DeSzczyny
Sobota, 11 stycznia 2020
· Komentarze(12)
Ma ktoś może jakąś wiedzę, czy można pozwać pogodynki o zasyfienie roweru? Jeśli tak, będę wdzięczny za info, pozew się odpowiedni napisze :)
A co chodzi? Ano o to, że jak zwykle przed wyjazdem wykonałem dogłębną analizę kilku portali pogodowych, na których jak byk stało: w nocy opady, od rana przejaśnienia. Połowa się zgadzała - w nocy lało. W momencie wyjazdu, czyli około dziewiątej rano, niebo było zachmurzone, jednak nie leciała z niego ani kropla. Dobra moja, jest okazja na przetestowanie nowego, jeszcze w miarę czystego, napędu - pomyślałem. O ja naiwny!
Jakieś pięć minut po ruszeniu zaczęło mżyć, przestawać, mżyć, przestawać, mżyć - i tak przez całe miasto (bo wiało niby z północnego zachodu, więc miałem tę atrakcję jako niemal obowiązek), od Dębca przez Grunwald, Jeżyce i Golęcin do Strzeszyna. A potem... zaczęło już regularnie padać, raz słabiej, raz mocniej, ale prawie non stop. Typowe regularne deSzczyny...
W związku z tym mało było przekleństw, których nie użyłem podczas dzisiejszego wyjazdu. W sumie nawet nie wiem, czy nie wyczerpałem pełnego arsenału, w kilku różnych językach. Bowiem niemal cała reszta trasy (TU Relive), przez Psarskie, Kiekrz, Rogierówko, Kobylniki, Sady, Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo oraz Plewiska do domu to chlupanie w butach, przecieranie okularów oraz zbieranie błota z pyska. Do tego wiatr, klasycznie najpierw w mordę, a porem w mordę. Generalnie masakra.


Czysty napęd poszedł się dziobać. Do pracy też miałem jechać rowerem, ale się poddałem.
Oficjalnie oświadczam: POGODYNKI - NIENAWIDZĘ WAS! :)
A propos nienawiści - dziś Światowy Dzień Wegetarian. Szukałem w związku z tym jakichś sensownych memów, ale większość jest tak beznadziejna i nieśmieszna (cudów się nie spodziewałem, ale jest gorzej niż myślałem), że udało mi się wyłuskać zaledwie kilka minimalnie zabawnych :)






A co chodzi? Ano o to, że jak zwykle przed wyjazdem wykonałem dogłębną analizę kilku portali pogodowych, na których jak byk stało: w nocy opady, od rana przejaśnienia. Połowa się zgadzała - w nocy lało. W momencie wyjazdu, czyli około dziewiątej rano, niebo było zachmurzone, jednak nie leciała z niego ani kropla. Dobra moja, jest okazja na przetestowanie nowego, jeszcze w miarę czystego, napędu - pomyślałem. O ja naiwny!
Jakieś pięć minut po ruszeniu zaczęło mżyć, przestawać, mżyć, przestawać, mżyć - i tak przez całe miasto (bo wiało niby z północnego zachodu, więc miałem tę atrakcję jako niemal obowiązek), od Dębca przez Grunwald, Jeżyce i Golęcin do Strzeszyna. A potem... zaczęło już regularnie padać, raz słabiej, raz mocniej, ale prawie non stop. Typowe regularne deSzczyny...
W związku z tym mało było przekleństw, których nie użyłem podczas dzisiejszego wyjazdu. W sumie nawet nie wiem, czy nie wyczerpałem pełnego arsenału, w kilku różnych językach. Bowiem niemal cała reszta trasy (TU Relive), przez Psarskie, Kiekrz, Rogierówko, Kobylniki, Sady, Swadzim, Batorowo, Lusowo, Zakrzewo oraz Plewiska do domu to chlupanie w butach, przecieranie okularów oraz zbieranie błota z pyska. Do tego wiatr, klasycznie najpierw w mordę, a porem w mordę. Generalnie masakra.


Czysty napęd poszedł się dziobać. Do pracy też miałem jechać rowerem, ale się poddałem.
Oficjalnie oświadczam: POGODYNKI - NIENAWIDZĘ WAS! :)
A propos nienawiści - dziś Światowy Dzień Wegetarian. Szukałem w związku z tym jakichś sensownych memów, ale większość jest tak beznadziejna i nieśmieszna (cudów się nie spodziewałem, ale jest gorzej niż myślałem), że udało mi się wyłuskać zaledwie kilka minimalnie zabawnych :)



































































