwował podczas obiadu :)
Obiadek z widokiem na ludzia :)




  • DST 51.70km
  • Czas 01:57
  • VAVG 26.51km/h
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Żółwiowo :)

Sobota, 9 kwietnia 2022 · dodano: 09.04.2022 | Komentarze 10

Dzisiaj udało się wykonać regularne pięć dych. Łatwe to nie było, bo wiatr jak miażdżył, tak miażdży, więc był to jedynie powolny wypad krajoznawczy po dobrze znanych rejonach :)

Dzień wolny, czyli najpierw odespanie, a start dopiero przed jedenastą. Wtedy jeszcze o dziwo słonecznie, choć zapowiadane były opady - te przyszły, ale dopiero wieczorem.

Trasa to zachodnie wariacje: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Wydarzeniem dnia był powrót starego znajomego :) Obudził się. Od czasu, gdy zamknęli mi żółwie z Dębiny, pozostał mi ten jeden. Mam nadzieję, że nigdy go nie znajdą, więc od tego roku będę unikał podawania lokalizacji. Tak na wszelki wypadek.
Żółw się w końcu ubudził :)
Pyszczek żółwia
Przy serwisówce natrafiłem na wiejskie żurawie.
Żurawie spacerują obok wsi
Kulturalne żurawie spacerujące drogą :)
Żuraw na tle hałdy
W Palędziu jest już bociania parka.
Gniazdo w Palędziu rośnie w siłę
W Palędziu już jest parka
Podczas robienia zdjęć przyglądał mi się kotek.
Kotek na murku
Były również sarenki przemysłowe :)
Sarenki przemysłowe :)
Jeszcze widoczki. Lisówki...
Pięknie i słonecznie w Lisówkach
Alejka w Lisówkach
...oraz okolice Konarzewa. To gówno wciąż leży. I niech tak już zostanie :)
To gówno wciąż leży. I niech tak już zostanie :)
"Sezon" się zaczął i na drogach pojawiły się osoby, które tam być nie powinny. Ten dzieciak prawie by wpadł pod auto, gdy się przestraszył. Finalnie dostawczak zahamował, a młodziak wleciał na pobocze. Ja akurat robiłem foty, ma więc swoje pięć minut. Wciąż chyba żywy.

Na koniec kadr z Dębiny. Sobota tam była wyjątkowo spokojna.
Piękna i spokojna sobota na poznańskiej Dębinie




  • DST 31.30km
  • Czas 01:15
  • VAVG 25.04km/h
  • VMAX 43.30km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 92m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Kolejny glut tej "wiosny"

Piątek, 8 kwietnia 2022 · dodano: 08.04.2022 | Komentarze 15

No i znowu glut. Nie ma lekko tej "wiosny".

Dobrze, że w ogóle coś dzisiaj wykręciłem. Udało się trafić w półtoragodzinną lukę między opadami, z czego skrzętnie skorzystałem przed pracą.

Trasa krótka i nieskomplikowana: Poznań - Plewiska - Skórzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań.

Wydarzeń brak. Bo jeden ultragazeciarz w taxi to przecież nic wartego uwagi.

Odwiedziłem kredki :)
Kolorowe kredki raz jeszcze :)
A generalnie to było tak:
Warunki dość średnie :)
Trafiły się żurawie, ale że miałem przy sobie tylko kompakt, do tego były dość daleko, to skutki są dość mizerne.
Żurawie na tle wsi
Spacerek żurawi
Pojedynczy klangor
Żuraw w szarzyźnie
Do pracy rowerem nie jechałem, za to zrobiłem sobie spacerek. Na Dębinie pojawiła się dawno niewidziana para łabędzi. Całkiem sympatycznych.
Para łabędzi z Dębiny




  • DST 57.40km
  • Czas 02:07
  • VAVG 27.12km/h
  • VMAX 52.00km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Podjazdy 159m
  • Sprzęt T-rek(s)
  • Aktywność Jazda na rowerze

No i jest :)

Czwartek, 7 kwietnia 2022 · dodano: 07.04.2022 | Komentarze 10

Na pół dnia zrobiło się znów - o dziwo! - ładnie. To jednak jedynie chwilowa poprawa, bo aktualnie znów leje. I tak już ma niestety zostać.

Wyjazd poranny, na starą, dobrą i sprawdzoną zachodnią trasę, gdzie wiatr jak zwykle robił ze mnie miazgę na polach, czyli: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.

Pierwsza atrakcja zdarzyła mi się w Luboniu (no bo gdzie?). Jechałem sobie radośnie główną ulicą koło centrum handlowego Pajo, a tu nagle, jakbym był powietrzem, wyjeżdża z podporządkowanej SUV, a istota płci żeńskiej za kierownicą nawet nie spogląda w lewo (!), tylko na pełnej p...arze włącza się do ruchu. Dopiero gdy dałem po hamulcach i wrzasnąłem, zorientowała się, że świat wokół niej istnieje. Co z tego, że pomachała i przeprosiła awaryjnymi, skoro tylko swojemu refleksowi i braku ufności w ludzkość zawdzięczam fakt, że nie oglądałem innych świateł, tych na ambulansie? Szkoda gadać. Przecież taki nieogar nie powinien mieć uprawnień do kierowania odkurzaczem, już nie wspominając o czymś bardziej zabójczym...

Druga atrakcja była już lepsza. W końcu mam pierwszego tegorocznego boćka, tym razem z Palędzia. Jupi. Tylko jakiś taki zawstydzony był tą premierową sesją :)
W pełni swej dostojności... :)
Jakiś taki nieśmiały... :)
No i jest, pierwszy tegoroczny, z Palędzia :)
Jeszcze kadry z drogi:
Znów klimatycznie przy widoku na WPN
Wierzbna droga
Chmury nad Lisówkami
Tak jak wspomniałem, pogoda się skopała, więc do pracy pojechałem w jedną stronę - po raz pierwszy w tym sezonie - rowerem miejskim. O dziwo udało się go wypożyczyć i zwrócić, do tego nic po drodze nie odpadło. Widocznie płatne wypożyczenia (symboliczna złotówka za pół godziny) dobrze działają na stan taboru.
Pierwszy tegoroczny test roweru miejskiego. O dziwo udany.
Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Bobrów :) Są i one na Dębinie, czego przykład poniżej. I niech sobie spokojnie żyją, a w ramach święta życzę im likwidacji Lasów Państwowych.
Międzynarodowy Dzień Bobrów w pełnej celebracji :)




  • DST 31.70km
  • Czas 01:16
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 51.20km/h
  • Temperatura 11.0°C
  • Podjazdy 115m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

Glut hipokryzyjny

Środa, 6 kwietnia 2022 · dodano: 06.04.2022 | Komentarze 7

Dzisiaj krótko, bo jak można się domyślać po tytule, szału z dystansem nie było.

W nocy padało, nad ranem również. Niezbyt mocno, więc jakoś się zwlokłem na gluta, z góry nie zamierzając robić więcej. Bo po co? :)

Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.

Bez wydarzeń, bez niczego godnego opisania. Ot, glut :)

Najciekawszy element czekał na mnie niedaleko domu. Kolejny plakat firmy Adrian, która słynie z "reklam" dających do myślenia. Przesłanie tej akurat ślę do Watykanu, bo półtora miesiąca wojny jakoś jeszcze nie pozwoliło papie Franciszkowi jeszcze na powiedzenie wprost, że to Putin jest agresorem. No bywa. W zamian ślizga się niczym żmija, nie mają odwagi nawet tupnąć nóżką przy takim gnoju jak Patriarcha Cyryl, błogosławiący rosyjskie wojska. Szkoda, bo w tym całym bagnie akurat Bergoglio wydawał się osobą w miarę odważną, ale jak widać jeśli w grę wchodzą jakieś ciemne interesiki i powiązania, lepiej pozostać zwykłym tchórzem w mniemaniu "przywódcy duchowego" sporej części świata.
Kolejna zmuszająca do myślenia
Jeden ze szczegółów plakatu
Kolejny szczegół z plakatu
Tu warunki pogodowe, gdy akurat padać przestało:
Chwila bez opdów
A że okazji do zdjęć zwierzaków nie było, w zamian uchwycony ptak w drodze do pracy. W czasie deszczu szpaki się (nie) nudzą :)
W czasie deszczu szpaki się (nie) nudzą :)




  • DST 64.20km
  • Czas 02:34
  • VAVG 25.01km/h
  • VMAX 51.60km/h
  • Temperatura 7.0°C
  • Podjazdy 133m
  • Sprzęt Czarnuch :)
  • Aktywność Jazda na rowerze

I jeszcze jeden... :)

Wtorek, 5 kwietnia 2022 · dodano: 05.04.2022 | Komentarze 12

No proszę. Zdziwko. I to spore. Miał być koszmar, a była jedynie solidna rzeź. Wietrzna, za to przy przepięknym niebie.

Wieczorem i w nocy padało. Nad ranem było mokro, ale już bez deszczu. Do jazdy wybrałem jednak Czarnucha, nie chcąc syfić napędu w szosie i nie ryzykować zwiania gdzieś po drodze do rowu.

Wyjazd oczywiście poranny. Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.

Jak zwykle Jezioro Lusowskie rządzi :)
Walka chmur ze słońcem nad Jeziorem Lusowskim
Klimatycznie nad Jeziorem Lusowskim
Niestety, perkozów tym razem nie było, pewnie je gdzieś wywiało :) Za to kawałek dalej trafił się myszołów, który na chwilę raczył się rozkraczyć.
Rozkraczony myszołów :)
Szybujący myszołów
Myszołów prezentuje skrzydła
Nie mogło zabraknąć wiejskich sarenek spod Skórzewa.
Trzy odpoczywające pyszczki
Znajome podwiejskie sarenki
Zbliżenie na koziołka i sarenki
Jeszcze coś bardziej ludzkiego. Czyżby jakiś zlot ludzi z pewnymi kompleksami? Sportowe BMW i Porsche obok siebie nie mogą być przypadkiem :)
Czyżby jakiś zlot ludzi z kompleksami w tematach intymnych? :)
Wracając wstąpiłem jeszcze na Dębinę, bo to już chyba naprawdę ostatni moment w tym tygodniu, gdy widać jeszcze słońce. Od jutra już na poważnie deszcz, deszcz i deszcz :/
Nad Stawem Słonecznym na Dębinie
Parkowanie w najlepszym miejscu w Poznaniu
Poznańska Dębina wyjątkowo wciąż słoneczna
Dojazd do pracy rowerem. Mam nadzieję, że nie będę wracał w towarzystwie ulewy :)