Czary i miejskie koszmary
Czwartek, 20 kwietnia 2017
· Komentarze(15)
Na początek pozytyw - wiatr się trochę uspokoił. Stop. Koniec pozytywów na dziś :)
Negatywem zaś wciąż pozostaje jego kierunek, czyli północny, z jakimiś dziwnymi bocznymi inklinacjami, głównie ze wschodu. Nie było wyjścia, bo wewnętrznego imperatywu nie przeskoczę - znów musiałem kręcić przez calutkie miasto, z południa na północ. A skoro już się na to zdecydowałem to ponownie podszedłem do rozwikłania zagadnienia od jakiegoś czasu nurtującego mieszkańców Poznania, czyli "o co chodzi z tym ruchem na Kaponierze". Przez Glogowską dopełzłem do wspomnianego, remontowanego przez zaledwie pięć lat ronda, by oczywiście sugerując się pasami rowerowymi nagle znaleźć się zupełnie nie tam, gdzie chciałem. A wręcz przeciwnie :) Kilka nawrotek, zakrętasów i tym podobnych manewrów i jakoś udało się znaleźć po drugiej stronie. A ja wciąż mało z tego kumam.
Przy okazji cyknąłem fotę wykańczanego już powoli nowego Bałtyku. Przyznam, że nieźle się prezentuje, szczególnie na tle starej targowej iglicy, wpasowany w klocek Sheratona. No i podobno będzie (lub może już jest) na nim punkt widokowy na miasto.
Dalsze przepychanie się przez Piątkowo i Morasko to jak zwykle mordęga. Odżyłem dopiero w Radojewie, gdzie zrobił się luz i można było się rozpędzić, ale się nie dało, bo wiało :) Za to ładnie zaczęło się zielenić w tych "górskich" terenach.


Dotarłem do Biedruska, gdzie zawróciłem, jednak najpierw z ciekawością poobserwowałem sobie manewry jakieś kobiety za kółkiem, z telefonem przy uchu i zagubieniem w oczach. Kręciła się w tę i z powrotem, blokując ulice i pobliskie uliczki. Z twarzy przypomniała mi Beatę Szydło (co już samo w sobie trochę tłumaczy), ale to może już tylko moja psychika szwankuje po ponad roku aktualnych rządów :)
Powrót to kopia pierwszej połowy. Zanim dojechałem do miasta to z lekkim niepokojem obserwowałem dziwne wykopy po prawej stronie drogi między Biedruskiem a Poznaniem. Zbyt mi się kojarzyły z jednym, więc gdy tylko zobaczyłem ekipę robotników krzyknąłem:
- Co tu będzie?
- A ścieżka!
- Rowerowa?
- Rowerowa!
- Aaaa.... - tu moje napięcie sięgnęło zenitu - a z asfaltu?
- Z asfatu!
- Super!
- Super!
Ulżyło mi :) Następnie wjechałem w miejską dżunglę, która zabrała mi przez stanie w korkach i na światłach dwadzieścia dodatkowych minut z czasu, którego nie miałem. No i pewnie nawet czary by mi nie pomogły w dostaniu się do domu, choć w sumie miałem kogo zapytać :)

Negatywem zaś wciąż pozostaje jego kierunek, czyli północny, z jakimiś dziwnymi bocznymi inklinacjami, głównie ze wschodu. Nie było wyjścia, bo wewnętrznego imperatywu nie przeskoczę - znów musiałem kręcić przez calutkie miasto, z południa na północ. A skoro już się na to zdecydowałem to ponownie podszedłem do rozwikłania zagadnienia od jakiegoś czasu nurtującego mieszkańców Poznania, czyli "o co chodzi z tym ruchem na Kaponierze". Przez Glogowską dopełzłem do wspomnianego, remontowanego przez zaledwie pięć lat ronda, by oczywiście sugerując się pasami rowerowymi nagle znaleźć się zupełnie nie tam, gdzie chciałem. A wręcz przeciwnie :) Kilka nawrotek, zakrętasów i tym podobnych manewrów i jakoś udało się znaleźć po drugiej stronie. A ja wciąż mało z tego kumam.
Przy okazji cyknąłem fotę wykańczanego już powoli nowego Bałtyku. Przyznam, że nieźle się prezentuje, szczególnie na tle starej targowej iglicy, wpasowany w klocek Sheratona. No i podobno będzie (lub może już jest) na nim punkt widokowy na miasto.
Dalsze przepychanie się przez Piątkowo i Morasko to jak zwykle mordęga. Odżyłem dopiero w Radojewie, gdzie zrobił się luz i można było się rozpędzić, ale się nie dało, bo wiało :) Za to ładnie zaczęło się zielenić w tych "górskich" terenach.

Dotarłem do Biedruska, gdzie zawróciłem, jednak najpierw z ciekawością poobserwowałem sobie manewry jakieś kobiety za kółkiem, z telefonem przy uchu i zagubieniem w oczach. Kręciła się w tę i z powrotem, blokując ulice i pobliskie uliczki. Z twarzy przypomniała mi Beatę Szydło (co już samo w sobie trochę tłumaczy), ale to może już tylko moja psychika szwankuje po ponad roku aktualnych rządów :)
Powrót to kopia pierwszej połowy. Zanim dojechałem do miasta to z lekkim niepokojem obserwowałem dziwne wykopy po prawej stronie drogi między Biedruskiem a Poznaniem. Zbyt mi się kojarzyły z jednym, więc gdy tylko zobaczyłem ekipę robotników krzyknąłem:
- Co tu będzie?
- A ścieżka!
- Rowerowa?
- Rowerowa!
- Aaaa.... - tu moje napięcie sięgnęło zenitu - a z asfaltu?
- Z asfatu!
- Super!
- Super!
Ulżyło mi :) Następnie wjechałem w miejską dżunglę, która zabrała mi przez stanie w korkach i na światłach dwadzieścia dodatkowych minut z czasu, którego nie miałem. No i pewnie nawet czary by mi nie pomogły w dostaniu się do domu, choć w sumie miałem kogo zapytać :)


























