Niezły kibel
Środa, 20 listopada 2019
· Komentarze(10)
Dzionek z gatunku zalatanych. Formalnie określa się takowe jako "wolne", ale u mnie z tym ciężko :)
Dwie godziny na rowerowanie znalazłem lekko przed jedenastą. Było tak sobie - niby nie najzimniej, lecz snuł się wschodni, umiarkowany, ale i upierdliwy wiatr, który zniechęcał do walki. Więc jej nie było. Założenie było tylko jedno: wykonać swoje.
W związku z remontami, nie mogłem wybrać żadnej ze swoich klasycznych tras w kierunku E, wymyśliłem więc odchudzone "kórełko": Dębiec - Las Dębiński - Starołęcka - Głuszyna - Daszewice - Kamionki - Borówiec - zemsta Adolfa - Skrzynki - Kórnik - Mościenica - Mieczewo - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Najważniejsze odkrycie - znalazłem idealny tron dla aktualnego nadleśniczego Nadleśnictwa Babki, oczywiście za zasługi widoczne z tyłu :)

Poza tym wciąż podziwiałem "atrakcje" na Głuszynie.




Zemsta Adolfa niezmiennie się trzyma. Dochodzę już do etapu, że jadę całą szerokością, bo udało mi się znaleźć jej kilka fragmentów, gdzie plomby mnie wypadają :)

A tu nie moje dzieło :) To chyba w sumie nawet nie spełnia definicji dewastacji, bo chyba nie można zniszczyć czegoś, co już nie powinno istnieć? Zresztą Tadeuszowi D. do twarzy bez twarzy :)

No i puszczykowskie klimaty. Na pierwszy ogień klimatyczna restauracja "Lokomotywa", która powstała z pasji i chęci odratowania stacji PKP Puszczykowo. Pizzę mają godną i lubią psy :)

Przy okazji przyjrzałem się pewnemu "czemuś", co okazało się schronem przeciwodłamkowym z 1943 roku. Nazywa się toto Ein Mann Bunker, czyli kibelek ochronny dla wartownika, w którym chował się w wypadku nalotu. Sprytne, lecz dość klaustrofobiczne.



Kawałek dalej klasyka. Ale całkiem fajna, bo legalnie mogłem dzięki niej olać śmieszkę :)

Zawitałem jeszcze do paczkomatu, odebrać zapas dętek i niewielki stojak rowerowy, Wróciłem jednak z pustymi rękoma, bo człek wciskający paczkę do skrytki zrobił to zapewne tak sprytnie, że drzwiczki się nie otwierały. Nawet upojne siedem minut na infolinii oraz sugestia (nie moja, tylko pani) użycia siły, nie pomogły. Jutro musi przyjechać fachman, wyskrobać moją własność i raz jeszcze ją umieścić, gdzie trzeba. Suuuuper :/

Dwie godziny na rowerowanie znalazłem lekko przed jedenastą. Było tak sobie - niby nie najzimniej, lecz snuł się wschodni, umiarkowany, ale i upierdliwy wiatr, który zniechęcał do walki. Więc jej nie było. Założenie było tylko jedno: wykonać swoje.
W związku z remontami, nie mogłem wybrać żadnej ze swoich klasycznych tras w kierunku E, wymyśliłem więc odchudzone "kórełko": Dębiec - Las Dębiński - Starołęcka - Głuszyna - Daszewice - Kamionki - Borówiec - zemsta Adolfa - Skrzynki - Kórnik - Mościenica - Mieczewo - Świątniki - Rogalin - Rogalinek - Puszczykowo - Łęczyca - Luboń - Poznań.
Najważniejsze odkrycie - znalazłem idealny tron dla aktualnego nadleśniczego Nadleśnictwa Babki, oczywiście za zasługi widoczne z tyłu :)

Poza tym wciąż podziwiałem "atrakcje" na Głuszynie.




Zemsta Adolfa niezmiennie się trzyma. Dochodzę już do etapu, że jadę całą szerokością, bo udało mi się znaleźć jej kilka fragmentów, gdzie plomby mnie wypadają :)

A tu nie moje dzieło :) To chyba w sumie nawet nie spełnia definicji dewastacji, bo chyba nie można zniszczyć czegoś, co już nie powinno istnieć? Zresztą Tadeuszowi D. do twarzy bez twarzy :)

No i puszczykowskie klimaty. Na pierwszy ogień klimatyczna restauracja "Lokomotywa", która powstała z pasji i chęci odratowania stacji PKP Puszczykowo. Pizzę mają godną i lubią psy :)

Przy okazji przyjrzałem się pewnemu "czemuś", co okazało się schronem przeciwodłamkowym z 1943 roku. Nazywa się toto Ein Mann Bunker, czyli kibelek ochronny dla wartownika, w którym chował się w wypadku nalotu. Sprytne, lecz dość klaustrofobiczne.



Kawałek dalej klasyka. Ale całkiem fajna, bo legalnie mogłem dzięki niej olać śmieszkę :)

Zawitałem jeszcze do paczkomatu, odebrać zapas dętek i niewielki stojak rowerowy, Wróciłem jednak z pustymi rękoma, bo człek wciskający paczkę do skrytki zrobił to zapewne tak sprytnie, że drzwiczki się nie otwierały. Nawet upojne siedem minut na infolinii oraz sugestia (nie moja, tylko pani) użycia siły, nie pomogły. Jutro musi przyjechać fachman, wyskrobać moją własność i raz jeszcze ją umieścić, gdzie trzeba. Suuuuper :/






















































