Wolałem nie zerkać na licznik, ale kilka razy to zrobiłem. Okazało się, że wziąłem termometr służący do mierzenia temperatury pod pachą :)
Aha, jeszcze wiało przeokrutnie, choć to przynajmniej dawało trochę ochłody.
Trasa to kondominium (Poznań - Luboń - Łęczyca - Puszczykowo - Mosina - Krosinko - Dymaczewo Stare - Dymaczewo Nowe - Łódź - Witobel - Stęszew - Dębienko - Trzebaw - Rosnówko - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Poznań), które wykonuję najczęściej wtedy, gdy są święta i niedziele, bo teoretycznie jeździ wtedy mniej frustratów. Dzisiaj niestety kilku się trafiło.
Wziąłem aparat, ale się nie przydał. Tylko się bardziej przez to spociłem. Fotki z drogi jedynie dokumentacyjne. Potem jeszcze do miasta Czarnuchem przez Dębinę. Tam też wszystkim gorąco, świteziankom i karpiom również. Jutro podobno deszcz, ale i ochłodzenie. Za to drugie trzymam kciuki.
Dało się nawet dzisiaj - ponownie - wytrzymać. Temperatura była do przeżycia, rzeź ma być jutro.
Z wiatrem już niestety nie dało się nic zrobić.
Wyjazd około dziewiątej, a trasa to powrót na południowo-wschodni szlak: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Borówiec - Kamionki - Szczytniki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Na koncie mały sukces - udało się wypatrzeć sarenkę w trawie. No i trwa passa gąsiorkowa :) Dzisiaj samica. Na Dębinie kawałek cienia. Dystans z dojazdem do pracy, bo sobota pracująca.
O dziwo temperaturowo nie było tak źle, jak zapowiadano. Kreska na termometrze nie przekroczyła trzech dych, co na przełomie ostatnich dni uznaję za najniższy wymiar kary.
Pewnie to zasługa słońca, którego... nie było. Na szczęście. W przeciwieństwie do wiatru, bo znów zaczął gnoić wmordewindowo, co widać po tragicznej średniej.
Temperatury przestały być śmieszne. Stały się zabójcze.
Do tego stopnia, że nawet ja wykazałem resztki rozumu i na drogę nie wziąłem plecaka z aparatem. Dzięki temu jakoś przeżyłem, a i - kurde - lepiej się jeździ bez skorupy na plecach :) Muszę częściej stosować, bo i tak aktualnie wypatrzenie czegokolwiek na polach graniczy z cudem.
Wspominałem już kiedyś, że nienawidzę upałów? Jeśli tylko miliard razy, to miliard pierwszy nie zaszkodzi :)
Wychlałem cały bidon, musiałem ze trzy razy zatrzymać się w cieniu, ale jakoś dojechałem. Po powrocie - dzień wolny - musiałem się zregenerować drzemką, a dopiero potem ruszyć ogarniać zaległe sprawy.
Natomiast wieczorem Dębina i... bober :) Szkoda, że było już ciemnawo i fota średnio wyraźna, ale znów jest i on. Tu warunki zdychania: No i dokumentacja, że nie wymiękłem. Jak dobrze, że mam ten swój las... Jutro ma być... jeszcze gorzej :/
Dzisiaj jeszcze dało się wytrzymać, ale najbliższe dni zapowiadają się rzeźniczo.
Wiało mocno i ciągle w pysk. Tyle z nowości :)
Leniwy jestem, więc trasa dokładnie taka, jak wczoraj, wschodnia: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Borówiec - Kamionki - Szczytniki - Koninko - Jaryszki - Krzesiny - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Ostatnie cztery kilometry na flaku z przodu. Tu akurat bez zaskoczenia, musiałem od jakiegoś czasu dopompowywać, więc spodziewałem się, że jest jakaś mikro dziura. Po powrocie ją znalazłem - od strony felgi, czyli skutek tupnięcia o coś, zapewne na którymś z antyrowerowych wynalazków.
Facelia chyba już powoli przekwita. Pod niebem pewnie chłodniej :) W Kamionkach jakiś kochany synek niedawno widocznie celebrował dzień ojca :) Wróbelki powoli zaczynają być uznawane za ptaki egzotyczne, więc wklejam. Jeszcze Dębina i tańczące drzewa, czyli cichy kawałek cienia. Dystans z dojazdem do pracy.
Jedyne co się zdarzyło, to uciekający w oddali bażant. Poza tym w sumie jakaś taka niepewna aura. Jeszcze jedno ujęcie bobera jako deser :) Dystans z dojazdem do roboty.
PBS nie działa (zgłoszone), mam nadzieję, że to chwilowe.
Generalnie mało się wydarzyło. Więc na dzień dobry mój sukces z wczorajszego wieczora - udało mi się w końcu na Dębinie uchwycić bobra na żywo. Zawsze mi albo uciekały, albo były w wodzie, tym razem wyszedł na powalone drzewo i jest. Mam też inne ujęcia, jednak to na kolejną relację :) Wyszedł w dziwnej kolorystyce, ale to kwestia światła. Tu już fotki z trasy. No i na deser nocna pełnia. Dystans z dojazdem do pracy.
W Lisówkach spotkałem znajomego gąsiorka, tym razem bez samicy. Pewnie wysiaduje młode. W końcu przeleciały nade mną żurawie. Miło je zobaczyć, bo na ziemi się nie da, przynajmniej póki nie zaczną się sianokosy. Rowerówka dzisiaj znad bagienka. No i jeszcze coś, czego byłem pewien, ale nie każdy mi wierzył :) Wierzby z okolic Konarzewa, które zimą przycięto, odżyły. No i tak ma być - nie wycinać, pielęgnować.
Na szczęście jakimś cudem przestało koło dziewiątej. dzięki czemu udało mi się o dziwo wykręcić pełen dystans przed pracą, bo sobotę miałem pracującą. Tylko że Czarnuchem, bo wciąż było ryzyko nawrotu opadów.
Gdy się przejaśniło, było całkiem zacnie. Niestety solidnie wiało i mnie - oraz średnią - pozamiatało na polach.
Oczywiście znów ze zwierzakami kicha, ale od czego jest Dębina? :) Pokręciłem sobie przez nią do roboty i trafiła się czapla. Niestety miałem ze sobą tylko kompakcik, więc zdjęcia jedynie dokumentujące.
Jutro podobno ma ostro lać, więc słońce jakoś wytrzymałem jako preludium. Na niebie Bryza... ...oraz myszołów. Na ziemi nie wiem co, bo nic nie było widać :)
Dystans z dojazdem do pracy.
PS. o meczu nic nie napisałem, bo wpis dodałem przed jego rozpoczęciem. Taki jestem cwany :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"