Info
Suma podjazdów to 783452 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2026, Kwiecień30 - 48
- 2026, Marzec31 - 65
- 2026, Luty28 - 51
- 2026, Styczeń31 - 72
- 2025, Grudzień31 - 80
- 2025, Listopad30 - 70
- 2025, Październik31 - 96
- 2025, Wrzesień30 - 125
- 2025, Sierpień31 - 144
- 2025, Lipiec31 - 188
- 2025, Czerwiec30 - 147
- 2025, Maj31 - 187
- 2025, Kwiecień30 - 156
- 2025, Marzec31 - 204
- 2025, Luty28 - 178
- 2025, Styczeń31 - 168
- 2024, Grudzień31 - 239
- 2024, Listopad30 - 201
- 2024, Październik31 - 208
- 2024, Wrzesień30 - 212
- 2024, Sierpień32 - 210
- 2024, Lipiec31 - 179
- 2024, Czerwiec30 - 197
- 2024, Maj31 - 268
- 2024, Kwiecień30 - 251
- 2024, Marzec31 - 232
- 2024, Luty29 - 222
- 2024, Styczeń31 - 254
- 2023, Grudzień31 - 297
- 2023, Listopad30 - 285
- 2023, Październik31 - 214
- 2023, Wrzesień30 - 267
- 2023, Sierpień31 - 251
- 2023, Lipiec32 - 229
- 2023, Czerwiec31 - 156
- 2023, Maj31 - 240
- 2023, Kwiecień30 - 289
- 2023, Marzec31 - 260
- 2023, Luty28 - 240
- 2023, Styczeń31 - 254
- 2022, Grudzień31 - 311
- 2022, Listopad30 - 265
- 2022, Październik31 - 233
- 2022, Wrzesień30 - 159
- 2022, Sierpień31 - 271
- 2022, Lipiec31 - 346
- 2022, Czerwiec30 - 326
- 2022, Maj31 - 321
- 2022, Kwiecień30 - 343
- 2022, Marzec31 - 375
- 2022, Luty28 - 350
- 2022, Styczeń31 - 387
- 2021, Grudzień31 - 391
- 2021, Listopad29 - 266
- 2021, Październik31 - 296
- 2021, Wrzesień30 - 274
- 2021, Sierpień31 - 368
- 2021, Lipiec30 - 349
- 2021, Czerwiec30 - 359
- 2021, Maj31 - 406
- 2021, Kwiecień30 - 457
- 2021, Marzec31 - 440
- 2021, Luty28 - 329
- 2021, Styczeń31 - 413
- 2020, Grudzień31 - 379
- 2020, Listopad30 - 439
- 2020, Październik31 - 442
- 2020, Wrzesień30 - 352
- 2020, Sierpień31 - 355
- 2020, Lipiec31 - 369
- 2020, Czerwiec31 - 473
- 2020, Maj32 - 459
- 2020, Kwiecień31 - 728
- 2020, Marzec32 - 515
- 2020, Luty29 - 303
- 2020, Styczeń31 - 392
- 2019, Grudzień32 - 391
- 2019, Listopad30 - 388
- 2019, Październik32 - 424
- 2019, Wrzesień30 - 324
- 2019, Sierpień31 - 348
- 2019, Lipiec31 - 383
- 2019, Czerwiec30 - 301
- 2019, Maj31 - 375
- 2019, Kwiecień30 - 411
- 2019, Marzec31 - 327
- 2019, Luty28 - 249
- 2019, Styczeń28 - 355
- 2018, Grudzień30 - 541
- 2018, Listopad30 - 452
- 2018, Październik31 - 498
- 2018, Wrzesień30 - 399
- 2018, Sierpień31 - 543
- 2018, Lipiec30 - 402
- 2018, Czerwiec30 - 291
- 2018, Maj31 - 309
- 2018, Kwiecień31 - 284
- 2018, Marzec30 - 277
- 2018, Luty28 - 238
- 2018, Styczeń31 - 257
- 2017, Grudzień27 - 185
- 2017, Listopad29 - 278
- 2017, Październik29 - 247
- 2017, Wrzesień30 - 356
- 2017, Sierpień31 - 299
- 2017, Lipiec31 - 408
- 2017, Czerwiec30 - 390
- 2017, Maj30 - 242
- 2017, Kwiecień30 - 263
- 2017, Marzec31 - 393
- 2017, Luty26 - 363
- 2017, Styczeń27 - 351
- 2016, Grudzień29 - 266
- 2016, Listopad30 - 327
- 2016, Październik27 - 234
- 2016, Wrzesień30 - 297
- 2016, Sierpień30 - 300
- 2016, Lipiec32 - 271
- 2016, Czerwiec29 - 406
- 2016, Maj32 - 236
- 2016, Kwiecień29 - 292
- 2016, Marzec29 - 299
- 2016, Luty25 - 167
- 2016, Styczeń19 - 184
- 2015, Grudzień27 - 170
- 2015, Listopad20 - 136
- 2015, Październik29 - 157
- 2015, Wrzesień30 - 197
- 2015, Sierpień31 - 94
- 2015, Lipiec31 - 196
- 2015, Czerwiec30 - 158
- 2015, Maj31 - 169
- 2015, Kwiecień27 - 222
- 2015, Marzec28 - 210
- 2015, Luty25 - 248
- 2015, Styczeń27 - 187
- 2014, Grudzień25 - 139
- 2014, Listopad26 - 123
- 2014, Październik26 - 75
- 2014, Wrzesień29 - 63
- 2014, Sierpień28 - 64
- 2014, Lipiec27 - 54
- 2014, Czerwiec29 - 82
- 2014, Maj28 - 76
- 2014, Kwiecień22 - 61
- 2014, Marzec21 - 25
- 2014, Luty20 - 40
- 2014, Styczeń15 - 37
- 2013, Grudzień21 - 28
- 2013, Listopad10 - 10
- DST 51.20km
- Czas 02:10
- VAVG 23.63km/h
- VMAX 52.30km/h
- Temperatura 14.0°C
- Podjazdy 451m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Odjazdowo
Czwartek, 14 kwietnia 2022 · dodano: 14.04.2022 | Komentarze 14
Chyba – odpukać – powoli
zaczynam wygrywać z choróbskiem. Szkoda, że dopiero pod sam koniec
pobytu w górach. Blietzkrieg lekarstwami i innymi specyfikami powoli
zaczyna odnosić skutki i rano nie miałem już gorączki, tylko
wciąż mega katar i upierdliwy kaszel. Z tym już da się jakoś
żyć.
Pozostało
jeszcze osłabienie, ale do niego już się przyzwyczaiłem przez
ostatnie dni. Może dzięki temu nauczę się wolno jeździć, bo to
trudna sztuka :)
Dzisiejszy
wypad był ostatnim z cyklu górskiego, więc cieszyłem się, że
wiatr skierował mnie ponownie w Rudawy, bo je lubię najbardziej.
Wykonałem pętlę: Jelenia Góra – Łomnica – Wojanów –
Bobrów – Trzcińsko – Janowice Wielki – Trzcińsko –
Przełęcz Karpnicka – Karpniki – Krogulec – Bukowiec –
Kostrzyca – Ścięgny – Miłków – Sosnówka – Staniszów –
Jelenia Góra.
W
Sosnówce przypomniała mi się ulubiona atrakcja – gazeciarz. W
związku z czym wróciła do łask standardowa wiązanka. Poza tym
atrakcji brak :)
Fotki dzisiaj będą bardziej nawodnione :)




Sokoliki wciąż stoją tam, gdzie stały :)


Niestety pod nimi również zaczyna kwitnąć patodeweloperka :/
W Sosnówce pojawił się nowy, fajny przystanek, nawiązujący do istniejącego obok Zamku Henryka.

A Śnieżka? Też wciąż stoi :)


Aha, uratowałem ropuchę-gapę, wygrzewającą się na samym środku drogi. Jakaś mega zachwycona przenosinami nie była, ale to lepsze niż perspektywa zostania placuszkiem. Tak sądzę :)


Tyle z gór. BS-a nadrobię pewnie wieczorem, jak przyjadę do domu.
- DST 51.10km
- Czas 02:07
- VAVG 24.14km/h
- VMAX 50.20km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 334m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Pięć rudawskich dych
Środa, 13 kwietnia 2022 · dodano: 13.04.2022 | Komentarze 11
Dzisiejszy dzionek był jedną wielką zagadką. Nawet udało mi się w miarę wyspać, nad ranem temperatura była tylko lekko powyżej trzydziestej siódmej kreski, ale męczył mnie katar. Nie spieszyłem się więc w wyjazdem.
W końcu ruszyłem lekko przed południem. Było ciepło, co jest niby fajne, ale bałem się przegrzania, bo to na pewno by nie pomogło w walce z choróbskiem. Aha, wiatr miał być slaby, a i tak mnie wymęczył na bardziej otwartych przestrzeniach.
Plan był taki, że robię gluta i decyduję co dalej. Co za czasy nadeszły - ostatnio takie dylematy miałem zimą, gdy kręciłem przy minus jedenastu, a nie plus piętnastu... :)
Pierwsza część to moje ukochane Rudawy, czyli trasa z Jeleniej przez Radomierz, Janowice Wielkie, Trzcińsko, Bobrów i Wojanów do Dąbrowicy, gdzie postanowiłem, że jadę dalej. Potem żałowałem, bo siły zaczęły mi się szybko kończyć, musiałem się zatrzymywać na wysmarkanie i picie. Jednak jakoś udało mi się wymęczyć te pięć dych, dokręcając przez Łomnicę, Mysłakowice i trasę z Karpacza do Jeleniej.
No dobra, fotki. Jak Rudawy, to muszą być cycuchy :)




Nie mogło też zabraknąć jednego z ostatnich spojrzeń na Śnieżkę.
Jak zwykle w Janowicach pogłaskałem trolla :)
Na Bobrze spotkałem parkę nurogęsi. Nie mogłem nie sfocić.

W Dąbrowicy zaskoczył mnie... brak mostu. No dobra, widziałem znaki zakazu, ale aż tego się nie spodziewałem.
Ale że co, że nie przejdę? :) Przeszedłem, a nawet pomogłem jeszcze jednemu rowerzyście, też zaskoczonemu.
No i jeszcze historyczny motyw z Łomnicy - zachowane niemieckie napisy na budynku młyna. Miło, że ktoś je zostawił.

Po fakcie stwierdzam, że trochę przesadziłem, bo pod koniec leciałem już na oparach. Pięć dych fajnie zrobić, ale jednak glut bardziej pasuje do... smarkania i lekkiego gorączkowania. Po powrocie musiałem odleżeć swoje. Jutro - jeśli w ogóle pojadę - pewnie skrócę dystans.
- DST 34.60km
- Czas 01:29
- VAVG 23.33km/h
- VMAX 51.50km/h
- Temperatura 13.0°C
- Podjazdy 284m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut górsko-zdychający
Wtorek, 12 kwietnia 2022 · dodano: 12.04.2022 | Komentarze 9
No niestety - choróbsko dzisiaj ze mną wygrało. W nocy pojawiły się dreszcze, nad ranem miałem temperaturę między 37 a 38 stopni, no i najważniejsze - przyszło mega osłabienie.
Poranek spędziłem w łóżku, nie za bardzo mając ochotę wstawać. Potem zrobiłem kontrolną rundkę (zaledwie 3 kilometry) w celu załatwienia pewnej sprawy i już wiedziałem, że nic ze mnie tego dnia nie będzie. Wróciłem do domu i poszedłem spać. Normalnie urlop roku.
Dostałem sporą ilość specyfików, przez co czułem się jak tablica Mendelejewa. Jednak postawiło mnie to na nogi na tyle, żeby wyjść chociaż na gluta. Bo pogoda - jak na złość - była aż zbyt piękna. Nie mogłem sobie darować, a jak wiadomo - co nas nie zabije, to wzmocni.
Oj, ciężki to był wyjazd. Sił nie miałem na nic, a po drodze musiałem się zatrzymywać wiele razy, żeby odsapnąć i ochłonąć, żeby się nie spocić. Czułem się jak stary dziad, a nie regularnie jeżdżący rowerzysta :)
Trasa nieskomplikowana: Jelenia Góra - Łomnica - Mysłakowice - Miłków - Ścięgny - Karpacz - Miłków - Mysłakowice - Łomnica - Jelenia Góra.
Kilka zdjęć zrobiłem, ale jedynie symbolicznie, żeby nie było łyso.





Tyle na dziś. Wpis dodany, pewnie nie nadrobię dzisiaj zaległości BS-owych, bo czas spać. Normalnie jak emeryt.
Co będzie jutro? Zobaczę jak się będę czuł. Dzisiaj przyjemność z jazdy była marna, nie mówiąc o średniej. Być może trzeba będzie sobie zrobić pauzę, szkoda że akurat podczas pobytu w górach...
- DST 53.60km
- Czas 02:18
- VAVG 23.30km/h
- VMAX 52.50km/h
- Temperatura 6.0°C
- Podjazdy 536m
- Sprzęt Zimówka - góral (na emeryturze)
- Aktywność Jazda na rowerze
Górski zasmarkaniec
Poniedziałek, 11 kwietnia 2022 · dodano: 11.04.2022 | Komentarze 15
Wczoraj wieczorem zawitałem w Jeleniej Górze. Specjalnie przyjechałem na krótko przed świętami, które oczywiście mam gdzieś, żeby między innymi uniknąć tłumów i trochę pokręcić po górkach, jednocześnie mając do załatwienia kilka spraw pomocowych.
Wszystko fajnie, ale w sobotę, gdy szedłem do pracy, trafiła mnie ulewa, i to taka, że przemokłem w kilka sekund, do tego stopnia, iż musiałem się cofnąć do domu przebrać ciuchy. Zrobiłem błąd - nie wziąłem żadnego specyfiku zapobiegawczo. No i w niedzielę rano już czułem, że bierze się za mnie przeziębienie. Początkowo tylko katar, ale potem pojawił się kaszel. Całe szczęście, że rząd po raz kolejny wygrał ostatecznie z covidem, bo bym się martwił :) W sumie symptomy pokrewne żadne, ale zrobiłbym pewnie test na wszelki wypadek, jednak już nie ma darmowych bez skierowania, a na wizyty u lekarza nie miałem czasu. Poinformowałem jeleniogórzan jak wygląda sytuacja, obaw nie było, więc pojechałem.
Pogoda miała być piękna od poniedziałku - słońce, ciepełko, takie tam. Jak zwykle okazało się, że wróżbiarzom fusy się pomyliły. Dzisiaj od rana chmury, mocny wiatr z zachodu oraz umiarkowana temperatura. Średnio jak na mój stan zdrowia. Ale co - ja nie pojadę? :)
Obiecałem sobie, że przemęczać się nie będę. Zero ciśnięcia, żeby niepotrzebnie się nie pocić, typowa jazda emerycka nastawiona na focenie. Olałem nawet średnią, co rzadko mi się zdarza. Raz na jakiś czas można.
Trasa to "misja oscypek": Jelenia Góra - Cieplice - Wojcieszyce - Piechowice - Szklarska Poręba Dolna - Szklarska Poręba Średnia - Szklarska Poręba Górna - Piechowice - Jelenia Góra Sobieszów - Zachełmie - Podgórzyn - Cieplice - centrum.
No to jedziemy :)
Najpierw odwiedziłem starych znajomych - nazgule i mamuta.
Przejaśnień było jak na lekarstwo. Śnieżne Kotły wyglądały jak kocioł czarownicy.

Jeleniogórski Zamek Chojnik oraz Śnieżka podobnie.

Jadąc do Szklarskiej widziałem coś, co mnie zawsze kręciło...
...oraz Strażnika Grochówki :)
Na górze obowiązkowa Trollandia, ale jeszcze zamknięta przed sezonem...

...oraz coś, co jak sądziłem jest pyrą. Jednak nie :)
Był też Duch Gór/Karkonosz/Liczyrzepa.
Oscypki kupiłem w innym miejscu niż zazwyczaj, w sumie jedynym otwartym, ale dostałem 80 groszy rabatu, więc będę tam częściej :) Konsumpcja jednego nastąpiło na wysokości stacji kolejowej Szklarska Poręba Górna.


Jeszcze dwa spojrzenia na Szrenicę...

...i w dół. Fałmaks 60+ zawsze cieszy :)
Specjalnie się zatrzymałem, żeby dotknąć kwietniowego śniegu. Nie pierwsze tego dnia, bo na trasie zastały mnie jego lekkie opady.
W Szklarskiej Dolnej jeszcze chwila pauzy przy Lipie Sądowej, pozostałości po miejscu stanowienia prawa przez wójta. Oczywiście słońce nie mogło wyjść kilka minut wcześniej...
Jeszcze wątek kolejowy, czyli smaczki na wysokości Piechowic Dolnych...

...i na Stawy Podgórzyńskie.

Tamże wątek ornitologiczny. "Zwykłe" gęgawy...

...oraz "niezwykła" czernica.
Tyle na dziś. Zasmarkane pozdrowienia :) Jutro - jak dożyję - pewnie też coś wykręcę. Wtedy też nadrobię BS-a, bo na razie idę nadrobić senne zaległości :)
- DST 52.20km
- Czas 02:00
- VAVG 26.10km/h
- VMAX 50.60km/h
- Temperatura 5.0°C
- Podjazdy 147m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Bociano-nudy :)
Niedziela, 10 kwietnia 2022 · dodano: 10.04.2022 | Komentarze 6
Dzisiaj ponownie krótko, bo późno. I w ogóle :)
Wyjazd wczesny jak na niedzielę, czyli rozpoczęty po dziewiątej. Chłodno, wciąż mocno wietrznie, no i szaro, czyli niestety nic nowego. O średnią więc nawet nie walczyłem.
Trasa zachodnia, klasyczna: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice -
Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec -
Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Generalnie nudy. Lepsze to niż mordercy na drogach :)


Boćki lecą już hurtowo :)

Te znajome, z Palędzia, ewidentnie się nudzą. Przynajmniej okaz z tyłu :)


Z innych zwierzaków trafił się jedynie dziadek czerwonoświatły :) Oczywiście w Luboniu.
No i jeszcze kadr z Dębiny. Ktoś mnie obserwował podczas obiadu :)
- DST 51.70km
- Czas 01:57
- VAVG 26.51km/h
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
Żółwiowo :)
Sobota, 9 kwietnia 2022 · dodano: 09.04.2022 | Komentarze 10
Dzisiaj udało się wykonać regularne pięć dych. Łatwe to nie było, bo wiatr jak miażdżył, tak miażdży, więc był to jedynie powolny wypad krajoznawczy po dobrze znanych rejonach :)
Dzień wolny, czyli najpierw odespanie, a start dopiero przed jedenastą. Wtedy jeszcze o dziwo słonecznie, choć zapowiadane były opady - te przyszły, ale dopiero wieczorem.
Trasa to zachodnie wariacje: Poznań - Plewiska - serwisówki - Dąbrówka - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Wydarzeniem dnia był powrót starego znajomego :) Obudził się. Od czasu, gdy zamknęli mi żółwie z Dębiny, pozostał mi ten jeden. Mam nadzieję, że nigdy go nie znajdą, więc od tego roku będę unikał podawania lokalizacji. Tak na wszelki wypadek.

Przy serwisówce natrafiłem na wiejskie żurawie.


W Palędziu jest już bociania parka.

Podczas robienia zdjęć przyglądał mi się kotek.
Były również sarenki przemysłowe :)
Jeszcze widoczki. Lisówki...

...oraz okolice Konarzewa. To gówno wciąż leży. I niech tak już zostanie :)
"Sezon" się zaczął i na drogach pojawiły się osoby, które tam być nie powinny. Ten dzieciak prawie by wpadł pod auto, gdy się przestraszył. Finalnie dostawczak zahamował, a młodziak wleciał na pobocze. Ja akurat robiłem foty, ma więc swoje pięć minut. Wciąż chyba żywy.
Na koniec kadr z Dębiny. Sobota tam była wyjątkowo spokojna.
- DST 31.30km
- Czas 01:15
- VAVG 25.04km/h
- VMAX 43.30km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 92m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Kolejny glut tej "wiosny"
Piątek, 8 kwietnia 2022 · dodano: 08.04.2022 | Komentarze 15
No i znowu glut. Nie ma lekko tej "wiosny".
Dobrze, że w ogóle coś dzisiaj wykręciłem. Udało się trafić w półtoragodzinną lukę między opadami, z czego skrzętnie skorzystałem przed pracą.
Trasa krótka i nieskomplikowana: Poznań - Plewiska - Skórzewo - serwisówki - Plewiska - Poznań.
Wydarzeń brak. Bo jeden ultragazeciarz w taxi to przecież nic wartego uwagi.
Odwiedziłem kredki :)
A generalnie to było tak:
Trafiły się żurawie, ale że miałem przy sobie tylko kompakt, do tego były dość daleko, to skutki są dość mizerne.



Do pracy rowerem nie jechałem, za to zrobiłem sobie spacerek. Na Dębinie pojawiła się dawno niewidziana para łabędzi. Całkiem sympatycznych.
- DST 57.40km
- Czas 02:07
- VAVG 27.12km/h
- VMAX 52.00km/h
- Temperatura 15.0°C
- Podjazdy 159m
- Sprzęt T-rek(s)
- Aktywność Jazda na rowerze
No i jest :)
Czwartek, 7 kwietnia 2022 · dodano: 07.04.2022 | Komentarze 10
Na pół dnia zrobiło się znów - o dziwo! - ładnie. To jednak jedynie chwilowa poprawa, bo aktualnie znów leje. I tak już ma niestety zostać.
Wyjazd poranny, na starą, dobrą i sprawdzoną zachodnią trasę, gdzie wiatr jak zwykle robił ze mnie miazgę na polach, czyli: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Pierwsza atrakcja zdarzyła mi się w Luboniu (no bo gdzie?). Jechałem sobie radośnie główną ulicą koło centrum handlowego Pajo, a tu nagle, jakbym był powietrzem, wyjeżdża z podporządkowanej SUV, a istota płci żeńskiej za kierownicą nawet nie spogląda w lewo (!), tylko na pełnej p...arze włącza się do ruchu. Dopiero gdy dałem po hamulcach i wrzasnąłem, zorientowała się, że świat wokół niej istnieje. Co z tego, że pomachała i przeprosiła awaryjnymi, skoro tylko swojemu refleksowi i braku ufności w ludzkość zawdzięczam fakt, że nie oglądałem innych świateł, tych na ambulansie? Szkoda gadać. Przecież taki nieogar nie powinien mieć uprawnień do kierowania odkurzaczem, już nie wspominając o czymś bardziej zabójczym...
Druga atrakcja była już lepsza. W końcu mam pierwszego tegorocznego boćka, tym razem z Palędzia. Jupi. Tylko jakiś taki zawstydzony był tą premierową sesją :)


Jeszcze kadry z drogi:


Tak jak wspomniałem, pogoda się skopała, więc do pracy pojechałem w jedną stronę - po raz pierwszy w tym sezonie - rowerem miejskim. O dziwo udało się go wypożyczyć i zwrócić, do tego nic po drodze nie odpadło. Widocznie płatne wypożyczenia (symboliczna złotówka za pół godziny) dobrze działają na stan taboru.
Dzisiaj Międzynarodowy Dzień Bobrów :) Są i one na Dębinie, czego przykład poniżej. I niech sobie spokojnie żyją, a w ramach święta życzę im likwidacji Lasów Państwowych.
- DST 31.70km
- Czas 01:16
- VAVG 25.03km/h
- VMAX 51.20km/h
- Temperatura 11.0°C
- Podjazdy 115m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Glut hipokryzyjny
Środa, 6 kwietnia 2022 · dodano: 06.04.2022 | Komentarze 7
Dzisiaj krótko, bo jak można się domyślać po tytule, szału z dystansem nie było.
W nocy padało, nad ranem również. Niezbyt mocno, więc jakoś się zwlokłem na gluta, z góry nie zamierzając robić więcej. Bo po co? :)
Trasa zachodnia: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań.
Bez wydarzeń, bez niczego godnego opisania. Ot, glut :)
Najciekawszy element czekał na mnie niedaleko domu. Kolejny plakat firmy Adrian, która słynie z "reklam" dających do myślenia. Przesłanie tej akurat ślę do Watykanu, bo półtora miesiąca wojny jakoś jeszcze nie pozwoliło papie Franciszkowi jeszcze na powiedzenie wprost, że to Putin jest agresorem. No bywa. W zamian ślizga się niczym żmija, nie mają odwagi nawet tupnąć nóżką przy takim gnoju jak Patriarcha Cyryl, błogosławiący rosyjskie wojska. Szkoda, bo w tym całym bagnie akurat Bergoglio wydawał się osobą w miarę odważną, ale jak widać jeśli w grę wchodzą jakieś ciemne interesiki i powiązania, lepiej pozostać zwykłym tchórzem w mniemaniu "przywódcy duchowego" sporej części świata.


Tu warunki pogodowe, gdy akurat padać przestało:
A że okazji do zdjęć zwierzaków nie było, w zamian uchwycony ptak w drodze do pracy. W czasie deszczu szpaki się (nie) nudzą :)
- DST 64.20km
- Czas 02:34
- VAVG 25.01km/h
- VMAX 51.60km/h
- Temperatura 7.0°C
- Podjazdy 133m
- Sprzęt Czarnuch :)
- Aktywność Jazda na rowerze
I jeszcze jeden... :)
Wtorek, 5 kwietnia 2022 · dodano: 05.04.2022 | Komentarze 12
No proszę. Zdziwko. I to spore. Miał być koszmar, a była jedynie solidna rzeź. Wietrzna, za to przy przepięknym niebie.
Wieczorem i w nocy padało. Nad ranem było mokro, ale już bez deszczu. Do jazdy wybrałem jednak Czarnucha, nie chcąc syfić napędu w szosie i nie ryzykować zwiania gdzieś po drodze do rowu.
Wyjazd oczywiście poranny. Trasa zachodnia: Poznań - Plewiska - Skórzewo - Wysogotowo - Batorowo - Lusowo - Lusówko - Sierosław - Zakrzewo - Dąbrowa - Wysogotowo - Skórzewo - Plewiska - Poznań.
Jak zwykle Jezioro Lusowskie rządzi :)

Niestety, perkozów tym razem nie było, pewnie je gdzieś wywiało :) Za to kawałek dalej trafił się myszołów, który na chwilę raczył się rozkraczyć.


Nie mogło zabraknąć wiejskich sarenek spod Skórzewa.


Jeszcze coś bardziej ludzkiego. Czyżby jakiś zlot ludzi z pewnymi kompleksami? Sportowe BMW i Porsche obok siebie nie mogą być przypadkiem :)
Wracając wstąpiłem jeszcze na Dębinę, bo to już chyba naprawdę ostatni moment w tym tygodniu, gdy widać jeszcze słońce. Od jutra już na poważnie deszcz, deszcz i deszcz :/


Dojazd do pracy rowerem. Mam nadzieję, że nie będę wracał w towarzystwie ulewy :)






